Kto? Nie wierzę!
To są jeszcze takie krzaki? Jak dla mnie to znikają tam, gdzie być powinny...
Niestety, ale wydaje mi się że pomysł z Arłamowem jest "trafiony" ... i wypali... :(
Wersja do druku
Właśnie...cele tych budowli były inne. Ale jednak przyznasz, że lepiej były wkomponowane w otoczenie. Choć faktem jest, że ze względów choćby bezpieczeństwa, wzgórza, na których stawały owe zamczyska były ogałacane z drzew tak, aby zapewnić doskonałą widoczność dookoła.
Co do wrażeń estetycznych: jeśli owe zamczyska budowano tylko i wyłącznie z uwzględnieniem potrzeb obronności, funkcjonalności, to jednak stały się kanonem piękna w budownictwie 'wzgórzowym'. Czy 'Gołębie' staną się czymś takim za kilkaset lat? I niby dlaczego mamy zapomnieć o starych kanonach? Bo jakiś burak stawia co chce i gdzie chce, gdyż ma forsę?
A poza tym o czym my tu mówimy - Polacy nie mają szacunku dla krajobrazu ani, ani. Źródeł można upatrywać w wielu czynnikach - szkoda gadać. Na tle innych społeczeństw Jewropiejskiego Sojuza wypadamy miernie i tyle. Bo w wielu państwach udało się prawem poskromić zapędy egoistycznych bogaczy, a określenie 'ochrona krajobrazu' znaczy wiele więcej niż u nas, a na pewno nie jest pustosłowiem.
Pozdrawiam,
D.
PS: Ale zrzęda ze mnie;P
Zamki, warownie, forty. Wszystko pięknie, ale chyba zapominacie gdzie żyjemy. Żyjemy w Polsce gdzie to co z definicji nazywane jest lichwą u nas nazywa jest kredytem np. inwestycyjnym.
Raczej na pewno inwestor nie zrobił tego dzieła w 100% za swoje więc do kosztów utrzymania i promocji tego centrum hotelowego trzeba dołożyć także raty i odsetki co zwykle stanowi bardzo poważne obciążenie finansowe.
Z resztą między innymi dlatego ten system jest tak zorganizowany, żeby móc przejmować za pół darmo duże inwestycje, bo z reguły jest tak :
- koszt hotelu np. 100zł
- kredyt 30zł
- udział własny 70zł
Ale zabezpieczeniem kredytu na te 30zł jest cała hotel, który po wybudowaniu będzie kosztował 100zł. Więc w razie jakiegokolwiek potknięcia bank przejmuje całość za nie więcej niż 30% wartości.
Poziomy udziałów mniej więcej odpowiadają rzeczywistości.
Dlatego jeśli ktoś zamierza kupić działkę w Bieszczadach oraz zbudować mały domek w oparciu o udział własny + kredyt musi bardzo dobrze to rozważyć czy czasem nie lepiej kupić najpierw działkę i domek holenderski w którym można śmiało od razu mieszkać przez kilka lat i z boku powoli na miarę aktualnych możliwości finansowych budować wymarzony domek.
Ktoś powie - no dobrze, ale 40.000zł na domek holenderski to też niemało. Fakt, ale odsetki kredytu to także niemało - przecież tą sumę musimy także wydać z własnej kieszeni.
Więc na pewno korzystniej jest wydać to na domek holenderski, który można potem jeszcze odsprzedać niż na lichwiarskie odsetki bankowe.
Usiąść z kartką, ołówkiem, kalkulatorem i symulacją rat - to nic nie kosztuje.
Przyznam :) więc jak już wcześniej w tym wątku napisałam:
chociaż zdaję sobie sprawę, że w moim spojrzeniu i ocenie starych budowli ogromne znaczenie ma ich historia, sentyment do miejsca i taki prosty mechanizm, że podświadomie jako bardziej wartościową wybieram "cegłę" starą niż nową. :wink:Cytat:
gdybym ja miała taką ochotę i możliwość, żeby coś zbudować na tej górce to byłby to najprawdziwszy, piękny, stylowy, współczesny zamek. Miejsce wymarzone. :grin:
mogę się założyć, że dużo osób które na widok tego nowego budynku krzyczy - ohyda! jednocześnie czuje sentyment do "starego" Arłamowa rodem z PRL-u. A czy te stare budynki są takie cudowne?
Z szacunkiem do krajobrazu to jest u nas tak, jak w wielu innych sprawach - jeśli szpecę JA to ok, jeśli szpeci ktoś inny to beee.
Bardziej jednak niż przykładowego Arłamowa, który jest zdefiniowany i przewidywalny boję się w tym względzie tych cichutkich, anonimowych "inwestorów" z różnych stron Polski, którzy zakupili okazyjnie ziemię w Bieszczadach. Boję się, że nadejdzie dzień, kiedy nie będzie można wdychać zapachu starych Bieszczadów w miejscu gdzie była wioska ta czy inna bo płotów grodzących i terenów prywatnych będzie więcej niż wolnej przestrzeni. Wolę trzy czy cztery takie duże, nowoczesne ośrodki w miejscach gdzie już coś było, przynoszące zyski regionowi i dające pracę niż rozdrapanie tego pięknego zakątka po kawałku.
...no dobra...ja już też kończę zrzędzenie w tym temacie ;)
Mam szmal, mam projekt ze wszystkimi badaniami geodezyjnymi, pozwoleniami ekologów, lotnictwa, BPN i innych takich tam np. lotniarzy (z dachu będą skakać!), astronomów też (dla Hero zbuduje tam wielki teleskop)... na hotel/wieżę, tak 250 metrową np. w Berehach Górnych (bym miał blisko do Jaśka!), dosyć wąską na tyle by na piętrze był tylko jeden pokój z widokiem na wszystkie strony, mam wizję by ten co przyjeżdża w Bieszczady mógł przez panoramiczne okno lub dobrą lornetkę popatrzeć (z różnych dowolnie wybranych poziomów) na całe swoje ukochane Bieszczady i jeszcze dalej, dalej. Biura podróży już złożyły mi zlecenia na pokoje na 10 lat naprzód, Gmina jest za, bo zatrudnię wszystkie osoby z gminy i powiatu. Tylko dwóch ludzi jakoś nie mogę złamać, nie uginają się, nie chcą kolosalnych łapówek... to architekt krajobrazu, jakiś niedzisiejszy czy co i ten drugi, ten od wydawania pozwoleń na budowę bo niby za duża, nie pasuje do budownictwa bieszczadzkiego itp. bzdety? Forumy różne będą psioczyć (ale Ci co będą cicho maja darmowe noclegi!, zorganizuję darmowe KIMB-y), ale jak tylko pokonam tych dwóch to karawana idzie dalej, kasa się przecież liczy. Tylko jak ich złamać, podpowiedzcie, mafii jakiejś zlecić? Przy moim hotelu to ten z Arłamowa to pikuś, tyci pikuś!
Fajnie byłoby móc patrzeć trochę dalej niż moje własne zachcianki pod tytułem "dzikie Bieszczady" pod którymi to marzeniami też się podpisuję.
Proszę tylko pamiętać, że jeśli Polacy nie zainwestują w Bieszczady to zrobi to kto inny. Np. Niemcy, Austriacy, Anglicy którym sprzedajni Polacy chętnie sprzedadzą ziemię.
Po co Niemcom ziemia w Bieszczadach ? Do życia, bo Europę zachodnią zalewa Islam i to na ich własne życzenie. Własnie utratą ojczyzny przyjdzie zapłacić krajom kolonialnym za setki lat dojenia, niewolnictwa i wygodnego życia.
Właściwie już jest taka sytuacja. Na naszych oczach ci co kiedyś byli mniejszością zaczynają dyktować prawa. W ciągu 2 pokoleń z mniejszości zrobi się większość i tak koło roku 2050 powyżej wymienione kraje prawdopodobnie znikną z map.
Będzie to może Kalifat Niemiec czy Francji. Nawet jeśli pozostanie niezmieniona nazwa to rdzenni Francuzi czy Niemcy będą niewielką i mało znaczącą mniejszością etniczną.
Więc co mądrzejszy Niemiec i Austriak kupi sobie w Polsce ziemię i w razie czego spakuje manatki i wyjedzie. Proszę zauważyć, że właśnie po to polskie społeczeństwo jest wychowywane do tak zwanej tolerancji, wyrzuca się wiarę i Boga, ciągle w mediach podważa się autorytety i umniejsza bohaterom czy tworzy ustawy przeciw tak zwanej mowie nienawiści.
Krótko mówiąc ze społeczeństwa robi ze społeczeństwa sprzedajną plastelinę.
Wszystko po to, żeby potomkom zwyrodnialców ktoś nie zrobił tego samego co ich pradziadkowie naszym pradziadkom i dziadkom czyli okradł dom, potem go spalił, a ludzi w najlepszym wypędził w gaciach przepędził z tobołkiem na plecach.
Szczególnie, że w Polsce nie ma dosłownie ani jednej rodziny, która w wyniku działań wojennych nie straciłaby bliskich i majątku
Jeśli komuś się wydaje, że są to wizje katastroficzne to niech sobie policzy w jakim tempie rozrasta się społeczność w której rodzina to minimum 5 dzieci, a tak koło 10 nie jest niczym nadzwyczajnym tylko raczej standardowym.
