Ożesz Ty Ala! :P :D Ja Ci zaraz luki połatam.... Bo zapominasz o ważnych wątkach :) Które dziwnym trafem dotyczą Ciebie ;p :D Najpóźniej jutro będzie łatanko :)
Wersja do druku
Ożesz Ty Ala! :P :D Ja Ci zaraz luki połatam.... Bo zapominasz o ważnych wątkach :) Które dziwnym trafem dotyczą Ciebie ;p :D Najpóźniej jutro będzie łatanko :)
Tak nawiasem mówiąc - Dziewczyny - mogłybyście podlinkować te obrazki na np. Imageshack lub innym hostingu.
Chetnie pooglądałbym sobie te ciężarówki w oryginalnym rozmiarze. Lubie te klimaty bieszczadzko-samochodowe.
ślicznie i jak miło to sie czyta i ogląda -- a" mape Barszcza" Any masz otwartą na tej stronie gdzie w dole jest zdjęcie satelitarne ?Cytat:
dziewczyny Bonda ;D
:twisted: :mrgreen: 8) ....ale o sooo chodzi :?:Cytat:
Zamieszczone przez Astra:)
było mówić wcześniej :lol: Tobym pstrykał je specjalnie dla Ciebie :lol: Tu masz dla przykładu chwilowo porzuconego "moto-zakapiora" którego uwieczniłem podczas poszukiwania pewnej chaty na północnym zboczu otrytu...Wybaczcie dziewczynki tą dygresję :lol: Piszcie i łatajcie...Jesteście sledzone... :lol:Cytat:
Zamieszczone przez Doczu
i tak wiem gdzie .... śledzone przez robotników leśnych .. :) ???Cytat:
Zamieszczone przez Jabol
No nie znalazłam, chciałam coś z finką i kabelkami pokombinować, ale już raz kombinowałam tyle, że przy łódkach jakiś czas temu :D i nie wyszło.... Odpuściłam. Sumienie czyste wciąż:DCytat:
Zamieszczone przez Anyczka20
Poszłyśmy dalej. w górę... I już miałam zapytać czy "daleko jeszcze Papo Smerfie, bo na moje oko to gdzieś tu..." no i aż podskoczyłam... Śliczna, mała chateczka wyrosła nagle niewiadomo skąd, stojąc skromnie w kępie zieleni... "Jaaaacież... jak to mało do szczęścia mi trzeba..." Cisza, spokój, chatka, góry, las... i Ala :P :D :) "... Pusto w środku, drzwi na oścież otwarte w gości zapraszają...
Szybko uwinęłyśmy się z ogniem, herbatką i smaczną kolacyjką. Przez chwilę nic nie mówiłyśmy, chłonąc ciepło przyjaznego ogniska... Dość łatwo zatopić się w ognikach i tanecznym rozbłysku... "Cudny dzień, cudna noc..."- Przemknęło gdzieś w niewypowiedzianym zwrocie. Ala napaliła w piecu.... A właściwie... to chciała mnie zaczadzić. Tak nawaliło dymu jakby siaka dziura w kominie była. Otworzyłam drzwi, choć piorun jeden, zimno takie, że jasny szlag... Ale niech będzie! Otworzyłam... i zaczęłam łzawiący dym wyganiać... Ale zabawa: Ja dym z chaty a Ala dym do chaty...:roll: :roll: :roll: :evil: :mrgreen: Dobra Ala. Poddaję się. Pali w oczy, ciężko oddychać, niewiadomo czy przeżyjemy do rana... Ale niech Ci będzie :P :) To ja może książkę jakąś poczytam... Przypomniało mi się, co ze sobą wzięłam... Miałam zrezygnować z tego pomysłu, ale pomyślałam, ze jak będę rozmówki francusko- polskie uskuteczniać to Ala "da se siana" i przestanie "ogrzewać" chatę do 7 stopni w plusie (tyle maxymalnie chyba mogła wygrać)... "Dala se siana" :D :D :D i wzięła się za sesje zdjęciową... autoportretową (tak w zamyśle miało być a widzę, że mnie też przyłapała spryciara :evil: :shock: :roll: :mrgreen: )...
