PDA

Zobacz pełną wersję : Nasze wędrowanie po Bieszczadach



Strony : [1] 2

zbyszek1509
08-03-2014, 22:02
Mam nadzieję, że sir Bazyl nie będzie miał mi za złe, że podczepiam się pod jego wątek, ale uwielbiam chaszczem się sztachnąć:). Przynajmniej co jakiś czas, aby nie stać się niewolnikiem następnego nałogu. Obiecałem don Enroco swoją poprawę, więc postaram się z tego wywiązać tak, aby słowo ciałem się stało:). Dzień 21 czerwca 2011 roku zapowiadał się pięknie a będąc w Bieszczadach nie warto było czasu tracić na jakieś tam .... Postanowiłem ponownie zawitać do "worka bieszczadzkiego" i wymyśliłem sobie taką oto trasę:

33578

Drogowskazy jasno wskazywały kierunek moich wcześniejszych założeń:

33579

Droga trochę przypominała mi dawne podróże do NRD ale ja szedłem na wschód w poszukiwaniu jakiejś cywilizacji:). Zarówno na wschodzie jak i na zachodzie widoki bardzo przyjemne. Czyli jak to już ktoś wcześniej zauważył, w Bieszczadach warto czasami spojrzeć do tyłu.

33580 33581

Patrząc po okolicznych i trochę oddalonych wzgórzach, pomyślałem sobie, że fajnie by było, gdyby tak w bezpiecznej odległości, popasał niedźwiadek to miałbym ciekawą fotkę. Jedynie co zobaczyłem, to ruiny cerkwi. Próba bliższego podejścia do niej zakończyła się tylko przemoczeniem butów. Może to i dobrze, gdyż to co dowiedziałem się później na forum, mogło to mieć przykre konsekwencje.

33582

Podziwiając umiejętności bobrów pomaszerowałem dalej betonową drogą i co jakiś czas zerkałem na oddalającą się cerkiew.

33583

Droga zmieniła się na bardziej chaszczowatą ale niezbyt uciążliwą. Nadszedł czas aby zmierzyć się z Kiczerą Sokolicką. Po niedługim czasie trafiła mi się piękna alejka a na niej niespodzianka. Lekki wiaterek wiał od Tarnicy a miękkie podłoże skutecznie zagłuszało moje kroki.

33584

Wolno przemieszczając się wzdłuż młodych świerków, usłyszałem delikatny szelest. Pomyślałem, że pewnie jakaś łania sobie posiłkuje. Zwolniłem i spojrzałem w prawo, w małą przerwę pomiędzy choinkami. To co zobaczyłem, to przerosło moje wcześniejsze oczekiwania. Z odległości ok. 3 m patrzył na mnie zdziwionym wzrokiem potężny niedźwiedź. Oczywiście o zrobieniu zdjęcia, mowy nie było. Aparat w plecaku (już tego nie robię), a on stoi w jeżynach i nie spuszcza ze mnie wzroku. Podeprę się zdjęciem z internetu aby przybliżyć to co w tamtej chwili widziałem.

33585

Z małą różnicą, kolor futerka miał bardziej brązowy i był zdecydowanie starszy czyli większy. A teraz, jaka była moja reakcja, gdyż to pewnie czytających zainteresuje. Mając w pamięci lekturę i filmy z Bruce Lee, zastosowałem jego metodę straszenia przeciwnika. To były tylko przebłyski podświadomości, gdyż o myśleniu w takiej sytuacji, to można zapomnieć. Podniosłem do góry ręce razem z kosturem, który jest bardzo przydatny w sytuacjach ekstremalnych i wydałem z siebie dźwięk o wysokiej częstotliwości. Później sprawdzałem to na napastliwych psach i również skutkuje. Lepiej jak gaz pieprzowy. Uciekają z podwiniętym ogonem bez względu na swoją wielkość. Policyjne pewnie są bardziej odporne ale sprawdzać nie będę:). Natomiast niedźwiadek odwrócił się i pobiegł w znanym tylko sobie kierunku. Przez kilkanaście sekund słyszałem jego pomrukiwania i odgłos przedzierania się przez chaszcze. Oddaliłem się z tego miejsca już w zdecydowanie szybszym tempie a głowa obracała się na szyi we wszystkich kierunkach.
Po wyjściu na stokówkę spotkałem regulaminowo wyposażonych rowerzystów, którzy zapytali mnie, gdzie tu jest jakiś sklep w którym można coś kopić do jedzenia a szczególnie do picia. Kiedy uświadomiłem im w jakim są miejscu i podzieliłem się na gorąco swoimi przeżyciami, to tylko usłyszałem, to my już sobie pojedziemy do Tarnawy. Po zamknięciu pętli którą w tym dniu zrobiłem i dotarłem do samochodu, zobaczyłem informację, która w tym momencie nie była mi już przydatna.

33586

Wszystko dobre co się dobrze kończy:).

Szkutawy
08-03-2014, 23:40
....dobre, ale Ty okazałeś się chyba bardziej agresywny... z tym dżwiękiem o wysokiej częstotliwości;)

zbyszek1509
09-03-2014, 00:23
....dobre, ale Ty okazałeś się chyba bardziej agresywny... z tym dżwiękiem o wysokiej częstotliwości;)

Pewnie tak:), wykorzystałem chwilę jego zaskoczenia i okazałem swoją "wielkość", jednak nikomu nie życzę takiego bliskiego spotkania. Ma to swoje uroki ale nigdy nie wiadomo jaki będzie tego finał. Na pewno, gdyby to była samica z młodym, to tak słodko by się to nie skończyło. Dlatego, podczas indywidualnych wycieczek, to lepiej wcześniej informować prawowitych mieszkańców o swojej obecności na ich terenie.

Browar
09-03-2014, 16:55
Robiłem tą traskę w odwrotnym kierunku, mnie miś zdybał w młodniku "na osobności", burczał okrutnie więc dzielnie dałem nogę. Też widziałem to ostrzeżenie już po wszystkim. Ale tego że ich tam grasuje 7 szt to dowiedziałem się dużo później :twisted:
Trasa kapitalna ;)

Jimi
09-03-2014, 16:58
łał - zdjęcia piękne, ja chcę na sokoliki !!!!! tam jeszcze nie byłam ;( magia. A historia z niedźwiedziem i później ta straszna kartka -niesamowite

zbyszek1509
09-03-2014, 17:59
Ale tego że ich tam grasuje 7 szt to dowiedziałem się dużo później :twisted:
Trasa kapitalna ;)

Całe szczęście, że nie przemieszczają się stadnie, tak jak to lubią robić żubry.

asia999
09-03-2014, 18:52
Zbyszku! Piękne chaszcze wywędrowałeś nam tutaj :)))
Mam nadzieję, że to tylko odcinek pilotażowy całej serii - od czerwca 2011 wędrówek pewnie było znacznie więcej. :)

Chyba już kiedyś pisałam, ze zazdroszczę odwagi tym, którzy wędrują w pojedynkę. Chyba wtedy najbardziej można poczuć smak wędrowania.

zbyszek1509
09-03-2014, 20:43
Zbyszku! Piękne chaszcze wywędrowałeś nam tutaj :)))
Mam nadzieję, że to tylko odcinek pilotażowy całej serii - od czerwca 2011 wędrówek pewnie było znacznie więcej. :)

Chyba już kiedyś pisałam, ze zazdroszczę odwagi tym, którzy wędrują w pojedynkę. Chyba wtedy najbardziej można poczuć smak wędrowania.

:grin: Asiu, serdecznie dziękuję za miłe słowa. Zacząłem jak Alfred Hitchcock w swoich filmach:). Takich groźnych sytuacji już więcej nie było, chociaż spotkania z innymi mieszkańcami Bieszczadów i owszem bywały. Przyznaję, że tych moich wędrówek trochę się uzbierało, było ich wiele przed 2011 rokiem i jeszcze (pewnie) więcej po 2011 roku. Wszystkie są zarchiwizowane i w jakiś sposób udokumentowane aby można było do nich w miarę szybko dotrzeć. Ubolewam, że wstawienie ruszających się zdjęć:) na nasze forum jest kłopotliwe i możliwe tylko poprzez YouTube. A z drugiej strony, nie wszystkie mogą być publicznie demonstrowane. Z racji odległości, która dzieli mnie od Bieszczadów, mogę sobie pozwolić (jak na chwilę obecną) jedynie 2 razy w ciągu roku tam zawitać. Ale jak już pojadę to przez 2 tygodnie moja dusza szaleje a w czasie ostatniego pobytu we wrześniu odwiedziłem 24 miejsca. Wiele taras jest wszystkim, tu obecnym, doskonale znana a nawet opisana, tak więc powielanie ich, wydaje mi się mało sensowne. Jednak pomimo tego, postaram się jeszcze coś chaszczowatwgo umieścić aby wątek sir Bazyla nie zaginął:).

Piskal
09-03-2014, 21:08
:grin: pomimo tego, postaram się jeszcze coś chaszczowatwgo umieścić aby wątek sir Bazyla nie zaginął:).

A co się tak o Bazyla martwisz? Bazyl se poradzi;). Załóż własny, Zbyszkowy, wątek. Bo początki, zgadzam się, obiecujące.

sir Bazyl
09-03-2014, 21:20
A co się tak o Bazyla martwisz? Bazyl se poradzi;). Załóż własny, Zbyszkowy, wątek. Bo początki, zgadzam się, obiecujące.
Też podoba mi się Zbyszkowe pisanie i zgadzam się z Piskalem w 100% ! Ale mam dobrze - piszą już za mnie, odpowiadają, a kto mi jutro obiad ugotuje? :mrgreen:

zbyszek1509
09-03-2014, 21:56
A co się tak o Bazyla martwisz? Bazyl se poradzi;). Załóż własny, Zbyszkowy, wątek. Bo początki, zgadzam się, obiecujące.

Jasne!! sir Bazyl to potęga i nawet mi przez myśl nie przeszło, że jest zagrożony:). Jednak pobudki były inne. Wątków o relacjach z różnych wędrówek po Bieszczadach jest wiele, natomiast o pewnych zakamarkach a szczególnie o chaszczowaniu, jest tylko jeden. Zresztą w takim towarzystwie to zawsze przyjemniej:). Natomiast to co napisałem "aby wątek sir Bazyla nie zaginął:). " to tylko w formie przekory, na chwilową niemoc forum i myślę, że tak to zostało odebrane:). Jeżeli jestem w błędzie, to "sypię głowę popiołem" (cytat z dawniejszej wypowiedzi sir Bazyla). Jak to przyjemnie uczyć się od mądrzejszych!.
Natomiast na ugotowanie obiadu, to już sir Bazylu, z mojej strony nie licz, no chyba, że spotkamy się w restauracji a jeszcze lepiej w barze mlecznym:).
A za ciepłe słowa dziękuję :grin: .

partyzant
10-03-2014, 21:23
Chyba już kiedyś pisałam, ze zazdroszczę odwagi tym, którzy wędrują w pojedynkę. Chyba wtedy najbardziej można poczuć smak wędrowania.[/QUOTE]
Asia tak napisała to odpowiadam, że często łażę sam ale tylko z powodu braku towarzystwa. Wcale nie jest tak fajnie, szczególnie gdy zauważy się łapki w błocie albo jak coś wyfrunie prawie spod nóg - serce biło mi gdzieś w gardle. Pisałem już kiedyś, że spotkałem wilka pod Magurycznym i jedna z myśli jaka mnie prześladowała to taka, że wilk wyczuwa chorą zdobycz na kilometry i pomyślałem wtedy, że chyba jestem już słaby skoro wychodzi prosto na mnie. Wilk wedle mojej oceny chory nie był, o tym dniu nabazgrałem:

Ranek przywitał mnie śniegiem. Około 8 rano byłem już pod cerkwią. Ubrałem się bardzo ciepło, założyłem podwójne skarpetki. Gumowce okazały się niezastąpione. Za cerkwią zrobiłem kilka zdjęć i poszedłem w kierunku Magurycznego przez drugie wzgórze za cerkwią na wschód. Szedłem koło paśnika dla żubrów ze starym sianem dalej kolo cmentarza z I wojny na Jasielniku. Szedłem sobie dalej i dalej aż nieco w lewo od ścieżki pokazał się jakiś wierzchołek. To był dokładnie wierzchołek Magurycznego z punktem wysokościowym, resztkami ogniska i kupką wojennego żelastwa. Opodal na drzewie tabliczka informująca, że walczyli tu Węgrzy z takiego a takiego oddziału. Znalazłem papier z nazwiskami i adresami ostatnich turystów, to dopisałem siebie i przykryłem okrągłym szkłem, których sporo zostawiłem w różnych miejscach Bieszczadów.
Zaskoczyła mnie spora stromizna drugiej strony Magurycznego oraz szeroki trakt przez wierzchołek, może od Mikowa. Dalej kierowałem się w stronę Żebraka, trakt zamienił się w ścieżkę, póżniej trochę domyślną. Nieświadomie znalazłem się na Rozdilach Horyszniańskich (fajna nazwa) i usłyszałem warkot piły motorowej. Bogdan z Mikowa co jeżdzi BMW opowiedział mi o chorej żubrzycy co kręciła się po okolicy(rym). Bogdan zdziwił się jak mu powiedziałem, że idę ze Smolnika sam, może dlatego że na oko (chyba tak jak wilk?) dołożył mi dziesięć lat. Po paru minutach byłem już na Żebraku. Niestety na przełęczy jest zasięg telefonów i było po wycieczce.
Jak widzicie to moja relacja jest trochę nudna, bo takie raczej jest chodzenie samemu. Jasne, że wszystkiego nie opisałem np, że czasami las zapierał dech i że, i że...
ech...

sir Bazyl
10-03-2014, 21:56
(...) Niestety na przełęczy jest zasięg telefonów i było po wycieczce.
Hej partyzancie! Taki jeden przycisk rozwiązuje problemy z zasięgiem :) Wczoraj go użyłem i zapomniałem nawet, że istnieje czas, łaziłem szachownicą łąk, starych sadów i zadrzewień czyli pozostałościami po bieszczadzkiej wsi i nagle, no może nie tak nagle gdyż dolinę spowił już wieczorny cień, postanowiłem sprawdzić ile mam jeszcze czasu...Za późno, jak się okazało, czas na planowy powrót dawno minął i musiałem zmienić plan co się rypnął, przegrupować szyki, wziąć dupę w troki i lotem błyskawicy pokonać kilka kilometrów dzielących mnie od cywilizacji...a dziś chodzę jak ten wyższy robot z Gwiezdnych Wojen :)

Jak widzicie to moja relacja jest trochę nudna, bo takie raczej jest chodzenie samemu.
Już bym dał się sprowokować do ostrej reakcji, gdybym nie doczytał, że

Jasne, że wszystkiego nie opisałem np, że czasami las zapierał dech i że, i że...
ech...
Samemu zawsze się lepiej słyszy, więcej widzi i mocniej czuje! Tylko nie ma z kim pogadać i się napić :)

zbyszek1509
10-03-2014, 23:00
Zanim przystąpię do następnej relacji, to może kilka zdań na temat, jak to się zaczęło z Bieszczadami w moim przypadku. W październiku minie 30 lat jak pierwszy raz poczułem zapach tej ziemi. Kolega, który był wychowawcą w jednej z maturalnych klas, zaproponował mi udział w szkolnej wycieczce w Bieszczady. W ówczesnych czasach takie wycieczki mogły trwać tylko około 3 dni. A Bieszczady daleko i praktycznie aby dojechać, to już kilkanaście godzin było w plecy. Uruchomił swoje możliwości aby ten czas przedłużyć i udało się jeszcze 2 dni dołożyć. Jednak nic za darmo:). Warunkiem było odwiedzenie pomnika gen. Świerczewskiego w Jabłonkach w dniu 12.10. czyli w święto które nazywało się Dzień Wojska Polskiego. Zakwaterowanie mieliśmy w Ustrzykach Górnych w baraczku PTTK, który był w opłakanym stanie ale na głowę jeszcze nie leciało. Obecnie w tym miejscu znajduje się Hotel Górski. Niewiele pamiętam z tego pierwszego pobytu, gdyż pogoda w pierwszych dniach była zadymiona, tak jak i widoczność na Tarnicy. Jednak 12 października zaświeciło słońce i mała grupa regulaminowych straceńców powędrowała do Jabłonek. Nie wiem jak to nam się udało, ale przeszliśmy przez Połoninę Caryńską, Wetlińską, Smerek, Łopiennik i ówczesnego Waltera. Szczęście nam dopisywało, gdyż zdążyliśmy na autobus PKS, który przywiózł nas do UG. Siedząc w okolicy pomnika i upajając się jesiennymi kolorami Bieszczadów, postanowiłem, ja tu muszę wrócić. I tak to się zaczął mój romans z Bieszczadami. Przyjechałem jeszcze 3 razy z rodziną w okresie wakacyjnym na pole namiotowe "Jawor". Jednak bardziej w celu wędkowania i poznawania Bieszczadów przez szyby samochodu aniżeli wędrowanie po górach. Jako ciekawostką z ówczesnego okresu niech będą slajdy stoku na którym znajdowało się pole namiotowe. Nawet widać jakie to samochody dominowały wtedy przy namiotach:).

33693 33694 33695

I to była gra wstępna, którą Bieszczady mnie obdarzyły:). Nastąpił długi okres ostudzenia kontaktów do roku 2003 z przyczyn zawodowo-usługowych, ale tylko po to, aby obecnie przeżywać szczytowanie:).
Oczywiście początki tego drugiego okresu, w dzisiejszym odczuciu, były anemiczne, każdy na pewno to przechodził. Czyli przewodnikowe szlaki i wydeptane ścieżki. Dopiero po przeczytaniu kilkudziesięciu książek i poznaniu historii tej ziemi, mogłem poczuć się zdecydowanie lepiej podczas dyskusji o Bieszczadach z bardziej doświadczonym towarzystwie. I tu występowała pewna prawidłowość, czym więcej wiedziałem, tym większą miałem świadomość tego, że jeszcze o wielu sprawach nie wiem i w wielu miejscach nie byłem. I to pozostało jeszcze do dnia dzisiejszego:(.
Teraz już wracam do następnej wycieczki bardziej atrakcyjnej w chaszcze. Następnego dnia po spotkaniu z niedźwiadkiem, czyli 22.06.2011 r. postanowiłem zmienić szerokość geograficzną i przeniosłem się bardziej na zachód. A trasa wynosiła 13,3 km i wyglądała tak, jak to widać na zżucie ekranu.

33696

Początek całkiem przyzwoity, gdyż równo i w miarę sucho.

33697

Jednak, co dobre nie może trwać wiecznie a nawet zbyt długo. Zaczął się teren zalesiony i atrakcje z nim związane. Przeszedłem obok stanowiska "miłośników" zwierzyny.

33698

I zaczęło się to, co bieszczadzkie "tygrysy" lubią najbardziej.

33699

Po pewnej chwili, rodzi się refleksja, co tu musiało się kiedyś dziać, że te drzewa zostały tak strasznie okaleczone. Przyznaję, że w tym miejscu powiało grozą.

33700 33701

Maszerując dalej starą drogą zrywkową usłyszałem dziwny szelest wśród leżących liści. Oczywiste zainteresowanie wzięło górę i zobaczyłem zaskrońca, który przeliczył się chyba ze swoimi możliwościami konsumpcyjnymi.

33702 33703

Przyznaję, że nie zamierzałem ingerować w prawa natury, jednak pewnie moja obecność nie została doceniona przez zaskrońca i ropucha, tym razem, uszła z życiem.

Dalsze wędrowanie zaowocowało kontaktem z panem ubranym w strój maskujący, który podglądał przez lornetkę ucztujące żubry. Moja nagła obecność przy jego boku, wywołała u niego pewne zakłopotanie nerwowe, gdyż wziął mnie za niedźwiedzia:). Tak był pochłonięty podglądaniem, że zapomniał o zmyśle słuchu. Skończyło się na krótkiej pogawędce i poszedł w swoim kierunku a ja za żubrami. Trochę zboczyłem z trasy aby nie przepuścić takiej okazji i zrobić kilka zdjęć. Skończyło się tylko na dwóch, (trzecie było nieostre) gdyż po pierwszym pstryknięciu, żubry mnie wyczuły lub dźwięk migawki wzbudził ich zainteresowanie i całym stadem ruszyły w ostro w dół. Wrażenie niesamowite, dosłownie wyczuwałem trzęsącą się ziemię i słyszałem łamiące się krzaki. O tej chwili, migawkę w aparacie mam wyciszoną do zera.

33704 33705

W okolicach Woroty trasa już bardzo przyjemna a jedynie stok po prawej i lewej stronie dość stromy. Zdjęcie tej głębi przestrzeni nie jest w stanie oddać ale w realu jest to bardzo imponujące wrażenie.

I w tej chwili dostałem informację, że mogę wgrać tylko 10 zdjęć w jednym poście. A wgrałem już 14, czyli składam podziękowanie za łaskawość portalu i za chwile cd w następnym poście.

zbyszek1509
10-03-2014, 23:33
Jak widzę to wystąpił mały problem z edycją, pewnie przedobrzyłem ze zdjęciami. Do załączników 33693 (http://forum.bieszczady.info.pl/attachment.php?attachmentid=33693) 33694 (http://forum.bieszczady.info.pl/attachment.php?attachmentid=33694) 33695 (http://forum.bieszczady.info.pl/attachment.php?attachmentid=33695)wklejam jeszcze raz zdjęcia

33706 33707 33708

zbyszek1509
11-03-2014, 00:12
Ciąg dalszy poprzedniego postu.
W okolicach Woroty trasa już bardzo przyjemna a jedynie stok po prawej i lewej stronie dość stromy. Zdjęcie tej głębi przestrzeni nie jest w stanie oddać ale w realu jest to bardzo imponujące wrażenie.

33709

I już po krótkiej chwili zaliczyłem szczyt Magurycznego, czy jak kto woli Magury 884, na której jest sporo różnego rodzaju żelastwa z wojennej historii tego miejsca.

33710 33711

Teraz już tylko z górki i po mniejszych lub większych chaszczach docieram do cmentarza wojennego, aby już drogą zrywkową w przyjemnym otoczeniu dotrzeć do potoku. Jednak jak się okazało to limitu atrakcji dnia dzisiejszego jeszcze nie wyczerpałem. Przechodząc płytkim wąwozem obok młodnika usłyszałem podobnie delikatny szelest jak w dniu poprzednim. Przyspieszyłem kroku a z przodu pojawiła się żmija. Poczułem się jak osaczony a w głowie wojna myśli, czy się oddalić, czy utrwalić żmiję. Oczywiście wybrałem drugi wariant i następna żmija zaszczyciła moją kolekcję fotograficzną.

33712

Po bezpiecznym już wyjściu z lasu ukazał się widok na pasmo graniczne.

33713

A z tyłu zostały przyjemne wspomnienia, którymi spróbowałem się z Wami podzielić:).

33714

zbyszek1509
11-03-2014, 00:33
Samemu zawsze się lepiej słyszy, więcej widzi i mocniej czuje! Tylko nie ma z kim pogadać i się napić :)

Najprawdziwsza prawda pod słońcem:). Natomiast odnośnie picia, co jest szczególnie istotne w upalny dzień, to wystarczy małe okrągłe lustereczko w które dawnymi czasy, był wyposażony każdy mężczyzna obowiązkowo:).

zbyszek1509
11-03-2014, 03:34
Następnego dnia po spotkaniu z niedźwiadkiem, czyli 22.06.2011 r. postanowiłem zmienić szerokość geograficzną i przeniosłem się bardziej na zachód.

Jak zwykle muszę coś spierniczyć :oops:. Jeżeli przeniosłem się na zachód to powinno być, że zmieniłem długość a nie szerokość geograficzną. Mam nadzieję, że więcej baboków nie będzie :sad: .

Piskal
11-03-2014, 17:51
Przyjemnie się z Tobą chaszczuje. A pewnie jeszcze lepiej chaszczowało by się w realu.

Szkutawy
11-03-2014, 17:54
...no to Zbyszek rozbuchałeś się .... pozytywnie... miło poczytać :lol:

zbyszek1509
11-03-2014, 18:02
Przyjemnie się z Tobą chaszczuje. A pewnie jeszcze lepiej chaszczowało by się w realu.

Miło coś takiego przeczytać :grin: , nie widzę przeszkód - (jak to powiedział słabo widzący dżokej).

zbyszek1509
11-03-2014, 18:23
...no to Zbyszek rozbuchałeś się .... pozytywnie... miło poczytać :lol:

No to widzę problem:), podobno prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy a nie jak zaczyna ;).

asia999
11-03-2014, 19:22
Ja tu czytam z wypiekami na twarzy - bo tyle wrażeń w jednej relacji - i już się cieszę, że Zbyszek ma zapał do pisania,a tu doczytuję w ostatnim poście, że Autor już się o koniec martwi. :-(
Fajne zdjęcia - lasu, zwierzaków (zaskroniec z żabą świetni), drzewa rzeczywiście niesamowite. Fotki z przeszłości wzruszające.

Wiem, że recenzje po relacjach są niewspółmiernie krótkie do czasu jaki trzeba poświęcić na stworzenie relacji i nie oddają radości czytającego z czytania, ale mam nadzieję, że Zbyszek nie straci szybko zapału i radości z pisania.:grin:

asia999
11-03-2014, 20:31
Asia tak napisała to odpowiadam, że często łażę sam ale tylko z powodu braku towarzystwa. Wcale nie jest tak fajnie, szczególnie gdy zauważy się łapki w błocie albo jak coś wyfrunie prawie spod nóg - serce biło mi gdzieś w gardle.
Partyzancie - moim zdaniem brak towarzystwa do odwagi w wędrówce nic nie ma. Bo ta odwaga zaczyna się już właśnie w momencie decyzji o samodzielnej wędrówce - niezależnie od tego czy jest to samodzielność pożądana czy wręcz przeciwnie. Pewnie łapki w błocie robią rzeczywiście większe wrażenie kiedy nie ma z kim podzielić się strachem, chociaż kiedy idziesz nie sam to pewnie też boisz się, dodatkowo też o tych co idą z Tobą. Tak czy siak relacje z takich jednoosobowych wędrówek mają dla mnie jako czytelnika szczególny smak.


o tym dniu nabazgrałem (...) Jak widzicie to moja relacja jest trochę nudna, bo takie raczej jest chodzenie samemu. Jasne, że wszystkiego nie opisałem np, że czasami las zapierał dech i że, i że...ech...
Twoja relacja nie jest nudna. Napisałeś o podobnych rejonach, o których napisał Zbyszek - a Wasze relacje są kompletnie inne. Masz styl pisania, który jest nie do podrobienia. I mnie ten styl urzekł od początku Twojego pisania tutaj. :)))


Bogdan z Mikowa co jeżdzi BMW opowiedział mi o chorej żubrzycy co kręciła się po okolicy(rym).

ja bym powiedziała, że i rym i rytm. ;) Idealny tytuł dla wątku z relacjami Partyzanta :grin:


(a napisałeś, że robiłeś zdjęcia podczas tej wędrówki - miło byłoby je tutaj zobaczyć...)

zbyszek1509
11-03-2014, 20:54
Ja tu czytam z wypiekami na twarzy - bo tyle wrażeń w jednej relacji - i już się cieszę, że Zbyszek ma zapał do pisania,a tu doczytuję w ostatnim poście, że Autor już się o koniec martwi. :-(
Fajne zdjęcia - lasu, zwierzaków (zaskroniec z żabą świetni), drzewa rzeczywiście niesamowite. Fotki z przeszłości wzruszające.

Wiem, że recenzje po relacjach są niewspółmiernie krótkie do czasu jaki trzeba poświęcić na stworzenie relacji i nie oddają radości czytającego z czytania, ale mam nadzieję, że Zbyszek nie straci szybko zapału i radości z pisania.:grin:

Oj Asiu, polałaś miodu ma moje serce - dzięki. Największą siłą napędową do pisania, są właśnie recenzje a szczególnie reakcje, bez względu na to, czy długie czy nawet krótkie. Osobiście również mam w tym przyjemność, gdyż automatycznie wracam do wspomnień i wrażeń kiedyś przeżytych. Materiału uzbierało się sporo, jednak nie wszystkie nadają się do publikacji ze względu na swoją banalność. Przeglądając "dokumentację" poszczególnych pobytów w Bieszczadach robię ostrą selekcję tego co się nadaje, co w miarę atrakcyjne a co musi być głęboko ukryte:). Z pełną premedytacją umieściłem w nazwie wątku NASZE i mam cichą nadzieję, że jeszcze innych bieszczadników relacje wspólnie poczytamy. Obiecuję, że "horrorów" niedźwiedziami i wilkami w tle, już nie będzie:).

Jimi
11-03-2014, 21:37
Zbyszku - relacja super !!!!! Zupełnie nie banalna.

"I tu występowała pewna prawidłowość, czym więcej wiedziałem, tym większą miałem świadomość tego, że jeszcze o wielu sprawach nie wiem i w wielu miejscach nie byłem. I to pozostało jeszcze do dnia dzisiejszego:(."

-ja też tak mam!! i to jest właśnie najfajniejsze :D bo to oznacza niekończące się wędrówki i coraz to lepsze miejsca :D

"Bo ta odwaga zaczyna się już właśnie w momencie decyzji o samodzielnej wędrówce"

-Hm, jakby tak zestawić dziesiątki moich wędrówek po Bieszczadach to w zasadzie z kimś mało byłam i były to banały:
wetlińska (z 5 razy z kimś), cisna-jasło-smerek wieś (2 razy z kimś) i mój lubiany łopiennik (dołżyca-łopiennik-dołżyca) (2 razy z kimś) i jeziorka duszatyńskie (1 raz) i jeszcze spacery: raz poszłam z kolegą z jaworca do dwernika (kawał drogi!), raz na sine wiry, raz z browarem z tarnawy do dźwiniacza (hehe) i raz z koleżanką na zbocze Czartoryji -haha, w zasadzie tylko na tych 4 trasach szlakowych byłam z ludźmi. Czyli w zasadzie można powiedzieć śmiało, że całe Bieszczady zeszłam sama!! (bo te szlaki też nie raz sama robiłam -wyjątek: jeziorka duszatyńskie, do których już nie wracałam ale niedługo zamierzam nadrobić zaległości ;P). Ale wiecie co -odnośnie myśli, to ja właśnie od tego roku czyli 2014 zaczęłam się bać i boję się już samej chodzić! -nie mówię tu o uczęszczanych szlakach ale tych prawie w ogóle nieuczęszczanych bądź bezszlakowych. Tak jakoś w myślach się boję już. Ah, a gdy sobie przypomnę przepiękną wędrówkę tej jesieni, gdzie spałam przy lesie otoczona z każdej strony jeleniami nocą dającymi efekt stereo -to boję się w ogóle na samą myśl o tym ;P A to sprawia, że jestem niezmiernie ciekawa co przyniesie mi ten rok -czy stagnację czy dalszy rozwój chaszczowanka.

Szkutawy
11-03-2014, 21:53
No to widzę problem:), podobno prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy a nie jak zaczyna ;).
... tak mówią... ale kto wskaże gdzie początek i gdzie koniec ... ;)

don Enrico
11-03-2014, 22:12
Tak się złożyło , że dopiero teraz miałem okazję przeczytać Twoje relacje i cieszę się.
Cieszę się że powstał taki skutek uboczny innego wątku. Myślę że Bartolomeo uwzględni krótkie wejście Partyzanta i zbliży swój optymizm do 8 punktów.
Napisałeś Zbyszku coś ważnego, z czego niewiele osób zdaje sobie sprawę

Największą siłą napędową do pisania, są właśnie recenzje a szczególnie reakcje, bez względu na to, czy długie czy nawet krótkie
Jako autor (prawdopodobnie) największej ilości relacji na tym forum nie raz popadałem w depresję pisząc do ściany i zadawałem sobie pytanie : po co ?
Twoje przebudzenie dodało mi impuls i wkrótce umieszczę kolejną , tym razem będzie to przedwiośnie.

Piskal
11-03-2014, 22:41
Jakimiż to drogami błądzi myśl ludzka...



Twoje przebudzenie dodało mi impuls i wkrótce umieszczę kolejną , tym razem będzie to przedwiośnie.

Żeromski "Przedwiośnie", a tam Szklane domy
"Z pustych butelek po wódce można zrealizować wizję Żeromskiego Szklane domy"- to z kolei Mrożek
A butelki po wódce, butelki z wódką, wódka z butelek kojarzy się z Bieszczadami . Przynajmniej mnie.

Taka tam dygresja..

zbyszek1509
12-03-2014, 03:04
Ah, a gdy sobie przypomnę przepiękną wędrówkę tej jesieni, gdzie spałam przy lesie otoczona z każdej strony jeleniami nocą dającymi efekt stereo -to boję się w ogóle na samą myśl o tym ;P A to sprawia, że jestem niezmiernie ciekawa co przyniesie mi ten rok -czy stagnację czy dalszy rozwój chaszczowanka.

Jimi, tylko Ci można pozazdrościć takich wrażeń dźwiękowych. Wielokrotnie ich słuchałem ale bardziej w indywidualnym wykonaniu. Jedyny raz udało mi się utrwalić na zdjęciu takiego indywidualistę w pełnej okazałości lecz pomimo bezpiecznej odległości nie miał ochoty zademonstrować swoich umiejętności wokalnych. Piszesz o swoich wielokrotnych wyprawach po Bieszczadach w czasie których, pewne miejsca zaliczałaś kilka razy. Podobnie jest również w moim przypadku. Czasami czuje się niedosyt po pierwszym razie i aby utrwalić i lepiej zapamiętać wrażenia trzeba to powtórzyć. Tak samo jest w miłości:) a Bieszczady to przecież nasz miłość. Lubisz Łopiennik:), przyznaję, że okolice Łopiennika również kilka razy spenetrowałem, gdyż w pewnym okresie, tuż pod nim, było miejsce mojego zakwaterowania. Wiele naczytałem się o historycznych wydarzeniach w jego okolicy, więc automatycznie czułem potrzebę jego głębszego poznania. W Duszatynie i Komańczy również byłem, przejeżdżałem przez Prełuki ale Twoje okolice jakoś zawsze umykały. Już wcześniej obiecałem a teraz potwierdzam z całą stanowczością, że do Twojej Chatki, na pewno w czerwcu zajrzę i nawet przygotowałem już stosunkowo dokładną mapę aby poznać tajemne ścieżki okolicznych bezdroży i związane z nimi atrakcjei:)


... tak mówią... ale kto wskaże gdzie początek i gdzie koniec ... ;)

W zasadzie gdzie jest początek, to wszyscy wiedzą lub czują:), jednak koniec, to wielka niewiadoma i cały w tym urok.


