-
O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Chcąc kupić kurtkę, szukałem informacji w internecie, a znalazłem takie słowa.:
(…) Funkcjonalność i użycie odpowiednich materiałów w naszych produktach decydują o ich bardzo dużej wytrzymałości. (…) nawet najmniejsze produkty, które odznaczają się trwałością i żywotnością, są przyjazne dla środowiska. Produkt, który przechodzi z pokolenia na pokolenie lub jest dalej odsprzedawany, szkodzi środowisku znacznie mniej w przeciwieństwie do nowo kupowanego.
W takim wypadku nie dochodzi do produkcji nowego materiału, nie emituje się chemikaliów i odpadów oraz unika się transportu. Czysty zysk. Zaoszczędzasz pieniądze, bo materiał na kolanach w Twoich spodniach nie jest przetarty i nie musisz kupować kolejnej pary. Dlatego opracowujemy produkty, które będą służyć Tobie długo. Ekstremalnie długo. (…)
Ślicznie to brzmi, nieprawdaż?
Ten tekst nie jest byle reklamówką, skądże! To słowa Martina Axelhed, dyrektora Fjallraven.
Jestem u źródeł – pomyślałem. Nareszcie znalazłem to, czego szukałem: kurtki, która mogła być najprostsza, bez nowoczesności, nawet mogła być prymitywna i ciężka, byle była nie do zdarcia, abym zdążył przyzwyczaić się do niej i polubić ją. Aby zestarzała się razem ze mną.
Wybrałem najprostszy i najtańszy model, Greenland, a gdy przyszła przesyłka, otwierałem ją z nie mniejszą ciekawością jak list od mojej pierwszej dziewczyny. Pierwsze wrażenia: bardzo lekka, wykonana z cienkiego materiału, znacznie cieńszego od spodziewanej jego grubości, i dokładne, staranne uszycie. Później doceniłem jakość wykonania kaptura, którego wiatr nie zwiewał nawet gdy kurtka nie była zapięta pod szyją. Jej wodoodporność okazała się być mniejsza od spodziewanej; kurtka nie przemoknie na bardzo drobnym i rzadkim kapuśniaczku, nieco bardziej intensywny deszcz wytrzymuje przez kwadrans, ale nie odebrałem tej jej cechy jako wady. Nawet na zamek, dwustronne cudo błyskawiczne, który nijak nie chciał się zamykać, machnąłem ręką, bo wszak miałem metalowe zatrzaski, dokładnie takie, jakie mieć chciałem.
Kurtka była używana na kilkunastu wyjazdach, na ogół jednodniowych. Kontakt z drzewami miała, chociaż ograniczany moją dbałością o nią: otarcie się o gałęzie buków czy świerków znosiła bez szwanku.
Do czasu zaczepienia o niezauważoną gałązkę różanego krzewu, obok którego przechodziłem w ostatniej swojej włóczędze po Górach Kaczawskich. Poczułem lekki opór na rękawie, zatrzymałem się i kolec zdjąłem z rękawa.
Na tkaninie zostały dwie wyciągnięte nitki, a na obie strony, wzdłuż wyciągnięcia, materiał był zmarszczony. Zdjąłem kurtkę i rozciągając materiał, udało mi się spowodować ponowne wciągnięcie niemal całych nici z tkaninę. Został parocentymetrowy ślad uszkodzenia struktury tkaniny.
Doznałem czegoś podobnego do szoku. Później przyszedł żal i uczucie najgorsze z możliwych: wrażenie kolejnego oszukania mnie. Tak bardzo się cieszyłem z tego zakupu, wyjątkowego dla mnie, osoby ubierającej się zwykle w ciuchołkach! A teraz odczuwam żal i zawód…
Ta kurtka raz jeden miała spotkanie z różami, i nie zniosła tego bez szwanku doznając uszkodzenia. Niewielkiego, ale jednak. Nie w kontakcie z drutem kolczastym, na przykład, a z rośliną dość często rosnącą na naszych polach i miedzach. Co byłoby, gdybym nie poczuł zaczepienia i szedł dalej?..
Materiał kurtki, ten zachwalany jako niewiarygodnie mocny G1000, okazał się mniej wytrzymały od materiału moich najzwyklejszych dżinsów kupionych za 10 czy 20 złotych, bo te znoszą nieźle kontakt z kolcami jeżyn czy róż. Ten osławiony G1000 jest słabszy od najzwyklejszego brezentu znanego wytwórcom od dziesiątków lat!
Do głowy przyszła mi bezradna myśl: za co więc ja zapłaciłem tyle pieniędzy? Za nalepkę firmową z lisem, która ni ziębi mnie ni grzeje??
Jak ta kurtka ma wytrzymać lata, a może nawet zostać przekazana – według dyrektora firmy - młodszemu pokoleniu, skoro doznaje takich uszkodzeń w warunkach typowych na szlaku? Może wytrzyma gdy nie będzie się jej używać w górach i lasach? Tak, wtedy zapewne przeżyje lata, ale przecież ja kupiłem nie miejską kurtkę, a właśnie specjalną kurtkę, w której można powłóczyć się po bezdrożach polnych, leśnych i górskich.
A skoro tak, to ten wniosek wydaje się oczywisty: kurtka nie nadaje się na takie wędrówki, ponieważ jej wytrzymałość rażącą odbiega od oczekiwań i wymagań klientów chodzących w terenie trudniejszym od parkowych alejek.
Wniosek drugi: cały ten opis zamieszczony na stronie firmy i we fragmentach cytowany tutaj, to kłamstwo, świadome, celowe kłamstwo dla pieniędzy, natomiast dziesiątki im podobnych tekstów publikowanych na licznych stronach internetowych, to jego powtarzanie, zapewne także świadome w części przypadków. To się teraz nazywa biznes, marketing i budowanie wizerunku firmy.
I w tym jednym lisek chytrusek nie zmienił się: w swojej kłamliwości dla własnego zysku
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Zawsze pozostaje Ci na otarcie łez rodzimy, wyrób Campusa i Alpinusa......
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Cytat:
Zamieszczone przez
delux
Zawsze pozostaje Ci na otarcie łez rodzimy, wyrób Campusa i Alpinusa......
...w upadłości...
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Krzysztofie-zawsze było tak że według producenta i osób zajmujących się reklamą wyrób tu kurtka potrafi i może wszystko.Handel i etyka wzięły rozwód już dawno temu.Ze swojej strony polecam Ci przed zakupem kolejnym przejrzenie np NGT forum gdzie są prowadzone testy przez użytkowników.Nie polecam Ci oczywiście dyskusji gdzie jest dużo przechwałek typu-kupiłem najlepszą kurtkę bo zapłaciłem za nią 5000 lub podobne a zwykłe testy gdzie sa wypunktowane zalety i wady produktu
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
A ja mam kilka ciuchów firmy Fjallraven. Część kupiłam w "odzieży używanej" część kupił mi syn, który latem pracuje w Norwegii w norweskiej "odzieży używanej".
Kosztowały nas od 25 do 50 zł za kurtkę / spodnie itd.
I ze wszystkich jestem zadowolona. Są właśnie takie jak lubię - proste, bez bajerów.
