Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
W latach 60. w szkole na przerwach grywałem w cymbergaja.
W latach 70. byłem strasznym dziwkarzem. Aż cud, że żadnej "francy" nie złapałem.
W latach 80. jeździłem najpierw syrenką, a potem maluchem. Ta pierwsza była wręcz niesamowita: model 105 L (dźwignia zmiany biegów już w podłodze, nie przy kierownicy - jak w poprzednich modelach). Raz mi się te biegi "rozsypały" w okolicach Wałbrzycha (w 1982 r., wóz był jeszcze na gwarancji).
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
Stały Bywalec
W latach 70. byłem strasznym dziwkarzem. Aż cud, że żadnej "francy" nie złapałem.
No Gosia powinna Cię nieźle w łeb trzasnąć za taką reklamę …. ale może nawet i nie, bo różny jednak jest „ten” wiek gdy się do wspomnień wraca – tylko po cholerę tak o tym publicznie gadać ?
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
W innym wątku o pigalaku wspomniał ;)
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
iza
No Gosia powinna Cię nieźle w łeb trzasnąć za taką reklamę …. ale może nawet i nie, bo różny jednak jest „ten” wiek gdy się do wspomnień wraca – tylko po cholerę tak o tym publicznie gadać ?
Gosię poznałem w 1984 r., a więc już po owych "burzliwych" latach 70.
Ślub wzięliśmy w 1985 r.
Córka urodziła się w 1987 r.
A teraz po owej publicznej samokrytyce - publiczna "autopochwała": jestem już prawie 24 lata po ślubie, a żony dotychczas nie zdradziłem. Mimo że stosowne okazje się zdarzały, a jeszcze i teraz czasami spotykam się z niewieścią zachętą. I to na warunkach niekomercyjnych. To ostatnie zdanie musiałem dodać, gdyż Recon znów wyskoczyłby z "Pigalakiem".
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Jeszcze mi się coś istotnego przypomniało w związku z moją syreną, którą jeździłem w latach 1981-85.
Otóż po dziś dzień należy do niej rekord mojego dziennego przebiegu: 612 km, z Warszawy do Wisełki na wyspie Wolin w roku 1983.
Tak się złożyło, że już później dłuższych dystansów nie miałem okazji jednego dnia pokonywać. Jest to wyłącznie zaletą centralnego położenia Warszawy. Gdziebym się nie wybrał, to wychodzi co najwyżej 500 km.
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
Stały Bywalec
A teraz po owej publicznej samokrytyce - publiczna "autopochwała": jestem już prawie 24 lata po ślubie, a żony dotychczas nie zdradziłem.
a tu mnie aż palce korcą, żeby się kogoś zapytać jak to u niego wygląda, ale ok nie będę taka złośliwa od samego rana :lol:
No to pięknie!w przyszłym roku się szykuje cudowna rocznica-gratuluję!
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Iras napisał przy okazji wizyty na Ukrainie:
Cytat:
Zamieszczone przez
irek
Po wioskach liczydła są używane do dziś choć powoli wypierają je kalkulatory. Często jest tak że jest to i to. Starsze panie korzystają z liczydeł a te młodsze już kalkulatora. Niesamowite jest zobaczyć z jaką szybkością te panie posługują się tym urządzeniem.
Gdy rozpoczynałem w 1975 r. swą "urzędniczą karierę", to na dnie szafy pancernej znalazłem liczydła schowane pod starymi dokumentami. Z tym, że moi bezpośredni poprzednicy już ich nie używali, trzymali je tam chyba tylko z nostalgii. W biurowym zastosowaniu były wówczas maszyny elektryczne (NRD-owskie lub szwedzkie) oraz mechaniczne szwedzkie "kręciołki" (na korbkę).
Pierwszy kalkulator pojawił się w moim wydziale chyba w 1976 r. i miała go oczywiście tylko pani naczelnik. Ale już w końcu lat 70. posiadał go na stanie każdy z pracowników.
Mnie przydzielono początkowo elektrycznego szwedzkiego "Facita" (?). Pamiętam, że raz pieczołowicie wprowadziłem do jego pamięci 49 danych liczbowych w tys. zł (sprawozdawczość inwestycyjna z 49 jednostek wojewódzkich), a następnie wcisnąłem "start". Zapowiadał się hałas maszyny przez kilka minut, więc mój vis a vis (siedzieliśmy razem w pokoju) wykorzystał je, aby gdzieś wyjść. Za chwilę i mnie koledzy wywołali z pokoju, więc zostawiłem to liczące monstrum na biurku i również wyszedłem.
A w tym czasie ów potworek hałasował i wolno przesuwał się po całym biurku. Przelazł na biurko kolegi, zwalił mu pełną filiżankę kawy, a następnie sam też spadł na podlogę.
A ów mój "vis a vis" to był b. fajny chłop, ale z ówczesną techniką strasznie na bakier. Raz pokłócił się z sekretarką automatyczną w nowej centrali telefonicznej ("już trzeci raz pani powtarzam potrzebny numer wewnętrzny, a pani mi w kółko to samo").
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Ja w szkole miałam liczydło--takie małe drewniane z plastikowymi kuleczkami, nawet nas uczyli jak tym liczyć, ale niczego nie pamiętam;-((
tylko zazdrościłam paniom w sklepie, że ich liczydłą takie fajne duże były
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Orsini a czyj to tekst?... bo dobry jest na nostlalgie....
żal mi się robi świata jak odwiedzam w pogodny dzień moje stare osiedle.. a tam pełny plac zabaw... pustki... na łakach nikogo... nikt łuków z leszczyny nie robi...
...komputery...mać!
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
A ja Wam mówie dawniej mniej krzaków w Bieszczadach było. Teraz to wszystko zarasta jakimś badziewiem. Pól już prawie nie ma, mozaikowe łąki zmieniły się w zmiętolone rębakiem wielkoobszarowe trawniki, pastwisk grodzonych żerdziami już prawie nie ma. Jesiennych dymów z kartoflisk to w Beskidzie Niskim albo na pogórzach trza szukać. Nikt nie biega już po łąkach i lasach z łukami... Za to wszędzie pełno plastików, worków i sreberek. Udział wtórnych paralityków i debili wzrósł... Teraz to każdy prawie ma alergię, ADHD, nagniotki na mózgu i cholera go wie jaką jeszcze inną kiłę. Powiem Wam jedno - lubię sobie połazić po tych dawnych miejscach i powspominać przeprawy przez bagna, burze, które się w lesie przeżyło... Tylko, że te miejsca znikają, a w ich miejsce powstają osiedla domków w kolorach wszelkich odmian sraczki. Taka jest cena postępu i dobrobytu.