Odp: Tam, gdzie Anioły goriłoczkę piją, czyli wrześniowe wspomnienia z Bieszczadów
Wspomnienie drugie
Jak zostałem dwukrotnie zabity
W myśl zasady imć marka Twaina, że istnieją kłamstwa, cholerne kłamstwa i statystyki, przytoczę kilka cyfr.
W drodze z Torunia do Sękowca przejechałem autobusami (z kibelkiem i bez) 770 km, z czego:
Z Torunia do Krakowa 429 km. w czasie 8h10’, Z Krakowa do Leska 274 km. w czasie 5h30’, i z Leska do Sękowca 67 km. W czasie 8h35’.
Jeśli dostrzegacie tutaj pewne dysproporcje, to dobrze bo właśnie po to o tym piszę. Rozwiązanie tej zagadki geograficzno- matematycznej jest jednak bardzo proste. Mianowicie Pomiędzy Leskiem a Sękowcem zdarzyły mi się trzy przesiadki. Pierwsza w bistro „U Magdy” koło PKS-u w Lesku, druga w Alfie, trzecia w Bar’rocku w Ustrzykach.
Alf, taka sympatyczna spelunka w Lesku okazał się nie być constans, jak przypuszczałem. Od kilu lat, wystrój był taki sam, łącznie z ozdobami i napisem Wesołych Świąt. Gdy byłem tam w maju bardzo ów napis rozśmieszył Julię i Darkangel.
-Zobacz, od Świąt nie zdążyli tego zdjąć.
- Kochane, ten napis wisi tu od czasu kiedy tu przyjeżdżam, czyli od kilku lat. Mam podejrzenie, że wisiał tu, zanim wybudowano tę kamienicę.
Tymczasem w Alfie zmiany, zmiany, zmiany. Nie tylko brak świątecznego napisu, ale i tablic z naklejkami od piwa, a ściany świeżo odmalowane. Gdzie te naklejki, pytam się barmana, chcesz? Są na zapleczu, i ciągnie mnie na zaplecze. Co zdołasz odkleić to możesz zabrać. I idzie do mnie z dużym, rzeźnickim nożem. Ale to nie wtedy mnie zabito.
- Tym spróbuj odklejać- i wręcza mi nóż.
Cóż było robić? Stałem się szczęśliwym posiadaczem kilku naklejek. Większość była przyklejona ma mur, a szkoda, bo wśród nich było kilka unikatowych, pamiętających zapewne jeszcze Papieża Jana XXXIII.
Żegnam się, jadę do Ustrzyk, tam z kolei zawsze odwiedzam Bar’rock. Jak zwykle proszę o KSU. Przy stoliku obok cztery osoby, jedna z nich zwraca się do mnie:
- Co to za kapela?
-KSU.- Przyglądam mu się uważniej.- Ale pan chyba miał coś z nimi wspólnego?- Na wpół rozbawiony kiwa głową. – Zdaje się, że na perkusji?- Zgadza się
***
We wrześniu , kiedy jechałem w kierunku dokładnie odwrotnym, bo w Sękowca do Leska, zapytałem kierowcę, który często jeźdź na tej trasie o imię. Teraz, wchodząc do autobusu w Ustrzykach Dolnych jechał ten sam kierowca.
-Dobry wieczór panie Januszu!- zagadnąłem go wesoło.
- O, cześć! Skąd wracasz?
Dla ścisłości, to zwracałem z Torunia, ale w końcu wracałem. Bo jak tu nie wracać. Co z tego, że „tam” spędzam 11 miesięcy w roku, a „tu” miesiąc.
Ale jak on mi na „ty”, to ja też kotu spod ogona nie wypadłem. Zwłaszcza, że na oko Janusz wygląda na nieco młodszego ode mnie. Później, gdy mijaliśmy się w drodze pomiędzy Sękowcem a kultową wiatą, on Autosanem, ja Prepedesem machaliśmy do siebie. Trochę najeździłem się już autobusami po Bieszczadach, a najbardziej dramatyczne zdarzenie miało miejsce przed rokiem, kiedy … Zresztą nasza autobusowa odyseja została zarejestrowana, Zaczęła się od trzęsienia ziemi, a potem dramaturgia zaczęła wzrastać.