Tak poza tym to "pancernej" odzieży nie znam. Żadna kurtka nie wytrzymała na mnie dłużej niż jakieś 3 lata. Dlatego kupuję tanio, w gruncie rzeczy byle co, bo wiem ze i tak nie kupię nic na dłużej. Nie muszę potem się martwić, że coś zniszczę.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
No kurtka nie jest z kevlaru i mogła się uszkodzić,bo to pewnie jest od małych żółtych ludzi.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Dziękuję Wam za obecność.
Łez nad kurtką nie ronię, raczej nad swoim kolejnym zawodem. Zamieściłem tutaj ten tekst ku przestrodze, zamieszczę i na innych „górskich” stronach, bo w zmierzeniu się z dużą firmą tylko tyle można; co prawda mówią, że pies szczeka, a karawana jedzie dalej, ale jeśli po przeczytaniu moich tekstów chociaż parę osób zrezygnuje z zakupu produktów tej firmy, cel swój osiągnę.
Basiu, Ty jesteś mądrą kobietą, to ja jestem głupi bo uwierzyłem mimo swoich lat i doświadczeń. Skoro piszesz, że żadna kurtka nie wytrzymała na Tobie długo, to znaczy, że i kurtki tej firmy; potwierdzasz więc moje przypuszczenia ukształtowane doświadczeniem z liskiem chytruskiem. Po tym zdarzeniu ja też nie kupię już nic drogiego, i wcale nie z przekonania iż wszyscy oszukują tak jak oszukuje Fjallraven, ale z odruchowego, podświadomego u mnie przekonania, że skoro za rzecz daję trzy czy pięć razy więcej niż za podobną rzecz innych producentów, to o tyleż powinna być ta rzecz lepsza. Oczywiście o ile w ogóle można tutaj przeliczać jakość na punkty procentowe… A prawda jest inna: nawet jeśli nie spotkamy się ze zwykłym naciąganiem zwanym marketingiem, to reguła jest odmienna od spodziewanej przeze mnie, bo towar kilka razy droższy, jest tylko troszkę lepszy od tych tańszych, co doskonale widać na przykładzie wyrobów Fjallraven.
Powiem Ci, Basiu, o pewnym zdarzeniu z Tobą związanym. Otóż parę tygodni temu zobaczyłem w biedronce chińskie termosy stalowe o pojemności 0,75 l w cenie 17 złotych. Nie jest mi potrzebny termos, ale gdy zobaczyłem ile kosztują, wspomniałem Twoje słowa o takich „supermarketowych” zakupach, i termos kupiłem:) Raz go używałem, krócej trzyma ciepło od tych droższych, ale w sumie nie jest źle.
Fakt, kurtka nie jest pancerna, ale przeznaczona jest do chodzenia po takim terenie, gdzie mogą być kolce. Kupiecka uczciwość nakazywałaby uprzedzić klientów o ograniczeniach w jej użytkowaniu, a nie bredzić coś o przekazywaniu niezużytej kurtki drugiemu pokoleniu.
Materiał z którego jest uszyta, ten G1000, jest dobrym, mocnym materiałem, mocniejszym od dżinsu (po uwzględnieniu różnicy w grubości), tyle że jest zbyt cienki, i w rezultacie otrzymuje się kurtkę wiotką i lekką, ale nie mocniejszą od tegoż dżinsu, a nawet raczej słabszą.. Gdyby ten materiał tkali grubości typowego dżinsu, zapewne kurtka miałaby szansę być użytkowaną wiele lat. Ale cóż, pewnie ten grubszy materiał kosztowałby pięć centów więcej, a może Chińczycy (masz rację, Prizes!), wytwórcy ubiorów Fjallraven, nie mają dostatecznie grubych igieł, albo wykonanie naprawdę solidnych ubiorów nie mieści się jednak w „polytyce” tej firmy.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Cytat:
Zamieszczone przez
Krzysztof Gdula
parę tygodni temu zobaczyłem w biedronce chińskie termosy stalowe o pojemności 0,75 l w cenie 17 złotych. Nie jest mi potrzebny termos, ale gdy zobaczyłem ile kosztują, wspomniałem Twoje słowa o takich „supermarketowych” zakupach, i termos kupiłem:) Raz go używałem, krócej trzyma ciepło od tych droższych, ale w sumie nie jest źle.
Pozwól że tymi termosami nie do końca zgodzę się z Tobą ,moja przyjaciółka tydzień temu mimo moich ostrzeżeń kupiła w markecie chińczyka 0,7 lit termos za niecałe 20 zł bo ładny czerwony i ....tani, w którym zalany wrzątek po 13 godz był letni.... ja kupiłem 3 dni temu termos z Fiorda Nansena za 65 zł i.......już wiem że następny też będzie jakiś firmowy..nie stać mnie na buble. a swego chinczyka wywaliłem do kosza w Polańczyku kiedy po 15 godzinach jazdy w Biesy musiałem pić zimną herbatkę....pozdrawiam serdecznie
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
:razz:
Cytat:
Zamieszczone przez
Krzysztof Gdula
towar kilka razy droższy, jest tylko troszkę lepszy od tych tańszych, co doskonale widać na przykładzie wyrobów Fjallraven.
Z tymi markowymi kurtkami przeciw deszczówkami, itd... to faktycznie szkoda kasy, żadnych zachwalanych parametrów jak wodoodporność wytrzymałość itd nie trzymają,jeszcze tylko rzeczy szyte dla wojska i służb ratowniczych dają jakąś gwarancję ...reszta to zwykły reklamowy bełkot...
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Cytat:
Zamieszczone przez
delux
Pozwól że tymi termosami nie do końca zgodzę się z Tobą ,moja przyjaciółka tydzień temu mimo moich ostrzeżeń kupiła w markecie chińczyka 0,7 lit termos za niecałe 20 zł bo ładny czerwony i ....tani, w którym zalany wrzątek po 13 godz był letni.... ja kupiłem 3 dni temu termos z Fiorda Nansena za 65 zł i.......już wiem że następny też będzie jakiś firmowy..nie stać mnie na buble. a swego chinczyka wywaliłem do kosza w Polańczyku kiedy po 15 godzinach jazdy w Biesy musiałem pić zimną herbatkę....pozdrawiam serdecznie
Bo z termosami to jest tak, ze kupując firmowy ma się 80 % pewności, że będzie dobry, a jak będzie zły to można na gwarancji wymienić.
Zaś kupując "marketowy" ma się mniej więcej 40 % pewności, że się trafi, będzie trzymał ciepło i nie będzie ciekł.
Ale jak się trafi zły - to raczej nie wymienisz, co najwyżej zwrócą kasę.
Podejrzewam ze robione są w tych samych miejscach (oczywiście w Chinach) tylko te markowe są dodatkowo sprawdzane.
Osobiście miałam 3 lata termos za 25 zł z "Biedronki" i był OK, w końcu go zgubiłam.
Teraz mam jakiś firmowy kupiony przez syna w Norwegii.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
swojego chińczyka kupiłem z kilkanaście lat temu. Też za jakieś niewielkie pieniądze . Kiedyś spadł mi ze skały- powstało ergonomiczne wgniecenie , ale działa do dziś. Nie cieknie, po kilkunastu godzinach herbata nadal ciepła. Kupowałem sceptycznie- ale dziś jestem do niego b. przywiązany. zabieram na wszelkie wyprawy-dalsze i bliższe...
