Pokaż wyniki od 1 do 10 z 130

Wątek: Z pamiętnika niedzielnego turysty

Widok wątkowy

  1. #11
    Forumowicz Roku 2015
    Debiutant Roku 2013
    Awatar Jimi
    Na forum od
    03.2010
    Rodem z
    Rzesza
    Postów
    1,439

    Domyślnie Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty

    Beskid Niski sercu bliski
    ...czyli chaszczem się sztachnąć!

    4/7 czerwca 2015

    http://wadera55.republika.pl/niski_c...015/niski.html

    Chwilę zastanawiałam się, czy opisywać tę węrówkę. Jednak z racji, że czasem lubię cofnąć się w czasie i poczytać swoje wspomnienia, postanowiłam i te utrwalić. Dawno nic nie opisywałam ale to nie znaczy zupełnie, że wędrówek nie było. Wręcz przeciwnie. Były albo krótkie albo w gronie znajomych, więc nie kwalifikowały się do owej serii opowiadań. W międzyczasie zapoczątkowałam nowy kolejny etap, czyli biwakowanie zimą w górach, które stanowić miało jedynie trening przed następnymi zimowymi planami. W zasadzie w pierwszy dzień nowego roku obudziłam się na najwyższej górze polskich Bieszczadów, co stwierdziłam, że jest dobrym rokowaniem na ten rok. Były systematyczne wędrówki po bezdrożach Karpat Ukraińskich. Teraz nadszedł czas, by spakować swój 28 już letni namiot, który podarował mi pewien wspaniały podróżnik i na swoje 28 letnie urodziny udać się na kilkudniową wędrówkę po Beskidzie Niskim.

    W Boże Ciało dojechałam autobusem do Krosna. Przespałam dworzec końcowy, lekko zaskoczyłam kierowcę gdy przemówiłam doń z szeluści autobusu, gdy ten zajeżdżał na zajednię w Krośnie. Podreptałam na znaną mi już obwodnicę. Stąd sprawnie złapałam stopa do Nowej Wsi. W planach była Cergowa. Przeszłam przez most i planowałam niebieskim, potem żółtym szlakiem wejść na szczyt. Udałam się wzdłuż rzeki Jasiołki niewielką ścieżką. Pod koniec była trochę zarośnięta ale przebrnęłam dalej. Doszłam do dużej stokówki. Był potoczek, tak jak na mapie. Tu zjadłam pierwszy posiłek tego dnia.

    01.jpg

    Szlaku nie widziałam, więc ustaliłam azymut. Stokówka szła w kierunku północnym, ja zaś miałam iść na wschód. Trzeba było ją opuścić. Idąc lasem zobaczyłam, że moje zbocze schodzi po prawej do jakiegoś jaru. Skoro jest jar - to musi być potok! Pewnie ten właściwy, wzdłuż którego idzie szlak. Zeszłam do jaru, wdrapałam się na jego drugie zbocze. Dotarłam pięknie do szlaku. Gdzie ten szlak w Nowej Wsi się zaczyna i wchodzi do lasu?! Oj ciężko było to przewidzieć, od samego mostu żadnych zupełnie oznakowań, potem szłam jedyną możliwą ścieżką też bez oznakowań. Raczej na wyczucie trzeba wejść w las, teraz już domyślam się gdzie powinnam. Nawet się zastanawiałam nad tym punktem, nawet się do tego przymierzałam, jednak pokrzywy do pasa dzielące łąkę od lasu -nie zachęciły mnie do tego. Jeżeli ktoś chce wejść w las niebieskim po jakiejś ścieżce -niech zapomni o swoich fantazjach. Dziś tylko uśmiecham się, gdyż te wtedy trawki były niczym w porównaniu z tym co czekało mnie następnymi dniami. Tak więc po 15 minutach chodzenia po lesie na azymut znalazłam się idealnie na szlaku. Niebawem dotarłam do Złotej Studzienki. Stąd znów poszłam pierwszą lepszą stokówką na azymut myśląc że idę żółtą ścieżką. W rzeczywistości żółta szła równolegle ale zaczynała się gdzieś za studzienką. Po 10 minutach doszłam do szlaku. Stąd jak z łuku strzelił, prosto na Cergową. Na szczycie spotkałam turystów a później gdy zostałam sama posłyszałam jakiś okrzyk. Oglądam się, nikogo nie ma -czy ja mam przesłyszenia? Po chwili znów. Oglądam krzaki za zboczem -pusto. Za trzecim razem zorientowałam się, że te nawoływania dochodzą... z góry. Wesoły człowiek szybował na paralotni. Jak wiadomo, na szczycie Cergowej jest las, więc nie wypatrzyłam go za pierwszym razem, gdyż był nad drzewami. A to ci psikus! Potem chwilę szlakiem do jaskiń. Jakież to było piękne miejsce! Zostawiłam plecak i pobiegłam do skałek, wchodząc na większość i oglądając z każdej strony. Ileż jam tam było! Znalazłam nawet jaskinię. Okolica przecudna, jakby w tym miejscu poruszyła się ziemia. Pamiętam, podobne wrażenie miałam na pięknym osuwisku w lesie w Bieszczadach, które też opisywałam. Po dłuższej chwili wróciłam do plecaka. Podążyłam jeszcze chwilę szlakiem, jednak zerkając co chwilę na mapę i kompas w ustaleniu pozycji, z której miałam odbić ze szlaku. W międzyczasie zarysował mi się piękny widok na Pietrosa, zwanego w Niskim - Piotrusiem. Jeszcze chwilę szłam szlakiem aż zniecierpliwołam się tym szukaniem odbicia, więc wymyśliłam swoje. Na azymut, przez krzaki. Pełno krzaków jeżyn i malinisk, oczywiście ścieżki brak.

