-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Chciałabym tak pięknie jak Ty opsiywać świat. To jak być w krainie Alicji, Czarownika z Oz a jednocześnie być tu i teraz. Czarem jest, kiedy ludzie z własnej nieprzymuszonej woli gromadzą się wokół ognia, gitary, teleskopu, jedzenia i zwykłej rozmowy, poczucia bliskości. Wszystko inne jest nieistotne. Do zobaczenia!
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Wiolu.
Słowa Twe miłe są dla mnie. Dziękuję.
Ale prawda jest mroczna.Cytuje moją kol. małżonkę.:oops:
Serdeczności.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Ożeż w mordę jeża... nie zakończyłem jednej a jużem chciał zacząć nową. Kończę więc to "listopadowe" szybko jak się da bo i tak... był to dzień mojego (i większości) wyjazdu. Szybkie pożegnanie z uczestnikami "już na chodzie" i czas w drogę powrotną. Szybko zleciało, bo też miało tak zlecieć. Cieszę się, że sporo ludzi poznałem i radość z krótkiego pobytu w Bieszczadach.
Następny przyjazd też był jakiś inny niż te moje wcześniejsze. Ale to już w następnych częściach.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Poźno zapadła decyzja o wypadzie w Bieszczady w pierwszą długą majówkę. Od razu też było założenie by pokazać maksymalnie dużo Bieszczad młodemu człowiekowi, ale tak umiejętnie by dynamicznie można było reagować na jego sugestie. Tym razem nie miałem żadnego wcześniejszego planu, jak to ja mam w swoim zwyczaju robić. Musiałem szybko kombinować nocleg, na Forum już były sygnały o jego brakach. Pierwsza decyzja by baza wypadowa była w Ustrzykach Górnych jako miejscowości tej najbardziej ziejącą turystyką. Była też z premedytacją wybrana by móc wejść wzrokowo w kontakt z ludźmi, którzy tutaj jadą połazić po górach a nie szlifować asfalt i chodniki od jednego końca miejscowości do drugiej, co widać coraz częściej w Bieszczadach. Wytypowałem na pierwszy ogień Zajazd pod Caryńską, bo też chciałem zobaczyć od środka jak to jest w nim być. Pierwszy telefon i... trafiony-zatopiony, co prawda dwójka a chciałem trójkę, ale będzie dostawka, będzie trochę taniej, ale... z pakietem majówkowym. Decyzja na tak była od razu, mail potwierdzający, zadatek przelewem, informacja o przyjeździe około 2 w nocy i... nocleg załatwiony. 1 maj 2013 środa. Gdzieś o pierwszej w nocy, a to już był 1 maj, na punkcie widokowym przed Żubraczem, nakazuję postój na siusiu i wyprostowanie krzyża. Cisza jak makiem zasiał, rozsypane na niebie gwiazdy, nocna panorama w poświacie połówki księżyca, tak jakby z lekka przysypany różem, a młody nie pozwala zgasić świateł w samochodzie by zobaczyć ciemność. Oki, oki daje ale tylko na chwilkę, bo... musi wszystko widzieć! :P Pod Zajazd dojeżdżamy o 2 w nocy, Sebastian i Jacek czekają, dają nam... karty magnetyczne do drzwi i światła w pokoju. Padamy spać o 2.40 przecież rano trzeba wcześnie wstać, mamy proszone śniadanie w Nasicznem. Zasypiam w sekundę, budzik w komórce budzi mnie o 7.00. Cdn...
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Przykładnie wstajemy i kolejno się szykujemy. Mamy problem z zamknięciem drzwi balkonowych, które opierają się naszemu intelektowi i aż dwa razy szef Zajazdu p. Leszek daje nam instrukcję ich zamykania... klamka na 11, mocno do siebie i zamykamy zamek. Śniadanie (jest od 8 do 9.30) w postaci "szwedzkiego stołu" zaczynamy punktualnie i zaraz jedziemy do mavo. To 12 kilometrów tylko. Czeka na nas z kolegą swoim i jak zapowiadał.... czeka ze śniadaniem. Jemy więc drugie śniadanie. Po jakiejś godzinie a może dłużej, żegnamy się i jedziemy dalej. Mavo też się zbiera do wyjazdu do domu. Kierujemy się do Zatwarnicy, robimy krótki postój w Chmielu by popatrzeć z góry na progi skalne na Sanie. W Zatwarnicy zostawiamy samochód i idziemy do Wodospadu na Hylatym. Po drodze idzie też kilka osób, ale czy pójdą dalej niż my? Po powrocie znowu w samochód, jedziemy w stronę Ustrzyk Dolnych, ale w pewnym momencie Ewę i młodego namawiam do skrętu w wąską drogę na Lipie. W wiosce sporo ogłoszeń o wolnych pokojach a ja wskazuję kierunek na Bystre by zobaczyć jedną z najpiękniejszych, według mnie, cerkwi w Bieszczadach. Jest już kilka samochodów i trochę ludzi, chodzą wokół cerkwi, jest też tablica informacyjna o remoncie, a na drzwiach wejściowych karteczka "Klucz do cerkwi jest obok w Galerii". Jak jest taka informacja to trzeba z niej skorzystać, bo wcześniej byłem tutaj dwa razy, ale nigdy w środku. W Galerii, jak później się przedstawiła, pani Marlena oświadczyła, że za parę minut przyjdzie z kluczem... i przyszła, i otworzyła, i trochę poopowiadała. Remont to duże słowo, to tylko naprawa, tak by cerkiew się całkiem nie zawaliła, bo co to jest 40 tysięcy dotacji? Przynajmniej krzyże stoją prosto na wieżach i został wzmocniony dach po wschodniej stronie, bo tam było najgorzej. Z zewnątrz piękna a od środka jeszcze piękniejsza a gdyby tak jeszcze ją wyposażyć? W środku sterta zabytkowego żelaztwa znaleziona w pobliżu, mała galeria obrazów męża p. Marleny. Dysponują w swojej 100 letniej chacie też noclegami. Są w Bieszczadach od 8 lat a przyjechali z centralnej Polski. Z naszego wejścia skorzystały skwapliwie pozostałe osoby, ale czy chociaż "coś" do puszki wrzucili wychodząc z cerkwi? Jest tam taka puszka na datki na remont tego zabytku.Wracamy przez Czarną i już witam się w baraku z p. Różą. Coś tam kupiliśmy, pogadaliśmy, ja nawet trochę dłużej i... do następnego razu. Kiedy teraz ten następny raz będzie? Po drodze do Ustrzyk Dolnych jest jeszcze tyle cerkwi, ale oglądamy je bez mała w locie, bo czas goni. Aż mnie korci by skręcić w boczną drogę i pojechać do Moczar... tak mi się tam kiedyś podobało, to tam widziałem kiedyś na łąkach dziesiątki młodych bocianów uczących się latać. A gdy się zbytnio zbliżyłem to poderwały się wszystkie do lotu... piękny był to widok no i ten ich szum skrzydeł.Szwendamy się po Ustrzykach, koło pustego bazaru jednak nas dopada... może cygarety?, może alkohol?, może ...? Lądujemy na lodach i kawie w pobliskiej kawiarni (takiej pod kopułką). Kurcze, dobre lody tam mają!Wracamy... jeszcze tylko Równia po drodze, tam też przecież piękna cerkiew. Jedziemy, chcemy zjeść obiadokolacjię i spokojnie zdążyć na koncert o 20 w Zajeździe.Cdn...