***
Jeszcze u Janusza w autobusie telefon dał mi polecenie, żebym natychmiast po dojechaniu na miejsce przeszedł do leśniczówki, gdzie czekali na mnie Stały Bywalec , Wojtkek 1121 i ukraińska flaszka. Ledwie przyszedłem zabili mnie propozycją, że oni będą kupowali wiktuały, a ja będę robił za Marysię. Od następnego wieczoru gościłem ich codziennie na kolacjach w domku nr 4. Poza tym, jak deklarowali, będą codziennie zapraszali mnie na obiad. Po ty wyznaniu umarłem, a kiedy zmartwychwstałem przeliczyłem szybko w myśli moje zasoby finansowe i zgodziłem się z radością. Dziękuję Wam bardzo za wszystko!
Zaraz potem Stały Bywalec zabił mnie propozycją, żebym został Prezydentem KIMBu, bo on rezygnuje. Jak się zgodzę dostanę w prezencie mapę Bieszczadów 1:50 000. Ponieważ jestem bezkompromisowy, twardy, niezłomny, facetem z charakterem i zasadami, a do tego słynę z przysłowiowej wręcz skromności, nie dałem się skorumpować przed wypiciem butelki. Gdybym wiedział, że wyjdzie z tego taka chryja…
Odp: Tam, gdzie Anioły goriłoczkę piją, czyli wrześniowe wspomnienia z Bieszczadów
Piskal ! Nie ociągaj się ! dawaj dalej !
1 załącznik(ów)
Odp: Tam, gdzie Anioły goriłoczkę piją, czyli wrześniowe wspomnienia z Bieszczadów
Wspomnienie trzecie
Ukraińskie
Ale nie z PIkuja, lub Lwowa. Raczej wspomnienie tego, jak to Ukraina przyjeżdża do Ustrzyk Dolnych w postaci ukraińskich bab i pełnych gorzały toreb. Bab, które na podobę upiorów oblegają cię całą chmarą i nie znając litości szarpią twe ciało na sztuki, a gdy ciała nie staje, szarpią twe nędzne kości, aż ulegniesz, aż zakupisz, nie zakupisz, będziesz trupem! Przebóg, cóż to za szkarada, ciągle wciska, ciągle gada. Ciągle wciska ci butelki, gdy przeżyjesz, będziesz wielki.
Mnie udało się wyjechać z Ustrzyk z dwiema tylko butelkami- Chołodnym Jarem Pszenicznym, o smaku lakieru nitro na bejcy, i całkiem smacznym likierze. Ale Wojtkowi 1121 wcisnęły tych butelek kilkanaście. Ach, widzicie jaki jestem asertywny!- chciało by się zakrzyczeć. I zakrzyknęło mi się- Ach, widzicie jaki jestem niezamożny! I może dobrze, bo wbrew temu, co twierdzi wielbiciel ukraińskiej gorzały, Stały Bywalec, ja nie mam zaufania do tych wódek. Co z tego, że jest na nich akcyza? Popełniłem kiedyś nawet taki utwór literacki:
Raz w Ustrzykach Górnych
Szedł niedźwiedź po łące
A za misiem po cichu
Szły cztery zające.
Niezbyt trzeźwe,więc dalej
Układać plan w skrócie
Jak tu napaść niedźwiedzia
Pobić go i uciec.
Miś tymczasem jął pilnie
Słuchać ich rozmowy
Wreszcie kichnął znudzony
I już miał ich z głowy.
A zające gdy doszły
Po trzech dniach do siebie
Wytrzeźwiawszy cupnęły
Pod krzakiem na glebie.
I wraz się oskarżać
Który z nich to kretyn,
Pragnął z misia przyrządzić
Niedźwiedzie kotlety.
No i się pobiły
nieszczęsne zające
I o kulach wracały
Do domów po łące.