Poukładałyśmy się w końcu do śpiworów i w zażyłej rozmowie (nie pamiętam jak) zasnęłyśmy... Budziłam się kilkakrotnie tej nocy z zimna. Śpiwór kiepski, wysłużony... Temperaturka pt. "kupuję nowy puchowy śpiwór!"... Budziłam się... słysząc miarowe pochrapywanie bieszczadzkiego Krasnala, śpiąc z nim "głowa w głowę" :D :lol: :roll: :o :o :o
Poranek (około 6 rano)... Łagodne światełko łaskocze po policzkach dostając się przez milimetrowe szczeliny... "Ale zimno, cholera... Jak wstanę to może szybsze krążenie podniesie mi wewnętrzną temperaturkę"- pomyślałam nie otwierając jeszcze oczu. "Raz, dwa, trzy... Wstaję"- ... Ala chrapie smacznie... Porozglądałam się w półmroku siedząc na brzegu pryczy przez chwilę... Pozwoliłam owemu krążeniu się przebudzić i potuptałam w kierunku drzwi. Trzaaaaaask wydłużone otwieraniem (jak najciszej), rozbudził Alę na tyle, że przewróciła się na drugi bok i... zaczęła miarowo chrapkać sobie dalej :D... "Śpi, ok."- wyszłam z chaty i zaciągnęłam świeżego powietrza. Mgliście, bezwietrznie a szumnie... W dole lasu mgły, nie czuć wiatru na poruszenie się choćby włosów... To liście koron drzew, wysoko, rozbrzmiewały szumnym "Dzień Dobry"... pospacerowałam troszkę wokół chaty, rozpatrzyłam parę zaczepnych myśli apropos dnia poczym ziewnym "idę jeszcze do śpiworka" odpowiedziałam koronom i zawróciłam do chatki. Ala ciągle spała. Tego byłam pewna (dźwięczne chrap chrap ;D)... Wskoczyłam szybciutko do śpiworka i zasnęłam...
"kukurykuuuuu... kukurykuuuuu... Kuku..."- "choleeeerka, gdzie on jest!..."- mam. Patrzę na zegarek i nie mogłam własnym oczom uwierzyć, jak twardy sen można mieć z samego rana. Wydawało mi się, że nie dalej jak 5 minut wcześniej byłam przed chatką i mgły widziałam a tu... godz. 9.00!.. Ala przebudza się nieśmiało, ale jeszcze nic nie mówi... Dopiero za parę minut (przewracała się z boku na bok w między czasie :)) zabrzmiało cichutkie "czeeeeść"... :)
Dzięki Anyczka za fotki. hhh, jak ja lubie te bieszczadzkie pojazdy. Jabolowi tez dziękuje :-) Mam takiego Ziła "ustrzelonego" http://plfoto.com/zdjecie.php?picture=673149
Ooo... Działasz na plfoto...? No ładnie :) Jeszcze nie miałam okazji Cię tam przyuważyć :) Fajne autko :)
"Działasz" to chyba za dużo powiedziane. Ot - czasm zrobię jakies foto, które bardziej mi się spodoba i wrzucam do oceny innym. Ale najczesciej to pstrykam zdjęcia tzw."urodzinowo-wycieczkowe" pozbawione jakiejś wartości artystycznej, za to mające dla mnie wartość sentymentalną.Cytat:
Zamieszczone przez Astra:)
nooo dziewczyny :) wędrujta :lol:
A Ty już dopłynąłeś :?:Cytat:
Zamieszczone przez Jabol
pozdrawiam
Bertrand popatrz ?? o której ON dopłynął...... :) i nie może spaćCytat:
Zamieszczone przez bertrand236
Cytat:
Wysłany: 02:46:55, 15.12.2005
Bertrand popatrz ?? o której ON dopłynął...... :) i nie może spaćCytat:
Zamieszczone przez bertrand236
Cytat:
Wysłany: 02:46:55, 15.12.2005
"I niejeden tu pałac w zagąszczu ci błyśnie.Cytat:
Zamieszczone przez Astra:)
Godny tego, by nie był niczyją siedzibą!!"