Tak się złożyło , że dopiero teraz miałem okazję przeczytać Twoje relacje i cieszę się.
Cieszę się że powstał taki skutek uboczny innego wątku. Myślę że Bartolomeo uwzględni krótkie wejście Partyzanta i zbliży swój optymizm do 8 punktów.
Napisałeś Zbyszku coś ważnego, z czego niewiele osób zdaje sobie sprawę


Największą siłą napędową do pisania, są właśnie recenzje a szczególnie reakcje, bez względu na to, czy długie czy nawet krótkie

Jako autor (prawdopodobnie) największej ilości relacji na tym forum nie raz popadałem w depresję pisząc do ściany i zadawałem sobie pytanie : po co ?
Twoje przebudzenie dodało mi impuls i wkrótce umieszczę kolejną , tym razem będzie to przedwiośnie.


Lepiej późno niż wcale, tak przeczuwałem, że wskazówki zegara, chwilowo zaczęły Ci się jakoś tak podejrzanie szybo kręcić, ale czasami jest to normalne. Efekt Twojej ankiety, czyli pobudzenie mnie do pisania, to nie jest żaden skutek uboczny, tylko działanie z premedytacją która Ci się doskonale udała i Twoja radość i satysfakcja jest w pełni zasłużona. Z wejścia Partyzanta jestem w pełni zadowolony, gdyż tematyka bardzo bliska a wątek jest otwarty również dla innych a jest to przecież wątek "Nasze wędrowanie..". Mam nadzieję, że chwilowe pomieszanie się wątków z sir Bazylem, zostanie w niedługim czasie wyregulowane.


Jako autor (prawdopodobnie) największej ilości relacji na tym forum nie raz popadałem w depresję pisząc do ściany i zadawałem sobie pytanie : po co ?

Pięknie napisał Piskal cytując Bertranda o podrzucaniu do ogniska. Tak, to jest dowodem zainteresowania i pewnego uczestnictwa w opisywanych relacjach. Na przedwiośnie czekam z utęsknieniem:).


JA butelki po wódce, butelki z wódką, wódka z butelek kojarzy się z Bieszczadami . Przynajmniej mnie.

Taka tam dygresja..

Ładna Ci dygresja:) Bardziej zakrawa na zaproszenie do wspólnego biesiadowania. ;)



http://forum.bieszczady.info.pl/images/misc/quote_icon.png Zamieszczone przez partyzant http://forum.bieszczady.info.pl/images/buttons/viewpost-right.png (http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php?p=152150#post152150)
Opodal na drzewie tabliczka informująca, że walczyli tu Węgrzy z takiego a takiego oddziału. Znalazłem papier z nazwiskami i adresami ostatnich turystów, to dopisałem siebie i przykryłem okrągłym szkłem, których sporo zostawiłem w różnych miejscach Bieszczadów.


Czy pamiętasz datę swojego pobytu na Magurycznym?. Takich informacji o których napisałeś, ja nie zastałem pomimo pewnego rozejrzenia się po szczycie. Ciekawi mnie, czy już ich nie było, czy jeszcze nie zostały umieszczone?.

zbyszek1509
12-03-2014, 12:39
Znalazłem jeszcze jedną nieprawidłowość w swojej relacji :oops:



Oczywiście początki tego drugiego okresu, w dzisiejszym odczuciu, były anemiczne, każdy na pewno to przechodził. Czyli przewodnikowe szlaki i wydeptane ścieżki. Dopiero po przeczytaniu kilkudziesięciu książek i poznaniu historii tej ziemi, mogłem poczuć się zdecydowanie lepiej podczas dyskusji o Bieszczadach w bardziej doświadczonym towarzystwie.

Zataiłem bardzo istotny element poznawczy. Oczywiście chodzi o Bieszczadzkie Forum Dyskusyjne. Nie pamiętam od kiedy poczytywałem relacje i różne przydatne ciekawostki, ale od 14.04.2007 r. zacząłem również je podglądać. Nie będę wymieniał i faworyzował tych, którzy wnieśli najwięcej, gdyż jest ich wielu a gdybym kogoś pominął to mógłbym się niepotrzebnie narazić:). Kiedy napisałem coś po raz pierwszy?, tego już nie wiem, domyślam się tylko, że mogła to być tematyka dotycząca zdjęć. Czyli śmiało można napisać i być w pełni przekonanym, że forum było, jest i jeszcze bardzo długo będzie potrzebne.

asia999
12-03-2014, 21:41
odnośnie myśli, to ja właśnie od tego roku czyli 2014 zaczęłam się bać i boję się już samej chodzić! -nie mówię tu o uczęszczanych szlakach ale tych prawie w ogóle nieuczęszczanych bądź bezszlakowych. Tak jakoś w myślach się boję już. Ah, a gdy sobie przypomnę przepiękną wędrówkę tej jesieni, gdzie spałam przy lesie otoczona z każdej strony jeleniami nocą dającymi efekt stereo -to boję się w ogóle na samą myśl o tym ;P A to sprawia, że jestem niezmiernie ciekawa co przyniesie mi ten rok -czy stagnację czy dalszy rozwój chaszczowanka.
Jimi - mam nadzieję, że czy solo, czy w duecie, trio, kwartecie czy jeszcze większej grupie - Twoje chaszczowanie w tym roku pięknie się rozwinie i zaowocuje urodzajem relacji :))
Bo odwagi to z pewnością Tobie akurat nie brakuje :))) - kojarzę te relacje, które już napisałaś - chwilami cierpła mi skóra ;)

Jimi
12-03-2014, 22:36
Fajnie, cieszę się Asiu, czasem zastanawiam się czy ktoś to w ogóle czyta (jak pisał Heniu). Dziś rozmawiając z kolegą o tym temacie bojaźni, powiedział mi (niezbyt odkrywczo), że są dwie drogi - chodzić albo nie chodzić ;P Z racji, że druga droga w ogóle nie wchodzi w grę, trzeba zacisnąć zęby i iść. Czuję się jak kilka lat temu, gdy bałam się samej chodzić po Bieszczadach (ze względu na zwierzęta jakie spotykałam), wówczas postanowiłam się do tych szmerów przyzwyczaić, bo innej możliwości na ten NAŁÓG nie było. Z kolei w sytuacji gdy idę w dwójkę (np. z sąsiadką na rogi) to zupełnie niczego się nie boję, mimo, że spotykamy ślady np świeżego dzikiego polowania, lub ona ma jakieś urojenia, że widzi wilki -to ja jestem tą osobą, która uspokaja całą sytuację. Więc w dwójkę nie ma strachu, można się swobodnie cieszyć wędrówką. Dzięki wam za te wszystkie relacje na forum!! To właśnie dzięki nim mam nadzieję, że w końcu napiszę coś swojego o ile czas na wędrówkę pozwoli :)

partyzant
13-03-2014, 12:55
Odpowiadam Zbyszkowi, że najprawdopodobniej list z adresami pisałem w ostatnich dniach pazdziernika 2011r. Jednak gdy sięgnąłem do notatek to okazało się, że papier z adresami włożyłem do leżącej, plastikowej butelki a list w sprawie mojego kolegi, położyłem na słupku i przykryłem szkłem.
Asia pyta o zdjęcia to zamieszczam: rano zaskoczył mnie śnieg, cerkiew przed remontem, ach te konie, jesienno-zimowy krajobraz. 3376833770337713377233769

zbyszek1509
13-03-2014, 14:44
Fajnie Asia i Jimi podyskutowały o pewnych wrażeniach emocjonalnych, które są siłą napędową wszystkich bieszczadzkich wędrówek. Strach jako tak, na pewno wszystkich dotyczy, tylko w zależności od indywidualnej wrażliwości:), będzie różnie odbierany. Czasami mobilizuje, a czasami paraliżuje nasze reakcje. Jednak posmak adrenaliny, jest tak przyjemny, że nie rezygnujemy z następnych wypraw. Natomiast o rozsądku, czy bardziej o rozumie, piękne motto cytuje sir Baryl, które wielokrotnie sprawdziło się w moim przypadku.


Odpowiadam Zbyszkowi, że najprawdopodobniej list z adresami pisałem w ostatnich dniach pazdziernika 2011r. Jednak gdy sięgnąłem do notatek to okazało się, że papier z adresami włożyłem do leżącej, plastikowej butelki a list w sprawie mojego kolegi, położyłem na słupku i przykryłem szkłem.

Czyli, gdy byłem tym samym miejscu w czerwcu w 2011r. to jeszcze tej listy nie było. Twoje zdjęcia są jak z bajki, a konie "skubiące" śnieg - niesamowite.

zbyszek1509
13-03-2014, 18:10
W dniu 23.06.2010r. o godz. 7:30 podjechałem pod Dybasiówkę w Liszczej, aby zrealizować zamiar wdrapania się na Hyrlatą i Rosochę, w niekonwencjonalny sposób. W gęstwinie różnych, bardziej lub mniej widocznych i zarośniętych ścieżek, odbiłem niepotrzebnie zbytnio w lewo, ale dzięki temu miałem więcej kontaktu z dziką przyrodą.

33785

Zarastające drogi zrywkowe zakończyły swój żywot, a ja stanąłem oko w oko z nieprzetarty szlakiem.

33787

W okolicy Bukowiny trafiłem na wiszący mostek, który przetestował mój stan równowagi nie tylko psychicznej.

33790

Po pokonaniu bezimiennego potoku trafiłem do miejsca opanowanego przez jakieś złe moce. Rozszalał się wiatr, połamane konary spadały na ziemię, a moja podzielność uwagi została wystawiona na ciężką próbę. Podłoże pełne nierówności, a z góry lecą gałęzie. Głowa poruszała się we wszystkich kierunkach jak u wańki-wstańki. Dodatkowe informacje, które zobaczyłem na drzewie, uświadomiły mi, że znajduję się na czyimś terenie łowieckim.

33791

Gdy wszedłem na sporą polanę zarośniętą łopianami (chyba), nastąpiła raptowna cisza, co ponownie dziwnie mnie zaskoczyło. Przynajmniej mięśnie szyi mogły powrócić do równowagi. Już bez większych emocji dotarłem do wydeptanej ścieżki łączącej Hyrlatą z Rosochą i po krótkiej chwili zaparło mi dech w piersiach. Widok zarysu Tatr oddalonych o ok. 160 km oraz poszczególnych pasm górskich, przez kilkanaście minut rekompensował wcześniej przeżyte emocje.

33792

Jeszcze kilka minut i dotarłem na najwyższy szczyt Hyrlatej, czyli Szymowa Hyrlata 1103.

33793

Jak przystało na tak atrakcyjny szczyt, to i widoki muszą być wspaniałe, zarówno na południe jak i na zachód. Pięknie prezentujące się pasmo graniczne z jasną plamką zabudowań w Solince i te połacie borówek, które nie załapały się na tym zdjęciu. Ci którzy tam byli, to na pewno widzieli, a ci którzy się wybiorą, to zobaczą. Pozostali muszą uwierzyć:).

33794

Po długim delektowaniu się widokami z Hyrlatej, ruszyłem na południe w kierunku Rosochy. I tu również miła niespodzianka widokowa, tym razem na północ. W oddali Durna oraz już bliżej Łopiennik w towarzystwie Boroła, Łopieninki oraz Horodka.

33795

Zejście z Rosochy w towarzystwie bukowego lasu bardzo przyjemne i relaksujące. W końcowym etapie pokręcona droga zrywkowa została przecięta potokiem Roztoka, który schłodził rozgrzane stopy.

33796

Rozgrzane słońcem sążnie drewna poukładanego wzdłuż drogi, zachęciły mnie do relaksu, w pełnym tego słowa znaczeniu:).

33797

Teraz już tylko stokówką, po przejściu 12,6 km, o godz. 14:10 dotarłem ponownie do Dybasiówki z pozytywnym nastawieniem do dalszych podobnych wycieczek.

zbyszek1509
16-03-2014, 18:53
Była Hyrlata i Rosocha, więc nie wypadało pominąć Matragony. Następnego dnia, czyli 24.06.2010r. pomimo, że niebo nie wróżyło nic dobrego, podjechałem na przełęcz Pryslipce i postanowiłem zmierzyć się z Matragoną. Wolno udałem się w kierunku Szczerbanówki, aby znaleźć w miarę dogodne wejście do lasu.

33831

Po kilkudziesięciu metrach, zwierzęca ścieżka doprowadziła mnie do polanki z widokiem na szczyt Matragony.

33832

Dalsze przemieszczanie uatrakcyjnił dość stromy stok z nadzieją na pewne widoki.

33833

Jednak w porównaniu z Hyrlatą zastane widoki lekko mnie rozczarowały.

33834

Po krótkim pobycie na szczycie, podyktowanym potrzebą uzupełnienia utraconych kalorii, zacząłem przemieszczać się w kierunku Solinki. Przez pewien czas towarzyszył mi przepiękny śpiew samotnego ptaszka ukrytego wśród listowia, a na trasie pojawiły się reszki wojennych okopów.

33836

Obok, siły natury wyładowały swoją energię na rosnących tu drzewach.

33837

Po wyjściu z lasu, zobaczyłem pasmo Hyrlatej i Rosochę na horyzoncie.

33838

Gdy znalazłem się obok nieczynnych retortów, zastanowił mnie widok betonowych bloków. W jakim celu zostały tu umieszczone i jakie miało być ich przeznaczenie?.

33839

Rytm dalszego marszu był podyktowany odległością, pomiędzy poszczególnymi podkładami toru kolejki. W jednym miejscu zachował się nawet przyczółek dawnej, drugiej nitki torów.

33840

Następnie, zmieniłem szlak kolejowy na drogowy i po 4.5 godz. dotarłem do przełęczy Pryslipce. Szczyt Matragony otulony mgłą, nie wróżył przyjaznej pogody na dzień następny.

33841

Jimi
16-03-2014, 19:41
Lubię Matragonę, chyba najbardziej za jej nazwę :) Kojarzy mi się ona z tęsknotą za górami, ponieważ w pracy na komputerze miałam ją na tapecie :) Kojarzy mi się też ona z silną kobietą albo zwycięstwem. Szłam na nią tak samo jak ty ale schodziłam inaczej, przez Balnicę.

Szkutawy
16-03-2014, 23:18
... a ja tam byłem wstyd się przyznać :oops:, ale na przełomie lat 80/90... pamiętam dobrze tylko te tory, jakoś one najbardziej mi utkwiły ... może najwyższy czas znowu tam się wybrać....

creamcheese
17-03-2014, 08:45
...a ja, jeszcze bardziej mi wstyd,...wybieram się w tym roku po raz pierwszy na Matragonę...dzięki Zbyszku za relację i ...motywację

zbyszek1509
17-03-2014, 14:45
..wybieram się w tym roku po raz pierwszy na Matragonę...dzięki Zbyszku za relację i ...motywację


Jak się okazuje, to wariantów przejścia przez Matragonę może być kilka. Niby niewielka góra, ale swoje atrakcje ma, szczególnie dla tych, którzy wytyczone szlaki już zaliczyli. Ponadto, gwarantowany spokój i cisza, bez tłoku i zbytniego pośpiechu.

zbyszek1509
17-03-2014, 14:57
... a ja tam byłem wstyd się przyznać :oops:, ale na przełomie lat 80/90... pamiętam dobrze tylko te tory, jakoś one najbardziej mi utkwiły ... może najwyższy czas znowu tam się wybrać....

Z tego co napisałeś, to wynika, że ponad 20 lat wcześniej poznałeś urok dzikich zakamarków bieszczadzkich. Ja takim doświadczeniem nie mogę się "pochwalić". Jednak staram się te zaległości odrabiać:).

Szkutawy
17-03-2014, 15:45
.... Zbyszek to przecież najzwyklejsze łażenie było... czy teraz, czy dwadzieścia parę lat temu... to takie same....widzisz różnica jest taka, że Ty to dokładnie pamiętasz, a ja oprócz klimatu i że było mokro, to tylko torowisko, Ty chodzisz po górach, a ja już mniej, więc czym się tu "chwalić"... próbowałem to sobie po przeczytaniu Twojej relacji ułożyć... ale naprawdę nie mogłem.... każde miejsce jest czegoś tam zakamarkiem, ale czy są dzikie, czy w ogóle były dzikie...to mity w jakie ludzie chcą wierzyć.... są jakie są i chyba dlatego w tym banale i prostocie jest ich piękno... Bieszczady się nie zmieniły.... tylko ludzie....

zbyszek1509
17-03-2014, 21:50
... Ty to dokładnie pamiętasz..

No super, dałeś mi powód do niekłamanej radości. Uśmiałem się tak, że gdyby nie uszy, to dookoła głowy bym się śmiał :grin:. Prawda jest bardziej smutna, gdyż pamięć ma swoje ułomności. Po każdym powrocie, puki jeszcze wszystko jest świeże w pamięci, zapisuję którego dnia gdzie byłem, a bardzo pomocne są przy tym zdjęcia. Zebrało się tego 8 stron w Wordzie. Patrzę na listę wycieczek, sięgam po zdjęcia i wspomnienia same wracają. Oczywiście na początku to ja taki "mądry" nie byłem. Dopiero po kilku pobytach w Bieszczadach wpadłem na ten pomysł, gdy byłem jeszcze w stanie odtworzyć pewne szczegóły i utrwalić je dla potomnych.

asia999
17-03-2014, 22:13
są jakie są i chyba dlatego w tym banale i prostocie jest ich piękno... Bieszczady się nie zmieniły.... tylko ludzie....
...tak właśnie i ja myślę :))

Zbyszku - te osiem stron w Wordzie cieszą mnie bardzo. :) bo to znaczy, że jeszcze wiele "postów wędrówkowych" przed nami. :) Jak na razie - wyśmienicie się wędruje Twoimi śladami. :)

zbyszek1509
17-03-2014, 22:25
...tak właśnie i ja myślę :))

Zbyszku - te osiem stron w Wordzie cieszą mnie bardzo. :) bo to znaczy, że jeszcze wiele "postów wędrówkowych" przed nami. :) Jak na razie - wyśmienicie się wędruje Twoimi śladami. :)

Piękne dzięki, jednak jest kilka takich wpisów np. 24.06 – Deszcz, Cisna Wojtek, piwo – piątek, albo 28.06 – Deszcz, czytanie i spanie – wtorek:cry: i co ja tu biedny mogę ciekawego napisać?.

zbyszek1509
19-03-2014, 22:29
To teraz dla odmiany, fragment wycieczki do Przemyśla i okolic. Naczytałem się o działaniach wojennych na terenie Bieszczadów podczas I WŚ i postanowiłem zobaczyć jak wyglądają w chwili obecnej, opisywane forty. W Forcie Salis-Soglio, miałem okazję poznać bardzo przyjemnych panów ze SG, gdyż przeszedłem kilkanaście metrów wzdłuż granicy z Ukrainą. Następnie Fort XII-Werner w Żurawicy z ciekawym muzeum oraz Fort XIII-San Rideau w Bolestraszycach. To wszystko było tylko dodatkiem do głównego celu wycieczki, czyli Arboretum w Bolestraszycach. Zamiast opisu krótki film, który będzie bardziej wymowny aniżeli zdjęcia.


http://www.youtube.com/watch?v=JXXahLmV8cM&feature=youtu.be

asia999
19-03-2014, 22:49
Piękne dzięki, jednak jest kilka takich wpisów np. 24.06 – Deszcz, Cisna Wojtek, piwo – piątek, albo 28.06 – Deszcz, czytanie i spanie – wtorek:cry: i co ja tu biedny mogę ciekawego napisać?.
czerwcowy deszcz w Bieszczadach - miły bardzo :))

zbyszek1509
20-03-2014, 17:48
czerwcowy deszcz w Bieszczadach - miły bardzo :))

To bardzo proszę, już jest:). Wystarczy uruchomić piosenkę Krystyny Prońko "Deszcz w Cisnej" http://www.youtube.com/watch?v=476QyWZHqPA i mamy wszystko w komplecie, zgodnie z życzeniem Asi:).

33896 33897 33898 33899

33900 33901 33902

... i po deszczu.

33903 33904

Piskal
20-03-2014, 19:39
O! Jeszcze stary Troll.Mam stamtąd fajne wspomnienia. Niby ładny ten nowy pensjonat, nawet tam nocowałem przed oficjalnym otwarciem, ale..czegoś tam brak.TEGO czegoś.

michalN
21-03-2014, 09:39
Popadało, zakurzyło, przetarło się - śliczności. Taki deszcz najlepiej z piwkiem pod parasolem wystawionym przed sklepem. No i ta piosenka. ech... A teraz do roboty Panie i Panowie.

asia999
23-03-2014, 18:10
Popadało, zakurzyło, przetarło się - śliczności. Taki deszcz najlepiej ...
gdzieś pod drzewem na skraju łąki bo zapach takiej łąki po deszczu jest niesamowity... albo ostatecznie na schodkach ganku drewnianej chałupy :)

dzięki Zbyszku :)))

sophia11
23-03-2014, 19:09
Zbysiu! A może czas pomyśleć o zebraniu wspomnień z bieszczadzkich szlaków? Tak barwnie opisałeś swoje spotkanie z niedźwiadkiem, to myślę, że inne przygody też będą nie mniej fascynujące.

zbyszek1509
24-03-2014, 01:53
Zbysiu! A może czas pomyśleć o zebraniu wspomnień z bieszczadzkich szlaków? Tak barwnie opisałeś swoje spotkanie z niedźwiadkiem, to myślę, że inne przygody też będą nie mniej fascynujące.

Aż się prosi zacytować częste powiedzenie Andrzeja z serialu "Dom", "wiśta wio łatwo powiedzieć":).

To jedziemy dalej, z Matragoną spotkałem się 24 czerwca i tego dnia, w miejscu zakwaterowania , odbyła się Noc Kupały. Co do konkretnego dnia są zdania podzielone, jedni mówią o 23 inni o 24 czerwca, mniejsza o tak mało istotne szczegóły, gdy wchodzi w grę sympatyczna impreza jaką jest bieszczadzka biesiada. Oczywiście zdjęć z niej nie będzie, gdyż uzyskanie zgody na ich publikację, byłoby bardzo kłopotliwe. W każdym bądź razie, następne dwa dni deszczu były mi bardzo na rękę, gdyż mogłem sobie tylko nucić piosenkę Czerwonych Gitar http://www.youtube.com/watch?v=Ygz1VRzc8Ls . Ówczesną sytuację mogłem jedynie nazwać łaskawością niebios w stosunku do mojej fizycznej ułomności. Jednak, aby nie popaść w zbytnie rozleniwienie zrobiłem sobie wycieczkę na cmentarz w Cisnej aby odwiedzić tych, którzy wędrują już tylko po Błękitnych Połoninach.

33977 33978 33979

Trzeciego dnia rano w dalszym ciągu pada z lekkimi przejaśnieniami. Pomyślałem sobie, że już dość tej łaskawości i trzeba gdzieś się jednak wybrać. Wybór padł na Magurę Stuposiańską. Zakładałem, że zanim dojadę do Nasicznego to się na pewno pogoda ustabilizuje:(. W trakcie jazdy, deszcz na przemian raz mniejszy, a za chwilę dużo większy aniżeli byłem w stanie przewidzieć. Po zaparkowaniu i rozpoczęciu przygotowywania do wyprawy, poczułem jakbym był pod działaniem bardzo drobnego zraszacza umieszczonego gdzieś wysoko w chmurach. Jednak nie zrezygnowałem i przeszedłem zaplanowaną trasę.

33987

Przechodząc przełęczą obok Wysokiego Wierchu, działanie zraszacza przybrało na sile do tego stopnia, że skorzystałem z łaskawości świerku, który lekko osłonił mnie od całkowitego przemoknięcia już na początku trasy. Widoki z tego miejsca były wręcz wspaniałe:).

33988

Ale ile można w pozycji kucznej wytrzymać?, w/g danych satelitarnych trwało to 15 min. Ruszyłem dalej przez różnej jakości chaszcze aż dotarłem do stokówki. Plan przewidywał, że przejdę (normalnie) przez mostek i będę kierował się do niebieskiego szlaku. Pierwszy krok na mostku uświadomił mi, że ktoś rzuca mi kłody pod nogi i na siłę chce odwieźć mnie od dalszej kontynuacji wyprawy. Buty uzyskały zerową przyczepność, a poręcz z racji swojej chwiejności, nie dawała gwarancji utrzymania równowagi na śliskim podłożu. Jedynym wyjściem było przyjęcie pozycji czworonoga i wolne przemieszczanie się do przodu. Mostek na załączonym zdjęciu jest sfotografowany dopiero w sierpniu, przy pięknej pogodzie. Tak byłem pochłonięty problemem przedostania się na drugą stronę potoku, że zapomniałem o aparacie, który był zafoliowany w plecaku.

33989

Odcinek do niebieskiego szlaku obfitował w jary o różnym stopniu nachylenia zbocza, a sam szlak miejscami był nawet bardzo szeroki i przypominał tor przeszkód.

33990

Po dotarciu na szczyt Magury Stuposiańskiej dostałem dobrą wiadomość telefoniczną o szykującej się zmianie pogody, gdyż nadchodzący wyż obejmie w swoje władanie tereny bieszczadzkie. Podczas rozmowy, zauważyłem stróżkę wody, która ściekała mi z łokcia prosto na nasiąkniętą już dość mocno ziemię. Natomiast widok jaki zobaczyłem, ma się nijak do tego miejsca, gdyż można go przypisać do wielu innych bez wychodzenia w teren, w taką pogodę. Może ktoś posiada lepsze zdjęcie z tego miejsca, chętnie obejrzę.

33991

Podczas dalszego wędrowania zupełnie mi było obojętne, czy pada, czy tylko rosi. Przejście stokówką przez Caryńskie do Nasicznego upłynęło mi w towarzystwie przejeżdżających wypasionych bryk w obydwu kierunkach. Ruiny cerkwi zostawiłem sobie na następny pobyt w tej okolicy przy bardziej sprzyjającej pogodzie. Natomiast potoczek przed Nasicznem, wyjątkowo przybrał na sile i bardzo skutecznie wypłukał błoto z moich butów i obmył strudzone stopy:). Po dotarciu asfaltówką na parking, nastąpiła zmiana mokrego ekwipunku na suchy i mogłem sobie powiedzieć, że tego dnia nie zmarnowałem na jakieś tam...

zbyszek1509
24-03-2014, 01:58
Zbysiu! A może czas pomyśleć o zebraniu wspomnień z bieszczadzkich szlaków? Tak barwnie opisałeś swoje spotkanie z niedźwiadkiem, to myślę, że inne przygody też będą nie mniej fascynujące.

Aż się prosi zacytować częste powiedzenie Andrzeja z serialu "Dom", "wiśta wio łatwo powiedzieć":).

To jedziemy dalej, z Matragoną spotkałem się 24 czerwca i tego dnia, w miejscu zakwaterowania , odbyła się Noc Kupały. Co do konkretnego dnia są zdania podzielone, jedni mówią o 23 inni o 24 czerwca, mniejsza o tak mało istotne szczegóły, gdy wchodzi w grę sympatyczna impreza jaką jest bieszczadzka biesiada. Oczywiście zdjęć z niej nie będzie, gdyż uzyskanie zgody na ich publikację, byłoby bardzo kłopotliwe. W każdym bądź razie, następne dwa dni deszczu były mi bardzo na rękę, gdyż mogłem sobie tylko nucić piosenkę Czerwonych Gitar http://www.youtube.com/watch?v=Ygz1VRzc8Ls . Ówczesną sytuację mogłem jedynie nazwać łaskawością niebios w stosunku do mojej fizycznej ułomności. Jednak, aby nie popaść w zbytnie rozleniwienie zrobiłem sobie wycieczkę na cmentarz w Cisnej aby odwiedzić tych, którzy wędrują już tylko po Błękitnych Połoninach.

33977 33978 33979

Trzeciego dnia rano w dalszym ciągu pada z lekkimi przejaśnieniami. Pomyślałem sobie, że już dość tej łaskawości i trzeba gdzieś się jednak wybrać. Wybór padł na Magurę Stuposiańską. Zakładałem, że zanim dojadę do Nasicznego to się na pewno pogoda ustabilizuje:(. W trakcie jazdy, deszcz na przemian raz mniejszy, a za chwilę dużo większy aniżeli byłem w stanie przewidzieć. Po zaparkowaniu i rozpoczęciu przygotowywania do wyprawy, poczułem jakbym był pod działaniem bardzo drobnego zraszacza umieszczonego gdzieś wysoko w chmurach. Jednak nie zrezygnowałem i przeszedłem zaplanowaną trasę.

33987

Przechodząc przełęczą obok Wysokiego Wierchu, działanie zraszacza przybrało na sile do tego stopnia, że skorzystałem z łaskawości świerku, który lekko osłonił mnie od całkowitego przemoknięcia już na początku trasy. Widoki z tego miejsca były wręcz wspaniałe:).

33988

Ale ile można w pozycji kucznej wytrzymać?, w/g danych satelitarnych trwało to 15 min. Ruszyłem dalej przez różnej jakości chaszcze aż dotarłem do stokówki. Plan przewidywał, że przejdę (normalnie) przez mostek i będę kierował się do niebieskiego szlaku. Pierwszy krok na mostku uświadomił mi, że ktoś rzuca mi kłody pod nogi i na siłę chce odwieźć mnie od dalszej kontynuacji wyprawy. Buty uzyskały zerową przyczepność, a poręcz z racji swojej chwiejności, nie dawała gwarancji utrzymania równowagi na śliskim podłożu. Jedynym wyjściem było przyjęcie pozycji czworonoga i wolne przemieszczanie się do przodu. Mostek na załączonym zdjęciu jest sfotografowany dopiero w sierpniu, przy pięknej pogodzie. Tak byłem pochłonięty problemem przedostania się na drugą stronę potoku, że zapomniałem o aparacie, który był zafoliowany w plecaku.

33989

Odcinek do niebieskiego szlaku obfitował w jary o różnym stopniu nachylenia zbocza, a sam szlak miejscami był nawet bardzo szeroki i przypominał tor przeszkód.

33990

Po dotarciu na szczyt Magury Stuposiańskiej dostałem dobrą wiadomość telefoniczną o szykującej się zmianie pogody, gdyż nadchodzący wyż obejmie w swoje władanie tereny bieszczadzkie. Podczas rozmowy, zauważyłem stróżkę wody, która ściekała mi z łokcia prosto na nasiąkniętą już dość mocno ziemię. Natomiast widok jaki zobaczyłem, ma się nijak do tego miejsca, gdyż można go przypisać do wielu innych bez wychodzenia w teren, w taką pogodę. Może ktoś posiada lepsze zdjęcie z tego miejsca, chętnie obejrzę.

33991

Podczas dalszego wędrowania zupełnie mi było obojętne, czy pada, czy tylko rosi. Przejście stokówką przez Caryńskie do Nasicznego upłynęło mi w towarzystwie przejeżdżających wypasionych bryk w obydwu kierunkach. Ruiny cerkwi zostawiłem sobie na następny pobyt w tej okolicy przy bardziej sprzyjającej pogodzie. Natomiast potoczek przed Nasicznem, wyjątkowo przybrał na sile i bardzo skutecznie wypłukał błoto z moich butów i obmył strudzone stopy:). Po dotarciu asfaltówką na parking, nastąpiła zmiana mokrego ekwipunku na suchy i mogłem sobie powiedzieć, że tego dnia nie zmarnowałem na jakieś tam...

zbyszek1509
24-03-2014, 02:08
Prośba do zielonych:). Proszę skasować obydwa ostatnie posty, coś się pokręciło. Jeszcze raz napiszę i załączę zdjęcia.

zbyszek1509
24-03-2014, 14:37
Zbysiu! A może czas pomyśleć o zebraniu wspomnień z bieszczadzkich szlaków? Tak barwnie opisałeś swoje spotkanie z niedźwiadkiem, to myślę, że inne przygody też będą nie mniej fascynujące.

Aż się prosi zacytować częste powiedzenie Andrzeja Talara z serialu "Dom", "wiśta wio łatwo powiedzieć":).

To jedziemy dalej, z Matragoną spotkałem się 24 czerwca i tego dnia, w miejscu zakwaterowania , odbyła się Noc Kupały. Co do konkretnego dnia zdania są podzielone, jedni mówią o 23 inni o 24 czerwca, mniejsza o tak mało istotne szczegóły, gdy w grę wchodzi sympatyczna impreza jaką jest bieszczadzka biesiada. Oczywiście zdjęć z niej nie będzie, gdyż uzyskanie zgody na ich publikację, byłoby bardzo kłopotliwe. W każdym bądź razie, następne dwa dni deszczu były mi bardzo na rękę, gdyż mogłem sobie tylko nucić piosenkę Czerwonych Gitar http://www.youtube.com/watch?v=Ygz1VRzc8Ls . Ówczesną sytuację mogłem jedynie nazwać łaskawością niebios w stosunku do mojej fizycznej ułomności. Jednak, aby nie popaść w zbytnie rozleniwienie zrobiłem sobie wycieczkę na cmentarz w Cisnej aby odwiedzić tych, którzy wędrują już tylko po Błękitnych Połoninach.

33992 33993 33994

Trzeciego dnia rano w dalszym ciągu pada z lekkimi przejaśnieniami. Pomyślałem sobie, że już dość tej łaskawości i trzeba gdzieś się jednak wybrać. Wybór padł na Magurę Stuposiańską. Zakładałem, że zanim dojadę do Nasicznego to się na pewno pogoda ustabilizuje:(. W trakcie jazdy, deszcz na przemian raz mniejszy, a za chwilę dużo większy aniżeli byłem w stanie przewidzieć. Po zaparkowaniu i rozpoczęciu przygotowywania do wyprawy, poczułem jakbym był pod działaniem bardzo drobnego zraszacza umieszczonego gdzieś wysoko w chmurach. Jednak nie zrezygnowałem i przeszedłem zaplanowaną trasę.

33995

Przechodząc przełęczą obok Wysokiego Wierchu, działanie zraszacza przybrało na sile do tego stopnia, że skorzystałem z łaskawości świerku, który lekko osłonił mnie od całkowitego przemoknięcia już na początku trasy. Widoki z tego miejsca były wręcz wspaniałe:).

