Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Cytat:
Zamieszczone przez
Czarek pl
zresztą ostatnio wladze Kanadyjskie przeprosily Rdzenną Ludność za ukradzioną ziemię
Sprawa jest bardziej subtelna.
Otóż w ubiegłym wieku jakiś mądrala w rządzie Kanady stwierdził, że Indianie nie są związani ze społecznością, nie uczą się angielskiego, ich dzieci nie poddają się obowiązkowi szkolnemu itp. i trzeba to zmienić.
Rząd Kanady wtedy to podjął decyzję o stworzeniu "szkół zamiejscowych" (po naszemu obozów) gdzie miały być edukowane dzieci Indian (starszym darowali twierdząc pewnie, że ich i tak już nic nie da się nauczyć). Wyszli z założenia, że nauczenie dzieci angielskiego przyczyni się do ich lepszej naturalizacji.
Dzieci zostały przymusem odebrane rodzicom i skoszarowane w tych szkołach.
Działy się tam sceny dantejskie. Od molestowania seksualnego bezradnych dzieci po znęcanie się nad tymi mniej pokornymi.
Generalnie rodziny Indian przeszły wtedy przez piekło.
Ostatnie szkoły zostały zlikwidowane kilka lat temu.
Za to właśnie ostatnio premier Harper przepraszał rdzennych mieszkańców.
Tutaj szczegóły:
http://www.youtube.com/watch?v=qAmUe17nUdY
http://www.cbc.ca/canada/story/2008/...l-schools.html
Tak na marginesie: Kanada niedawno obchodziła swoje 140 lecie istnienia. :)
Młody kraj.
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Mój kolega zwracał mi jeszcze uwagę na hermetyczność anglosaskiej części społeczeństwa kanadyjskiego, tj. na trudność przeniknięcia do tych ludzi. Uśmiechy i pozdrowienia w pracy czy na ulicy to jedno, a faktyczne zaprzyjaźnienie się i zżycie, to już zupełnie co innego.
Jak wcześniej napisałem, mój kumpel wyjechał z Polski w sierpniu lub wrześniu 1981 r. - w stanie kawalerskim i bezdzietnym. Kilka lat później ożenił się w Kanadzie z emigrantką z Polski, ale ok. 1987 r. rozeszli się. W drugiej połowie lat 90-tych ożenił się powtórnie - znów z naszą rodaczką, którą los zagnał do Kanady.
Przy okazji któregoś pobytu w Polsce, i przy tzw. męskiej wódce (jeszcze wtedy mógł pić), spytałem się go, co on takiego widzi w tych Polkach, że ich szuka nawet na obczyźnie. Czy nie mógł, zwłaszcza po dwóch bankructwach, poprawić swojego statusu społeczno - materialnego poprzez małżeństwo z Kanadyjką, ale taką WASP (white, anglo - saxon, protestant) z tzw. wyższych sfer ? Czyli, mówiąc kolokwialnie, wżenić się w jakąś bogatszą kanadyjską rodzinę.
Komplementowałem go (ale zgodnie z rzeczywistością): jesteś wykształcony, po angielsku gadasz lepiej od większości Kanadyjczyków, jesteś wysoki i cholernie przystojny facet, wysportowany. Masz podejście do bab, nie masz tu żadnych kompleksów (w czasach studenckich razem łaziliśmy na „podrywy”). Czy musiałeś się, chłopie, zwłaszcza za drugim razem, znów żenić z Polką ? Znów z panną „gołą i wesołą” ? Której wiano to „d...a i kolano” ?
W Polsce M.A. nie miałby żadnych problemów, aby ożenić się nawet z najbardziej posażną i jednocześnie urodziwą panną. Oczywiście mam na myśli ten okres jego życia, gdy był młodszy o co najmniej 10 lat i jeszcze nie schorowany. Bo tak mniej więcej w tym czasie ożenił się po raz drugi.
Kolega odpowiedział mi, że w Kanadzie jest to absolutnie niemożliwe. Przy swojej kondycji finansowej pracownika najemnego musiałby być urodzonym tam Kanadyjczykiem, aby móc skutecznie postarać się o rękę panny WASP, nawet tylko z middle class society. Pomimo męskich walorów, które - w jego przypadku - pozwalały mu jedynie na uwodzenie Murzynek, Mulatek i emigrantek z Europy (o Chinkach nie wspominał, widocznie nie były w jego typie).
Zapytałem więc, co mogłoby mu te „zamknięte drzwi” do tzw. dobrych kanadyjskich domów otworzyć. Odparł, że tylko duże pieniądze. „Wybaczono” by mu świeże (z lat 80-tych) obywatelstwo kanadyjskie, ale musiałby mieć pewny, stabilny własny biznes i pokaźną sumę (najlepiej 7-mio cyfrową) na koncie w banku.