No i przeżyłyśmy :lol: Nocka minęła spokojnie, ataku tubylców nie zanotowano...ech..ta moja nieszczęsna wyobraźnia. :evil:Cytat:
Zamieszczone przez Astra:)
A jednak dobry śpiwór zrobił swoje...bo mnie było cieplutko 8) ...kurcze...bo mam aż wyrzuty sumienia.Cytat:
Zamieszczone przez Astra:)
Coś w tym jest, że kiedy już świta i człowiek dojrzy zaspanym okiem przez szparkę w drzwiach, że na zewnątrz już jasno....to jakiś taki spokojniejszy jest :lol: Tylko coś mnie nad ranem niepokoiło skrzypieniem drzwi :wink: Ki diabeł :?: :twisted: Dało się też słyszeć zbliżający się warkot silników tych "naszych" samochodów. Kurcze..no chyba tu nie przyjadą pod samą chatę?A zresztą, wszystko mi jedno..śpie dalej :lol:
Po dłuuuuuuuższej chwili:- "Cześć Astra"...wstaje!!!....jak pomyślałam tak zrobiłam, po czym udałam się w dal.....dalszą dal :wink: Dzionek zapowiadał się cudny, słonko swieciło mi wysoko nad głową, bardzo ciepło, praktycznie nie wieje...no bomba.....teraz tylko szybko zwinąć manele i udać się "gdzie bardziej jest bosko niż ludno "....hmm...gdzie my dziś idziemy??
Gdy wróciłam Astra już rozpaliła ogień, w międzyczasie przyszedł pan robotnik :D , jak się okazało bardzo miły człowiek...a ja sie go tak bałam :oops: Powiedział Dzień dobry, wyraził podziw, że my tu dwie, same dziewczynki, w takim lesie, że sie nie boimy..itp.. :twisted: Hehehe....narcyzm kwitnie :wink: Jak niezauważenie przyszedł tak samo znikł....kurcze no, że też każą im wykonywać taką robote w niedziele.....W tym miejscu mogę powiedzieć tylko jedno, wbrew powszechnie panujacej opini o pracownikach leśnych tudzież innych takich, ja ich bardzo szanuje i podziwiam...to są naprawdę fajowi ludzie. Zresztą tak sobie myślę, że człowiek który pracuje w lesie i spędza tam większość swego życia....musi być dobry i wrażliwy :D
Zjadły śniadanko, spakowały manele...trwało to i trwało....uprzątnęły chatencję....jeszcze chwilka...to kolejne magiczne miejsce którego nie chce się za szybko opuszczać. Chwilka za chwilką płynęła :lol: Jeszcze sesja zdjęciowa.... Wróce tu na pewno..wróce bo chce, myślę że to wystarczy :D Zarzuciły plecaki na plecy i w drogę....Astra zdążyła jeszcze zauważyć stryszek...na który niestety nie zdążyła wejść :wink: Haha..wybuchnęłam smiechem :mrgreen: i przeczuwając co się może zaraz wydarzyć powiedziałam "Astra, odpusć sobie, następnym razem oki?!!" Poskutkowało :wink:
No to siup..pierw przez potoczek i bardzo stromo pod górę.....
...a to jeszcze kilka fotek z cudnego poranka :lol:
Cudowne miejsce. Byłem tam tylko chwilę na początku stycznia. Spotkałem tam Gabriela, którego w tym miejscu pozdrawiam
A Bisona też tam kiedyś przywiało... Niestety nie spotkał wtedy tak przyjaznej gromadki.... ( a szkoda) :shock: Piszcie co by przedświateczny czas nam umilić...
Ale na bębnach Ci grali... :DCytat:
Zamieszczone przez Bison
Co z tym browarkiem :?: Czekam kiedy się odezwiesz
Pozdrawiam
Bertrandzie!
Na bebnach grali ale za zamkniętymi drzwiami od chatki... A o piwiepamietam i najprawdopodobniej w poznainiu bede chwile po sylwestrze wiec nie omieszkam sie do ciebie odezwac...:D
A tak w ogóle to wesolosci i radosci Bisonek zyczy...