-
7 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
A koncert odbył się z lekkim opóźnieniem, przeto i być może więcej zjedzono i wypito piwa a i my nie omieszkaliśmy trochę popić. Zagrał zespół Lord & the Liar z Poznania i ich utwory, zwłaszcza gdzie dokładali akordeon, tak mi się podobały, że nie omieszkałem tego osobiście im powiedzieć, tym było łatwiej mi było bo siedzieliśmy w pierwszym rzędzie tzn. stole. Bitowego czadu (ale nie tego z Biesu) dał też zespół Larz Reller Band ze Stepów Akermańskich i nawet jedną piosenkę Czerwonych Gitar po polsku zaśpiewali. Odchodząc od muzyki, ale tak nie całkiem, wspomnę, że od rana wpada na nas manio... alby też my na niego. On zostaje, my też więc... rozmowy są krótkie, bo przecież jeszcze pogadamy. Nie wspomniałem o nim tak sobie, bo po tych afiszowych gwiazdach wieczoru zaczął i on stroić swoją gitarę. Manio dał czadu, ale już tego biesowego, czyli nastroił nas na bieszczadzki klimat! Po nim zagrał miejscowy gitarzysta, nie pomnę imienia, ale już go wcześniej na Czart Graniu słyszałem, i zagrał swój sztandarowy utwór o pędzącej kolejce po torach tutututututututututu... Jak już stukot ustał to zebraliśmy się na nocleg, była przecież już prawie północ. Ale myślę, że stukot tututututututu było grane pewnie do rana... ja w każdym razie sen miałem tej nocy twardy.cdn...
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Rano, jak się okazało, to Ewa z młodym pogadali wieczorem w kuluarach z zespołem z Ukrainy. Jacek nawet zerwał im plakat anonsujący koncert i dostali autografy od całego zespołu. Ja już po powrocie do domu poszperałem po necie i wyczaiłem ich utwory http://www.lastfm.pl/music/Lord+&+the+Liar/Vanity+Fair . Nie ukrywam, grają dla mnie coś innego, lubię taką mroczną, klubową muzykę, która działa na wyobraźnię. Są na dorobku i życzę im powodzenia! Jeden ich utwór Trent Road leci mi z kompa wkółko, teraz także. 02.05.2013 Ustrzyki G.Na dziś też objazdówka. Po śniadaniu jedziemy do Baligrodu i tam skręcamy na Stężnicę. Ewa chce odwiedzić swoich znajomych, którzy są właścicielami Natura Park. Ja mam przyjemność także ich poznać. Zostaliśmy przez nich oprowadzeni po włościach, które robią wrażenie rozmiaru inwestycyjnego i rozmiaru posiadania areału ziemi a i plany rozwojowe mają jeszcze, że fiufiu. No cóż... jak naocznie widziałem, ludzie nie muszą przyjeżdżać w Bieszczady by łazić cały czas po górach, ale wypocząć w inny sposób. Jednych ucieszy jazda konna, innych westernowe zajęcia, innych quady (obłożenie na 2-3 dni, a 140 zł za 1h), innych jazda po wertepach a tylko czasami można zrobić wypad do Czarciego Młyna bo blisko chociaż ostatnio przestano bo czasami... niedżwiedzie tam chodzą. Kurcze, niedźwiedzie stały się najlepszymi strażnikami. A propos Czarciego Młyna... gdy do niego szedłem, to przeprawiałem się przez brody, następnie przez potok i szukałem go... tak, tak, szukałem i to na oko. Teraz panie dziejku kochany droga, że 200 na godzinę można zap.......ć (cenz. własna) nawet przez brody a do Czarciego Młyna wskazuje stosowny drogowskaz... tak drogowskaz. Jeszcze nie ma tam mostka, ale czego nie robi się dla "turysty". Jak poprowadzą drogę do Grobu Hrabiny i zrobią tam parking a na Opołonku wieżę widokową (no bo każdy obywatel polski ma prawo przecież być na najdalszym południowym punkcie Polski, jak już był na plaży na Rozewiu) to chyba zwątpię. Derty... szacun, wiesz za co ;) Wróćmy do tych sławnych brodów na odcinku Stężnica - Górzanka... są, są ostały się, ale teraz są europejskie, zgodnie z wszelkimi normami (pstrąg przepłynie!). Gdzieś są moje zdjęcia z tymi starymi, w moich opisach a w następnym poście dam Wam już te nowe. Teraz chyba brody ostały się jeszcze na Osławie.... chyba się ostały. Mości turyści łazić jeszcze gdzie się da, łazić, łazić... niedługo Wojtek nigdzie w Bieszczadach nie nagra brata jak się skąpie w strumieniu bo wszędzie przejdzie suchą nogą lub podjedzie.Cdn...
-
6 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Teraz patrząc widzę, że to "zakapiorski szlak". Oki, koniec z tymi brodami. Jedziemy teraz do kościółka/cerkwi w Górzance i następnie lekki nawrót, później w prawo i jazda w górę po wertepach do Bereźnicy Wyżnej, do najpiękniej położonej, według mnie, wsi w Bieszczadach. Wcześniej na rozwidleniu, na punkcie widokowym robimy popas. Słonko praży, pić się chce, jeść też, ładne widoki, wspomnienia wracają... tutaj szedłem, tam też, tam dalej nie bo stała woda, tamtędy wracałem do Baligrodu gdy już zmierzch mnie łapał, tam dalej coś zrobiło koło łowieckie, jeszcze dalej postawili kamień ku pamięci leśnika, czy jeszcze coś ostało się po obelisku na cześć Kaczkowskiego, a tu już nowa super chatka się zbudowała, a może ostatni raz widziałem drogę z wertepami bo już niedługo będzie śliczny asfalt. Cisza wkoło...
"Słyszę, kędy się motyl kołysa na trawie, Kędy wąż ślizką piersią dotyka się zioła... W takiej ciszy tak ucho natężam ciekawie, Że słyszałbym głos z Litwy... Jedźmy, nikt nie woła!"
Zatrzymujemy się przy cerkwi, chodzimy po cmentarzu... jedne groby zanikają a już są nowe, te są mocniejsze i dłużej wytrzymają a może nie? Mnie ciągnie na grób, którego gdy tu byłem nie mogłem sobie obejrzć bo było koło niego trochę ludzi z jakimiś "nie naszymi" medalami i krzywo na mnie patrzyli a ja nie miałem wtedy ochoty na jakieś historyczne dysputy, bo bym może nie zdzierżył. Dla ciekawych... na zdjęciu ten grób jest a i historia związana z tym nazwiskiem jest dość ciekawa historycznie jak i też z tą wsią... warto poszperać w necie.
