Odp: Kurniawa w Karpatach - trasa Tadeusza Studzińskiego z 1937/38 roku
Po wyjeździe jak staram się relacjonować co i jak było to mam przeważnie problem z określeniem godzinowym. Że wychodziliśmy ok 7:30-8 to spoko. Ale o której gdzie byliśmy to ciężej. Na szczęście dane sie zapisują w zrobionych zdjęciach :)
Tego pierwszego dnia mieliśmy sporo przewyższenia do zrobienia. Było tego ok 1000m. Z tego m.in. powodu szło nam no, nie za szybko plus zmęczenie po nocnej podróży. Troszkę lawirowaliśmy w rejonie Czufrowej, na podejściu na przełęcz nad Kwadratem. Gdy podchodziliśmy na tę przełęcz mówiłem z troską - kurczę, brakuje nam około jednej godziny, około półtorej godziny... Gdy weszliśmy na przełęcz mocniej dmuchnęło i się zaczęło.. W rejonie Pohanego Misca byliśmy w szarówkę - ok 17:30-17:45. Zachowało się zdjęcie z 18:14 gdy już byliśmy w okolicach zwornika grzbietu.
https://i.ibb.co/qFbSmbV/20200222-181434.jpg
https://youtu.be/jyO6Wrlq8rA
Żeby oddać z czym musieliśmy się zmagać - ostatnie 4km zrobiliśmy w równe 4h. Huraganowy wiatr który wielokrotnie nas przewracał, ciemność która przyszła ok 18:30 i osłabienie fizyczne. Tak, można powiedzieć że tego wieczoru "kulminowaliśmy" a szczegóły obiecaliśmy sobie że zostaną wśród naszej trójki. Dość powiedzieć że około 1km przed szczytem zostawiliśmy narty bo iść na nich nie byliśmy w stanie wobec takiego wiatru, a przymocowane do plecaka przewracały nas.
Równo o 21 dotarliśmy do obserwatorium i po ogrzaniu się w pomieszczeniu u ratowników poszliśmy spać do tego zimnego pomieszczenia z podestami. JAcyś turyści byli i spali w ciepłym pomieszczeniu z kozą, tym na wprost jak się wchodzi do kulturalnej części, ratownicy u siebie.
Noc w sumie była ok, obawiałem się że będzie tam wilgotno, trochę przewiewnie, ale nie - muszę powiedzieć że te pomieszczenie jest spoko.
Tego wieczoru "starszym" był jakiś ratownik który parokrotnie odradzał nam dalszą wędrówkę i mocno nalegał byśmy schodzili do Szybenego. Dla nas było to nie do przyjęcia, nawet jakbyśmy nie dali rady ukończyć całości to chcieliśmy się zluzować w jednej ze staji pomiędzy Popem a
Stohem. Rano zakomunikowaliśmy swoją decyzję - że idziemy z powrotem po narty i po powrocie i wypiciu herbaty schodzimy w kierunku Waskula i dalej na Szczawnik. W międzyczasie przyszedł jako "Czergowy" Vasyl Fitsak i jako że się znamy i też był świadom że nie jest tak że nie mamy doświadczenia - rozmowa o naszej dalszej wędrówce była inna. Dopytał czy idziemy dalej gdzieś w Marmarosze. Jak się dowiedział że w CZywczyny jak się uda - życzył powiodzenia i poprosił tylko o smsa ze strefy lasu. Tak też zrobiliśmy.
Zdjęcia z poranka:
https://i.ibb.co/JRGjCPP/20200223-125121.jpg
https://i.ibb.co/n3N4XZL/20200223-125130.jpg
Odp: Kurniawa w Karpatach - trasa Tadeusza Studzińskiego z 1937/38 roku
Poranna wycieczka po narty i z powrotem zajęła nam prawie 2h, dobrze że było już lżej z wiatrem. Zapakowaliśmy się i poszliśmy w kierunku Waskula. Jest to taka wąska grzęda która zimą przy zerowej widoczności może być zdradliwa. Można zejść za bardzo na lewo lub prawo i polecieć z jakimś obsuwem. Dlatego tak się człowiek cieszy gdy już się "wypłaszcza" i można nałożyć narty. Nie odważyliśmy się u góry na tej grzędzie tego robić. Może przy dobrej pogodzie można by to zrobić.