Widzę, że rośnie TWA ! (silnia). No, ale gdybym na swojej drodze spotkał tandem Astrowo-Anyczkowy to też bym pewnie leków na serce szybko zaczął szukać. :oops:
Miła, serdeczna relacja, napisana dowcipnym językiem. Dziękuję, do zobaczenia i opisania
Wielkie dzieki Ezechiel :D , ale to jeszcze nie koniec...mały zastój świateczno-noworoczny :wink: Ja za chwil kilka uciekam w górki 8) ...ale obiecuje że wszystko uzupełnimy tuz tuz po Sylwestrze :mrgreen:Cytat:
Zamieszczone przez Ezechiel
Jak obiecałam, tak jestem :lol: Moje postanowienie noworoczne jest takie, co by jak najszybciej dokończyć relacje :wink:
Tak jak mówiłam podejście „dość” strome, ale za to szybciej będzie…zresztą satysfakcja wypływająca ze zmęczenia jest jak najbardziej słuszna. Myślę, że co niektórzy rozumieją o co chodzi. Astra oczywiście wypaliła do przodu…widziałam tylko gdzieś daleko przed sobą czerwony zarys postaci z czarnym „czymś” potarganym na głowie. :wink: :twisted: Doszłyśmy do polanki...hmmm....
- „To co, szukamy cmentarza”?
- „Jasne!!!”
Tak więc w górę, w dół, w bok… cholerka nie ma go. :roll:
- „Astra, ja jestem krótkowidzem”
Ech, trzeba było iść wzdłuż potoku, a nie na skróty, to "cintorin" sam by się znalazł. Nic to… późno już… idziemy dalej. W międzyczasie telefon do Irasa:
-„Przyjedziesz?”
-„Nie”
No tak, wczoraj była impreza pod Rawkami… wszystko jasne. :wink: Kiedy doszłyśmy granią do czerwonego szlaku, moim oczom ukazał się przepiękny widok. Liście z drzew opadły i odsłoniła się panorama na łąki Rabego i na jeziorko bobrowe. W tej chwili nie umiem sobie odpowiedzieć na pytanie czemu nie zrobiłam zdjęcia…ale koniec końców stwierdzam, że pewne rzeczy lepiej i przyjemniej oglądać na żywo. :lol: 8) Po raz pierwszy widziałam jeziorko z góry...wow…duże jest…ach te bobry…szalone. Osobiście wolę odkrywać taaakie widoki, niespodziewane, niestandardowe i pełne uroku. Bo ileż można patrzeć na Caryńską z Wetlińskiej lub odwrotnie. Korci mnie aby w tym miejscu kogoś zacytować, ale się powstrzymam… niech sam napisze. :wink: Na Chryszczatej wiało potwornie, zimny wiatr odwiódł nas od zrobienia sobie postoju… tylko fotki, szybki sms do domu, że nie wracam jeszcze i schodzimy niżej nad urwisko, bo zimno i wieje. Na Astrze urwisko zrobiło ogromne wrazenie. Widok bardziej przestrzenny niż kilka tygodni temu, bo i liści mniej. Dreptamy dalej… droga jak droga… nie ma się co rozpisywać. Las, cisza, wolność dokoła… Astra nic nie mówi, ja też nie mam ochoty. Chłoniemy wszystko co wokół nas. :D Kiedy zeszłyśmy do drogi było jeszcze jasno i właściwie nie bardzo chciało się nam już iść do chatki, tym bardziej, że na pewno ktoś w niej był. No to po batoniku, co by lepsze myślenie było :lol:
:idea: :idea:
-„Astraaaa, posiedźmy nad jeziorkiem i poczekajmy na łyska?”
-„Anyś, ale masz fajne zachcianki, dooobra!!!!”
Nad jeziorkiem słonko nieśmiało chowało się za góry. Robił się całkiem sympatyczny wieczór. No i oprócz nas i bobrów nie było tam nikogo. Pobiegałyśmy w te i nazad :wink: wokół jeziorka… bobrów nie zauważono. Skubane bestie. Miło tak się poszwędać bez celu, donikąd i gdziekolwiek czerpiąc satysfakcję z samego łażenia i chłonięcia otaczającego Cię świata. Moim celem było sfotografowanie łyska w pełni nad jeziorkiem, ale ponieważ był jeszcze daleko trzeba było na niego poczekać, co też z miłą chęcią uczyniłysmy :D
Achaaaa!!!!.....no i zapomniała dodać że Astra była tak bardzo zauroczona tym miejsce, za aż ja powaliło :twisted: :lol: :twisted: ...ach te bobry :wink:
:D :twisted: No dobra Ala! Była czupryna rozczochrana, wiem, ale to może dlatego, że porząsałam głową w rytm Twojego nocnego półchrapania :P :D :twisted:Cytat:
Zamieszczone przez Anyczka20
Tak. To jesteśmy na Chryszczatej i Urwisku. Wow! Tak blisko szczytu (jakieś 50m na północ) a tak mało ludzi o tym wie.