Cdn...
-
2 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Załącznik 31861Załącznik 31860
Zawsze mnie intrygował ten znak informujący o strefie nadgranicznej. Cisza wszędzie o nim. Czemu tutaj go postawiono a stoi już dawno a teraz na czyjejś parceli z nowym domkiem.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Teraz przez Hoczew do Leska. Łazimy trochę po mieście, ja kręcę co chwila kamerką... "eeee tyyyyyyy tutaj nie można kaaaaamerować eppp, eppp... mnie nie wolno kamerować... ep, ep... trzeba zapłacić ep, ep.... eeee tyyyy". Młody naciska by jechać do tych Szelców co mu obiecano a widać, że już go skręca na słodkie. Jedziemy za miasto, wolę to niż w samym mieście. Na miejscu, już chyba nie ma małego ZOO(?)... nie sprawdzam, za to folguję sobie obżarstwo, a co... mam dobre spalanie :P ciacho, 6 gałek lodów i cola. Lubię słodkości od Szelców tak jak lubię też od Bliklego, mają naprawdę dobre. Teraz mały skok do Kamienia Leskiego, na miejscu skałkarze ćwiczą. Jakieś dwie dekady temu szliśmy z kolegą zielonym szlakiem z Terki do Leska i ten zatrzymując się koło skały powiedział "rany ale fajna skała do wchodzenia i dziewicza jeszcze". Ewa z młodym wchodzi na szczyt, mi się nie chce, pilnuję bagażu całej trójki.
W Uherce skręcamy na Myczkowce, zwiedzamy park miniatur a nstępnie robimy spacer po tamie. W Solinie parkujemy, łazimy wśród straganów i wchodzimy na deptak na tamie. Szlifujemy ją w jedną i drugą stronę i zbieramy się bo młody zaś przypomina "a kiedy będzie ten sławny pstrąg?". Objeżdżamy Polańczyk aż do mola, trochę nawet lansujemy po trotuarze i... pryskamy z uzdrowiska na pstrąga do Terki.
Parkujemy pod Córką bo tam było 1 wolne miejsce i idziemy Pod Tołstę "halo, halo... proszę państwa, jak nie jecie u mnie to proszę zabrać samochód z mojego parkingu". Zabieramy i dalej robimy coś na wcisk. Pod Tołstą uderza mnie zaś jakaś zmiana... w mordę jeża, wszyscy z obsługi ubrani w czarne t-shirty z napisem UNITRA. Normalnie wyglądają jak jakaś ochrona. Dlaczego Unitra? Czy to własność CWS w Polańczyku? Koszmarnie to wygląda, no żeby jeszcze Pod Tołstą ale Unitra. To wyzwala we mnie czujność, zamawiamy pstrągi plus dodatki a ja bacznie obserwuję "ochronę". Ten "ochroniarz" od grilowania to już nie ten sam człowiek, który, gdy byłem ostatnio, serce wkładał w grilowanie pstrąga, teraz tylko przewraca i dosypuje węgla. Czy tutaj też pewna epoka się skończyła? Może miałem wtedy pełną d..ę (cenz. własna), ale to chyba już nie ten sam smak pstrąga co drzewiej bywało. Zrobiło się chłodno a i ciut deszczyk pokropił. Jedziemy asfaltową drogą do Dołżycy... wspominam jak kiedyś robiłem pętlę Terka - Krysowa zielonym szlakiem, dalej odbiłem w czarnym do bacówwki, brodem przez Wetlinę, Sine Wiry, w Polance w zielonej budce (mieszkał tam kiedyś człowiek i zrobił mi placki ziemniaczane z zieleniny jakiejś) i żadnej tam galerii nie było i parkingu też, i dalej z buta do Terki. Słabo? Zapraszam na taką pętelkę z buta! Tylko właśnie wtedy była jeszcze żółta żwirowa droga a nie asfalt! O kapliczka! tutaj wtedy odpoczywałem, teraz już odnowiona. Było już ciemno jak dochodziłem do sklepu na górce... rany jak wtedy smakuje zimny żywiec. To se ne wrati panie Havranek.
Myślimy już o powrocie do Zajazdu, jest 19.30 gdy mijamy mostek w Polance. Nie ma bata... zatrzymujemy się i z buta walimy do Sinych Wirów. Pusto, szaro, cicho i żadnych już ludzi, lekko tajemniczo, ooooooooo to lubię w Bieszczadach.
Warto było tam pójść bo miałem tam okazję coś zobaczyć czego przez tyle lat łażenia po Biesach nigdy nie widziałem. Dawkują mi to skropmnie po trochu, to żbika, to niedźwiedzia, to gniazdo zaskrońców, to wysyp żmij, to orła na odległość 7 metrów a teraz...
Cdn... :)
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Nie to, że nigdy w życiu tego nie widziałem, widziałem, ale nie w Bieszczadach. Zeszliśmy do Sinych Wirów i oczom naszym ukazały się zawody pstrągów(?) (z czerwonymi płetwami) w skokach wzwyż i zarazem w dal. To był zbiorowy pokaz całkiem sporych osobników od około 20 do sporo ponad 30 centymetrów, chociaż były też i mniejsze. Nie widzieliśmy czy udawało im się przedostać przez silny nurt i kaskady z kamieni by płynąć dalej, ale paru cwaniaczków zobaczyliśmy pod samymi nogami jak na kamieniu odpoczywały do następnego skoku. Jednemu postanowiłem pomóc, ale się z ręki wyśliznął... nie chciał? eee.... śliski był. Staliśmy i staliśmy bo widok był przedni. Nakręciłem też z tego konkursu film a tym cwaniaczkom spod moich nóg zrobiłem kilka zdjęć... Zorki 5 :P Nie chciałem używać flesza i nie wiem czy coś zobaczycie, ale potrenujcie oczy. Otaczająca szarość zaczynała się zmieniać w ciemność i skoczków postanowiliśmy pożegnać, chociaż zawody trwały dalej w naajlepsze. Niektórzy powiedzą phiiiii, ależ mi rewelacja?... dla nas była!Do Polanki doszliśmy jak już było ciemno. W samochód i teraz już prosto na obiadokolację do Zajazdu, później na dołku w Matragonie piwko i palulu. Następnego dnia wreszcie czas na większe użycie nóg. Cdn...
-
3 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Powiadasz, że skakały pstrągi z czerwonymi płetwami. To bardzo ciekawe.
Pozdrawiam !
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Mnie te "pstrągi" wyglądają na klenie w tarle ;)
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Znawcą nie jestem i dlatego dałem znak zapytania przy pstrągach aby sprowokować znawców do opinii. Widziałem pstrągi potokowe i tęczowe i one miały kropki a te ich nie posiadały. Napisałem o czerwonych płetwach bo takie miały trochę je na zdjęciu widać.