Morał tej historii
Będzie bardzo krótki:
Nie pijcie zające
Ukraińskiej wódki.
Inna sprawa, że nic mi po nich nigdy nie było.Po wódkach, nie zającach.Oprócz może zwyczajnych objawów towarzyszących i innym wódkom.
Tymczasem, odwiedzając mnie na którejś kolejnej kolacji chłopaki przynieśli goriłoczkę o nazwie „Goriłoczka”. Pyszna! Aż dziw bierze. Żadna z dotychczasowych, które przelewały się w domku nr 1, i teraz w domku nr 4, nie była tak dobra. Ani Chołodnyj Jar, ani Priwatnaja Kolekcja, ani Artemińska (dwie krople wody na wiadro Artemińskiej), dopiero Goriłoczka. A wierzcie mi lub nie, Ale nie jestem smakoszem wódek i poza Bieszczadami pije wódę bardzo rzadko. W ogóle poza Bieszczadami piję rzadko, zwłaszcza teraz, kiedy w domu mam żandarma w ciąży. I o ile nie zostanę fanem ukraińskiej gorzały, to Goriłoczka zdobyła moje podniebienie.
Dygresja
Żandarm w ciąży, ale z moim dzieckiem, któremu, chociaż jest jeszcze w brzusiu czytam na głos poważną literaturę.Najpierw Brzechwa i Tuwim, potem „Kubuś” i „Chatka”, a ostatnio wzięliśmy się za fantastykę :„Bromba i inni” a z chwilę „Tajemnica szyfru Marabuta” Macieja Wojtyszki.
I właśnie czytając „Kubusia Puchatka” i „Chatkę Puchatka” zauważyłem, że leciwe moje egzemplarze tych genialnych zbiorów opowiadań zostały wydrukowane w mieście, którego nie ma. A właściwie jest, ale nazywa się już na szczęście inaczej. Wydrukowano je w Stalinogrodzie w 1955 roku. Ot, znak czasów…
PS. Dociekliwym wyjaśniam, że nie kupiono mi tych książek, kiedy byłem małym chłopcem, hej! Dostałem je znacznie później.
Odp: Tam, gdzie Anioły goriłoczkę piją, czyli wrześniowe wspomnienia z Bieszczadów
Polecam jeszcze wiersze Danuty Wawiłow, szczególnie moje ulubione Rupaki.
Jak znajdę to podrzucę, a tymczasem
Kałużyści
Już od rana na podwórzu
wśród patyków i wśród liści
przycupnęli nad kałużą
pracowici kałużyści.
Wygrzebują brud z kałuży,
niech kałuża będzie czysta!
Pełne ręce ma roboty
każdy dobry kałużysta!
Świeżo upieczony
Długi - Dziadek
Odp: Tam, gdzie Anioły goriłoczkę piją, czyli wrześniowe wspomnienia z Bieszczadów
Wiwat google!
Danuta Wawiłow - O Rupakach
Usiądź przy mnie, mamusiu.
Coś ci powiem do uszka...
Wiesz, kto do mnie przychodzi,
jak się kładę do łóżka?
Takie śliczne, puchate,
kolorowe jak ptaki...
Za nic w świecie nie zgadniesz!
To przychodzą RUPAKI !
Te RUPAKI, mamusiu,
to są takie zwierzaki -
trochę jakby kociaki,
trochę jakby dzieciaki,
trochę jakby motyle,
krokodyle czy raki...
Nie rozumiesz, mamusiu?
No, po prostu - RUPAKI!
Są RUPAKI dorosłe
i RUPAKI - dzieciaki,
są RUPAKI - dziewczyny
i RUPAKI - chłopaki,
są RUPAKI - mądrale
i RUPAKI - głuptaki,
są brzydale i wcale,
wcale ładne RUPAKl...
Te RUPAKI mieszkają
w różnych dziurach i kątach,
i na przykład za szafą,
gdzie się kurzu nie sprząta,
i w szufladzie tatusia,
i na półce z książkami,
i w wózeczku dla lalki
też nocują czasami.