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Tomas, miałeś szczęście, bo raczej nie jest to częsta cecha chińszczyzny. Miałem nadzieję tak się przywiązać do kurtki, jak Ty do termosu, a wyszło jak wyszło, kurcze. Nitki wyszły.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Delux, podobnie jest z moimi termosami: ten tani utrzyma gorący napój od wczesnego ranka do pory obiadowej, a drugi, sporo droższy, do wieczora. Tyle że kupując termos za 17 zł nie spodziewałem się takiej samej jakości, więc nie byłem zawiedziony. Gdy wziąłem ten tani termos na wyjazd, z niego piłem w pierwszej kolejności, piłem więc napój gorący:)
Zupełnie odmiennie jest z tą nieszczęsną kurtką. Kosztowała dużo, wielce zachwalana, a okazała się o tyle tylko lepsza jest od typowej chińszczyzny, że staranniej uszyta.
Ale akurat kurtce w góry wybaczyłbym niestaranności w prowadzeniu szwu, oby tylko była wytrzymała. A nie jest.
Czekam na odpowiedź producenta. Poprosiłem go o zwrot pieniędzy, a jako powód podałem niespełnianie przez kurtkę wymogów stawianych tego rodzaju ubraniu, oraz niezgodność wyrobu z jego opisem. Nie sądzę, aby firma oddała mi pieniądze, ciekawi mnie jednak jak się będą tłumaczyć, a raczej gdzie będą szukać winnego.
A może po prostu załatwią reklamację milczeniem, co nie zdziwiłoby mnie.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Krzysiu - z tą chińszczyzną to różnie bywa....właściwie trudno dziś znależć przedmiot NIE wyprodukowane w ChRL . Jako namiętny zbieracz elektronarzędzi , trafiłem na parę porządnych , służą mi do dziś . Fakt- też parę padało po krótkim używaniu. Chińskiego czosnku , ani chińskiego samochodu to raczej nie kupię !!!
A kapoty , to radzę szukać w wszelakich sklepach militarnych. Często mają wyprzedaże z demobilu i można coś fajnego zakupić . Oczywiście- o ile preferujesz taki styl
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Mali żółci ludzie podnoszą stopniowo jakość swych wyrobów,ale gdy osiągną maksimum zacznie ona spadać.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Wiele lat temu, gdy byłem pacholęciem i chadzałem do szkół, pióro chińskie, lub chiński długopis były marzeniem nas, uczniów. "Ruskie" wyroby natomiast, były kojarzone z wszelkiego rodzaju chłamem...
...mijały lata...nie tak dawno nabyłem drogą kupna buty "Adidas" do nart biegówek...z drżeniem serca zerknąłem do wnętrza buta...made in china?? Nie!! Sdiełano w rosji!! Byłem przeszczęśliwy, że nie chińskie...
Pewnie mali żółci ludzie osiągnęli już maximum i jakość zaczyna spadać (przynajmniej w moim odczuciu);)
Pozdrawiam
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Ależ oni nigdy nie mieli ŻADNEJ jakości,poza może chińskimi klonami sławnego kałasznikowa który jest niezawodny.......
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Cytat:
Zamieszczone przez
delux
Ależ oni nigdy nie mieli ŻADNEJ jakości,poza może chińskimi klonami sławnego kałasznikowa który jest niezawodny.......
delux - bez przesady ! z tym ŻADNEJ ! ... A podróby rolexów ? ...czy wiele, wiele innych wyrobów. Co do AK 47 -to tyle że niezawodne , to skuteczne , dziś niemal cały świat z nich strzela. Makabryczna jest wersja ''dla dzieci'' , używana w Afryce.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
No i tu bąknę nieco. Jestem entuzjastą tej marki. Uważam, że jest za droga ale nie podważam tu jakości. Sam 3 lata temu kupiłem greenlanda i uznaję to za produkt nie do zarżnięcia. Tzn kurtka, materiał (g1000) jest bardzo odporny, nie dzieje mi się z tą kurtką absolutnie nic. Od tego producenta mam jeszcze nieco odzieży i tak samo- brak problemów. G1000 jest faktycznie godny uwagi- tu porównywalnie z oryginalnymi M65. Na krzaki kolczaste nie ma mocnych. Zapewnienia producenta o trwałym produkcie są zawsze prawdziwe w pewnych przyjętych normach używania, wszystko ma swoje przeznaczenie. Niejeden sprzedawca zdziera gardło tłumacząc klientom te kwestie- najczęściej po zakupie, tym podenerwowanym, bo przed zakupem o wadach, ograniczeniach się nie mówi. Na kolce- a więc kłucie, cięcie, szarpanie, poza grubą skórą (buty) nie ma dobrych naturalnych materiałów. W tym celu produkowane są materiały syntetyczne: poliamid, polietylen- ich wariacje i modyfikacje na cordurze i kwelarze kończąc. Ze względu na dość nieprzyjemne wrażenia w kontakcie z ciałem- odzież wytwarzana jest w stosownych mieszankach (bawełna/poliester)- a więc stosuje się mniej lub bardziej udane kompromisy- komfortu do trwałości. Materiały te są jak wspomniano odporne na..... jednak nie w 100%, nie na wszystko, nie zawsze. Dla materiałoznawcy różnicą jest tarcie o kolce, napieranie na kolce (kłucie)- wszystko to dla turysty jest chodzeniem przez krzaki nie ma tu znaczenia czy krzak był przy szlaku, czy szedłeś prosto przez krzaki. Głównie bronię tu tkaniny- bo uważam że autor wątku pisał w afekcie.
Osobną sprawą jest przemakalność. Kurtka nie ma membrany- i dzięki temu daje się to nosić latem. Impregnacja wg producenta odbywa się woskowaniem przy użyciu wosku- próbowałem, działa. Tu bezgraniczne słowa krytyki należą się dystrybutorowi. Wiadomo- lepiej sprzedać parę spodni i zarobić kapuchę niż bawić się z ich woskiem za grosz- jednak nie powinno być sytuacji jak w Poznaniu- w sklepie brakuje tego towaru od 5 miesięcy z okładem. Tęga chłosta za takie podejście!
W sprawie zamku, z tego co się orientuję SALMI, też nie pozostawiają cienia wątpliwości co do jakości.
Jestem przekonany, że wchodzenie w kolczaste krzaki nie jest przeznaczeniem odzieży i zawsze się to jakoś odbije na ich kondycji. Istotą kolca u rośliny jest obrona przed uszkodzeniami tejże- należy o tym pamiętać. Nie wyobrażam sobie, że kurtka została podarta w strzępy czy powstały dziury na palec. Jeśli zakupiony towar nie jest zgodny z opisem (trwały, parametry materiałów) masz prawo oczekiwać zwrotu gotówki. Towar uszkodzony- można zgłosić do reklamacji, w UE masz na to 24 miesiące.
Tak czy owak, uważam, że opinie produktów powinny być pisane na spokojnie, po długim czasie- jeśli pozytywne. Jeśli negatywne, po reklamacji. Wcale nie wykluczam sytuacji, kiedy kurtka jest wymieniona na nową i służy należycie- a smród w wątku pozostaje.
To takie polskie, palcem nie kiwnąć aby skorzystać z przysługujących praw, a jęczeć i brynczeć na wszystkie strony byleby jak najszerzej zamanifestować niezadowolenie- nie mam o to żalu, ale takim zachowaniem nic pozytywnego się nie osiągnie. No chyba, ze spodziewasz się, Szanowny Kolego, że dystrybutor czyta ten wątek i przyśle kuriera z wnioskiem o reklamację Twojej kurtki. Na to nie licz.