Jeszcze mały powrót do wczoraj - oraz tego odcinka Pohane Misce - Pop. Drugi raz szedłem zimą w takich warunkach i jest to taki zdradliwy kawałek że szczerze wątpię czy bez GPSa byśmy po ciemku trafili na szczyt. Niby jest sobie grzbiet - ale przez ilość "hopek" człowiek jest mocno zakręcony "ale jak to, wszedłem do góry, czemu teraz mam schodzić w dół, czy na pewno dobrze idziemy"?
JAk już można było przed Waskulem założyliśmy narty i od razu humory się poprawiły. Łatwiej było się przemieszczać. Dwie małe wtopy orientacyjne pomimo włączonego urządzenia nawigującego, ale spoko. Potem już przyjemny zjazd przez las, polanki itp. :)
Tego dnia po przeżyciach wieczora celem była staja na połoninie Wychid. W sumie moglibyśmy pójść na Radul, ale wiedzieliśmy że na Wychid będzie lepsza miejscówka, drewno i dostęp do wody. Co do planu pierwotnego byliśmy i tak "na zero".
https://i.ibb.co/r5gZPk9/20200223-144835.jpg
https://i.ibb.co/jvcrXKS/20200223-160029.jpg
https://i.ibb.co/KDnDQYg/20200223-160337.jpg
https://i.ibb.co/sKL1F26/IMG-5317.jpg
Aż wreszcie o 16 (czyli dość szybko) doszliśmy do staji.
https://youtu.be/WkL6vAW1nWQ
Odp: Kurniawa w Karpatach - trasa Tadeusza Studzińskiego z 1937/38 roku
Staja na Szczawniku jest moją ulubioną w rejonie, nie jest za mocno odwiedzana miejscówka zimą. Jakbym miał wybrać chatkę na tydzień do zluzowania się to pewnie byłaby w pierwszej trójce. Jest tam obszerna izba z podestami na 3-4osoby, stół z ławami. W drugiej izbie bardzo wydajny piec, jakieś szafki i szczelne drzwi. Idąc wzdłuż budynku mamy później "kimnatę widpoczynku" (taki jest napis :) ), pomieszczenie do wyrobu sera, a na koniec zaopatrzona drewutnia. W drewutni jest bardzo dużo porąbanego drewna, szczapy mają na oko 70cm i za pierwszym razem przeraziłem się jak mamy tym palić... A tu po prostu piec jest taki wielki i długi - pasterze wiedzieli co robią.
No i zaczęło się. Próba numer dwa. Po wczorajszych problemach nazwijmy je górsko-fizycznych tym razem koledzy biorą mnie na solidną próbę "Ej, Wodzu, słuchaj... Tu jest tak fajnie, a zobacz to zbocze za oknem - jutro po spokojnym śniadanku rozjedziemy to na parę razy, znowu kawka... A najlepiej to byśmy tu dwa noclegi zrobili, gdzie mamy się śpieszyć"... Ta, kierownik faszysta oczywiście się nie zgodził. Plecaki mieliśmy dość lekkie, ale każdy z nas karnie nosił po flaszeczce eliksiru. Riesling, Calvados i Stroh 80%... Tu też ja jako kierownik faszysta musiałem ostudzać zapędy kolegów do korzystania z zawartości. Krótko mówiąc - zastanówcie się jak kiedyś ktoś ze mną będzie chciał jechać na zimowy wyjazd :D :D
https://i.ibb.co/Rcy89MF/20200224-071756.jpg
https://i.ibb.co/Hq41ZHb/IMG-5321.jpg
https://i.ibb.co/SxrmSB3/IMG-5327.jpg
https://i.ibb.co/QNbGZbN/IMG-5331.jpg
Nocleg bardzo wygodny, komfortowy. Postawiliśmy duży gar na piecu, zdjęliśmy fajerki i dostęp do wrzątku był nieograniczony. Tak, taka rekonwalescencja była nam potrzebna, dobrze że skończyliśmy już o 16 i do 21 odpoczywaliśmy.
