Odp: przeprowadzka z dużego miasta w Bieszczady
taaaak.. wiekszosc mieszczuchow zawsze chce uciekac w gory i "glusze".. a jak juz uciekna i osiada na tej "cichej wsi" to chca miec wszystko to co mieli w miescie- rowny asfalt, chodniczki, markety w zasiegu reki , eleganckie knajpy, wanne z babelkami i bilbordy wokolo.. po co ten cyrk?
znam takich co wyjechali naprawde szukac gluszy , innosci i pionierskiego zycia.. ale to sa jednostki..
Odp: przeprowadzka z dużego miasta w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
buba
taaaak.. wiekszosc mieszczuchow zawsze chce uciekac w gory i "glusze".. a jak juz uciekna i osiada na tej "cichej wsi" to chca miec wszystko to co mieli w miescie- rowny asfalt, chodniczki, markety w zasiegu reki , eleganckie knajpy, wanne z babelkami i bilbordy wokolo.. po co ten cyrk?
Z tego wszystkiego co wymieniłaś mam tylko nieustanny cyrk, ale to inna sprawa.:razz:
Odp: przeprowadzka z dużego miasta w Bieszczady
Ja nie miałam nic z tych rzeczy a przeżyłam 16 lat,pewnie dlatego,że nie były mi niezbędne!
Odp: przeprowadzka z dużego miasta w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
fiona
Nie chcę dłużej pracować na czyjeś konto, chciałabym mieć właśny biznes (...) i nie przejmować się kaprysami klientów.
No ale właśnie wtedy będziesz bardziej zależna od "kaprysów klientów".
Odp: przeprowadzka z dużego miasta w Bieszczady
Rzucanie wszystkiego i wyjazd w nieznane nie jest chyba dobrym pomysłem, tym bardziej jeśli nie ma się dotychczas doświadczenia w tym co chce się robić.
Może na początek spróbować np. na rok nie zamykając sobie drogi odwrotu, np. nie sprzedając mieszkanie w mieście.
A to np. wydzierżawić od kogoś schronisko (nie koniecznie w Bieszczadach) i spróbować przez rok poprowadzić - to da pewne niezbędne doświadczenie a nie zamknie drogi, jeśli się stwierdzi, ze to jednak nie to.
Pozdrowienia
Basia
Odp: przeprowadzka z dużego miasta w Bieszczady
...Ja bym się nie zastanawiał tylko bił na oślepi w Góry... Exupery mawiał że: "na miare ludzką, w miastach życia już nie ma" i zgadzam się z nim w zupełności.. Mam wielu przyjaciól którzy uciekając z miast, sprzedawali mieszkania i osiedlali się włąśnie tutaj... NIKT z nich nie narzeka i popełnił by ten wyjazd jeszcze raz... Nikówi że jest łątwo na początku, jakby miało być łatwo to by to nie była ów "głusza"... Tajemnica tkwi z nastawieniu, wytrawałości i dobrych pomysłach...
Odp: przeprowadzka z dużego miasta w Bieszczady
Romantyczne ….
Twój post potwierdza, że są jeszcze ludzie, którzy mają marzenia. Czy mają odwagę je spełnić – a to już inna sprawa.
A tak bardziej konkretnie – to powiem tak.
Jeśli Twoją motywacją jest chęć zamieszkania w Bieszczadach (ze wszystkimi tego konsekwencjami) – to owszem ma to sens, pod warunkiem, że zdajesz sobie sprawę z trudności jakie przyjdzie Ci pokonywać przez najbliższe lata + całkowity brak gwarancji że Ci się uda. (zwracam uwagę na to, bo z Twojego postu trudno wyczytać, jakie masz aktywa „poza brakiem doświadczenia w tym biznesie” J)
Jeżeli jednak jesteś osobą, która zna Bieszczady tylko z turystyki i wydaje Ci się, że fajnie było tu mieszkać na stałe, pracując dla przyjemności w turystyce – bo miałoby się te Bieszczady na co dzień – to daruj sobie. Podstawowy błąd takiego rozumowania tkwi w tym, że wydaje Ci się, że można życie codzienne zamienić w nieustający urlop.
Jeżeli Twoją główną motywacją jest to, o czym wspominasz w swoim poście, a więc niechęć do dwugodzinnego dojazdu do pracy, praca „dla kogoś” ect, - to daruj sobie. Jest tysiąc lepszych sposobów na robienie biznesu, niż agroturystyka/pensjonat w Bieszczadach. To kapryśny biznes, sezonowy i nie przewidywalny. Zawsze może powstać w najbliższym sąsiedztwie lepszy pensjonat, lepsza oferta – i wtedy faktycznie będziesz musiała dojeżdżać do pracy, tyle tylko, że jeszcze dalej i w gorszych warunkach.
A jeżeli jeszcze nie dysponujesz wystarczającą gotówką, i miałabyś sięgać do kredytu i spłacać go przychodami z pensjonatu – to najpierw policz to sobie dobrze (a jak już policzysz – rozejrzyj się za innym pomysłem na życie). Szkoda tracić to, co już osiągnęłaś.
