Sęk w tym, że jest to wielce prawdopodobne, iż np budowniczowie Sobienia zachwyciliby się Arłamowem. Te budowle średniowieczne miały przede wszystkim zapewnić bezpieczeństwo, w dalszej kolejności wygodę, piękno było raczej na ostatnim miejscu, a ochronie przyrody i dopasowaniu do krajobrazu raczej nikt wtedy nie myślał. W tym wypadku przyroda pełniła funkcje wybitne służebne wobec człowieka. "Wybitni architekci" tez pojawili się dużo później i nie mieli zbyt wiele wspólnego z budowlami typu Sobień. Możliwe też, że miejsce gdzie stoi np zamek w Lesku wyglądałoby piękniej bez tego zamku... Perspektywa czasu zmienia też spojrzenie na to co przetrwało z przeszłości do teraz. Może współczesne architektonicze koszmarki też będą zachwycać za kilkadziesiąt czy kilkaset lat.
Drogi Derty - nie muszę pytać starych warszawiaków bo przykładów "buractwa-nowobogactwa" mam wokół wystarczająco dużo. Ale zetknęłam się też z przykładami na to, że za pieniądzem idą też rzeczy dobre i niekoniecznie bogactwo automatycznie oznacza "krzewienie się pewnych postaw wobec otoczenia". Nie pytałam o Warszawę...Porównywanie niczego nie dowodzi. Możliwe jednak, ze masz rację. I, że np ta inwestycja będzie jedną z tych, które opisujesz. Czy odczujesz wtedy satysfakcję?
Otóż to. Ja też najbardziej kocham przyrodę w postaci najmniej dotkniętej i użytkowanej przez człowieka tam gdzie nie jest to uzasadnione zwykłymi potrzebami życiowymi. Tak samo więc przeszkadza mi w pięknych górach budynek hotelu, parking jak i budynek schroniska turystycznego, studencka baza czy ławki na połoninie. Mogę się krzywić i buntować ale co z tego. Ani schroniska ani hotele raczej nie znikną. Nie zachwycam się również Arłamowem. Tak jak nie zachwycam się Chatką Puchatka. Wolałabym wzgórze arłamowskie puste, bez spuścizny po tym co było i bez tego co jest teraz. I wolałabym pustą Wetlińską. Ale jakoś tak mam, ze jeśli widzę rosnący balonik nadmuchiwany nośnymi hasłami, które padają tutaj i w podobnych tematach mam nieodpartą ochotę, żeby ten rosnący balonik ponakłuwać szpilką. Można sobie napisać - fuj!, jakie to brzydkie! jakie bezczelnie ekskluzywne! takie duże i takie i luksusowe - wiadomo od razu kto tam będzie mieszkał!. Bo przecież prawdziwie wielbiący naturę to łażą po krzakach, śpią w namiocie albo na podłodze w schronisku, palą ognisko w lesie, myją brudne garnki w potoku.
Tylko co z tego, że tak tu postękamy? Nie będą Bieszczady i okolice żadną totalną dziczą (bo nigdy zresztą nią nie były). Moim marzeniem byłoby zobaczyć Bieszczady niezagospodarowane turystycznie - nie obstawione co dwadzieścia metrów przez schroniska, wiaty, agroturystyki, karczmy, puby, pensjonaty, pola namiotowe, hoteliki, parkingi, reklamowe banery itp. Ale wiem, że to marzenie ściętej głowy. Nieco bardziej realna wydaje mi się wiara w to, że ktoś kto ma bardzo duże pieniądze może już sobie pozwolić na komfort myślenia nie tylko o pomnażaniu pieniędzy za wszelką cenę ale też o innych wartościach i na tym zbić kapitał - szacunek, prestiż i uznanie.
Jeśli np obiekt taki jak Arłamów stałby się pierwszym w kraju hotelem, wyznaczającym swój poziom poprzez rzeczywiste współistnienie z otaczającą przyrodą i krajobrazem to nic tylko się chwalić. :)))
Gość, który zdecydowałby się zapłacić grubą kasę i zamieszkać w hotelu, który - oprócz tego, że funkcjonuje w sposób ekologiczny - finansuje też np ochronę okolicznych lasów, nie byłby wcale gorszy niż ktoś, kto zamieszka w małym domku nad jeziorem, z którego ścieki skąpy właściciel odprowadza wprost do tego jeziora a śmieci wrzuca do lasu.
Ale to tylko moje skromne zdanie. Niekoniecznie słuszne.![]()



Odpowiedz z cytatem