Pod koniec 2004 roku pozwoliłem sobie użyć na tym forum niewybrednego
określenia "speluna" w odniesieniu do Piekiełka.
http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php?t=1580
...za co zostałem rozjechany,
a teraz okazuje się żem prorokiem był.
Wersja do druku
Pod koniec 2004 roku pozwoliłem sobie użyć na tym forum niewybrednego
określenia "speluna" w odniesieniu do Piekiełka.
http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php?t=1580
...za co zostałem rozjechany,
a teraz okazuje się żem prorokiem był.
jakos bylismy w piekielku w maju 2006 i byly pierogi, bardzo dobre, domowe, do wyboru ruskie i z miesem, ze skwarkami. Obsluga mila, babka z nami gawedzila o bieszczadach i wogole o zyciu... nie widac bylo zadnych oznak podupadania ani spelunowania (chyba ze tubylec siedzacy nad piwkiem swiadczy o spelunowatosci...)
Ludzie, pomyście o zamykaniu takich miejsc, jak onormalnym przemijaniu... umierają Wasi przyjaciele, ale rodzą się przyjaciele innych ludzi. Możecie załozyć, że gorsi przyjaciele, ale niestety nie będziecie mieli racji.
Nie ma piekiełka, jest blaszak z Kubą i Dorotką. Kiedyś zamkną blaszak i powstanie coś, gdzie będą przychodzić nowi wędrowcy. Tak jest skonstruowany świat. ;)
[A jak ktoś przy blaszaku spotka Lesia, to niech pozdrowi od Alicji, coz Patrykiem była]
Dzięki Alusiu. Otrzeźwiłaś mnie. Masz rację. Gdybym pomyślała nad tym trochę dłużej, to pewnie doszłabym do takich samych refleksji. Niestety, my zgredy ciągle chcemy, aby wszystko było tak jak kiedyś, wymazujemy ze swojej pamięci chwile złe, nieprzyjemne. Dla nas wszystko co minęło staje się sielanką do której tak okropnie chcielibyśmy powrócić. A przecież to jest tylko nasze rozpaczliwe pragnienie powrotu do tamtego siebie, do zdobywcy Biesów, do czasów, kiedy za jednym podejściem zdobywało się obie Rawki, Kremenaros i jeszcze Wetlińską i Caryńską. I tak cholernie nas boli, że może już nigdy nie dotkniemy prawdziwych gór. Jako pretekst naszej słabości, wypasionych bryk którymi czasami udajemy się w Bieszczady, całą winę zwalamy na "Piekiełko" i jego koleje losu.
Teraz widzę, dzięki Tobie, że może niepotrzebnie zainicjowałam ten wątek.
Masz rację Alusiu. Dziękuję.
Hej:)
Zaraz się wnerwię;P To nie wolno mi postękać nad przemijaniem!?:O Toż najmilej jest sobie postękać wpierw, a następnie udać się znów w góry i zauważyć, że POPRZEDNIM razem było tam fajniej:P:P I znów zasiąść przy tym cholernym klawikordzie i zatęsknić i wylać na ekran żale i stękać, wspominać, nie zgadzać się na zmiany i planować wypad w góry:D Ot, taki sobie modus viendi:D:D:D
Pozdrawiam,
Derty
Stętać zawsze mozna,ale to nic nie pomoze ,przemijanie wpisane jest w los człowieka,i nic tu nie da sie zrobic,no chyba ze zamrozic,oprocz dwernikowej knajpy,było kiedys np,bardzo "klimatyczne","ranczo",jeszcze wczesniej pod berdem,a teraz jest mgiełka,kawiarnia stere sioło,zajazd czrny dwor,
coz,jakie czasy takie knajpy w bieszczadzie!
Chyba się wszyscy pomyliliśmy i za wcześnie pożegnaliśmy "Piekiełko".
Podczas już drugiego tegorocznego pobytu w Bieszczadach (9-29.09.) zasięgnąłem języka u miejscowej, sękowiecko-zatwarnickiej elity.
I dowiedziałem się, co następuje:
- lokal bynajmniej nie zmienił właściciela,
- właściciel przeprowadza aktualnie remont lokalu połączony z modernizacją,
- problemy finansowe i organizacyjne nieco tylko przedłużają prace budowlane i instalacyjne,
- charakter tej placówki gastronomiczno-handlowej zostanie utrzymany, a nawet uzyska ona wyższy standard,
- nie wiadomo, czy zostanie utrzymana dotychczasowa nazwa ("Piekiełko").