Strasznie boją się myszy
i nie lubią jeść sera,
zawsze tańczą kozaka,
gdy na burzę się zbiera,
śpią w kaloszach, a kąpiel
zawsze biorą we frakach...
Nie chcesz wierzyć? Naprawdę!
Ja się znam na RUPAKACH !
Jeśli spotkasz któregoś
w kuchni albo w łazience,
to go możesz pogłaskać
albo wziąć go na ręce,
tylko nie mów przypadkiem:
Jejku, co za pokraka!,
bo ty nie wiesz, jak łatwo
jest obrazić RUPAKA!
Popatrz, popatrz, już przyszły.
Jeden siedzi na oknie!
Oj, przepraszam, mamusiu,
że tak ziewam okropnie!
Jak mi bajkę opowie,
to powtórzę ci rano...
Teraz już mnie pocałuj...
Zaraz zasnę... Dobranoc!
Odp: Tam, gdzie Anioły goriłoczkę piją, czyli wrześniowe wspomnienia z Bieszczadów
Cytat:
Zamieszczone przez
długi
Świeżo upieczony
Długi - Dziadek
Wierszyki świetne!
A poza tym Serdeczne Gratulacje!
I bardzo jest mi miło, że to ogłaszasz w wątku, którego jestem gospodarzem!
I ode mnie dla Ciebie i Joasi (tak mi właśnie wpadło do tego, co noszę na szyi)
Kochajmy babcię i dziadka,
Bo to przecież nie przypadek,
Że nikt inny nas tak nie zepsuje
Jak właśnie babcia i dziadek!
Odp: Tam, gdzie Anioły goriłoczkę piją, czyli wrześniowe wspomnienia z Bieszczadów
Zapomniałem jeszcze o „Bitelsiakach” Agaty Widzowskiej Pasiak, książce, która jest „dla Dużych, którzy szaleją za Bitelsami, i dla Małych, którzy tylko szaleją…”
Czyż nie uroczy jest klimat, kiedy włączam płytę Beatlesów (koniecznie czarnogrającą!) i czytam taką np. perełkę:
Pewien chłopiec z Liverpoolu
Miał kieszenie jak balony
A w kieszeniach tych-jak w ulu-
Skarbów rój był umieszczony:
Dwa kamyki,
Długi sznurek,
Harmonijka,
Papier z piórem,
Jedna proca,
Okulary,
Dwa cukierki,
Gryf gitary,
Garść guzików,
Czekolada,
Duże szkiełko,
Mała żaba,
Żółta łódka,
Stara płyta,
Kij do łuku,
Sto pomysłów i marzenie-
„Ja za chwilę świat odmienię!”
Szybko sięgnął do kieszeni,
Żuki wnet w muzyków zmienił,
Zaczarował starą płytę
I podpisał ją The Bitels.
Kto mi teraz wytłumaczy
To angielskie trudne słowo?
Ono właśnie ŻUKI znaczy,
Które grały wystrzałowo!
Wyobrażamy sobie wtedy, że mały, tam, we wszechświecie brzucha, płynie żółtą łodzią podwodną poprzez truskawkowe pola na popołudniową herbatkę do sierżanta Pieprza.
Tyle dygresja, ale czy ostatnia w tej opowieści?
Kto wie?