    02.jpg

    Ale na co mi ścieżka jeśli mam azymut. Doszłam do fajowego zbiegnięcia się trzech jarów w jednym punkcie. Mizerne zdjęcie przedstawia tylko kawałek jednego.

    03.jpg

    Oczywiście potok. W górę i znów do jaru. I znów pod górę. Tak szłam i szłam. Krzaki coraz większe. Drzewa coraz niższe. Czasem napotykałam ściany niskich drzewek iglastych, które w parze z krzakami już zupełnie zagrodziły mi drogę. Nie lada wyzwaniem było wydostać się z tego labiryntu! Ostatni raz taki na prawdę solidny chaszczing zaserwowałam sobie na Roztoczu, co też opisywałam. Tylko, że wtedy było gorzej, bo miałam z sobą rower :) Nie ukrywam, że trochę się już zezłościłam, gdyż idąc i idąc nie mogłam się wydostać, zaś każde podchodzenie do "skraju" okazywało się skrajem złudnym, gdyż dalej było to samo. W końcu stwierdziłam jedno -co by nie stanęło mi na drodze, nie ważne, muszę iść zgodnie z azymutem, gdyż tylko w ten sposób wydostanę się z tej mordęgi. Idąc na pałę przed siebie po dość krótkim czasie wyszłam do miejsca planowanego! A jeżeli już chcemy być drobnostkowi, to wyszłam z lasu ok. 80-100 metrów dalej niż planowałam to sobie w domku w Rzeszowie. Tylko, że w domku obstawiałam, że będę szła ścieżką zaznaczoną na mapie. Idąc dobrą godzinę po niezłym leśnym labiryncie, taki wynik uważam za bardzo dobry. Przecież mogłam wyjść zupełnie gdzie indziej -bo tak na prawdę to Bóg jeden wie, którędy ja właściwie szłam! Czasem chciałabym by mi ktoś wyrysował dokładnie trasę i slalomy którędy chodzę, nawet są urządzenia do tego służące, jednak używanie takowych wynalazków odebrałoby mi w zupełności całą frajdę i sens moich wędrówek, gdyż ważnym elementem ich jest adrenalina, która wytwarza się np. w momencie totalnego wkurzenia gdy chodzę i chodzę i sama siebie pytam -gdzie ja u licha właściwie jestem i czy tak na prawdę dobrze idę? Giepees odpowiedziałby mi na owo pytanie a to oznaczałoby koniec zabawy.

    04.jpg 05.jpg 06.jpg

    Tak więc wyszłam na niesamowicie piękne i bezkresne łąki Beskidu Niskiego. Aż do następnego dnia nie padną żadne nazwy, by zmusić czytelnika do zabawy z mapą. Jednak z kompasem nie rozstawałam się w ogóle i wytyczałam kolejne azymuty lub opisywałam otaczające mnie panoramy. Była już połowa dnia a dopiero 1/3 planowanej trasy przebytej. Zbyt wiele czasu i energii zajęło mi krążenie po labirytnach góry Cergowej i sama zabawa na niej. Jednak cel tej wędrówki miałam dość jasno określony - miała to być po prostu wyrypa i jutro wieczorem planowałam być na ... Jasielu, do którego miałam dotrzeć z okolic Dukli pieszo górami w 2 dni. Praktycznie nigdy nie ustalam sobie punktu docelowego, punktu noclegowego itp -przecież mam namiot. Jednak tym razem zrobiłam wyjątek. Ustanowaiłam cel. Jasiel. Dlatego, że jutro wypadały mi urodziny i chciałam być wtedy w tym miejscu. Od 8 lat nie obchodziłam tego dnia, nawet uwagi nań nie zwracałam. Dlaczego więc teraz nagle mi się odmieniło? Nie wiem :)

