Odp: Bieszczady 2007 - relacja jedna z wielu ;-)
Witam! Masz rację w Polsce jest tyle fajnych miejsc to zobaczenia ale nie wszyscy potrafią je znaleźć. Niedaleko Lublina skąd pochodzę jest Poleski Park Narodowy. :razz:Świetna sprawa, na spacer w sobotę, niedzielę cisza mało ludzi. W tym roku odkryłam jeszcze inne miejsce Zawieprzyce(ruiny) i spływ kajakami po Wieprzu też za "miedzą". Nie wspomnę o Jurze Krakowsko-Częstochowskiej do której też jest blisko. Chociaż moim marzeniem jest Malbork i inne zamki krzyżackie.:razz:Oby do wiosny !!! Chociaż zima też jest dobra na odpoczynek i planowanie tras przyszłorocznych wypraw. Do zobaczenia być może na szlaku?
Odp: Bieszczady 2007 - relacja jedna z wielu ;-)
Czytam ta opowieść z zapartym tchem....w tym roku bylam pierwszy raz w Bieszczadach...wspominam to z ogromnym sentymentem..a czytając Twoją (Waszą) rewlacje wpomnienia wracają...poprostu miejsca...ludzie...WIDOKI, niesamowita mgla...zaskakująca...nigdzie wcześniej przezemnie nie widziana z ta swoją "nagłością" przybycia...intensywnością...same wspomnienia...było niesamowicie...nie mogę się naczytać tej relacji:))pozdrawaim
Odp: Bieszczady 2007 - relacja jedna z wielu ;-)
Dzięki za piękne relacje z bieszczadzkich wojaży, niektóre znamy i byliśmy ale są jeszcze nieznane i godne zobaczenia , mam nadzieję w 2008 roku poszwendrać sie po Bieszczadzie. Wspomniałeś o Sudetach to polecam jako
bazę gminę Radków na terenie Stołowych Gór a w promieniu ok.40-50 km
zamek Książ gdzie nagrywano "Tajemnicę wieży szyfrów" zamek Grodno nad jez.Bystrzyckim, twierdza Kłodzko, bastiony Srebrna Gora, podziemne budowle z okresu III rzeszy Osówka i Rzeczka i jeszcze parę zamków i klasztorów pocysterskich. Oczywiście do łażenia Góry Stołowe i G. Sowie.
Można też wyskoczyć do Czech np. Skalne miasto, Kurna Hora, Bromow itd
na terenie Czech są wspaniałe zagospodarowane zamki o dużej wartości historycznej.Za ok 70 zł wypad do Pragi autokarem z przewodnikiem hahaha w tej opcji można spokojnie posmakować czeskiego piwa a można skoczyć autkiem ok 140 km ale to drożej i bez piwka. Sieć agroturystyki i pensjonatowa bardzo dobra i stosunkowo tania.Poza sezonem spokojnie i pustawo.
Odp: Bieszczady 2007 - relacja jedna z wielu ;-)
Kochani, dziękuję za Wasze przychylne komentarze - zawsze to trochę łechce :wink:, a przede wszystkim miło sobie pogaworzyć o odbytych wędrówkach, snując plany nowych tras...
Dla mnie góry (w kontekście wędrowania) rozpoczęły się od Gorców i może dlatego taki mam do nich sentyment... Pamiętam wejście na Turbacz, gdzie do samego końca szliśmy czerwonym szlakiem - kto tędy szedł, ten wie, co czeka turystę przy samym końcu, nieopodal wierzchołka... A wokół piękne, widokowe okolice, puste przestrzenie, niesamowity klimacik...
Lubań, pod który wówczas ledwo wgramoliłem się i zrzuciwszy plecak leżałem zachłystując się powietrzem... Później zaś obmyśliłem własną trasę zejścia, oczywiście zgubiłem się i ostatecznie schodziliśmy stąpając po kamieniach płynącego pod naszymi stopami potoku - bo lasem niestety nie dało rady iść... Heh, nie było nam wówczas do śmiechu, ale wiedziałem jedno - w końcu musi gdzieś wpadać do Dunajca :idea:. A kilka godzin później jakże z tego rechotaliśmy...
W Beskidzie Sądeckim wspaniale wspominam Halę Łabowską, wtedy jakby zapomnianą przez świat, niemal całodzienne marsze przez piękne lasy... Kiedyś, poniekąd przez przypadek, udało nam się całkowicie zaskoczyć stadko młodych jelonków - z jednej strony było urwisko i nie miały drogi ucieczki - musiały przebiec tuż przed nami, niesamowity widok... A po słowackiej stronie, na Spiszu, można zwiedzić np. piękny polski (tak, polski!) potężny zamek w Starej Lubowli - przez jakieś 350 lat była to południowa strażnica granic Polski, do dziś na jego murach można dostrzec nasze orły i napisy w rodzimym języku... i nawet są tu kopie insygniów królewskich, których oryginały podczas "potopu" wywieziono właśnie tu, by nie dostały się w ręce zamorskiego najeźdźcy... Młody Słowak, który nas wtedy trochę oprowadzał, z wypiekami na twarzy czytał właśnie słowackie tłumaczenie Sienkiewicza :)
Beskid Niski - długie wędrówki przez porośnięte lasem góry, często niezłe stromizny do pokonania, mijanie się po kilka razy podczas dnia z tym samym, urokliwym strumieniem, nieoczekiwane spotkania ze zwierzakami, a w dole cerkwie, kapliczki, krzyże i Łemkowie, którzy wrócili na ojcowiznę... Kiedyś spędziliśmy w Bartnem nocleg u takiej rodziny, bardzo mili ludzie, przy nas - pewnie z grzeczności - mówili po polsku, ale jak podczas śniadania oddaliliśmy się na ganek, słyszeliśmy, jak rozmawiają ze sobą w ich rodzimym języku... A taka Wysowa Zdrój - jakież piękne uzdrowisko z parkiem zdrojowym i blisko dziesięcioma ujęciami wód mineralnych, pewnie jeszcze poczeka kilka latek na swoje odkrycie... I dobrze, niech wszyscy jeżdżą do Krynicy, mówiąc potem znajomym, że byli w górach (tzn. na Górze Parkowej :wink:). Ale oczywiście do muzeum Nikifora warto wdepnąć :)
Bieszczady są zalane przez turystów, przez co niejednokrotnie tracą swój klimat, ale jak pójść wzdłuż granicy, jest wspaniale. Widoki z Fereczatej czy Płaszy są po prostu nie do opisania - tę trasę wyjątkowo miło wspominam. Marsz przez połoninę we mgle z pewnością pozostawi piękne wspomnienia... A taka wędrówka do ruin cerkwi w dolinie Sanu (Hulskie, Krywe) - po prostu urocza.
Jakaż masa tego wszystkiego, nie do opisania... Właśnie pisząc te słowa uświadamiam sobie, ile bym NIE zobaczył, gdybym siedział w jednym miejscu... Zawsze z dużym zaciekawieniem i podziwem wysłuchuję ludzi, którzy od lat jeżdżą w to samo miejsce i potrafią opowiadać o nim niesamowite historie z przeszłości... Na prawdę ciekawie się tego słucha... Ale wiem, że sam podobnych opowiadań nie będę chyba nigdy snuł, wolę wybrać się w nowe trasy...
Wielkie dzięki za sugestie odnośnie nowych podróży :) Coś wybiorę... będzie pięknie. Howgh!