Napisz im (HBMM k Poznania) e-mail, ze zdjęciami kurtki, opisem uszkodzenia, chłopaki nie mają tam powodu żyłować detalicznego klienta, możliwe ze się dogadasz. Prędzej niż wylewając żale na forum.
Życzę powodzenia i radości w dalszym używaniu kapoty.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Cytat:
Zamieszczone przez
Barnaba
Jestem przekonany, że wchodzenie w kolczaste krzaki nie jest przeznaczeniem odzieży
Jasne. W krzaki mamy włazić nago.
Barnabo - to co napisałeś to kontynuacja zacytowanych w pierwszym poście reklamowych sloganów. Sprzęt jest świetny i bardzo wytrzymały, tylko szkodzi mu nacieranie, pocieranie, obcieranie, tarcie, kłucie, pociąganie, przeciąganie, zaciągnie i w ogóle noszenie poza domem. Pomijając te drobne niedociągnięcia - bomba. Niezniszczalny. Na pokolenia. Nie znam tej marki i piszę ogólnie pod adresem producentów "topowego" sprzętu (a nawtykam im, jak Ty możesz bronić to ja mogę narzekać): nie obchodzi mnie jak jest wytwarzana kurtka i z czego się ją miesza, poliamid, polietylen i polityka są mi obce. Jak idę do lasu w "wytrzymałej kurtce na lata" i po pierwszym kontakcie z krzakiem zostaje dziura to... na dziurę mi taka kurtka.
PS "napieranie na kolce"... normalnie boskie :wink:
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Witaj, Barnabo.
Pisałem rozżalony. To prawda. Miałem powody, właściwie jeden powód: kolejny raz pozwoliłem się oszukać.
Mnie, podobnie jak i Bartolomeo, nie obchodzi skład materiału, a jego faktyczna wytrzymałość. Nie wejście w krzaki spowodowało uszkodzenie - jakoś tak podobnie napisałeś - a zaczepienie rękawem o wychyloną jedną gałąź której po prostu nie zauważyłem. Chodzę na ogół po Górach Kaczawskich, poza szlakami, często w ogóle po bezdrożach, nierzadko via jakieś zarośla, brzegami lasów, a więc tam, gdzie sporo rośnie malin, jeżyn, głogów i róż. Od pierwszego dnia używania tej kurtki zwracałem uwagę na gałęzie, omijałem je jak mogłem, ale przecież nie da się tego robić ze stuprocentową skutecznością, wcześniej czy później zaczepi się. Mnie się to zdarzyło po kilkunastu dniach chodzenia, nie pierwszego ani drugiego dnia – właśnie dzięki mojej uwadze. Dziury w rękawie nie ma, są wyciągnięte nitki, ale uszkodzenie na pewno byłoby większe gdybym nie zauważył i nie zatrzymał się by zdjąć gałązkę z rękawa.
Ta kurtka nie nadaje się na takie trasy, chociaż może nadaje się na Tatry czy szwedzką tundrę. Ten materiał jest za słaby, za delikatny. Producent powinien zaznaczyć w opisach tego produktu ograniczenia w jego użytkowaniu, bo to ograniczenie (czyli konieczność unikania kolców pospolitych roślin) nie jest oczywiste wobec przeznaczenia kurtki. Nie zaznaczył, a w zamian zachwalał niesamowitą wytrzymałość. Jak napisałem, nie jest ona większa od wytrzymałości najzwyklejszego dżinsu. Nie ma problemu, powtarzam, z wytworzeniem materiału wytrzymalszego od G1000, wystarczyłoby ten właśnie materiał wykonać trochę grubszy. Od dawna znany jest dżins, od dawna materiały brezentopodobne, a niewątpliwie są jeszcze lepsze, mnie nieznane. Można zrobić kurtkę na wędrówkę bezdrożami i wytrzymującą nieunikniony kontakt z rosnącymi tam roślinami. Po przeczytaniu firmowej strony odnoszę wrażenie, że aby było to możliwe, wystarczy mniej samozadowolenia, mniej zapatrzenia w siebie i w swój gietysiąc.
Oczywiście woskowałem tkaninę, i to już dwa czy trzy razy. Widać różnicę, faktycznie, chociaż nie trwa ona, to znaczy ta różnica, zbyt długo. Parafina po prostu dość szybko wykrusza się z materiału. Zaznaczam ponownie, że do tej cechy kurtki nie miałem zastrzeżeń, chociaż też z lektury opisów można wyciągnąć wniosek o jej lepszej wodoodporności. Zamek działa, ale na mrozie, w grubym ubraniu ograniczającym ruchy i widoczność, jego zasunięcie oznacza porządne zmarznięcie dłoni – z powodu czasu - a w rękawicach nie potrafię tego zrobić; na ogół macham ręką na ten wynalazek i zapinam na zatrzaski.
Brałem pod uwagę możliwość przeczytania tego tekstu przez kogoś, kto pracuje w Fjallraven, ale dla mnie to bez znaczenia, bo nie wierzyłem od początku i nie wierzę nadal w możliwość oddania mi pieniędzy za kurtkę. W najlepszym wypadku zaproponują naprawę, z której zrezygnuję, bo po co mi ona, skoro uszkodzenie nie jest duże, a w naprawie użyje się tego samego zbyt słabego G1000? Trudno, będę dalej chodzić w tej kurtce, tyle że teraz już wiem, iż wiele lat ona nie posłuży mi.
A swoją drogą uwaga: co ma treść i wydźwięk tego tekstu do sposobu załatwienia reklamacji? Czyż w tym przypadku nie chodzi o fakt uszkodzenia, którego to faktu nie zmienia (i zmieniać nie powinna) w żaden sposób moja opinia o wyrobach Fjallraven? Czy nie uważasz, że sugerując swoimi słowami nie uwzględnienie mojej reklamacji po poznaniu tego tekstu, wystawiasz złą ocenę firmie, której jakby bronisz tutaj?
Smród w wątku?? Jeśli on tu jest, to najwidoczniej Fjallraven puścił bąka. Nie napisałem tutaj nic, co może uchodzić za grubiańskie (chociaż jest uszczypliwość), bąk nie jest mój.
Tekst napisałem nie tyle dla wyżalenia się, co ku przestrodze. Mam nadzieję, że kogoś odwiodę od zamiaru kupna kurtki Fjallraven.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
No tak, masz rację, ale poniekąd tylko.