Rano nie było zmiłuj i o 6:00 zerwałem towarzyszy. A właśnie, odnośnie towarzyszy.. Pierwszą oficjalną piosenką wyjazdu (początkowej części) została "Nie mam nogi" Kazika :)
https://www.youtube.com/watch?v=QyCJMc-Essc
Odp: Kurniawa w Karpatach - trasa Tadeusza Studzińskiego z 1937/38 roku
A rano chata prezentowała się tak:
https://youtu.be/nP1pHdbfvTI
Tego dnia (poniedziałek rano) mieliśmy w planach dojść minimum do Wielkiej Budyjowskiej. Rozmawialiśmy otwarcie ze sobą że fajnie by było przeskoczyć Budyjowską i dojść do chaty parkowej pod Popadią. Ta... No dobra, ruszyliśmy - nie było łatwo po nocnym opadzie, torowanie na zmianę i mozolne zdobywanie odległości. Dodatkowo zaczęły się problemy ze stopami. Nie wdając się w szczegóły - to po prostu spowalnia tempo oraz sprawia że komfort jest mniejszy. Docieramy ok 10:30 do chatki pograniczników pod Stohem gdzie robimy prawie godzinną przerwę na kwestie ze stopami, a ja przyrządzam solidne drugie śniadanie. Musimy na tym pociągnąć aż do wieczora. Na chwilę odsłania nam się słońce i udaje się zrobić fajne zdjęcie ze Stohem. Pierwszy raz używamy łopaty do odgarnięcia śniegu sprzed drzwi chaty. JAk się potem przekonamy to dopiero preludium do takich akcji :)
Sama chatka bardzo komfortowa na 2osoby. Dwa podesty, piec typu koza, z tyłu drewutnia. Chlebak z jakimiś artykułami medycznymi, parę puszek świniny i jakieś karteluszki Prikordonnego Wojska.
https://i.ibb.co/q90Xjds/20200224-080641.jpg
https://i.ibb.co/vLCnhhG/20200224-093544.jpg
https://i.ibb.co/YD3vqdL/20200224-100251.jpg
https://i.ibb.co/THnS7nv/20200224-101833.jpg
https://i.ibb.co/7Q3SM6Z/20200224-102905.jpg
Idziemy powoli dalej. Stoha tylko trawersujemy - chociaż oczywiście przed wyjazdem był plan żeby wejść. No nic, są rzeczy ważne i ważniejsze. W naszym przypadku kalkulacja godzin, ilości kilometrów do przejścia - ruszamy dalej.
Odp: Kurniawa w Karpatach - trasa Tadeusza Studzińskiego z 1937/38 roku
Cytat:
Zamieszczone przez
Petefijalkowski
Sama chatka bardzo komfortowa na 2osoby.
Chcieliśmy się tam kiedyś schować na moment po całym dniu w ulewie, tylko na czas sprawdzania kwitów. Ale nie, to służbowe pomieszczenie, не дозволено! :wink: I na Stoha nas wtedy nie puścili groźnie potrząsając Kałasznikowami :sad:
Podziwiam!
Odp: Kurniawa w Karpatach - trasa Tadeusza Studzińskiego z 1937/38 roku
Dalsza wędrówka to jedno wielkie złudzenie. Złudzenie odległości, czasu... Można by powiedzieć że dzień bez historii. Teren pomiędzy Kopilaszem a Budyjowską to jedna wielka "preria" tak jak śpiewa Perkalaba:
https://www.youtube.com/watch?v=vdejjFidXgo
Spotykamy pierwsze zaspy, takie do 2,5m ale to i tak dopiero początek. Mijamy Kopilasz i chatkę rumuńskiej Politia de Frontiera. Spaliśmy tu z ekipą w lutym 2011. Pamiętam wtedy dość dużą rozkminę czy nocować w namiotach czy 10m od granicy po stronie rumuńskiej :) Teraz bym się zupełnie tym nie przejmował, wtedy jednak się stresował. Niedługo później decydujemy się na ścięcie jednego grzbietu żeby oszczędzić trochę czasu - wprawne oko dostrzeże to na filmiku z trasy który później zamieszczę.
Nic się nie dzieje, mijają kolejne kilometry, pojawia się i znika wieża obserwacyjna na Rogach, oczywiście mamy przebłysk czy oko Saurona nas obserwuje i czy będzie towarzystwo czekało na nas tam w rejonie czy nie. Pojawiają się Michajłek i Farkaul, Pietros Budyjowski i chwilami części Toroiagi. Widzimy Czywczyna i potem namierzamy która to Budyjowska.