33996

Ale ile można w pozycji kucznej wytrzymać?, w/g danych satelitarnych trwało to 15 min. Ruszyłem dalej przez różnej jakości chaszcze aż dotarłem do stokówki. Plan przewidywał, że przejdę (normalnie) przez mostek i będę kierował się do niebieskiego szlaku. Pierwszy krok na mostku uświadomił mi, że ktoś rzuca mi kłody pod nogi i na siłę chce odwieźć mnie od dalszej kontynuacji wyprawy. Buty uzyskały zerową przyczepność, a poręcz z racji swojej chwiejności, nie dawała gwarancji utrzymania równowagi na śliskim podłożu. Jedynym wyjściem było przyjęcie pozycji czworonoga i wolne przemieszczanie się do przodu. Mostek na załączonym zdjęciu jest sfotografowany dopiero w sierpniu przy pięknej pogodzie. Tak byłem pochłonięty problemem przedostania się na drugą stronę potoku, że zapomniałem o aparacie, który był zafoliowany w plecaku.

33997

Odcinek do niebieskiego szlaku obfitował w jary o różnym stopniu nachylenia zbocza, a sam szlak miejscami był nawet bardzo szeroki i przypominał tor przeszkód.

33998

Po dotarciu na szczyt Magury Stuposiańskiej dostałem dobrą wiadomość telefoniczną o szykującej się zmianie pogody, a nadchodzący wyż obejmie w swoje władanie tereny bieszczadzkie. Podczas rozmowy, zauważyłem stróżkę wody, która ściekała mi z łokcia prosto na nasiąkniętą już dość mocno ziemię. Natomiast widok jaki zobaczyłem, ma się nijak do tego miejsca, gdyż można go przypisać do wielu innych, bez wychodzenia w teren w taką pogodę. Może ktoś posiada lepsze zdjęcie z tego miejsca, chętnie obejrzę.

33999

Podczas dalszego wędrowania zupełnie mi było obojętne, czy pada, czy tylko rosi. Przejście stokówką przez Caryńskie do Nasicznego upłynęło mi w towarzystwie przejeżdżających wypasionych bryk w obydwu kierunkach. Ruiny cerkwi zostawiłem sobie na następny pobyt w tej okolicy przy bardziej sprzyjającej pogodzie. Natomiast potoczek przed Nasicznem, wyjątkowo przybrał na sile i bardzo skutecznie wypłukał błoto z moich butów i obmył strudzone stopy:). Po dotarciu asfaltówką na parking, nastąpiła zmiana mokrego ekwipunku na suchy i mogłem sobie powiedzieć, że tego dnia nie zmarnowałem na jakieś tam...

zbyszek1509
24-03-2014, 14:41
:grin: Tym razem udało się zamieścić zdjęcia bez problemu. 3 poprzednie posty są do skasowania.

Browar
24-03-2014, 18:45
Fajna traska, ale odpuściłeś Pawłową Łukę, a żałuj ;)

sir Bazyl
24-03-2014, 19:11
Fajna traska, ale odpuściłeś Pawłową Łukę, a żałuj ;)
I Wysoki Wierch, i Prypiczek, i Szczob, i..., i ..., i ...żałuj :mrgreen:

zbyszek1509
24-03-2014, 20:00
I Wysoki Wierch, i Prypiczek, i Szczob, i..., i ..., i ...żałuj :mrgreen:

Wysoki Wierch razem z jaskiniami zaliczony w sierpniu. Okolice "niby" jaskiń mają swój groźny urok. Natomiast Prypiczek i Szczob i ... wiele innych ciekawych miejsc musi poczekać do czerwca:). Domyślam się, że z Magury Stuposiańskiej jest piękny widok na Caryńską, czy ktoś może zamieścić zdjęcie?, czy muszę iść jeszcze raz i sam sobie je zrobić?:).

Browar
24-03-2014, 22:00
Niestety było mleczne południe i widok na Caryńską mętny, dorzucam Pawłową Łukę na zachętę ;)

zbyszek1509
24-03-2014, 22:31
Niestety było mleczne południe i widok na Caryńską mętny, dorzucam Pawłową Łukę na zachętę ;)

Dzięki Browar. To teraz już wiem co straciłem, a Pawłowa Łuka już jest zaklepana. Nawet nie przypuszczałem, że tam mogą być takie skałki.

zbyszek1509
28-03-2014, 00:14
Sir Bazyl wywołał pewne pozytywne wspomnienia przypominając mi Wysoki Wierch. W połowie sierpnia 2010 r. otrzymałem wiadomość wielce radującą moją duszę, że od 1 września będę mógł jeszcze popracować. Czyli jesienne Bieszczady już nie wchodziły w rachubę:(. Pomyślałem sobie, że dobre i 10 dni aby przy dobrej pogodzie i sezonie chylącym się ku upadkowi, nacieszyć oko bieszczadzkimi atrakcjami. Po kilku bardziej lub mniej literacko wartościowych wyprawach, nastał dzień 22.08.2010r. i z długiej listy planowanych wycieczek, wybrałem jaskinie na Wysokim Wierchu.

34016

Początek trasy już był wcześniej opanowany, ale sam szczyt i jego okolice jeszcze nieznane. Przedzieranie się przez zachaszczone podłoże zaowocowało przyjemnymi dla oka ciekawostkami, których uroku żadna fotografia nie jest w stanie oddać.

34017 34018

Natomiast sam szczyt i okolice jaskiń usiane różnymi wychodniami skalnymi, budziły respekt i podziw dla tak pięknie ukształtowanego terenu.

34019 34020

Trasa do jaskiń niby oznakowana, ale bardzo mało czytelnie i w śladowych ilościach. Same jaskinie nie budzą większych emocji, ale to jednak zawsze jakaś ciekawostka, którą warto zobaczyć.

34021 34022

Gdy zaspokoiłem swoją ciekawość jaskiniami, to nadszedł czas aby sprawdzić swoją sprawność akrobatyczną i przejść granią po różnych skalnych nierównościach. Przełęcz Nasiczniańska zaoferowała mi piękny widok na wschód i trasę dalszej części mojej wędrówki.

34023

zbyszek1509
28-03-2014, 00:27
Nadszedł czas aby odrobić zobowiązania, o których pisałem wcześniej. Po przejściu niewiele ponad 1 km, skręciłem w prawo na miejsce po cerkwi i pozostałościach dawnego cmentarza.

34024 34025 34026 34027

34028 34029

Wracając już wygodnie stokówką i podziwiając to co znajdowało się po lewicy, prawicy i na wprost, nie sądziłem, że obecnie sir Bazyl i Browar w swoich sugestiach, zmobilizują mnie do tego, abym w niedalekiej przyszłość zaplanował ponowny pobyt w tych okolicach.

34030

A tak na marginesie, czy może mnie ktoś oświecić w sprawie potoku Caryńskiego?. Jak to jest możliwe, że jednocześnie wpada do Wołosatego i Dwernika czy Nasiczniańskiego, a w sumie do potoku o trzech nazwach?:).

don Enrico
30-03-2014, 09:03
(...)

Trasa do jaskiń niby oznakowana, ale bardzo mało czytelnie i w śladowych ilościach. Same jaskinie nie budzą większych emocji, ale to jednak zawsze jakaś ciekawostka, którą warto zobaczyć.

34021 34022

(...)
Trasa do jaskiń ( czyli jakieś znaczki na drzewach) prowadzi na szczyt i tu ginie. Już dwukrotnie próbowałem odnaleźć te jaskinie , ale bezskutecznie. We dwóch czesaliśmy okolice szczytowe tam i z powrotem i nic.
Drugim razem miałem przekazane jeszcze dokładniejsze namiary więc myślałem że to pestka, ale na nadziei się skończyło. Odpuściłem myśląc , że się zawaliły, albo zostały zasypane, wszakże już pod szczytem prowadzony jest wyrąb lasu.

partyzant
30-03-2014, 15:11
Dawno temu byłem w jaskiniach ale za pierwszym razem nie trafiłem, bo zle patrzyłem. Krążyłem, krążyłem i nic, i może bym zrezygnował gdyby nie pomoc kogoś miejscowego. Trzeba patrzeć bardziej pod nogi, jak za grzybami.

zbyszek1509
30-03-2014, 18:40
Trasa do jaskiń ( czyli jakieś znaczki na drzewach) prowadzi na szczyt i tu ginie. Już dwukrotnie próbowałem odnaleźć te jaskinie , ale bezskutecznie. We dwóch czesaliśmy okolice szczytowe tam i z powrotem i nic.

Ze względu na ich "wielkość" to nie jest takie proste aby je znaleźć. Oczywiście jak się wie, to wszystko jest łatwe:). Praktycznie od szczytu Wysokiego Wierchu znajdują się w odległości 250 m na wschód. Problem w tym, że metrówki to raczej nikt ze sobą w górach nie nosi:). Będzie okazja jeszcze raz zawitać w tamte strony aby mieć pełną satysfakcję. Również mam kilka takich podejść do różnych miejsc, których nie udało się za pierwszym razem znaleźć.

asia999
30-03-2014, 20:00
A tak na marginesie, czy może mnie ktoś oświecić w sprawie potoku Caryńskiego?. Jak to jest możliwe, że jednocześnie wpada do Wołosatego i Dwernika czy Nasiczniańskiego, a w sumie do potoku o trzech nazwach?:).

Może nie oświecę, bo taka mądra w temacie potoków to nie jestem :mrgreen: ale, że czasami lubię rozwiązywać zagadki...:wink:

Caryński uchodzi do Dwernika, który to Dwernik w górnym swoim biegu jest Prowczą, w środkowym biegu Nasiczniańskim a jako Dwernik uchodzi do Sanu.
tak przynajmniej wskazane zostało przez GUGiK tutaj:
http://ksng.gugik.gov.pl/pliki/hydronimy1.pdf
Z mapy Ruthenusa rzeczywiście wynika, jakby Caryński uchodził do Wołosatego, ale na innych mapach jest to potok Bystry, który ma źródło na stoku Caryńskiej. Ten Bystry zgadzałby się również z tym co podaje GUGiK - że Bystry uchodzi Wołosatego. Szerokość i długość wskazuje na to ujście, które na mapie Ruthenusa jest "ujściem" Caryńskiego do Wołosatego.
Chyba, że jest jakaś inna odpowiedź.
I gdzie Caryński tak właściwie ma źrodło?

leirion
30-03-2014, 21:14
Pomocna może być Mapa Podziału Hydrograficznego Polski. Taka MPHP (w wersji z 2010 r.) znajduje się na stronie Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej (Geoportal KZGW (http://geoportal.kzgw.gov.pl/)). Informacje szczegółowe (np. długości cieków) można odczytać za pomocą narzędzia „identyfikacja” (zielona ikonka po lewej stronie). :-).

asia999
30-03-2014, 22:44
O! Widać, że leiron też lubi rozwiązywać zagadki :))
mapa z tej strony też potwierdza, że to co na mapie Ruthenusa jest nazwane (u ujścia do Wołosatego) Caryńskim jest potokiem Bystrym. A -według tej mapy - Caryński wypływa gdzieś spod Magury Stuposiańskiej, a raczej takiego wzniesienia o wysokości 922.
Czyżby na mapie Ruthenusa była drobna nieścisłość?

zbyszek1509
31-03-2014, 01:54
Czyżby na mapie Ruthenusa była drobna nieścisłość?

Ten sam problem występuje również na mapie Compass. Ile to dobrego można dowiedzieć się na forum, gdzie zaglądają mądrzy ludzie. Asiu Twoje źródełko podaje jednoznaczną odpowiedź na moje wątpliwości. A Tobie leirion dzięki za dodatkową podpowiedź, gdzie można znaleźć wiarygodne informacje.

zbyszek1509
01-04-2014, 20:32
Jeszcze nie tak dawno temu, nawet nie pomyślałem o tym, że będę mógł podzielić się swoimi wrażeniami z pobytów w Bieszczadach w takim szerokim gronie. Zazwyczaj czyniłem to wśród znajomych którzy wiedzieli, że gdzieś tam daleko są "jakieś" Bieszczady, ale poza tym niewiele więcej. Oczywiście są i tacy z którymi można podyskutować, ale jest ich niewielu i nie mogą zaspokoić moich podstawowych potrzeb duchowych. Dzięki Ci don(ie) Enrico za mobilizację i pozbycie się, jak to nazwałeś, kompleksów w stosunku do tak szacownego gremium:).
Nieco wcześniej wspomniałem o swojej słodkiej tajemnicy, o której powinienem napisać, a przypomniała mi o niej Jimi pisząc o "kosmicznym pięknie" w okolicach Chryszczatej. Wszystko było by dobrze gdybym mógł podeprzeć się zdjęciami z tej okolicy. Jednak gdy sięgnąłem do archiwum, to okazało się, że mam z tej wycieczki 42 zdjęcia, ale ani jednego z tego konkretnego miejsca. Tak byłem zauroczony ukształtowaniem terenu i atmosferą tego miejsca, że zapomniałem o zrobieniu zdjęć. Brak słów na określenie swego samopoczucia w tym momencie. Napiszę jeszcze o genezie tej wyprawy w okolice Kamiadoli. Kiedyś podczas dyskusji z jednym ze stałych bywalców w Bieszczadach, padło pytanie, czy widziałem jeziorko pod Łopiennikiem??. Byłem na Łopienniku kilka razy, wchodziłem od wschodu, zachodu i południa, ale jeziorka nie widziałem. Kolega nie potrafił precyzyjnie określić tego miejsca, a jedynie powiedział, że szedł od szosy Cisna - Habkowce, czyli od zachodu. Zacząłem przeszukiwać mapy nowe , stare i bardzo stare oraz satelitarne, aby znaleźć miejsce w którym może być te tajemnicze jeziorko. Wiadomo przecież, że wszelkie zbiorniki wodne będą znajdowały się w jakimś zagłębieniu terenu. W okolicy Kamiadoli znalazłem coś podobnego, a nawet widać, że wypływa z niego dopływ potoku Żukra. Jednak nasunęły mi się pewne wątpliwości, gdyż rok wcześniej przechodziłem obok tego miejsca w odległości nie większej jak 50 m na północ i nic co by sugerowało obecność jeziorka nie zauważyłem. Potrzeba zobaczenia tego miejsca, jednak musiała zostać zrealizowana.
Nastał jesienny i pięknie słoneczny dzień 26.09.2012 r. Swoją wędrówkę zacząłem od parkingu w Jabłonkach, a całość trasy przebiegała jak w załączniku poniżej.

34041

Minąłem historyczną kapliczkę pośród drzew i skręciłem w lewo w stokówkę, aby po 1 godz. marszu z krótką przerwą, dotrzeć do pętli prawie takiej jak dla autobusów.

34042 34043 34044

Ponownie krótka przerwa dla nasycenia się ciszą i widokiem na pasmo Za Grozowe oraz drzew w jesiennej kolorowej szacie. Po prawej stronie potok Żukra, który pewnie by mnie doprowadził do celu przy mniejszym wysiłku. Jednak nie poszedłem na łatwiznę i wybrałem pnącą się lekko w górę zarastającą drogę zrywkową...

34045 34046

...która poprowadziła mnie na plantację jeżyn, następnie trafiłem na ścieżkę zwierzęcą aby w końcu zobaczyć światełko na horyzoncie.

34047 34048 34049

Zanim poznałem urok okolic Kamiadoli, musiałem pokonać jeszcze jedno małe wzniesienie i dopiero wszedłem na przepiękną polanę na której poczułem magię tego miejsca. Ledwo sączący się potoczek nie wydobywał z siebie żadnego dźwięku. Ciszę i tajemniczość tego miejsca potęgowała grupa wyrośniętych świerków dostojnie panujących nad lekko opadającą polaną. Wspaniałe miejsce na biwak dla ludzi spragnionych ciszy i ceniących sobie bieszczadzkie uroki. Nawet gdybym zrobił zdjęcia tego miejsca, to i tak na pewno nie oddały by tego nastroju jaki wokół panował. Jeziorka nie znalazłem, ale cudowne miejsce tak. Jako namiastkę, pozwolę sobie jedynie zamieścić widok tego miejsca z wysokiego lotu ptaka mechanicznego.

34050

zbyszek1509
01-04-2014, 20:48
W drodze powrotnej udałem się niebieskim szlakiem w kierunku Durnej. Szlak typowo turystyczny lecz jego okolice bardziej egzotyczne, ciekawie usytuowane skałki ...

34051 34052

... oraz budzące pewne ciekawe skojarzenia obiekty dendrologiczne.

34053 34054

A przed samą Durną dodatkowo jeszcze widok na Solinę.

34055

Zmieniłem kolor szlaku na zielony i przy okazji przetestowałem sprawność ucha wewnętrznego na chybotliwej drabinie z ruszającymi się szczeblami.

34056

Na Woronikówce poczytałem historyczne zapisy wycieczek szkolnych, które dawno temu miały w swoim obowiązkowym programie punkt - "zaliczyć" Waltera:).

34057

Pozostało jeszcze "sakramencko" strome zejście, już wcześniej opisane szczegółowo przez Jimi i ...

34058

...Woronikówka w swoim jesiennym wystroju została w tyle.

34059

A ja dzięki relacji z tej wyprawy, mogłem już ujawnić swoją "słodką" tajemnicę:).

zbyszek1509
05-04-2014, 18:16
Rzepedka to jedno z wielu wspaniałych miejsc widokowych w Bieszczadach. Miałem przyjemność je podziwiać z tego miejsca 2x i w dalszym ciągu mam pewien niedosyt. Wystarczy popatrzeć na mapę i okaże się, że wariantów takiej wyprawy może być wiele. Na pierwszym zrzucie jest przedstawiona pierwsza moja wycieczka o długości 13 km, a na drugim, bardziej wymagająca i jednocześnie ciekawsza wynosząca 23,8 km. Opiszę drugą, gdyż w razie potrzeby można ją jeszcze bardziej zmodyfikować. W obydwóch przypadkach nie ma problemu z zaparkowaniem samochodu.

34072 34073

28.09.2013 r. zacząłem swoją wędrówkę od wiaduktu przy wjeździe na teren Klasztoru Nazaretanek i podążyłem w kierunku izby pamięci Kardynała Stefana Wyszyńskiego, która już przed godz. 9 była udostępniona.

34074 34075

Następnie, aby nie cofać się do czerwonego szlaku, zszedłem lekko stromym zboczem do ścieżki przyrodniczo - historycznej i dowiedziałem się, jakie to zwierzęta mogę spotkać na swojej drodze.

34076

Niestety, albo pora nie taka, albo moje zachowanie było zbyt dynamiczne i żadnego zwierzątka z wymienionych na tablicy, nie spotkałem. Natomiast trafiłem na przepiękną plantację muchomorów.

34077

Maszerując już dalej czerwonym szlakiem dotarłem na szczyt Wahalowskiego Wierchu.

34078

Kilkanaście minut postoju wypełniłem na uzupełnieniu kalorii oraz podziwianiu widoków wraz z lokalizacją poszczególnych szczytów, które zobaczyłem.

34079 34080

zbyszek1509
05-04-2014, 18:25
Celem dalszej wędrówki była góra Kamień, na której w atmosferze tajemniczości mogłem nacieszyć oko skalnymi ciekawostkami, z których pewne przypominały prehistoryczne stworki.

34081 34082 34083 34084

Wędrowanie w kierunku Rzepedki pozwoliło na chwilowe podziwianie współczesnych źródeł prądotwórczych.

34085 34086

Trasa bardzo urozmaicona różnymi przeszkodami terenowymi, ale bez większych trudności do pokonania.

34087 34088

Nawet miałem okazję zobaczyć w jaki to sposób obecnie budowane są stokówki.

34089

zbyszek1509
05-04-2014, 18:32
Po dotarciu na Rzepedkę, ponowny rzut oka na otaczające pasma górskie oraz oddalony o ok. 26 km Łopiennik i charakterystyczne Boroło.

34090 34091

Zejście po wykoszonych łąkach w kierunku wsi Rzepedź, cieszyło oko kolorowym pierwszym planem.

34092 34093

Greckokatolicką cerkiew Przeniesienia Relikwii św. Mikołaja w Rzepedzi, zastałem zamkniętą, ale przycerkiewny cmentarz, był bardziej łaskawy dla zwiedzających.

34094 34095

Pozostały odcinek asfaltowy o długości ok. 6 km na pewno był mniej atrakcyjny, ale jadąc samochodem nie byłbym w stanie zobaczyć pewnych szczegółów, które według mnie, są również godne aby rzucić na nie okiem. Dodatkowo dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy, np. że droga którą maszeruję została zbudowana przez żołnierzy Nadwiślańskiej Jednostki KBW-4 w 1963 roku.

34096 34097 34098

Nie ukrywam, że po 8,5 godz. marszu obfitującego w miłe dla oka atrakcje, dotarłem do "bram" klasztoru lekko strudzony, ale pełen pozytywnych przeżyć.

34099

don Enrico
05-04-2014, 19:03
Zbyszku ! ze zdjęć widzę że to była jesień, ale w którym roku.
To jest istotne pytanie, bo ponoć Rzepedka (czy też Rożynkania - jak chce Krukar) zmieniła ostatnio swój wygląd.
ale , aby się dowiedzieć prawdy czekam na zakończenie tego wątku
http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/8374-Bo-Henek-nie-wierzy%C5%82

Szkutawy
05-04-2014, 21:10
... Zbyszek... fotki widokowe z Rzepedki...fajowe:-D

zbyszek1509
05-04-2014, 21:21
Zbyszku ! ze zdjęć widzę że to była jesień, ale w którym roku.
To jest istotne pytanie, bo ponoć Rzepedka (czy też Rożynkania - jak chce Krukar) zmieniła ostatnio swój wygląd.
ale , aby się dowiedzieć prawdy czekam na zakończenie tego wątku
http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/8374-Bo-Henek-nie-wierzy%C5%82

Gratuluję spostrzegawczości i domyślam się, że chodzi o krzyż. Zdjęcie cerkwi zamieszczone w powyższej relacji zostało zrobione 29.09.2012 r. Natomiast prawie dokładnie rok później czyli 28.09.2013 r. zrobiłem podobne tego miejsca i wygląda ono tak.

34100

Zamieściłem bardziej fotogeniczne, gdyż nie byłem w stanie przestawić przyczepy, która psuje kadr:).

Natomiast stokówka, obecnie również bardziej "elegancko" wygląda.

34102

zbyszek1509
05-04-2014, 21:23
... Zbyszek... fotki widokowe z Rzepedki...fajowe:-D

Dla tego widoku warto się tam wybrać.

zbyszek1509
05-04-2014, 22:52
Ponownie coś mi się pop(mieszało):oops: ze zdjęciami. Don Enrico przepraszam, ale podczas odpowiadania na Twoje pytanie, zamieściłem niewłaściwe zdjęcie cerkwi. Gdy wstępnie przeglądałem, to wszystko się zgadzało z tym co napisałem. Jednak ponowna dokładna analiza, ujawniła "fałszerstwo" z mojej strony. Właściwe zdjęcie cerkwi z 2013 r. wygląda jednak tak:

34103

Szkutawy
05-04-2014, 23:10
[QUOTE=zbyszek1509;152744]

Natomiast stokówka, obecnie również bardziej "elegancko" wygląda.


....za rok wrośnie w krajobraz i nie będzie tak źle....

asia999
06-04-2014, 00:26
Jakoś do tej pory nigdy na Rzepedkę nogi mnie nie poniosły. Już wcześniej były tu jakieś relacje "rzepedkowe" i kiedyś pewnie w końcu się na tę górę wybiorę bo Twoje Zbyszku zdjęcia i relacja narobiły smaku niczym zapach kiełbasy z ogniska :-D

zbyszek1509
07-04-2014, 00:30
..kiedyś pewnie w końcu się na tę górę wybiorę bo Twoje Zbyszku zdjęcia i relacja narobiły smaku niczym zapach kiełbasy z ogniska :-D

:razz: To pozostaje tylko życzyć smacznego i miłej degustacji Rzepedki. ;)

Dlugi
07-04-2014, 10:45
Rzepedka to jedno z wielu wspaniałych miejsc widokowych w Bieszczadach.
34072

Tak nieśmiało bym zaoponował w temacie zaliczenia Rzepedki do miejsc widokowych Bieszczadów ;)
A warto jeszcze iść do tego najbardziej wysuniętego w kierunku zachodnim krzyża w górnej Rzepedzi - IMHO bardzo ładny.

Browar
07-04-2014, 16:31
A tak na marginesie, czy może mnie ktoś oświecić w sprawie potoku Caryńskiego?. Jak to jest możliwe, że jednocześnie wpada do Wołosatego i Dwernika czy Nasiczniańskiego, a w sumie do potoku o trzech nazwach?:).

​http://www.porozumieniekarpackie.pl/116,a,nazwy-terenowe-bieszczadow-zachodnich-i-beskidu-niskiego.htm

Są wreszcie synonimy, których powstanie zawdzięczamy niechlujnej pracy kartografów austriackich. Mapy podają aż trzy nazwy dla potoku płynącego z Berehów Górnych do Sanu: Prowcza, Nasiczańsk i Dwernik. Nazwa Prowcza jest przekręcona (powinno być Prowisja) i źle zlokalizowana, gdyż faktycznie odnosi się tylko pola pod Przełęczą Wyżniańską. Dwa pozostałe hydronimy nie znalazły potwierdzenia w badaniach terenowych. Dodam, że mieszkańcy Nasicznego i Dwernika ciek ten nazywali Bereżanką.
;)

zbyszek1509
07-04-2014, 18:23
Browar !. Wielkie dzięki za oświecenie i podesłanie wielu ciekawostek. Warto było poczytać zamieszczony materiał pod linkiem.

Lyly
09-04-2014, 19:08
Przeczytała tą relacje z Rzepedki, zobaczyłam zdjęcia i już wiem gdzie się wybiorę w najbliższym czasie :-) Dziękuję !

zbyszek1509
10-04-2014, 21:48
Teraz dla pewnego relaksu, zdecydowanie krótsza (6,7km) i łatwiejsza trasa. Kulaszne to miejsce, przez wiele osób odwiedzane, a znajdujące się w otoczeniu widokowego wzgórza, jakim jest Biały Wierch, warte jest polecenia. Dla zmotoryzowanych dobra informacja, gdyż obok cerkwi znajduje się parking bezpłatny i niestrzeżony.

34121

Sama cerkiew pięknie wkomponowana w krajobraz i rzucająca się w oczy przejeżdżających. Obok cmentarz ze współczesnymi grobami oraz w śladowych ilościach tych bardziej starych i zaniedbanych.

34122 34123 34124 34125

Zaraz na wejściu znajduje się grób znanego bieszczadzkiego artysty rzeźbiarza, Jędrka Połoniny...

34126 34127 34128

.. i obok ciekawy grób również z nietuzinkową inskrypcją.

34129 34130

zbyszek1509
10-04-2014, 21:58
Będąc już w Kulasznem, zafundowałem sobie spacer na Biały Wierch. Obok drogi można zobaczyć budynki już historyczne oraz inne odrestaurowane i przygotowane z myślą o spędzeniu wolnego czasu w zacisznym miejscu.

34131 34132 34133

Przedzieranie się przez wysoką i mokrą trawę zakończyło się podziwianiem widoków rozciągających się na horyzoncie.

34134

W pewnej chwili, gdy mój szlak przeciął się ze szlakiem owłosionej gąsienicy wydarzyła się pewna ciekawostka. Gdy przykucnąłem aby zrobić jej zdjęcie, w okolicznych krzakach coś zaszumiało i wzbudziło moje zainteresowanie. Czyżby znowu niedźwiedź? nie, to mało prawdopodobne aby w takim miejscu, przemknęło mi przez głowę. Po krótkiej chwili wychodzi grzybiarz i łapie się za serce. Patrzy na mnie i już uśmiechając się mówi, myślałem, że to niedźwiedź. A gąsienica pomaszerowała w swoim kierunku.

34135

Wracając szosą podziwiałem przydrożne kapliczki i widok na Biały Wierch.

34136 34137

Będąc już w niedalekiej odległości od Szczawnego, nie mogłem sobie odmówić obejrzenia z bliska cerkwi i cmentarza.

34138 34139 34140

delux
11-04-2014, 00:11
Kulaszne- kwatera Śp. Jędrka Połoniny..:sad:Natomiast ta odremontowana chatka po prostu bajka...:-P

asia999
13-04-2014, 20:02
Zdjęcie z kapliczką jest piękne :)

zbyszek1509
14-04-2014, 00:39
Zanim przystąpię do następnej relacji z wycieczki, to może kilka refleksji na temat samotnych wędrówek. Jimi w swoim wątku "Polemika o wędrówce w pojedynkę" w poście #84, bardzo trafnie uzasadniła "wyższość" ??? takiego wędrowania. Dlaczego znaki ???, - dlatego, że przyznaję jej rację i jednocześnie mam pewne wątpliwości. Czyli w tym zagadnieniu, brak psychicznego zrównoważenia, mnie cechuje:grin:.


Zazdroszczę Ci don Enrico, że mogłeś napisać "Ja miałem to szczęście , że dane mi było wędrować nie raz, z ludźmi którzy widzą i czują to po czym idą, dzięki czemu pokazują mi to na co ja bym nie zwrócił uwagi...". Również wędrowałem wielokrotnie z innymi osobami i jakoś takiej przyjemności nie doświadczyłem, a jeżeli już, to w bardzo skromnej ilości. Zazwyczaj miejsca widokowe i stosunkowo łatwe trasy, były akceptowane. Natomiast tam, gdzie trzeba walczyć ze swoimi słabościami i wykazać się odrobiną sprawności w pokonaniu np. wiatrołomów i innych naturalnych przeszkód terenowych, to już zdecydowanie gorzej. Do tego stopnia "obrzydziłem" pobyt w Bieszczadach pewnym osobom, że po jakimś czasie usłyszałem stwierdzenie: nigdy więcej w Bieszczady:mrgreen:.
Rozumiem, że ludzie mają swoje priorytety i nie dla wszystkich te "kapuściane górki", muszą być atrakcyjne. Jednak czasami brak wrażliwości na urok, tajemniczość, a nawet na pewną grozę bieszczadzkich zakamarków, jest porażający. Wędrowanie z takimi ludźmi o których napisał don Enrico, to prawdziwa przyjemność. Przecież pobyt w towarzystwie ludzi, którzy podobnie patrzą i czują otaczającą nas rzeczywistość, to swoją obecnością, przyczyniają się do potęgowania odbieranych emocji. Jeżeli tylko coś takiego może zaistnieć, to jednak wędrowanie w towarzystwie, ma również swoje uroki. Natomiast, bardzo istotna sprawa bezpieczeństwa, podczas indywidualnego wędrowania, to odrębny temat i myślę, że każdy(a) "samotnik(czka)" ma to na uwadze.

A teraz po odrobinie polemiki, czas na relację z bardzo fajnej wycieczki do granicy z Ukrainą. Dzień 22.09.2011 r. zapowiadał się dość słonecznie, więc wybór padł na Kiczerę Dydiowską i trochę dalej na północny wschód. Trasa umiarkowanie długa i wyniosła 10,6 km.

34157

Już na wstępie powitała mnie swoim widokiem Kiczera Dydiowska...

34158

...od której dzieliła mnie niewielka przełęcz ze swoimi atrakcjami terenowymi.

34159 34160


Rozległe pola chaszczowe zdecydowanie osłabiły moje tempo marszu, ale już pod samym szczytem trafiłem na całkiem przyzwoitą alejkę.

34161

Po dotarciu na szczyt, okazało się, że spóźniłem się na ucztę, z której już tylko pióra zostały.

34162

Dalsze wędrowanie pozwoliło na długo utrwalić w pamięci, urok bieszczadzkich bezdroży.

34163

Pokonawszy mniejsze i większe przeszkody terenowe, zobaczyłem światełko, które zapowiadało otwartą przestrzeń.

34164

I rzeczywiście było na co popatrzeć.
Podczas wędrowania po wykoszonej łące, głowa kręciła się w prawo i lewo, a oczy syciły duszę pięknymi widokami.

34165

zbyszek1509
14-04-2014, 00:43
Zanim przystąpię do następnej relacji z wycieczki, to może kilka refleksji na temat samotnych wędrówek. Jimi w swoim wątku "Polemika o wędrówce w pojedynkę" w poście #84, bardzo trafnie uzasadniła "wyższość" ??? takiego wędrowania. Dlaczego znaki ???, - dlatego, że przyznaję jej rację i jednocześnie mam pewne wątpliwości. Czyli w tym zagadnieniu, brak psychicznego zrównoważenia, mnie cechuje:grin:. Zazdroszczę Ci don Enrico, że mogłeś napisać "Ja miałem to szczęście , że dane mi było wędrować nie raz, z ludźmi którzy widzą i czują to po czym idą, dzięki czemu pokazują mi to na co ja bym nie zwrócił uwagi...". Również wędrowałem wielokrotnie z innymi osobami i jakoś takiej przyjemności nie doświadczyłem, a jeżeli już, to w bardzo skromnej ilości. Zazwyczaj miejsca widokowe i stosunkowo łatwe trasy, były akceptowane. Natomiast tam, gdzie trzeba walczyć ze swoimi słabościami i wykazać się odrobiną sprawności w pokonaniu np. wiatrołomów i innych naturalnych przeszkód terenowych, to już zdecydowanie gorzej. Do tego stopnia "obrzydziłem" pobyt w Bieszczadach pewnym osobom, że po jakimś czasie usłyszałem stwierdzenie: nigdy więcej w Bieszczady:mrgreen:.
Rozumiem, że ludzie mają swoje priorytety i nie dla wszystkich te "kapuściane górki", muszą być atrakcyjne. Jednak czasami brak wrażliwości na urok, tajemniczość, a nawet na pewną grozę bieszczadzkich zakamarków, jest porażający. Wędrowanie z takimi ludźmi o których napisał don Enrico, to prawdziwa przyjemność. Przecież pobyt w towarzystwie ludzi, którzy podobnie patrzą i czują otaczającą nas rzeczywistość, to swoją obecnością, przyczyniają się do potęgowania odbieranych emocji. Jeżeli tylko coś takiego może zaistnieć, to jednak wędrowanie w towarzystwie, ma również swoje uroki. Natomiast, bardzo istotna sprawa bezpieczeństwa, podczas indywidualnego wędrowania, to odrębny temat i myślę, że każdy(a) "samotnik(czka)" ma to na uwadze.