W odniesieniu do zakupu, opisu produktu itd, to technologia poszła już na tyle do przodu, że dobrze jest poszukać nieco informacji. Sam dobrze wiem jak ogólnikowe i jałowe mogą być wywody o niezawodności produktów. Rada sprzedawcy, rzadko szczera, często jedynie dająca obraz o jakości produktu to kwestia ilości zgłoszonych reklamacji i ich pozytywnego rozpatrzenia. Daje to obraz informujący o traktowaniu klienta i podejściu do przywiązania jego do marki. Jako anegdotę mogę podać przykład kiedy pracowałem w sklepie "turystycznym" w centrum handlowym, w związku z problemami producenta z wypuszczeniem nowych kolekcji i zatowarowania sklepów właściciele ściągnęli kurtki (nazwą nawiązujące do Skandynawii), były one kupione w rażąco niskiej cenie, z zastrzeżeniem- nie przyjmowanie reklamacji. I tak było. Ani jedna kurtka nie miała przyjętej reklamacji, zgłoszeń masa. Tak, mam świadomość ze to naruszenie przepisów, ale klienci tego nie wiedzieli i odchodzili z kwitkiem, a raczej bez niego. Tak więc opis producenta, opinia sprzedawcy, nawet to ngt... nie dają pełnego obrazu. Dla kontrastu, handlowałem też kiedyś butami znanego producenta i bez poczucia zakłamania, śmiało mówiłem klientom "usterki się zdarzają, ale pracuję tu długo i 100% reklamacji jest rozpatrywanych na korzyść klienta". Tak więc sam widzisz... Nie mam tu zamiaru wytykać Twojego zaniedbania, bo i nie masz obowiązku szukać i węszyć za niuansami we właściwościach materiałów. Po prostu dobrze jest się na spokojnie rozeznać co ma konkurencja, jak to się spisuje itd. Sam g100 występuje także w różnych grubościach. Pół roku temu napalałem się na letnią koszulę z g1000 (ale sklepikarze pokazali mi gdzie mają moje żądze), spodnie i kurtka które używam też są różnych grubości. Wynika z tego to co napisałem wcześniej- wszystko ma swoje przeznaczenie, i koszula z g100 ma inną trwałość niż kurtka z tegoż materiału- co w obu przypadkach może okazać się dużo wyżej.
W kwestii tego że ich bronię- tak. Nie ma lepszej reklamy niż zadowolony klient. Niegdyś notorycznie byłem nakłaniany do zakupu spodni jeansowych, jakie by to spodnie nie były - przez wzgląd na moje nadmiernej wielkości siedzisko zawsze przecierały się w rok. Spodnie FJ używane notorycznie służą mi już 3 rok nie wykazując zbytnio śladów użycia. Wiadomo, zaczepienie przez kolce a ścieranie na tyłku niczym między kamieniami młyńskimi to dwie całkiem odmienne metody testu materiału- niemniej jednak- coś w tym jest. Weź także pod uwagę, że kurtka jeansowa (jako dziecię miałem taką) ma też swoją grubość, a więc i wagę, która znacznie wzrośnie po namoknięciu- względem tego nieszczęsnego g1000 tym bardziej. Coś za coś.
Teraz, pisząc ten post, przyszło mi do głowy. Kurtka M65. Nieco inny krój, ale skład materiału podobny, cena w demobilu dużo tańsza. Może to byłoby dobre rozwiązanie? Ciuch na lata, a jak co się stanie- to nie jest to znów aż tak wielka (finansowa) strata. Sam po sobie widzę, ze dobrze mieć przedmioty których nie jest szkoda. W razie usterki zutylizować w piecu albo przekazać na składowisko, allegro czy cokolwiek. Taki zakup dałby możliwość oceny składu tkaniny, jak to się sprawuje itd.
Co ro reklamacji, spróbuj proszę dla mojego i swojego spokoju. Nie kosztuje, a możesz jedynie zyskać. Kurtka nawet jeśli nowa, lub naprawiona - zawsze się przyda. Niewątpliwie zaletą tych ciuchów jest to, ze w mieście wyglądasz jak "biały człowiek" a nie jakiś szaleniec co wrócił z wojny- taki ciuch na różne okazje może się przydać bardziej, niz uszkodzona kurtka.
Rozumiałbym w zupełności sytuację, gdybyś swojego pierwszego posta napisał po nie uznanej reklamacji i z 2 odwołaniach (a odwołania to piękna i skuteczna broń w ręku klienta). Opisana tu sytuacja wskazuje na rozczarowanie zakupem, nie wykorzystałeś jednak prawa do pociągnięcia producenta do odpowiedzialności- w mojej opinii więc komentowanie zakupu to jedno i słusznie- każdy ma prawo do opinii w dowolnym momencie, jednakże piętnowanie materiału, producenta itd przed zakończeniem relacji z nim (po upływie okresu gwarancyjnym) jest niestosowne.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Cytat:
Zamieszczone przez
Barnaba
Rozumiałbym w zupełności sytuację, gdybyś swojego pierwszego posta napisał po nie uznanej reklamacji i z 2 odwołaniach (a odwołania to piękna i skuteczna broń w ręku klienta). Opisana tu sytuacja wskazuje na rozczarowanie zakupem, nie wykorzystałeś jednak prawa do pociągnięcia producenta do odpowiedzialności- w mojej opinii więc komentowanie zakupu to jedno i słusznie- każdy ma prawo do opinii w dowolnym momencie, jednakże piętnowanie materiału, producenta itd przed zakończeniem relacji z nim (po upływie okresu gwarancyjnym) jest niestosowne.
I tu się zgodzę z Barnabą.
Krzysztofie - ile lat chodzisz po tej pięknej ziemi, że bezkrytycznie wierzysz producentom ?
Każdą rzecz, którą chcę zakupić, a która kosztuje więcej niż 70-100 zł (to dla mnie taka kwota graniczna miedzy "średnio" a "dużo") sprawdzam po kilka razy, przegrzebuję Internet w te i wewte, szukam opinii po forach, chodzę do sklepów po kilka razy i mierzę.
Na szczęście nie miałam jeszcze w życiu przypadku że musiałam reklamować sprzęt turystyczny. Albo kosztował mnie na tyle mało, że nie opłacało się tracić czasu (np. termosy z marketu, rzeczy zakupione dosłownie za parę złotych na e-bay) albo tez kupiony był dobrze, po bardzo długim zastanowieniu i wyszukaniu dokładnie tego co chcę, zasięgnięciu kilkunastu zróżnicowanych opinii.
Owszem - kiedyś przez kilka lat pracowałam w czasopiśmie turystycznym i kilkakrotnie dostawałam do testowania sprzęt (buty, śpiwór, namiot), wówczas negatywnych opinii miałam kilka - i nie kryłam się z tym, zostały opublikowane, a producent nie obraził się. Większość sprzętu oceniłam jednak pozytywnie, kilka sztuk służy mi do dziś, już ponad sześć lat.
Tobie też doradzam - mniej zaufania do tych co się reklamują, a więcej rozwagi przy zakupach.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Cytat:
Zamieszczone przez
Basia Z.
Na szczęście nie miałam jeszcze w życiu przypadku że musiałam reklamować sprzęt turystyczny.
Teraz ja!!
Ja reklamuję sprzęt turystyczny notorycznie!!
Buty, od tych no name aż do markowych rzadko kiedy wytrzymują na mnie okres gwarancji (a chodze raptem ok. 1000 km rocznie)...do tego maty samopompujące (i samo rozpompowujące sie w czasie spania), kurtki, spiwory ...itp
I pomimo (czasem) trudności, nie u sprzedawców, a gdzieś głebiej...hurtownik, producent?... jak na razie mam 100% uznanych (zwróconych pieniędzy) reklamacji.
Może jestem po prostu upierdliwym klientem?
Pozdrawiam
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Cytat:
Zamieszczone przez
creamcheese
(...)
Może jestem po prostu upierdliwym klientem?
Pozdrawiam
...to jest myśl
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Witaj, Barnabo
Dobrze, gietysiąc jest różnej grubości, ale kurtki nie są robione z materiałów różnej grubości, jak sądzę, ponieważ nigdzie nie jest napisane, że ta kurtka jest mocniejsza, a tamta delikatniejsza; gdyby robili i pisali, na pewno wybrałbym kurtkę grubszą, bo mnie jej waga czy sztywność nie przeszkadzałaby.
