Marcinsie, czy ta ścieżka turystyczna ma przebiegać wzdłuż tej "oznakowanej" czerwonymi bylejakimi ciapnięciami ścieżki z Korbani na Hyrczą ? Proszę Was by przy okazji tworzenia tej ścieżki zlikwidować to badziewie bo tylko razi w oczy.
Wersja do druku
Marcinsie, czy ta ścieżka turystyczna ma przebiegać wzdłuż tej "oznakowanej" czerwonymi bylejakimi ciapnięciami ścieżki z Korbani na Hyrczą ? Proszę Was by przy okazji tworzenia tej ścieżki zlikwidować to badziewie bo tylko razi w oczy.
Łopienka i tak się kończy. Siedziałem w lipcu przez godzinkę czy dłużej przy cerkwi i tak sobie siedziałem...jak to przy cerkwi:) A w tym czasie pod cerkiew zajechało tyle samochodów z 'bieszczadnikami', że aż chwilami mdliło od spalin. Jeszcze chwilcię, a ktoś 'rozwinie' miejsce i zabetonuje parking, ktoś wpieprzy budy z 'pamiątkami'. Kto pragnie uchwycić resztki starych łopieńskich klimatów, niechaj przybywa tam co prędzej. Bo nadciąga 'rozwój'. Później to nawet po wielkiej bombie wódy nic tam nie poczuje szczególnego. Zasmuciło mnie, że po dziesiątkach lat wypinania się na Łopienkę, teraz, gdy już obiekt gotowy, miejscowa władza wywiesiła w środku kartkę, kto tu rządzi i ustaliła regulaminy i zakazy. Do dojenia krowy się ustawia czy co?
Pzdr,
Derty
Derty, nie kracz :P
Fakt, że od paru lat w sezonie w Łopience bywa tłoczno, za to po parkingach w Polance hula wiatr, bo każdy wozi du*sko pod samą cerkiew. Nie dość, że trzeba wąchać spaliny, to jeszcze uskakiwać przed autami, gdy kierowcy próbują rozpaczliwie omijać wyboje. Bo dramat z Łopienką się zaczął, gdy zlikwidowano zakaz wjazdu. Nie mam pojęcia, kto ma z tej decyzji jakąkolwiek korzyść...
Ale jak byliśmy tam w połowie maja - poza wakacjami i długimi weekendami - to jedyną osobą spotkaną w dolince był Andrzej primo voto Lach :-) Oczywiście w samochodzie, ale on cały dobytek w nim wozi, więc w pewnym sensie jest usprawiedliwiony.
Swego czasu opieprzyłem gościa, który wjechał autem pod samą cerkiew. Opieprzyłem, a nie sprawdziłem wcześniej czy w ogóle wolno. Jakoś mi nie przyszło do głowy, że to możliwe. Z jednej strony trochę było mi wstyd, z drugiej strony zadawałem sobie pytanie "po co?". Po co wjeżdżać autem do świątyni? Po co wjeżdżać autem tam, gdzie samo dojście jest częścią nabożeństwa?
Mówisz Tomku że to Andrzej.... Do Łopienki zaglądam zawsze kiedy jestem w Bieszczadach. Człowieka poznałem już podczas pierwszej wizyty (oczywiście nie wiedziałem z kim rozmawiam) i prawie za każdym razem spotykamy się pod cerkwią. W maju, idąc lasem z Tyskowej do Łopienki, z daleka już słyszeliśmy jak śpiewa. Bieszczady zaskakują, szukam informacji o losach Andrzeja a za chwilę z nim rozmawiam. Może więcej informacji o "Ludziach Bieszczadu" (jeśli, nie mają nic przeciw temu).
Pozdrawiam!
Usprawiedliwiony? Bo co - znajomy, jest "nasz" a inni to w ogóle po co idą do tej "naszej" Łopienki? Dwulicowość...
Co to za argument, że cały majątek ma w tym wozidle? A może wiele z tych osób, co pchają się tam samochodami mieliby kłopot aby dojść tam na nogach? Nie sądź to nie będziesz sądzony.
Dobra rada, zwłaszcza dla ciebie samego. Andrzej w tym samochodzie mieszka, a przynajmniej pomieszkuje, dlatego mogę powiedzieć, że "usprawiedliwiony". Teraz jasne? "Usprawiedliwiony" jest zresztą każdy, kto tam wjeżdża od czasu, gdy usunęli znak zakazu. A my sobie możemy najwyżej podyskutować o sensowności takiego postępowania. To forum - z zasady i nazwy - dyskusyjne.
