-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Hej vm2301...
Wlasnie wrocilam ze wspanialego spaceru. Szlakiem wytartym twoja galeria zdjec. Piekna praca. Lubie te roznorodnosc twoich prac... Sliczne miejsca... cudownie uchwycone, a przede wszystkim zauwazone szczegoly -roznego rodzaju... poprostu sliczna galeria.
Kiedys spotkalam czlowieka, ktory zna i kocha Bieszczady... zarazil mnie ta miloscia. Niestety kontakt urwal sie, a moj zapal do zobaczenia Bieszczad na wlasne oczy jest coraz wiekszy i nabiera coraz bardziej realnych obrazow. Sledze miejsca na internecie, czytam opowiesci i doswiadczenia tych, ktorzy znaja miejsca i wiedza, jaka droga isc, aby nie zbladzic... mowiac tak troszke w przenosni. Zapisalam sie na to forum, aby zaczerpnac wiadomosci na temat Bieszczad. Planuje pojechac i zachwycic sie... mysle, ze tak wlasnie stanie sie. Bedzie to pierwszy raz i czuje sie zagubiona. Z jednej strony chce jak najwiecej wiadomosci, z drugiej strony -im wiecej dostaje, tym wieszy "bol glowy": gdzie jechac, jaki kierunek wybrac jako start. Twoje zdjecia pomogly mi bardzo "narysowac" moja wlasna mape... na start. Dziekuje wiec za mozliwosc zobaczenia twoich prac fotograficznych. Pozdrawiam Cie
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Witaj, i rozgość się jak u siebie. Każdy kiedyś zaczynał. I nikt nie zobaczył wszystkiego za pierwszym razem. Na początek, nie za ostro, spokojnie. A potem to już na całego, latem, wiosną późną jesienią i zimą. Ani się obejżysz, jak będziesz udzielać rad młodszym
Pozdrawiam
Długi
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Dziekuje za zaproszenie... kiedy mowisz -brzmi to latwo, ale bedac 2000 km od nieznanego mi miejsca, z tak kolosalnymi mozliwosciami i kompletnie bez doswiadczenia w wedrowkach po gorach nie czuje to jako latwe. Ale pomalu robi mi sie lepiej na duchu. Dzieki:) Zamierzam, na poczatek, spedzic ok. 7-8 dni (tyle tylko moge) w drugiej polowie maja. Wymyslilam sobie plan, ze codziennie pojde dalej... pomalutku i bez pospiechu, bowiem pragne zachwycic sie, zaczerpnac wszystkiego, co mozliwe, aby nastepnym razem miec juz troszke "bagazu" w plecaku w formie odwagi. Na pewno nie bede chciala zawojowac Bieszczad "na czas", ekspresowo. Dodales mi troche odwagi. Czytam w tej chwili "Niecodzienne spotkania na szlaku" -cudowne przezycia. Pozdrawiam:)
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Hej Kompletnie Zielona,
Łaskocze to pewnie moje ego stłamszone nieco ostatnimi czasy, cieszę się, że zdjęcia me uroku miejsc odwiedzonych mocno nie tłumią - bo oddać ich piękno często nie sposób.
Bieszczady są tak urokliwe, że choćby smieną by zdjęcia robił, to i tak ładne będą;)
Witaj na forum, czytaj i pytaj, opowiadaj, ....a gdy tak sobie poszperasz, to prawdziwe Zdjęcia dopiero zobaczysz.
Pozdrawiam:)
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Cytat:
Zamieszczone przez
Kompletnie zielona
Zamierzam, na poczatek, spedzic ok. 7-8 dni (tyle tylko moge) w drugiej polowie maja.
Czyli tak w okresie KIMBu, może nas odwiedzisz. Poznasz część bywalców forum.