Barnabo, czy ja dobrze czytam?: krytykę materiału przed rozpatrzeniem reklamacji masz za niestosowną? A to dlaczego? Przecież fakt rozpatrzenia reklamacji, nawet po mojej myśli, nie zmieni wytrzymałości gietysiąc. Ten materiał nadal będzie takim, jakim jest – za słabym na kolce roślin. Nie wypada krytykować producenta? Bo zemści się i nie uwzględni reklamacji? Barnabo, producent ukrył przede mną ważny fakt: że jego produkt nie powinien mieć kontaktu z różami. Czy wierzysz, że firma nie wie o tym? Ja uważam, że wie, więc świadomie kłamią. Kłamią, Barnabo. Najnormalniej wciskają kit wieloletniego użytkowania i niewiarygodnej wytrzymałości. A jeśli się mylę, jeśli we Fjallraven nie wiedzieli o możliwości uszkodzenia tkaniny w kontakcie w różanym krzewem, to fakt ten, ich niewiedzy, tak samo źle o nich świadczy, bo wtedy wyszłoby, że zachwalają coś, czego po prostu nie sprawdzili. Tak czy inaczej nie ma usprawiedliwienia dla firmy. To wszystko już się zdarzyło i nie jest zależne od wyników reklamacji, gdzie więc tutaj niestosowność, Barnabo?
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Jak zwykle masz rację, Basiu. Uwierzyłem Fjallraven. Uwierzyłem w ich gładkie słówka, uwierzyłem, że mam do czynienia z jedną z tych nielicznych, porządnych firm. Myliłem się. Więcej nie kupię ani ich produktów, ani wytworów żadnej innej firmy w tak wysokiej cenie. Nie warto.
A po świecie chodzę 58 lat. Z okładem:)
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
odnośnie wytrzymałych kurtek:
mam taką kurtkę, ciężko powiedzieć ile ma dokładnie lat ale najwcześniejsze zdjęcie w niej mam kiedy mam 12 lat (czyli kurtka ma co najmniej 14), była wtedy dużo za duża na mnie (dziś nawet podwijam w niej rękawy:D). jest dosłownie niezawodna. kupiona prawdopodobnie na jarmarku w sobotę :D prawdopodobnie też była tania ;p użytkuję ją bardzo intensywnie, po mieście a w góry zabieram praktycznie zawsze (bez względu na porę roku). nie dbam o nią w ogóle. nie ma ani jednej dziurki. w kieszeniach tylko pękły nitki. dwa razy wymieniany zamek błyskawiczny. jeśli chodzi o nieprzemakalność -pokładam w niej 100% nadziei ;P Chodziłam w niej w ulewie, burzy czy stałej mżawce -nigdy nawet do głowy mi nie przyszło żeby mogła przemoknąć. gdy rozwalił się zamek mama aż z radości przyklasnęła w dłonie:
-cudownie, w końcu wyrzucisz tego dziada!
-ani mi się waż !!!
wszyłam nowy zamek (średnio udolnie bo po ciemku) i kurtka sprawuje się dobrze dalej ;p nie przywiązuję się do niej -w ogóle staram się nie przywiązywać do rzeczy. była nawet na ostatnim kimbie ;D http://sunshine55.republika.pl/kurtka.jpg
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Krzysztofie, ja już napisałem tu co uważałem. Szkoda tu bić pianę. Czekamy na dalszy rozwój wypadków. Dalsze wylewanie żali na forum, o tym jaki to materiał jest słaby, czy jak bardzo łże producent- dystrybutor nie wnosi tu nic merytorycznie wartościowego- zainteresowani przyjęli już argumenty do wiadomości. Podobne żale można by wylewać na wszystkich istniejących producentów. Słusznie lub nie- to kwestia drugorzędna.
Wydaje mi się, ze kwestię interesującą potencjalnych nabywców (czytających ten wątek) jest czy dystrybutor ma tzw jaja i dźwignie problem, przyjmie na klatę błąd i da nowy ciuch, wyda kasę lub schowa łeb w pioch i wystawi klientowi dupę. Ci co mieli, przyjęli Twoje niezadowolenie, uznali je lub nie za słuszne. Pytanie: co dalej?
Pomijając producentów, materiały i całą teorię z tym związaną zauważa się dwie metody robienia zakupów: tanio i masowo- bez żalu i pretensji świadomie kupuje się marny produkt, licząc na dużą rotację dzięki niskiej cenie. Można też inwestować w produkty tzw markowe, oczekując ich wyższej trwałości, czasem wygody, a przede wszystkim odpowiedzialności producenta za oferowany produkt i jego jakość. Tu, mamy drugie dno dyskusji. Mniejsza o gietysiąc, lisa czy inne znaczki kojarzące się z prestiżem i jakością. Twój przypadek, może wykazać, lub nie, że warto zapłacić więcej, mając gwarancję poważnego traktowania klienta w razie wykrytych wad lub niezadowolenia z zakupu.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Barnabo:
Dla mnie jako potencjalnego nabywcy ważne jest, czy kurtka kupiona za górę kasy zniesie wejście w krzaki, a nie czy zwyciężę w wieraniu się z jej producentem. Chociaż nabywcą kapoty w takiej cenie nigdy pewnie nie będę.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Jimi, dziękuję za wypowiedź dającą mi dużo do myślenia.
Otóż czytając Twoje słowa, przyszła mi do głowy dziwna myśl – że może wcale nie mam kurtki Greenland firmy Fjallraven, a jakąś chińską podróbę. Myśl ta wróciła, gdy zobaczyłem Twoją kurtkę, dość wyraźnie różniącą się od mojej. Nota bene: te kurtki i tak są chińskie, nawet jeśli są oryginalne – jednoznacznie mówi o tym jedna z naszywek.
Może parę słów wyjaśnień.:
Wczoraj byłem w Górach Kaczawskich z kolegą; ja miałem na sobie kurtkę z naszywką lisa, on… nie pamiętam jaką, ale też dość drogą, znanej marki. Ponieważ zna historię uszkodzenia mojej kurtki, zaproponował test, na który zgodziłem się wiedziony wielką ciekawością. Otóż obaj przeszliśmy po parę razy obok różanego krzewu (jak pisałem, w tych górach jest ich sporo) w taki sposób, aby rękawem otrzeć się o najbardziej wychyloną gałązkę – czyli dokładnie tak jak wtedy, gdy moja kurtka uszkodziła się. Kolce gałęzi za każdym razem zaczepiały się o materiał mojej kurtki, i przy lekkim pociągnięciu, czyli próbie pójścia dalej, nie puszczały. Nie próbowałem robić tego mocniej w obawie o całość materiału, dość mi jednego uszkodzenia, gałązkę zdejmowałem. Próby kolegi miały inny przebieg: kolce wydawały chrzęszczący dźwięk ocierając się o tkaninę, ale nie zaczepiły się o nią, po prostu ześlizgiwały się.
Komentarz chyba nie jest tutaj potrzebny.
Dzień był mglisty, widoczność zmieniała się w ciągu dnia i wynosiła od 100 do około 500 metrów. Można więc powiedzieć, że nie była to mgła z tych najsilniejszych, nieprawdaż?
Na koniec dnia moja kurtka była niemal cała mokra, i to na wskroś. Znalazłem na niej cztery suche miejsca (suche od środka): poniżej plecaka, miejsca pod kieszeniami i spodnie powierzchnie rękawów, czyli te od strony łokci.