Nie oczekiwałem Wojtku sarkazmu, chociaż masz do tego prawo, ale bardziej informacji np. to nie był pstrąg tylko brzana. Teraz jak poszperałem to... na brzanę wygląda, ale nigdy jakoś nie kojarzyłem tej ryby z Bieszczadami. Pozdrawiam!
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
No proszę, a ja myślałem, że w strumieniach bieszczadzkich są tylko pstrągi. Na Forum o rybach też nic się nie pisało... wzięcie miały wilki i niedźwiedzie :P
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Fajnie, że można takie cuda przyrody podziwiać w Bieszczadach. Chętnie obejrzałbym ten filmik, który nakręciłeś.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
Recon1
Znawcą nie jestem i dlatego dałem znak zapytania przy pstrągach aby sprowokować znawców do opinii. Widziałem pstrągi potokowe i tęczowe i one miały kropki a te ich nie posiadały. Napisałem o czerwonych płetwach bo takie miały trochę je na zdjęciu widać.
Nie oczekiwałem Wojtku sarkazmu, chociaż masz do tego prawo, ale bardziej informacji np. to nie był pstrąg tylko brzana. Teraz jak poszperałem to... na brzanę wygląda, ale nigdy jakoś nie kojarzyłem tej ryby z Bieszczadami. Pozdrawiam!
Łowię ryby od ponad pięćdziesięciu lat i różne cuda widziałem. Jeżeli odebrałeś mój post jako sarkazm, to Cię przepraszam, nie było to moją intencją. Sam widziałem ryby tego samego gatunku, o różnych kolorach a nawet kształtach (wszystko zależy od środowiska w którym żyją). Co do brzan, to mówi się że fruwają (kiedy wyskoczą nad wodę, słychać furkotanie). Jeśli chodzi o ryby z czerwonymi płetwami, to jak stwierdził Browar, prawdopodobnie były to klenie.
Pozdrawiam !
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Wojtek OK :) Poczytałem sobie trochę o rybach w polskich górskich potokach i już wiem... że nie tylko pstrągi w nich są. Ja zawsze patrząc na strumienie w Bieszczadach myślałem, że tam pływają tylko pstrągi. Teraz będę już baczniej im się przyglądał. Czyli dobrze, że miałem wątpliwości co do pstrąga z czerwonymi płetwami! Kto pyta ten nie błądzi. ;)
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
W Święto Konstytucji 3 Maja zaordynowałem wyjazd do Wołosatego gdzie miał być start w połączeniu z metą, taka pętelka przez Rozsypaniec, Halicz i Tarnicę. Jak chodzę to lubię się rozkręcać i stopniuję odległości a teraz trasa została wymuszona sytuacją. Najbardziej urokliwa dla mnie trasa to ta na przekór zegarowi (chociaż mam zegar co chodzi prawidłowo w lewą stronę!). Pokonałem ją na różne sposoby już kilka razy i zawsze z kimś. Planowałem iść osiem godzin... spokojnie, z postojami na popas i podziwianie widoków. Zaparkowaliśmy 3 cm od znaku zakazu wjazdu, nie było nigdzie więcej miejsca. Ruszyliśmy o 9.50, cały czas była piękna, słoneczna pogoda. W wyższych partiach czasami wiał chłodny wiatr, ale gdy założyłem na podkoszulkę koszulę z podwiniętymi rękawami było oki. Co będę opowiadał o trasie skoro ją wszyscy znają. Z nowości to znak z zakazem wstępu na most na Wołosatce (kiedyś wchodząc albo go nie było albo ja nie chciałem zauważyć), nowy schron na Przełęczy Bukowskiej (teraz jest taki, że fiufiu) i tyle. Obok schronu całkiem spora łacha śniegu, pozwoliłem sobie nawet na rzucanie śnieżkami. No i niestety braki kondycyjne a może już nie te lata, ale jednak... zostawało się w tyle. Podchodząc pod siodło pod Tarnicą pierdyknął mi mięsień w prawej łydce i kicha z łażenia. Wyobraźnia podpowiadała... GOPR, śmigłowiec, nosze, szpital. Podbiegł nawet do mnie facet co szedł za mną bo zobaczył, że coś nie tak. Stałem z 10 minut, noga boli jak diabli i każde zgięcie stopy w górę ból potęguje. Ewa z młodym stoją już na siodełku i obserwują co się ze mną dzieje. Macham, że coś się stało, ale daję znaki by stali. Uczę się w jak stawiać stopę by ból wytrzymać i... idę, wspinam się, podpieram się o swoją niezawodną towarzyszkę bieszczadzkich wędrówek, laskę trekingową. Czytałem na Forum dyskusję na temat kijków, ale mnie one nie kręcą a rzekłbym nawet, że są niezbyt wygodne a nieraz mogą nawet przeszkadzać. Laska jednak... oooo laska to dobra rzecz, czy przy wchodzeniu czy jeszcze lepiej przy schodzeniu a i przez strumyczek przejść też niczego sobie.Jakoś doszedłem do siodełka, na Tarnicę nie wszedłem tak jak Ewa z młodym, nie zobaczyłem nowości na górze, za to pojadłem popiłem. Schodziłem bardzo powoli, ale zmieściliśmy się w zaplanowanym czasie bo dokładnie o 17.50 byliśmy przy aucie. Gdy schodziliśmy to jeszcze ludzie szli w górę (czy ich zlało?).W Zajedździe gdy się kąpałem lunęło ostro i pogrzmiało tak z 20 minut. Już nigdzie się tego dnia nie ruszaliśmy, pomijając spacerek do sklepu.Cdn...
-
5 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
4 maj 2012. Noga boli, coś tam się zerwało lub naderwało to i boli. Dziś nie będziemy łazili, ponownie objazdówka. Po śniadaniu trochę zwlekam z wyjazdem bo mam jeden plan ale czy wypali? czy to co kiedyś zapamiętałem nadal ma swoje określone pory czasowe?Ruszamy, oficjalnie mówię, że jedziemy do Cisnej, ale bacznie patrzę by nie minąć Przysłupia a gdy dojeżdżamy to... jest wszystko planowo. Stoi na stacji lokomotywa ;). Podjeżdżamy, szukam szefa pociągu... chcemy jechać na stopniach (bo tak fajniej)... OK nie ma sprawy, ale w ostatnim wagonie koło mnie. Ewa jedzie do Majdanu i tam na nas poczeka, bo jadę z młodym... ja już jechałem 2 razy. Z młodym siadamy na stopniach po obu stronach wagonu, po śropdku pan hamulcowy, cieszę się, że z nim pogadam. I rozmawiamy... dowiaduję się, że od Przysłupia prawie aż do Majdanu pociąg jedzie na luzie bo cały czas jest spadek, w tym największy na całym obsługiwanym odcinku, pan hamulcowy tylko popuszcza lub dociska hamulec... są znaki kolejowe z oznaczeniem w postaci ułamka zwykłego i tak w liczniku (to ponad kreską ułamkową) jest podany stopień spadku w promilach a w mianowniku (pod kreską ułamkową) jest podana długość spadku w metrach... praca na godziny, około pół roku... jak nie jeździmy to naprawiamy tory... po to jest fundacja bo mniejszy podatek... ooo tutaj wieś Krzywe (tuż za Przysłupiem) a tam jest cmentarzyk, ooooo tam sporo Ukraińców przyjeżdża, odnowiono ten cmentarz... kiedyś na torach rozsiadł się niedźwiedź, ale spokojnie odszedł... między Cisną a Majdanem pokazuje mi stare piece hutnicze... ooo to jeszcze za jakiegoś króla było... a nie należały one do ojca pisarza niejakiego Fredry?... możliwe... na pewno są historyczne. Cmentarzyk muszę przy okazji sam osobiście kiedyś zobaczyć. W Majdanie już z daleka ogroooooomny(!) tłum ludzi, koleika będzie jeździć póki będą chętni. Ewa czeka na nas. Jedziemy teraz do Cisnej.Cdn...