Długi
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Parę lat temu, wyruszyłem z Kulasznego, niebieskim szlakiem przez Suliłę na Chryszczatą by później już czerwonym zejść do Komańczy. Rano mały deszczyk, później już parówa, czyli coś wisiało w powietrzu. Przez cały czas ani jednej osoby na szlaku, totalne pustki. Na Chryszczatej chciałem zrobić dłuższy odpoczynek ale gdzieś w oddali widziałem niebezpieczne chmury burzowe, coś bardzo daleko błyskało i bardzo powoli zbliżało się w moją stronę. Oceniłem, że może być niewesoło. Odpoczynek był, więc sprowadzony do pełnego minimum i ruszyłem ostro w dół. Była wtedy godzina gdzieś koło 15-16. To był bardzo deszczowy lipiec. Chryszczata wtedy lubi być śliska, więc gdy zobaczyłem idącą kilkuosobową grupę w górę, która była obładowana w straszliwy sposób i w dodatku kilka osób idących w tyle, ledwo szło uginając się pod ciężarem plecaków, spytałem się gdzie idą. Dowiedziałem się, że mają zamiar na wieczór dojść do Cisnej. Wtedy zareagowałem, że biorąc czas jaki już jest i kondycję jaka mają to w życiu nie dojdą. Ostrzegłem, że teraz nie widać, ale z drugiej strony Chryszczatej nadciąga niewesoła chmura i na moje oko to będzie niedługo tutaj niezłe piekło. Nie znali w ogóle trasy, polegali tylko na mapie więc powiedziałem im, że na Żebraku, gdyby było już bardzo źle mogą się schronić w drewnianym schronie (wtedy jeszcze stał). Dałem im tez telefon do Andrzeja Spychały, który jeździ busem, a też prowadzi z rodziną Okrąglik w Cisnej.
Duszatyn prawie biegnąc odebrałem telefon z Warszawy, że tam jest straszliwa burza i właśnie gdzieś podali, że piorun zabił 2 osoby na przystanku autobusowym. W Prełukach gdy się zastanawiałem czy iść szlakiem czy drogą to pioruny waliły ostro w Chryszczatą. Nie było co myśleć tylko szlakiem na skróty. Na górce zobaczyłem, że źle wybrałem, pioruny waliły wszędzie a gdzieś z 50-100 metrów ode mnie piorun strzelił w drzewo. Nie powiem, że się nie bałem… miałem sporego stracha. Pioruny waliły bez mała jak z karabinu maszynowego. Zrobiło się też zimno, schodząc do Komańczy wszędzie strumieniami płynęła woda. Byłem cały mokry, nie wiem już czy z potu czy z deszczu.
Pomyślałem sobie o tamtej grupie, że mają nie wesoło. Myślałem o nich i wieczorem i w następne dni.
Kilka dni później rozglądając się w Wetlinie za transportem w stronę Ustrzyk Górnych spotkałem Andrzeja Spychałę, który mi opowiedział jak to dwa dni temu zadzwonili do niego o 2 w nocy z Przełęczy Żebrak. Zabrał ich busem do siebie, zziębniętych i mających dość wędrówki.
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Łaskocze to pewnie moje ego stłamszone nieco ostatnimi czasy, cieszę się, że zdjęcia me uroku miejsc odwiedzonych mocno nie tłumią ...
....a gdy tak sobie poszperasz, to prawdziwe Zdjęcia dopiero zobaczysz.
Witam Cie
Nie masz powodu do nadmiernej skromnosci -mozesz byc dumny ze swojej galerii zdjec. I tak, masz racje -jest wielu, bardzo wielu z was, ktorzy maja takie samo lub podobne spojrzenie i wyczulenie na swiat wokol. Do Ciebie, jak juz mowilam, zajzalam przypadkowo, zaczynajac moje "szperanie" tutaj. A mowiac o szperaniu... no, coz -to tez jest potrzebne w zyciu. Ja jestem taka troche "zosia-samosia" i szperac lubie... bede szperac, az znajde to, czego mi potrzeba, czyli miejsca mojej podrozy, z ktorego zaczne moja beszczadzka przygode... mam nadzieje, ze dojdzie ona do celu. Jezeli kiedys zauwazycie taka samotna, co to szpera -to najprawdopodobnie bede ja:) :lol:
Pozdrawiam
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Cytat:
Zamieszczone przez
długi
Czyli tak w okresie KIMBu, może nas odwiedzisz. Poznasz część bywalców forum.
Długi
Hej Dlugi:)
No, to moze byc w tym samym okresie, co KIMBu -juz to sama wyszperalam. Ale mysle, ze to byloby dla mnie troche krepujace -was, ktorzy znaja sie, bedzie duzo -a ja pewnie jedna, taka "kompletnie zielona" i wystraszona:lol: ... ja to jestem taki troche "dzikusek" (na poczatek:lol:)
Ale dzieki, ze pomyslales o tym.
Dobranoc
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Połowę znam tylko z netu, połowę z poprzedniego KIMBu. Przyjeżdżaj
Długi
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
To że osoba Kompletnie Zielona pisze nie na temat ... to mnie nie dziwi.
ale że Długi, ty ciągniesz na boki rozpiepszając wątek ! .... to się dziwię.
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Bardzo przepraszam, zagalopowałem się
Długi
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
A może w ramach rekompensaty wygrzebiesz z pamięci jakieś spotkanie które utkwiło na dłużej ?
