8 załącznik(ów)
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
...Wieść gminna szybko się niesie. No ale wróćmy do opowieści. Mimo, że lekko przyprószona śniegiem i zmrożona z zewnątrz padlina niemiłosiernie śmierdziała. Liczne legowiska bestii i odchody również nie pachniały fiołkami. Po okolicy niósł się smród. Białe czerwie toczyły wielkie cielsko od wewnątrz czerpiąc ciepło z fermentujących trzewi oraz z niezamarzniętej jeszcze ziemi. Badanie padliny przywołało z przeszłości obrazy naszych przodków, którzy przystępowali w takiej sytuacji do ćwiartowania. Otwarte trzewia powalały wonią. Praktycznie cała tylna część ciała i większość wnętrzności została wyjedzona. Mozolne skórowanie ukazało rozległą ranę przy kręgosłupie najpewniej od uderzenia niedźwiedzia. Gdy wszystko stało się jasne zapach całkowicie zaciemnił nasze umysły. Pozostawiona kamera w nocy uchwyciła niedźwiedzią rodzinę - matkę z dwoma mocno podrośniętymi młodymi. Kto wie może teraz dojadają to, co jeszcze zostało, w końcu noc mamy.
Fot. K. i J. Duell
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Pora na epilog do tej opowieści. Z Kajetanem przejrzeliśmy dziś tygodniowe zdjęcia z kamery. W dzień same ptaki, a w nocy tylko lisy się pojawiały przy żubrzej padlinie. Misie najpewniej oddały się w ramiona Morfeusza i zapadły w zasłużony sen zimowy. Jak wilcy nie zajmą się mięsem to posłuży leśnemu drobiowi jeszcze przez kilka tygodni - do świąt powinno starczyć...
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
co z dużego ptactwa w dzień? kruk i myszołów czy tez jakieś rarytasy?
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Krogulec się pojawił również. Zobaczymy co się w tym tygodniu pojawi. Zima idzie i jak zwierza przyciśnie to chętniej do skruszonej dziczyzny będzie zaglądał.
4 załącznik(ów)
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
PS
Ostatnia rodzinna wieczerza. Może nie jest to tradycyjna wigilia, ale skruszały żubr nie często gości na stołach. Wigilijna odwilż obudziła niedźwiedzie.
Fot. Kajetan i Jan Duell
10 załącznik(ów)
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Rzeżuchowe moczary
Za starym ogrodzeniem rozciągają się moczary, bagniste wypłaszczenie porosłe olchą, wierzbami, mizernym świerkiem i jodłami rosnącymi na wywyższeniach powstałych w miejscu dawnych karp korzeniowych i wykrotów. Gdy się wchodzi na nie zdają się ciągnąć bez końca niczym bagienny szlam za gumiakami, ale tak jak wszystko moczary mają swój kres, a w rzeczywistości są tak małe, że prawie nikt ich nie zauważa.
Wchodząc w bagniste lasy człowiek zostawia za sobą ślady w grząskim podłożu i zmąconą wodę w zalanych dolinkach. Spod butwiejących szczątków przez wodę uwalniają się bagniste zapachy. Niemiła woń siarkowodoru roznosi się wśród z rzadka rosnących drzew. Zapach bestii miesza się z wyziewami bagna. Każde świadome zagrożenia stworzenie pierzcha w kryjówki, pod wykroty, w gęstwiny, po prostu znika.
Styczniowa odwilż, trzecia już tej zimy, uczyniła wiosnę. Popołudniowe słońce wyszło zza jodeł i zachęcało do spaceru pośród zalanych olszyn i bagien rozświetlonych promieniami. Ruszyłem wraz z Funiakiem sprawdzić co się zmieniło od jesieni na moczarach. Ożywione nadmiarem wilgoci mchy i wątrobowce jaskrawo się zazieleniły. Fenowy wiatr, który przyniósł odwilż wywrócił wielką jodłę tworząc w miejscu karpy korzeniowej spore oczko wodne. Orzechówka będzie sobie teraz musiała znaleźć inny punkt do obserwacji okolicy. Wśród rozdętych świerkowych odziomków, szarych pni jodeł i zeschłych badyli czerwienią się owoce kaliny czekając aż zlecą się pod koniec zimy gile, by roznieść ukryte w nich nasiona po okolicy. Brnąc przez bagno do zeschłego owocostanu ciemiężycy przez filc przelewa mi się czarna bagnista maź do wnętrza butów. W wodzie zielenią się młode liście i pędy rzeżuchy gorzkiej. Środek stycznia dopiero, a wydaje się jakby było przedwiośnie. Wśród kęp torfowców dostrzegam ślamazarny ruch największego z skoczogonków czworozęba bielańskiego. Nim dotarłem do świerkowo-jodłowej drągowiny słońce skryło się za chmurami. Przecięliśmy błotnistą drogę i wzdłuż rzeki wracaliśmy do domu. Na skarpie nad wodą migotały zeschnięte miesiącznice. O zimie przypominał tylko niewielki lodospad powstały w miejscu gdzie do rzeki wpada jeden z wielu bezimiennych potoków. Trzeba było wracać do domu, by podłożyć do pieca, bo z komina przestawał wydobywać się dym...
10 załącznik(ów)
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Śnieżyczki
Wreszcie wiosna. W olszynkach nad potokiem powoli przekwitają już śnieżyczki. Rozkwitać zaczyna też inne zielsko. Nawet miodunkę trafiłem. Żaby trawne są w pełni sezonu. Wystarczy siąść nad stawem lub nad jeziorkiem by posłuchać setek ich cichych głosów. W wodzie nie brakuje scen zakrawających o mocne dewiacje, ale zostanę przy tradycji i oszczędzę wrażliwszym widoku tych niegodnych żabich czynów ;)
3 załącznik(ów)
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Pandion
Słoneczny niedzielny ranek zachęcał do wyruszenia w plener. Długo nie musiał zachęcać i już mknęliśmy całą rodziną ku lasom rozkwitającym różnymi okazami przedwiosennej flory. Mijając słupy telegraficzne na jednym zauważyliśmy coś jakby myszołowa. Kilka sekund i słup skrył się za wzgórzem. Spojrzeliśmy z Ewą tylko na siebie i samochód można by powiedzieć sam się zatrzymał i na wstecznym wrócił kilkadziesiąt metrów. Zza wzgórza zaczęliśmy się skradać. Na słupie siedział skowronek i wcinał sardynkę. Nie chciał zapozować i gdy tylko ujrzał wymierzony w siebie obiektyw odleciał z sardynką w szponach w przestworza..
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Cytat:
Zamieszczone przez
marcins
.... Na słupie siedział skowronek i wcinał sardynkę. Nie chciał zapozować i gdy tylko ujrzał wymierzony w siebie obiektyw odleciał z sardynką w szponach w przestworza..
Ślicznie to zrobione, Marcinie.
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
A pamiętasz tego z wężem w szponach?jak on się tam nazywał?
ale u Ciebie już wiosna;-)