Jednym słowem, tak czy inaczej nadchodzą zmiany:) Tylko z tym kalifatem jakoś mi się nie podoba, chyba, że można będzie zawodzić z minaretów po polsku...lubię rozumieć, o czym do mnie z ambo...tfu...minaretu mówią:D Tak więc ze spraw czysto krajobrazowych przeszliśmy na wizje przyszłości. I w nich jednak krajobrazy kwitną. Już widzę ten szereg czyściutkich białych domków pod czerwoną dachóweczką z napisami typu Got mit uns w Terce albo w Kalnicy (Therkadorf i Kalnitz). Drogowskazy pisane gotykiem, a w ogrodach krasnale i grzyby z gipsu. I każda dzika ścieżka starannie wyasfaltowana, żeby nie narażać terenówek Hansa i Zygfryda na jakieś niepotrzebne wstrząsy:D A polski żywioł stuka czołami pod minaretem w takt śpiewów księdza dobrodzieja i zaraz wróci do siermięgi dnia powszedniego:D Siermięgi tym gorszej, że o suchym gardle cierpianej, boć za alkohol batożą:D
Pzdr
Derty
Derty, podziwiam Twój spokój. Nie ma przecież sensu odpowiadać na takie posty. Po co karmić trolla?
Andrzejku, a czy czasem ten Henri Szumacher co mu dom spalili to nie inwestor niemiecki, który kupił 30 ha naszej ojczyzny. Po co karmić trolla, prawda ?? Lepiej wykpić i zrobić idiotę z kogoś bez żadnego uzasadnienia.
Więc Ci Andrzejku prosto udowodniłem, że opisany w poprzednim poście proces już zaczął zachodzić. To samo dotyczy terenów dawnych Prus Wschodnich i Księstwa Pomorskiego.
Natomiast Bieszczady czyli Galicja jeszcze 100 lat temu należały do Cesarstwa Austro-Węgier i też Germanie będą czuli się znacznie lepiej niż np. na Podlasiu.
Tak samo jak Ty byś się czuł inaczej na dawnych Kresach I RP niż na nad Kubaniem czy Donem.
Napisałem gdzieś Andrzejku nieprawdę ?? Jeśli tak to w którym miejscu ??
Ciekawa jest natomiast inna zależność. Ilekroć na różnych forach poruszane są tematy nazwijmy to ekonomiczno-patriotyczne to zawsze dołącza się też etatowa błazenada.
Derty - prosiłby o nie przekręcanie kota do góry ogonem. Pisałem o kalifacie niemieckim, a nie polskim.
Natomiast co się tyczy tematu tablic gotykiem to niestety mocno się zbłaźniłeś :mrgreen: Otóż np. na Śląsku Opolskim są nazwy miejscowości po polsku i niemiecku. Wywalczono także uznanie języka niemieckiego za tak zwany pomocniczy język urzędowy.
Tutaj masz przykład jak to wygląda w praktyce, choć nie jest pisane gotykiem http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:G%...t_Annaberg.jpg
Zauważ, że na naszych oczach spełniają się marzenia wielkiego wezyra Kara Mustafy.
To czego w 1683 roku nie zrobiły pod Wiedniem jego armaty i szable to jego pra-pra-pra wnukowie zrobili sam wiesz czym i jak :mrgreen::mrgreen::mrgreen:
Skyrafal uważaj bo Cie właśnie od troli i innych łoszołomów z takim niepoprawnym pisaniem okrzykną.Wielu(nawet na tym forum)myśli tak jak Ty ale nikt się nie odezwie ze strachu przed ochrzczeniem jako faszysta tudzież narodowiec(pół biedy)/pisior(całkowite wykluczenie)/ksenofob/zaprzaniec/czesiek z podkarpacia:razz: etc.To łoftop wiem i przepraszam za wpis.Możecie mnie wykasować i tak mnie wszystko jedno:razz:,pozdrówka.
Andrzejku, nieważne ile osób tak myśli, bo to nie ma nic do rzeczy. Ważne czy moja nazwijmy to analiza jest trafna i na ile trafna.
Kolego, prawdziwe życie to nie jest demokracja gdzie będziesz przegłosowywał fakty. Fakty są czy będą faktami, a z faktami się nie dyskutuje.
Wiele osób nie ma zdania na temat euro-islamu jak to jest już określane, bo po prostu tego nie widziała na oczy. Tym bardziej nie będą obejmowali skali zjawiska oraz nie będą świadomi pewnych zagrożeń i pewnych tendencji związanych z lawinowym rozrastaniem społeczność muzumańskiej w krajach zachodnich w tym w Niemczech tuż za naszą granicą.
Co się Andrzejku tyczy tego plastelinowego społeczeństwa - z faktem kombinowanych transakcji zakupu ziemi przez cudzoziemców poprzez podstawione osoby tak zwane "słupy" też będziesz dyskutował ?
Gdyby ktoś taki numer odwinął przed wojną to przypuszczalnie niedługo by się tymi judaszowymi srebrnikami pocieszył i chyba i ich nawet nie zdążył wydać. Następny judasz by się 10 razy zastanowił czy warto.
A co jest dziś - judaszowanie jest przedstawiane jako wzór do naśladowania. Możliwe jest to tylko wówczas gdy się wychowa ludzi bez zasad, gdzie priorytetem jest zysk za wszelką cenę. Sprzedaj ciało, sprzedaj duszę, zeszmać się jeśli potrzeba byle przybyło na koncie. Jak będziesz miał na koncie to cię będą wszyscy szanowali.
Na autorytet i poważanie kiedyś trzeba było być kimś i mieć charakter. Dziś trzeba być czymś lub coś mieć, a charakter tylko przeszkadza w rozwoju kariery.
Ma Ci podać przykłady czy sam zauważysz ??
Robines - niech sobie piszą o Czesiu narodowcu z Podkarpacia. Mnie to średnio interesuje.
Nie mogę się doczekać tego kalifatu. W życiu nie jadłem tak wspaniałej baraniny z curry jak w pakistańskim barze. Popijałem afgańską zieloną herbatą, niebo.... Jeżeli te smakołyki wymagają zmiany, przechodzę na islam. Ale tymczasem wystarczy krótki lot do kalifatu w Londynie. Bez przechodzenia na anglikanizm.
Super.
Więc wyszło na to, że od dzisiaj Andrzejek z Długim powinni zacząć rozwieszać na mogiłach i pomnikach polskich żołnierzy takie tabliczki z napisem :
"NAIWNI POLSCY ŻOŁNIERZE, Wasza ofiara była daremna. Lepiej było pojechać na zarobek do Rzeszy i bez walki oddać ziemię Niemcom i bolszewikom ?"
Poszukajcie taniego grawera, bo ta polska ziemia nosi tysiące mogił swoich obrońców.
Wychodzi, że zginęli na darmo, skoro znalazły się w tym kraju osoby, które dla smaku kebaba są gotowe zmienić wyznanie i kulturę Polski. Ot czasy nastały.
Skyrafal? o czym ty piszesz? O Polsce, o patriotyzmie, o Bogu, o mogilach obroncow kraju? w dzisiejszych czasach? o rzeczach tak niemodnych i wszedzie publicznie zeszmacanych? toz we wszystkich mediach a ostatnio ponoc nawet w szkolach trąbia ze to wszystko przezytek i powinnismy sie wstydzic ze kiedykolwiek bylo to jakas wartoscia.. Teraz wsadza sie ludziom do glowy ze liczy sie tylko KASA a wszystko inne to ciemnogrod i zacofanie (to najgorsze obelgi..)
Teraz wypada tylko bic pokłony przed flaga z gwiazdkami, glosic chora tolerancje i zapier** w pracy celem pomnazania dobr materialnych i zer na koncie..
A ty wyjezdzasz z dziwnymi wartosciami.. Nikt nie bedzie z toba dyskutowac.. Taka jest obecnie tez moda ze osobe o niewygodnych pogladach trzeba wysmiac, wykpic, zrobic z niego idiote.. Bo podejmujac rozmowe podejmuje sie niepotrzebne ryzyko- moze w ktoryms momencie zabraknac argumentow..
Moda jest taka, że osobę o innych poglądach należy wyzwać od zdrajców, zaprzańców i sprzedawczyków, co mogiły depczą.
W Arłamowie minaret ? - nie, nie podoba mi się to.
Nawet gdyby gdyby obok, serwowano wspaniałą baraninę z curry to nie poprę Długiego i nie przejdę na islam.
Oj Rumi... to był dopiero model, takie ilości haszyszu, jakie wędrowały mu przez kieszenie to skarb, większy niż demagogia. Tymczasem czy kolega SkyRafal mógłby napisać o realnych korzyściach płynących z tej inwestycji dla regionu, uwzględniając Ludzi ( teraz i później) oraz Środowisko? Byłbym wdzięczny, oczywiście nie musisz pisać o inwestorach, ich źródłach pozyskiwania środków, lobbingu, czy Chińszczyźnie i materiałach sprowadzanych z tych krwiożerczych krajów spoza naszej Turbomartyroloeuropolski. Nie znam się, nie orientuję, skoro tak krzyczysz (może mówisz spokojnie a ja nadinterpretuję jedynie), to pewnie przepełnia Cię wiedza i wiara w sens swojej racji, mam nadzieję że opiera się na solidnym zagłębieniu w temat i mądrości wynikającej z doświadczenia, nie tylko ze strachu i chęci wyduszenia z siebie poglądów na siłę, które ścierając się z merytorycznymi argumentami powodują takie wrzenie. Proszę. Tak po ludzku, bo może ja jestem zaślepiony swoim małym fanatyzmem i nie dostrzegam tych wartości, a fajnie by było, zmieniłbym może wiele w sobie i inaczej mógłbym spojrzeć na świat w którym żyję, i bądź co bądź na moją Ojcowiznę, z której wyrosłem. Dziękuję.