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Gdy pierwszy raz przeglądałem ten wątek założony przez Henka, to od razu zaczęły mi się przypominać „takie tam różne historyjki z wędrówek”, które nie zawsze są kojarzone z człowiekiem. Henek myślę, że mi wybaczy małe odstępstwo, bo teraz wspomnę o zwierzęciu a nie o ludziach normalnych, „nienormalnych”, z plecakiem czy bez.
Historyjkę więc czas zacząć ;)
Któregoś tam roku pod koniec już moich wędrówek postanowiłem tak bez konkretnego celu wejść na Jeleniowaty, zejść gdzie nogi poniosą, najlepiej do stokówki za pasmem i już drogą jakoś wrócić do Mucznego.
Wyszedłem wcześnie, do stokówki doszedłem i skręciłem na północ. Idąc miałem po lewej wzgórze z lasem a w pewnym momencie po stronie prawej sporą i bardzo rozległą polanę, którą od drogi oddzielał suchy rów a za nim łąka już opadała w dół. Pogoda tego dnia była bez słońca, taka niby mgła, ale bardzo ciepło. Wiatr wiał od strony łąki, nogi miałem już obolałe, żołądek pusty, więc ległem w tym rowie, pojadłem, popiłem i… mnie zmorzyło. Normalnie w świecie zasnąłem snem sprawiedliwego. Pełny brzuch, nogi w górze, wiatr szumiący w drzewach od łąki, gdzieś tam w pobliżu jakieś bzyczenie, czasami z tyłu nad łąką coś kwiliło… bajka. Kiedy się ocknąłem i spojrzałem na zegarek to w mig skapowałem, że sen trwał 1,5 godziny. Byłem wyspany, ale odrętwiały, leżałem przecież na gołej glebie. Wstałem w stronę łąki by się przeciągnąć i… normalnie wprost zdębiałem. Ode mnie na jakieś 4-5 metrów stał potężny jeleń. Nasz wzrok się spotkał na ułamek sekundy. Jeleń zapewne pomyślał… skąd ja się tutaj wziąłem, widziałem jego zszokowanie czarne oczy. On moje zdziwienie też! Nie zdążyłem nawet policzyć poroży, ale miał ich kilkanaście, były wprost potężne. Widziałem go 2-3 sekundy, bo kilkoma skokami pokazując mi swój tył, śmignął w dół.
Czy to można zaliczyć do tych spotkań z zamysłu Henka? :)
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
bedzie konfontacja na KIMBu
(bylem swiadkiem takiej na spotkaniu forumowiczow)
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
W latach 90-tych wędrowaliśmy z kolegą stokówką koło Jeleniowatego, czyli okolicami wspomnianymi przez Recona. Był już zmierzch (wrześniowy wieczór), zmierzaliśmy do Stuposian, gdzie kolega zostawił samochód, którym przyjechaliśmy aż z Polańczyka.
Nie było jednak jeszcze tak ciemno, aby już zapalać latarki.
I nagle zorientowaliśmy się, że równolegle lasem "ktoś" nam towarzyszy. Idzie cały czas z nami, przedzierając się przez chaszcze leśne. Słyszeliśmy tylko niewielki hałas, jaki przy tym czynił.
Wtedy zapaliliśmy latarki i ów hałas ucichł (ale odgłosu ucieczki nie słyszeliśmy).
Czyli albo był to duch, albo misio - do dziś nie wiemy.
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Cytat:
Zamieszczone przez
Stały Bywalec
W latach 90-tych wędrowaliśmy z kolegą stokówką koło Jeleniowatego, czyli okolicami wspomnianymi przez Recona. Był już zmierzch (wrześniowy wieczór), zmierzaliśmy do Stuposian, gdzie kolega zostawił samochód, którym przyjechaliśmy aż z Polańczyka.
Nie było jednak jeszcze tak ciemno, aby już zapalać latarki.
I nagle zorientowaliśmy się, że równolegle lasem "ktoś" nam towarzyszy. Idzie cały czas z nami, przedzierając się przez chaszcze leśne. Słyszeliśmy tylko niewielki hałas, jaki przy tym czynił.
Wtedy zapaliliśmy latarki i ów hałas ucichł (ale odgłosu ucieczki nie słyszeliśmy).
Czyli albo był to duch, albo misio - do dziś nie wiemy.
Najprawdopodobniej śledził was koziołek, w czasie rui są okropnie wścibskie.Też miałem taką przygodę,lazł za mną od Prełuk do Rzepedzi,co się zatrzymałem,wystawiał łeb z krzaków i szczekał na mnie :-)
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Cytat:
Zamieszczone przez
Stały Bywalec
I nagle zorientowaliśmy się, że równolegle lasem "ktoś" nam towarzyszy. Idzie cały czas z nami, przedzierając się przez chaszcze leśne.
Kiedyś podchodząc tak pod Suliłę też słyszałem jak coś/ktoś (???) za mną idzie. Gdy zacząłem schodzić ze szczytu w stronę drogi Kalnica-Turzańsk i zrobiło się mniej drzew postanowiłem się zatrzymać i popatrzeć do tyłu. Wiedząc skąd to dochodzi zacząłem tam się wpatrywać nawet przez lornetkę, by zobaczyć choćby fragment pomiędzy drzewami. Nic nie zauważyłem. Ruszyłem i znowu coś szeleści, ki diabeł? Schyliłem się po jakiś kamień i ...pierdut w to miejsce. Cisza... już nic nie szeleściło. :) Na dole na ściętych balach zrobiłem popas z lornetką w dłoni, ale nic nie wypatrzyłem. Już nic dalej za mną, gdy ruszyłem w stronę Chryszczatej, nie szło :P
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
I jeszcze jedno "niezwykłe" dla mnie spotkanie ze zwierzakiem.
Już nie pamiętam skąd wyruszyłem, druga część trasy to z Nasicznego do Koliby a tam decyzja jak kończyć. W Kolibie po sporym odpoczynku i zerknięciu jakie mam w okolicy odjazdy PKS-u postanowiłem ruszyć zielonym szlakiem na wzgórze 983 (teraz Rohy, a kiedyś chyba nie miało nazwy?). Słońce zachodziło, piękna pogoda, oko na zegarek by kontrolować czas ostatniego PKS-u do Ustrzyk Górnych, w nogach sporo kilometrów... bajka dla turysty :)
Podchodzę pod sam szczyt 983 nagle, prawie spod nóg coś mi wyskoczyło i biegnie na duże drzewo, które stało po prawej stronie (dawno tam nie byłem, ale tak było jak wchodziło się na ten szczyt od strony Koliby) i trzyma coś w pysku. Pierwsza myśl... jakiś spasiony kot z Koliby? ale taki wielki? taki gruby pręgowany ogon? Usiadł na grubej gałęzi i kończył jeść. Jadł i patrzył się na mnie a ja na niego przez lornetkę bo chciałem mu się dobrze przyjżeć. Dopiero później dowiedziałem się, że w ten sposób zobaczyłem jedyny raz w życiu żbika (nie Kapitana Żbika!) :)
Henek, koniec historyjek o zwierzakach w Twoim wątku. Inne to już takie normalne, chociaż jedna mnie cały czas nurtuje. Dam to w innym dziale jako "zagadkę" dla znawców tematu, może pomogą mi określić cóż takiego wtedy spotkałem?
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Gwoli jasności ...nie jest to mój wątek, jeno publiczny
.... znaczy się forumowy.
Dzięki za podzielenie się opowiastkami (to tak jak dzielenie się opłatkiem - znaczy się w duchu pokoju)
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
W 2000 lub 2001 r. szedłem z kolegą trasą z Sękowca w stronę Nasicznego, stokówką po lewej stronie Sanu.
Uszliśmy może ok. 1 km, gdy z leśnej ścieżki (od strony Sanu) wyjechał na drogę na rowerze miejscowy chłopak (na oko jakieś 13 - 14 lat) z wrzaskiem, że go goni wilk. Był autentycznie przerażony, spocony ze zmęczenia, pedałował chyba szybciej niż sam Szurkowski.
My z kumplem natychmiast się przygotowaliśmy do ew. spotkania z owym wilkiem, jednak nic na drogę za owym rowerzystą nie wyskoczyło. Wypatrywaliśmy, nasłuchiwaliśmy - też nic.
Gdyby nie wyraz autentycznego przerażenia na twarzy tego wyrostka i jego szaleńcze pedałowanie na rowerze, pomyślelibyśmy, że może chciał sobie z nas zażartować.
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Lato, Duszatyn. Jest już dość późno, mrok. Idę nad potok w kierunku kibelka i nagle ze ścieżki wychodzi na mnie jasna kurtka. W duchy nie wierzę, ale zrobiło mi się nieswojo. Kurtka powiedziała dzen dobri i okazało się, że należy do bardzo ciemnoskórego studenta z Lublina. Nieco później, przy ognisku, zagaduję: jaki jest Twój język ojczysty (myślę swahili). Angielski, pada odpowiedź. Skąd jesteś, pytam (Kenia myślę). Z Wenezueli. Okazali się przesympatyczną parą dobraną na zasadzie kontrastu;on najciemniejszy ze znanych mi ciemnoskórych, ona bielszy odcień bieli, blondynka. To jedno z milszych spotkań w Bieszczadach
Długi
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Długi wspomniał o cudzoziemcu i od razu i mi się coś przypomniało. Parę lat temu siedzę sobie na Przełęczy Orłowicza, odpoczywam, podjadam, jest pochmurno ale ciepło, umiarkowany ruch na szlaku. W pewnym momencie od strony Chatki Puchatka podchodzi starszy, rudowłosy i rudobrody pan z młodą dziewczyną, siada prawie koło mnie, wita się... "good morning", podaje rękę. Za kanapkę dziękuje, ale połowę jabłka przyjął. Okazuje się, że jest Szkotem (nie był w kilt`cie :) ), nasłuchał się u siebie o Bieszczadach (pewnie od Polaków?) i postanowił zobaczyć je na własne oczy. Bieszczadami był zachwycony. Młoda dziewczyna była przez niego wynajętym przewodnikiem. Po paru minutach poszli na Smerek a ja czarnym do bacówki Jaworzec.
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Rzecz ze szlaku turystycznego,ale wiodącego przez Londyn.Histotyjka zabawna więc moze nie posypia się gromy,że "nie bieszczadzka".
Po uciążliwej wędrówce,przysiedliśmy z synem na ławeczce (centrum Londynu) obok typowego angielskiego gentelmana (tweedy,popularny dziennik w dłoni itp)Rozmawialiśmy sobie półgłosem.Kiedy wstaliśmy do odejścia,nobliwy pan wstał również,pięknie się ukłonił i powiedział z czarującym uśmiechem "do widzienia choliera jasny".To były lata 9O te,teraz pewnie miałby szerszy repertuar!!!
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Późny wrzesień, pada od 1,5 tygodnia, człowieka już coś skręca od takiej pogody. W końcu coś się trochę przetarło, postanowiłam iść na połoninę - w końcu jakiś widoczek, po tych opadach się trafi... Idę sobie z Przełęczy, ruch umiarkowany, ale raczej nie uciążliwy. Idę, testuje nowe kijki /na połoninie nie wygodnie/ i nagle z lewej strony szuru buru, hałas, skarłowaciałe drzewa trzaskają - jakby ciężki zwierz się przedzierał. Myślę ki licho, na takim deptaku "duży zwierz" z własnej nie przymuszonej woli? I nagle wychodzi uśmiechnięty Stały Bywalec z kolegą.
Sama żałuję, że nie widziałam swojej miny.
upss już było
Cytat:
Zamieszczone przez
Stały Bywalec
Jakieś 3 - 4 lata temu przedzieraliśmy się z koegą poprzez wysoką trawę, chaszcze, aby do góry ! Bo wiedzieliśmy, że musimy w końcu dotrzeć do ścieżki oznakowanej jako szlak. Innej możliwości nie było.
I w końcu doszliśmy. Ledwo wyleźliśmy na tę ścieżkę, patrzymy, a tu: Aleksandra.
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Ino SB jak rasowy dżentelmen do zwierza żadnego Cie nie przyrównywał;)
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Kiedyś tam zatrzymałem się na dłużej w Komańczy. To był rok deszczowego lipca. Ciągle lało, grzmiało, było mokro, Osławica nawet podtopiła Komańczę. Ja łaziłem wtedy po górach wokół Komańczy. Kiedy już nie wiedziałem gdzie się ruszyć to wymyśliłem, że podjadę PKS-em do Woli Piotrowej. Tam dam początek, dalej żółtym szlakiem, a jeszcze dalej czerwonym i tak wrócę do Komańczy. Kiedy ruszyłem chmurzyło się i wiedziałem, że mnie deszcz dopadnie, co nie było mi obce w tamto lato. Dorwała mnie wtedy istna nawałnica na otwartej przestrzeni a dochodząc do schroniska wyglądałem jak straszna zmoczona rozpacz. W środku już, siedząc na krześle, widziałem jak wokół mnie powiększała się kałuża.