Jeszcze wczoraj czyniłem sobie zarzut nie zrobienia impregnacji, jako że od ostatniego woskowania chodziłem w niej pięć, może siedem dni, ale gdy przeczytałem Twoje słowa o braku dbałości…
Czy wiesz już, skąd we mnie myśl o posiadaniu podróby?
Ale znowu kurtkę kupiłem w znanym i porządnym sklepie… Nie wiem co myśleć.
Jimi, a co to jest kimb?
Barnabo, podobają mi się Twoje słowa o swoistym teście producentów drogich rzeczy. Jestem i ja ciekaw wyników. Swoją drogą powiem, że minął tydzień i… cisza. Za chwilę wyślę zapytanie o los mojej reklamacji.
Masz też rację pisząc o niemaglowaniu sprawy do czasu uzyskania odpowiedzi producenta.
Michale, to nie było wejście w krzak lub krzaki, a jedynie otarcie się rękawem o jedną, wychyloną i nie zauważoną, gałązkę krzewu pospolitego w Górach Kaczawskich.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Cytat:
Zamieszczone przez
Krzysztof Gdula
Czy wiesz już, skąd we mnie myśl o posiadaniu podróby?
Ale znowu kurtkę kupiłem w znanym i porządnym sklepie… Nie wiem co myśleć.
Wszystko się może zdarzyć.Znam przypadek kupna drogiej puchówki The North Face w "znanym i porządnym sklepie"( W-Wa) która okazała się ewidentną podróbą.Po złożeniu reklamacji ( tylko słownej) natychmiast znalazł się inny egz już prawdziwy.
Inna sprawa że może trafiłeś na zwyczajnie słabszą partię.
Kupiłem ostatnio termos Termite który mógł służyć jako grzałka do śpiwora w porze zimowej czyli pechowy zakup może się trafić niezależnie od marki i miejsca zakupu.Co nie zmniejsza naszego rozczarowania w oczekiwaniu na dobrą jakość za dobre pieniądze.
Kilka lat temu kupiłem żonie spodnie trekingowe Fjallravena -nic złego się nie dzieje.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Krzysiek, a ja Ci powiem że nawet nie wiedziałam że kurtki się też impregnuje ;) Nie mam żadnej firmowej kurtki dlatego mi to do głowy nie przyszło. Zaskoczona też jestem tym, że kurtka może przemakać (mi nigdy żadna nie przemokła zwłaszcza ten mój stary dziad który zawsze noszę w górach w różnych porach roku, pamiętam jak poprzedniego lata szłam samej długo nocą w mega ulewie z Ustrzyk Górnych na schronisko pod Rawką wzdłuż drogi, dochodziła powoli północ, deszcz straszny lał i nic nie przemokło).
Co to Kimb? Skrótu rozwinąć nie umiem ale są to coroczne spotkania forumowiczów które odbywają się w drugiej połowie maja Bieszczadach:) W tym roku kimb odbędzie się w Sękowcu i tu jest temat: http://forum.bieszczady.info.pl/show...%C5%82ad-jazdy. -ja będę na pewno!
ps. wasz wątek zainteresował też mnie by kupić sobie lepszy termos ;p piszecie -trzyma ciepło naście godzin to ja robię takie oczy bo mój trzyma względne ciepło tylko do obiadu ;p
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Kongres Internautów Miłosników Bieszczad
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Dzięki, Jimi. Może i wybrałbym się na ten kimb, gdyby nie moja praca, w której wolne mogę wziąć tylko jesienią lub zimą…:(
Widzisz jak to jest: wyżej Blues pisze o termosie firmy Termite, termosie, który nie trzyma ciepła, a powinien być super, bo produkty tej firmy są drogie. Ja też mam ich termos, duży, pojemności 1,2 l; nad ranem, około trzeciej czy czwartej, zalewam go wrzątkiem, a gdy o godzinie 17 wypijam ostatni kubek, napój jest jeszcze gorący, chociaż już nie parzy ust. Ale też obudowa termosu jest zupełnie zimna; gdy pijąc gdzieś na szlaku postawię termos na śnieg, ten nie topi się, a przymarza do obudowy, co dobitnie świadczy o nieprzepuszczaniu ciepła z wnętrza.
Mam też termos kupiony za 17 zł w biedronce, ten trzyma ciepło tak jak Twój – do obiadu. Basia napisała tutaj słuszną uwagę: że przecież można reklamować i taki tani towar, nie markowy, a w wielu sklepach nie ma z tym żadnych kłopotów, i w ten sposób, jeśli nie za pierwszym razem, to za drugim czy trzecim, trafić na egzemplarz dobry, trzymający ciepło do wieczora.
Nie sądzę, aby impregnowanie dotyczyło wszystkich kurtek, ale akurat kurtki Fjallraven zrobione z materiału G1000 impregnuje się w ten sposób, że pociera się tkaninę kostką specjalnego wosku, a następnie podgrzewa się ją (tzn. tkaninę) do temperatury topnienia startych drobin wosku. Ten wsiąka w materiał – no i to jest ta impregnacja. Nie działa ona zbyt długo, widać wyraźnie, że szybko się wykrusza przy zginaniu materiału. Ty masz kurtkę z zupełnie innego materiału. Nie wiem jakiego, ale na pewno nie jest to G1000, bo nawet producent, a tym bardziej sprzedawcy, nie twierdzą, iż zapewnia on pełną wodoodporność kurtki.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Witaj, Barnabo.
Nie od razu zwróciłem uwagę na Twoją propozycję kupna kurtki M65, dopiero jakiś tydzień temu kliknąłem w google „M65”, no i zobaczyłem kurtkę naprawdę ładną, taką, którą kupiłbym gdybym wiedział o jej istnieniu nim dowiedziałem się o Fjallraven. Po poznaniu jej wyglądu przypomniałem sobie o kurtce, którą z miesiąc temu kolega chciał mi dać, „jeśli ci się przyda, bo u mnie miejsce tylko zajmuje”. Czy on ma M65? – pomyślałem. Już na drugi dzień kurtkę miałem u siebie. Na jednym z forów dowiedziałem się o kulcie, jakim jest otaczana oryginalna taka kurtka, wielce wtajemniczeni mówią o niej „kontraktowa” podając szereg cech rozpoznawczych tej „prawdziwej”, amerykańskiej. Sprawdziłem wszystkie: wielocyfrowy numer zlecenia, czyli tego kontraktu, wszywka „made in USA”, natowskie rozmiary i zwykłe, cywilne, podane w calach, Alpha - nazwa firmy wybita na suwaku zamka. Wszystko się zgadzało. Miałem oryginalną kurtkę M65 w dobrym stanie za darmochę. Dzisiaj zapytałem kolegę, czy wie, co mi dał.
-A co miałem dać? – zapytał.
-M65, amerykańską kurtkę wojskową. Dostałeś ją będąc u córki? – zapytałem wiedząc, iż kolega ma rodzinę w USA.
-A skąd! W Wolsztynie kupiłem. Oni wysyłali do Ameryki, na cały świat wysyłali, a teraz rozpieprzyli firmę! – kolega chyba był w jakiś sposób związany z tą szwalnią…
I to byłoby na tyle w kwestii oryginalności produktów.