Tymczasem…
Wspomnienie czwarte
Na deptaku w Ciechocinku
Sobota , 25 września. Do wyboru dostałem: Iść do Chatki Puchatka ze Stałym Bywalcem via Suche Rzeki, Wetlińska lub z Wojtkiem 1121 z Górnej Wetlinki. Na moje zastrzeżenie, że jeszcze jest trzecie wyjście, że mogę gdzieś ruszyć sam, usłyszałem, ze tertium non datur. Cóż było robić, zapakowałem się w Wojtka i pojechaliśmy do Górnej Wetlinki. Bardzo lubię to miejsce i ten szlak, Wojtek poszedł wcześniej, ponieważ chodzi w swoim tempie, ja ruszyłem piwo później, ale pod koniec lasu dogoniłem go. Tymczasem wszystko było fajne, fajny szlak, fajne konie przy szlaku, fajna pogoda, ja miałem fajny humor, po prostu fajnie się szło, aż do momentu, kiedy czarny szlak dochodzi do żółtego idącego z Przełęczy Wyżnej. Spodziewałem się paru osób, ale nie tłumu jak na deptaku w Ciechocinku! Dosłownie. Już wiedziałem co to będzie w Chatce, do której dojdą jeszcze ludzie z Wetlińskiej i Berechów. Uciec stamtąd nie było można, bo czekać musieliśmy na Stałego Bywalca, radość z podziwiania widoków znikła, a na dodatek ktoś podpieprzył mój kostur do trekingowy znaleziony na szlaku pozostawiając na jego miejscu wątły patyk. Cóż, popełniliśmy błąd logistyczny, bo w weekend przy takiej pogodzie nie należało pchać się na połoniny które są nudna same w sobie. Jednak po pewnym czasie nieco się przerzedziło, Wojtek zajął strategiczne miejsce na trawce, ja poszedłem do Chatki posączyć piwko. W Chatce maleństwo półroczne, zaraz więc snuć marzenia, jak to będę mojego smarkacza ciągał po różnych górach. Potem przyszło starsze dziecko koniecznie chcące się dowiedzieć, gdzie jest Puchatek?
- Puchatek się schował, nie lubi gdy jest tyle ludzi (to dowód na to, że ten miś wcale nie ma małego rozumku!)
- Tam się schował?
- Tam, widzisz, wciągnął drabinę.
-A wyjdzie?
Biedne dziecko…
Tak doczekaliśmy się Kubusia Puchatka, przepraszam- Stałego Bywalca.
Wojtek już poszedł na dół a ja z Kaziem jeszcze rozmawialiśmy o rzeczach niezmiernie ważnych lub zgoła nieistotnych. Ale i my musieliśmy w końcu stamtąd pójść. I w drodze powrotnej spotkaliśmy miłe panie, które na Wetlińskiej napotkał SB, panie, które znały przesympatyczną piosenkę o kotku. Piosenkę, której, oczywiście, nie zapamiętałem. Chodziło o to, że wlazł kotek na płotek, a na tym płotku zakręciło mu się w głowie i spadł na pysk. Oczywiście treść była bardziej dramatyczna, zwłaszcza że miłe panie śpiewając podpierały się choreografią. Jeżeli ktoś za tę piosenkę, to bardzo proszę. A może któraś z pań akurat mnie czyta?
PS. Jeszcze musze się wytłumaczyć. Dlaczego, pomimo tego, że nauczyłem się trudnej sztuki wklejania zdjęć, będzie ich w tej relacji mało. Otóż mało ich zrobiłem, usuwałem je na bieżąco robiąc miejsce na inne. Po prostu miałem kartę której objętość (128 Mb) sugerowała, że, porównując ją do obecnych pojemność ,chyba została kupiona w sklepie Wokulskiego. Normalną kartę miał mi dowieść Wojtek Myśliwiec, którego spodziewaliśmy się lada dzień, a który…
Odp: Tam, gdzie Anioły goriłoczkę piją, czyli wrześniowe wspomnienia z Bieszczadów
Piskalu, czy mieszkałeś wtedy w Sękowcu? Jeżeli tak, to miło mi donieść, że w weekend listopadowy razem z grupą nocowaliśmy w domku numer 4 z kominkiem. I pani Basia ucieszyła się, jak wspomniałam właśnie o tobie :))) DOmek bardzo przyjemny, musze przyznać :)
Odp: Tam, gdzie Anioły goriłoczkę piją, czyli wrześniowe wspomnienia z Bieszczadów
Owszem, mieszkałem w domku nr 4 z kominkiem, który bardziej świeci niż grzeje, ale domek rzeczywiście bardzo fajny. Tak jak Basia!
3 załącznik(ów)
Odp: Tam, gdzie Anioły goriłoczkę piją, czyli wrześniowe wspomnienia z Bieszczadów
Zdjęć nie dużo, ale te co są, to już powklejam.