Ale nie o tym miało być…
Zapewne trochę łazików odwiedziło Wolę Piotrową i wie o „inności” wioski, ja wtedy nie byłem na to przygotowany. Powiem tylko, że od razu zwróciłem uwagę na wszędzie panującą czystość, na wyznaczone trasy przejścia bydła, na brak ludzi z papierosem, bijącą życzliwość od ludzi. Byli niby tacy sami, ale jednak jakoś inni. Idąc pod górę, każdego napotkanego człowieka zaczepiałem „dzień dobry”… oni odpowiadali, pytali się gdzie idę?, Odpowiadałem i pytałem jak im się mieszka?... Opowiadali o swej wędrówce tutaj, o swej historii. Nie powiem… długo mi się tam zeszło J
Ale do rzeczy…
Już tak wyżej we wsi, gdy patrzyłem przez lornetkę, co takiego po prawej stronie się znajduje i dlaczego tam tak się kręcą mężczyźni ubrani w czarne garnitury i białe koszule… zostałem przez nich zauważony i… kilku podeszło do mnie. Dowiedziałem się, że mają właśnie przerwę w zebraniu zboru zielonoświątkowców i to z całego świata.
Z jednym z nich wdałem się w dłuższą rozmowę „marketingową” … tak by zapewne określił handlowiec. Uderzyło mnie proste tłumaczenie wszelkich zawiłości, które naokoło się dzieją i niesamowita życzliwość. Patrząc mi w oczy powiedział, że czeka mnie niedługo… nieważne, ale faktycznie tak się stało i to stosunkowo niedługo. Chciał mi wręczyć wielką biblię pięknie oprawioną w skórę. Podziękowałem, bo zdałem sobie sprawę z wagi na plecach i z tego, że zapewne nie przeczytam jej całej. Kiedy podziękowałem i powiedziałem, że nie wiem jak ją później zwrócę, to otrzymałem odpowiedź… wiem, że zwrócisz, bo dobrze ci patrzy z oczu. „Marketing” czy chwyt psychologiczny? Może zbytnia moja podejrzliwość?
Poszedłem dalej bez bagażu biblii.
Później już zaczęło padać… lać… a w połowie drogi oberwała się chmura. Taki wtedy by lipiec.
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Lubię te Twoje wędrówki ,takie nie na skróty!
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Mnie raz ciśnienie podniosły dwa wielkie byki, a że był sierpień to miały już konkretne poroże.
Wracałem z kolegą z Nowej Sedlicy z zakupów, przez Kremenaros (taki mieliśmy kaprys by odmienić sobie ustrzyckie żarcie tycinkami i Szariszem). Było już mocno po północy, jakoś szczęśliwie uniknąlismy pograniczników i zasówamy mocno zmeczeni (częściowy wycziapem, a częściowo dziennym upałem) granicą w stronę Rawki. Noc byla widna (tak między kwadrą a pełnią), ale się nie rozglądałem przygięty plecakiem.
I raptem, dosłownie 3-4 metry przedemną rumor, że aż struchlałem z przerażenia. No bo wiecie jak to jest, człowiek sobie błądzi myślamy gdzieś tam, a tu nagle jakieś takie
A to byk podskoczył jak opażony, za nim drugi i opadły w chaszcze, a potem przepadły w lesie.
Pasły się one po prostu w ziołoroślach na ścieżce, widać było startowanie i tropy. I tak się zastanawiałam, czy gdyby koledze nie zadzwoniła sprzączka przy bucie (miał tzw. opinacze, taki buty "ogólnowojskowe" ;) kiedyś z braku laku w tym się chodziło po górach) to czy czasem nie walnąłbym tego jelenia pochyloną głową :)))
Bo kluczem do historii jest to, że wietrzyk wiał od Rawki, więc byki po prostu komlepnie nas nie poczuły, dopiero ta sprzączka je zerwała.
Co ciekawe, ja chwilę wcześniej je poczułem (taki chrakterystyczny ostry odorek) ale wtedy jeszcze nie wiedziałem że tak śmierdzą jelenie ;))
Opowiadałem tą historię kilku osobom i jedna z nich mnie uświadomiła ż echoś śmieszna to jednak groźna, bo taki byk potrafi stratować w strachu i nieźle pocharatać człowieka. W każdym razie śmiać mi się chce jak sobie to przypominam i gdy wyobrażam sobie jak bym się poczuł gdybym głową becnął byka w zadek 8-)
pzdr, PB
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Hehe, niezłe.