A teraz po odrobinie polemiki, czas na relację z bardzo fajnej wycieczki do granicy z Ukrainą. Dzień 22.09.2011 r. zapowiadał się dość słonecznie, więc wybór padł na Kiczerę Dydiowską i trochę dalej na północny wschód. Trasa umiarkowanie długa i wyniosła 10,6 km.

34157

Już na wstępie powitała mnie swoim widokiem Kiczera Dydiowska...

34158

...od której dzieliła mnie niewielka przełęcz ze swoimi atrakcjami terenowymi.

34159 34160


Rozległe pola chaszczowe zdecydowanie osłabiły moje tempo marszu, ale już pod samym szczytem trafiłem na całkiem przyzwoitą alejkę.

34161

Po dotarciu na szczyt, okazało się, że spóźniłem się na ucztę, z której już tylko pióra zostały.

34162

Dalsze wędrowanie pozwoliło na długo utrwalić w pamięci, urok bieszczadzkich bezdroży.

34163

Pokonawszy mniejsze i większe przeszkody terenowe, zobaczyłem światełko, które zapowiadało otwartą przestrzeń.

34164

I rzeczywiście było na co popatrzeć.
Podczas wędrowania po wykoszonej łące, głowa kręciła się w prawo i lewo, a oczy syciły duszę pięknymi widokami.

34165 34166

zbyszek1509
14-04-2014, 01:11
I tak dotarłem do Dydiówki, gdzie spotkałem dwie bardzo sympatyczne osoby z dwóch odległych krańców Polski. Czyli potwierdza się powiedzenie, że Bieszczady potrafią ludzi łączyć:) Poczęstowano mnie miętą zebraną w okolicy, a krótka rozmowa przebiegła w przyjemnej atmosferze. To może tak przy okazji, odnośnie mięty. Ostatnio z każdego wiosennego pobytu w Bieszczadach, przywożę pewne ilości własnoręcznie zebranej i wysuszonej mięty. Muszę przyznać, że zaparzona w domu z dodaną łyżeczką bieszczadzkiego miodu, przywraca w pamięci bieszczadzkie wspomnienia - pychotka. Najbardziej dorodna rośnie w Łopience przy ścieżce przyrodniczej.

34167

Po kilkunastu minutach rozmowy i zrobieniu pamiątkowych zdjęć, patrzyłem już na cerkiew znajdującą się za drutami ...

34168 34169

... i udałem się do miejsca, gdzie dawno temu był młyn. Jednak, teren był tak bardzo zamaskowany roślinnością, że żadnych śladów nie znalazłem. W drodze powrotnej jeszcze rzut oka na stronę ukraińską oraz domek w trakcie budowy.

34170

Zastanowił mnie widok czegoś czarnego w ciągnikowych śladach. Czy to był efekt awarii ciągnika, czy to ropa naftowa wydostaje się na powierzchnię?.
Takich miejsc było kilka, gdzie w koleinach było widać taką ciemną substancję.

34171

Świadomie wybraną trasę, przeciął mi potok Muczny i bród do ewentualnego pokonania. Jednak rzut oka w prawo i widzę wiszący most z możliwością sprawdzenia poziomu równowagi.

34172 34173 34174

Test przeszedłem bez większych problemów i wróciłem stokówką do miejsca zaparkowania. Mając świeżo w pamięci naturalny bieszczadzki mostek, postanowiłem zobaczyć jak wygląda ten prawdziwy wiszący w Dwerniczku i jakie to z niego są widoki.

34175 34176

Szkutawy
14-04-2014, 04:58
.... pamiętaj, że miód do herbaty... tej z mięty i innej... tylko do letniej... powyżej 40 stopni według skali nijakiego Celsjusza, traci swoje właściwości lecznicze... ale może bieszczadzkie wspomnienia niekoniecznie na temperaturę są wrażliwe... ja tam praktykuję miód w temperaturze otoczenia... "trójniak", lub "czwórniak"... pitny porządnie alkoholizowany :mrgreen:
... sorry... za agresywną dygresję ... tak mnie bez urazy ;)... poniosło między niedzielą, a poniedziałkiem...

zbyszek1509
14-04-2014, 12:36
... sorry... za agresywną dygresję ... tak mnie bez urazy ;)... poniosło między niedzielą, a poniedziałkiem...

To jest dobre, podoba mi się. Proponuję Asię wystawić do wyróżnienia za finezyjny tekst, który przyjął się na forum:razz: .


ja tam praktykuję miód w temperaturze otoczenia... "trójniak", lub "czwórniak"... pitny porządnie alkoholizowany :mrgreen:

Jednocześnie dwie korzyści. Przyjemność w piciu połączona z dezynfekcją organizmu dla przyszłej zdrowotności:razz: .


.... pamiętaj, że miód do herbaty... tej z mięty i innej... tylko do letniej... powyżej 40 stopni według skali nijakiego Celsjusza, traci swoje właściwości lecznicze... ale może bieszczadzkie wspomnienia niekoniecznie na temperaturę są wrażliwe.

Powyżej 40 stopni to tylko pewnie cukier zostaje z tego miodu i niewiele więcej. Szkoda by było marnować wytężonej pracy pszczółek, które i tak ostatnio mają ciężki żywot:sad: .

zbyszek1509
16-04-2014, 19:07
Dlugi, czy bardziej Długi ?:-), zmobilizował mnie do relacji z poszukiwania śladów po "genialnym" pomyśle przeprowadzenia torów kolejowych nad tunelem. Również, trochę poczytałem na ten temat i byłem ciekawy jak to wygląda na chwilę obecną. Podpierałem się mapką, na której zaznaczone jest dawne torowisko po stronie Słowackiej i jego ruina po stronie Polskiej. Moja trasa wyniosła 5,6 km i w 1/3 przebiegała wśród chaszczy.

34211 34212

Na początku podziwiałem okazały dworzec w Łupkowie i jego okolice.

34213

Maszerując torami w kierunku tunelu zobaczyłem parę bocianów, które zafundowały mi sesję zdjęciową. Na koniec jeden z nich powziął bocianią decyzję i pokazał mi w której to części ciała ma takiego fotografa:-).

34214 34215 34216 34217

Po lewej stronie znajduje się dawna komora celna, którą zwiedziłem od parteru po strych. Piwniczkę z racji swoich gabarytów, odpuściłem sobie.

34218 34219 34220

zbyszek1509
16-04-2014, 19:17
Tunel, widząc mnie po raz drugi powitał mnie swoim ciekawym a jednocześnie gromkim echem. Warto to sprawdzić, robi wrażenie. Jeszcze rzut oka na efekty jakie wyczynia tu ząb czasu i dalej ...

34221 34222

... na stronę Słowacką, aby poczuć przyjemne mrowienie w kręgosłupie:-).

34223

Za zakrętem nieczynna budka dróżnika i widok na dawne torowisko. W związku z tym, że niebo przybrało kolor ołowiu, zrezygnowałem z dalszej trasy wzdłuż bocznicy, która zaznaczona jest na mapie.

34224 34225

Bardziej interesowały mnie ewentualne ślady po polskiej stronie. Pomimo sztywnego trzymania się danych satelitarnych, jedynie wyczuwałem fragmenty nasypu bez śladów podkładów lub torów. Takie to oto widoki rozpościerały się gdy przechodziłem po tym szczątkowym nasypie.

34226 34227 34228

Z radością powitałem znane zabudowania w Łupkowie...

34229

... i pod resztkami pomnika z 1915 r. zakończyłem swoje rozpoznanie:-).

34230

Dlugi
16-04-2014, 20:06
Mam zamiar przejść śladem tego torowiska jak na zrzucie mapy GPS Maniaka -don Enrico pisał, że trawers widać - powinno wystarczyć. A powrót na naszą stronę tunelem - górę odpuszczam, bo mimo że pora dobra to pewnie ciężko byłoby.
Choć w sumie to tylko paręset metrów.
No właśnie - ile metrów ma tunel 370, 416 czy - jak na powyższej mapce - 642?

zbyszek1509
16-04-2014, 21:37
Mam zamiar przejść śladem tego torowiska jak na zrzucie mapy GPS Maniaka -don Enrico pisał, że trawers widać - powinno wystarczyć. A powrót na naszą stronę tunelem - górę odpuszczam, bo mimo że pora dobra to pewnie ciężko byłoby.
Choć w sumie to tylko paręset metrów.
No właśnie - ile metrów ma tunel 370, 416 czy - jak na powyższej mapce - 642?

Można przyjąć, że tunel ma 368 m.

34231

Ponowne przejście górą może nie być lekkie :-).

Petefijalkowski
17-04-2014, 08:59
Zbyszku, fajne wycieczki opisujesz, do Didiowej i w tunel jeszcze nie dotarlem niestety. W kwestii szukania nasypow, czy torowisk - banalna sprawa, ale na wiosne lub na jesien lepiej, bez chaszczow ;)

zbyszek1509
17-04-2014, 13:18
Zbyszku, fajne wycieczki opisujesz, do Didiowej i w tunel jeszcze nie dotarlem niestety. W kwestii szukania nasypow, czy torowisk - banalna sprawa, ale na wiosne lub na jesien lepiej, bez chaszczow ;)

Dzięki za miodzik :-). Tak, masz rację, że wczesna wiosna i późna jesień pozwala na lepszą lokalizację pewnych szczegółów terenowych. Oglądając zdjęcia don Enroco i sir Bazyla z tego okresu, dokładnie widać, jakie to przestrzenie widokowe rozpościerają się przed oczami. Dla mnie, jedynym mankamentem tego okresu, to jest krótszy dzień, który narzuca pewne ograniczenia i nie pozwala w pełni wykorzystać pobytu w Bieszczadach. Chociaż, tak naprawdę to jest pewne wyjście - wcześniej wstawać :-( .

partyzant
17-04-2014, 19:07
Jestem przekonany o tym, że wczesnowiosenne łazikowanie sprzyja odkrywaniu tego co w innych porach jest ukryte w zielsku lub pod śniegiem. Tak było w dolinie Łopienki gdzie odkrywanie studni i podmurówek domów nie było wtedy trudne. Te resztki nagrobków też były dobrze widoczne.

3423334234

zbyszek1509
24-04-2014, 14:05
Czytając różne publikacje związane z historycznymi wydarzeniami w Bieszczadach, rodzi się wewnętrzna potrzeba zobaczenia tych miejsc i pobudzenia wyobraźni, aby uzmysłowić sobie w jakich to warunkach terenowych zmagali się ci, po których zostały już tylko ledwo widoczne ślady.
Jednym z wielu takich miejsc, jest cmentarz wojenny w okolicy Wierchu nad Łazem, który 23.09.2011 r. postanowiłem odwiedzić.
Zacząłem swoją wyprawę od miejsca, które na pewno jest wielu osobom dobrze znane.

34273 34274

Początkowy asfaltowy odcinek pozwolił przyjrzeć się z bliska starym wiejskim zabudowaniom oraz "zwiedzić" nieczynny przystanek kolejki wyposażony w poczekalnię, noclegownię i wc:-).

34275

Tuż za skrzyżowaniem po lewej stronie, znajduje się stary cmentarz.

34276 34277

Widząc na mapie zaznaczony most dawnej kolejki, nie mogłem odmówić sobie przyjemności i musiałem go zobaczyć.

34278

Maszerując dalej już po świeżo utwardzonej stokówce dotarłem do pętli, gdzie w pełnej gotowości stał weteran bieszczadzkich bezdroży.

34279

Wstępny odcinek do szlaku granicznego, wyglądał dość przyzwoicie. Jednak po krótkiej chwili zamienił się w królestwo jeżyn, które dość skutecznie "umiliły" przemieszczanie się w górę i jednocześnie serwowały mi swoje soczyste owoce.

34280 34281 34282

zbyszek1509
24-04-2014, 14:14
W okolicach szlaku można zobaczyć pozostałości dawnego oznaczenia granicznego...

34283

... oraz chwilami nacieszyć oko widokami na Słowację, a szczególnie na Vychodne Karpaty.

34284 34285

Po około 10 min. dalszego marszu, dotarłem do cmentarza wojennego. Gdybym wtedy wiedział, że w niedalekiej odległości jest jeszcze jedno takie miejsce, to na pewno również bym tam poszedł.

34286 34287

Po dotarciu na Wierch nad Łazem zaskoczyła mnie miła niespodzianka pod postacią nowej drogi zrywkowej, której na mapie nie było.

34288

Zdecydowanie lepiej się po niej szło, aniżeli jak sądziłem wcześniej, że czeka mnie przedzieranie się przez jeżyny. Były chwile bardzo przyjemne, jak również i takie, gdzie moje ślady po krótkiej chwili były już niewidoczne.

34289 34290

Po przekroczeniu linii lasu trafiłem na miejsce, gdzie pozwoliłem sobie na chwilę relaksu z przyjemnym dla oka widokiem.

34291 34292

Dlugi
24-04-2014, 16:19
Gdybym wtedy wiedział, że w niedalekiej odległości jest jeszcze jedno takie miejsce, to na pewno również bym tam poszedł.
Możesz coś więcej, gdzie jest tam jeszcze jeden cmentarz? Na posiadanych akurat pod ręką mapach nie mam nic zaznaczonego. A podsunąłeś mi pomysł na nastepną bieszczadzką pętelkę :-)

Po dotarciu na Wierch nad Łazem zaskoczyła mnie miła niespodzianka pod postacią nowej drogi zrywkowej, której na mapie nie było.
Psiocza ludzie na te stokówki, ale niesamowicie one mnie radują, szczególnie jak taką napotkam po podobnym do Twojego przedzieraniu się przez jeżyny :-)

zbyszek1509
24-04-2014, 17:18
Możesz coś więcej, gdzie jest tam jeszcze jeden cmentarz? Na posiadanych akurat pod ręką mapach nie mam nic zaznaczonego. A podsunąłeś mi pomysł na nastepną bieszczadzką pętelkę :-)

Jest na najnowszej mapie Compass-u http://www.twojebieszczady.net/mapa-on/biesz1.php w odległości ok.500 m na południowy wschód.

34293

Jak widzę to jest tam jakaś nowa droga zrywkowa, która nie jest naniesiona na mapę. Bardzo dużo takich dróg (ścieżek) znajduje się na mapie geoportalu, które częściowo naniosłem sobie na Ruthenusa. http://maps.geoportal.gov.pl/webclient/

Dlugi
25-04-2014, 09:56
Z pozyskanych informacji od leśników - nie do odnalezienia w terenie :-( Nie wiadomo skąd Compass miał informację do jego oznaczenia, zresztą tak samo jak interesującego mnie w najbliższej przyszłości cmentarza położonego przy stokówce na zachód od Terpiaka.
Przy okazji - nad Turzańskiem jest oznaczony cmentarz z WW - z tego co się dowiedziałem był urządzony w miejscu dawnego cmentarza cholerycznego. Jest na przełęczy pomiędzy Wysokim Wierchem a wzgórzem 525 (pięknie z niego widać cerkiew). Na starszych mapach wędrował i oznaczny był bardziej na NE. Tam właśnie jest do odnalezienia w terenie cokół piaskowcowy w formie ostrosłupa o podstawie trójkąta (kiedyś z krzyżem) w miejscu pochowania oficera. Znalazł ktoś to miejsce. Ma jakieś zdjęcie?

zbyszek1509
25-04-2014, 12:04
Przy okazji - nad Turzańskiem jest oznaczony cmentarz z WW - z tego co się dowiedziałem był urządzony w miejscu dawnego cmentarza cholerycznego. Jest na przełęczy pomiędzy Wysokim Wierchem a wzgórzem 525 (pięknie z niego widać cerkiew). Na starszych mapach wędrował i oznaczny był bardziej na NE. Tam właśnie jest do odnalezienia w terenie cokół piaskowcowy w formie ostrosłupa o podstawie trójkąta (kiedyś z krzyżem) w miejscu pochowania oficera. Znalazł ktoś to miejsce. Ma jakieś zdjęcie?

Bardzo proszę:-). Zdjęcie było zrobione 28.06.2010 r. Również zauważyłem sprzeczne informacje na temat tego miejsca.

34295

Dlugi
25-04-2014, 13:42
Tak, to jest w sposób symboliczny upamiętniony cmentarz choleryczny z XIXw, tam również były chowane ofiary cholery (może jednak innej epidemii?) z WW - żołnierze jak i mieszkańcy Turzańska (takie info od lesników). Ten cmentarz znam, zwiedziłem go kiedys wyrwawszy sie z wesela w Rzepedzi (na usprawiedliwienie mam że kierowcą byłem, choć w gajerku i mesztach ciężko się chodzi ;) )
Ale mi chodzi o ten ostrosłup na miejscu pochówku oficera - ma ktoś zdjęcie, określi dokładniejsza lokalizację?

zbyszek1509
30-04-2014, 22:32
Następna przyjemna pętelka licząca 10,3 km, którą zaliczyłem 25.09.2011 r. Przeglądając mapę, znalazłem na Osławie zaznaczony wodospad o wdzięcznej nazwie Kasarda. Skusił mnie swoją nazwą, więc postanowiłem go zobaczyć. W prawdzie można do niego bardzo łatwo trafić, gdyż znajduje się w niedalekiej odległości od szosy i niewiele wysiłku potrzeba, aby go zobaczyć. Jednak nie poszedłem na łatwiznę i chciałem zajść go od tyły przechodząc przez Kiczarę 848. Niewiele brakowało, aby ta wyprawa skończyła się dla mnie niezbyt sympatycznie, ale o tym na końcu. Zacząłem od nieczynnego przystanku kolejki i podążyłem wydeptaną ścieżką przez most i dalej stokówką do znanej już wcześniej kapliczki w Balnicy.

34314 34315 34316 34317

Oczywiście skosztowałem wody z cudownego źródełka, a nawet zabrałem jej sobie jeszcze na zapas. Jednak następnego dnia, gdy chciałem poprawić swoją zdrowotność, okazało się, że jej zapach przyprawiał dosłownie o mdłości. Dalsze wędrowanie stokówką zakończyło się wizytą na cerkwisku i cmentarzu na którym znajdują się stare i całkiem nowe groby.

34318 34319

Widząc przyjazną drogę zrywkową wziąłem kurs na Kiczarę. Radość długo nie trwała, gdyż droga rozpłynęła się w zaroślach. Przed bardziej wymagającym odcinkiem, postanowiłem uzupełnić kalorie i przysiadłem na zwalonym pniu. Po krótkiej chwili zaczęły docierać do moich uszu dziwne brzęczące dźwięki. Wyostrzyłem słuch i zacząłem rozglądać się za źródłem tego szumu. Po krótkiej chwili znalazłem przyczynę i nie pozostawało nic innego, jak tylko opuścić towarzystwo os i wpaść w objęcia jeżyn.

34320 34321 34322

Nawet i jeżyny muszą się kiedyś skończyć, aby dać miejsce innej, mniej uciążliwej roślinności. Pod szczytem było już bardzo przyjemnie, co pozwoliło na chwilę wytchnienia.

34323

zbyszek1509
30-04-2014, 22:42
Dalsza wędrówka, na początku nawet po płaskim terenie, przebiegła w wśród poskręcanych i powalonych buków przypominających filmy o tematyce jakiegoś horroru.

34324 34325 34326 34327

Gdy dotarłem do torów kolejki, pojawił się problem z przeskoczeniem, niby wąskiego, potoku. Problem polegał na tym, że nie mogłem wymacać kosturem drugiego brzegu, który był ukryty w trawie rosnącej jeszcze w wodzie. Utrudniało to przeprowadzenie dokładnego rozpoznania.

34328

Jednak wszystko przebiegło bez problemów i już torami dotarłem do zarośniętej, dawnej bocznicy załadunkowej.

34329

Wypatrzyłem dawny niestrzeżony przejazd kolejowy i skierowałem się w kierunku bliskiego już wodospadu.

34330

zbyszek1509
30-04-2014, 22:57
Po chwili znalazłem się w bajecznie tajemniczym i kolorowym miejscu, które doprowadziło mnie do wodospadu.

34331

Muszę przyznać, że egzotyczna nazwa wodospadu, jest adekwatna do tego miejsca. Niespotykana kolorystyka wody i otaczających skał, robi piorunujące wrażenie.

34332 34333 34334

Gdy tak sobie pstrykałem na prawo i lewo, od szosy dotarła grupa głośnych "turystów". Po dojściu do tego mini wodospadu, stanęli na chwilę i usłyszałem: eeee nic ciekawego i sobie poszli. Pewnie liczyli, że zobaczą Niagarę:-)

34335 34336 34337 34338

Po nasyceniu zmysłów, krętą ścieżką dotarłem do szosy i poszedłem w kierunku Maniowa. Zostawiłem sobie na przyszłość cerkwisko i cmentarz w Maniowie, a mogło mnie to drogo kosztować.

34339

Zbliżając się już do końca trasy, z za zakrętu wyjechał samochód, którego kierowca tak był pod wrażeniem "widoków", że zaczął zjeżdżać na prawą stronę, prosto na mnie. Widząc co się dzieje, zatrzymałem się, a w głowie myśli przebiegały z szybkością światła. W prawo, czy w lewo uciekać?. Ostatecznie stanęło na tym, że najlepiej skoczyć do rowu. Jednak przed realizacją tego skoku, w desperackim geście machnąłem nieodłącznym kosturem, a pasażer siedzący obok kierowcy złapał za kierownicę i uratował mi życie. Muszę przyznać, że końcówka trasy okazała się najbardziej obfita w emocje. Po głębokim oddechu postanowiłem utrwalić ślad, który pozostał po
oponach tego samochodu.

34340

asia999
30-04-2014, 23:16
Wrześniowo, kolorowo, spokojnie...lubię tę późno-letnią i wczesno-jesienną bieszczadzką miękkość. Piękną pogodę miałeś tego dnia. :) No a wrażenia w końcówce rzeczywiście nieliche ;)

zbyszek1509
06-05-2014, 23:01
Przez kilka ostatnich dni pogoda dopisywała, więc 27.09.2011 r. wypadło na bardziej wymagającą trasę - Jaworzec, Siwarna, Putny, Szczyciska, Zawój, Jaworzec. Licznik wybił 18,6 km, a atrakcje szczególnie w okolicy Szczyciska i Zawoju, bardzo interesujące.

34379

Zaraz na wstępie odwiedziłem krzyż pańszczyźniany (cmentarz i cerkwisko "zwiedziłem" już wcześniej) i jeszcze raz rzuciłem okiem na na miejsce, gdzie dawniej żyło prawie 650 mieszkańców.

34380 34381

W prześwicie zerknąłem na schronisko i lekko stromą drogą podążyłem do lasu.

34382 34383

A tam jak zwykle czekały na mnie atrakcje pod postacią gałęzi, jeżyn i krzaków oraz chwilowe widoki na pasmo oddalone o około 10 km.

34384 34385

Szlak do którego dotarłem, również nie był usłany różami. Po lewej stronie ślady wojennych umocnień, a po prawej, chwilami prześwitywał Otryt.

34386 34387 34388

zbyszek1509
06-05-2014, 23:13
Po dotarciu na Szczyciska, tuż za przełęczą, zmiana kierunku marszu ku Wetlince wijącej się gdzieś w dole. Wcześniejsze analizowanie tego zejścia o różnicy wysokości ok. 130 m, nakręcało moją adrenalinę. W realu wyglądało to mniej sympatycznie aniżeli na zdjęciu.

34389

Lekko halsując, dotarłem do miejsca, które nie wzbudziło mojej sympatii.

34390

Odbijając pod prąd Wetlinki i przedzierając się przez krzaki, dotarłem do miejsca bardziej przyjaznego.

34391

Chłodząc rozgrzane stopy i korzystając z wystających kamieni, mogłem podziwiać uroki jesieni, już z drugiego brzegu.

34392

Ruchome schody doprowadziły mnie do ścieżki, z której już z góry mogłem chwilami popatrzeć na przełom Wetlinki.

34393

Przy stokówce, elegancka kamienna wiata, pozwoliła na chwilę wytchnienia, a jeszcze ciepłe słońce podsuszyło mokre buty.

34394

Ostatni odcinek zapowiadał się dość monotonnie, jednak...

34395

...był bardzo obfity w jesienne widoki, na całym swoim odcinku.

34396 34397

Z radosnym odczuciem minąłem drogowskaz i po 7 godz. dotarłem do punktu wyjścia.

34398

zbyszek1509
14-05-2014, 20:00
Jesienny pobyt w Bieszczadach AD 2011, dobiegał końca. W swoich założeniach miał dotyczyć wędrówek po miejscach, w których były toczone bitwy w czasie I WŚ. Dzięki sprzyjającej pogodzie plan został zrealizowany, a na deser zostawiłem sobie Łysy Wierch, nazywany przez znawców historii Małynową. Wcześniej przeczytałem kilka informacji historycznych na temat wydarzeń w okolicy Baligrodu i nie tylko. Jednak podczas konfrontacji ze znawcami tego wojennego tematu, to okazuje się, że pewne fakty są lekko przesadzone. Mnie jednak bardziej interesowały same miejsca i ich usytuowanie w terenie, aniżeli szczegóły, którymi zajmują się historycy. Muszę przyznać, że pobyt w tych miejscach pobudza wyobraźnię i zmusza do refleksji nad żądzami, które cechują pewne grupy społeczne, nawet w obecnym czasie.
Na dwa dni przed wyjazdem, czyli 1.10.2011r. wybrałem się w miejsce, które jest przesiąknięte krwią i nafaszerowane tym, co zostawia po sobie wojna.

34478

Wśród jeszcze raczkujących jesiennych kolorów i w promieniach słońca podążyłem stokówką do ...

34479

...przejścia przez metalową kładkę w kierunku ...

34480

...kapliczki Synarewo z cudownym źródełkiem, która jak zwykle była otwarta i przyjemnie zadbana. Wzruszające są pewne wpisy w zeszytach, w których turyści wpisują swoje prośby, pragnienia czy podziękowania.

34481 34482

Dalej już, na początku drogą zrywkową, a później bardziej na azymut, podążyłem w kierunku szczytu.

34483

W okolicach zaznaczonego na mapie symbolu bitwy, która miała miejsce na tym terenie w II 1915 r., spotkałem trzech panów z piszczącymi urządzeniami. Jeden z nich wykazywał wielką radość, z racji znalezienia jakiegoś wyjątkowego zapalnika. Moje zainteresowania tym tematem zostały bardzo skutecznie wyciszone dobrych kilkadziesiąt lat temu, gdy tuż przed Wielkanocą, podczas generalnej próby, zdewastowałem śmietnik i w efekcie końcowym wylądowałem na 5 tygodni w szpitalu. W ówczesnym czasie nie było jeszcze śmietników pod postacią kontenerów czy pojemników, tylko budowane były z pustaków. W dzisiejszych czasach taki sabotaż, z moje strony, pewnie by się skończył kryminałem. Oj, miałem szczęście:-).
Po krótkiej rozmowie na temat parametrów tych współczesnych wynalazków, wspiąłem się już na szczyt, aby zobaczyć to, co jeszcze po prawie 100 latach zostało na tym terenie.

34484 34485 34486 34487

zbyszek1509
14-05-2014, 20:13
Po odpoczynku i chwili zadumy nad tym co zobaczyłem, podążyłem w kierunku przełęczy 658, aby trafić na plantację koźlarków. Oszczędziłem dorodne grzybki, gdyż nie miałem szans, aby zrobić z nich użytek, a do domu było jeszcze daleko.

34488

Podejście pod Patryję, okazało się "lekko" zachaszczone i próbowało utrudnić mi dostęp do szczytu.

34489

Wokół szczytu ponownie ślady umocnień i kruchości żołnierskiego życia.

34490 34491

Na mapie, ze szczytu w kierunku Dzidowej, zaznaczona jest ścieżka. Jednak to co zobaczyłem w realu, przyprawiło o szybsze bicie serca i odwołanie się do Anioła Stróża, aby przypadkiem w tym czasie, nie zechciał skoczyć na piwo.

34492

Na brak atrakcyjności terenu, już po zejściu dość stromym stokiem, nie mogłem narzekać. Czasami lekko pod górkę, a czasami i z górki, aż dotarłem pod stok prowadzący na Dzidową.

34493

Jako ciekawostka, Dzidowa z profilu.

34494

Trochę halsując, dotarłem na szczyt Dzidowej i ponownie popatrzyłem na Baligród i okolice. Tym razem w okresie, gdy kolory jesieni zaczynały brać górę nad soczysta zielenią.

34495

Siedząc pod nieczynnym jeszcze wyciągiem, przewijały się w głowie różne refleksje. Zupełnie podobne do tych o których napisał przemolla w swoim wątku. Lekko filozoficzne, a jednocześnie jak bardzo tęskne za tymi widokami i przeżyciami, które serwują nam Bieszczady. Świadomość tego, że już za kilkadziesiąt godzin, pozostanie tylko oglądanie zdjęć, które nijak się mają do realnych przeżyć, nie budowała optymizu w mojej duszy. Trzeba będzie czekać następne długie miesiące, aby móc ponownie oddychać bieszczadzkim powietrzem i smakować ten klimat. Tak było 2,5 roku temu. W między czasie, odbyłem następne 4 wypady do tej krainy szczęśliwości i przyznaję, że były one również bogate w elementy poznawcze, o których w przewodnikach nie jest napisane. A na dzień dzisiejszy, mogę już napisać - Bieszczady, tęskno mi za wami - jeszcze tylko kilkanaście dni i się spotkamy:-).

zbyszek1509
03-07-2014, 19:50
Minęły 2 tygodnie od ostatniego pobytu w Bieszczadach, a ja w dalszym ciągu nie mogę dojść do w miarę przyzwoitego stanu psychicznego. Odczuwam pewną presję, aby podzielić się wrażeniami z tego pobytu, ale jak to humanista by powiedział, to moją "wenę" diabli wzięli. Może przyczyną takiego stanu, była wyprawa na Piekło, podczas otwarcia kolejnego, wyjątkowo atrakcyjnego pobytu, do którego wkradły się nawet wątki metafizyczne. Muszę przyznać, że atrakcyjność tego pobytu pobiła wszystkie dotychczasowe rekordy. Zarówno pod względem towarzyskim, jubileuszowym, pogodowym jak i przebytych kilometrów po bieszczadzkich bezdrożach. Kilkukrotne przeglądanie "dokumentacji" z moich pobytów w latach 2012/2014, wprawiło mnie tylko w zakłopotanie, od czego tym razem zacząć?. Jednak myślę, że ostatnia relacja Dlugiego z okolic, które lekko zazębiły się z wyprawą w miłym i nowym towarzystwie, zadecydowała o wybraniu trasy, Chryszczata - Sukowate - Huczek. Samą wyprawę poprzedziły wcześniejsze kontakty telefoniczne i piątkowe wieczorne spotkanie, na którym było poruszonych tyle ciekawych wątków, że nie sposób było nawet tego zapamiętać. Tym bardziej, że szlachetności spożywanych nalewek, mogli by pozazdrościć bywalcy wielogwiazdkowych lokali ;). Sobotni poranek dnia 7.06.2014 r. powitał nas piękną słoneczną pogodą, która w niektórych chwilach, była nawet utrapieniem i przyczyniła się do wylania wiaderka potu z każdego uczestnika wyprawy. Wstępne plany nie brzmiały groźnie, z ust Don Enica padały orientacyjne czasy przejścia poszczególnych odcinków, ten odcinek 1-2 godz., następne po 20 min. itd, itd. W praktyce jednak, w sumie wyszło 9 godz. i 22,9 km. Pomimo tego, nikt głośno nie kaprysił i wszyscy dzielnie maszerowali w rytm i tępo zaproponowane przez przewodnika wycieczki. Całość przebytej trasy wyglądała tak.

34989

Pierwszy etap do J. Bobrowego rozpoczęliśmy od „Chatki studenckiej Huczwice”, co znacznie zaoszczędziło energię na dalsze odcinki.

34990

Tuż przed J. Bobrowym trafiliśmy na dziko rosnące hiacynty, które zmobilizowały do wykorzystania posiadanego sprzętu fotograficznego.

34991

Jeszcze ciepła platforma widokowa przy jeziorku, pozwoliła ma utrwalenie widoków z wyższego poziomu, co skrzętnie wszyscy wykorzystali. Dodatkowo, krótki odpoczynek i uzupełnienie płynów ustrojowych przygotowały nas do następnego etapu.

34992 34993

Na horyzoncie widać już pasmo Chryszczatej, z nadzieją na odrobinę cienia, gdyż zbliża się godz. 11 a słońce dawało się we znaki.

34994

Po kilkudziesięciu minutach chaszczowania, trafiamy na potok, który chłodzi nasze rozgrzane do czerwoności ciała.

34995

Krótka dyskusja na temat dalszego kierunku wspinania się na Chryszczatą, owocuje dotarciem do szlaku papieskiego i pokonaniu dość stromego podejścia.

34996

Godz. 11:30, z ulgą zasiadamy do konsumpcji i uzupełnienia kalorii na szczycie Chryszczatej. Do dnia dzisiejszego pamiętam zapach i smak groszku konserwowanego, którym zostałem poczęstowany. Podczas naszej biesiady, raptownie zaludniło się na szczycie i przypominało to dosłownie zlot gwiaździsty turystów. Oczywiście, jak to w takich chwilach bywa, dyskusja dotyczyła tematyki bieszczadzkich wydarzeń i problemów, na które zazwyczaj wszyscy mają podobne zdanie. Więc poszczególne grupy, zgodnie poszły w swoją stronę. A przed nami jeszcze 2/3 trasy do pokonania.

34997 34998

zbyszek1509
03-07-2014, 20:02
Z Chryszczatej poszliśmy niebieskim szlakiem w kierunku Kamionek, zostawiając z lewej strony Hruń, który nie cieszy się dobrą sławą na forum. Po wyjściu z lasu, naszym oczom, ukazał się widok ukwieconych łąk w okolicach Kamionek.

34999 35000

Z racji wyjątkowo wysokiej trawy, udanie się na cerkwisko, wydawało się mało sensowne, więc trawersując i uważając aby nie wpaść do jakiejś zamaskowanej trawą studni, poszliśmy w kierunku nowego przepustu. Tu nastąpiła ponowna sesja zdjęciowa i usuwanie pęcherzy na otartej pięcie, powstałych w wyniku dynamicznego marszu. Niezbędnik medyczny noszony przez kilka lat, w końcu się przydał:).