Ponieważ moja odpowiedź została wyrzucona przez cenzurę odpisuję jeszcze raz
Trzykropki - czym są wg Ciebie dzisiejsze Bieszczady pod względem gospodarczym i ekonomiczno-społecznym ? Albo inaczej - jak oceniasz dzisiejszą kondycję gospodarczą i ekonomiczno-społeczną regionu bieszczadzkiego.
Ekonomiczno-społeczną mam na myśli kondycję finansową bieszczadzkich rodzin, możliwości zarobkowania i związane z tym ułatwienia/trudności etc.
Odpowiedz mi na to pytanie, a ja odpowiem jakie są realne korzyści dla regionu z inwestycji. OK ?? Tylko bardzo proszę o konkretną odpowiedź.
Wolałbym nie oceniać, raczej się przyglądam, ale skoro chcesz, to powiem, bardziej konkretnie się nie da. Sytuację społeczno-gospodarczą oceniam dobrze. Pryzmat ustawiam na swoje dzieciństwo i przeciągam światłem do dzisiaj, lecąc nim przez wioski, rodziny, znajomych, przyjaciół, sąsiadów w wioskach, wioseczkach, miasteczkach.
Długo zastanawiałem się jakie kryteria przyjąć do oceny i jak poszerzyć perspektywę. Mogłem wkleić setki zdjęć od nowych fabryk otwieranych np. w Zagórzu, czy w Uhercach po las anten satelitarnych, samochody miejscowych czy ich śmietniki i opakowania z żywności lub ubrań które konsumują, bo sąsiad ma to ja też, bo w telewizji mają to ja też, bo w Warszawie tak jest, to tu też? Jakie przyjąć strategie porównawcze? Mógłbym po prostu, mówić co myślę na ten temat, widząc co dzieje się w mojej wiosce, wiosce obok, w gminie, powiecie, poszedłem dalej, aby nie stwarzać tylko pryzmatu Ja. Połknąłem ze cztery " Diagnozy sytuacji społeczno gospodarczej" w przedziale lat 2004 -2013 wykonane przez urząd marszałkowski, centrum monitorowania, czy prywatne osoby na zlecenie różnych instytucji. Przechodząc przed chwilą przez Rynek w Sanoku zadałem to pytanie w Urzędzie, czterem napotkanym znajomym, którzy mieszkają w regionie, nie tylko w mieście, oraz wybiorę się z ciekawości do Fundacji Karpackiej. To tylko potwierdza moje własne spostrzeżenia, pokazuje tez kilka minusów, które są bardzo charakterystyczne dla regionów rozwijających się, jeśli przyjąć kryteria oceny które stosują np. Departamenty strategii i planowania przestrzennego i specyficzną retorykę tego typu działań. SWOT..hmmmm analizując go mam cały czas wrażenie że minusy wynikają raczej z głupoty i niedopracowania narzędzi systemowych, które w znacznej mierze są spuścizną po naszych własnych działaniach z lekkim swądem polskiej mentalności niż skutkiem apetytu krwiożerczych bestii z zachodu. Zaglądam do śmietnika... widzę ile jedzenia ludzie marnują, ile śmieci pływa w potoku pod Słonym. HM... "nylon, plastik, nylon, plastik" Pani Czesława spod dwójki, mówi że, "jak by była bida, to by tyle syfu nie było, korków na drogach, kolejek w marketach i plastiku na podwórkach". Przytaczać pozostałe wypowiedzi na których buduję swoją opinię? Nie, powstał by epos narodowy. Tak, jest dobrze, jest wystarczająco dużo dobra w tym kraju i na świecie, głupota jednak nas samych, zacietrzewienia i brak sensownej dyskusji tylko mierzenie własnych kieszeni i potrzeb sprawiają że potencjał leci na pysk.
Tak, wywołany przez Ciebie stan gospodarczo-coś-tam-coś-tam oceniam dobrze. Martwi mnie jedynie to, że zafiksowały się ludziska na tym, jakby to była jedyna wartość potrzebna temu światu, i nic więcej nie istniało, w związku z czym należy przejechać buldożerem po Połoninkach Arłamowskich w imię zrównoważonego rozwoju gospodarczego i potrzeb biedujących mieszkańców. Pfffffff.... Co za bzdura.
Jeżeli tak oceniasz to logicznym jest, że wg Ciebie nie potrzeba żadnych inwestycji.
Skłonny jestem częściowo zgodzić się z tą oceną ponieważ ceny w sklepach w Bieszczadach są jednymi z najwyższych w PL i bezrobocie jest także najwyższe. Więc skoro bezrobotni są w stanie sprostać tak wysokim cenom to musi być tutaj naprawdę dobrze.
Gdyby takie ceny były np. w pobliskim Rzeszowie to w ruch poszłyby płytki chodnikowe i kostka brukowa.
Powstaje tylko jedno pytanie - w jaki sposób generuje tu zyski skoro tak : przemysł jest marginesem błędu, rolnictwo kompletnie tu nie istnieje, galopujące bezrobocie, a turystyka jest jaka jest czyli 2 miesiące koniunktury na cały rok o ile na wakacjach jest ładna pogoda.
Jedyne co się naprawdę udało to bieszczadzka wąskotorówka, bo we wrześniu wyczytałem, że przewieźli rekordowo dużą liczbę pasażerów, chyba 85 tyś osób, a kolejka była jeszcze czynna do ostatniej niedzieli.
Chciałbym tylko zaznaczyć, że wąskotorówka jest jak nie patrzyć inwestycją i gdyby chcieć ją zbudować dziś od zera byłoby to absolutnie niemożliwe ze względów ekologicznych.
Powstanie jeziora i zapory na Solinie, które przyciąga turystów jest także inwestycją wokół której kręci się bieszczadzka turystyka.
Jak widać udane inwestycje wspomagają się wzajemnie.
Pytałeś o realne korzyści to pokazałem na znanych wszystkim przykładach.
Pytałem o Arłamów. ?
A tak, może nie do końca w Arłamów uderzę, skoro zawiązuje sie off-konwencja :p, to jednak temat o niego mocno zahacza, więc nie chcę tworzyć nowego wątku. Na portalu E-Sanok pojawił się takitaki oto artykuł. Źródło: http://esanok.pl/2013/sanok-%E2%80%9...era-dm004.html
Cytat:
Sanok – miasto, które umiera?
SANOK / PODKARPACIE. Historia miast pokazuje, że dobrobyt raz im dany, nie trwa wiecznie. Czy trwający od kilkunastu lat upadek Autosanu doprowadzi w Sanoku do „syndromu Detroit”?
Dorota Mękarska
W przeszłości na rozwój miast wpływało dobre położenie geograficzne, klimatyczne i morfologiczne oraz możliwość pozyskiwania bogactw naturalnych. W czasie rewolucji przemysłowej do tych czynników doszła jeszcze możliwość znalezienia pracy. I ten warunek jest aktualny do chwili obecnej.
W czasach współczesnych to właśnie brak pracy stał się główną przyczyną upadku wielu miast.
- Ostatnim przykładem są losy miasta Detroit w USA. Bezpośrednią przyczyną upadku tego miasta jest nagły deficyt miejsc pracy spowodowany likwidacją zakładów motoryzacyjnych „Forda”, „GM” oraz „Chryslera”, zatrudniających dziesiątki tysięcy ludzi, którzy nagle zostali bez środków do życia i zaczęli wyjeżdżać – podkreśla Stanisław Sosak, architekt, urbanista i wykładowca akademicki, który upadkowi miast poświęcił publikację „ Miasto – nowa jakość, czy upadek”
- Dotyczy to również tzw. „miast uniwersyteckich” wrażliwych na ujemne wskaźniki demograficzne, gdzie spadek liczby studentów przekłada się na ilość kierunków kształcenia i zatrudnienie kadry dydaktycznej. A więc praca jest najważniejsza dla życia organizmu miejskiego.
W Polsce symbolem gospodarczego upadku miast jest Łódź, choć wcale to miasto nie należy do najbardziej zadłużonych w Polsce. To jednak z Łodzi w ciągu ostatnich 25 lat zniknęło 125 tysięcy mieszkańców.
„Syndrom Detroit” nie zagraża jednak tylko dużym polskim miastom. Niewiele mówi się natomiast o kondycji małych i średnich miast. A przecież postępujące w nich wyludnienie, spowodowane brakiem pracy, daje o sobie szybciej znać, niż w metropoliach, czy dużych ośrodkach miejskich.
W 2004 roku liczba ludności Sanoka według danych GUS wynosiła 41,4 tysięcy mieszkańców. W 2010 było nas już 39,4 tysięcy, a w 2013 39,3 tysiące. Jednakże ostatnio może niepokoić liczba złożonych deklaracji śmieciowych, która wyniosła 30,3 tysięcy.
Nawet jeśli przyjąć, że nie jest to rzeczywista liczba mieszkańców Sanoka, gdyż nie uwzględnia ona młodzieży uczącej się poza granicami naszego miasta, a także tych, którzy nie całkiem uczciwie wywiązali się z tego obowiązku, to tak daje ona wiele do myślenia.
Miasto nigdy nie jest idealnie zorganizowane
- Według terminologii szkockiego urbanisty z ubiegłego stulecia Patricka Geddes’a w rozwoju struktury przestrzennej miasta istnieje pewna regularność dzieląca jego historię na okresy pozytywne i negatywne – zaznacza Stanisław Sosak.
- Negatywny okres rozpoczyna „Megalopolis” jako miasto olbrzym, w którym mimo wzrostu dobrobytu są przejawy upadku, dalej „Tyranopolis” jako miasto rządzone przez tyranów i dyktatorów, którzy czerpią korzyści nie dając nic w zamian, w końcu „Nekropolis”, w którym zamiera życie socjalne, następuje upadek gospodarczy poprzez nieudolne kierownictwo, a ludność ucieka i emigruje.