Jak mi się widzi sama kurtka? Podoba się i już. Krój taki, jaki lubię, to znaczy prosty, bez bajerów i kolorowych ciapek, nieco dłuższa, z podszewką i odpinanym ociepleniem. Tylko te rzepy nie pasują mi, wolałbym same zatrzaski, które mają jakąś specjalną nazwę, ale jej nie pamiętam. Jest przynajmniej dwa, raczej więcej razy cięższa od Greenland Fjallraven. Materiał wierzchni bardzo podobny, także składem. G1000 jest jakby bardziej gładki, także precyzyjniejszy, równiejszy w tkaniu. Natomiast kaptur kurtki jest kiepski, taki… pomocniczy. Tutaj szwedzka kurtka bije amerykańską na głowę.
Dzisiaj wyprałem ją, w niedzielę ubiorę ją na wędrówkę po Kaczawskich, zrobię jej test krzewu różanego, ale wydaje mi się, że bez względu na jego wynik będziemy kumplami.
A Tobie, Barnabo, dziękuję za wspomnienie o tej kurtce, dzięki Tobie mam ją:)
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
heh, cieszę się że pomogłem. Amerykanie mają jeszcze parę fajnych wynalazków- na zimę ECWS polecam, mówiąc o budżetowych rozwiązaniach. Bo handlowo to polecam puch, a sobie futra szukam ale to też już inne przedziały.
Tak czy owak, wiernie śledzę wątek w kwestii dalszych losów Greenlanda.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Cześć, Barnabo:)
Reklamację wysłałem do sprzedawcy, firmy Hunt Fish, odpisali mi szybko informując o odesłaniu sprawy do polskiego przedstawiciela firmy Fjallraven, firmy HBMM, oraz o spodziewanym czasie odpowiedzi parę dni. Po tygodniu wysłałem do tej firmy zapytanie, czy przekazano im moją reklamację. Nie odpowiedzieli, więc ponownie zwróciłem się do Hunt Fish. Ta firma znowu odpowiedziała szybko, rzeczowo i wyczerpująco: HBMM otrzymał moją reklamację, sprawę wysłał do Szwecji. Mija trzeci tydzień od wysłania pierwszego pisma.
No i tak to trwa.
Uwaga o firmach: w Hunt Fish kupowałem kilka rzeczy, od tamtej pory uważam, że to porządna firma, fachowo prowadzona. Tej drugiej nie znam, nie znam się też na biznesie, ale jako laik z biznesowych zwyczajach myślę, że na skierowane do firmy rzeczowe zapytanie odpowiada się. Napisanie jednego zdania nie trwa długo, tym bardziej, że nie trzeba biec na pocztę i kleić znaczków.
Ale to tylko moje zdanie.
Wczoraj, w niedzielę, byłem w górach ubrany w M65. Garść uwag.
Kurtka jest tak samo odporna na deszcz, jak i Greenland, czyli prawie wcale, ale na kolce wykazuje pełną odporność. Tak, zrobiłem jej „różany” test, który zdała dobrze. Kilka razy specjalnie ocierałem się o gałęzie róż i czując zaczepienie, szedłem dalej. Na materiale nie zauważyłem uszkodzeń, mimo iż w paru przypadkach siedziały w nim wbite ostrzem i urwane kolce. Oglądałem też gałęzie, widziałem na nich wiele śladów wyrwanych kolców.
Ten materiał jest podobny składem do G1000, ale jest po prostu grubszy. Z kurtki M65 jestem zadowolony.
Tak przy okazji: gęsto tkane mieszanki bawełny i włókien sztucznych stosowane są w wielu wyrobach, ale chyba tylko Fjallraven robi z tego wielkie halo pod nazwą G1000.
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Cytat:
Zamieszczone przez
Krzysztof Gdula
...
Reklamację wysłałem do sprzedawcy, firmy Hunt Fish, odpisali mi szybko informując o odesłaniu sprawy do polskiego przedstawiciela firmy Fjallraven, firmy HBMM, oraz o spodziewanym czasie odpowiedzi parę dni. Po tygodniu wysłałem do tej firmy zapytanie, czy przekazano im moją reklamację. Nie odpowiedzieli, więc ponownie zwróciłem się do Hunt Fish. Ta firma znowu odpowiedziała szybko, rzeczowo i wyczerpująco: HBMM otrzymał moją reklamację, sprawę wysłał do Szwecji. Mija trzeci tydzień od wysłania pierwszego pisma.
No i tak to trwa.
Uwaga o firmach: w Hunt Fish kupowałem kilka rzeczy, od tamtej pory uważam, że to porządna firma, fachowo prowadzona. Tej drugiej nie znam, nie znam się też na biznesie, ale jako laik z biznesowych zwyczajach myślę, że na skierowane do firmy rzeczowe zapytanie odpowiada się. Napisanie jednego zdania nie trwa długo, tym bardziej, że nie trzeba biec na pocztę i kleić znaczków.
Ale to tylko moje zdanie.
(...)
Konsekwencją nie udzielenia klientowi odpowiedzi na reklamację w terminie 14 dni od daty jej wpływu do firmy jest jej uznanie z mocy obowiązującego prawa. Dotyczy to sytuacji tzw. niezgodności towaru z umową i żądania jego naprawy lub wymiany na nowy.
Rzetelność firm i kompetencje osób w nich zatrudnionych to temat rzeka, ja np. spotkałem się z totalnym ignoranctwem ze strony sprzedawcy internetowego tj. firmy 8a.pl, w której skuszony promocją zakupiłem atrakcyjny z pozoru towar. Schody zaczęły się dopiero gdy okazało się, że to bubel ale zdaniem sklepu, towar uległ naturalnemu zużyciu oraz został uszkodzony z winy użytkownika. Chodziło o szelki do plecaka, które po 12 dniach użytkowania zaczęły się pruć wzdłuż szyć po ich wewnętrznej stronie i każda w tym samym miejscu. Drugi raz już na pewno tego błędu nie popełnię i już nic nie kupię w firmie 8a.pl! Dopiero interwencja u bezpośredniego importera przyniosła pożądany skutek i wymieniono mi szelki na nowe, które używane są już znacznie dłużej i nie wykazują w tym miejscu żadnego "naturalnego zużycia". Kiedyś, jak znajdę chwilkę czasu to ładnie to wszystko opiszę, zamieszczę odpowiedź sklepu i zdjęcia - będzie się z czego pośmiać :)
-
Odp: O lisku chytrusku, czyli o zakupie pewnej kurtki
Witaj, sir Bazylu.
Uważam, że powinieneś poświęcić trochę czasu i napisać o swoich przygodach – chociażby po to, aby przestrzec innych przed firmą. Taki był mój główny cel napisania tekstu.
14 dni i automatycznie uznawana reklamacja? Hmm, a jeśli nie zechcą, to co? Do sądu? Szkoda czasu. Poza tym mnie nie chodzi o naprawę rękawa, a to zapewne zaoferuje mi firma, mnie chodzi o zwrot pieniędzy, ponieważ sprzedano mi coś, co parametrami zasadniczo różni się od opisów, także tych firmowych.
Przypomniałeś mi czytaną na jakimś górskich forum historię reklamacji drogich, markowych butów, które po paru miesiącach starły się na przedzie zupełnie. Też odmawiano uznania tłumacząc decyzję naturalnym zużyciem butów. Swoją drogą trzeba mieć albo tupet, albo znaczne braki w umiejętności logicznego myślenia, aby w takiej sytuacji tak tłumaczyć odmowę uznania reklamacji.
Dziękuję za komentarz.