Ale, Ty, Darku, takich „kawalerskich” problemów przecież nie masz. Jak się czują obie Twoje Panie ?
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Cytat:
Zamieszczone przez
admin
Sprawa jest bardziej subtelna.
Otóż w ubiegłym wieku jakiś mądrala w rządzie Kanady stwierdził, że Indianie nie są związani ze społecznością, nie uczą się angielskiego, ich dzieci nie poddają się obowiązkowi szkolnemu itp. i trzeba to zmienić.
Rząd Kanady wtedy to podjął decyzję o stworzeniu "szkół zamiejscowych" (po naszemu obozów) gdzie miały być edukowane dzieci Indian (starszym darowali twierdząc pewnie, że ich i tak już nic nie da się nauczyć). Wyszli z założenia, że nauczenie dzieci angielskiego przyczyni się do ich lepszej naturalizacji.
Dzieci zostały przymusem odebrane rodzicom i skoszarowane w tych szkołach.
Działy się tam sceny dantejskie. Od molestowania seksualnego bezradnych dzieci po znęcanie się nad tymi mniej pokornymi.
Generalnie rodziny Indian przeszły wtedy przez piekło.
Ostatnie szkoły zostały zlikwidowane kilka lat temu.
Za to właśnie ostatnio premier Harper przepraszał rdzennych mieszkańców.
Tutaj szczegóły:
http://www.youtube.com/watch?v=qAmUe17nUdY
http://www.cbc.ca/canada/story/2008/...l-schools.html
Tak na marginesie: Kanada niedawno obchodziła swoje 140 lecie istnienia. :)
Młody kraj.
Masz rację,zagłębiając się w szczegóły były to przeprosiny za przymusową asymilację i krzywdy jakich doznali Indianie w jej wyniku.Przeprosiny te,moim zdaniem pośrednią wiązą się jednak z przyznaniem się do zagarniecia silą lub przez oszustwa(niedotrzymywanie umów,fałszowanie traktatów)ziemi Indian,takie postępowanie możemy chyba nazwac kradzieżą ziemi przez przybyszów z Europy.
Dzisiejsi Indianie jak zapewne wiesz,to nie jest dzicz jak często nam się wydaje.Idianie tworzą prężne osrodki kulturalne i polityczne,plemiona Navaho i Hopi są wzorem tworzenia potęgi gospodarczej przez Indian,a na poczatku tego roku wypowiedzieli traktat rządowi USA i utworzyli autonomiczny kraj Indian Lakotah,obejmujący ziemie kilku stanów.
Oczywiście są też i biedne rezerwaty,alkoholizm i narkomania,ale Indianie to tylko ludzie tak samo podatni na demoralizacje jak inne nacje.
Historie Indian bardzo czesto porównuje się do historii Polaków,my również heroicznie walczyliśmy o niepodległośc.
Dzięki za linki i pozdrawiam.
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Moje Panie dają radę :).
Żona chodzi do szkoły i uczy się języka, córka poszła do tutejszego przedszkola gdzie pomiędzy innymi dziećmi też uczy się języka. Ogólnie OK.
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Cytat:
Zamieszczone przez
admin
(...) Ogólnie OK.
I tak trzymać !
Słuchaj - najprawdopodobniej w najbliższych miesiącach (a może już) będziecie przechodzić kryzys psychiczny. W zasadzie każdy emigrant go przechodzi (poza tymi bardzo skrzywdzonymi w ojczyźnie). Coś w rodzaju rozczarowania rzeczywistością, żalem za pozostawionym światem, tęsknotą za tym, co było, a czego się niedoceniało czy wręcz niedostrzegało.
Podobnie jak przesadzone drzewko: zanim się przyjmie, wydaje się, że grozi mu uschnięcie. A pomimo to wyrasta później na potężne drzewo, żyje kilkaset lat - być może właśnie dzięki temu, że w porę zostało przesadzone.:-)
Zatem musicie po prostu przetrzymać. Zacisnąć zęby i przetrzymać ten kryzys.
A z czasem, z dnia na dzień, będzie coraz lepiej. A potem to już zupełnie dobrze.
W maju 2011 r. odbędzie się jubileuszowy X KIMB. Może "podlecisz" do nas wtedy ?
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Cytat:
Zamieszczone przez
Stały Bywalec
W maju 2011 r. odbędzie się jubileuszowy X KIMB. Może "podlecisz" do nas wtedy ?
Może? ;) Czas pokaże.