Ten cykl, według Stanisława Sosaka, przystaje do każdego miasta, nie tylko dużego.
- Ta teoria i dzisiaj jest jak najbardziej aktualna – dodaje urbanista.
- Miasto nigdy nie jest idealnie zorganizowane – zauważa Maciej Drwięga, socjolog, który prowadził w Sanoku badania pod kątem pracy doktorskiej „Między organizacją i dezorganizacją społeczną w mieście średniej wielkości. Studium Sanoka.”
- Do całkowitej dezorganizacji miasta może dojść w warunkach wojennych. Natomiast w warunkach pokojowych nigdy nie dochodzi do jego ruiny. Historia miast przebiega między tymi dwoma krańcami.
Jak nie pożar, to przemarsz wojska
- Sanok w swoich dziejach przechodził różne koleje losu – podkreśla Andrzej Romaniak, historyk z Muzeum Historycznego w Sanoku.
- Ważnym czynnikiem jego rozwoju był przywilej lokacyjny nadany w 1339 roku. Wtedy Sanok stał się pełnoprawnym miastem. Już wtedy ważną rolę odgrywali w nim producenci To właśnie rzemieślnicy stanowili o bogactwie miasta. Ważne były również kontakty handlowe między miastami i krajami, np. z Węgrami. Istotnym czynnikiem rozwoju miast były jarmarki. Król Kazimierz Wielki nadał Sanokowi przywilej organizowania jarmarków w okresie Zielonych Świat. Ściągały one do miasta ludność nie tylko z okolic, ale nawet z odległych miejscowości.
O randze średniowiecznego Sanoka świadczy fakt, że w XV wieku król Władysław Jagiełło wybrał Sanok na swoje zaślubimy z Elżbietą Granowską w 1417 roku.
Największy rozkwit Sanoka przypadł na XVI wiek.
- Podjęto wtedy potężne inwestycje: budowę wodociągów i budowę zamku w stylu renesansowym – wylicza Romaniak.
Ważną rolę w ówczesnym mieście odgrywali mieszczanie. Dzięki nim rozwinęło się miejskie budownictwo. Okazałe kamienice powstawały nie tylko w rynku, ale również na przedmieściach, które rozwijające się miasto wchłonęło do swojego organizmu.
Okres prosperity trwał w Sanoku do XVII wieku.
- Sanok, co prawda ominęły wojny szwedzkie, czy powstanie Chmielnickiego, ale miasto kilkakrotnie w XVI i XVII wieku było niszczone przez pożary – przypomina historyk. – W tym okresie niewiele było budynków murowanych, wystarczyła więc jedna iskra, by całe miasto spłonęło. Tylko w XVI wieku było pięć dużych pożarów. Paradoksalnie na upadek miasta wpływ miało stacjonowanie wojska, bo żołnierze trudnili się rabunkiem i rekwizycją. Sanok był też kilkakrotnie najeżdżany przez szlachciców, którzy toczyli prywatne wojny.
W Sanoku świnie hasały po rynku
Upadek miasta trwał przez cały wiek XVII.
- Miasto było tak zrujnowane, że władze austriackie przeniosły siedzibę cyrkułu do Leska. Upadło rzemiosło. Domy stały puste. Dzięki wspomnieniom z tamtego okresu wiemy, że rynek był porośnięty trawą i pasły się na nim świnie. Miasto zamieszkiwało wówczas nie więcej niż 1000 – 1100 mieszkańców, gdy Krosno liczyło 2,5 tysiąca obywateli - zaznacza Romaniak.
Zastój trwał do połowy XIX wieku. Wtedy dopiero Sanok zaczął się odbijać od „dna”.
- Powstał wówczas zakład kotlarski, którego założycielami byli Mateusz Beksiński i Walenty Lipiński. W mieście funkcjonowała fabryka czernidła, destylarnia ropy naftowej, drukarnia Karola Pollaka – wylicza historyk.
W 1867 roku Galicja zyskała szeroką autonomię. To skłoniło polskich przedsiębiorców do inwestowania. Impulsem do rozwoju było też otwarcie linii kolejowej w latach 70. XIX wieku.
Wraz z rozwojem przemysłu rozwinęła się edukacja. W Sanoku powstało w 1880 roku Gimnazjum Męskie. Otwarto szpital powszechny, sąd okręgowy, urząd skarbowy, a zakład kotlarski przekształcił się w fabrykę wagonów. To spowodowało, że w dzielnicy Posada powstała dzielnica robotnicza.
W czasie I wojny światowej Sanok specjalnie nie ucierpiał. Po ustaniu zawieruchy wojennej w mieście znowu nastały lepsze czasy. Sanok całkiem dobrze przetrwał kryzys gospodarczy w pierwszej połowie lat 30. W 1932 roku powstały na jego terenie kolejne fabryki: gumy i akumulatorów. Po włączeniu do Centralnego Okręgu Przemysłowego w mieście nastąpił gwałtowny rozwój szkolnictwa, w tym również zawodowego. Rozkwit przeżywała również branża budowlana. Nie tylko bogaci przemysłowcy i mieszczanie budowali dla siebie okazałe siedziby, także robotnicy, dzięki korzystnym kredytom, zaczęli budować własne domki. Wybudowano też pierwsze bloki mieszkalne dla pracowników fabryki.
W ówczesnym Sanoku kwitło życie kulturalne i sportowe, także dzięki stacjonującemu tu pułkowi, którego oficerowie zaliczali się do elity miasta. Dochody miastu zaczęła przysparzać turystyka, gdyż miasto zostało wypromowane przez Zjazd Górski w 1936 roku.
Niestety ten intensywny rozwój gwałtownie przerwał wybuch II wojny światowej. Niemcy z fabryki wagonów wywieźli maszyny, a fabryka akumulatorów całkowicie zniknęła z powierzchni ziemi. Sanok poniósł też olbrzymie straty w ludziach.
Już w 1944 roku robotnicy zaczęli odbudowywać fabrykę wagonów.
- Przy wszystkich zastrzeżeniach do ustroju, to w tym okresie Sanok rozwijał się głównie dzięki „gumie” i Autosanowi. Miasto naprawdę wiele tym zakładom zawdzięcza. Nie można jednak zapomnieć, że w Sanoku funkcjonowało też wiele innych zakładów, tzw. Ceramika, fabryka domów, zakłady mięsne, których tradycja sięgała jeszcze XIX wieku, Sanockie Przedsiębiorstwo Budowlane – wylicza Andrzej Romaniak.
- Niestety, po roku 1990 te firmy upadły.
- W latach 70. i 80. Sanok żył dzięki Autosanowi – zgadza się Maciej Drwięga.
- Jednakże to, że fabryka była inwestorem strategicznym miasta okazało się bardzo niebezpieczne. Dzisiaj widzimy tego skutki. Sanok, w nowej rzeczywistości, próbował odnaleźć swoją „nową twarz”. Mam jednak wrażenie, że choć już drugą dekadę szukamy nowej tożsamości, to jeszcze jej nie znaleźliśmy.
Ciągle jesteśmy na malutkim „plusie”
Czy można określić stopień dezorganizacji miasta? Jest to możliwe przez pryzmat problemów społecznych na podstawie danych statystycznych, jak i opinii ludzi.
Przytoczmy więc dane statystyczne , dotyczące w pierwszej kolejności działalności gospodarczej. Według Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej, od początku bieżącego roku działalność gospodarczą rozpoczęły w Sanoku 223 podmioty gospodarcze. W tym samym czasie 176 podmiotów gospodarczych zrezygnowało z działalności.
W 2012 roku te proporcje były znacznie gorsze. Działalność rozpoczęło 209 podmiotów, a zrezygnowało z jej prowadzenia 249 podmiotów. Wymienione dane dotyczą tylko osób fizycznych.
Zachodzi też pytanie: jak wygląda w Sanoku przyrost naturalny? Okazuje się, że wciąż jesteśmy „na plusie”, gdyż w bieżącym roku zameldowano w Sanoku 241 nowo narodzonych dzieci, przy liczbie 235 osób zmarłych. W poprzednim roku urodziło się zaś 366 dzieci, zmarło zaś 298 osób.
W narodzie jest mniej radości
Jednak suche liczby nie mówią całej prawdy. Ważne są opinie ludzi.
- W swoich badaniach właśnie o to pytałem – podkreśla Maciej Drwięga, który przepytał szereg osób, począwszy od ludzi z „marginesu”, po tzw. ekspertów miejskich.
Nie trzeba jednak być socjologiem, by zauważyć, że przeważają opinie negatywne, co widać po forach internetowych i portalach społecznościowych. Dlaczego?
- Porównując czasy sprzed 20, czy 30 lat uważam, że więcej było w narodzie radości – mówi Marian Struś, redaktor naczelny „Tygodnika Sanockiego”, który od 40 lat obserwuje zmiany zachodzące w mieście.
- Kiedyś potrafiliśmy się cieszyć z małych rzeczy. Dzisiaj nic nas już nie cieszy. Przy każdym sukcesie uaktywnia się loża szyderców, która wszystko deprecjonuje. Wpływ na atmosferę w mieście ma klimat w kraju, pełen nienawiści i partyjnych wojenek, a także sytuacja gospodarcza w kraju, która coraz bardziej odbija się na budżecie naszego miasta. To wszystko przekłada się na to, że Polska jest smutna, Podkarpacie jest smutne i Sanok jest smutny.
Małe jest piękne
Co jednak mieszkańcy Sanoka tak naprawdę myślą o swoim mieście? Z badań Macieja Drwięgi wynika, że bardzo dużą wagę przywiązują do jego zalet: wysokiego poczucia bezpieczeństwa, które zresztą pokrywa się z policyjnymi statystykami, jego dostępności, gdyż w Sanoku można praktycznie poruszać się na piechotę, braku anonimowości, co sprzyja kontaktom interpersonalnym i gwarantuje większą kontrolę społeczną.
Natomiast największym problemem jest brak pracy, który wpływa na zubożenie społeczeństwa, kłopoty zdrowotne, alkoholizm, uzależnienia od używek i przestępczość.
- Nie zgadzam się z tym, że praca jest najważniejszym czynnikiem determinującym rozwój miasta. Jest jednym z najważniejszych czynników, ale nie jedynym – uważa socjolog
- Najważniejszy jest zrównoważony rozwój. Zadaje sobie pytanie, czy to w Sanoku nie zostało to zaburzone? Według mnie nasz rozwój za bardzo poszedł w kierunku usług turystyczno-społecznych, niż w obszarach quasi przemysłowych.
Chcę tu wrócić, ale…
O tym, że doszło do zachwiania tej równowagi może świadczyć masowa ucieczka ludzi młodych z miasta, która jest widoczna gołym okiem.
Jacek, rocznik 1986, jest typowym przedstawicielem młodego pokolenia sanoczan. Skończył w Sanoku liceum, a studia w Krakowie.
- Zaraz po studiach wróciłem do Sanoka. Udało mi się „załapać” na półroczny staż w jednej z firm. Chciałem w niej zostać na stałe, ale nie było takiej możliwości. Na szczęście zostałem zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną do Krakowa. Zostałem przyjęty do jednej z firm. Pracowałem w niej 4 miesiące, gdy dostałem propozycje wyjazdu do Paryża. Po powrocie do Krakowa, zaraz po 3 tygodniach otrzymałem ofertę wyjazdu do Niemiec. Pracowałem tam 7 miesięcy. Od roku jestem znowu w Krakowie.
Z klasy licealnej Jacka, liczącej ponad 20 uczniów, tych którzy zostali w Sanoku, można policzyć na palcach jednej ręki. Reszta przeniosła się do Krakowa, Warszawy, czy do Wrocławia. Niewielu, co ciekawe, zdecydowało się zamieszkać w Rzeszowie, czy Lublinie. To może świadczyć o tym, że w ogóle cała „ściana wschodnia” jest postrzegana przez młodych ludzi jako „ziemia bez nadziei”.
Czy praca jest jedynym warunkiem powrotu młodych ludzi do Sanoka.? I tak i nie.
- Nie wiążę swojej przyszłości z dużym miastem. Chciałbym wrócić do Sanoka, ale ważne są nie tylko pieniądze, ale również kwestia rozwoju zawodowego – zauważa Jacek .
- Młodzi ludzie mają dzisiaj większe aspiracje – podkreśla Maciej Drwiega. -
Nasz rynek pracy jest w sumie niewielki, ale problemem jest też charakter miejsc pracy. Nasze wysiłki powinny iść w kierunku tworzenia nowej jakości miejsc pracy. Obawiam się jednak, że oczekiwania młodych ludzi są tak wielkie, że nie będziemy w stanie im sprostać. Młody człowiek porównuje dzisiaj, ile może zarobić w Anglii, Niemczech, czy Norwegii z zarobkami w Sanoku. W Polsce jednak długo takich pieniędzy nie zarobi. Dlatego młodym ludziom trzeba uczciwie powiedzieć, że jeśli będą mierzyć się z poziomem zagranicznych zarobków, to czeka ich tylko frustracja Nie można im tworzyć złudnej nadziei, że tu będą się żyć tak, jak w Londynie.
Sanok nigdy nie będzie drugim Zakopanym
Choć Sanok w ostatnich latach może pochwalić się wieloma inwestycjami, to jednak nie wszystkie projekty są oceniane pozytywnie.
- Z przykrością należy stwierdzić, że dzisiaj w Sanoku nie ma żadnej inwestycji, która by była miastotwórcza. Budowa galerii handlowych nie wpłynie na rozwój miasta. Obawiam się, że upadek Autosanu spowoduje jeszcze większy odpływ mieszkańców Sanoka. Miasto może się znaleźć w bardzo złej sytuacji – dodaje Andrzej Romaniak.
- To ludzi przybiło – zgadza się Marian Struś. - Wiem, co sam odczuwałem, gdy ogłoszono upadłość Autosanu i wiem, co ludzie czują. Dlatego tak ważne jest, by Autosan się podźwignął.
- Niepotrzebna nam jest kolejna galeria, niepotrzebny jest park wodny. Miasto powinno zapewnić mieszkańcom basen, a nie budować „wodotrysk” – Jacek negatywnie patrzy na to, co dzieje się w jego rodzinnym mieście. - Pieniądze powinny być przeznaczone na tworzenie stref ekonomicznych, parków przemysłowych, tak jak to dzieje się w Zagórzu. Natomiast władze miasta koncentrują się na tym, by Sanok był drugim Zakopanym, a to jest niemożliwe, bo nie mamy takich atrakcji. Nie turystyka, ale przemysł jest najważniejszy.
- Mam wrażenie, że od jakiegoś czasu w Sanoku bardziej dbamy o turystów niż o mieszkańców – dodaje Maciej Drwięga. – Sanok nie stał się jednak takim miastem turystycznym, jak byśmy sobie życzyli. Chcemy robić park wodny na miarę „Tatralandii”, a przecież w wysokimi górami zawsze przegramy konkurencję.
Otworzy się kolejne okno dla Sanoka?
Co może być impulsem do dalszego rozwoju miasta? Na pewno budowa dróg. Sanok potrzebuje dzisiaj nowego „okna na świat”, tak jak w XIX wieku, gdy kolej przyczyniła się do jego wzrostu gospodarczego.
- Powstanie autostrada do Rzeszowa, Via Carpathia, obwodnica Sanoka. Nie krakałbym więc, że wszystko się sypie – Marian Struś przestrzega przed czarnowidztwem.
- Do takich miast jak Sanok trudno jest ściągnąć inwestorów, bo mamy słabą komunikację ze światem, ale trzeba pamiętać, że obwodnica otworzy nam południową część miasta. Należy przygotować plany rozwoju tej części Sanoka – zauważa Maciej Drwięga.
Andrzej Romaniak wie jako historyk, że okres „bessy” nie może trwać w mieście wiecznie, o ile zostanie zachowana jego najwartościowsza substancja. Dlatego przestrzega przed pochopną wyprzedażą majątku.
- Jeżeli wszystko padnie, to będziemy musieli, tak jak nasi przodkowie budować od nowa – mówi. – Obyśmy jednak mieli na czym…
Pieniądze powinny być przeznaczone na tworzenie stref ekonomicznych, parków przemysłowych, tak jak to dzieje się w Zagórzu. Natomiast władze miasta koncentrują się na tym, by Sanok był drugim Zakopanym, a to jest niemożliwe, bo nie mamy takich atrakcji. Nie turystyka, ale przemysł jest najważniejszy.
Ciekawy artykuł, ale żeby się odnieść do wszystkiego moja wypowiedź byłaby zbyt nudna. Więc ograniczę się od ostatniego zdania pod którym podpisuję się obiema rękami i obiema nogami - nie turystyka, ale przemysł jest najważniejszy.
Problem z turystyką polega na tym, że nie jest niezbędna i byle jakie zachwianie równowagi i ludzie już na wczasy nie pojadą, bo są inne potrzeby np. kupienie lodówki, pralki czy naprawa samochodu. Jeśli już na te wczasy pojadą to będą obracali każdą złotówkę i dzielili włos na czworo.
Natomiast przemysł produkuje w większości to co jest na niezbędne do życia np. telefony komórkowe :mrgreen: oraz to, co życie nam ułatwia np. samochody.
Więc krótko mówiąc przemysł stanowi ogniwo krytyczne. Turystyka jest dodatkiem, a czasami 5 kołem u wozu.
Nieraz mam wrażenie, że ludzie jadą na wczasy niemal wyłącznie po to, aby mieli co powstawiać do youtube i na portale społecznościowe.
Dlatego jeśli stawia się na turystykę to muszą być wypromowane pewne "kultowe miejsca", żeby ludzie mieli się czym chwalić przed znajomymi. W Bieszczadach nie ma takich miejsc.
Takim kultowym miejscem w PL jest np. Zakopane i nieważne czy jest ładne czy brzydkie. Ważne, że jest kultowe i że nie zrobi się wiochy wstawiając zdjęcia na facebook.
Pytałeś o Arłamów - może planują właśnie coś takiego. Kultowe centrum hotelowe w którym każdy szanujący się biznesmen będzie musiał bywać, bo inaczej zostanie uznany za narodowca, Czesia z Podkarpacia i nieuczesanego chama.
Własnie tak to działa i można się zajeździć robiąc cuda na kiju, a ludzie i tak powiedzą, że głupie, że wiocha i pojadą gdzie indziej.
Ponieważ ludzie są otumanieni przez media nie jest ważne co MNIE się podoba, ale ważne jest to co się podoba MOIM ZNAJOMYM.
Promując dane miejsce trzeba mieć oczywiście odpowiednie wsparcie np. serialowego aktora na aktualnym topie z wysoką oglądalnością i gość musi utrzymać się tam na tyle długo, aby miejsce zdążyło się wypromować.
Patrzenie w jeden punkt? Dlaczego uważasz (co wnioskuję ze wcześniejszych wypowiedzi w tym i w innych wątkach) że należy ten przemysł wpuszczać w regiony, które są bezcenne pod względem przyrodniczym?Naprawdę tak uważasz?
Z tego artykułu wynika również, że historia mieli każdy niemalże przemysł, i wraca wszystko do stanu z przed rewolucji. Może warto spojrzeć z dystansu na temat.
Problemem nie jest przemysł tylko ludzka głupota i brak wyobraźni.
Podam konkretne przykłady.
Ogromna inwestycja CERN czyli LHC. Wszystko pod ziemią. Nad ziemią jest kilka budynków. Czy coś Ci szpeci krajobraz Genewy ? Na powierzchni są lasy i pola uprawne.
Teraz porównaj tą całą inwestycję, jej rozmach i wielkość do np. kombinatu w Ustianowej z tym sterczącym brudnym kominem, off-road'owym dojazdem, gnojem i syfem dookoła.
Do znudzenia będę podawał przykład Szwajcarii. Pojedź tam i zobacz czy znajdziesz wysypisko śmieci w lesie czy w jeziorze, czy znajdziesz butelki pet, które płynąc pozahaczały się o krzaki, czy znajdziesz potok lub rzeczkę do której regularnie pompuje się szambo.
Teraz zobacz co jest w Bieszczadach i zestaw to. Szwajcarzy mają czyste środowisko i przemysł, a my w Bieszczadach mamy ustawy ekologiczno/przeciw-inwestycyjne i bez żadnych oporów dewastujemy i zaśmiecamy to co nazwałeś "bezcenne pod względem przyrodniczym".
Teraz jest niski stan wody więc każdy może sobie podjechać i zobaczyć na własne oczy jak to o czym napisałem w wielu, wielu już postach wygląda w praktyce.
To co u nich jest do absolutnie nie do pomyślenia u nas jest rzeczywistym standardem dotyczącym rezerwuaru wody pitnej.
Miałem się nie odzywać w tym wątku ale się odezwę :smile:
Rafałku - posłuchaj co mówi Trzykropek. Bieszczady (rozumiane bardzo szeroko) nie mają szans na poważne inwestycje przemysłowe. Nie ma tu wygodnego i szybkiego dojazdu i nie ma wykształconej kadry. Nie pomoże nawet wybudowanie Via Carpatia, w Bieszczady nadal będzie daleko i niewygodnie jeżeli chodzi o dowóz materiałów i dystrybucję gotowych produktów. Potencjalny inwestor przemysłowy patrząc na Podkarpacie widzi wyłącznie jego północną część, stamtąd jest bliżej do centrum Polski, tam jest (lub za chwilę będzie) autostrada i szybka kolej, tam jest lotnisko i tam są wykształcone kadry. A kadry są obecnie dla przemysłu niezwykle istotne, skończyły się czasy gdy przy kotle w hucie można było postawić wziętego "z ulicy" pracownika po 45-minutowym przeszkoleniu, nowoczesny przemysł potrzebuje co najmniej techników a coraz częściej inżynierów. CERNu pod Lutowiskami nie będzie.
Jedyną szansą dla regionów takich jak Bieszczady, może nawet całe południowe Podkarpacie, jest wykorzystanie nie siły roboczej ale potencjału i walorów regionu. Potencjału i walorów turystycznych. Tak, potrzebna jest reklama i potrzebne są inwestycje. Ale inwestycje, których nadrzędnym celem jest zachowanie a może nawet uwydatnienie walorów turystycznych regionu. Bieszczadom potrzebne są remonty dróg dojazdowych, potrzebne byłoby ożywienie kolei - ale dla ruchu osobowego. Autostrada do Baligrodu byłaby pomysłem absurdalnym i szkodliwym. Potrzebne są inwestycje w turystykę ale nie w wielkie, 500-osobowe hotele, bo one siłą rzeczy degradują środowisko przez sam fakt, że powstają. Inwestować należy w małe i bardzo małe (nawet w skali rodzinnej) przedsięwzięcia takie jak agroturystyka czy pensjonaty. Masz absolutną rację, że z ochroną środowiska jest obecnie bardzo źle i to bezwzględnie należy poprawić, ale - podkreślam - nie wylewając dziecka z kąpielą. Postawienie Gołębiewskiego (nawet zasilanego wyłącznie z wiatraków i paneli, z zamkniętym obiegiem wody i pełną przeróbką odpadów) byłoby chybionym pomysłem bo takie działanie szybko sprowadzi ten region do pozycji wielu, wielu innych, które nie mają nic wyjątkowego do zaoferowania.
Szansę na rozwój turystyki Podkarpacie ma, wbrew powszechnie panującej opinii wiele można tu turyście zaproponować. Mamy wyjątkowe na skalę europejską zabytki budownictwa drewnianego, mamy lasy, mamy niezindustrializowaną przestrzeń, mamy sąsiedztwo Ukrainy, Słowacji, Węgier i Rumunii. Szansą tego regionu nie jest przemysł bo poza przetwórstwem drewna raczej wiele tu nie powstanie ale inwestycja w "zieloną" turystykę. Facebookowi turyści od zdjęć z misiem z Zakopanego pewnie tu nie przyjadą, ale przyjadą inni, którzy będą płacić za to, że jest dużo lasów i nie jeżdżą po nich quady.
Dla Bieszczadów nie przemysł, ale turystyka jest najważniejsza.
To taki mój kamyczek, więcej odzywać się nie będę.
"Facebookowi turyści od zdjęć z misiem z Zakopanego pewnie tu nie przyjadą"
Oni już są w Bieszczadach na Wetlińskiej, Tarnicy - panie w klapeczkach, rozkrzyczana młodzież zachowująca się jak knajpie...
A kto im zabroni wykrzyczeć się ?
Pełna zgoda :)
Dokładam swoje 0,03 zł jako że dość często prowadzę wycieczki z uprzemysłowionego Śląska zarówno w Bieszczady jak i w Tatry i widzę czego poszukuje "przeciętny turysta", taki nie całkiem kwalifikowany.
Biorę pod uwagę takie właśnie kryteria, chociaż kiedy jadę sama lub ze znajomymi - to uprawiam całkiem inny typ turystyki.
1. Nawet jeżeli celem turysty jest pochwalenie się na facebooku zdjęciem z zapory w Solinie - to co w tym złego ?
Niech się chwali, jeżeli to lubi. To tez może być pewnym motorem napędowym rozwoju turystyki.
2. Turysta szuka nie koniecznie wysokich gór, ale szuka po pierwsze - czegoś odmiennego od swojego codziennego życia, a po drugie - chwili odpoczynku w ciszy i spokoju.
3. Nie są potrzebne ogromne drogie molochy w stylu Arłamowa czy Gołębiowskiego, ale ośrodki, gdzie jednorazowo mogłoby się pomieścić najwyżej do 60 osób (autokar), z ceną nie przekraczającą 60 zł za dzień pobytu, w tym dwa posiłki.
Większych pensjonatów grupy nie lubią, bo nie są tam sami i sobie na wzajem przeszkadzają.
Nie mają np. miejsca gdzie cała grupa może się wieczorem spotkać i sobie posiedzieć, nawet coś tam wspólnie wypić.
Dwa razy (w tym raz w Bieszczadach) miałam okazje spać w dużych "molochach" i ludzie byli niezadowoleni.
Nie muszą być to ośrodki luksusowe, ale powinny być czyste i schludne.
Dla porównania, na Podhalu takich pensjonatów jest multum, po kilkadziesiąt (dosłownie) w każdej wsi i konkurują ze sobą cenowo. W tym roku za noclegi z grupami nie płaciłam nigdzie więcej niż 55 zł za noc od osoby.
Pensjonaty konkurują ze sobą nie tylko cenowo, ale wszyscy stawiają na dobre jedzenie.
W kilku miejscach spotkałam się z zarzutami ze strony turystów, że było za ciasno (malutkie i ciasne pokoje i łazienki) i tam już raczej więcej nie pojadę.
Tu niestety widać różnicę pomiędzy Podhalem i Bieszczadami. W Bieszczadach noclegi tego typu i o podobnym standardzie są droższe niż na Podhalu !
4. Turystę interesuje wszystko co odmienne od jego codzienności - rejs statkiem po Solinie, cerkwie (zawsze wszyscy słuchają z ciekawością tego co opowiadam), góry - jeżeli już to raczej tylko z dołu lub niezbyt męczące wycieczki.
Rozwija się turystyka pielgrzymkowa,a w Bieszczadach i na ich obrzeżu jest kilka miejsc do których ludzie pielgrzymują (np. Komańcza), a przy okazji również zwiedzają.
5. Ogromnym atutem Bieszczadów jest bliskość Ukrainy, Słowacji i Węgier, coraz bardziej popularne są wycieczki "łączone" - 2 dni w Bieszczadach, a jeden na kąpielisku termalnym na Węgrzech i wyjazd 1-dniowy do Lwowa.
6. Bardzo ważne są drogi - nie koniecznie autostrady, ale drogi w których nie ma dziur oraz mosty o odpowiedniej nośności (ale nie takie, którymi jeździć będą tiry).
Proszę sobie uzmysłowić jedno - gdyby nie budowa jeziora i zapór czyli de facto przemysłu energetycznego to dziś w Bieszczadach gwizdałby wiatr.
Zrobiono hiper-ekologiczną elektrownię, przy okazji zbiornik retencyjny i aktywowano turystykę. Gmina Polańczyk jest przez to jedną z najbogatszych w Polsce.
Wąskotorówka o której sukcesie pisałem też jest w pewnym sensie przemysłową inwestycją, a nie jakąś naciąganą Naturą 2000.
Kierunek rozwoju biegnie przez mądrze zaplanowany przemysł do turystyki. Podkreślam - mądrze zaplanowany.
Dlaczego dyskutujecie z faktami ?.
Dla mnie ta inwestycja to porażka. Mam nadzieję, że to już koniec, bo inaczej zabiją ducha Bieszczad.
Czy elektrownia/jezioro zabija tego ducha czy wręcz go zasila - jest to wielce dyskusyjne i chyba więcej argumentów znajdzie się po stronie tego zasilania.
Przede wszystkim wiele osób nie wyobraża sobie całości Bieszczadów bez jeziora. W Bieszczady przybywają nie tylko łaziki, ale także amatorzy bezsilnikowych sportów wodnych i wędkarze.
Więc to co wg jednych zabija ducha Bieszczad wg innych go właśnie kreuje.
no dobra;
udało Ci się skyrafale ,
sprowokowałeś i mnie do wklepania paru literek poprzez klawiaturę
:(
nie jestem ekspertem w żadnej dziedzinie ,
mniemam iż w odróżnieniu od Ciebie ( polityka zagospodarowania przestrzeni i infrastruktury, przemysł energetyczny,reklama i marketing,itd)
pisząc powyższe słowa ,przemawia przeze mnie po prostu -pospolita zazdrość
:)
i ta umiejętność wyprowadzania argumentów opartych na faktach (wysypywanych wręcz "jak z rękawa"-zwłaszcza ten argument, przywołujący budowę(świadomość ekologiczna-Szwajcarów) siedziby CERN-u do butelek typu PET -pływających czy też zalegających brzegi naszych rzek .
:0
co do ekologii- to rozumiem Twoje niezadowolenie z w.w sytuacji,ale chciałbym jedynie wspomnieć iż jesteśmy w fazie rewolucji śmieciowej -czyli zmian w gospodarce odpadami komunalnymi.
Sądzę ,że jest to potężna szczepionka ekologiczna ,która dotyczy postrzegania przez Nas -Polaków samych śmieci jak i sortowania.( Nie wnikam w szczegóły ustawy.)
Dajmy jej szansę zaistnienia czyli zadziałania ,to może trwać i trwać...nawet pokolenie(a) ;
ale ...
dopiero wystartowaliśmy z bloków,w odróżnieniu od narodu górali(Szwajcarów) notabene dla mnie państwa policyjnego .
ale,ale ... nie chciałem pisać o ekologii (może następnym razem :) )
---Skyrafal uważaj bo Cie właśnie od troli i innych łoszołomów z takim niepoprawnym pisaniem okrzykną.Wielu(nawet na tym forum)myśli tak jak Ty
No właśnie;
Ja nie myślę tak jak Ty (i chyba jestem nawet z tego lekko dumny )
Więc do meritum:
---Po co Niemcom ziemia w Bieszczadach ? Do życia, bo Europę zachodnią zalewa Islam i to na ich własne życzenie. Własnie utratą ojczyzny przyjdzie zapłacić krajom kolonialnym za setki lat dojenia, niewolnictwa i wygodnego życia.
Akurat Niemcy to kraj ,który znam z lat studenckich i codziennej pracy.Mam takie wrażenie ,że kolega używa uproszczenia
(fakty ? , weźmy konkret np:miasto Berlin )
zdarza mi się poczytać w języku Goethego to może zaskoczę go tekstem:
[...]"Holocaust już nie jest barierą
Wielu Izraelczyków, którzy przyjeżdżają do Berlina, to wnuki i prawnuki ludzi ocalałych z Holocaustu. Jeszcze w latach 90-tych większość Izraelczyków z tego powodu nigdy nie odwiedzała Niemiec. Teraz to się zmieniło. Ludzie szukają bliższego kontaktu z przeszłością, patrząc z innej perspektywy. Holocaust już nie jest barierą, ale elementem, który łączy.Prawie każdy ma tam znajomych, lub krewnych, prawie każdy przynajmniej raz odwiedził Berlin. Według oficjalnych danych w Berlinie mieszka obecnie ok. 18 tys. młodych Izraelczyków i ich liczba rośnie",
DEUTSCHE WELLE
ISLAM???
---Właściwie już jest taka sytuacja. Na naszych oczach ci co kiedyś byli mniejszością zaczynają dyktować prawa. W ciągu 2 pokoleń z mniejszości zrobi się większość i tak koło roku 2050 powyżej wymienione kraje prawdopodobnie znikną z map.Będzie to może Kalifat Niemiec czy Francji. Nawet jeśli pozostanie niezmieniona nazwa to rdzenni Francuzi czy Niemcy będą niewielką i mało znaczącą mniejszością etniczną.
Czy kolega słucha wypowiedzi Maxa Kolonko na you tubce? ,mam wrażenie ,że to co powyżej napisane to prawie cytat (ha, czy w końcu Max znalazł to -ufo w Kolorado ?):
Niepokoi mnie ,a zarazem zastanawia słowo:rdzenni Francuzi czy Niemcy...
[...]"Spojrzenie wstecz na historię Berlina pokazuje przede wszystkim jedno: do ukształtowania Berlina takim miastem, jakim jest dzisiaj, przyczynili się przede wszystkim przyjezdni, ludzie, którzy napływali tu przez wieki. Pszenne piwo Berliner Weisse, z kolorowym syropem to receptura browarnika, który przyjechał do Berlina ze Szwajcarii.
Pierwsi kataryniarze na ulicach miasta, których uważało się za nieodłączny atrybut stołecznej ulicy - to byli Włosi, którzy ok. roku 1870 zamieszkali na Prenzlauer Berg.
Największa w Europie fabryka pizzy stoi od 1986 r. w dzielnicy Reinickendorf, a jej właścicielem jest Bawarczyk.
Nie wspominając już o wspólnotach wyznaniowych, które czasowo znalazły tu schronienie: hugenoci z Czech czy żydzi z Europy wschodniej. Potem dotarli do Berlina gastarbeiterzy z południa Europy, uchodźcy wojenni, przesiedleńcy i młoda emigracja, a po upadku muru - tysiące młodych artystów z całego świata."
DER TAGESSPIEGEL
--- a czy czasem ten Henri Szumacher co mu dom spalili to nie inwestor niemiecki, który kupił 30 ha naszej ojczyzny.
To samo dotyczy terenów dawnych Prus Wschodnich i Księstwa Pomorskiego.
Natomiast Bieszczady czyli Galicja jeszcze 100 lat temu należały do Cesarstwa Austro-Węgier i też Germanie będą czuli się znacznie lepiej niż np. na Podlasiu.
Powyższy tekst przypomina mi plakat kampanii z lat 1938 tzw: Polenaktion...
Ja nawet nie jestem oburzony ,tak jakby... muśnięcie wstydu poczułem...może to wynika z tego,że wychowałem sie w wielokulturowym zapiecku -Śloncku .
ha...a Polacy... hajda na podbijanie ziem po zachodniej stronie Cedyni:
[...]W ostatnich dwóch dekadach niemiecki rejon przygraniczny z Polską doświadczył bezprecedensowego spadku populacji. Z drugiej strony właśnie tu osiedliły się tysiące osób zza wschodniej granicy”
MAERKISCHE ODERZEITUNG
---Więc co mądrzejszy Niemiec i Austriak kupi sobie w Polsce ziemię i w razie czego spakuje manatki i wyjedzie. Proszę zauważyć, że właśnie po to polskie społeczeństwo jest wychowywane do tak zwanej tolerancji, wyrzuca się wiarę i Boga, ciągle w mediach podważa się autorytety i umniejsza bohaterom czy tworzy ustawy przeciw tak zwanej mowie nienawiści.
Krótko mówiąc ze społeczeństwa robi ze społeczeństwa sprzedajną plastelinę.
[...]przykład pozytywnej integracji dziennik opisuje historię rodziny Baczulis, która dwa lata temu przeniosła się do Gartz odległego o 30 kilometrów od Szczecina. Monika prowadzi tu kwiaciarnię. Jej mąż Paweł nadal dojeżdża do pracy, ale już ich dzieci chodzą do przedszkola i szkoły podstawowej w Niemczech. „Możliwości, jakie będą miały nasze dzieci w obu krajach były dla nas ważnym argumentem do przeprowadzki; także cisza w porównaniu ze zgiełkiem wielkiego miasta” (mowa o Szczecinie- to moja przyp.)
MAERKISCHE ODERZEITUNG
---Wszystko po to, żeby potomkom zwyrodnialców ktoś nie zrobił tego samego co ich pradziadkowie naszym pradziadkom i dziadkom czyli okradł dom, potem go spalił, a ludzi w najlepszym wypędził w gaciach przepędził z tobołkiem na plecach.
Nie,nie chce tłumaczyc tutaj Niemców,absolutnie nie chcę,mam świadomość hekatomby II Wojny Światowej ,ale hasła są mi bardzo znajome i wracam do 1935 r.,gdy po śmierci, marszałka Józefa Piłsudskiego, autorytarny rząd stopniowo poddawał się antysemickim nastrojom. Od 1936 r. planowano rewizję prawa regulującego posiadanie polskiego obywatelstwa, by ułatwić odbieranie go członkom mniejszości narodowych.
I sądzę,że to co się stało po 1939 r. miało z tym związek tzn: wskazanie winnego narodu i go ukamienowanie na oczach Europy.Obojetnej Europy,która za chwilkę znalazła sie pod tym samym pręgierzem.
Mam takie przekonanie,iż nienawiść i poszukiwanie winnych naszych niepowodzeń wsród tych ,którzy różnią się od nas ...czymkolwiek- wskazuje tylko nasze ograniczenia.
skyrafale ,piszesz Kolego, prawdziwe życie to nie jest demokracja ,(hi,hi,hi,to prawie jak słowa w dziennikach F.Dzierżyńskiego)
właśnie ,że jest -ty piszesz swoje ,a ja swoje.
Zbliża się rocznica 9-10 listopada tzw: KRISTALLNACHT .
krystalizacja jedynie słusznej rasy -jedynie słusznej religii itd.
Wczoraj żyd, dzisiaj muzułmanin ,jutro Ty.
ps:
nawiazujac do Twojego przeliczania inwestycji na przykładzie Arłamowa,nurtuje mnie pytanie:
Czy zastanawiałeś się kiedyś nad islamską bankowością ?
Rozumiem,że nie ...Kluczową zasadą jest rezygnacja z oprocentowania oraz odsetek, bo tego zabrania Koran (2:279).
Zaskoczony ?
ps2.
zapytam:-jako sky-pilotowi ,nie przeszkadza ci używanie słów :"[...]sierra... papa...itd"?
to hiszpański wtręt językowy... a 450 lat istnienia państwa maurów na terytorium Półwyspu Iberyjskiego spowodowało przejście na islam ok: 60 procent ludności dawnej Hiszpanii...
pozdrawiam sługa uniżony
pierogowy
zapraszam na nowość w Menu Pierogarni:
serwujemy pierogi z kebabem !
:)
o ile chcesz kontynuować pogawędkę to zapraszam do dojo...
wszak temat Arłamowa jest chyba ... pretekstem ,
a tutaj nie wycina się tekstów ;
:)
http://forum.bieszczady.info.pl/archive/index.php/t-7718.html
Ale się rozpisałeś. Jeszcze raz powtarzam. Przedstawiłem pewną prognozę, która oby się nie sprawdziła, ale jest prawdopodobna. Więc jeśli nad tym dyskutujemy to nie czepiaj się mnie jak prawnik w sądzie o kropki, przecinki i przerwy między wyrazami, ale po pierwsze operuj prawdopodobieństwiem :
Uważam że to czy tamto jest mniej lub bardziej prawdopodobne. Tyle.
Przytaczasz tu przykłady wielonarodowych kultur. Dobrze i wcale tego nie neguję, bo przecież polskie Kresy Wschodnie takie były, współczesnym państwem wielonarodowym jest np. USA czy Rosja tylko że ......
Taka wielonarodowość to nie jest tylko barwna kultura np. China Town, ale jest to przede wszystkim konieczność istnienia państwa policyjnego. Chciałbyś żyć w kraju gdzie przekroczenie prędkości o 40km/h (co w PL jest nagminne) jest przestępstwem, a niezapłacenie głupiego mandatu skutkuje wydaniem nakazu aresztowania ???
Zobacz co się tam dzieje z ludźmi - każdy kogo stać biega do psychologa, a ta amerykańska wolność jest już tylko w kinie. Podobny system był w ZSRR i jest dziś w Rosji.
To, że mój tekst przypomina plakat z 1938 roku to co w tym złego ?? Nie chcę obrazić tutaj Ślązaków, bo jest mnóstwo porządnych ludzi, ale bardzo dobrze, że dotknąłeś tego tematu.
Otóż tak się złożyło, że mój Dziadek w 1939 początkiem września bronił Śląska. Jego bateria stacjonowała w okolicach Pszczyny i tam dla niego zaczęła się wojna.
Więc Dziadek opowiada jak to było. Jedni Ślązacy dawali polskim żołnierzom jedzenie i pomagali jak mogli, a inni rozpalali ogniska lub wystrzałem czy w inny sposób wskazywali Niemcom gdzie znajdują się wycofujące polskie oddziały. Jeśli jesteś ze Śląska to popytaj staruszków po wioskach jak to wyglądało.
Innym przykładem już nie ze Śląska, ale z okolic najbardziej lotniczego miasta czyli Mielca. Jest tam taka wieś, która przed wojną była niemiecką kolonią. Nazywała się Schoenanger. Otóż jeden z mieszkańców we wrześniu 1939r. wysadził budynek stacji kolejowej w Tarnowie. Był to pospolity akt bestialstwa (dziś nazywanego terroryzmem) ponieważ byli tym przede wszystkim cywile.
Pech chciał, że w 1944 roku bombowiec lecący z amerykańską załogą został uszkodzony nad Tarnowem (była tam bardzo silna obrona przeciw lotnicza). Nie pamiętam dokładnie, ale leciał chyba ze zrzutem dla Postania Warszawskiego. Była jeszcze noc.
Załodze udało się jakoś wylądować w okolicach Mielca, a lotnicy wiedząc, że w polskich lasach działają partyzanci poszli do wioski, żeby ich ktoś z tubylców do nich zaprowadził.
Niestety dotarli do wsi Schoenanger, której mieszkańcy doskonale mówili po polsku. Z resztą nawet jeśli mówili z niemieckim akcentem to i tak amerykanie by tego nie odróżnili.
Koloniści zawiadomili kogo potrzeba. Niemcy otoczyli dom i wywieźli załogę do Mielca.
Przywiązali linami do samochodów i tak długo wlekli jeżdżąc wokół miasta aż nie poumierali.
Powiem Ci jeszcze jedno - nie daj sobie wmówić, że jakiekolwiek obce państwo będzie dbało o polskie interesy jak się to nam przedstawia. Najpierw wmawiali, że bolszewicy o nas zadbają, a potem Niemcy, Francuzi, Anglicy i Amerykanie.
Tylko tak się jakoś złożyło, że jedni i drudzy nas mordowali, a inni w tym czasie zdradzili bądź pozostawili na pastwę losu.
Każdy normalny kraj dba o swoje interesy i o swoich obywateli rozrzuconych po świecie. Pamiętaj także, że żadna obca narodowość w obliczu militarnych, politycznych czy ekonomicznych zwycięstw swoich braci z rodzimego państwa nie stanie przeciwko nim tylko najprawdopodobniej stanie przeciw narodowi na którego terytorium żyje.
Wypisz wymaluj - najnowsza historia Bieszczadów czyli Polaków katolików i Bojków, Łemków czyli także potomków wołoskich i rumuńskich pasterzy wyznania ukraińsko-bizantyjskiego, którzy ponad 400 lat mieszkali w Rzeczypospolitej.
Zobacz co się stało - wystarczyła agitacja i niepiśmienni chłopi rzucili się w wir wielkiej międzynarodowej polityki nie zważając na przykazanie nie zabijaj, które powtarzano im co niedzielę w cerkwi.
Takie przykłady mogę Ci podawać bez końca z historii Polski i nie tylko. Wyjątkiem są Tatarzy osiedleni w słynnych Kruszynianach, których pra-pra-pra dziadkowie dochowali wierności Rzeczypospolitej i za to król nadał im ziemię.
Innym wyjątkiem są Kozacy generała Stanisława Bułaka-Bałachowicza walczący z bolszewikami po polskiej stronie, a którzy w czasie kampanii wrześniowej zabrali konie wyścigowe ze Służewca i prawie wszyscy bohatersko zginęli w czasie walk z Niemcami.
Ale jak widzisz są to wielkie wyjątki i to w bardzo małej skali.
skyrafal, fiufiu, dobre argumenty. Pierogowego argumenty już się w zachodniej i wschodniej Europie obalają. Odnośnie nacji napływowej to ładnie ujęła to w przemówieniu Pani Premier Australii Julia Gillard http://www.obrazki.jeja.pl/51200,pre...illard-do.html Według mnie to się odnosi do wszystkich napływowych w każdym państwie na świecie.
halo,
wybacz ,że pokrótce odpiszę,ale dłuższy tekst to sobie pozwolę napisać,gdy znowu odwiedzę medyczny budynek
,...może jutro
:)
ale odpiszę szybciutko ,tylko na coś,
co mnie zbulwersowało w Twojej wypowiedzi otóż:
tekst do plakatu ,który mnie wtedy zbulwersował miał związek z tą akcją:
SS Heinrich Himmler zarządził 26 października (1938 )przeprowadzenie Akcji Polska (Polenaktion).
Wszyscy polscy Żydzi mieli być aresztowani i przewiezieni do polskiej granicy.
„Odbyło się to we współpracy z policją, z SS, z Koleją Niemieckiej Rzeszy, korpusem dyplomatycznym oraz urzędami finansowymi – akcja ta stała się wzorem późniejszych deportacji”
a skąd się wzięli Żydzi w owym czasie,w dojczlandzie ?
W 1933 r. żyło w Niemczech między 50 a 60 tys. Żydów z polskim obywatelstwem.
Większość z nich mieszkała w Berlinie. Znaleźli się w Niemczech w następstwie I wojny światowej, pracy przymusowej, niewoli wojennej oraz emigracji zarobkowej lub często pozostawali wybierając się pierwotnie do USA. Narodowosocjalistyczny reżim traktował ich jako "Żydów ze wschodu" - migrantów z Rosji i chciał się ich pozbyć.
co w tym złego .
Piękna wypowiedź i jakże słuszne argumenty. Można ją ująć w skrócie - szanujmy się nawzajem. Dla wszystkich nacji starczy miejsca na tym świecie, jednak gdy brakuje szacunku, to nawet dwie osoby, o różnych poglądach, potrafią zatruć sobie życie. Przecież w każdej religii jest mowa o miłości do bliźniego. Jednak, to co w teorii jest bardzo proste i wszyscy o tym wiedzą, to w życiu praktycznym napotyka na poważne problemy. Brak szacunku i tolerancji to najczęstsze "grzechy" współczesnego świata. Dotyczy to zarówno sfery duchowej jak i materialnej. Oczywiście głębsza dyskusja na ten temat nie będzie już pasowała do tego wątku na tym forum :).