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Taki spacerek pod sklep (po tym jak zlazło sie z gór, opłukało i coś zjadło) to jedna z moich ulubionych części wyjazdów.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Ta sama trasa, Wołosate - Rozsypaniec - Halicz - Tarnica - Wołosate, tylko październik 2012r., zbliżony czas przejścia (prawie dziewięć godzin) i podobna przygoda (moja Bożenka zasłabła na siodle pod Tarnicą). Też myślałem o wezwaniu pomocy, ale jakoś Bożenka doszła do siebie i pomalutku zeszliśmy do Wołosatego. Rekonie, czy dobrze widzę, że w swoich dłoniach trzymasz wędkę ?
Pozdrawiam !
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Taaaaa, na latające pstrągi z czerwonymi płetwami :P
Wojtku, ależ to właśnie moja laska trekingowa, pisałem o niej nie raz. ;) Bez niej nie ruszam się na wędrówki, od niej też zaczynam pakowanie. W sklepach są teraz tylko kijki (a parokrotnie chciałem podobną kupić dla Jasia juniora od mavo i nigdzie nie ma!), mi ze dwie dekady temu udało się ją kupić i był to dobry zakup. Jest teleskopowa, lekka, bardzo mocna i przydatna w wielu przypadkach. Może to wynika z jakiś zaszłości bo nawet chodząc po płaskim lesie to lubię zaraz trzymać kijek.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Zacząłem zbyt późno chodzić po górach i tylko kijki mi zostały (w sklepach), bardzo przydatne, to jakbym miał dwie nogi więcej. A wracając do wędki, to każdy wędkarz jak zobaczy byle kałużę, od razu szuka w niej ryb i tak samo jest z kijem, myśli że to może być wędka.
Pozdrawiam !
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Do Cisnej z Majdanu całkiem blisko więc i znaleźliśmy się w niej szybko, samochód na parking, małe obejście całej miejscowości a to w sumie niezbyt długa wędrówka i sru do Siekierezady pokazać jej nietuzinkowe wnętrze. Od pewnego czasu brakuje jej jednej siekiery za sprawą Jacka, który tam będąc spytał się właściciela "mogę sobie jedną zabrać";... "jak ci się uda wyrwać to możesz"... i tak Jacek ma siekierę z Siekierezady a Siekierezada nie ma jednej siekiery a może już ma nową? Zjadamy tam z jednego talerza całkiem sporą misę pierogów i wychodzimy z lokalu popatrzeć po pobliskich galeriach. Gdy wychodzimy z Atamanii p. Ryszarda Szocińskiego nagle patrzę i widzę jak Renatka (piszę zdrobniale bo tak ją nazywa jej druga połowa) daje lekkiego kuksańca w bok Bertranda i szepcze "patrz Recon". No i tak odbyło się paruminutowe spotkanie znajomych z Forum. Za chwilkę mieliśmy także przyjemność poznać ich latorośl Barnabę... do tej pory tylko nickowego znajomego z tegoż samego Forum.W samochód i jedziemy dalej, kierujemy się na Terkę przez Dołżycę, wspominam jaka tutaj kiedyś była straszna droga, skręcamy na jej końcu w prawo... w czasie tej majówki jeszcze tędy nie jechaliśmy. Skręcamy w Rajskie bo chyba(?) Bertrand o niej mówił, że tutaj miał nocleg. Chciałem zobaczyć czy coś się zmieniło, byłem tam przelotem z trzy lata temu. Trochę się zmieniło a jak przy pomocy Uni Europejskiej odpicują drogę do Zatwarnicy to jeszcze więcej się zmieni. W sumie to Rajskie jest całkiem niegłupią alternatywą dla Zatwarnicy na wypady do Tworylczyka, Krywe, Ryli, Hulskie i na Ryli.Zaczyna padać, nawet się błyska i grzmi a to by mi trochę popsuło plany. Mijamy Polanę, przestaje kropić z nieba, nie będzie się kurzyć, więc skręcamy sobie w prawo na Skorodne. Polana była kiedyś dla mnie takim swoistym centrum wędrówek po okolicy. Miło wszystkie pamiętam bo niektóre dały mi nieźle w kość. Najbardziej taka jedna końcówka gdy od jaskini w Rosolinie postanowiłem się przedzierać wzdłuż potoku Czarnego do Czarnej Dolnej. Chaszcze ciąłem maczetą, później jakieś pokonywane wąwozy i jary a na koniec wylądowałem na tyłach stadniny koni (wtedy była tam chyba stadnina koni belgijskich... takich bardzo wysokich). Najmniej miło wspominam pokonanie szlaku niebieskiego z Polany do Ustrzyk Górnych bo jakoś mi się potwornie ciągnął w czasie, na początku ukrop z nieba, później na podchodzeniu pod masyw Żuków złapała mnie burza z piorunami, na szczycie ścieżka była potwornie grząska a dopiero na Gromadzynie wyszło słońce. Eeee, takie tam wspomnienia czasami się cisną do głowy.Droga na Skorodne to droga jeszcze(!!!) w fatalnym stanie, uwielbiam tą okolicę i przy każdej okazji lubię tu zajrzeć, każdy ma swoje miejsca w Bieszczadach. Zatrzymujemy się na kilkanaście minut w pobliżu mostku gdzie bobry sobie trochę popracowały, na co wskazują ich świeże cięcia drzew i rozlewisko.Przed samym wyjazdem na obwodnicę znowu jakaś budowlana inwestycja. Przy okazji się spytam... od drogi na Skorodne odchodzi droga na Polana Ostre, ostatnio jak tam byłem to szykowała się w pobliżu spora budowlana inwestycja. Czy wiadomo co tam powstało?Cdn...