No jest jeszcze wersja całkowitego romantyka, zakochanego w Bieszczadach i rzucającego wszystko. Na tą chorobę nie wynaleziono jeszcze lekarstwa, ale zdarzają się cuda, że ktoś zrywa z dotychczasowym życiem, przenosi się tutaj, jakoś egzystuje i jest szczęśliwy.
Więc, jeżeli wierzysz w cuda …..
PS. Ale… żeby nie było zbyt pesymistycznie ….to są oczywiście luźne dywagacje. Każdą sytuację warto odnieść do konkretnej sprawy, konkretnej lokalizacji i warunków lokalnych. Dopiero wtedy ma sens doradzanie czegokolwiek.
PS2. Dowody na poparcie mojej tezy masz na tym forum. To zbiorowisko ludzi pozytywnie zakręconych na punkcie Bieszczadów, ale jakoś nikt się nie przenosi.:-D
Odp: przeprowadzka z dużego miasta w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
wp.krzysztof
PS2. Dowody na poparcie mojej tezy masz na tym forum. To zbiorowisko ludzi pozytywnie zakręconych na punkcie Bieszczadów, ale jakoś nikt się nie przenosi.:-D
Eee, no jest jednak paru takich co się przeniosło (i jak sami piszą - nie żałują).
Natomiast rzeczywiście trzeba mocno rozważyć wszystkie aktywa jakie się ma.
Brak doświadczenia w biznesie turystycznym jest poważnym brakiem.
Ja osobiście wielokrotnie myślałam o zajęciu się biznesem turystycznym, nie koniecznie w Bieszczadach (mam wieloletnie doświadczenie - jestem przewodnikiem).
Ale właśnie doświadczenia (moje i męża) w tym biznesie, który bywa bardzo "kapryśny" sprawiają że traktuje to wyłącznie jako pracę dodatkową.
Żal mi tez byłoby mojej pracy "podstawowej", którą bardzo lubię i która daje mi podstawowy dochód (przynajmniej wypłatę co miesiąc mam pewną).
Pozdrowienia
Basia
Odp: przeprowadzka z dużego miasta w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
Basia Z.
Rzucanie wszystkiego i wyjazd w nieznane nie jest chyba dobrym pomysłem, tym bardziej jeśli nie ma się dotychczas doświadczenia w tym co chce się robić.
[...]
Zgadzam się z Basią... Papierologia i uczenie się najprostszych umiejętności. Trzeba się nauczyć, że po pierwsze roboty jest więcej. Drobiazgi - pranie i sprzątanie po gościach, zaopatrzenie domu w jadło itd. Szanujące się agroturystyki w moich okolicach oferują zawsze jakieś specjalne atrakcje - ludowe jedzonko, konfiturki własnej roboty, spec nalewki, płótno ręcznie tkane, wełny z własnych owiec, mają nawet folusz, jakieś miodowe wynalazki itd, itd. Pojawia się nawet coś w rodzaju specjalizacji - jedna pani z małej wioski sprowadza np super konfiturki aż spod Grójca:D A sama specjalizuje się w malowańcach na szkle, które rozprzedają zaprzyjaźnione gospodarstwa.
Więc to jest jeden z czynników, które trza brać pod uwagę - jak i czym będzie się wabiło klientelę. No bo o standardach sanitarnych itd to nie wspomnę. Mycie w misce poobijanej poszło już do lamusa;P Więc trza te standardy zapewnić, a to są inwestycje.
Wspomniałem o papierologii, bowiem przynajmniej tu, w Sudetach, bez dofinansowań z UE wiele agro by nie ruszyło z miejsca. A UE to biurokracja...
Więc uważam, że liczy się naprawdę głęboko przemyślany plan i sporo różnych umiejętności. O ich istnieniu można się szybko przekonać łapiąc jakąś arendę z PTTK-u lub w prywatnym biznesie. Na początek...
Pozdrawiam,
Derty
Odp: przeprowadzka z dużego miasta w Bieszczady
idea jest taka, że zaoszczędzimy pieniądze na rozkręcenie biznesu. nie chcę brać kredytu bo się boję tego że nie będzie odwrotu.
szacuję że idealnie byłoby mieć na start ok 0,5 mln. ale pewnie tyle nie będę mieć. Więc będę się starać o dotację z ue. pewnie udałoby się zebrać ok 250 tys. Najpierw kupimy ziemię, a później odłożymy na resztę.
mam dopiero 28 lat więc mam czas na realizację tego zamierzenia. na pewno nie wyprowadzę się jutro :)
myślałam o agroturystyce z prawdziwego zdarzenia - miejscu ekologicznym, z klimatem itd. Przez to droższym za noc. chciałabym kupić ziemię w pobliżu miejsc gdzie można jeździć na nartach, aby zima nie była zupełnie martwym sezonem.
Obecnie nieźle zarabiam, ale nie mam złudzeń że takie same zarobki czekają mnie w pensjonacie. Bardziej zależy mi na mniej stresującym zajęciu. Ceną za obecną pracę jest ciągłe napięcie. Prowadzenie pensjonatu to na pewno nie bułka z masłem, ale jest raczej mniej stresujące niż praca w agencji reklamowej.
Mam nawet jakiś pomysły na rozwój - wątek o regionalnym jedzeniu natchnął mnie do założenia lokalu rekonstruującego dawne kuchnie. na to też można dostać dotacje :)