    Było bosko. Godzina chyba około 15, czyli późno. Słońce wysoko dawało we znaki. Od tej pory szłam już tylko otwartym terenem. Zanurzyłam się w wysokich, kolorowych łąkach. Schodząc w dół, a w zasadzie wynurzając się zza zakrętu za zagajnikiem, nagle ujrzałam idącą pod górę parę zakochanych nastolatków. Przywitali się. Dziewczyna minąwszy mnie, zaśmiała się sympatycznie do chłopaka, jakby chciała mu przez to powiedzieć - "a zapewniałeś, że będziemy tutaj sami!". Któż mógł bowiem spodziewać się, że nagle zza drzew wyłoni się Jimi. Jak to kolega w Przybyszowie określił -Jimi zawsze pojawia się z Marsa (czyli ni stąd, ni zowąd). Gdy po chwili obejrzałam się - kochanków już nie było na horyzoncie. Pewnie zatonęli w morzu traw. Zeszłam w końcu do sympatycznej drogi.

    07.jpg

    Jednak moja droga nie szła nią ale przecinała i znów miałam wspinać się pod górę. Napełniłam zapasy wody. Wchodziłam coraz wyżej a piękne widoki nie ustępowały.

    08.jpg 09.jpg

    Weszłam na przepiękny szczyt. Zjadłam obiad z widokiem na Pietrosa. Ruszyłam dalej. Nagle dopadło mnie dziwne osłabienie, gardło lekko pobolewało. Ot słoneczny dzień, czasem zerwał się wiatr. Będąc zgrzanym łatwo wtedy o przeziębienie. Tylko nie to! Wynalazłam w apteczce aspirynę i witaminę C. Góra schodziła w dół po to, bym za chwilę wchodziła na kolejną. Potem znów w dół i znów następna góra. W ten sposób wchodziłam i schodziłam na 4 szczyty, których wysokości oscylowały na poziomie przekraczającym 600 metrów.

    10.jpg

    Ot taka wędrówka po Beskidzie Niskim -góry są niewysokie, jednak na trasie do pokonania było ich wiele. Gdy weszłam na ostatnią na tym odcinku, szyfrując panoramę niemało się załamałam - pierwszy szczyt na który miałam jutro wchodzić, był masakrycznie daleko, w zasadzie na samym horyzoncie! O wiele dalej, niż teraz po całym dniu marszu, za moimi plecami była Cergowa. A to miała tylko moja pierwsza górka, dalej za nią cały dzień marszu! Zeszłam w końcu do asfaltu. Tutaj się zawahałam -czy podjechać kilka kilometrów autostopem do Jaślisk, by jutro sprawnie rozpocząć długą wędrówkę? Wtem przypomniałam sobie cel owego wyjazdu - to miała być wyrypa! Nie ma zlituj się. Przeszłam wtem przez asfalt i zaraz za nim padłam. Stwierdziłam, że wejdę jeszcze chociaż na ostatnią górkę i nań rozłożę namiot. Ciężko było wstać. Woda mi się już kończyła. Na szczęście zaraz doszłam do wybornego potoku, więc uzupełniłam zapasy. Wody piłam dziś dużo. No to - komu w drogę, temu w górę!
    Ostatnio edytowane przez Jimi ; 17-06-2015 o 00:43
    "Wędrujemy zarośniętą dzikim zielskiem drogą..." W.P.

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. IV Płomień Pamięci
    Przez joorg w dziale Turystyka nie-bieszczadzka
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 04-04-2009, 00:10
  2. Pamięci Przyjaciela.
    Przez WUKA w dziale Poezja i proza Bieszczadu...
    Odpowiedzi: 8
    Ostatni post / autor: 14-01-2009, 19:29
  3. Kto pamięta?
    Przez WUKA w dziale Oftopik
    Odpowiedzi: 24
    Ostatni post / autor: 12-09-2007, 22:37
  4. Pamiątki
    Przez Ajgor w dziale Zakwaterowanie i usługi
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 07-09-2006, 10:32

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •