Witam tak ciekawy temat a tak spadl na dol:)
Leuthen wydales juz jakas ksiazeczke?
jak nadal tlumacza z jezyka wegierkiego na polski potrzebujesz to sluze pomoca.
pozdrawiam:)
Wersja do druku
Witam tak ciekawy temat a tak spadl na dol:)
Leuthen wydales juz jakas ksiazeczke?
jak nadal tlumacza z jezyka wegierkiego na polski potrzebujesz to sluze pomoca.
pozdrawiam:)
Projekt książeczki o PWS w Bieszczadach jest na razie w "zamrażarce", ale za to aktualnie pracuję nad tekstem o walkach w Bieszczadach jesienią 1944 r. i w monografii niemieckiej dywizji walczącej w rejonie grzbietu granicznego jest odwołanie do wydarzeń, które rozgrywały się w tamtym rejonie 30 lat wcześniej ;)
A tekst o węgierskim 68 pp nadal czeka na tłumacza, więc mogę Ci go gpz podesłać :-)
wysylaj smialo,tlumacze z wegierskiego,angielskiego ,i rosyjskiego jakby co:)
jak ktos ma materialy o walkach w biesach to z checia przetlumacze,pozdrawiam wszyskich.
jaruss9@wp.pl
Witam , moge pomuc tlumaczyc niemiecki na polski .
Leuthen , mozesz cos opowiedziec o walkach w 1944 , jakie dywizje , gdzie itp. ?
Dość długo (2 lata) nie udzielałem się w tym wątku, ale przyszła chyba na to pora. Otóż w przyszłym roku ma się ukazać w Krośnie książka dwu historyków z Uniwersytetu Rzeszowskiego, mianowicie dr. hab. Andrzeja Olejki i dr. Krzysztofa Mroczkowskiego pt. "Krew i śnieg - Bieszczady 1914/1915" (podtytuł: "Historia wojennej zimy, gdy bagnet przymarzał do rąk"). Możnaby rzec - super! Można by tak rzec, ale ja tak nie rzeknę. Czemu? Bo mam nieodparte wrażenie, że praca będzie zarówno warsztatowo, jak i merytorycznie na zbliżonym poziomie, jak opublikowana w bieżącym roku latem książka samego prof. Olejki pt. "Karpacka wojna trzech cesarzy" (o I w.św. w Karpatach). A jaka jest "KWTC"? Zawiera multum czegoś, co prawnicy nazywają plagiatami (w tym np. dwa moje artykuły, przepisane w sporej części słowo w słowo bez użycia cudzysłowu) plus zrzynki z wikipedii. Na pewno przeczytam, ale nie polecam. "KWTC" czytałem wybiórczo. Przy tej książce, nawet tak znienawidzona przeze mnie "Wojna galicyjska" Juliusza Batora wydaje się być wzorem do naśladowania dla opisywania walk w Galicji. "WG" ma jednakże dwie zalety - czyta się ją szybko, bo jest napisana z pasją (a to, że mnie doprowadzała do tzw. "szewskiej pasji" to "insza inszość" ;) ) i nie ma tam ani zdania plagiatu... A w książce mającej opisywać walki pierwszowojenne w Bieszczadach już sam tytuł wydaje się być mocno wzorowany na pracy amerykańskiego historyka G.A. Tunstalla Blood on the Snow. The Carpathian Winter War of 1915 opublikowanej trzy lata temu przez wydawnictwo Uniwersytetu w Kansas. Mam dziwne przeczucie, że "zbieżności" między dziełem dwóch rzeszowskich historyków a książka rzeczonego Tunstalla nie ograniczą się tylko do tytułu. Zapamiętajcie moje słowa!
Leuthen - pamiętam Twoją wojnę o WG, pamiętam też że obiecywałeś iż Ty też wreszcie wydasz swoją książkę. Czekam cały czas (chyba, że mi coś umknęło?).
Zaprawdę, powiadam Ci Dlugi - Twoja mądrość wyprzedza Twoje lata! :-)
Owszem, tak deklarowałem w tym wątku, jednakże "Historia to nie jest nauka, gdzie trzeba się spieszyć" (tak mi powiedział lata temu, gdy byłem jeszcze studentem pewien wiekowy kustosz "starej daty" z Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu). Prof. Olejko produkuje książki w tempie 2-3 na rok, ja wychodzę z założenia, że napiszę tą książkę o Bieszczadach, gdy będę miał wszystkie (a przynajmniej - większość) materiały, do których chcę dotrzeć. Innymi słowy - nie piszę na podstawie tego co mam, ale piszę na podstawie tego, co powinienem znać. Prof. Olejko ma inne założenia badawcze... Rezultaty może oceniać sami. Osobiście odradzam jednak kupno zarówno "KWTC" (choć mam w domu egzemplarz, bo zajmuję się tą tematyką niejako zawodowo - ale go nie kupiłem tylko dostałem na urodziny), jak i za rok książki o pierwszowojennych Bieszczadach. Rzeknę jeszcze tylko zamykając póki co sprawę tej publikacji obu rzeszowskich historyków o Bieszczadach "in spe": "Falsus utinam fates sim" ("Obym był fałszywym prorokiem").
1) Dorzucając coś stricte związanego z tematyką tego wątku - ciągle czekam na tłumaczenie, które obiecał mi gpz (węgierski 68 pp). Jestem cierpliwy (patrz uwaga kustosza Sobocińskiego :-)), ale ile można czekać?
2) styczniu b.r. w pewnej książce (celowo nie podaję tytułu, bo parę razy różne cwaniaki kradły mi takie informacje i publikowały je potem pod własnym nazwiskiem:sad:) którą wypatrzyłem w antykwariacie w Salzburgu, widziałem bardzo ciekawy opis walk koło wsi Rabe ("Baligrodowego" Rabe - tego z bazą namiotową latem ;) ) w lutym 1915 r., konkretnie opis działań artylerii austro-węgierskiej. W "KWTC", o której wspominałem wyżej, jest dużo mapek z dziennym przebiegiem pozycji w rejonie Wysokiego Działu (m.in. Chryszczata) z jakiejś międzywojennej publikacji niemieckojęzycznej, ale Olejko nie podał pod mapkami ich źródła :-x
3) Na forum internetowym "Austro-Wegry" swego czasu był bardzo ciekawy wątek o walkach na Manyłowej. Są tam też wypowiedzi nt. ciekawego epizodu z walk w rejonie Baligród-Cisna. Zacytuję fragment wypowiedzi KG: W numerze 132 "Nowej Reformy" z 14.03.1915 roku jest typowy komunikat o zdobyciu „ważnej wyżyny”. Natomiast w numerze 134 z 15.03.1915 r. jest rzeczywiście krótki i zachęcający opis: „Na drodze Cisna - Baligród wojska austryackie podsunęły się pod szańce nieprzyjacielskie, wysadziły w powietrze część szańców i przez wyłom poszły do szturmu i zdobyły ważny punkt strategiczny, wziąwszy 1.000 Rosyan do niewoli.”
Otóż powszechnie znany jest fakt wojny minowej na froncie zachodnim, trochę też mówiono już i pisano w Polsce o takich działaniach w Dolomitach, ale na froncie wschodnim była to rzadkość. We wspomnianym wątku sporo o tym dyskutowano, a że chodzi o Bieszczady, warto się nad tym pochylić. Zachęcam do lektury
http://www.austro-wegry.info/viewtop...=3083&start=80
(wątek o Manyłowej ma aż 5 stron, to jest środkowa, 3.; mniej więcej pośrodku tej strony zaczyna się dyskusja o "wielkim bum" w Bieszczadach pod Baligrodem :smile:).
Już jeden tam opublikowałem rok temu - o II w.św. w Bieszczadach ("Połoniny spalmione krwią..." w "Magurach" 2011) :-) Teraz absorbuje mnie co innego, ale może strzelę jakiś artykulik pierwszowojenny o Wielkiej Wojnie między Komańczą a Przeł. Użocką do "Odkrywcy" (miesięcznik wydawany we Wrocławiu), bo pani redaktor naczelna mówiła, że osobiście chętnie by coś zamieściła na ten temat (zostawiłem jej do przeczytania swoje "Połoniny..." ;)).
Na Twitterze jest profil "Wielka Wojna LIVE" https://twitter.com/WielkaWojna Czasami są autentyczne informacje "live" z działań wojennych w Bieszczadach.
Recon1 - wiem: autorem tego profilu jest mój dobry znajomy ;)
Jest jeszcze słowacki profil na fb https://www.facebook.com/pages/Velk%...ref=ts&fref=ts
Można tam też trafić na zdjęcia z walk w Karpatach. Recon1, dzięki za link do ciekawej strony.
Załącznik 37525http://www.baligrod.pl/
Fajne są te samoloty na fotkach z Twittera Wielka Wojna. Pomyśleć, że wówczas były to topowe osiągnięcia technologiczne (coś jak dziś myśliwiec F-35 czy Su-37) i prawdę mówiąc zadziwia fakt, że od pierwszego lotu braci Wright minęło raptem 11-13 lat, a te pokraczne samolociki osiągnęły już taki poziom sprawności.
Ciekawe czy w Bieszczadach w czasie I WŚ istniało jakieś lotnisko, lądowisko ? Jeśli coś takiego było to gdzie się znajdowało ?