Jam przegonił tak niechcący sarnię jakoweś za dnia, szedłem sam, dość cicho, ale i wiatr musiał niesprzyjający dla zwierzęcia być, bo na kilka metrów dało się toto bydle podejść, wyrwało nagle, gdy już mnie wyczuło/usłyszało ..a było to wczesnym letnim przedpołudniem na asfaltowej autostradzie ku Przeł. Bukowskiej
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
opowiesci o cudzoziemcach przypomnialy mi jedna historie. Byl to chyba rok 99, siedzielismy pod sklepem w wetlinie i przysiadlo sie do nas dwoch francuzow,. Przyjechali terenowka wyposazona doslownie we wszystko, byla to ich pierwsza wyprawa na wschod od francji, wyobrazali sobie polske jako totalnie dziki kraj, a bieszczady to juz totalne ostępy prawie nietkniete ludzka stopa.. zarcia zabrali chyba na miesiac(no bo przeciez sklepow to tam na bank nie ma), ogromne buklaki na wode, siekiery, pily, maczety, liny ;) no i tak dojechali do wetliny.. pytali nas gdzie sa te slawne bieszczady, no to my im ze tu.. mieli ogromnie zawiedzone miny...tyle marzen, tyle przygotowan na ta ekstremalna podroz i poczuli sie ogromnie oszukani przez los ;) przez nastepne dwa tygodnie jezdzilismy razem, pomagajac naszym znajomym choc troche odnalezc ich mit.. chyba sie nawet troche udalo (najbardziej im sie chyba udaly imprezy ze smolarzami i pani w sklepie na ukrainie liczaca na liczydle ;) ). a my przez te dwa tygodnie mielismy zarcie i komunikacje za darmo ;) (dla kieszeni licealisty to baarrdzo duzo) i co najwazniejsze, tez przezylismy niesamowita przygode, patrzac na rozne , oczywiste dla nas rzeczy, ich oczami..
duzo bym dala zeby uslyszec co opowiadali swoim znajomym po powrocie do domu:)
niestety pozniejszy kontakt listowno-telefoniczny szybko sie urwal.. okazalo sie ze bez jezyka migowopodobnego dosyc slabo jestesmy w stanie sie dogadac ;)
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Cytat:
Zamieszczone przez
zillo
21 maja 2006, w niedzielę, po poludniu, na odcinku Chatka Pińczuka - Przeł Orłowicza spotkałem NIKOGO. To dopiero CUD. :)
Heh, a mnie na trasie Cisna-Piniaszkowy przydarzyło się nie spotkać NIKOGO. Dopiero drwale poniżej Piniaszkowego, potem znowu nikt (Bukowiec-Halicz-Terebowiec) aż do Ustrzyk 8-)
Ale tosenewrati :(
pzdr., PB
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Cytat:
Zamieszczone przez
buba
opowiesci o cudzoziemcach przypomnialy mi jedna historie. Byl to chyba rok 99, siedzielismy pod sklepem w wetlinie i przysiadlo sie do nas dwoch francuzow,. Przyjechali terenowka wyposazona doslownie we wszystko, byla to ich pierwsza wyprawa na wschod od francji, wyobrazali sobie polske jako totalnie dziki kraj, a bieszczady to juz totalne ostępy prawie nietkniete ludzka stopa.. zarcia zabrali chyba na miesiac(no bo przeciez sklepow to tam na bank nie ma), ogromne buklaki na wode, siekiery, pily, maczety, liny ;) no i tak dojechali do wetliny.. pytali nas gdzie sa te slawne bieszczady, no to my im ze tu.. mieli ogromnie zawiedzone miny...tyle marzen, tyle przygotowan na ta ekstremalna podroz i poczuli sie ogromnie oszukani przez los ;)
No popatrz! z ja w połowie lat 90. podobnie nieadekwatnie wyekwipowałem się do Rumunii :) Czytaliśmy ze znajomymi lekko przeterminowane relacje tamże i w rezultacie nasze plecaki pękały w szwach od żarcia "bo przecież tam bieda".
Pech chciał, że Rumunia szybciutko pozbierała się po ciemnych latach Ceauşescu i w rezultacie rozpoczęliśmy wyprawę od dokarmiania cygańskich dzieci.
Więc z tej perspektywy, ja się w sumie nie dziwię tym Francuzom.
pzdr., PB
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Dwa lata temu, długi majowy weekend. Wchodziłam na Wielką Rawkę, przed szczytem wychodząc z lasu zobaczyłam, w dość niedalekiej odległości, dwoje ludzi, mężczyznę i kobietę o kulach. Kobieta miała długą spódnicę, ale po dokładniejszym przyjrzeniu, zorientowałam się, że ta kobieta nie ma jednej nogi! Byłam w szoku. W tamtym miejscu zrobiłam sobie dłuższy postój i już ich nie dogoniłam. Pogoda była kiepska, schodząc z Małej Rawki błoto praktycznie po kolana, musiałam się trzymać gałęzi, żeby nie wywinąć orła i nie zjechać dalej na tyłku. Z przodu szli moi znajomi, którzy czekali na mnie na dole i też ją mijali. Do dziś zastanawiamy się jak to możliwe... A dla kobiety pełen szacun.