Tymczasem szykuję się do poważnej wyprawy.
Wybieram się na zachodnie wybrzeże by na miejscu ocenić czy chcę tam osiaść na stałe czy też nie jest to miejsce dla mnie.
Celem jest Calgary, Kamloops i Golden, może skoczę też na chwilę do Vancouver. Ponad 3500 km w jedną stronę. :)
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Cytat:
Zamieszczone przez
admin
Może? ;) (...)
Celem jest Calgary, Kamloops i Golden, może skoczę też na chwilę do Vancouver. Ponad 3500 km w jedną stronę. :)
A ja czasem narzekam, że muszę do Sękowca jechać "aż" 460 km. Też w jedną stronę.:grin:
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
W ub. tygodniu odezwał się mój kolega, o którym wyrażam się jako o M.A.
Przegadaliśmy dwie i pół godziny (od 22-giej do 0:30).
Po tej rozmowie mogę uściślić jego kanadyjski dorobek od 1981 r.
Ma:
a) dom w Vancouver, wart podobno teraz ponad 1 mln dol. kanadyjskich,
b) rentę inwalidzką w wys. 5 tys. dol. kanad. mies.,
c) córkę w wieku 8 lat (on sam ma 57, jego żona zaś w granicach 35-40, dokładnie nie wiem, a raczej - zapomniałem),
d) teściową (z Polski) na karku, z którą jednakże dobrze się porozumiewa, może z racji bliskości wieku (mniejszej różnicy wieku niż między nim a żoną),
e) przygarniętą 14-letnią kotkę,
f) bliską perspektywę b. trudnej operacji (wrzesień lub październik br.) na kręgosłup - skutek ciężkiej pracy, w ekstremalnych warunkach, przez kilkanaście lat,
g) stale dobry humor i pogodne nastawienie do życia (to jedna z jego wielu zalet), pomimo choroby i związanego z nią ostrego bólu.
Używając polskiej terminologii, jest jedynym żywicielem rodziny. Żona i teściowa nie pracują, nawet dorywczo.
A w Polsce (w Warszawie) ma jeszcze tatę, który niedawno skończył 90 lat. I nie jest to bynajmniej rekord długowieczności w jego rodzinie. Jedna z prababek czy może praprababek żyła 113 lat, w tym cały wiek XIX !!!
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Wiesz :] Za 5K miesięcznie można 3 rodziny utrzymać ;)
Oczywiście na rozsądnym poziomie. Nie mówię o rodzinach królewskich.
Ja właśnie ostatnio dostałem pierwszą pracę.
Udało mi się załapać do pracy przy kompach, za średnią kasę (ponoć dla emigranta to kosmos) za to z benefitami (które (też ponoć) niełatwo dostać).
Od poniedziałku zakładam kanadyjskie homonoto na szyję i jazda.
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Cytat:
Zamieszczone przez
admin
Wiesz :] Za 5K miesięcznie można 3 rodziny utrzymać ;)
Oczywiście na rozsądnym poziomie. Nie mówię o rodzinach królewskich.
Ja właśnie ostatnio dostałem pierwszą pracę.
Udało mi się załapać do pracy przy kompach, za średnią kasę (ponoć dla emigranta to kosmos) za to z benefitami (które (też ponoć) niełatwo dostać).
Od poniedziałku zakładam kanadyjskie chomąto na szyję i jazda.
Nie zapytałem M.A., czy te 5000/mies. to netto, czy brutto. Ale chyba brutto, gdyż powoływał się na jakieś orzeczenie sądu, tę rentę ma bowiem wyprocesowaną.
Poza tym nie wiem, czy już do końca spłacił kredyt zaciągnięty na kupno domu. Nie jest to żadna rezydencja, wręcz przeciwnie - zwykły szeregowiec wzniesiony wg technologii kanadyjskiej, nomen omen. Jego duża wartość rynkowa wynika wyłącznie z lokalizacji - bo to Vancouver i podobno niezła dzielnica. Kilka, a może już kilkanaście lat temu kupił tę nieruchomość od pewnej Kanadyjki - Chinki za ok. 300 tys. dol. kanadyjskich.
Ale faktycznie, finansowo to wygląda nieźle, gdyż przyznał się również do kupna jachtu (niestety, nie zapytałem o parametry).
Natomiast czekająca go operacja, to dość trudna sprawa. Mają mu pobrać wycinek kości z biodra i wstawić do kręgosłupa. Brrr ! Szansa pełnego powodzenia takiej operacji wynosi podobno ok. 50%.
DARIUSZ - POWODZENIA !!!
Ale pamiętaj, że w ostatecznym rozrachunku najważniejsze jest zdrowie.