35001

Dalej już stokówką podążyliśmy do brodu na Tarnawce, aby dotrzeć do cudownego źródełka w Sukowatem. Zajrzeliśmy po drodze do zakładu karnego pszczół (gratulacje dla Recona1 za pomysłową nazwę), penitencjariusze byli zajęci swoją pracą, więc nie wzbudziliśmy większego zainteresowania. Bród okazał się dość płytki i pozwoliło to na jego pokonanie, bez zdejmowania butów. Jednak nie wszystkich uczestników ten przywilej objął :).

35002

Ciekawe kto był szybszy, Heniu czy samowyzwalacz ?.

35003

Tuż za brodem nastąpiła konsternacja, idziemy prosto, czy w lewo? . Jedna grupa, widocznie o skłonnościach bardziej lewicowych poszła za głosem serca, czyli w lewo, a druga bardziej prostolinijna, poszła prosto.

35004

Po kilkunastu minutach wszyscy spotkali się razem, z małą różnicą czasową i zachłannie korzystali z dobrodziejstw płynących z cudownego źródełka.

35005

Dalsze wędrowanie szlakiem papieskim do Huczka odbyło się w spokojnej i miłej atmosferze, pomijając uciążliwość much i komarów w czasie postoju, które okazały się bardzo higieniczne, gdyż dym papierosowy skutecznie je odstraszał. Po wyjściu z lasu ponownie mogliśmy podziwiać widoki i kolorowe łąki w okolicach Huczwic.

35006

Aby dotrzeć do skokówki prowadzącej do punktu wyjścia, czekała nas jeszcze jedna i tym razem już ostatnia przeprawa przez potok wypływający z J. Bobrowego. Sam potok okazał się dość łatwy do pokonania, jednak dojście do niego i przedarcie się przez gąszcz pokrzyw i innej roślinności, wymagało pewnego samozaparcia.

35007

Zbliżała się godz. 18:00, a my raźnym krokiem i z poczuciem pełnej satysfakcji zbliżaliśmy się do mety naszej wycieczki. Dzięki Ci Heniu za wspaniałą organizację spotkania i wspólnego spędzenia tych kilku godzin w miłym towarzystwie:).

35008

don Enrico
03-07-2014, 22:49
Dodam jako ciekawostkę, że skład osobowy tej wspólnej wędrówki jest odzwierciedleniem tego FORUM.
Całkowita mieszanka osobowości pod względem płci, wieku, podejścia, cyfryzacji i zaangażowania forumowego.
I to jest piękne , że można razem.

długi
04-07-2014, 01:00
Przepiękny spacerek,
a ja siedzę i tyram, ale nic, już niedługo przywitam Duszatyn... tak w połowie sierpnia
jak zwykle
Dziękuję za relację, zdjęcia i... i to coś w tej wędrówce, niespiesznej,

Dlugi
04-07-2014, 08:27
34997

Da się wypić groszek? Da się! :-)

zbyszek1509
04-07-2014, 10:59
Ciekawe kto był szybszy, Heniu czy samowyzwalacz ?.

35003

I w dalszym ciągu nie wiem, kto był szybszy :-) .

Szkutawy
04-07-2014, 23:10
Da się wypić groszek? Da się! :-)
... właśnie przypatrywałem się temu zdjęciu i chciałem rozszyfrować co tam było pite.... no i jest groszek....:-(

zbyszek1509
05-07-2014, 00:31
... właśnie przypatrywałem się temu zdjęciu i chciałem rozszyfrować co tam było pite.... no i jest groszek....:-(

Bardziej kaloryczne - czytaj procentowe, też były:-P .

zbyszek1509
09-07-2014, 02:57
Przemolla swoją relacją z wyprawy do Łopienki wyłuskał z pamięci, mój zupełnie nieświadomy i przypadkowy, pierwszy z nią kontakt. Zdarzenie, które pragnę opisać, na dzień dzisiejszy, może wywołać uśmiech politowania, a na usta będą cisnąć się wyrazy współczucia. Obecnie zapoznany z pewną ilością publikacji dotyczących legend bieszczadzkich, mogę tylko puścić wodze fantazji i przypuszczać, że to dobre duszki, czyli Czady, doprowadziły mnie do tego miejsca bez moje świadomości, gdzie idę i w efekcie końcowym, gdzie dotarłem. Ówczesne badanie alkomatem, by wykazało, tylko same zera:-(. Pragnę zaznaczyć, że w owym czasie, moja wiedza na temat Bieszczadów i takich urokliwych miejsc, jak m.in. Łopienka, była na poziomie embrionalnym i ograniczała się tylko do dobrze oznakowanych i czytelnych szlaków turystycznych, zaznaczonych na mapie. Dzień wcześniej „zaliczyłem” szlak Wołosate-Rozsypaniec-Halicz-Tarnica-Wołosate, czyli, dzień następny 22.09.2004 r. miał być dniem relaksacyjnym, ale mały spacerek drogą asfaltową, nie powinien zaszkodzić. Z Dołżycy wybrałem się, bez mapy, kompasu i jedynie z małym batonikiem w kieszeni, w kierunku na wschód, do skrzyżowania Buk – Wetlina. Zafascynowany przełomem Solinki, dotarłem do drogi odbijającej w lewo i pod presją ciekawości, dokąd ona prowadzi, podążyłem całkiem przyzwoitym asfaltem, pod górę. Kolejne zakręty, tylko potęgowały ciekawość, co będzie za następnym?. W zasadzie, to jedynie salamandry budziły ciekawość i zainteresowanie aż do końca drogi, czyli do przełęczy 748. Wtedy nie wiedziałem, gdzie się znajduję i jak wrócić z powrotem. Wracanie tą samą drogą, jakoś nie wchodziło w rachubę i postanowiłem, że bardziej atrakcyjny będzie powrót, na skróty w dół. Serpentyny tak pomieszały mi w głowie, a brak słońca również się do tego przyczynił, że nie potrafiłem określić kierunków świata. Żadnych znaczków prowadzących do bazy studenckiej nie zauważyłem, a jeśli nawet bym zauważył, to i tak nic by to mi nie powiedziało, dokąd prowadzą. Przewodnia myśl, która kołatała się w głowie, to trzeba iść w dół. Znalazłem jakąś marną ścieżkę, pewnie zwierzęcą, która po krótkim czasie zlała się z poszyciem i tyle ją widziałem. Na dzień dzisiejszy to mogę jedynie stwierdzić, z pewnym prawdopodobieństwem, że szedłem równolegle do szlaku prowadzącego do bazy studenckiej. I tu muszę przyznać, że wtedy przeszedłem chrzest bojowy z zakresu chaszczowania. Po pewnym czasie dotarłem do jakiejś drogi, po wcześniejszym przeprawieniu się przez potok i dalej nie wiem gdzie jestem. W prawo, czy w lewo, chodziło po głowie. Pierwszym obiektem, który rzucił się w oczy, był paśnik. Usiadłem w nim i aby wzmocnić myślenie skonsumowałem batonik, który jedynie zabrałem na ten niby chwilowy spacer. W czasie konsumpcji pojawiła się jadąca od lewej strony furmanka z woźnicą. Jednak, jakaś siła nie pozwoliła mi zapytać tego pana, gdzie ja jestem?. Tak sobie pomyślałem, że jeżeli on jedzie w prawo, to i ja powinienem w tym kierunku się udać. Zdjęcie tego paśnika zrobione rok temu, na pamiątkę mojego pierwszego i nieświadomego kontaktu z Łopienką.

35068



Jak pomyślałem, tak zrobiłem i udałem się w prawo stokówką. Po krótkim czasie ukazał się jakiś sakralny obiekt, który z ciekawości obszedłem i zawierzywszy zachęcającemu napisowi, wszedłem do środka. O wrażeniach już nie będę pisał, gdyż ci którzy tam byli, to na pewno to samo odczuli. Potwierdzeniem tego, niech będzie fakt, że przez kolejnych kilka pobytów w Bieszczadach, Łopienka musiała być odwiedzona. Jednak do miejsca zakwaterowania trzeba jakoś wrócić. Dalej idę w prawo stokówką, napotykam po prawej stronie element cywilizacji, czyli retorty, ale dale nie pytam gdzie się znajduję. W końcu doszedłem do drogi asfaltowej i znowu nie wiem, w prawo, czy w lewo. W lewo pod górę, to chyba jednak nie. Po pewnym czasie widzę drogową tablicę informacyjną, a moja radość i satysfakcja dosłownie szczytują. Idę dobrze, ale do Dołżycy to jeszcze spory kawałek. Ważne, że w dobrym kierunku. Po powrocie do miejsca zakwaterowania, opowiedziałem gospodarzowi i właścicielowi GGG swoją wycieczkę do nieznanego miejsca i dostałem krótką odpowiedź. Byłeś w Łopience i na pewno tam jeszcze nie raz pójdziesz. Minęło prawie 10 lat, od tego mojego pierwszego i nieświadomego spotkania z Łopienką i muszę przyznać, że to chyba jakieś dobre duszki zaprowadziły mnie do tego miejsca, abym zaraził się urokiem bieszczadzkiego bakcyla:-).

zbyszek1509
31-08-2014, 22:38
Zaraz minią 3 miesiące od ostatniego pobytu w Bieszczadach, a ja mam wyrzuty sumienia, że w tak małym stopniu podzieliłem się swoimi wrażeniami. Wiele czynników się na to złożyło, ale winą za swoje milczenie obarczam jedynie siebie. Niedługo będę odliczał dni do następnego wyjazdu i aby zaległości nie uzbierało się zbyt wiele, to postaram się jeszcze coś napisać. Nadszedł upragniony dzień 1.06.2014 r. i zawitałem ponownie do ośrodka Wisan. Podczas pogłębiania swojej wiedzy o wydarzeniach sprzed prawie100 lat w tych okolicach, postanowiłem na rozgrzewkę, prosto z „marszu”, udać się na Piekło.

35363 35364

Tuż przed Leśnictwem Żernica skręciłem w lewo, w nową zrywkową drogę. Na początku wydawała się dość przyzwoita pod względem przyczepności, lecz po kilkudziesięciu metrach, byłem szczęśliwy, że założyłem gumowce. Pod szczytem zdecydowanie się jednak poprawiła.

35365 35366

Sam szczyt nie serwował zbytnich widoków, a jedynie, w przerwie między drzewami można było rzucić okiem na odległą Chryszczatą.

35367

Przebywając na szczycie i rozglądając się na boki oraz mając w pamięci przeczytane informacje o toczących się tu walkach, doznałem pewnego metafizycznego przeżycia. Można zrzucić to na przemęczenie całonocną jazdą lub jakieś przewidzenia (przesłyszenia), ale pomimo tego, bardzo zdziwił mnie fakt, usłyszenia pewnych rozmów. Dosłownie wyglądało to tak, jakby kilka osób jednocześnie rozmawiało ze sobą przez telefon komórkowy, czyli taki ogólny gwar. Spojrzałem w dół, widoczność była dość dobra z racji wysokich drzew i nie widać, aby ktoś szedł przez rosnące niżej krzaki. Trwało to dosłownie kilka sekund i cisza. Powtórzyło się to samo jeszcze dwa razy i to w dość odległych od siebie miejscach. Po powrocie „pochwaliłem” się znajomemu, który amatorsko zajmuje się eksploracją, że znalazłem na Piekle starą zardzewiałą podkowę:-). Oczywiście roześmiał się i powiedział, że to jest zły znak dla poszukiwacza „skarbów”, natomiast Piekło omija z daleka. Jednak gdy w dalszej rozmowie wspomniałem o swoich przesłuchach, to wtedy spoważniał i powiedział, „ tyle tam ludzi zginęło”. Oczywiście nie upieram się, że usłyszałem jakieś głosy zza światów, ale pozostało to w mojej świadomości, jako zdarzenie trudne do racjonalnego wytłumaczenia.
Gdy już więcej się to nie powtórzyło przez dłuższy czas, poszedłem dalej w kierunku Dzidowej. Trasa dość atrakcyjna, a pod samym szczytem, nawet wymagająca trochę wysiłku.

35368 35369 35370

Po wdrapaniu się na szczyt ponownie zobaczyłem przyjemny dla oka widok.

35371

Zejście trasą zjazdową okazało się bardzo bolesne. Brak wcześniejszej rozgrzewki i odpowiedniej aklimatyzacji, sprawił, że mięśnie ud odmówiły posłuszeństwa podczas schodzenia. Nigdy do tej pory nie czułem takiego potwornego bólu nóg. Dosłownie odnosiłem wrażenie choroby Alzheimera w dolnych częściach ciała. Nawet odpoczynek nie przynosił pozytywnych efektów. Dopiero „genialny” pomysł, aby może schodzić tyłem, uratował mnie przed nocowaniem na stoku Dzidowej.

35372

don Enrico
03-09-2014, 21:48
Jeśli myślisz Zbyszku że to wystarczy, to głęboko się mylisz. Są tacy co czekają na ciąg dalszy.
Jesteś nadzieją że coś tak fajnego nadal istnieje.

zbyszek1509
05-09-2014, 00:19
Zachęcony do dalszych „zwierzeń” przez tak zacną osobowość jaką jest don Enrico, nietaktem by było, aby jeszcze czegoś nie napisać :-). W pierwszej kolejności muszę sprostować swoją poprzednią relację, gdzie pomyliłem nazwiska pewnych panów. Mianowicie, pisząc o swoich wyjątkowo uciążliwych dolegliwościach podczas schodzenia z Dzidowej, napisałem, że pan Alzheimer dopadł moje nogi :-) , a powinienem wymienić pana Parkinsona. Dziwne, że jakoś nikt mi tego nie zarzucił :-(
To też daje do myślenia – pewnie z grzeczności :-)
Wycieczki w dniu następnym, nie będę szczegółowo opisywał, gdyż Korbanię na pewno większość zna. Interesowało mnie przejście granią Pasiki, które w zasadzie udało się zrealizować po bardziej lub mniej, zarośniętych drogach zrywkowych.

35443

A tak na marginesie, może ktoś będzie zorientowany, co to jest za kamień z inskrypcjami, który leży opodal mini wieży triangulacyjnej ?.

35444

Następnego dnia zafundowałem sobie bardzie atrakcyjną wyprawę na stronę słowacką.

35445

Wędrując asfaltówką od Roztok Górnych do granicy, mogłem sobie popatrzeć na Rosochę i Hyrlatą z innego punktu widzenia. Nie spodziewałem się, że obecnie można podjechać pod samą granicę i nawet jest wyznaczone miejsce na zaparkowanie. Na granicy powitała mnie obszerna tablica informująca, na jaki to teren, teraz
wkraczam.

35446

Niebieskim szlakiem przez łąkę i dalej stokówką, miejscami na skróty, dotarłem do pomnika armii czerwonej, gdzie spotkałem turystyczną rodzinkę. W czasie krótkiej rozmowy i chwilowego wspólnego marszu, zapytali, jaki jest cel mojego wędrowania. Gdy pokazałem im Okrąglik, to popatrzyli na mnie z podejrzanym zainteresowaniem, ale mimo to, życzyli mi sukcesu.

35447 35448

Podążając dalej słowacką stokówką, podziwiałem odległe widoki oraz z ciekawością przyglądałem się pomysłowym domkom letniskowym zarówno po prawej jak i po lewej stronie drogi.

35449 35450 35451

Prawie po dwóch godzinach spaceru, dotarłem do cmentarza wojskowego z lat 1914-18.

35452

zbyszek1509
05-09-2014, 00:40
W odległości ok. 400 m, po lewej stronie znajduje się tym razem, cmentarz cywilny. Z zewnątrz prezentuje się jako bardzo zadbany, jednak wewnątrz, to już tego nie można powiedzieć. Usytuowany na stromym wzniesieniu, a groby ledwo widoczne pośród trawy.

35453

Skończył się okres wędrowania stokówką z górki, a zaczęło się chaszczowanie pod górę. Gdybym wcześniej wiedział, że przechodząc przez ogrodzenie cmentarza, można iść dalej, to zaoszczędził bym sobie dreptania po podmokłej łące. Przedzierając się przez od dawna zarośniętą ścieżkę, dotarłem do stokówki z której roztaczał się przyjemny widok dla oka. Mam cichą nadzieję, że w okresie jesiennym dotrę na ten stok zjazdowy i popatrzę na nasze pasmo graniczne od strony południowej.

35454

Dość przyjemna stokówka doprowadziła mnie prawie do samej granicy. Jednak po drodze obfitowała w różne niespodzianki. A to jakieś rozwidlenie, budzące wątpliwości, czy iść w lewo, czy w prawo lub wiatrołomy które skutecznie osłabiały tępo marszu.

35455 35456

Pomarańczowe znaki na drzewach doprowadziły mnie, do wspaniałego punktu widokowego.

35457

Stokówka rozpłynęła się w gąszczu krzaków, a pomarańczowe znaki przeprowadziły mnie przez dość głęboki jar, strome podejście i piękną polanę na Kurników Beskid.

35458 35459

Na Okrągliku mogłem z boku popatrzeć na trasę którą przeszedłem i nacieszyć oko widokami.

35460

Dla urozmaicenia postanowiłem wracać ścieżką przez Duży Skalaniec. Idąc w kierunku Jasła starałem się trafić na ścieżkę zaznaczoną na mapie Ruthenusa, jednak była ona tak słabo widoczna, że nie miałem pewności, w którym miejscu się zaczyna. Natomiast ścieżka z mapy Geoportalu, idealnie trafiała w tą rzeczywistą. Dalsze wędrowanie to już „bułka z masłem”. Z daleka widoczna przeszkoda zmuszała do myślenia jak ją pokonać. Jednak po zbliżeniu się do niej, okazało się to dość proste, a nawet pozwoliło na chwilę odpoczynku w pozycji siedzącej.

35461

Przed wejściem na asfaltówkę, wcześniej już poznaną, czekały na mnie jeszcze dwa brody. Z racji niskiego poziomu wody, udało się je pokonać suchą stopą. Po prawie 8 godz. marszu dotarłem ponownie do Roztok Górnych.

35462

Idąc już asfaltem, zobaczyłem samochód zbliżający się od przełęczy. Zszedłem lekko na pobocze, a samochód zatrzymuje się obok mnie. Pomyślałem sobie, teraz gdy ja mam kilka metrów do swojego, to ja wam serdecznie dziękuję za podwiezienie. Strasznie się zdziwiłem, gdy za kierownicą zobaczyłem jednego z mijanych turystów przy pomniku. Poznał mnie i zapytał, czy udało mi się przejść tą trasą, o której mu kilka godzin wcześniej mówiłem. Gdy potwierdziłem, że tak, to tylko pokręcił głową i
pojechał dalej. Dziwne, przecież to nie była jakaś ekstremalna trasa.

Szkutawy
05-09-2014, 21:06
... oj, szanowny Zbyszku... z tym Parkinsonem w dolnych częściach ciała to na moje oko;) też nie trafiłeś, ale to jest drobnostka nie rzutująca na całość... a całość czytająca wie o co idzie....że nogi Ciebie bolały jak jasna cholera....co do nóg w tej chorobie to mrowienie, sztywnienie i wywracanie do przodu, bądź do tyłu... a Ty sobie tyłem schodziłeś.... no chyba, że się sturlałeś :roll:.... ale fajnie, że jest w tej relacji fragment trasy mnie interesujący....czekam na ciąg dalszy....

Fiaa
05-09-2014, 23:15
Wycieczki w dniu następnym, nie będę szczegółowo opisywał, gdyż Korbanię na pewno większość zna. Interesowało mnie przejście granią Pasiki, które w zasadzie udało się zrealizować po bardziej lub mniej, zarośniętych drogach zrywkowych.

Najfajniejsze piosenki, to są te, które się już zna. ;-)

tolek banan
06-09-2014, 11:59
"Wycieczki w dniu następnym, nie będę szczegółowo opisywał, gdyż Korbanię na pewno większość zna."
Zbyszek
Opisz też coś dla mniejszości ,
Dość dyskryminacji ! ;) Dyskryminacji mówimy nie !:smile:
Myślę ,że nawet Połonina Wetlińska widziana " enty" raz jest za każdym razem inna .
pozdrawiam

Szkutawy
06-09-2014, 14:03
.... Tolek ma rację... popieram w całej rozciągłości.....

zbyszek1509
06-09-2014, 18:38
Muszę przyznać, że przyjemnymi komentarzami, zostałem zachęcony do uzupełnienia mojej śladowej relacji na Korbanię.
Jednak na wstępie, spróbuję ustosunkować się do poszczególnych komentarzy.


...że nogi Ciebie bolały jak jasna cholera....co do nóg w tej chorobie to mrowienie, sztywnienie i wywracanie do przodu, bądź do tyłu... a Ty sobie tyłem schodziłeś.... no chyba, że się sturlałeś :roll:

Przemku dosłownie tak było jak napisałeś, sztywnienie i wywracanie się do przodu, gdyż każdy krok sprawiał ogromny ból. Opcja sturlania się, również była brana pod uwagę, jednak wybór padł na schodzenie tyłem, gdy zorientowałem się po przypadkowym odwróceniu się do pochyłości stoku tyłem. Dziwne, że po wycofaniu się rakiem na równy już teren, dolegliwość zdecydowanie osłabła i dalsze przemieszczanie się, nie sprawiało uciążliwości. Podobnie już było następnego dnia, podczas wędrówki na Korbanię.


... ale fajnie, że jest w tej relacji fragment trasy mnie interesujący....czekam na ciąg dalszy....

I to sprawia największą radość, gdy przeczyta się informację o przydatności opisanej relacji. Dlatego pokazuję mapkę danej trasy, aby inni, bardziej lub mniej wtajemniczeni, mogli porównać swoje wyprawy, a ci którzy nie mają koncepcji, aby zagospodarować pobyt w Bieszczadach, mieli już gotowca.


Najfajniejsze piosenki, to są te, które się już zna. ;-)

Również mam czasami takie potrzeby, aby przeżyć coś, co sprawiło przyjemność i ponownie to usłyszeć lub zobaczyć. Dlatego chętnie wracam do wcześniej poznanych miejsc, aby utrwalić ich widok na dłużej.


Opisz też coś dla mniejszości ,
Dość dyskryminacji ! ;) Dyskryminacji mówimy nie !:smile:
Myślę ,że nawet Połonina Wetlińska widziana " enty" raz jest za każdym razem inna . pozdrawiam

Tolku, jestem razem z Tobą i Przemkiem w tej wspaniałej ideologii:-) .


Odnośnie Korbani, to muszę zaznaczyć, że tego dnia pułap chmur był dość niski i w związku z tym, na jakieś super widoki, to od początku liczyć nie mogłem, co z resztą będzie widać.
Seria przyzwoitych dróg zrywkowych zachęcała do wygodnego wchodzenia pod górę.

35466

Jednak, jak to w życiu bywa, nic co dobre nie może trwać wiecznie.

35467

Duża wilgotność roślin, zmobilizowała mnie do pójścia na azymut, aby po dłuższej chwili zobaczyć przyjemną jasność na horyzoncie.

35468

Przed samym szczytem widać pooraną ziemię dawnymi okopami, a samo wejście na przyjemną polankę owocuje takim oto widokiem.

35469

Kilkanaście metrów dalej, już było zdecydowanie gorzej, gdyż widok był mało satysfakcjonujący. Ale trudno, pozostało skorzystać z nowej, jeszcze nie do końca wykończonej wiaty i zmienić kierunek marszu.

35470

Po krótkim chaszczowaniu, przebiłem się do ścieżki prowadzącej na przełęcz Hyrcza. Po wyjściu z lasu, moim oczom ukazał się taki oto widok.

35471

Grzechem by było, aby nie zawitać do słynnej kapliczki.

35472

Zaraz obok roztacza się piękny widok, który w okresie jesiennym, na pewno zapiera dech w piersiach.

35473

Będąc w tych okolicach, nie sposób pominąć rodzinnego cmentarza Budzińckich oraz cerkwiska, które obecnie jest dobrze widoczne.

35474

Na zakończenie trasy, warto było zajrzeć na dymiące retorty, które już wcześniej pokazałem, a wśród łąki i kwiatów, prezentowały się wyjątkowo.

35475

asia999
10-09-2014, 21:09
Łąka soczysta nawet na zdjęciu, a co dopiero na żywo. :)
Dzięki Zbyszku za - jak zwykle - piękną wycieczkę :)))

A co z tą wieżą widokową na Korbani? Powstała już?

bertrand236
10-09-2014, 21:58
Powstała już.
pozdrawiam

zbyszek1509
11-09-2014, 20:44
W związku z chwilowo panującą pogodą, przypominającą Krainę Deszczowców, powrócę do dużo przyjemniejszego pobytu w Bieszczadach, a dokładniej do pływania łódką po Zalewie Soliny w piękny słoneczny dzień. Tak się jakoś dziwnie składa, że promienie UV mają na mnie jakąś magiczną moc. Nie dość, że pozwalają naładować energetyczne akumulatory, to jeszcze swoją działalnością, dosłownie w oka mgnieniu, usypiają mnie, nawet nie wiadomo kiedy. Wiem, wiem, że fachowcy na ten temat mają swoje zdanie, ale co mam zrobić, gdy sprawia mi to przyjemność i doskonale relaksuje. W błogiej nieświadomości dopłynąłem do Wyspy Małej (Zajęczej) i po przebudzeniu się, zobaczyłem w oddali Polańczyk. Samo pływanie łódką po zalewie, nie jest na tyle ciekawe, aby je opisywać, gdyż wiele osób na pewno to wielokrotnie robiło i doznawało podobnych radości. Jednak moim celem jest podzielenie się pewnym pomysłem, który wtedy wpadł mi do głowy. Dlaczego mam nie pochwalić się miejscem aktualnego pobytu? - tak sobie pomyślałem. Zadzwoniłem do syna, aby uruchomił komputer i wszedł na stronę, gdzie znajduje się obraz z kamerki w Polańczyku. Po pewnych korektach okazało się, że nawet zrobił zrzut ekranu i zlokalizował mnie na łódce. Proszę traktować to jako ciekawostkę, która może przynieść dodatkową chwilę radości:-) . Co prawda, nawet moje machanie do niego, okazało się baaardzo mało czytelne, a tym bardziej, że łódka była koloru zielonego. Ale małą kropkę na tafli jeziora widać:-).

35655 35656

Następnego dnia po atrakcyjnej wycieczce na Chryszczatą w różnowiekowym towarzystwie, pogoda na tyle dopisywała, że szkoda było jej marnować na jakieś błahostki. Ponownie dłuższa wyprawa, raczej nie wchodziła w rachubę, ale coś bardziej delikatnego, czemu nie?. Wybór padł na okoliczną Bałandę i Bagnisty.

35657

Zaraz za wytwórnią kruszywa, miłe zaskoczenie. Na miejscu, gdzie kiedyś był hotel robotniczy, obszerne i wyrównane miejsce. Na podstawie stojącego znaku zakazu ruchu, tuż za tym miejscem, domyślam się, że to jest nowy parking dla samochodów. A może i przyszłe pole namiotowe. Może ktoś coś wie więcej na ten temat?.

35658 35659

Po skręceniu ze stokówki w śladową drogę zrywkową, roztaczał się sympatyczny widok na Dzidową i jeszcze dalej.

35660

Pnąc się w górę, już przyzwoitą drogą zrywkową, trafiałem na jary i ślady okopów.

35661

Wysoka trawa na Bałandze, nie pozwoliła zlokalizować żadnego punktu topograficznego.

35662

Dalsze przemieszczanie się w kierunku Bagnistego, utwierdziło mnie w przekonaniu, że nazwa tej góry nie została wzięta z sufitu. Bardzo dużo cieków wodnych i miejscami dosłownie grząski teren, w pełni uzasadniał nazwę Bagnisty.

35663

Na samym szczycie, na słupku wysokościowym, znalazłem pozostawioną wizytówkę, która była owinięta zniszczonym przez ząb czasu papierem i przyciśnięta kamieniem. Jeżeli ktoś ją tam pozostawił z premedytacją, to mam nadzieję, że nie popełnię przestępstwa, ujawniając jego dane. A może ktoś go zna i da mu satysfakcję, że był taki jeden co podążał jego tropem :-).

35664

zbyszek1509
11-09-2014, 20:56
Dalsze przemieszczanie się już w dół, ponownie obfitowało w dawne wojenne umocnienia, a przed zejściem na stokówkę, było nawet „lekko” zarośnięte.

35665

Po zejściu na stokówkę, mogłem podejrzeć przygotowywanie do wypału węgla drzewnego.

35666

Wracając już po równej stokówce, tak sobie myślałem, w okresie jesiennym to dopiero tu musi być radość dla oka i duszy.

35667

Nawet spotkałem małego gryzonia, który na mój widok przyjął pozycję strusia i w ten sposób okazał mi swój stosunek do mnie:-(.

35668

Okolice dawnej wsi Rabe jak zwykle ukojone w ciszy i spokoju.

35669

Przez chwilę mogłem wrócić wspomnieniami do niedawno odwiedzonej Chryszczatej i popatrzeć na zdewastowaną mini pasiekę.

35670

Tuż przy drodze samotny rodzinny grób jeszcze z okresu przedwojennego i cerkwisko.

35671 35672

Podczas pokonywania już „ostatniej prostej”, towarzyszył mi chwilami, wijący się jak wąż, potok Riaby.

35673 35674

długi
12-09-2014, 02:02
Ładnie wędrujesz, radość dla oczu czytającego

asia999
13-09-2014, 00:10
Powstała już.
pozdrawiam
a miałeś już okazję podziwiać z niej widoki Bertrandzie?
pozdrawiam również oczywiście. :)

zbyszek1509
16-09-2014, 00:01
Tuż przed następną wyprawą w Bieszczady, ale już pewnie w innej scenerii, spróbuję opisać jeszcze jedną czerwcową wyprawę na Makówkę i jej urocze okolice.

35777

Zgodnie z zaleceniami drogowskazu, udałem się we wskazywanym kierunku.

35778

Maszerując asfaltową drogą, zarówno po prawej, jak i po lewej stronie, można zobaczyć nowe jak również już i wiekowe, ale zadbane gospodarstwa.

35779

Pięknie prezentuje się cerkiew w naturalnej scenerii.

35780

Asfaltowa droga skręciła w lewo, a ja poszedłem pod górę już obeschniętą gliniastą drogą. Z jednego z ostatnich gospodarstw, do moje wędrówki, przyłączył się bardzo miły piesek, który nawet po dłuższym czasie, czyli w okolicy przekaźnika, nie chciał wrócić do domu. Zdając sobie sprawę, że nie będę wracał tą samą trasą, musiałem przekonać go, aby wrócił jednak do swojego pana. Dość długo to trwało, ale w końcu zrozumiał moje dobre intencje i pomachał mi ogonem na pożegnanie.
Gdy wszedłem na Czekaj, to mogłem podziwiać roztaczającą się panoramę. Co prawda była lekko przymglona, ale oko ucieszyła.

35781

Zanim dotarłem do drogi zrywkowej w kierunku Tarnawy Górnej, trafiłem na coś ogrodzone, zarośnięte pokrzywami i trudne do identyfikacji.

35782

Cała droga obfitowała w miejsca ukwiecone, bagniste oraz takie.

35783

Po wyjściu z lasu i ciągłego cienia, dotarłem do miejsca nasłonecznionego i już zaludnionego.

35784

Gdy zobaczyłem otwarte drzwi do kościoła, skorzystałem z okazji, aby do niego zajrzeć.

35785

Ze schodków kościoła, ponowny widok na stare i nowe.

35786

zbyszek1509
16-09-2014, 00:12
Znana już wcześniej ruina cerkwi, to ta pod którą bywają niedźwiedzie :-) , przyciągnęła moją uwagę.

35787

Pomimo czytelnego i jasno brzmiącego napisu na drzwiach, nie potrafiłem oprzeć się pokusie i musiałem do niej zajrzeć.

35788

W cieniu dorodnego dębu, odpoczywałem i patrzyłem na następny etap mojej wycieczki.

35789

Wędrówka w kierunku przekaźnika, z racji atrakcyjnych widoków, nie była nawet nużąca.

35790

Dodatkowo uatrakcyjniały ją, winnica i brzozowa alejka.

35791

Przed samą Makówką widok na Tarnawę G. i Czaszyn.

35792

Ścieżką od Makówki poszedłem w kierunku Gruszki. Miejsce pamięci narodowej, było w trakcie remontu i dowiedziałem się, przy okazji, że w planie jest budowa zatoczki na kilka samochodów, przy drodze z Leska do Tarnawy G. Myślę, że ktoś miał dobry pomysł.

35793

Tym razem już suchą ścieżką, dotarłem na Gruszkę i dalej do trasy zjazdowej z wyciągiem w Weremeniu oraz pięknym widokiem.

35794

Po wyjściu z lasu moim oczom ukazał się widok na Hoczew i dalsze partie Bieszczadów.

35795

Po ok. 8 godz. dotarłem do punktu wyjściowego.

35796

długi
16-09-2014, 08:48
jak ja lubię takie wędrówki i...
takie relacje, gdy muszę siedzieć w pracy ;)

zbyszek1509
16-09-2014, 11:22
jak ja lubię takie wędrówki i...
takie relacje, gdy muszę siedzieć w pracy ;)

A pewnie dodatkowo dołująca jest ta odległość , jaka dzieli Cię od Bieszczadów. Serdeczne wyrazy współczucia :-( :-). Emeryci mają pod tym względem pewien komfort;).

bertrand236
16-09-2014, 12:11
a miałeś już okazję podziwiać z niej widoki Bertrandzie?
pozdrawiam również oczywiście. :)

Niestety nie miałem okazji. Natomiast zdjęcia zrobione z wierzy widziałem.