Co do złudzenia tego terenu.. Jakoś ok 15 Krzysiek się pyta jak daleko i czy dojdziemy przed zmrokiem. Z pełnym przekonaniem mówię - luz, na pewno, tylko jedno w lewo w prawo w dół i w górę i jesteśmy... No tak, na mapie to tak wygląda, wygląda to też tak naszym okiem. Praktyka jest że niekończące się prerie dziś nas czekają.
https://i.ibb.co/FBWXkt1/IMG-5354.jpg
https://i.ibb.co/nPyFdGB/20200224-160322.jpg
https://i.ibb.co/f2S07qN/20200224-162055.jpg
W tym miejscu jest już godzina 18 a my do Budyjowskiej mamy jeszcze kawałek. Zaraz się ściemni. Doubieramy się, wyjmujemy latarki i ruszamy.
https://i.ibb.co/qNbsBRw/20200224-180233.jpg
https://i.ibb.co/x5hx48j/IMG-5362.jpg
Na podejściu na Budyjowską jest już ciemno, wiatr się wzmaga. Idziemy tą najstromszą częścia "na wprost", Krzysiek wyrwał do przodu i toruje zakosami. Nagle słyszę podrywające się ptaki i Krzysiek mówi "Przepraszam, nie chciałem Was spłoszyć" - było to najprawdopodobniej 5 głuszców.. Docieramy na Budyjowską ok 19:20 i szukamy krótko wg gpsa chaty wojska pogranicznego. Dwa lata temu zaprosili mnie tu żołnierze na herbatę, przegryzkę i wódeczkę :) Docieramy, jest 19:30. Przez chwilę konsteracja bo chata jest solidnie zawiana. Stoi w takim miejscu że na samej Budyjowskiej śniegu praktycznie nie ma, jest wywiane do traw, natomiast ok 100m od grzbietu stoi chata która w naturalny sposób stawia opór wiatrowi i masom śniegu. Wyjmujemy łopaty i zaczynamy odkopywać wejście.
https://i.ibb.co/vJKfvHL/20200224-192533.jpg
https://i.ibb.co/Y7LTqWd/20200224-193038.jpg
https://i.ibb.co/ncqzHc8/20200224-193305.jpg
Po ok 10minutach wchodzimy do środka. Niestety pomimo prób nie jesteśmy w stanie dostać sie do tylnej części chaty która jest zupełnie zasypana na ok 2m - do drewutni. Jasne, wykopujemy jakieś wejście ale wszystko w środku jest zawiane. Nie wiadomo gdzie i czy w ogóle jest drewno. Rezygnujemy.
Jeszcze filmik:
https://youtu.be/BuodLA1R6FM
Sama chata kulturalna. Podest na ok 4-5osób, stół i piec typu koza. okno, szczelnie, fajnie. No ale sam nocleg średni - typowo na spędzenie nocy, zjedzenie kolacji śniadania i hajda. Krzysiek dodatkowo zgubił materacyk dmuchany więc śpi dziś na samych dechach. Podkłada sobie co tam da sie pod śpiwór, ale wiadomo - rewelki nie ma. Zasypiamy o dziwo we względnej ciszy pomimo że na dworze hula ostro wiatr.
https://i.ibb.co/K2G8HGw/20200224-221043.jpg
Odp: Kurniawa w Karpatach - trasa Tadeusza Studzińskiego z 1937/38 roku
Ps. do noclegu. Mi chyba puszcza trochę stres - że jednak dotarliśmy i jesteśmy prawie w połowie Czywczynów. Pierwszy wyjmuję flaszkę i rozdysponowuję Stroha :)
Odp: Kurniawa w Karpatach - trasa Tadeusza Studzińskiego z 1937/38 roku
"Dopadła nas zima zaskoczonych
Zjedliśmy wszystko co zjeść się dało
Nic nie zostało
Widoki na przyszłość są raczej nieciekawe
Zachciało się nam iść na wyprawę"
...ale inni mają jeszcze gorzej :) :) :) - fantastyczna wyrypa! Czytam, oglądam filmiki i zdjęcia i mało mi, i podziwiam, i proszę o więcej, i więcej, i więcej...
I jakbyś mógł też coś bliżej o tym Strohu bo wzbudził moje zainteresowanie :)
Odp: Kurniawa w Karpatach - trasa Tadeusza Studzińskiego z 1937/38 roku
Cytat:
Zamieszczone przez
sir Bazyl
" fantastyczna wyrypa! Czytam, oglądam filmiki i zdjęcia i mało mi, i podziwiam, i proszę o więcej, i więcej, i więcej...
I jakbyś mógł też coś bliżej o tym Strohu bo wzbudził moje zainteresowanie :)
"tak losować będziemy kto kogo zje, czekając aż ratunek nadejdzie" :)
Dzięki Bazyl za dobre słowo, postaram się dziś kontynuować :)
P.