Wraz z nową, bez porównania lepszą drogą nadchodzi NOWE. Lokalizacja jest wspaniała. Myślę, że wyremontowanie lokalu i podniesienie jego standardu opłaci się właścicielowi. Przecież, na dobrą sprawę, w całej tej okolicy nie ma żadnej innej knajpy ! Obecnie, aby coś zjeść, trzeba by stamtąd jechać aż do Lutowisk, Ustrzyk Grn. lub Wetliny.
A co z tymi co bez grupy ? gorsze dostaną czy jak ?
Nie bój się - gorszych niż tam nigdzie nie ma
Oj, chyba się naraziłeś, strzeż się flinty Andrzeja:-P
Długi
a co nazwa "piekielko" tez im zaniza standard?? jak chca taki ekskuzywny lokal to pewnie pierogow juz tam nie bedzie wypadalo podawac... no chyba ze takie "porcja za 20zl" jako "jadlo chlopskie" z sztucznym siankiem pod talerzem ;) fajnie ze chociaz porobilam zdjecia przed "modernizacja"...
Aaaaaaa
trzy domy na krzyż to mi się pomyliło. Cieszę się, że jeszcze coś smacznego przede mną.:grin:
A pierogi tak i tak były pyszne.
aaa
Jadłem pierogi w Duszatynie. Prełukach również w piekiełku.
tylko nic nie zastąpi mnie pierogów w Zajeżdzie pod Caryńską wUG.
Gdy po prawie 500km podróży po wejściu do wspomnianego zajazdu,wita mnie miły głos barmanki z pytaniem ,czy to zwykle i po paru minutach ląduje na stole ogromna porcja pierogów po łemkowsku.
Hej:)
A ja jadłem pierogi mojej Mamy i...chyba ją namówię, żeby otworzyła 'Piekiełko' w stolycy;)
Pozdrawiam,
Derty
PS: Czyli może jeszcze zobaczę, jak między ławy przed Piekiełkiem wtacza się F126p i wyłazi z niego osobnik na 'rauszyku', żeby polepszyć swój stan tamtejszym Szwoleżerem?:D
Witam a tu aktualne zdjecie Piekielka z Dwernika
Wygląda smutno .
Hej:)
Wojtku - za tydzień z haczykiem wracam do Wawki i będę chciał zgonić jak najwięcej ludzi do wspólnego stołu. No nie wiem, czy Rodzicielka zgodzi się pichcić dla bandy ale piwko można nawet w knajpce utulić:)
Pozdrawiam,
Derty
Ja Gośka i nasza Pirannia piszemy się do tego stołu
bo tak dawno się nie widzieliśmy więc należałoby się jakegoś browca wypić,
potwierdzam że piekiełko będzie istnieć - tylko jeszcze w nieznanym terminie, miało być gotowe już daaawno temu ale plany nie wyszły... właściciel ten sam, przechowuje u mojego znajomego z Dwernika stare piekiełkowe meble w jego stodole więc klimat może też się aż tak bardzo nie zmieni - w każdym razie stare stoły i stołki "z duszą" najprawdopodobniej będą na miejscu.
obecny plan zagospodarowania dwernika dopuszcza tylko domy parterowe z poddaszem użytkowym więc o żadnych dwupiętrowych pensjonatach nie ma na szczęście mowy.
mam nadzieję że kiedy będę tam znów już będzie otwarte ale chyba coś się stało z legendarnym Szwoleżerem - nie pamiętam dokładnie czemu ale już go nie było ostatnio nawet jak było piekło otwarte - ktoś ma może jakieś wiadomości na temat losów tego znakomitego trunku?
co do nazwy - tak osobieście podejrzewam że pozostanie ta sama właściciele wydawali się do niej przywiązani, jak wieść gminna niesie planowali nawet kiedyś zrobienie anty-festiwalu Bieszczadzkie Diabły czy coś takiego ale pomysł ten na razie nie został wcielony w życie;)
O, na diabły,to ja bym przyjechała. :) Nie to, co na Anioły :D
Niestety w Piekiełku nic się nie dzieje. Pod koniec lipca kilkakrotnie "nawiedzałam" to miejsce. Jest zamknięte na głucho. W zeszłym roku jakiś człowiek stawiał kominy - obecnie nie ma po nich śladu.
