Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Długi trafnie napisał, że zachód słońca oglądałam z Bani, przecież to pierwsza górka od Przeł.Szklarskiej. Haha, flaga ta już była, gdy przyszłam. Widziałam skrzynkę, podejrzewałam, że tam się ludzie wpisują ale jakoś nie poczułam potrzeby by tam zerkać mimo że troche się poleniwiłam na szczycie :)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
joorg
Sławek byki (grożniejsze niż wilki) to w Polanach Surowicznych, a Jimi z Przełęczny Szklarskiej miała jeszcze kawałek drogi tam.Myślę ,że Ona tam nie szła , szła chyba na Jasiel,ale dowiemy się chyba w następnych opisach. Na Bani ;)( Szklarskiej) jak dotąd też nie widzę żeby była.
Co do byków to było to gdybanie, czy Jimi pociągnie z Bani ( ;-) ) na trasę kurierską czy na węgierską.
A czy nie była na Bani?:
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
Przeszłam wtem przez asfalt i zaraz za nim padłam. Stwierdziłam, że wejdę jeszcze chociaż na ostatnią górkę i nań rozłożę namiot. Ciężko było wstać. Woda mi się już kończyła. Na szczęście zaraz doszłam do wybornego potoku, więc uzupełniłam zapasy. Wody piłam dziś dużo. No to - komu w drogę, temu w górę!
Znasz teren - nie muszę Ci tych zdań na mapie rozrysować :-)
Ale mnie ciekawi inny fragment:
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
...Zeszłam do drogi i próbowałam iść dalej w miarę prosto. Pokrzywy do pasa zmusiły mnie do wycofania i wybrania bardziej dogodnej ścieżki. Przeszłam wzdłuż domków letniskowych, później zobaczyłąm że pokrzywy do pasa jednak nie dadzą mi za wygraną. Barszczy też wcale nie brakowało, jednak na pierwszy rzut oka dopatrzyłam się odmiany zwyczajnej...
Nie mogłem skojarzyć, którędy szłaś, aż wreszcie pomogły zdjęcia lotnicze. Cóż Cię dziewczyno podkusiło, by przez te chaszcze się pchać, jak mogłaś nadłożyć 200-300m drogą?
Wiem, wiem - wyrypa :-)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
joorg
Na Bani ;)...... nie widzę żeby była
To był żart :)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
joorg
To był żart :)
Dobry żart tynfa wart.
jeszcze nie widziałem "Jimi na bani"
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
jeszcze nie widziałem "Jimi na bani"
To jednak miałem rację ,że nie była na Bani...;)
ps. ale dlaczego nie pisze co dalej ...czyżby jednak była na Bani ? i teraz nie wie i nie pamięta co dalej ;) i nawet nie zrobiła zdjęcia rozwalającego się "trangula"
ps.2 z tą Banią... Szklarską ,zawsze były i są powiązane żarty :smile:
sory Jimi za moje tu wstawki
7 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Na kuchence gazowej ugotowałam makaron z serem, wspaniała była to uczta. Zwinąwszy się w śpiworze, przy świetle czołówki tradycyjnie przeglądnęłam na mapie trasę dnia minionego. Rano obudziłam się wyspana i dość połamana.
Załącznik 38050
Minęłam kapliczkę znaną między innymi z Wina Truskawkowego. Na horyzoncie pięknie rysowała się góra, na którą jako pierwszą miałąm dziś wchodzić. Tak, jak pisałam wcześniej -stad wyglądała ona już całkiem blisko. Teraz tylko podejść pieszo ku niej, wejść na azymut i dalej już skoczyć na szlak graniczny ku Jasielowi. Plan wydaje się banalny, prawda?