Odp: Kurniawa w Karpatach - trasa Tadeusza Studzińskiego z 1937/38 roku
Naszym głównym zaopatrzeniowcem w płyny był Krzysiek. Przytargał trzy rodzaje destylatów (Riesling, Calvados, Czacza) oraz Globus który przytahał w trosce o nasze plecy rum Stroh 80% - żeby mniej nosić :) No i właśnie ja nosiłem dwie flaszeczki. Jak doszliśmy do chaty pograniczników na Bydyjowskiej i już wtoczyliśmy się z tumanem śniegu do środka otworzyłem termos z resztkami herbaty i wyciagnałem Stroha. Z herbata najlepiej wchodził :) Koledzy od razu zauważyli zmianę w moim zachowaniu i zaczęli sie nabijać "No, nawet Pit zaczyna pić" hehe. No i te płyny towarzyszyły nam przez cały wyjazd. W sumie na Popie jedna flaszkę straciliśmy, bo jak to prawdziwi Polacy jak już "przeżyliśmy" dojście do obserwatorium to wyciagnelismy flaszkę, dwie kiełbasy i postawiliśmy na stole wśród turystów i ratowników Ukraińskich. Taki wiecie, gest jak się wchodzi do kogoś do domu.
No i .. okazało się że była to pomyłka ponieważ nikt nie spożył, nie otworzył, nie wszamał kiełbasy... Wszystko zostało odłożone na parapet a nam było głupio rano zabierać coś co wyłożyliśmy. No więc Calvados został na Popie.
Wracajac do Budyjowskiej to wyjście z chatki nie było łatwe bo wiedzieliśmy jak wieje - ale na szczęście też mieliśmy świadomość że 20min i będziemy u podnóża gdzie będzie spokój. Sam zjazd między choinkami z Budyjowskiej w kierunku Kukulika był jednym z fajniejszych na wyjeździe :)
Tu jeszcze widok z Budyjowskiej w kierunku Czywczyna:
https://youtu.be/Wyxl3OqGQjc
https://i.ibb.co/QQQf9qm/20200225-075659.jpg
https://i.ibb.co/mqHwcWQ/20200225-080333.jpg
https://i.ibb.co/DKmN3K8/20200225-090450.jpg
https://i.ibb.co/6YQqzNX/20200225-094359.jpg
Nawet się coś tam rozpogodziło i mieliśmy słońce :) Przez chwilę ale zawsze :)
https://youtu.be/ZXkO8g_lSd4
Dociera do nas że pierwotne mrzonki i dojściu do chaty pod Popadia poprzedniego dnia były mało realne. Niby jest tak że "tylko zjazd z Budyjowskiej, trawers Kukulika, Czywczyniarza, Suligula….." Ale w praktyce zajmuje nam to 3h. Na pewno od 19:30 byśmy nie zrobili tego. Nie było sensu się zajeżdżać i... kończyć o 22:30-23? No way…
Mijajac Czywczyna zatrzymuję się i jest mi przykro że znowu na niego nie wejdę.. W moim życiu jest to piaty raz kiedy jestem u Jego podnóży i jeszcze nie wchodziłem na szczyt. Krzysiek mnie pociesza - przyjedziemy specjalnie na zjazdy Wodzu, zacumujemy w Starostaji w kulturalnych chatach i będziemy rozjeżdżać okoliczne stoki, Budyjowska, Czywczyna…
Zaczynam nucić piosenkę... Na noclegu na Budyjowskiej już leżac w śpiworach puściłem Ja z telefonu.. Chyba nie było lepszego momentu do odsłuchania..
"Spod Czywczynu na północ patrzę
Chciałbym być blisko, tak chciabym, chciał razem być
A kiedy pojadę w góry nad marzeń mych oceanem
to będzie ta najwyższa - na której nigdy nie stanę
I zawsze będę odkładał wędrówkę wyżej na jutro
I chociaż będę z nadzieja to będzie mi smutno
Spod Czywczynu wciąż patrzę i patrzę
Chciałbym tak usiasc u stóp u Twoich stóp, Twoich stóp
A kiedy pojadę w góry nad marzeń mych oceanem
to będzie ta najwyższa - na której nigdy nie stanę
I na nic moje patrzenie i na nic moje śpiewanie
Jak najpiękniejsza dziewczyna nigdy nie spojrzy na mnie
W Czeremoszu zanurzę dłonie
Opowiedz rzeko, Opowiedz o Niej mi, o Niej mi...
A kiedy pojadę w góry nad marzeń mych oceanem
to będzie ta najwyższa - na której nigdy nie stanę
I niechaj zawsze nade mna góruje taka wysoka
Proszę Cię o to Pani - Beskidzka Zielonooka"