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
Recon1
Takie pytanie mi sie nasunęło - czy grafika na forumowych koszulkach to właśnie Recon1? Kapelusz i jedna dodatkowa noga by pasowała :-)
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cd z 4 maja 2013 roku.Po wyjeździe na szosę, jedziemy w prawo a za Smolnikiem, jak się patrzy z samochodu to prosto, ale na mapie w prawo, przez Dwerniczek, później w lewo na Dwernik, w Berehach Górnych w prawo i jesteśmy za kilka chwil pod Chatą Wędrowca. Były słodkości u Szelców, był pstrąg pod Tołstą no to teraz opatentowany w Urzędzie Patentowym RP Naleśnik Gigant. Pod Chatą full ludzi, stoją nawet w kolejce na schodach i lipią innym w talerze a w duszy dopingują do szybszego jedzenia, parking też pełen. Zanosi się, że też postoimy. Decyzja jest taka... Ewa z młodym idzie szukać miejsca do parkowania a ja idę pocwaniakować. Przechodzę kolejkę na piętro, przeciskam się przez drzwi i zaglądam... stoliki zajęte, ale dwa w głębi wolne (jeden to stara maszyna do szycia), siadam i zajmuję te dwa. W sumie to przyszliśmy tylko spróbować certyfikowanego Bieszczadzkiego Produktu Lokalnego a nie rozkoszowaać się siedzeniem. Gdy jesteśmy w komplecie zamawiamy trzy razy po połówce (naleśnika!) i gitara. Ludzie nadal stoją w drzwiach, ale my jesteśmy daleko i nam nie będą zaglądać a co najwyżej będą dopingować jak już widzą, że tam też można siadać. A czasu będą mieli sporo... pomijam czas oczekiwania na kelnerkę to od zamówienia do otrzymania 3 porcji minie 35 minut, wyjdzie więc ponad godzinę. Jem tego Giganta po raz pierwszy, bo jadłem tutaj obiady, ale deserów nie i muszę uczciwie powiedzieć SZAŁU NIE MA. Naleśnik zawsze kojarzył mi się z ciastem smarzonym na patelni a Giganty są smarzone na głębokim tłuszczu. Młody dostał "czyjąś" połówkę, ale my z Ewą dopasowaliśmy, że są z jednej całości i co skwapliwie zauważyła były objętościowo i wagowo bardzo, bardzo nierówne. Innymi słowy było niesprawiedliwie i awantura wisiała w powietrzu! Oki, oki każdy się opchał. Obok przy stoliku jednak prawdziwa awantura... kelnerka co innego przyniosła niż było zamawiane. Aby nie tracić znowu czasu, już nie czekaliśmy na kelnerkę, zapłaciliśmy w kasie. Wyraźnie na spróbowanie Gigantów należy tutaj przyjechać gdy jest spokojniej. Każdy go może spróbować i ocenić, tak jak pstrąga w Terce (ewentualnie iść dalej i porównać Pod Tołstą i w Córce), tak jak słodkości u Szelców a i jest w Bieszczadach jeszcze kilka lokali i potraw do zaliczenia, chociaż może już nie tak upublicznionych jak wspomniane wcześniej. Wracamy do Zajazdu jak już się ciemno zrobiło. Cdn...
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Muszę dodać, że w Zajeździe na dołku był jeszcze jeden koncert (grał też manio), ale ja byłem wtedy jakiś padnięty (to było po tej wędrówce) i mi się zdrzemnęło, ale pozostali lokatorze poszli i przynieśli mi nawet żywca... na sen czy pobudkę?. W niedzielę po śniadaniu tak gdzieś około 8.50 wyjechaliśmy. Pobyt był typowo objazdowy z jednym wchodzeniem, ale miał być takim właśnie. Jak trochę czasu minie to się spytam czy się podobało. I to mogłoby być na tyle, ale jeszcze, jak to ja mam w zwyczaju, ocenię swój pobyt w Zajeździe. To jednak już w następnym poście.Cdn...
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Trochę na ten post poczekałem, ale postanowiłem go dać w temacie ZpC http://forum.bieszczady.info.pl/show...891#post146891
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Wyjazd na pierwszomajowy weekend był całkiem niespodziewany. Znajomym „wypadła” połowa chatki w Wisanie, więc dałem informację zwrotną, że w razie czego to spoko… nie muszą się już martwić o pustostan. Jednak gdy byłem już spakowany to w dniu wyjazdu, dostałem info, że młodzi sobie dobrali ludzi „po wieku” a nam załatwili pokój w hotelu w Wisanie. Jarała mnie ta chatka, była języczkiem u wagi by jechać w te okolice, nawet już miałem wstępne plany na łażenie po okolicy, chociaż te tereny już mocno wcześniej schodziłem, to jednak na takie dictum powiedziałem „nie” i zacząłem załatwiać… po swojemu. Miałem trochę fartu, już pierwszy wykonany telefon a był zapewne w odpowiednim czasie, ;) okazał się celnym strzałem w dokonanie rezerwacji… cóż, właśnie przed chwilą ktoś odwołał pokój. Gościniec, w którym już kiedyś kilka dni przebywałem, oddzielony jest pasmem działki od tej na której czasami urzęduje prezes Związku Zbieraczy Kitu. Niekiedy bywa zgryźliwy, bo jak nie nazwać jego odpowiedź na moją informację o Bystre… to wy na pewno jedziecie w Bieszczady???? Znający prezesa muszą sobie wyobrazić jaką miał zgryźliwą minę, gdy tak (zgryźliwie!) odpowiadał. Najnormalniej w świecie mi dopiekł! Za taką uwagę, nie został wcześniej poinformowany o zmodyfikowanych planach.
01.05.2014 czwartek
W „Pod jaskiniami” w Nasicznem byliśmy o 1.50 w samym środku nocy. Mimo, że o tej porze są tam istne ciemności, to po drzwiach wejściowych już było widać dokonane ostatnie zmiany w Gościńcu. Pokój mieliśmy w nowej części i byliśmy w nim pierwszymi gośćmi. Pachniało nowością, świeżymi deskami... po 20 minutach byliśmy w głębokim śnie.
Kilka chwil po siódmej rano otworzyłem okno na rozcież. Pokój był od wschodniej strony, odczuwało się przyjemne ciepło od pełnego słońca, w oczy wdzierał się pokryty zielenią Wysoki Wierch (kiedyś na mapach to było tylko „842 m”) z jaskiniami, w nozdrza wchodził ciepło-wilgotny zapach lasu z gór, do uszu dochodziło szczekanie psa i pianie koguta, Ewa dodała jeszcze zapach świeżo zaparzonej kawy a ja smak mojego ulubionego śniadania. O innych zmysłach ludzkich nie będę wspominał a zostały chyba jeszcze dwa rodzaje. Bajka! Dzień dobry Bieszczady!