Załącznik 38051
Pogoda dopisywała. Zeszłam do Jaślisk. W sklepie zrobiłam małe zaopatrzenie. Pan w kolejce przede mną kupił los na lotka, ogłaszając, że jest kumulacja 30 mln. Kupiłam więc i ja myśląc - kto wie, może właśnie w moje urodziny los w Jaśliskach się do mnie uśmiechnie? Idąc dalej, po drodze uśmiechnęłam się do starszych pań, z którymi zamieniłam dwa słowa. Minęłam uroczą wioskę i za nią usiadłam, by sporzyć zakupione śniadanie.
Załącznik 38052
Podreptałam wesoło dalej. Ujrzałam otwartą kapliczkę, zaglądnęłam, pomodliłam się i wpisałam do księgi z intencjami. Niektóre intencje wywołały u mnie uśmiech, inne skłoniły do refleksji. Ot taki refleksyjny dzień.
Załącznik 38053 Załącznik 38054 Załącznik 38055
Udałam się do Lipowca i zaczęłam szukać ścieżki, jaką żartobliwie wyznaczył mi niejaki Bazyl. Chciałam tutaj wspomnieć, że dotychczas starałam się poruszać trasą zaplanowaną mi przez jegomościa. Zmieniłam jedynie miejsce noclegowe. Udałam się w jedną dróżkę, jednak nie wydawała mi się ona właściwą. Zostawiłam więc plecak i postanowiłam chwilę iść jeszcze drogą główną, by upewnić się czy oby dalej na pewno będzie ta, której szukam. Ścieżki nie znalazłam, jednak upewniłam się, że tamta oby na pewno nie jest tą, jaką miałam podążać. Cofnęłam się więc do plecaka i znów poszłam prosto. Za pomocą punktów orientacyjnych jakimi były krzyże przydrożne znałam dokładnie swoją lokalizację. Na mapie elegancka ścieżka ale gdzie do diabła jest ona w terenie? Około pół godziny zajęło mi to całe badanie właściwej drogi -gdyż grunt to znaleźć właściwą ścieżkę startową. Ta ma nawet dość wdzięczną nazwę, dlatego sądziłam, że będzie wyrazista. A gdzie tam! W końcu zdecydowałam się zejść z drogi ku polom. Ścieżka była właściwą, tylko jako taka trwała kilka metrów. Później oczywiście jej tor ciągnął się dalej, jednak z racji, że mamy początek lata -łąki mocno obrodziły i ścieżka nie była wcale szablonową ale przeprawą przez bujne pola, gdzie uważne oko wypatrzy tor ścieżki. Słońce mocno już rozlewało się po polach. Przeszedłszy w końcu łąkę zarządziłam małą przerwę. Jako, że teraz czekała mnie przeprawa przez las, nakremowałam się specyfikiem przeciwko kleszczom. Podczas tego wypadu moja trasa właściwie cały czas przebiegała przez miejsca bardzo kleszczopodatne. Dzięki dobremu preparatowi nie wbił mi się żaden, jednak pod koniec zarówno pierwszego jak i drugiego dnia dwa złapałam na gorącym uczynku. Raz jeszcze rzuciłam okiem w kierunku Jaślisk, dopatrzyłam się nawet swego miejsca noclegowego.
Załącznik 38056
Komu w drogę temu w górę!
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
(...)
Udałam się do Lipowca i zaczęłam szukać ścieżki, jaką żartobliwie wyznaczył mi niejaki Bazyl. Chciałam tutaj wspomnieć, że dotychczas starałam się poruszać trasą zaplanowaną mi przez jegomościa. Zmieniłam jedynie miejsce noclegowe. Udałam się w jedną dróżkę, jednak nie wydawała mi się ona właściwą. Zostawiłam więc plecak i postanowiłam chwilę iść jeszcze drogą główną, by upewnić się czy oby dalej na pewno będzie ta, której szukam. Ścieżki nie znalazłam, jednak upewniłam się, że tamta oby na pewno nie jest tą, jaką miałam podążać. Cofnęłam się więc do plecaka i znów poszłam prosto. Za pomocą punktów orientacyjnych jakimi były krzyże przydrożne znałam dokładnie swoją lokalizację. Na mapie elegancka ścieżka ale gdzie do diabła jest ona w terenie? Około pół godziny zajęło mi to całe badanie właściwej drogi -gdyż grunt to znaleźć właściwą ścieżkę startową. (...)