Pozdrawiam

bertrand236
16-09-2014, 12:21
a miałeś już okazję podziwiać z niej widoki Bertrandzie?
pozdrawiam również oczywiście. :)

Oto i ona

:-)

zbyszek1509
16-09-2014, 12:25
Oto i ona

:-)

Pięknie się prezentuje. Proszę o więcej takich inwestycji. :-)

don Enrico
16-09-2014, 13:06
jak ja lubię takie wędrówki i...
takie relacje, gdy muszę siedzieć w pracy ;)
Świetnie się czyta, ale też dodatkowo są inspiracją do własnych planów.
dzięki Zbyszku !

zbyszek1509
21-10-2014, 21:10
Po czterech pierwszych deszczowych, lecz nie zmarnowanych dniach, pojawiła się obiecująca prognoza meteorologiczna, a wraz z nią, możliwość spotkania z bieszczadnikami znanego forum. Wcześniejsze rozmowy telefoniczne nabrały rzeczowego biegu i zostały zrealizowane w dniu następnym, czyli w środę 24 września.
Pobudka o wczesnej godzinie, pozwoliła w czasie dojazdu do Sękowca, na Przełęczy Wyżnej, popatrzeć na Caryńską w bajecznej scenerii.

36174

Po wstępnym zapoznaniu i kilkudziesięciu minutach rozmowy zapadł ostateczny werdykt, idziemy do Ruskiego.

36175

Następne kilka minut zostało przeznaczone na przygotowanie i parami zaczęli wychodzić członkowie wyprawy.

36176

Podczas przechodzenia przez most, zapada pierwsza decyzja, robimy sobie na pamiątkę grupowe zdjęcie.

36177

Idąc lekko wznoszącą się stokówką, zwarta grupa uległa rozczłonkowaniu. Przewodnik oddalił się dość szybko i zniknął za którymś z kolejnych zakrętów. Natomiast zamykający, pochłonięty ograniczonymi widokami, wyraźnie zaczął odstawać i wydawać rozpaczliwe dźwięki charakterystyczne dla spragnionego wędrowca na pustyni :-).

36178

Na najbliższym skrzyżowaniu wszyscy się spotkali i płynem energetyzującym uzupełnili spalone kalorie.

36179

Różne przeszkody terenowe i wszędobylskie błotko uatrakcyjniały, tym razem już monotonne zejście w dół, w kierunku dawnego Ruskiego.

36180

Po wyjściu z lasu, naszym oczom ukazał się widok na miejsce, gdzie kiedyś rozciągały się zabudowania dawnych mieszkańców, tej ziemi. Jeden z uczestników, podobno już tradycyjnie poczuł wyraźną potrzebę, aby popatrzeć na okolicę z innego poziomu.

36181

Po dotarciu na miejsce cerkwiska, nastąpiło uzupełnienie kalorii produktami zarówno pod postacią płynną, jak i tymi o bardziej stałej konsystencji. Niektórzy poczuli się tak naładowani energią, że postanowili poszukać bardziej namacalnych śladów po byłej cerkwi.

36182

Jednak dopiero po następnych kilku minutach trafiliśmy na widoczne ślady po jakimś budynku i na fundamenty, pewnie piwnicy.

36183

zbyszek1509
21-10-2014, 21:23
Dalsza wędrówka, już drogą po łące, zawiodła nas do brodu. Wszyscy spojrzeli z utęsknieniem na prawy brzeg Sanu i pewnie zaczęli myśleć, jak to zrobić aby bezboleśnie tam się znaleźć.

36184

Jednak myślenie nic tu nie pomogło i trzeba było przystąpić do desantu, jak to Piskal określił:-). Jedni lekko się ociągali, inni badali twardość gruntu lub głębokość nurtu i zastanawiali się, czy wysokość gumowców jest wystarczająca.

36185

Na pierwszy ogień poszedł Piskal i w znanych tylko sobie płytkich miejscach, desantował się na drugi brzeg, pozostawiając resztę ekipy daleko w tyle.

36186

Do odważnych świat należy, więc wszyscy poszli w ślady przewodnika i w nieco głębszym miejscu zaczęli przeprawę.

36187

Dopiero na lepszym zbliżeniu widać dokładnie, kto się wyrywał do przodu, a kto się ociągał.

36188

Gdy jedni walczyli z szalejącym nurtem Sanu, to wtajemniczony w arkana sztuki pokonywania brodów, już się cieszył promieniami słońca i wykręcał przemoczone skarpetki.

36189

Jak to dobrze, że buty nie zostały na brzegu:-)

36190

Gest pełnej satysfakcji i radości z kończącej się przeprawy, bardzo widoczny.

36191

Gumowce dobra rzecz, jednak powinny być odrobinę wyższe, albo rozpoznanie terenu bardziej wiarygodne.

36192

Szczęśliwie zakończona przeprawa została odpowiednio uczczona, a strudzeni wędrowcy poszli smakować w pobliskim barze w Chmielu, zupę chmielową. I tak to przyjemnie minął pierwszy słoneczny dzień jesiennego pobytu w Bieszczadach.

36193

Szkutawy
21-10-2014, 22:39
... ha, ha ,ha... w głowie się kręciło... bo nurt był superszybki, a potężna fala jak morskie bałwany wdzierała się w ogumienie....a co do sklepu w Chmielu, to było tylko bardzo niewinne preludium... apogeum nastąpiło pod sklepem w Zatwarnicy... albo nawet armagedon...ale na to należy spuścić kurtynę milczenia...

Dlugi
22-10-2014, 11:06
Tak patrzę na mapę - Wasz bród niewielka ilość dopływów dzieli od miejca, gdzie ja przekraczałem San w Hulskiem.
A psa prawie mi zabrało i slipy mokre były...

zbyszek1509
22-10-2014, 17:15
A psa prawie mi zabrało i slipy mokre były...

Czyli, my mieliśmy więcej szczęścia. A do tego pewnie przyczynił się i niższy stan wody w Sanie. Pomimo tego, to i tak, patrząc w dół na nurt, kręciło się w głowie ;).

ridol
28-11-2014, 14:20
Przyłącze się do tematu i też wrzucę kilka fotek.
Ruszamy z Zatwarnicy36662
Przed nami wieś Ruskie36663
Będzie super focia36664
Z góry widać inaczej...36665
Odpoczynek w rejonie cerkwiska36666
A gdy nasze pragnienie w Chmielu zostało wstępnie ugaszone,miły pan kierowca przetransportował nas w miejsce z którego powrót był dużo,dużo cięższy niż wcześniejsze forsowanie Sanu36667

Szkutawy
29-11-2014, 00:00
... no tak.. Ridol wrzucił zdjęcia... a ja cofnąłem się dzięki temu o jedną stronę... później drugą.... a później nacisnąłem pierwszą i przeczytałem sobie cały wątek Zbyszkowy... już nie na raty... tylko po całości;) ... i znowu byłem w Bieszczadach....

zbyszek1509
29-11-2014, 00:37
Przyłącze się do tematu i też wrzucę kilka fotek.


... no tak.. Ridol wrzucił zdjęcia... a ja cofnąłem się dzięki temu o jedną stronę... później drugą.... a później nacisnąłem pierwszą i przeczytałem sobie cały wątek Zbyszkowy... już nie na raty... tylko po całości;) ... i znowu byłem w Bieszczadach....

Dzięki za przypomnienie pięknego słonecznego dnia wspólnie spędzonego na poszukiwaniu śladów bieszczadzkiej historii. Czuję ogromne wyrzuty sumienia, że zaniedbałem kontynuowania relacji z dalszych, a nawet tych starszych bieszczadzkich wędrówek. Wszystkiemu są winne zakupione ostatnio najnowsze mapy Bieszczadów. Proces ich przygotowania pod katem wykorzystania w GPS, pochłania strasznie dużo czasu, ale mam nadzieję, że do przyszłego sezon jakoś się z tym problemem uporam. Jednak obiecuję, że w najbliższym czasie, sięgnę do archiwum i podzielę się pewnymi wrażeniami z samotnych wędrówek. Nawet zaniedbałem opracowanie zdjęć z ostatniego pobytu. Zatrzymałem się na trzecim dniu pobytu, a zostało ich jeszcze 17. Jednego jestem pewien, dni coraz krótsze, a czas jakoś tak wyjątkowo szybko umyka :-(. Błagam o wyrozumiałość :-).

zbyszek1509
29-11-2014, 20:49
Wyprawa na Holicę, z różnych punktów wyjściowych, była już wielokrotnie opisywana na forum. Po wnikliwym przeanalizowaniu mapy i możliwości dotarcia na ten szczyt, doszedłem do wniosku, że chyba nie spotkałem opisu wędrowania z Teleśnicy Oszwarowej. Aby tradycji stało się zadość i zrobić „pętelkę”, to pomyślałem, że dobrze by było, aby wrócić przez Daszówkę.

36671

Już o godz. 7:15 zaparkowałem na kościelnym parkingu w mglistej scenerii.

36672

Wróciłem kilkaset metrów do ścieżki naniesionej na mapie, która miała mnie doprowadzić na szczyt Holicy. I w tym miejscu nastąpiła pewna konsternacja. Na zaplanowanym szlaku, znajdowało się gospodarstwo. Stoję i bezradnie rozglądam się po okolicy w poszukiwaniu wejścia na ścieżkę. Po chwili pojawił się gospodarz i poinformował mnie, że ta ścieżka na mapie to jest droga prywatna i prowadzi przez jego gospodarstwo. Jednak kilkadziesiąt metrów w kierunku kościoła, jest droga gminna i tamtą na Holicę mogę sobie maszerować. Zgodnie z zaleceniem poszedłem całkiem przyzwoitą gminną drogą, a niewielka kładka na brodzie, nawet mnie optymistycznie nastawiła, na dalsze wędrowanie.

36673

Po niedługim czasie dotarłem na plac przeznaczony do składowania drewna i doznałem następnej rozterki. Zawsze, gdy staję na rozwidleniu, gdy dotychczasowa droga rozchodzi się w lewo i w prawo, doznaję dziwnego uczucia, czy iść za głosem serca, czyli w lewo, czy rozsądku. W tym konkretnym przypadku, droga w lewo prowadziła do wcześniej planowanej ścieżki i pewnie już nie była drogą prywatną. Jednak zwyciężyła ciekawość i poszedłem, na oko bardziej uczęszczaną , drogą zrywkową w prawo, ale również w kierunku Holicy.

36674

Ładnie zapowiadająca się droga zrywkowa, coraz bardziej robiła się błotnista, a w oddali słychać było pracujący ciągnik. Po chwili okazało się kto lub co jest sprawcą rozjeżdżających się nóg po błotnistej drodze.

36675

Gdy prześliznąłem się przez dobrze znane bieszczadzkie klimaty, dotarłem do miejsca zdecydowanie bardziej wyciszonego i urokliwego z racji swojej atmosfery.

36676

Taka atmosfera towarzyszyła mi wielokrotnie aż do dojścia na szczyt pasma Żukowa, gdzie zobaczyłem prawie autostradę, oraz przebiegającą sarenkę tuż przed jadącym ciągnikiem.Traktorzysta, widząc że zrobiłem zdjęcie, posądził mnie o szpiegostwo i z pewną nadzieją w głosie zapytał, czy na pewno nie jestem na usługach leśniczego. Gdy przekonał się o mojej wiarygodności i nabrał pewnego zaufania, polecił mi spacer jeszcze kilkaset metrów dalej na Holicę, gdyż tam są ładne widoki.

36677

Oczywiście skorzystałem z jego rady i zobaczyłem ładnie zagospodarowany teren pod miejsce na piknik z widokiem na Stożek.

36678 36679
Jeszcze kilkadziesiąt metrów dalej i już Holica została zdobyta bez nadmiernego wysiłku.

36680

zbyszek1509
29-11-2014, 21:04
Nie mogłem odmówić sobie przyjemności, aby cofnąć się jeszcze dalej i spojrzeć na zaporę z wyższego punktu widzenia.

36681 36682

Nową szutrówką pomaszerowałem już dalej na wschód, zgodnie z wcześniejszym planem. W pewnej chwili w odległości kilkudziesięciu metrów, od lewej strony, wyszedł sobie spokojnie, wyjątkowo wychudzony wilk. Spojrzał w moją stronę i nie dając mi żadnej szansy na zrobienie zdjęcia, pobiegł dalej na prawą stronę do lasu.

36683

Po lewej stronie ponownie punkt widokowy, tym razem na Ustianową Górną i Ustrzyki Dolne.

36684

Penie fundusze na budowę szutrówki, uległy wyczerpaniu i trzeba było wejść w bardziej naturalne środowisko.

36685

Teraz już tylko z górki, ale chwilami po całkiem sporym błocie lub chaszczach.

36686

Daszówka powitała mnie eleganckim domem z letnią rezydencją nad stawem.

36687

Zaraz obok drogi cerkwisko z zapomnianym i zdewastowanym cmentarzem.

36688

Przy drodze do Teleśnicy Oszwarowej na przemian można zobaczyć nowoczesne wille, jak również i zabudowania posiadające swoją historię.

36689

Po 7 godz. wędrowania i przejściu ponad 15 km dotarłem do punktu wyjścia, który już był w pełnym słońcu i przyjemnym bezchmurnym niebie.

36690

krzychuprorok
29-11-2014, 21:32
Taka atmosfera towarzyszyła mi wielokrotnie aż do dojścia na szczyt pasma Żukowa, gdzie zobaczyłem prawie autostradę

Zdziwiłem się gdy w lecie kupiłem ostatnie wydanie mapy Compassu i zauważyłem zaznaczoną drogę w budowie przez Żuków. Niestety nie udało mi się przejść całego pasma Żukowa przed wybudowaniem tej drogi, za to na przyszłość będę miał gdzie przejechać się na rowerze.

zbyszek1509
08-07-2015, 23:45
W związku z częściowym już wyciszeniem nostalgii, która ogarnęła mnie po ostatnim pobycie w Bieszczadach, postanowiłem podzielić się pewnymi wrażeniami przeżytymi podczas 16 dni pobytu w bliskiej mi krainie. Pogoda była wyjątkowo sprzyjająca, a dodatkowo udało mi się namówić kolegę ze szkolnej ławy, na jego pierwszy pobyt w Bieszczadach, chociaż na kilka dni wspólnego wędrowania. Ponadto czuję się zobowiązany w stosunku do Henia, za zainteresowanie mnie „szlakiem czereśniowym” na Słowację.
Przyznaję, że wspólne wędrowanie z kolegą i wieczorne wspomnienia z przebytych tras, skutecznie „utrwalały” nasze wrażenia. Dzięki dwóm samochodom, mogłem zrealizować swoje marzenie przejścia z Wołosatego do Mucznego , wyjątkowo widokową trasą. Poszczególne odcinki były już zaliczanie, nawet kilka razy, jednak za jednym przejściem, nigdy nie miałem tej przyjemności do chwili obecnej. Poznałem również urok wschodniej części Bieszczadów, wraz z wnętrzem cerkwi greckokatolickiej, a obecnie kościoła rzymskokatolickiego w Michniowcu.

38248

Pełne kwiatów łąki nad wsią Lipie, niepowtarzalnym zapachem, zapierały dech w piersiach.

38249

Podobne wrażenia towarzyszyły nam podczas wycieczki na Słowację do wsi Runina z Roztok Górnych. Widoki spod Dziurkowca na stronę południową jak również i północną, są warte wylanego potu. Szczególnie nakręcała mnie wyprawa do wsi Ulśinkov, do której zachęcił mnie Heniu propagując „szlak kwitnących czereśni”.
Zgodnie z wcześniejszymi założeniami, zaczęliśmy o godz. 7:15 wyjściem z dworca kolejowego w Łupkowie. Chciałem aby kolega odczuł pewne emocje podczas przechodzenia tunelem na Słowację. Jedynie od strony słowackiej uchowały się historyczne tablice upamiętniające jego odbudowę, po powtórnym jego wysadzeniu, tym razem przez wycofujące się wojska niemieckie.

38250

Po dotarciu do czerwonego szlaku na górę, naszym oczom ukazał się widok bujnej roślinności, która przypominała swoim wyglądem barszcz Sosnowskiego. Całe szczęście, że to było tylko złudzenie, gdyż przedzieranie się w takim gąszczu, do przyjemności by nie należało, a i na zdrowiu poczyniło by pewnie znaczny uszczerbek.

38251

Idąc dalej czerwonym szlakiem do wzniesienia Szczołb, towarzyszyły nam linie okopów i odgłosy wycinanych drzew. Z Magelov gruń roztaczał się widok na okoliczne wzniesienia i ciekawe formy skalne.

38252

Dalej schodząc już drogą zrywkową, trafiliśmy na polanę, z której roztaczał się widok na odległy jeszcze cel naszej wyprawy.

38253

Po dotarciu do obiecanych koledze czereśni, nastąpiło rozczarowanie, że nie dane nam będzie ich skosztować. Owoce, zarówno jabłek jak i czereśni, nie nadawały się jeszcze do konsumpcji. Nie sprawdzona ich gorycz i kwaśność przepełniła nasze serca :-(.

38254

Poszliśmy dalej już asfaltową drogą obok byłego PGR-u obsadzoną jabłoniami, które na pewno pięknie wyglądały w okresie kwitnienia.

38255

W samej wiosce, wyjątkowa cisza, a życie towarzyskie koncentruje się jedynie przy przystanku autobusowym. Mieszkańcy byli bardzo życzliwi, gdy dowiedzieli się skąd przyszliśmy i dokąd idziemy, wskazali nam kierunek na żółty szlak, który został zmieniony i prowadził inną trasą aniżeli ten zaznaczony na mapie.

38256

Podziękowaliśmy pięknie za znaną nam już wcześniej informację i udaliśmy się w kierunku cerkwi i cmentarza, aby odpocząć na schodkach i uzupełnić potrzeby kaloryczne.

38257

zbyszek1509
08-07-2015, 23:58
Wzmocnieni na duchu i ciele, ruszyliśmy w górę wioski podziwiając poszczególne zabudowania.

38258

Tuż za zakrętem czekała na nas niespodzianka. Może nie zbyt okazałe, ale za to soczyste i bardzo smaczne czereśnie rosnące obok szlaku.

38259

Jeszcze rzut oka na wioskę z góry oraz dywan z paproci i wspinamy się żółtym szlakiem. Przez krótką chwilę nawet asfaltową drogą, do punktu zwanego Kołyby, aby dotrzeć szlakiem granicznym do punktu Łuczki.

38260

Na przełęczy należało odbić w prawo, aby dotrzeć do jakiejś drogi zrywkowej. Okazało się to poważnym wyzwaniem, gdyż chaszcze na tym odcinku były wyjątkowo nieprzyjazne.

38261

Kierunek okazał się właściwy i po dłuższej chwili dotarliśmy do nowiutkiej drogi zrywkowej, która doprowadziła nas na Koniec Świata. Obiecywaliśmy sobie, że nareszcie coś konkretnego zjemy, a jak dobrze pójdzie to nawet jajecznicę. Jednak, musieliśmy zadowolić się resztkami batoników, gdyż zastaliśmy zamknięte drzwi. Co prawda na drzwiach była informacja z numerem telefonuhttp://cdncache-a.akamaihd.net/items/it/img/arrow-10x10.png (http://forum.bieszczady.info.pl/#24680006), lecz brak zasięgu uniemożliwił nam jakąkolwiek komunikację. Nawet wiszący gong swoim dźwiękiem, nie był w stanie przywołać gospodarza. Po chwili odpoczynku na tarasie, wydeptaną ścieżką udaliśmy się w kierunku dworca.

38262 38263

Po zamknięciu pętli naszej marszruty, licznik przebytej trasy i jej elementów wyglądał następująco.

38264

Po powrocie do domu, miałem okazję do pewnej refleksji. Kolega, podzielił się swoimi wrażeniami z naszego wspólnego pobytu ze znajomymi, którzy bywali na wycieczkach zakładowych w Bieszczadach i twierdzili, że podczas 4 dni pobytu poznali Bieszczady wzdłuż i wszerz. Wiadomość ta wyzwoliła u niego pytanie, które mi zadał. A mianowicie, „czy w ciągu jednego miesiąca jesteśmy wstanie przejść te wszystkie górki?”. Nastąpiła u mnie pełna konsternacja, która zmobilizowała mnie do rzetelnej odpowiedzi popartej udokumentowanymi faktami. Tak się składa, że od października 2003 roku do chwili obecnej, prowadzę szczegółową dokumentację poszczególnych pobytów i miejsc, w których byłem w tym czasie w Bieszczadach. Gdy wszystko podliczyłem i podałem mu ilość dni, która wynosi 269, czyli prawie 9 miesięcy, a na dodatek, gdy spojrzę na mapę i widzę jeszcze wiele białych plam do przetarcia, to kolega zaniemówił i ostatecznie wyszeptał „ to co oni p......”.

Każdy kto zasmakował bieszczadzkiego uroku, może sobie dopasować odpowiednią ideologię odnośnie świadomości, pewnych grup społecznych, dotyczącej znajomości tych „górek”, a co za tym idzie, również i braku pokory do nich.

zbyszek1509
09-07-2015, 01:26
Szczególnie nakręcała mnie wyprawa do wsi Ulśinkov, do której zachęcił mnie Heniu propagując „szlak kwitnących czereśni”.

Przepraszam za błąd w nazwie wsi. Oczywiście powinno być

38265

don Enrico
09-07-2015, 20:00
Dziękuję za łąki pełne kwiatów nad wsią Lipie z majestatyczną Magurą Łomniańską na środku, która tak cierpliwie czeka na moją wizytę

(...)
Pełne kwiatów łąki nad wsią Lipie, niepowtarzalnym zapachem, zapierały dech w piersiach.

38249

Podobne wrażenia towarzyszyły nam podczas wycieczki na Słowację do wsi Runina z Roztok Górnych. Widoki spod Dziurkowca na stronę południową jak również i północną, są warte wylanego potu. (...)
Mam nadzieję , że znajdziesz jeszcze kiedyś chwilę i podzielisz się wspomnieniami i widokami na (z) wsi Runina

zbyszek1509
09-07-2015, 23:50
Przyznaję, że mnie również urzekła Magura Łomniańska, a łąki w jej okolicy, są wyjątkowo pełne kwiatów. Specjalnie dla Ciebie Heniu, jeszcze jedno ujęcie z mniejszej odległości.

38283

Dodatkowo widok na Runinę po wdrapaniu się (dosłownie) :razz: pod Dziurkowiec.

38284

Kurdybanek
11-07-2015, 05:38
Po zamknięciu pętli naszej marszruty, licznik przebytej trasy i jej elementów wyglądał następująco.

38264

Kolejna fajna "pętelka" i gotowa propozycja wycieczki dla kogoś komu znudziły się już "popularne" szlaki w Bieszczadach :smile:

zbyszek1509
22-08-2015, 23:09
Korzystając z chwilowo wolnego czasu, jeszcze jedna relacja z czerwcowego pobytu w Bieszczadach. Praktyczne, kolejna wyprawa na Słowację, powinna obfitować w ciągłe zachwyty typu och, ach oraz niesamowite, z racji widoków, które towarzyszyły mi podczas przemierzania zaplanowanej trasy. Wyprawa ta dojrzewała od momentu, gdy zafascynowany wejściem z Ruskégo na Vel´ky Horb, popatrzyłem na mapę z nadzieją, że znajdę jakąś „pętelkę”, którą w ciągu jednego dnia można zaliczyć. I wtedy, wybór padł na Runinę. Z racji dość długiej trasy, wczesna pobudka i wyjazd na Przełęcz Nad Roztokami. Ok. godz. 6 wymarsz znaną stokówką w dół i aby nie zamoczyć poranną rosą butów i nóg, nie skracając sobie na początku trasy, szedłem po utwardzonym podłożu. Wiedziałem już wcześniej, że zakupione w Lidlu buty za ok. 60 zł, nie nadają się na wędrówkę po mokrej trawie. Ale one miały być tylko jako ewentualna rezerwa. Jednak, gdy pierwszego dnia przed rozgrzewającą zastałe mięśnie wycieczką, zobaczyłem, że z tych właściwych zabrałem tylko jeden but, wściekłem się na siebie i przez 2 tyg. męczyłem się na rezerwie :-(. Przysporzyło mi to dodatkowych „atrakcji”, a chwilami stopy wyglądały jak „ręce praczki”.
Pierwszy widok na słowacką stronę już był fascynujący i dodawał zapału do pokonania planowanej trasy.

38546

Po pewnym czasie, serpentynowe agrafki zaczęły być dość długie, więc zmieniłem zdanie i puściłem się przez ukwiecone i szkliste od porannej rosy łąki.

38547

Po dotarciu do Ruskégo, w trakcie pierwszego suszenia skarpetek, mogłem nacieszyć oko znanym już widokiem i podziwiać dbałość Słowaków o turystów.

38548

Następny etap do Przełęczy Sedlo Zálomy, przebiegał na początku wśród miłych dla oka widoków, a później po wilgotnym i zarośniętym terenie.

38549

Na odcinku pomiędzy przełęczą, a Smerekovicą, nie było żadnego dogodnego miejsca, aby usiąść i ponownie zmienić mokre skarpetki. Jednak, gdy trafiła się nasłoneczniona polana, usiadłem na poboczu stokówki i po chwili usłyszałem nadjeżdżający samochód. Okazało się, że byli to słowaccy policjanci. Ich zachowanie wzbudziło u mnie pewien podziw, gdyż pierwsze pytanie jakie zadali, to, czy wszystko w porządku?. Następnie zapytali skąd i dokąd idę, gdzie zostawiłem samochód oraz jaka jest pogoda w Polsce :-). Życząc mi przyjemnej wędrówki, pojechali dalej.
Po dojściu stokówką do miejsca oznaczonego jako Smerekovica, poczułem się lekko zdezorientowany, gdyż na mapie niebieski szlak prowadził trochę inaczej aniżeli wskazywał drogowskaz. Poszedłem kilkaset metrów zgodnie ze wskazaniami drogowskazu, ale żadnych śladów niebieskiego szlaku nie zobaczyłem. Popatrzyłem na mapę i ostatecznie mógłbym iść dalej, ale Runinę bym zostawił z boku. A przecież to ona miała być celem mojej wyprawy. Nie było innego wyjścia jak wrócić do skrzyżowania i jeszcze raz dokładnie przyjrzeć się okolicznym zaroślom. I dobrze zrobiłem, gdyż dosłownie kilka metrów od drogowskazu, znajdował się ukryty w listowiu, kierunek dalszego szlaku prowadzący przez urokliwy mostek.

38550

Dalsze wędrowanie, już po odkrytym terenie, to raj dla oka i duszy. Niestety, ale nadciągające ciemne chmury nic dobrego nie wróżyły i zmobilizowały do szybszego marszu, aby wśród zabudowań Runiny, znaleźć jakieś schronienie.

38551

W strugach intensywnego, ale krótkotrwałego deszczu wszedłem do Runiny, aby na chwilę schronić się pod okapem jakiegoś urzędu.

38552

Trwało to dość krótko, więc poszedłem kilkadziesiąt metrów dalej i już w pełnym słońcu usiadłem na przyzwoitym przystanku z bieżącą wodą, aby na półmetku odpocząć i uzupełnić stracone kalorie.

38553

Podczas dalszego marszu już zielonym szlakiem w kierunku Dziurkowca, mogłem podziwiać pasmo gór otaczające Runinę.

38554

Natomiast przede mną, najcięższy odcinek trasy, chociaż z daleka nie wygląda tak źle.

38555

zbyszek1509
22-08-2015, 23:26
Pokonanie odcinka ok. 4 km i wzniesienia ok. 570 m, w pewnych chwilach zmuszało do tak głębokiego skłonu, że głowa oddalona była od podłoża ok. 50 cm.

38556

Ale po wejściu, widoki w pełni rekompensowały wylany pot. Widok na wschodnią część pasma granicznego.

38557

Runina w pięknej dolinie.

38558

Gdy przeczytałem zapiski różnych ludzi, którzy byli wcześniej w tym miejscu, to muszę przyznać, że w pełni pokrywały się z moimi wspaniałymi wrażeniami.

38559

Praktycznie, co kilkadziesiąt metrów, widoki na wszystkie strony świata, zmieniały się jak w kalejdoskopie.

38560

Jeszcze raz rzut okiem na Runinę otoczoną górami.

38561

Natomiast na północ, widok od Łopiennika po Połoninę Wetlińską.

38562

Z okolicy Okrąglika, tym razem już z góry, widok na trasę, którą rano szedłem.

38563

Na koniec trasy, pełen satysfakcji widok z Przełęczy Nad Roztokami.

38564

A tak wygląda przebyta trasa na mapie, wraz z danymi zarejestrowanymi przez GPS. Oczywiście maksymalna prędkość, jest zdecydowanie zawyżona. Nawet z górki i wiatrem w plecy, tego bym nie osiągnął :-).

38565

Szkutawy
23-08-2015, 01:28
Prędkość zawyżona? Zbyszek.... napisz, że jechałeś rowerem.:razz:

zbyszek1509
23-08-2015, 02:02
Prędkość zawyżona? Zbyszek.... napisz, że jechałeś rowerem.:razz:

Kiedyś, gdzieś czytałem, że jeżeli nie przekracza się prędkości ok. 4 km/godz. to GPS głupieje w tej opcji. Natomiast licznik podróży, również lekko zawyża w stosunku do odczytu w MapSource. W tym przypadku, na wyświetlaczu, dodał ok.700 m. Jednak, dla mnie, jest to mało istotne w stosunku do przyzwoicie wiarygodnej lokalizacji miejsca stania.

michalN
23-08-2015, 11:30
Pal licho prędkość. Podziękowania za opowieść. Miło się maszerowało przy porannej niedzielnej kawie.

slawek71
23-08-2015, 20:42
Fajna relacja i świetne zdjęcia , zwłaszcza Runina z Bukovcem za plecami. Dwa lata temu przeszedłem dokładnie taką samą pętelke tylko w odwrotnym kierunku i też gubiłem niebieski. Nie wspominasz nic o "Trzech Studzienkach" , jakoś nie chce mi się wierzyć że ich nie zachaczyłeś no i jeszcze jeden ważny punkt czyli bar piwny w Runinie , ja muszę się przyznać że był to główny punkt mojej wycieczki;). Pozdrawiam !

zbyszek1509
23-08-2015, 23:47
Nie wspominasz nic o "Trzech Studzienkach" , jakoś nie chce mi się wierzyć że ich nie zachaczyłeś no i jeszcze jeden ważny punkt czyli bar piwny w Runinie , ja muszę się przyznać że był to główny punkt mojej wycieczki;). Pozdrawiam !

Dzięki za miłą ocenę relacji. Przyznaję, że nie wykazałem się zbytnią roztropnością :-( , gdyż wychodząc z Runiny przeoczyłem Tri studničky. Siedząc na przystanku, przeglądałem tablicę informacyjną ze szlakami i widziałem, że są w tym samym kierunku, więc będą po drodze.
38593

Jednak widok na Bukovec i pasmo otaczających gór, był tak fascynujący, że o studzienkach (źródełkach) zapomniałem. Sam pobyt w Runinie, wzbudził u mnie pewne zdziwienie, gdyż przez kilkadziesiąt minut, nie widziałem żadnego mieszkańca, zero jakiegokolwiek ruchu na głównej ulicy. Cmentarz wojenny odpuściłem już sobie z pełną premedytacją, ale patrząc na mapę i widząc sporo ścieżek po okolicznych górach, czuję pewien niedosyt i marzy mi się ponowny pobyt w tamtej okolicy. Jesienią to musi być tam pięknie.

Piskal
24-08-2015, 11:07
Na koniec trasy, pełen satysfakcji widok z Przełęczy Nad Roztokami
Przez chwilę wpatrywałem się w tego ptaka, którego uchwyciłeś na tym zdjęciu. Dopiero po chwili zorientowałem się, że... mam przyklejony to monitora jakiś paproch :-)

zbyszek1509
24-08-2015, 14:28
Przez chwilę wpatrywałem się w tego ptaka, którego uchwyciłeś na tym zdjęciu. Dopiero po chwili zorientowałem się, że... mam przyklejony to monitora jakiś paproch :-)

Z tymi niby ptakami na zdjęciu, to bywało różnie. Zastanawiałem się kiedyś, oglądając zdjęcie, skąd pojawił się tam jakiś ptak, którego wcześniej nie widziałem. Na powiększeniu okazało się, że to fruwające gzy. A oto przykład.

38598

krzychuprorok
24-08-2015, 14:46
Dzięki za relację, zatęskniłem, bo to moje ulubione tereny.

asia999
28-08-2015, 22:14
Gdy przeczytałem zapiski różnych ludzi, którzy byli wcześniej w tym miejscu, to muszę przyznać, że w pełni pokrywały się z moimi wspaniałymi wrażeniami.
Chciałabym też kiedyś do Runiny dotrzeć. A ta relacja mi o tej chęci ponownie przypomniała. Dzięki. :)))

zbyszek1509
22-11-2015, 17:45
Dyskusja pomiędzy Reconem a Przemollą, na temat trasy na Dwernik Kamień, zmotywowała mnie do podzielenia się wrażeniami, z jeszcze jednej możliwości zrobienia pętelki, na tej trasie. Tym bardziej, że przeciąłem „końską drogę” łączącą Kamianki z Nasicznem na Przełęczy Pryslip, o której Recon wspomina.

39377

Pierwsze wrażenia na parkingu w Nasicznem, nie były zbyt przyjemne, gdy zobaczyłem kilkanaście zaparkowanych samochodów. Do pierwszego postoju, na punkcie widokowym wyprzedziłem kilka osób i to w większości nie z plecakami, ale z koszykami, co zdecydowanie poprawiło mi humor. Jednak, już na samym punkcie widokowym, zobaczyłem zwartą grupę pod dowództwem przewodnika, który szczegółowo informował zebranych, jakie to góry znajdują się na kierunku wschodnim. Wszystkie miejsca siedzące były zajęte, a i tak większość osób słuchała wykładu, na stojąco. Nie było innego wyjścia, tylko szybko startować dalej, zanim zwarta grupa ruszy na D-K. Na samym szczycie, pomimo niezbyt dobrych warunków widokowych, można było nacieszyć oko rozciągającą się panoramą na trzy kierunki świata.

39378 39379

Następnym etapem było przejście ścieżką na Magurę Nasiczańską, która jest zaznaczona na mapie. Idąc ścieżką historyczną do wychodni skalnych, należało odbić w lewo do Przełęczy Pryslip, aby trafić na ową ścieżkę. Pomimo usilnego rozglądania się w prawo i lewo, nie zauważyłem żadnych śladów, które by choć trochę sugerowały istnienie zaznaczonej ścieżki. Przyznaję, że zejście do przełęczy było dość atrakcyjne, co widać na zagęszczonych warstwicach. Już na samej przełęczy ukazał się bardzo przyjemny widok z możliwością odpoczynku przed dalszą wspinaczką, na Magurę Nasiczańską. Na dole zdjęcia widać, wspominaną wcześniej, „końską drogę”. Natomiast już od niej, odbija na południe, dobrze widoczna ścieżka.