Odkopałem ten wątek, bo trafiłem na informację związaną z I wojną światową w Bieszczadach 8-)
"Stuletni krzyż stanął na Trohańcu w paśmie Otrytu w Bieszczadach. Upamiętnia żołnierzy poległych w krwawych walkach podczas I wojny światowej.
Pod Trohańcem, tuż przy szlaku jest wiele mogił węgierskich żołnierzy i śladów wojny. Jedyną pamiątką po wydarzeniach sprzed wieku był skromny krzyż postawiony w 2000 roku, który z czasem zniszczał - przypomniał Edward Marszałek, rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie.
Dlatego słynny przewodnik beskidzki z Krosna, Ryszard Majka, odrestaurował autentyczny krzyż sprzed 100 lat, odzyskany z cmentarza w Skwirtnem w Beskidzie Niskim. Następnie leśnicy z Nadleśnictwa Lutowiska zamontowali go przy szlaku pod Trohańcem.
W walkach w Bieszczadach poległy setki tysięcy walczących żołnierzy. W obu armiach byli wówczas Polacy zmuszeni do służby w wojsku zaborców."
https://www.radio.rzeszow.pl/#ajx/wi...stuletni-krzyz
Kilka dni temu spotkałem pod Trohańcem taka pamiątkę:
http://ciekawe.tematy.net/2019/bieszczady/900/luska.jpg
Długość: ok. 53 mm, średnica 7-8 mm. Da się ocenić, z której to wojny światowej?
Najprawdopodobniej jest to łuska naboju 7,62 x 54 R - używanego w rosyjskim karabinie Mosin, ale także w późniejszych karabinach maszynowych PK, czy snajperce SWD (ze wzmocnionym ładunkiem prochowym). Problem z datowaniem polega na tym, że pierwszy Mosin był "wzoru" 1891 r., modyfikacje trwały co najmniej do 1930 r. i praktycznie przez całą II Wojnę Światową też był używany... i pewnie wiele lat później...
Link do Wiki tego kalibru
Mogę się mylić, ale to najbardziej prawdopodobne.
Niemieckie (np. Mauser) nie miały kryzy (większej średnicy elementu łuski z tyłu - od strony zamka karabinu), tylko wtok, czyli taki rowek dookoła :
Coś na temat w Wiki
Skoro wątek odżył, pozwolę sobie wrzucić link do opublikowanego w tym roku artykułu Tomasza Woźnego, który powinien zainteresować nie tylko miłośników historii Bieszczadów, ale też osoby które lubią wędrować niebieskim szlakiem przez Bukowe Berdo.
https://www.academia.edu/38916254/Cz...2ty_Sztandar_3
[strony 2-12]
Artykuł ten, zatytułowany "Wielki Piątek na Bukowym Berdzie", opisuje wydarzenia, jakie rozegrały się w tym bieszczadzkim masywie wiosną 1915 r. Serdecznie polecam:!::-)
A te moje łuski znalezione na jednej z połonin (okolice Rozsypańca)
może ktoś rozszyfruje ???
.
Załącznik 46620..Załącznik 46621
.
długość łuski 50 mm średnica cokołu 14 mm
Znajomy z którym zbierałem złom w Bieszczadzie mówił że takie to od Manlichera.
Internety prawią, że to Mannlicher M.95, kaliber 8mm z roku 1901 (marzec) i 1902 (czerwiec) produkcji Patronenfabrik Keller & Co. Wien, Austria
A ja dodałbym, że - najprawdopodobniej - pochodzą z naboi, które nie zostały wystrzelone, tylko (raczej) eksplodowały np. w jakimś pożarze.
Rozerwane szyjki (tam, gdzie normalnie osadzony jest pocisk) - przy normalnym strzale te okolice są dociskane do odpowiednich ścianek komory nabojowej, co uniemożliwia rozerwanie; niezbite - jak mi się wydaje - spłonki... Historia ciekawa niewątpliwie.
Dzięki, dzięki ...ale czekam co jeszcze na to Arturo rzecze ..?
-- w jednej sekundzie odpowiedział . Dzięki wielkie
Bacza - tak wyglądają pociski do których dobrali się zbieracze militarnego złomu w celu odzyskania prochu. Po tylu latach łuska jest bardzo miękka. Wystarczy nacisnąć palcem na bok kuli, szyjka pęka i już masz garstkę srebrnych łuseczek które mimo że zetlałe i często zawilgocone, robią fajne "WOOOSH" po wrzuceniu do ogniska.
No wiesz - to się wydaje nawet dużo bardziej prawdopodobne, niż moja teoria z ogniem. Też kiedyś się tak bawiłem, ale to było dawno temu, a i "zawartość" była walcowa, średnicy 3-4 mm i długości 5-6 mm (KPWT). Dawno i nieprawda :oops:...
Dzięki za wyjaśnienie.
A Henia przepraszam za - być może - wprowadzenie w błąd...