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Co się dzieje ? nic nowego na forach ,jeszcze si ę nie obudzili ze snu zimowego ?
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Raz jeden jedyny, kiedyś w czerwcu na polu namiotowym w berehach, niespodziewanie przybyła duża grupa namiotowców. Po pierwsze - w czerwcu (początek miesiąca), duże grupy na polu namiotowym w tym miejscu się nie zdarzają, po drugie - była to grupa Arabów. Spotkałem takich raz jeden, nigdy wcześniej, nigdy później. zachowywali się grzecznie, ale nie podchodzili, nie chcieli nawiązywać ze mną żadnych kontaktów, co uszanowałem. Przyjechała do nich (po nich?) brygada straży granicznej, pewnie miało być, że jacyś uchodźcy, ale nie - legalni turyści z plecakami i namiotami. Nawet fajne ognisko rozpalili. Ja sobie przycupnąłem wieczorem pod wiatą - przy świeczce;).
-
2 załącznik(ów)
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Pozwolę sobie odświeżyć fajny wątek :-)
Maj 2008, dojeżdżamy pod Łopienkę, co by ochrzcić małą Marcównę, a tu drogę przestępuje nam niespodziewanie... znany forumowicz z Poznania. Pewnie się nie spodziewał, że ksiądz Piotr zaraz zapędzi go do roboty.
Załącznik 36109
Pół roku później, w październikowy poniedziałek, o poranku z Marcówną na plecach wspinamy się z Berehów do Chatki. JEDYNYMI osobami spotkanymi po drodze są... forumowicze z Warszawy, Hanka i Peter :-D
Załącznik 36108
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
długi listopadowy weekend obecnego roku.
Na trasie z Łopiennika do Jabłonki spotykamy ciężko obładowanych i styranych uczestników selekcji do Wojsk Specjalnych,
następnego dnia łażąc na krechę spotykamy ich ponownie, pojedyńczo błądzących po okolicach Patryji (my szliśmy sobie z niej lasem na przełęcz Żebrak :P)
Miny uczestników bezcenne( my z kumplem ubrani w stylu militarno-survivalowym,poza szlakami, chyba brali nas za instruktorów lub kontrolerów :) )
Innym razem spotkaliśmy w środku lasu dwie krowy( Między Puławami a polanami Surowicznymi- zwiały z wypasu )
W pierwszej chwili-stały w gęstych krzakach pomyśleliśmy że to żubry :D:D:
Dołożę jeszcze historię szwagra,
Szwagier z kolegami szedł sobie jeszcze po ciemaku z Roztok górnych szlakiem granicznym i o pierwszym brzasku zawitali do chatki pod Czerteżem.
Patrzą a tam murzyn( !! wiem, zaczyna się jak dowcip) No co murzyn też może łazić po górach nie? Miał on na sobie czerwoną turystyczną kurtkę.
Chłopaki nie wiadomo czemu pomyśleli że murzyn jest Słowakiem i mówią do niego''ahoj! akao se masz! ''
Ten minę miał jakąś niewyraźną, starał się zasłonić sobą wejście do chatki, jak się okazało w środku było jeszcze 2 innych
( ubranych po miejsku-w sensie że nie turystycznie, jeansy i jakieś bluzy-czy swetry)
Koledzy wytrzeszczają na nich oczy, murzyni wyraźnie zaniepokojeni i zaskoczeni ich obecnością, chłopki postanowili oddalić się w szybkim tempie.
Historia niby zabawna, ale mogła skończyć się nie ciekawie...
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
Nieciekawie? Dla kogo........?;)
-
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
no faktycznie....<wstyd> nieciekawie.
Człowiek który szuka lepszego jutra chowając się po lasach może w strachu zrobić coś głupiego.
Spotkanie ze Strażą Graniczną w takim towarzystwie też pewnie skończyłoby się na dołku....
-
1 załącznik(ów)
Odp: Niecodzienne Spotkania na szlaku.
To było w 2012 roku na szlaku, który cieszy się wyjątkowo ponurą sławą za sprawą notorycznie rozrabiających niedzwiedzi(wersja oficjalna). Był wtedy wyjątkowo niski stan wody(sierpień) i oto oczom moim ukazały się niezwykłe kamienne budowle:
Załącznik 36748