39380

Kilkanaście metrów po prawej stronie od ścieżki, znajduje się zadbany pojedynczy krzyż.

39381

Podczas dalszej już wspinaczki, ścieżka straciła swoją czytelność i pozostało mi lawirowanie pomiędzy bardziej lub mniej, uciążliwymi chaszczami, aby trafić na wyraźne stanowiska ogniowe.

39382

Będąc już na Magurze, niebo wyraźnie pociemniało, a widoczność zrobiła się ograniczona.

39383

Natomiast Smerek, chwilami przypominał aktywny wulkan.

39384

Szykując się do zejścia, zobaczyłem przyjazny układ warstwic na mapie. Podążając w tym kierunku, trafiłem na „oznakowany” i bardzo przyjemny szlak.

39385

Idąc według tego oznakowania, cały czas słyszałem z lewej strony odgłosy wycinania drzew. Miało to pozytywny wpływ na moje samopoczucie, gdyż ewentualne spotkanie z niedźwiedziem, było mało prawdopodobne. Pokonując już niżej położone drogi zrywkowe, które obfitowały w błotne atrakcje, dotarłem na polanę z pięknym widokiem.

39386

Szkutawy
23-11-2015, 00:09
Zbyszek, czy masz więcej zdjęć z Magury ?

zbyszek1509
23-11-2015, 00:47
Ależ bardzo proszę, ale z maja 2013 r. Wtedy była trochę lepsza widoczność, więc można było zrobić lepsze zbliżenia. Z całą odpowiedzialnością mogę napisać, że widoki z Magury, warte są włożonego wysiłku podczas wyprawy na nią.

39387

Roh

39388

Szkutawy
23-11-2015, 01:40
Dzięki:wink:

zbyszek1509
07-07-2016, 15:26
Przyznaję, że Heniu posiada wspaniałą umiejętność przekonywania, mógłby zostać negocjatorem lub rozjemcą :-). Czerwcowy pobyt w Bieszczadach pozostawił, jak zwykle, miłe wspomnienia w pamięci, a tym bardziej, że chwilami przebiegał w miłym towarzystwie. Podczas 16 dni pobytu udało się zobaczyć kilka nowych miejsc, jak również utrwalić i przypomnieć sobie miejsca wcześniej poznane. Okolice Krywego, Tworylnego oraz Jaworzca, o które zapytał Heniu, to są trasy sprzed 5 lat. Wiele popularnych tras nie opisywałem, gdyż już wcześniej zostały opisane i obfotografowane przez innych członków forum. Podobnie jest i z ostatnim pobytem. Nie chcę dublować wycieczek, które są znane, ale jedna zasługuje na wyróżnienie, gdyż 2 lata temu Browar zasugerował mi ciekawą wyprawę na Pawłową Łukę. Prognozy na słoneczny dzień zmobilizowały mnie do pojechania do Nasicznego i przejście grzbietem przez Pawłową Łukę na Magurę Stuposiańską do Koliby i z powrotem przez Caryńskie do Nasicznego.

41019

Z parkingu pod Wysokim Wierchem przez Przełącz Peryśliha dotarłem do miejsca dawnego wypału, a obecnie placu składowania drewna. Dalsza wędrówka to poszukiwanie dogodnego miejsca, aby przejść przez potok i dostać się na grzbiet Pawłowej Łuki.

41020

Tak jak pokonanie potoku nie stanowiło problemu, to wybranie właściwej, ale zarośniętej starej drogi zrywkowej okazało się problemem. Poszedłem na łatwiznę i wybrałem bardziej przyjazną w prawo, która zaczęła odbijać na południowy wschód i oddalała mnie od celu wyprawy. Nie pozostało nic innego jak przebijać się przez chaszcze, aby w końcu z dołu, zobaczyć pasmo wychodni skalnych.

41021

Pokonanie rumowiska skalnego było pewnym wyzwaniem, gdyż strome podejście i osuwające się kamienie, podnosiły poziom adrenaliny i przyśpieszały pracę serca.
Wysiłek opłacił się, gdyż widok wychodni skalnych z bliska był wspaniały.

41022 41023 41024

Miejscami ścieżka nawet spacerowa i oznakowana paskami niebieskimi lub białymi.

41025 41026 41027

Po około 2.5 godziny zobaczyłem szczyt Pawłowej Łuki.

41028

zbyszek1509
07-07-2016, 15:35
W dalszej części wędrówki zaczęły trafiać się miejsca wyjątkowo zachaszczone, co przy wysokiej temperaturze i wilgotności zmuszały do przyśpieszenia tempa marszu.

41029 41030

Tuż przed szczytem Magury Stuposiańskiej zaczęły przebijać się widoki na Połoninę Caryńską.

41031


Natomiast podczas schodzenia w kierunku Koliby, Połonina Caryńska w pełnej krasie.

41032

A w Kolibie turyści w gronie Bieszczadzkiej Grupy GOPR.

41033 41034

Z Koliby wyszła jedna turystka i dziarskim krokiem oddaliła się w tylko sobie znanym kierunku.

41035

Rzut okiem na wschód, pozwolił na lekko zamglonym horyzoncie, dojrzeć znane i pełne turystów, miejsca Bieszczadów Wysokich.

41036

Zaparkowany i pełen gotowości sprzęt Bieszczadzkiej Grupy GOPR, robi wrażenie.

41037

Odpoczynek na Przełęczy Nasiczniańskiej, pozwalał nacieszyć oko wspaniałym widokiem.

41038

don Enrico
11-07-2016, 22:57
Zbyszek napisał

Nie chcę dublować wycieczek, które są znane, ale jedna zasługuje na wyróżnienie, gdyż 2 lata temu Browar zasugerował mi ciekawą wyprawę na Pawłową Łukę.
No to Cię Browar wypuścił ...

Pokonanie rumowiska skalnego było pewnym wyzwaniem, gdyż strome podejście i osuwające się kamienie, podnosiły poziom adrenaliny i przyśpieszały pracę serca.
Nie wierz mu więcej, młody jest i inaczej postrzega świat. A swoją drogą, pasowałoby jego też wpuścić w maliny ....(znaczy w kamienisko)
----------------
Dzięki , dajesz inspiracje

asia999
19-07-2016, 22:44
Ja chcę zaznaczyć, że z wielką przyjemnością (jak zawsze do tej pory) będę uczestniczyć wirtualnie również w zbyszkowych "wycieczkach dublowanych", jeśli tylko Zbyszek będzie miał zapał do ich opisania. :)) A tak naprawdę to każdy z nas widzi Bieszczady po swojemu, więc i wycieczki nigdy takie same nie są, chociaż miejsca te same.

zbyszek1509
22-07-2016, 03:07
Ja chcę zaznaczyć, że z wielką przyjemnością (jak zawsze do tej pory) będę uczestniczyć wirtualnie również w zbyszkowych "wycieczkach dublowanych", jeśli tylko Zbyszek będzie miał zapał do ich opisania. :)) A tak naprawdę to każdy z nas widzi Bieszczady po swojemu, więc i wycieczki nigdy takie same nie są, chociaż miejsca te same.

Coraz trudniej przychodzi mi zmobilizować się do „zapału”, aby opisać ostatni pobyt w Bieszczadach :-( . Przyznaję, że był on wyjątkowo atrakcyjny, gdyż towarzystwo, z którym miałem przyjemność spędzić 16 dni, a z wyjątkowo sympatycznymi Przemkami, nawet 2.5 dnia:-).
Pierwsza wycieczka na Chryszczatą przebiegała w malowniczym terenie wokół dawnej wsi Rabe, a jednym z istotnych elementów było poszukiwanie militarnych śladów po I WŚ.

41075

Sama „atrakcyjność” pobytu w takim gronie, sprawia mi pewne kłopoty w szczegółowym opisie, gdyż było tego dość dużo, a pewne momenty mogą wywołać oburzenie u przeciwników palenia papierosów. Przerwy na odpoczynek były nader częste i przebiegały według stałego schematu. "Palimy i przy okazji odpoczywamy". Po dłuższym odpoczynku stwierdzam, no to idziemy dalej, jednak większość decyduje, nieeee jeszcze zapalimy.

41076

Tak było również na podejściu na Chryszczatą, gdzie dodatkową atrakcją było towarzystwo dwupłciowe z dwoma agresywnymi (rozszczekanymi) pieskami. Z racji kolejnego odpoczynku wyprzedzili nas na jednym z bardziej ostrych podejść. Spotkaliśmy ich już na samym szczycie, gdzie właścicielka psów, wielce zestresowana, przemieszczała się dynamicznym krokiem po grzbiecie i gdy nas zobaczyła, z nadzieją w głosie zapytała, czy nie wiemy jak zejść do Jeziorka Bobrowego ?. Pieski zostały wyciszone, a my grzecznie udzieliliśmy wyczerpującej odpowiedzi :-).

41077

Ostatecznie, pomimo zdecydowanej przewagi i tak byliśmy pierwsi przy jeziorku. W tym przypadku GPS wykazał swoją przewagę nad mapą oraz sztywnym trzymaniu się szlaku (słabo oznakowanego). Jednak muszę wyrazić swoje zdziwienie dotyczącym odczytu długości przebytej trasy przez dwa różne GPS-y. Mój wykazał 13,9 km, a drugi bardziej nowoczesny i bardziej elegancki w swojej czytelności o 2,5 km więcej. Dlaczego tak się stało ?, to nie potrafię odpowiedzieć. Myślę, że jedynie specjalista w tej branży, czyli Wojtek Pysz, mógłby coś mądrego na ten temat napisać.
A oto trasa naszej wspólnej wycieczki.

41078

Podobnie wyglądała wycieczka w tym samym towarzystwie z Hoczwi przez Dziurdziów, Olchową, Miarki, Dział Dziurdziowski do Hoczwi.

41079

Do Hoczwi podjechaliśmy samochodem, który budził zachwyt poszczególnych członków wycieczki.

41080

W trakcie przemarszu po utwardzonej drodze asfaltem, należało lekko zboczyć w kierunku cerkwi w Dziurdziowie.

41081

Natomiast po osiągnięciu wzniesienia Czekaj, ukazał się rozległy widok na południowy wschód, z przekaźnikami na Jaworze włącznie.

41082

Po dotarciu do Olchowej, większością głosów, cmentarz został pominięty. Czego zbytnio nie żałowałem, gdyż już wcześniej miałem przyjemność go poznać. Natomiast oddalona o 200 m cerkiew, która jest obecnie w remoncie, wzbudziła zainteresowanie i zwarta grupą po częściowo wykoszonej łące, udaliśmy się w jej kierunku.

41083

zbyszek1509
22-07-2016, 03:43
Następny etap na górę Miarki 521, przeszliśmy w rozczłonowanej grupie, gdyż zainteresowanie mijanymi widokami było znikome, a tematyka dyskusji odbiegała od bieszczadzkich zagadnień. W chwili możliwości wejścia na sam szczyt, pojawił się mały problem i pomimo większości głosów przeciw, samotnie po wykoszonej łące, udałem się na rozpoznanie terenu. Pomimo telefonicznej informacji jakie to wspaniałe widoki serwuje górka Miarki nie doczekałem się reakcji, na jaką oczekiwałem. Malkontenci mają czego żałować :-)

41084 41085 41086 41087

Dalsza trasa, z małym pobłądzeniem przed Działem Dziurdziowskim, doprowadziła nas do punktu wyjścia. Czyli następna pętelka po bezludnych, a jednocześnie urokliwych bieszczadzkich miejscach, została zapisana w osobistych annałach dotychczasowych pobytów w Bieszczadach.

Wojtek Pysz
22-07-2016, 10:38
Jednak muszę wyrazić swoje zdziwienie dotyczącym odczytu długości przebytej trasy przez dwa różne GPS-y. Mój wykazał 13,9 km, a drugi bardziej nowoczesny i bardziej elegancki w swojej czytelności o 2,5 km więcej. Dlaczego tak się stało ?

Gdy baba dzwoni do lekarza i mówi, że ją coś boli w biodrze, to lekarz może tylko współczuć. Żeby wydać diagnozę, babę trzeba obejrzeć a biodro pomacać;-)
Tak jest też z Twoim pytaniem. Podejrzewam, że ten nowoczesny przekłamywał na postojach - pomimo braku ruchu rejestrował zmianę pozycji i sumował to do przebytej drogi. A co to było, ten nowoczesny? Gdybyś podesłał obydwa ślady, dałoby się pewnie zrobić jakąś rzeczową diagnozę.

zbyszek1509
22-07-2016, 12:33
A co to było, ten nowoczesny? Gdybyś podesłał obydwa ślady, dałoby się pewnie zrobić jakąś rzeczową diagnozę.

Jedynie co mogę na ten temat napisać, to był to smartfon z wgraną mapą Compassu. Na przesyłkę tego śladu czekam już ponad miesiąc i jak do chwili obecnej cisza :-(. Mam nadzieję, że właściciel tego "pięknego cacka" po przeczytaniu tej relacji, zrealizuje swoją obietnicę. Dzięki za rzeczową diagnozę i myślę, że jest on wielce prawdopodobna, gdyż te postoje były dość częste.

asia999
22-07-2016, 23:09
Coraz trudniej przychodzi mi zmobilizować się do „zapału”, aby opisać ostatni pobyt w Bieszczadach :-(
Dzięki, że jednak :)))
A ile czasowo zajęły Wam te pętelki?

zbyszek1509
22-07-2016, 23:48
Dzięki, że jednak :)))
A ile czasowo zajęły Wam te pętelki?

Czas pokonania tych pętelek jak również średnia prędkość i ich długość były bardzo podobne.
Chryszczata 9:10 - 16:29, czyli 13,9 km w ciągu 6:19 godziny.
Miarki 9:07 - 15:08, czyli 14.8 km w ciągu 6 godzin.
Warto zaznaczyć, że druga pętelka to trasa o niewielkim zróżnicowaniu wysokości i można ją raczej zaliczyć do trasy rekreacyjnej.

zbyszek1509
26-07-2016, 21:28
Spróbuję jeszcze uzupełnić czerwcowy pobyt w Bieszczadach, gdyż dokuczają mi pewne wyrzuty sumienia :-(. W pierwszej kolejności przepraszam Henia, że nie ustosunkowałem się do jego wypowiedzi dotyczącej wpuszczenia mnie w „maliny” przez Browara .



No to Cię Browar wypuścił ...

Nie wierz mu więcej, młody jest i inaczej postrzega świat. A swoją drogą, pasowałoby jego też wpuścić w maliny ....(znaczy w kamienisko)
----------------
Dzięki , dajesz inspiracje

Wracając do Pawłowej Łuki, to wcale nie czułem się wpuszczony w maliny, a wręcz odwrotnie. Buzowanie adrenaliny podczas osuwających się kamieni, gdy wchodziłem na grzbiet, miało swój urok :-). Natomiast dwa lata temu rzuciłeś hasło Obersdorf, który postanowiłem, tym razem, odwiedzić. Nie udało mi się w pełni zrealizować wcześniejszych planów, gdyż Kiczera 608, była poza zasięgiem z przyczyn meteorologicznych. Jednak pomnik greckiego bohatera Nicosa Belojannisa i cmentarz jego ziomków widziałem.

41147 41148

Będąc już na wschodniej flance Bieszczadów, nie mogłem odpuścić sobie dojazdu do Listkowatego, gdzie znajduje się niszczejąca greckokatolicka cerkiew i kilka zachowanych grobów.

41149 41150

Cmentarz ewangelicki jest trudny do odszukania w wysokiej trawie, a jedynie co z daleka widać, to ruinę dzwonnicy cmentarnej.

41151 41152

Z racji nadarzającej się okazji zrobienia dobrego uczynku, pozostałe zabytki znajdujące się w tamtej okolicy, muszą zaczekać do następnego mojego pobytu.

Byłem na wschodniej flance, to dla równowagi nie można zapominać o istnieniu również zachodniej, a dokładnie o Beskidzie Niskim. Po wcześniejszym i raczej pobieżnym zapoznaniu się z operacją dukielsko-preszowską, wybór padł na słynną Dolinę Śmierci ze szczególnym uwzględnieniem góry Baranie w okolicy wsi Olchowiec.

41153

Bardzo przyjemna i łatwa wycieczka bez uciążliwych tłumów turystów. Na początku przebiegała wśród parujących w porannym słońcu i barwnie ukwieconych łąk.

41154 41155

Bogato ukształtowany teren, pełen jarów i stoków o różnym nachyleniu, wraz z szumem potoków zwiększał atrakcyjność w miarę wchodzenia na Baranie.

41156

zbyszek1509
26-07-2016, 21:40
A już na samym szczycie, drewniana ale solidna wieża, wyzwalała emocje podczas wchodzenia na jej górną kondygnację.

41157

Z niej roztaczał się widok na 4 strony świata.

41158

Powrót do Olchowca, to już spacerek po łagodnym grzbiecie Baraniego wśród śladów po dawnych okopach, ale chwilami z małymi przeszkodami :-(.

41159

Po dojściu do pierwszych zabudowań, tuż przy drodze, pojawiła się otwarta chyża łemkowska. Stoły przykryte białym płótnem, dosłownie zapraszały do wnętrza. Pomyślałem, że trwa przygotowanie do jakiejś biesiady. Dopiero po kilkudziesięciu metrach zorientowałem się, że to było prywatne muzeum regionalne i pewnie była możliwość, aby pogłębić swoją wiedzę na temat łemkowskich tradycji.

41160

Po zamknięciu już zapętlonej trasy, poszedłem jeszcze przez zabytkowy kamienny most, aby zobaczyć cerkiew z 1932 roku z przyległym cmentarzem.

41161 41162

W drodze powrotnej, góra Franków przy stosunkowo dobrej widoczności, pozwoliła nacieszyć oko piękną panoramą.

41163

Za stosowne uważałem zobaczyć również i cmentarz poległych żołnierzy w operacji dukielsko-preszowskiej.

41164

I tak jednodniowa wyprawa w Beskid Niski dobiegła końca, a na deser została jeszcze barokowa perełka Dukli, czyli kościół i klasztor OO Bernardynów pw. św. Jana z Dukli.

41165 41166

don Enrico
26-07-2016, 22:32
(...) Jednak pomnik greckiego bohatera Nicosa Belojannisa i cmentarz jego ziomków widziałem.

41147 41148

(...)
Przyznasz , że to unikalna ciekawostka. Mało kto się orientuje że takie coś istnieje.

zbyszek1509
26-07-2016, 22:47
Przyznasz , że to unikalna ciekawostka. Mało kto się orientuje że takie coś istnieje.

Tak, takie coś i jeszcze wiele innych, ale najłatwiej powtarzać pytanie - co w tych Bieszczadach robić i gdzie iść ? :twisted:

Dlugi
27-07-2016, 08:20
41153


Delikatnie podpadasz tym wpisem pod jeden z punktów regulaminu.
Choć i ja to pisząc - również podpadam... ;)

zbyszek1509
27-07-2016, 23:08
Delikatnie podpadasz tym wpisem pod jeden z punktów regulaminu.
Choć i ja to pisząc - również podpadam... ;)

Wojsko już mnie wykreśliło ze swojej ewidencji :-( , więc podpadka regulaminowa, nie grozi mi bliskim kontaktem z profosem;).

sturnus
28-07-2016, 01:52
(...) Jednak muszę wyrazić swoje zdziwienie dotyczącym odczytu długości przebytej trasy przez dwa różne GPS-y. Mój wykazał 13,9 km, a drugi bardziej nowoczesny i bardziej elegancki w swojej czytelności o 2,5 km więcej. Dlaczego tak się stało ?, to nie potrafię odpowiedzieć. Myślę, że jedynie specjalista w tej branży, czyli Wojtek Pysz, mógłby coś mądrego na ten temat napisać.(...)

Może dlatego że jeden zliczał trasę zrzutowaną na płaską mapę a drugi uwzględniał deniwelację terenu?

Sroka
06-09-2016, 23:04
Z ogromną nieśmiałością zaczynam pisać pierwsze słowa w tym miejscu z powodu maleńkości jaką czuję wobec innych tu piszących. Z wielką serdecznością chcę podziękować za wszelkie wpisy,opisy tras,zdjęcia itp. Dzięki nim mogę tam być i wracać po wielokroć(wirtualnie niestety). Tylko ta tęsknota tak mnie dusi,tak wyje do tamtych miejsc, jak wilk do księżyca.
Moja przygoda z Bieszczadami zaczęła się b.dawno, jako 18 letni harcerz obozowałem w Suchych Rzekach, ale niestety nie wędrowaliśmy nigdzie poza jednym wyjściem we mgle na Smerek. Ale obiecałem sobie,że wrócę,wrócę i zrealizuję marzenia o wędrówkach. Ale czas szybko upływał,życie docisnęło mnie kolanem do ziemi i tak minęło wiele lat. Ale chcieć to móc i w końcu udało się - JADĘ W BIESZCZADY!!!
Po 25 latach wróciłem. Z ogromną obawą czy nie rzucam się z motyką na księżyc- kręgosłup szwankuje,kondycja też słabiutka, bałem się- mówię szczerze.
Dojechaliśmy do Wołosatego i pewnie wszystkim znaną trasą: Przełęcz Bukowska-Halicz-Rozsypaniec-Tarnica-Szeroki Wierch-Ustrzyki
Pózniej była Caryńska we mgle i Wetlińska z noclegiem i niesamowitym spotkaniem z jeleniami pod schroniskiem o wschodzie słońca.
Trzy dni minęły szybko-za szybko
Plecaki ciążyły(stary druh na aluminiowym stelażu),nogi bolały,serce łomotało, ale każdy krok,każdy oddech cieszył,że TU jestem,że wróciłem.
Niejednokrotnie na popasie łza kręciła się w oku z radości i podziwu dla widoków.
Może ktoś powie"ale banał-Tarnica,Wetlińska,Caryńska", ale po tylu latach czekania na TEN wyjazd,to była dla mnie spełniona wyprawa życia.
I stało się - powiedziałem sobie,że będę tu wracał,ale już częściej.To był początek lipca, teraz szykuję się na ostatni tydzień września, prawdopodobnie sam ,bo wszyscy już po urlopach ,ale teraz już nic mnie nie powstrzyma,teraz wreszcie będę tam wracał.
Póki co poodwiedzam wszystkim znane miejsca według "przewodnikowych tras", ale mam nadzieję,że kiedyś wespnę się na wyżyny "chaszczowania" jak między innymi Zbyszek1509,przed którym chylę czoła, a przede wszystkim dziękuję za wspaniałe relacje z wypraw i przygotowane propozycje wędrówek. Karmię się nimi nieustannie, a im więcej ich pochłaniam,tym większy rodzi się głód, który już wkrótce mam nadzieję chociaż częściowo nasycić.

asia999
06-09-2016, 23:19
Czasami to forum mnie po prostu wzrusza... :)))

don Enrico
06-09-2016, 23:49
(...)
Dojechaliśmy do Wołosatego i pewnie wszystkim znaną trasą: Przełęcz Bukowska-Halicz-Rozsypaniec-Tarnica-Szeroki Wierch-Ustrzyki
(...).
Witaj Sroko ! na łodzi forumowej !
Jak ja się cieszę , że ktoś przyznał się tutaj do zdobycia Tarnicy, niby nic , ale patrząc szerzej to nie wszystkim się tak przytrafia .

zbyszek1509
07-09-2016, 00:34
JADĘ W BIESZCZADY!!!
I stało się - powiedziałem sobie,że będę tu wracał,ale już częściej.To był początek lipca, teraz szykuję się na ostatni tydzień września, prawdopodobnie sam ,bo wszyscy już po urlopach ,ale teraz już nic mnie nie powstrzyma,teraz wreszcie będę tam wracał.

Witam również, podobną radość i fascynację po latach, również przeżywałem. A może ten koniec września warto przełożyć na początek października ?;).

_sjd
07-09-2016, 11:53
Może dlatego że jeden zliczał trasę zrzutowaną na płaską mapę a drugi uwzględniał deniwelację terenu?

Stawiam inną tezę, że te urządzenia są po prostu bardzo niedokładne?
Gdyby chodziło o błąd rzutowania wtedy z twierdzenia Pitagorasa obliczymy że przyprostokątna miała by wysokość 8,7 km a z kolei trygonometria szybko nam podpowie że trasa musiała by przez cały czas wznosić się lub opadać o 32 stopnie lub osiągnąć taką średnią. Wystarczy więc sprawdzić czy łączna deniwelacja trasy wynosiła 8,7km i jeśli nie, to są to po prostu zsumowane błędy odczytu położenia urządzenia. Przy czym naiwnym było by zakładać że jeden z nich był dokładny - zapewne obydwa wskazywały błędnie tyle że inaczej.

Pozdrawiam

uszatek_mis
07-09-2016, 13:20
A może ten koniec września warto przełożyć na początek października ?;).

Koniec października może być jeszcze lepszy :-)

Sroka
07-09-2016, 17:07
Witam również, podobną radość i fascynację po latach, również przeżywałem. A może ten koniec września warto przełożyć na początek października ?;).


Witam Cię Zbyszku, zdaję sobie sprawę,że im bliżej jesieni tym piękniejsze będą góry i warto byłoby poczekać zwłaszcza,że termin wyjazdu jest niczym nie zobowiązany i jak najbardziej luzny,ale tak bardzo chciałbym już tam być i najchętniej poczekać na miejscu na pazdziernik. Skorzystam z Twojej sugestii i chyba jednak to będzie początek pazdziernika, wierzę,że gorycz oczekiwania osłodzą mi pózniejsze widoki

zbyszek1509
08-09-2016, 23:04
Może dlatego że jeden zliczał trasę zrzutowaną na płaską mapę a drugi uwzględniał deniwelację terenu?

Obserwując profil pionowy trasy w MapSource, to jestem skłonny sądzić, że mój Garmin zliczył trasę jak z mapy, gdyż pozioma linia dystansu jest podzielona na równe odcinki, bez uwzględnienia nachylenia stoku. Czyli przeciwprostokątnej.

41378

Natomiast w Google Earth, wygląd jest bardzo podobny, a jedynie wzbogacony o pewne dane trasy.
Mianowicie:
wzrost/spadek wysokości: 594 m -594 m
maksymalne nachylenie: 39,3% -39,4%
śr. nachylenie: 8,5% -8,3%

41379

Na pewno nie można mówić o jakiejś super dokładności w urządzeniu, jeżeli weźmiemy pod uwagę jego cenę. Jednak w zakresie lokalizacji miejsca stania, sprawuje się całkiem przyzwoicie.

Sroka
28-09-2016, 23:41
a więc to już..., to już za 2 dni startuję w Moje Góry,za 2 dni jadę spełniać marzenia. Długo musiały czekać na spełnienie ,ale warto było czekać by doczekać się spełnienia- Bieszczady czekają,przez cały przyszły tydzień będą moje,a ja będę należał do Nich.
Odpuszczam sobie zjazd absolwentów w 25 rocznicę ukończenia szkoły,szkoda mi każdego dnia,wolę być Tam niż w Warcinie(czyt.Szkoła),bez kolegów sprzed lat dam sobie radę a dłużej na moje góry nie chcę czekać. Zostało doekwipować się i mogę jechać...
....wreszcie

Sroka
30-09-2016, 22:19
a więc jednak udało mi się
...plecak? - spakowany
...kierunek?- południe
...konkretnie?- Bieszczady
...kiedy? - no jutro qwa(wreszcie)
pogoda nieważna, ważny kierunek
o żesz q..wa jak się cieszę
a tak przy okazji pochwalę się,że jeden z forumowiczów zaproponował mi wspólne chaszczowanie,czyli to o czym nie śmiałem marzyć
.. a jednak marzenia są w zasięgu ręki,
pozdrawiam jako Dyzio Marzyciel

a kolorki czekają

zbyszek1509
30-09-2016, 22:32
a więc jednak udało mi się
... a kolorki czekają

Na początek pozostaje tylko przesłać "szoferskie" życzenie, szerokości :-).

Krytyk Ludowy
01-10-2016, 14:12
@zbyszek1509 - będę przelatywał przez Baligród 17-go po południu. Zostanę 10 dni. I pozdrawiam.

zbyszek1509
01-10-2016, 15:22
@zbyszek1509 - będę przelatywał przez Baligród 17-go po południu. Zostanę 10 dni. I pozdrawiam.

Oj :-( , szkoda że tak późno. Wszystko wskazuje na to, że 14.10. będzie już ostatnim dniem (w tym sezonie) mojego pobytu w Wisanie. Wszystko mają ponoć zaklepane. Również pozdrawiam i życzę miłego pobytu.

Krytyk Ludowy
01-10-2016, 16:02
To by się zgadzulało, uslyszałem - tak, 1 pokój mam. Nie wiem na ile prawda, zawsze zależy z kim gadam. Jedna "zawsze się da się", druga "nie da się"... Zweryfikuję natężenie ruchu na miejscu.
No nic, to się nawet nie zobaczymy chociaz 5 minut na prędko...

Obserwuję temperaturę w okolicy, ustawiłem w telefonie jako jedną z lokalizacji . Nieźle, dzis 17. Oczywiscie co w dolinach i po wawozach to tego oczywiscie nie wiem. Ale przy tej pogodzie tlok jest zrozumialy.

zbyszek1509
10-10-2016, 20:05
.. a jednak marzenia są w zasięgu ręki,
pozdrawiam jako Dyzio Marzyciel

a kolorki czekają

Jak się okazuje, to nawet jeżeli marzenia są w zasięgu ręki, to nie zawsze w pełni możemy je realizować :-(. Tak było podczas ostatniego, chwilowego pobytu w Bieszczadach. Logistyka zapięta na ostatni guzik, trasa wspólnego dojazdu, telefonicznie uzgodniona, ale prognozy meteorologiczne tragiczne. Tym razem wszystkie portale pogodowe były zgodne i nie dawały żadnej nadziei. Pomimo tego, wcześniejsze plany zostały wprowadzone do realizacji.
Piękna jesienna pogoda w niedzielne południe 2.10., zachęcała do pochaszczowania w okolicach Poharu, kamieniołomu „Drobny” i Kamiennej. Taka krótka wycieczka, na rozruszanie kości, z elementami ekstremalnego podejścia :-).

41569

Po wyjściu z ośrodka zobaczyliśmy pierwszy cel naszej wyprawy, który cieszył oczy jesiennymi kolorami.

41570 41571

Po odbiciu w prawo ze ścieżki przyrodniczej, zaczęły się „atrakcje” przeplatane jesiennymi kolorami.

41572 41573

Po pewnym czasie, trzeba było dobrze zadzierać głowę, aby zobaczyć szczyt do którego zmierzaliśmy.

41574

Podejście o stoku 46,6% (pewnie stopni) zmusiło organizm do częstych przystanków i ustabilizowania oddechu.

41575

Dalsze przemieszczanie się w kierunku kamieniołomu, to było już, jak „bułka z masłem”.
Przebywając na ternie kamieniołomu, mogliśmy nasycić się kolorami jesieni oraz poczuć się jak mrówka w towarzystwie słonia, gdy patrzyliśmy na górujący stok wyrobiska. Niekłamaną atrakcją było poznanie córki współwłaściciela kamieniołomu, która wskazała nam miejsce, którym powinniśmy kamieniołom opuścić.

41576 41577 41578

zbyszek1509
10-10-2016, 20:16
Dalsze wędrowanie w kierunku Kamiennej, to przeskakiwanie małych bajorek oraz fotografowanie cudów przyrody.

41579

Z Kamiennej prowadzi prawie „parkowa” alejka do ciekawego bloku skalnego.

41580

Obserwując go z pewnej odległości, można dopatrzeć się kształtów historycznych postaci oraz profili kilku zwierząt . A otaczający go wyjątkowo ciekawy mech, szczególnie od dołu, kojarzy się z perskim dywanem.

41581

Natomiast, gdy mamy odrobinę szczęścia, to nawet znajomych wypatrzymy :-).

41582

Wracając już ładnie utwardzoną i wyremontowaną drogą do ośrodka, z przyjemnością można było nacieszyć oko kolorami w okolicach parkingu przy kamieniołomie oraz widokiem na Dzidową.

41583 41584

Następnego ranka, widok z balkonu, przypomniał o niekorzystnych prognozach pogodowych. Jednak, aktualnie deszcz już nie padał i zaświtała nadzieja, że może tak pozostanie na dłużej. Decyzja jest jednomyślna – jedziemy.

41585

Zanim dojechaliśmy na miejsce, deszcz nie odpuścił i kontynuował swoją misję:-(. Wyprawa na Grodzisko i cmentarz w Bereźnicy Niżnej skończyła się spacerkiem po tamie w Myczkowcach.