Przyjemnie się schodziło ścieżką po krawędzi urwiska. Pamiętam, że opowiadałam Ali jak to kolega (jeden z harcerzy), nie wiedział co to jest huba :D Historia była taka: Pewnego dnia drużynowy i jego dobry kolega poszli do lasu szukac czegoś fajnego do harcówki (byl taki zwyczaj u nas). Chodzili i szukali, znaleść nie mogli. Zaświtała drużynowemu myśl, żeby może jakąś hubę dużą, ładną znaleść i zrobić na świecznik. Mówi więc do "Yellow'a" (taką miał ów kolega ksywkę): -"Yellow, uważaj na huby"... A Yellow z wyraźną obawą w oczach, sciszając głos, pyta: - "...Łukasz, a one mogą zaatakować?" :D :D :D
I tyle było mówienia :) Potem już w ciszy schodziłyśmy, aż pod Chryszczatą.Przy drodze, Ala poczęła zdejmować plecak i szukac tam czegoś. Zanim zdążyłam zapytać czego tak szuka, wlepiła mi batona w łapkę i nakazala zagryzac :) :roll: :lol: Dobra. Usiadłyśmy na pieńku i schrupałyśmy każda swojego batona do połowy a potem wymienilyśmy się tymi smakołykami :D Dobrze wiedziec na przyszłośc, jakie Ala zapasy ze sobą wozi (w masakrystycznych ilościach :D :roll: :lol: :D ) Króciutko siedzialyśmy na tym pieńku pod Chryszczatą bo zaraz poderwałyśmy się do drogi nad Jeziorko Bobrowe. Był wspanialy, cichy, pogodny wieczór... Łysek miał duże szanse by sobie pozaglądać w lustro jeziorka, tak więc zapaliłyśmy ognisko, zrobiłyśmy sobie wspaniałą herbatkę z "prundem" (który to znalazłyśmy poprzedniego dnia na geocasche'u :) :) :)) i.... czekałyśmy... W międzyczasie oczywiście, wspaniale nam się ze sobą na przemian milczało i rozmawiało... Kiedy Ala zadzierała kontrolnie głowę do góry, to ja też, ale Łysek był jeszcze za nisko bo korony drzew zazdrośnie go przed nami skrywały. Ciepło ogniska, stoickie jeziorko, widokiem przypominające kanadyjskie krajobrazy i rozświetlający mrok Łysek w pełni... Od czasu do czasu, zimny, wyraźnie jesienny wiatr zagwizdał przecinając zadumkę w pół slowa. Cudownie swojsko minęły nam te 3 godzinki nad jeziorkirm. Łysek jednak wyjatkowo uparty był tego wieczora i nie wylazł z lasu choć świecił łuną jak "głupi". Zaczęło nam się trochę zimno robić. Wiatr się rozochocił i zaczął tańczyć wirażem, aż poiskrzyło na świata cztery strony z naszego ogniska. Ala spojrzala jeszcze raz na niebo, pomamrotała coś z niezadowoleniem do Łysego Urwisa i jak na umówiony sygnał zaczęłyśmy zbierać nasze szpargały do plecaków. Trudno. Innym razem Go dorwiemy :) Po zatarciu śladów naszego bytowania nad Jeziorkiem, potuptałyśmy w świetle głównego bohatera wieczoru do chatki. Słychać było tylko wiatr, który świrował pomiędzy drzewami. My nie mówiłyśmy nic...
Niemożliwe! O kurcze! W chacie nie ma nikogo! I jaki porządek!... Wprost nie moglyśmy dać wiary na to, co zobaczyłyśmy. A jeszcze wczoraj był tu taki gwar! Tyle ludzi, myśli w glos wypowiadanych, brzęk wszechstronnych czynności, ogień, który płonął aż dudniło i czadziało w chacie... A teraz... taka cisza i Żywej Dszy, choć tych Dusz z niewidzialnego wymiaru pewnie mnogość na nas patrzała. Taka cisza... Jedyny towarzysz Potok, do głosu dziś szumnie doszedł i szumiał...