I… już nas niesie do mavo. Pani Halinka, na dzień dobry poinformowała, że „Jasiu już elegancko ubrany, chodzi po podwórku”… hmmmm, elegancko? hmmm, w sumie to dzisiaj jest święto. Za pomocą ;) GPS-a „trafiliśmy” pod samą działkę. Jasiu wytężał wzrok a my czytaliśmy jego myśli „kogo tu tak z rana niesie”. Na ganku pojawił się też „już nie taki mały” drugi Jasiu. Po powitalnych uprzejmościach, gdy tak sobie gadamy i pijemy kawę a w tle cicho lecą z radia wiadomości o Ukrainie, mavo z poważną miną, wyrażającą głębokie przemyślenie, „wypalił”… zbieram na pomnik Stalina… u nas nastąpiła pełna konsternacja… a Jasiu ciągnie dalej, widząc nasze totalne zdziwienie… no bo zobaczcie, dzięki niemu nie mamy tego co teraz dzieje się za wschodnią granicą. Nie przytoczę dalszej dyskusji bo zostanie to wycięte przez forumową cenzurę, zgodnie zresztą z nowym paragrafem na Forum. Oprócz tego tematu przegadaliśmy jeszcze o innych. Minęło ze dwie setki minut gdy dałem sygnał by się gdzieś ruszyć i trochę zmęczyć. Mavo kategorycznie powiedział, że 1 maja to on nic nie robi i nawet starania „już nie tak małego” Jasia by ruszył front robót (mama kazała mu tego pilnować!) nic nie zdziałały. Jedynie co mógł zrobić to spełnić moją prośbę podwiezienia do Sękowca za most. Tam mieliśmy rozpocząć we trójkę, Jasiek, Ewa i ja, przemarsz(sic!) stokówką, wschodnim zboczem Dwernika Kamienia, którą prowadzi szlak rowerowy i koński. Są z niej też trzy oznaczone wejścia na szczyt, co chwila na poboczu widać ustawione wysoko (zapewne by czytać z konia) tablice informujące o odbudowie różnych zasobów leśnych (przy ściętych drzewach i „monstrumach” już odpowiednich tablic nie widziałem). Pomysł tego przejścia dał mavo a że środkowej części stokówki nie znałem więc ochoczo z tego pomysłu skorzystałem. Kiedyś, będzie tak ze dwie dekady temu, gdy nie było jeszcze oznakowanego szlaku na Dwernik Kamień, to „trochę” pochodziłem wokół niego jakimiś ścieżkami i bez też. Na sam szczyt pierwszy raz wchodziłem drogą za wodospadem na Hylatym a gdy się ta skończyła to dalej już tak na czuja. Później jeszcze byłem na nim trzy razy i na piąty szybko się nie zanosi.
„Ten co nie pracuje 1 maja” zawozi nas za most, przed nami parkują samochód dwie panie, rozmawiamy z nimi, idą na DK. Mavo przytomnie proponuje im podwiezienie do Nasicznego, by nie chodziły dwa razy po tym samym, ale rozmowa szybko schodzi na obecne tutaj niedźwiedzie a ja odnoszę wrażenie, że propozycja nie była zbyt analizowana.
Jeszcze przed odjazdem „Ten co nie pracuje 1 maja” daje ojcowskie dyspozycje „już nie taki małemu” i ruszamy.
Cdn.
-
10 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Czuć jak temperatura powietrza rośnie, jest wręcz gorąco, stokówka wbrew pozorom nie jest taka płaska, przez ¾ drogi trzeba iść pod górę do wysokości około 750 metrów, co daje różnicę wejścia 300 metrów. Oregon tak jak niegdyś został „pożyczony” przez Jasia, więc nie mam wiedzy co on tam zlicza. W pierwszej fazie podejścia wyprzedza nas para pieszych rowerzystów, zapewne by po podejściu na najwyższy punkt stokówki sobie z niej zjechać, mija nas grupa łazików z psem i mijają jeźdźcy na koniach. Ta ostatnia grupa koduje nam pomysł w głowach by kiedyś tego też spróbować w Bieszczadach.
Idziemy osobno, każdy swoim tempem, Jasiek wystrzelił do przodu, Ewa w zasięgu wzroku a ja niczym radziecki parowóz z ładunkiem w czasie drugiej wojny na Przełęcz Łupkowską. Z drobną różnicą, że ja jeszcze się rozglądam, czasami odskakuję w bok, zatrzymam się, coś zobaczę, robię zdjęcia i... dojdę do celu. Po drodze mijamy bieszczadzkie monstra stojące na poboczu. W pewnym momencie słychać nawet spalinową piłę drwala, który ma „gdzieś” święto pracy. Kilkaset metrów dalej stoi ładna wiata a z dołu do stokówki dochodzi całkiem fajnie zbudowana droga szutrowa (tu widać już jak normy unijne zawitały nawet na szutry). Jaki jest cel tej drogi to nie wiem, można snuć tylko podejrzenia?
Kiedy wydaje się¸ że droga zaczyna opadać, to w tym momencie popełnia ona jednak małe oszustwo wobec piechura i jakby ostatnim, niewidocznym ruchem podnosi się na wyższy poziom by następnie na dobre prowadzić w dół, odsłaniając jednocześnie piękne widoki, które do tej pory skrywał las. Teraz już idziemy razem.
Jeszcze przed ostatnim zakrętem, zanim na dobre po obu stronach drogi zaczną się łąki, Jasiek mówi nam cześć i informuje o swoim skrócie. I tyle go widzieliśmy. My idziemy dalej drogą i wychodząc na ostatnią prostą Ewa pokazuje jak ucieka do rowu ok. 25 centymetrowa brązowa żmija. Nie pamiętam o której godzinie zaczęliśmy iść (nawet nie mogę podać czasu na podstawie informacji z pierwszych zdjęć, bo był wyzerowany aparat), wróciliśmy o 15.40, przeszliśmy 11,14 km. Co zliczył Oregon to tylko Jasiek wie, ja nawet nie zaglądałem.
Poniżej trochę próbek, co widzieliśmy.
Załącznik 34419Załącznik 34420Załącznik 34421Załącznik 34422Załącznik 34423Załącznik 34424Załącznik 34425Załącznik 34426Załącznik 34427Załącznik 34428
Cdn.
-
10 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
-
1 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Wracamy i od razu idziemy do mavo a tam… niespodzianka, „Ten co nie pracuje 1 maja” przygotował wędzoną, w naturalnej wędzarni koło domu, karkówkę wraz z całą furą dodatków. Obiad z widokiem na pasące się konie w zagrodzie nieopodal strumyka Kniażki, z widokiem na zbocze Magury Nasiczańskiej a też i widokiem na górę Caryńską po lewej, z widokiem na słoneczne niebo i z widokiem na wszędobylską zieleń, bajka. Tak zawsze można jeść obiad a do tego jeszcze popijając australijskie wino „z kolorową żabą” o którego, już następnego dnia pani w sklepie w Lutowiskach zapytana, czy takowe jest, odpowiedziała „było, ale wczoraj był tu jeden pan i… całe wykupił”.