41586

Dalsze poznawanie Bieszczadów polegało na obserwowaniu widoków i mijanych miejscowości przez szyby samochodu. Pojechaliśmy do Zwierzynia zobaczyć kaplicę z cudownym źródełkiem oraz do Leska, aby między innymi, odwiedzić księgarnię „Bosz” i zapoznać się z nowościami wydawniczymi. Dzięki temu, następnego dnia, mogłem poznać życie mieszkańców Ustrzyk Dolnych w latach 1939–1945 r. czytając książkę „Bieszczadzkie okupacje 1939-1945”. Opuszczając gościnne progi „Wisanu”, po najkrótszym i jednocześnie jubileuszowym pobycie w Bieszczadach, padał już deszcz ze śniegiem :-(. Ale ja tam wrócę i to za kilka dni :-).

don Enrico
10-10-2016, 20:54
A jak tam Zbyszku z przejezdnością drogi na Rabe. Jeszcze niedawno zakaz ruchu był poparty takimi elementami
41587
.
Pewnie nie wszystkim wiadomo, że nakładem LP droga ta, na odcinku Żebrak - Bystre (?) uzyskała nową nawierzchnię.
a jak to jest szczegółowo ?

zbyszek1509
10-10-2016, 21:56
Trudno mi coś bardziej konkretnego napisać. Jedno jest pewne, że do kruszarek jest super. Nawet przy suchej nawierzchni, kurz jest mało uciążliwy. W czerwcu idąc od Woli Michowej przez P. Żebrak do Rabego, w zdecydowanej większości droga była z nową nawierzchnią. Jedynie, na krótkim odcinku, poniżej P. Żebrak tłuczeń był jeszcze bardzo gruby i przejście po nim groziło skręceniem nogi w stawie skokowym. Miejmy nadzieję, że już jest lub niedługo będzie "przyjazny" przejazd pomiędzy Bystrem a Wolą Michową. Oczywiście posiadając stosowne pozwolenie :-(.

sir Bazyl
10-10-2016, 22:25
...Jedno jest pewne, że do kruszarek jest super. Nawet przy suchej nawierzchni, kurz jest mało uciążliwy. W czerwcu idąc od Woli Michowej przez P. Żebrak do Rabego, w zdecydowanej większości droga była z nową nawierzchnią. Jedynie, na krótkim odcinku, poniżej P. Żebrak tłuczeń był jeszcze bardzo gruby i przejście po nim groziło skręceniem nogi w stawie skokowym. Miejmy nadzieję, że już jest lub niedługo będzie "przyjazny" przejazd pomiędzy Bystrem a Wolą Michową. Oczywiście posiadając stosowne pozwolenie :-(.
Nie pojmuję, normalnie i po prostu NIE POJMUJĘ! Ja rozumiem, że pracownikom LP, ZUL, myśliwym czy "bieszczadnikom" (których spacer dłuższy niż kilometr może wykończyć) posiadającym stosowne zezwolenie może to się podobać (a na cholerę mi przyjazny dla nich przejazd?) ale z punktu widzenia zwykłego, pieszego turysty, utwardzona (betonem, asfaltem, masą bitumiczną czy innym dziadostwem) nawierzchnia jest fatalna nie wspominając już o wyglądzie takiej drogi biegnącej wśród lasów (wiem, że droga tam była, że z drewna robi się krzesła, że z brzucha wilka nie można wyjąć czerwonego kapturka i babci, a przynajmniej w całości itp. itd.). No ale jest jeden plus, ten kurz jest teraz mało uciążliwy....Oj dziczeją nam te Bieszczady, dziczeją i jest to proces nieodwracalny.

Sroka
10-10-2016, 22:44
no tak,co by nie było poznaję niektóre osoby (a nawet siebie samego) ,wszystko się zgadza, tylko Twoje zdjęcia Zbyszku jednak czuć profesjonalizmem(szacun). Jak uporam się z obsługą urządzenia(czyt.komputer),które rzekomo ma ulepszać i poprawiać jakość życia człowieka to przedstawię swój punkt widzenia i kolorki , które ja widziałem. Pomimo niestety tak meteorologicznie niefortunnego zakończenia naszej wyprawy, ja pomimo niedosytu zadowolony jestem z wyjazdu,pomimo strug deszczu znalazłem kolorki,florę i faunę,pozwoliłem sobie na samowolne wędrowanie poza wyznaczonym szlakiem,znalazłem następny powód żeby wrócić- wszystko jest ,było na plus.
Chciałbym pochwalić się swoimi pierwszymi fotkami z wyprawy,ale niestety wiertarka,szlifierka,skokówka,migomat itp bliższe mi są w obsłudze niż laptop.
A przede wszystkim spotkałem Człowieka,z którym nie tylko świetnie spędziłem czas,ale również okazał sie kopalnią wiedzy bieszczadzkiej, był wspaniałym kompanem na szlaku i na kwaterze, dziękuję Zbyszku, mam nadzieję na następne wspólne wędrówki .

Krytyk Ludowy
11-10-2016, 02:15
Już mnie meteo na twitterze straszą marną pogodą, ale to moich planów nie zmieni. Widzimy się za tydzień.

zbyszek1509
11-10-2016, 12:30
Nie pojmuję, normalnie i po prostu NIE POJMUJĘ!... ...Oj dziczeją nam te Bieszczady, dziczeją i jest to proces nieodwracalny.

Ciekawy jestem co na temat tej drogi powiedzieliby cykliści, a o strażakach to już nie wspomnę.

zbyszek1509
11-10-2016, 13:05
... A przede wszystkim spotkałem Człowieka,z którym nie tylko świetnie spędziłem czas,ale również okazał sie kopalnią wiedzy bieszczadzkiej, był wspaniałym kompanem na szlaku i na kwaterze, dziękuję Zbyszku, mam nadzieję na następne wspólne wędrówki .

Tak sobie myślę, że opowiadając mi o swoich profesjach, to zapomniałeś wspomnieć jeszcze o celująco zaliczonym kursie cukiernika;). A tak na poważnie, to uważam, że takiego kompana do wspólnych wędrówek i pogaduszek, jakim się okazałeś, można polecić każdemu. Szkoda tylko, że nie dane nam było w pełni zagospodarować wcześniej planowanego czasu :-(.

don Enrico
11-10-2016, 14:30
Ciekawy jestem co na temat tej drogi powiedzieliby cykliści, a o strażakach to już nie wspomnę.
Odpowiadam jako cyklista : podoba mi się pod warunkiem ,że jest skończona , bo te kamulce o których wspominałeś przerażają mnie (Bazyla jako piechura - na pewno też )

tłuczeń był jeszcze bardzo gruby i przejście po nim groziło skręceniem nogi w stawie skokowym

sir Bazyl
11-10-2016, 18:09
Ciekawy jestem co na temat tej drogi powiedzieliby cykliści, a o strażakach to już nie wspomnę.
No tak, nie dopisałem strażaków, strażników, karetek pogotowia, matek z wózkami i tych cyklistów też, choć wyraźnie zaznaczyłem o co mi chodzi

... z punktu widzenia zwykłego, pieszego turysty, ...
i dlatego zdziwiłem się, że akurat Ty to piszesz. I tyle, nie ma co się więcej tym rajcować, droga była, teraz jest bardziej przyjazna dla strażaków, jednych to cieszy, innych nie musi.

Krytyk Ludowy
28-10-2016, 12:10
Właśnie wróciłem z doliny Rabego i okolic.
Nie wiem czy dobrze rozumiem, ale wychodzi na to, że obecna droga do Żebraka wykonana techniką położenia tzw. emulsji z luźnym grysikiem to niedobrze, bo przyroda traci.

Nie wydaje mi się.

Przyroda i krajobraz traci a właściwie straciła i na tym, że nie jeździmy już zaprzęgami konnymi, traci na tym, że obecny rząd i poprzedni też - rwie drewno znad Rabego ile wlazło aż drzazgi lecą, porównywalnie z dawnemi czasy ludowemi ( desperacja, kasiory brak...? ), niedługo zostanie młododrzew i najwyżej"gałęziówka" grubości przedramienia dorosłego chłopa, bo braknie starego buka etc., etc.

Dla przyrody byłoby w ogóle lepiej, by jakiekolwiek życie gospodarcze upadło a lud w miarę możliwości wyjechał precz. Co i tak się dzieje, bo te ładne domy, kóre mijamy i oglądamy z okien jadąc - kto autem a kto autobusem - wybudowano za pieniądze z Norwegii i Zjednoczonego niegdyś Królestwa. Przeważnie.

Spieszę pocieszyć: otóż droga wykonana dzięki tzw. ekologom w takiej a nie inkszej technice nie będzie miała zbyt długiego żywota i wkrótce będzie wyglądała tak samo jak 3 lata temu. Zakład? Już widać pęknięcia i rozstępy oraz przyklepane gliną z kamieniami dziury. I ciekawe czy to dobrze, że niedługo będzie musiała być poprawiana ( sprzęt, prace). Ja bym to zrobił raz a dobrze. Oszczędność kosztów, brak konieczności rozgrzebywania robót co kilka lat. A co do ewentualnego przekraczania prędkości - Straż Leśna niezwykle gorliwie pilnuje terenu i chętnie takich kowbojów łapie. Wczoraj miałem okazję widzieć mieszany policyjno-leśny patrol w samochodzie SLeśnej.

A ruch na drodze rabskiej nadal jest taki sam jak nie przymierzając w Burkina Faso na wsi. Czyli żaden, nie licząc ciężarówek z obu kamieniołomów.

Zastanawia mnie także sens wykonania umocnień brzegów Rabego ( i innych lokalnych ciurników) w drewnie - coś jakby technika stosowana w budownictwie dawnych wałów skrzyniowych wypełnionych kamieniem. Ja rozumiem, żę to ładne, gdy nowe, ale to szybko zgnije i trzeba to będzie robić od nowa. Co to ma wspólnego z ekologią - nie wiem... A już wyjazd z kamieniołomu Drobny, wyjazd mosteczkowy nad ciurnikiem, wykonany też w drewnie i do tego zwężony drewnianemi barierkami to jakaś porażka ( w sensie trwałości i praktyczności "projektu"...

Do czego zmierzam -

nie zawsze pewna ilość betonu to źle. Patrząc w dłuższej perspektywie to nawet lepiej.

zbyszek1509
28-10-2016, 14:58
...Spieszę pocieszyć: otóż droga wykonana dzięki tzw. ekologom w takiej a nie inkszej technice nie będzie miała zbyt długiego żywota i wkrótce będzie wyglądała tak samo jak 3 lata temu. Zakład? Już widać pęknięcia i rozstępy oraz przyklepane gliną z kamieniami dziury. I ciekawe czy to dobrze, że niedługo będzie musiała być poprawiana ( sprzęt, prace). Ja bym to zrobił raz a dobrze. Oszczędność kosztów, brak konieczności rozgrzebywania robót co kilka lat.

Na poparcie opisanego wyglądu drogi - zdjęcie.

41685

Krytyk Ludowy
28-10-2016, 15:11
O to-to. A i tak zdjęcie nie oddaje wyglądu tych gliniatych górek uklepanych w dziurach...

A jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała, również odnośnie różnych ekologów, kórzy z reguły nie umieją liczyć za to "coś im dzwoni":

ile ja muszę wypalić paliwa by od Baligrodu pokonać drogę do Woli Michowej objeżdżając wszystko dookoła via Cisna, a ile muszę wypalić jadąc spokojnie prosto przez Żebrak? To w której wersji wyemituję więcej spalin? ;)

Że w dolinie będzie więcej spalin? Ale na Wielkiej Pętli będzie ich mniej! (...poza tym na drodze ustawia się znaki z ograniczeniami tonażu pojazdów w określonych dniach i porach, tak jak to ma obecnie miejsce w Rabem, więc nie ma obaw, że nagle ruszy tam nie wiadomo jaki ruch - autokarowy, tirowy i międzyplanetarny...)

Najgorszy ekolog to taki, który sam nigdy auta nie tankował za to wie lepiej, którędy puszczać ruch. :-P

zbyszek1509
08-11-2016, 01:11
Niedosyt, który powstał po pierwszym październikowym i wyjątkowo krótkim pobycie w Bieszczadach, został zaspokojony :-). Drugi był zdecydowanie atrakcyjniejszy, gdyż pozwolił na zrealizowanie tras, które czekały na swoją kolejkę przez okres 3 lat. Jedynie co mi brakowało w czasie tego pobytu, to trochę więcej słońca, gdyż zastane kolory były lekko „przydymione”, co szczególnie daje się zauważyć na zdjęciach. Aby się właściwie przygotować do realizacji jednej z zaległych tras, która była kilka razy modyfikowana, zadzwoniłem do osoby dobrze poinformowanej z pytaniem, czy stan mostów na Osławie, na odcinku Smolnik – Prełuki, pozwala na bezpieczne przejście. Odpowiedź brzmiała, mosty w porządku, ale torowisko strasznie zarośnięte drzewami i krzakami. Wszystko się sprawdziło, ale stan torowiska, przekroczył moje wyobrażenie o możliwościach roślin i drzew w walce o swoje miejsce w przyrodzie. Ogólnie trasa bardzo ciekawa, na początku nawet ekstremalna, a w kilku miejscach widokowa i niezwykle kolorowa do tego stopnia, że odnosiłem wrażenie jakbym był w skarbcu pełnym złota.
Mapa z przebytą trasą, dla lepszej czytelności, jest przekręcona i północ znajduje się po lewej stronie.

41825

Odszukanie torów kolejki z parkingu w Prełukach, nie nastręczało większych kłopotów, jednak dalsze kilkaset metrów obfitowało w pewne przeszkody, aby za chwilę zrekompensować to, odcinkiem bardzo przyjemnym.

41826

Obserwując dość wysoki poziom wody w Osławie, czułem pewien niepokój, gdyż kilka kilometrów dalej w górę rzeki, muszę pokonać jej bród, aby dojść do Smolnika. Takie rozmyślania i obserwacja skarpy z prawej strony, która robiła się coraz bardziej stroma, sprawiły, że przegapiłem możliwość w miarę łagodnego wejścia w las i udania się w kierunku na Kornaflów Łaz (Karniatowy Łaz) :-(. No cóż, nie było innego wyjścia jak tylko cofnąć się i przy pierwszej możliwości zmierzyć się z tą skarpą. Było to pewnym wyzwaniem, gdyż śliskie liście zdecydowanie utrudniały wspinaczkę do góry. W realu, widok z góry na płynącą w dole Osławę, robił wrażenie.

41827

Dalsze wędrowanie to już „bułka z masłem”. Bardziej lub mniej widoczne, a czasami znikające stare drogi zrywkowe prowadziły w kierunku szczytu.

41828

Pod samym Karnaflów Łazem pojawiła się czytelna droga zrywkowa z możliwością odbicia w prawo, na stok w kierunku samego szczytu.

41829

A na szczycie, bajecznie kolorowo.

41830 41831

Dalej na Jasieniowej również cicho, spokojnie i kolorowo.

41832

Schodząc z Jasieniowej, chwilami po błotnistej drodze zrywkowej, można było nacieszyć oko gamą kolorów.

41833

Po dalszych 20 min. marszu, las się przerzedził i ustąpił miejsca widokom na Osławicę i jeszcze dalej.

41834

zbyszek1509
08-11-2016, 01:21
Można tam było długo stać i upajać się widokami.

41835 41836

Podobnie też było na Krasnej.

41837

Jednak jeszcze długa droga mnie czekała i trzeba było ruszać dalej w kierunku Smolnika kolorowymi „alejkami”.

41838

Po wyjściu na rozległe łąki wokół Smolnika, ukazał się moim oczom widok, od schroniska na Szybenicy…

41839

… po cerkiew.

41840 41841

Potok Riabyczny okazał się niemiłym zaskoczeniem, gdyż próby znalezienia dogodnego miejsca do przeprawy bez zdejmowania butów, okazały się nierealne. W efekcie przybył mi do pokonania jeszcze jeden bród więcej. Natomiast Osława, okazała się głębsza niż zakładałem i pomimo zawinięcia maksymalnie nogawek spodni, uległy one dokładnemu zamoczeniu. Gdybym je zdjął, a to przecież niewiele czasu by trwało, szedłbym dalej w suchych :-(.

41842

Idąc już dalej asfaltową ścieżką, miałem okazję przyjrzeć się wiejskim zabudowaniom oraz z bliska rzucić okiem na przydrożny krzyż ...

41843

... oraz podziwiać pasmo Jasieniowej, teraz już z dołu.

41844

zbyszek1509
08-11-2016, 01:39
Nadszedł czas na następną niespodziankę, czyli przejście torami kolejki. Na krótkim odcinku, jaki na siłę przeszedłem, posmakowałem słodkich, dojrzałych owoców tarniny oraz złośliwy charakter jej kolców w towarzystwie jeżyn.

41846

Gdy zobaczyłem potok Mikowy i na nim drewniany most, to postanowiłem czasowo zrezygnować z przedzierania się torowiskiem.

41847

Po dotarciu do Mikowa, ponownie skręciłem na dobrze widoczne torowisko. Początek był zachęcający, jednak czym bliżej mostu, tym więcej rosnących drzew utrudniało przejście.

41848

Niektóre próbują opanować nawet most.

41849

Przyjemny widok na bród, pierwszy raz widziany z góry :-).

41850

Upływ czasu zrobił pewne spustoszenie na drugim przyczółku mostu, ale jeszcze można bezpiecznie przejść. Natomiast dalsza wędrówka była urozmaicona różnego typu przeszkodami. Słabo widoczna, ale wydeptana ścieżka wzdłuż torowiska, sugeruje, że takich amatorów silnych wrażeń jest więcej.

41851

Dla takich widoków, warto miejscami przedzierać się przez chaszcze.

41852 41853

Następny most już w Duszatynie.

41854

Dalsza wędrówka po torowisku, była możliwa po wyjściu z Duszatyna. Przed trzecim i ostatnim mostem ciekawy wąwóz, który powstał po usunięciu części wzniesienia, aby linia kolejowa mogła przebiegać w poziomie.

41855

zbyszek1509
08-11-2016, 01:48
Na trzecim moście widać również, szczególnie na przyczółkach, jak przyroda próbuje zawładnąć terenem, który odpuścił sobie człowiek.

41856

Widoki z mostu na prawo i lewo, wspaniałe.

41857 41858

Jesienne widoki w końcowej części marszu po zachaszczonym torowisku.

41859

Jeszcze jeden dowód na siłę przyrody, która próbuje wyrównać to, co człowiek kiedyś jej zabrał.

41860 41861

W moim odczuciu, trasa dość atrakcyjna i urozmaicona. Nawet sam spacer drogą asfaltową od Smolnika do Mikowa, pozwolił bliżej przyjrzeć się zabudowie i warunkom w jakich żyją tutejsi mieszkańcy.

Sroka
08-11-2016, 05:21
Pięknie,pięknie,pięknie tylko żal trochę a nawet bardzo,że nie dane mi było uczestniczyć w tej wędrówce. Gratuluję wyprawy,dziękuję za relację i zazdroszczę wrażeń.

długi
08-11-2016, 08:02
Bo dolina Osławy to jedno z piękniejszych miejsc w Bieszczadach

Piskal
08-11-2016, 09:32
Pięknie. I prawie nie znam tamtych stron. Musimy kiedyś razem, Zbyszku, połazęgować. Tylko, że terminy naszych pobytów najczęściej się mijają. Szczególnie interesuje mnie dawna trasa kolejki.

sir Bazyl
08-11-2016, 17:35
...
Dalsze wędrowanie to już „bułka z masłem”. (...)

Schodząc z Jasieniowej, chwilami po błotnistej drodze zrywkowej,...

Po dalszych 20 min. marszu, las się przerzedził i ustąpił miejsca widokom na Osławicę i jeszcze dalej.



Dla Zbyszka to bułka z masłem, ale jak kilka lat temu razem z Heniem i Ciepłym_dwa_posty_na_forum spacerowaliśmy właśnie tym odcinkiem tj. od Karnaflowego w kierunku Krasnej, to jakże zaskakujący był widok, który zobaczyliśmy schodząc jak nam się wydawało z Jasieniowej na te widokowe łąki opisywane powyżej, gdyż jak już wyskoczyliśmy z lasu to zamiast rozległych panoram ukazał nam się nasyp kolejowy biegnący wzdłuż Osławicy :) Ale tak to jest jak nie chce się wyciągnąć kompasu i mapy z plecaka.

don Enrico
08-11-2016, 19:23
(...)W moim odczuciu, trasa dość atrakcyjna i urozmaicona. Nawet sam spacer drogą asfaltową od Smolnika do Mikowa, pozwolił bliżej przyjrzeć się zabudowie i warunkom w jakich żyją tutejsi mieszkańcy.
Dla urozmaicenia wątku, pozwolę sobie nie zgodzić się z Tobą.
Trasa jest atrakcyjna, ale określiłbym że jest trudna, dlatego nie polecałbym jej osobom bez pewnego poziomu umiejętności.
Większość turystów rusza tylko na szlaki "udostępnione" a tu nie ma oznaczeń, nie ma wyraźnych miejsc rozpoznawalnych, na tej trasie trzeba kierować się umiejętnościami i przyrządami, będąc zdanym głównie na siebie.

zbyszek1509
08-11-2016, 21:31
Dziękuję za ciekawe komentarze i spróbuję jeszcze coś od siebie dodać, aby uzupełnić relację.


Pięknie,pięknie,pięknie tylko żal trochę a nawet bardzo,że nie dane mi było uczestniczyć w tej wędrówce. Gratuluję wyprawy,dziękuję za relację i zazdroszczę wrażeń.

Jarku, również żałuję, że nie dane nam było więcej wspólnie powędrować. Ten jedyny raz, to zdecydowanie za mało. Mam cichą nadzieję, że jeszcze nie jedną wyprawę w Twoim towarzystwie uda się nam zorganizować. Obiecuję, że jeszcze coś z ostatniego pobytu opiszę, abyś zobaczył jakie piękne są bieszczadzkie zakątki, a szczególnie jesienią w miejscach bez tłumu turystów.


Bo dolina Osławy to jedno z piękniejszych miejsc w Bieszczadach

Gdybym przypadkowo uczestniczył w rankingu na najpiękniejsze miejsce w Bieszczadach, to przyznaję, że nie potrafiłbym jednoznacznie odpowiedzieć. Zarówno miejsca na wschodzie jak i na zachodzie Bieszczadów posiadają swój niepowtarzalny urok, którym mogą zauroczyć nawet tych najbardziej wybrednych.


Pięknie. I prawie nie znam tamtych stron. Musimy kiedyś razem, Zbyszku, połazęgować. Tylko, że terminy naszych pobytów najczęściej się mijają. Szczególnie interesuje mnie dawna trasa kolejki.

Zgadzam się z Tobą Piskalu, gdyż również w wielu miejscach jeszcze nie byłem, a gdy popatrzę na mapę, to widzę wiele białych plam :-(. Co do terminu następnego pobytu w Bieszczadach, do nawet zerknąłem do kalendarza na przyszły rok i okazuje się, że czerwiec jest przepołowiony świętem. W związku z tym, w rachubę wchodzi jedynie przełom maja i czerwca, aby móc spokojnie powędrować. Może tym razem nie miniemy się ?.


Dla Zbyszka to bułka z masłem, ale jak kilka lat temu razem z Heniem i Ciepłym_dwa_posty_na_forum spacerowaliśmy właśnie tym odcinkiem tj. od Karnaflowego w kierunku Krasnej, to jakże zaskakujący był widok, który zobaczyliśmy schodząc jak nam się wydawało z Jasieniowej na te widokowe łąki opisywane powyżej, gdyż jak już wyskoczyliśmy z lasu to zamiast rozległych panoram ukazał nam się nasyp kolejowy biegnący wzdłuż Osławicy :) Ale tak to jest jak nie chce się wyciągnąć kompasu i mapy z plecaka.

:-) "Bułka z masłem" to była dopiero, gdy odetchnąłem z ulgą po wdrapaniu się na stromą skarpę od torowiska kolejki i dotarłem do dobrze widocznej drogi zrywkowej. Natomiast samo podejście pod Karnaflów Łaz, było już bardziej wymagające niż zjedzenie "bułki z masłem". Relacja z Waszego zboczenia z zaplanowanej trasy, zmobilizowała mnie do zerknięcia na mapę, aby zobaczyć jak Wam to się udało. Pewnie przypadkowo zaliczyliście również Dyszową ?. Przyznaję, że nadmiar bardziej lub mniej widocznych dróg zrywkowych w tamtej okolicy, może dobrze zakręcić w głowie.


Dla urozmaicenia wątku, pozwolę sobie nie zgodzić się z Tobą.
Trasa jest atrakcyjna, ale określiłbym że jest trudna, dlatego nie polecałbym jej osobom bez pewnego poziomu umiejętności.
Większość turystów rusza tylko na szlaki "udostępnione" a tu nie ma oznaczeń, nie ma wyraźnych miejsc rozpoznawalnych, na tej trasie trzeba kierować się umiejętnościami i przyrządami, będąc zdanym głównie na siebie.

Natomiast ja, całkowicie zgadzam się z Tobą Heniu. Sama trasa na pewno nie jest łatwa, a to z racji braku widocznych punktów orientacyjnych i mnogości dróg zrywkowych. Bez odpowiedniego wyposażenia lub znajomości terenu, można nabić wiele dodatkowych kilometrów. Przyznaję, że w okolicach Kryżi trafiłem dosłownie na rondo dróg zrywkowych, które na krótko zakręciło mi w głowie, pomimo posiadanego wsparcia satelitarnego. Czasami, nawet dobrze widoczna ścieżka lub droga zrywkowa, może człowieka wyprowadzić na "manowce". Natomiast, chwilowe błądzenie niesie ze sobą dodatkowe atrakcje, które na długo pozostają w pamięci.

Piskal
09-11-2016, 07:55
Zgadzam się z Tobą Piskalu, gdyż również w wielu miejscach jeszcze nie byłem, a gdy popatrzę na mapę, to widzę wiele białych plam :-(. Co do terminu następnego pobytu w Bieszczadach, do nawet zerknąłem do kalendarza na przyszły rok i okazuje się, że czerwiec jest przepołowiony świętem. W związku z tym, w rachubę wchodzi jedynie przełom maja i czerwca, aby móc spokojnie powędrować. Może tym razem nie miniemy się ?.







20 maja jest KIMB, zostanę prawdopodobnie do 26 lub 27 maja. Może się uda?

Krytyk Ludowy
10-11-2016, 11:13
Rzuciłem okiem na komentarze i wnioskuję z nich, że mało kto porusza się w terenie z gps-em...

Ja również poruszam się głównie po bezścieżach. Z zasady. Szlakami się wręcz brzydzę.

iaa
10-11-2016, 11:34
Ja również poruszam się głównie po bezścieżach. Z zasady. Szlakami się wręcz brzydzę.

A to ciekawe?!
Znaczy, iżeś, Szanowny, filanc lub BPN-u nigdy nie powąchał.

zbyszek1509
10-11-2016, 12:09
A to ciekawe?!
Znaczy, iżeś, Szanowny, filanc lub BPN-u nigdy nie powąchał.

Oj powąchał, powąchał, ale oficjalnie nie będzie się chwalił jak przemykał przez teren zalesiony, aby go z góry nie było widać ;).

Krytyk Ludowy
10-11-2016, 17:59
Hihi, uwielbiam takich ( nie piję do Zbigniewa), którzy znają mnie lepiej niż ja sam ( siebie)....

Ja po prostu nie lubię wydeptanego. Jeśli nie zaliczę jednego zjazdu na d...ie ze stromizny dziennie, albo nie zaplątam się w jeżyny i nie wywalę - to dzień w terenie stracony ( chyba że zaistnieją ciekawe okoliczności rekompensujące brak powyższego).

zbyszek1509
13-11-2016, 20:56
Następną trasą, która doczekała się realizacji po kilku latach, było przejście pasmem Jasieniów (Jeleniowaty) do słynnego miejsca - Brenzberg. I ta trasa była również wielokrotnie modyfikowana, gdyż samo przejście ścieżką z Mucznego wydawało mi się zbyt krótkie, jak na aktualny poziom posiadanej kondycji. Ostateczny wariant został zatwierdzony i zrealizowany w sposób widoczny na mapie.

41876

Prognozy na czwartek 20 października były obiecujące, więc wyjechałem wczesnym rankiem, aby zaparkować przy Muzeum Plenerowym Wypału Węgla Drzewnego i ruszyć zgodnie z zaplanowaną trasą. Dokładne obejrzenie wyposażenia muzeum, zostawiłem sobie na powrót i ruszyłem stokówką w kierunku mostu na potoku Mucznym. Tym razem już w porannych promieniach słońca.

41877

Kilkadziesiąt metrów za mostem, trafiłem na widoczną drogę zrywkowa, która po pewnym czasie zniknęła z pola widzenia.

41878

Widok parującej rosy w promieniach słońca, uatrakcyjniał wędrówkę.

41879

A widok na Bukowe Berdo zatrzymał mnie na kilka minut.

41880

Tuż przed Poharem 907, zabagniona i miejscami słabo widoczna droga zrywkowa, zamieniła się w czytelną alejkę i taką pozostała przez dłuższy czas.

41881 41882

W pewnej chwili zobaczyłem bezszelestny lot dużego ptaka, który usiadł na pobliskiej gałęzi i zaczął mnie obserwować.

41883

Na wysokości Mucznego, zainteresowała mnie propozycja zejścia z alejki w kierunku wskazywanym przez strzałkę.

41884

Dzięki temu, dodatkowo zobaczyłem „Grupowy Pomnik Przyrody Ożywionej”.

41885

zbyszek1509
13-11-2016, 21:02
Po 2 godz. i 20 min. spokojnego wędrowania, dotarłem do miejsca, gdzie 74 Polaków zostało w bestialski sposób pomordowanych przez ukraińskich nacjonalistów. Przeczytanie informacji zamieszczonej na tablicy o tym wydarzeniu oraz bezpośredni kontakt z tym miejscem, pobudza wyobraźnię i zmusza do refleksji.

41886 41887 41888 41889 41890

Wędrując w kierunku stokówki, trafiałem na miejsca widokowe pozwalające rzucić okiem na Dźwiniacz Górny i znajdujący się tam cmentarz, tym razem z góry.

41891 41892

Natomiast będąc już na stokówce, wystarczyło odbić lekko w prawo, aby móc podziwiać panoramę w kierunku wschodnim z miejsca widokowego.

41893 41894

W miejscu prowadzonej zrywki, sucha stokówka zamieniła się w błotną ślizgawkę.

41895

zbyszek1509
13-11-2016, 21:09
Zaparkowany bieszczadzki wehikuł, zainteresował mnie swoimi możliwościami technicznymi, które pozwalają mu pokonywać błotniste drogi zrywkowe.

41896 41897

W pewnym miejscu z pełną premedytacją, wszedłem na linię ognia. Zostałem zlekceważony i przeżyłem :-).

41898

Dalsze wędrowanie stokówką, to uczta dla oka z racji jesiennych kolorów w promieniach słonecznych.

41899 41900 41901 41902

Gdy zobaczyłem betonowe płyty dochodzące do stokówki, ponownie odbiłem w prawo i poszedłem w kierunku dawnej wsi Łokieć. Trafiłem na czytelną informację o miejscu oraz na szlaban. Zastanawiałem się czy dalsze przemieszczanie się po tych płytach może być kosztowne ?. Na mapie Compassu widoczny jest szlak konny prowadzący przez teren Łokcia do Dźwiniacza Górnego bez możliwości przejazdu rowerem, ale czy dla pieszego wędrowca jest obecnie możliwe przejście tą trasą ?.

41903

Zakazu fotografowania nie było, więc pozwoliłem sobie kilka fotek pstryknąć.

41904 41905

zbyszek1509
13-11-2016, 21:14
Gdy już doszedłem do punktu wyjścia, zobaczyłem podjeżdżającą eleganckim samochodem na zachodnich numerach rejestracyjnych panią, która nie wysiadając z samochodu pstryknęła kilka zdjęć komórką terenu muzeum wypału i pojechała dalej. Korzystając z okazji i posiadając rezerwę czasową, postanowiłem dokładnie obejrzeć miejsce i poczytać o historii i procedurze wypału drewna. Uważam, że pomysł przybliżenia turystom procedury powstawania węgla drzewnego, zasługuje na uznanie, gdyż wielu „grilowników” nie ma o tym zielonego pojęcia.

41906 41907

Wracając już do miejsca zakwaterowania, minąłem dwa punkty kontrolne SG, jednak na trzecim w Lutowiskach w składzie SG + ŻW, nie odpuszczono mi i zostałem dość szczegółowo sprawdzony. Panowie byli dość sympatyczni, pozwolili się nawet sfotografować a jeden nawet przypozwał. Wcześniej zostałem poinformowany, że są na służbie i mogę im zrobić zdjęcie bez żadnych zastrzeżeń. Przyznaję, że ostatni pobyt wyjątkowo obfitował w takie kontrole. Jedna nawet przebiegała w miejscu trochę niefortunnym, mianowicie na zakręcie, na skrzyżowaniu i tuż za przejazdem kolejki. Ale problemów nie było.

41908

Przejeżdżając odcinek pomiędzy Czarną a Polaną, gdy zobaczyłem kolejny raz w tym dniu Bieszczady w jesiennych kolorach, tym razem z Otrytem w tle, nie mogłem sobie odmówić przyjemności i zatrzymałem się, aby jeszcze raz nacieszyć oko niepowtarzalnym urokiem.

41909

Sroka
15-11-2016, 00:29
Gratuluję serdecznie i jeszcze bardziej zazdroszczę , każdego kroku,widoku i wszystkiego... ale to nic jutro(czyt. niedługo) to wszystko też będzie moje a każda Twoja relacja umacnia mnie w dążeniu do powrotu i szukania tam samego siebie . Dziękuję za relację

zbyszek1509
15-11-2016, 22:53
Gratuluję serdecznie i jeszcze bardziej zazdroszczę , każdego kroku,widoku i wszystkiego... ale to nic jutro(czyt. niedługo) to wszystko też będzie moje a każda Twoja relacja umacnia mnie w dążeniu do powrotu i szukania tam samego siebie . Dziękuję za relację

Aby zaostrzyć Ci apetyt na następny szybki przyjazd w Bieszczady, proponuję relację z wyprawy na Grodzisko oraz do Bereźnicy Niżnej.

Po dwóch tygodniach oczekiwania na wyjście pogody z depresji, tym razem z Krytykiem Ludowym, postanowiliśmy w ramach wstępnego rozruchu, zmierzyć się z tą trasą.

41910

W drodze przez Stężnicę w okolicy Lipowca, Wysoka Skała zafundowała nam na zachętę, taki oto widoczek.

41911

Na powitanie, Grodzisko i Berdo również odkryły swoje barwy.

41912


Na początku trochę pobłądziliśmy, gdyż skierowaliśmy się zielonym szlakiem do ośrodka wczasowego. Trzeba było zawrócić i iść śladową ścieżką w kierunku Grodziska wśród pamiątek po wcześniejszych „turystach”.

41913

Na szczycie, zamiast oczekiwanych śladów po grodzisku, znaleźliśmy resztki fundamentów po wieży triangulacyjnej.

41914

Co bardziej kolorowe polanki, ścieżki lub widoczki mobilizowały do zrobienia zdjęć.

41915

Dojście do miejsca dawnej wsi Bereźnica Niżna, uatrakcyjniały nam znikające i nagle pojawiające się oznaczenia czerwonej ścieżki przyrodniczo-historycznej. Ostatecznie, bez większych problemów dotarliśmy do miejsca, gdzie kiedyś znajdowały się zabudowania wsi, otoczonej wzgórzami.

41916 41917

Na miejscu dawnego gospodarstwa znajduje się miejsce do odpoczynku i rozpalenia ogniska, które jest zabezpieczone cegłami wyprodukowanymi w Zasławiu.

41918 41919