Pozdejmowalyśmy plecaki, napalilyśmy w piecu... Herbatka, cisza, potok, cisza, ogień, cisza, zadumka... i cisza... ta oczarowala nas bardzo i dłuższa chwila minęła, zanim zaczęłyśmy dyskusję...
Dodam tylko, że cudnie się dumało, bajało nad ogniem. Co ja Wam będę mówić… takie chwile dzielenia ognia na dwoje, przepełnione spokojem dobrze robią na duszy, sprzyjają rozmową o treściach różnych. Słychać tylko jak jezioro ciszę wdycha. Herbatka- rozgrzewajka ku polepszeniu i tak już radosnego samopoczucia. Nocka przy pełni księżyca bardzo jasna, droga oświetlona jego blaskiem.. wycia wilkołaków niestety nie odnotowano :wink: … jest coś wspaniałego, czego nazwać nie umie w wędrowaniu nocą…ech… szczególnie taką jasną nocą.
a co ja "widze " na tym pierwszym zdjeciu -- z górki na jeziorko ?? to drzewo??? ( ale długo musiałem sie wpatrywać zeby widzieć drzewo a nie ....)wyglada jak żubr, albo inna" rogacizna z aren Hiszpńskich" jak patrzy z dumą na bobry.. super ujęcieCytat:
Zamieszczone przez Anyczka20
o i jeszcze Astra jak w "dybach bobrowych"-- ale te bobry musiały być "bestie ", jak "piłowały" na wysokości ok.metra
;)
... Bardzo przepraszam za jakość zdjęć. Czasowe problemy z programem...
Zadumka wyszła ostro i wyraźnie, Ala schowała się w mroku :lol:
Długi
Cudne zdjęciia, piękne Wasze bajanie .Ech tyle jeszcze do urlopu.Piszcie dziewczyny to choć sobie poczytam.pozdrawiam Wojtek L-wo
Cudny wieczór, cuda chata...klimat sam się wytworzył....było tak pięknie, że nawet Łysek zakukał do nas przez okno :lol: Po całej serii herbatek z prundem zrobiłyśmy z Astrą pycha kolacje, czyli najogólniej mówiąc, wszystko to co nam zostało wrzuciłysmy do gara :lol: Mniamniuśne wyszło...a na deser pieczone jabłka...no i brzucha napchane :wink:
Astra zaczęła coś smarować w zeszycie :wink: ....kurka ale ma kreskę dziewucha jak sie potem okazało...zdolniacha jedna. :lol: Ładne jej to to wyszło....no Asterix, mam nadzieje, ze sie pochwalisz i wrzucisz tu fotke :wink: Ja zaczęłam coś dłubać i skrobać w desce...ale szybko mi się znudziło.Wieczór upływał leniwie, aczkolwiek bardzo przyjemnie...i ta cisza towarzysząca nam od samego początku...
Witam,
wiem co masz na mysli. W tym roku udalo sie nam spedzic w tej chatce prawie 5 dni bez zadnego towazystwa. cich i spokojnie. wychodzilismy w las i jak wracalismy dalej nikogo nie bylo.
Jedna rzecz mnie tylko zastanawia - ten piec ?!
Jak tam bylem byl taki zeliwny popsuty ktory glina klilismy zeby nie dymilo za mocno.
Na tych zdjeciach jest jakis inny ?! :shock:
:D :D :DCytat:
Zamieszczone przez marcingd
Chyba pomyliłeś chatki. W tej od kilku lat jest tak samo. Przeczytaj cały wątek. Jest tam też zdjecie innej chatki, z innym piecem. Czy o ten piec Ci chodziło :?:
Pozdrawiam
aaa
rzeczywiscie. moja chatka jest na str. 10.
Tak to jest jak ktos nie doczyta tylko tak sie w polowie wcina.
Ale to przez to ze Biesach bylem ..... i nie jestem na bieaco :lol: :D
Nie popędzam ale.... chcę poczytać o koncercie na fujarkę i wiatr w kominie :D
pozdrawiam