Każde spotkanie z Jasiem było „odpowiednio” okropione i nawet nie wiem czy te „z kolorową żabą” „całe wykupione” wypiliśmy czy nie, bo przecież było jeszcze polewane nasze włoskie i francuskie a było też lekkie musujące i były jeszcze piwne „wynalazki”. Wszystko zależało od okazji ;) W mocne trunki nie szliśmy, te lżejsze były odpowiednie do sytuacji i trzeźwości w mowie i uczynkach.
Jako, że latarek nie mieliśmy, a w Nasicznem noce były jakieś takie bardzo ciemne, wracaliśmy do Gościńca zawsze dobrze po północy i w ciemno choć oko wykol, na macanego… jak pod stopami (też i palcami) czuliśmy trawę to znaczy „Uwaga! schodzimy z drogi”, później lekko w lewo pod górkę, jeszcze wymacać drzwi i klamkę, zapalić na chwilkę światło i już.
To do rana!... bo przecież nie do jutra ;)
Załącznik 34440
Cdn.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
"Cdn."
i tego się trzymajmy
Czekam
-
3 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
02.05.2014 piątek
Ewa już kiedyś w lipcu weszła na Caryńską od strony Berehów, wtedy mgła była od poziomu tamtejszego cmentarza, lało jak z cebra a po ścieżce płynął wartki strumyk, po pustej od ludzi połoninie szalał zimny i porwisty wiatr, nie było nic widać i co sekundę kołatało się po jej głowie pytanie „po kiego ch..a łazić w taką syfiastą pogodę”. Ale pomimo, że wtedy nic nie widziała, no, znaczy się, oprócz mgieł, zarysu ścieżki na szlaku, nosków swoich przemoczonych butów, mokrych i obciekających spodni, odczuwania zsiniałych palców u rąk, ogólnego zziębnięcia, zimno-mokrego makeup`u na twarzy to… to… jednak zapamiętała tą wędrówkę najbardziej a być może zapamięta ją też do końca życia i będzie ją wnukom jeszcze opowiadać, ba, przyjdzie jeszcze czas, że będzie się nią szczycić co już czasami w jej wspominkach delikatnie jest wyczuwalne, ale jeszcze się do tego nie przyznaje! Oficjalnie to woli psy wieszać na tym co ją wtedy wyciągnął w góry. Ale czas robi swoje.
Ja przyznaję się, że właśnie najbardziej wspominam te wędrówki naznaczone jakimś elementem ekstremalności. Było ich trochę… jedne ze względu na rekordowe odległości, inne na warunki pogodowe, inne na totalne zmęczenie a jeszcze inne ze względu na „bliskie spotkania” ze zwierzyną, która wywołuje dreszczyk, nawet strachu.
No więc jak tylko nastał taki ładny dzień jak ten ustawowy Dzień Flagi RP, to został wyznaczony tylko jedyny słuszny kierunek, Połonina Caryńska i… nie ma zmiłuj. Wreszcie Ewa będzie mogła tam delektować się słońcem, patrzeć aż po horyzont, móc usiąść na suchej skale a może i powspominać. Ja już nie pamiętam, który raz wchodzę na Caryńską a wchodziłem i schodziłem na różne możliwe sposoby. Dla wielu takie wejścia to banał, no bo weź się bieszczadnikowi pochwal „byłem na Caryńskiej”…. …. …. „fajnie”. I to weź jeszcze opisz.
Z naszego Gościńca do „Jaśkowego gościńca” wyszliśmy gotowi do wędrówki, teraz zostało namówić tylko następnych. Udaje się tylko „już nie tak małego” bo ten co przyjechał tutaj odpocząć przy pracy był w trakcie przymiarki do tego „odpoczynku” i chyba na rękę mu było by z widoku stracił się „mamy anioł stróż”. Namówiony szybko wskoczył w odpowiedni uniform i buty, zapakował coś do jedzenia w plecak i już jedziemy we trójkę. Logistycznie miało być tak, jedziemy do Berehów i tam na parkingu zostawiamy samochód, dalej czym się da do Ustrzyk Górnych, Caryńską wracamy z buta, w samochód i powrót do Nasicznego. I tak to w realu się też odbywa. Szybko pytamy się o busik do Ustrzyk Górnych, prawie natychmiast mamy zaklepany zanim inni otworzyli buzie, trochę łapiemy się na wcisk, ale już pod Rawkami jest luźniej. W UG Jasiek kupuje sobie picie, ja tylko szybko rozglądam się po osadzie, która budzi we mnie odległe sentymenty i jednocześnie widać jak bardzo jest turystyczna. Przed budką z biletami słyszę rozczarowanie, że nie można psa brać na szlak. Jedna para zawraca i chce zwrotu pieniędzy „bo nie wiedzieli” a druga kilkuosobowa grupka postanawia jednak na smyczy poprowadzić czworonoga (był to chyba seter angielski). Widzę i słyszę (idę tuż za nimi) jak zatrzymują ich strażnicy BPN „dzień dobry tu straż BPN, czy państwo nie znają regulaminu i zakazu wprowadzania psów… tak wiemy przepraszamy… co mamy z państwem zrobić?... proponujemy pouczenie i to z pokorą przyjmujemy… no dobra, trafiliście na strażników z dobrym sercem, ale następni mogą już być ostrzejsi, miłego dnia”. Na samym początku podejścia widzę też jak po szlaku zbiega długowłosy coli i co dziwne aż do szczytu nie widzę by ktoś go szukał lub gonił. Kolejność i sposób wejścia na Caryńską to powtórka dnia wczorajszego. Zastanawiam się jaki będę miał czas wejścia, czy jeszcze zmieszczę się w czasie dla „przeciętnych” turystów czy raczej już wypadam z tej kategorii do tej niższej. Dla przeciętniaków to dwie godziny na wejście na szczyt. Postanowiłem nie patrzeć na zegarek, ale też nie forsować tempa. Chodzę tak jak zawsze pod górę, gdy serce niemal puka w głowie to staję i normuję uderzenia, 25 minut idę i 5 minut odpoczywam. Jest grupka ludzi w średnim wieku co idzie czasowo jak ja i nawet lekko ich wyprzedzam, parę osób nawet zostawiam lekko w tyle i to niezbyt „posuniętych wiekiem” czym łechtają moją próżność. Po wyjściu na otwartą połoninę robię nadprogramową strefę bufetową. Na ostatniej prostej pod szczytem zbiega Jasiek i stwierdza bez owijania w bawełnę „ale pan wolno idzie” ja tak samo odpowiadam „jak już będziesz miał 5 dych więcej na karku to wystartuj tutaj z czasem”. Na szczyt, już z Jaśkiem, ale bez jego pomocy oczywiście, docieram z czasem 2h3`. Znaczy się… spadam o te 3 minuty do niższej kategorii turystycznej. Na szczycie cała masa ludzi, wysyłam Ewie sms, że Jasiek jest ze mną, przed skałką we trójkę robimy mały kilkuminutowy odpoczynek.
Załącznik 34444Załącznik 34445Załącznik 34446
Cdn.