Przykre...
Po 12h w pociagu dojechalem do domu, niestety. Wczoraj przechodzilem obok Piekiełka i grzyb. Jakieś cegły nawiezione ale jak zamkniete tak zamkniete. TO juz sie nie odrodzi.
Też byłem, wstawię zdjęcia jak się ogarnę
Ale w naszej pamięci pozostanie:
I KIMB 2002 http://twojebieszczady.pl/kimb.php
Piotrze, czy mógłbyś na zakończenie tesktu (tego pod ww. linkiem) dopisać, że VII KIMB odbył się w dn. 17 - 19 maja 2008 r. ? Bo na razie to wzmiankę o kolejnych KIMB-ach czyta się tak, jakby było ich tylko sześć.
E tam zwykła buda. Nic więcej. Kiedyś zgarnęłam tam Kumpli jeszcze z Kulubu Przewodników. Nie poczuli klimatów. Pierogi jedli lepsze w Sanoku. Imprezowało nam się lepiej pod tą budą koło mostu na Sanie.
Obiecane zdjęcia z 06.08.2008
pozdrawiam
Serce się ściska... jak się te zdjęcia mają do tych np. z I KIMB-u...
Marnie to widzę.
Oj, Lucyno, nie poczuli.
Pierwszy raz w życiu zawitałem do "Piekiełka" bodajże we wrześniu 1999 r. Wędrowałem trasą Sękowiec - Dwernik Kamień - Nasiczne - Dwernik - Chmiel - Sękowiec (ostatni odcinek nie szosą, lecz stokówką).
Było chłodno, mokro i zdążyłem już porządnie zgłodnieć.
Zjadłem fasolkę po bretońsku i pierogi ruskie. Piopiłem to chyba 3-ma (co najmniej) piwami. Boże, jak mi to wtedy smakowało !
Pomimo dymu papierosowego i nieklasycznej łaciny, królujących w izbie.
I komu to przeszkadzało ?!
Nie chce mi się sięgać do notatek, kiedy to było?, ale idąc z Widełek niebieskim do Dwernika skrzyżowanie, po drodze zajrzałem by coś tam zjeść... jednak gdy już zajrzałem do Piekiełka to... wolałem iść dalej, a może głodu determinacja nie była wtedy aż tak silna? Był chyba wtedy dzień wypłaty dla miejscowych bo ludzi było full nawet na zewnąatrz. Istny klimat z filmu Siekierezada... a ja poczułem się jak Janek Pradera.... żal mi się wtedy zrobiło moich płuc, które to co zyskały w Bieszczadach to tutaj by straciły w minutę :)
Przecież to właśnie "bieszczadzkie klimaty".
"Piekiełko" nie było barem mlecznym.
Stały Bywalec napisał, że to są "bieszczadzkie klimaty" ale ja wolę "Siekierezadę" w Cisnej ... Ja nie mam nic przeciwko drwalom ( serdeczni ludzie, wiele razy zabierali mnie z tras ), latającym kuflom, podłym pierogom, itp. ale tej siekiery z dymu papierochów nie toleruję :evil: Ta sama atmosfera wisiała, np. w "Bazie ludzi z mgły" ... sina na twarzy zrobiłam w tył zwrot zaraz za progiem. Nie byłam w stanie nawet zwiedzić lokalu ...
Pozdrawiam wszystkich Bieszczadnikow. Szczegolnie Dorote z Krakowa (patriotyzm lokalny). Piekielko poznalem w 79 roku kiedy pierwszy raz bylem w Bieszczadach i kiedy milosc do tych gor wybuchla i plonie do dnia dzisiejszego. W piekeilku bylo roznie ale piwo zawsze smakowalo a opowiesci byly niesamowite. Dzisiaj kiedy przejezdzam przez DWernik i widze rozsypujace sie (remontowane) wspomnienie dawnych lat to jest mi smutno. Bar pod blacha nigdy nie zastapi tej atmosfery sprzed lat, chociaz czasami tez jest fajnie.