He, he, to mi się pewnie oberwie na spotkaniu :)
Obserwuję Twoją trasę i tak jak napisałaś, oprócz miejsca noclegowego wszystko się zgadza (ja proponowałem Jimi przejście z Bani Szklarskiej przez płytkie siodło na Pańską Górę i tam nocleg). O tym fragmencie z Lipowca też Ci wspominałem i przestrzegałem, że jak się nie da wbić do lasu przez łąki to najlepiej podejść dalej i żółtym szlakiem kontynuować wędrówkę. Ja tam szedłem dość dawno temu ale też przez te łąki na krechę i później halsując lasem trafiłem na właściwą ścieżkę doprowadzającą do szczytu Wozowej. Czekam niecierpliwie na dalszy ciąg zmagań z beskidzką dżunglą :)
1 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
"Na kuchence gazowej ugotowałam makaron z serem, wspaniała była to uczta"- napisała Jimi.
Ja to się głodu boję bardziej niż niedzwiedzi:
Załącznik 38058
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Partyzant... Tobie to bardziej chce się pić... widzę...;)
6 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Szło się bardzo sympatycznie. Ścieżka wyrazista, momentami zakrzaczona, lub trzeba było obejść ją bokiem ze względu na przewalone drzewo, jednak zgubić się nie było sposobu. Bez problemu doszłam na gorę Garbki.
Załącznik 38120
Poniżej jej, w zasadzie przy rozpoczęciu podchodzenia na Kamień, czyli zmierzaniu ku żółtemu szlaku, zaczęło pojawiać się wiele ścieżek, wiele rozjazdów. Tu już nie przejmowałam się tym, by trzymać się jakiejś konkretnej, w zasadzie ścieżki zmieniałam co chwilę w zależności od tego, która była bardziej przetarta. Szłam przecież ku górze, a to już znaczy dobrze, po lewej był wysoki jar, więc wiadomo, że nie nim droga. Byle do góry. Po jakiś 15 minutach dotarłam do żółtego szlaku. Stwierdziłam, że jestem godzinę przed planowanym czasem, a nie chciałam za szybko być na Jasielu, wymyśliłam sobie zadanie -znaleźć trzy zaznaczone na mapie kamieniołomy na górze Kamień. Idąc szlakiem po chwili znalazłam się przy pierwszym. Hurrra, jakie fajne skały. Zostawiłam plecak na górze i zeszłam na sam dół, przyglądając się prawie wszystkim większym kamieniom. Potem rozpoczęłam całkiem niezłą wspinaczkę, momentami nie była wcale taka łatwa. Zabawa w tym kamieniołomie zajęła mi pół godziny.
Załącznik 38121 Załącznik 38122 Załącznik 38123
Już nawet nie sprawdzając mapy, zostawiając dalej plecak udałam się ku szczytowi i do kolejnego kamieniołomu. Na szczycie punkt papieżowy oraz całkiem niezła sterta kamieni.
Załącznik 38124 Załącznik 38125
Drugie miejsce kamieniołomu już mniej fajne niż poprzednio. Ogólnie rzecz biorąc, bardzo spodobała mi się ta górka. Spędziłam jednak na niej więcej niż planowaną godzinę. W zasadzie to trzy godziny, jednak ten fragment pominę. Dodam tylko, że przez ten czas zmęczyłam się bardzo -fizycznie także, nogi mi już odpadały, jednak zdecydowanie większe było zmęczenie psychiczne. Plan o dzisiejszym Jasielu dawno już poszedł w zapomnienie.