Posty dotyczące Andrzeja przeniosłem do odpowiedniego wątku.
dyskutować można, ale wjechać ma prawo każdy, jeszcze w styczniu znak był, teraz nie ma:/
z drugiej strony w takie święto jak 15 sierpnia w Polankach samochody stały wszędzie, w miejscach nawet bardzo niebezpiecznych - jak dla mnie,
więc może i lepiej, że ludzie jadący na msze mogli wjechać?
odwieczny konflikt wygoda człowieka - dobro środowiska;
Tu zabrali znak a w Duszatynie postawili - nie ma przejazdu do Smolnika, trzeba było nadrabiać km, bo kolejny raz mapa "skłamała" ;)
Od dawna jest zakaz wjazdu z Komańczy przez Duszatyn na Smolnik i na odwrót i widnieje on na mapach (w praktyce różnie ale niedawno postawili znak w Mikowie!) i mandaty się sypią.
Załącznik 33252W końcu, po prawie 20 latach płyta Ławrowskiej, zmarłej w 1845 r., wróci do cerkwi w Łopience, zapewne wiosną. Będę szczery: ciągle nie było kiedy skończyć rekonstrukcji inskrypcji (po nieudanej próbie naprawy płyty podjętej przez niezbyt rozgarniętą studentkę konserwacji), ale znalazła się - za sprawą Janusza Smazy - dobra dusza, która skończy co zaczęte - ma więcej czasu :). Swoją drogą rodzina Ławrowskich, w której księży było bez liku, wyróżniała się wykształceniem wśród kleru greckokatolickiego. Dość wspomnieć, że tak jak Andrij Ławrowski założył bibliotekę dekanalną w Łopience (dekanat baligrodzki), tak jego brat Hryhorij założył takąż w Mszanie (dekanat dukielski).
Byłem w Łopience w przeddzień Sylwestra.Kilkaset metrów przed cerkwią po lewej stronie drogi trwa budowa jakiegoś drewnianego budynku.Jeśli będzie to wiata a nie wygląda to teoretycznie już na ukończeniu.
Bardzo denerwowały mnie samochody wjeżdżające pod samą cerkiew.Wiem że zakazu już tam nie ma ale z drugiej strony taki spacer krótki to chyba nie jest zbyt wielki wysiłek.A już kierowcy aut z literą W na rejestracji jadący dość szybko po zalodzonej i zabłoconej miejscami drodze chlapiący błotem dookoła naprawdę podnosili ciśnienie
Ma być wiata...
Bazyl - ładnych kilka lat temu był zakaz , a i tak jeżdzili ...a już totalnym hardcorem był koncert SDM w ramach "Bieszczadzkich aniołów " bodajże w 2007 r. !!! Zjechało tam wtedy setki, setki różnej maści pojazdów
A tak bywa w pierwszą niedzielę października.
Załącznik 33304
bo wiesz, rzecz w tym że, nie wystarczy stawiać zakazy i nakazy, ale potrzebny jest system egzekucji, ale kto miałby to robić ?
Kwestią kluczową jest w tym momencie odpowiedź na pytanie : KTO JEST ZARZĄDCĄ TEJ DROGI ?
Kto jest odpowiedzialny , za ten tumult na drodze do doliny Łopienki ?
Kosmici ? komuna ? czy jak zwykle cykliści ? a może jednak ktoś kto ma imię i nazwisko ? Chciałbym wiedzieć !
A tutaj Zbyszku, byłbym skłonny ulec raz w roku i pójść na kompromis.
Jeśli do doliny Łopienki byłby zabroniony wjazd przez cały rok , z wyjątkiem dnia odpustu to myślę , że nic by się nie stało.
Każdy pielgrzym podążający w takim dniu miałby świadomość co znaczy cywilizacja :-(
Pozwólmy babciom i innym osobom niepełnosprawnym raz w roku pomodlić się w tym miejscu.
Taram, taram, dla wdów, inwalidów raz w roku wjazd tam.
Podoba mi się Twój pomysł, żeby na czas odpustu udzielić zmotoryzowanym odpustu. Moje dziecko samo o własnych siłach nie doszło by do cerkwi więc jeżeli nie ma szlabanu to raz na jakiś czas nie muszę się zastanawiać ale zastanawiam się dlaczego napisałeś o utylizacji.
Tak don Enrico, z Twoją pierwszą wypowiedzią całkowicie się zgadzam. Jednak co do drugiej (ironicznej w podtekście) już nie tak bardzo, gdyż nigdy nie wiemy jaką przyszłość zdrowotną, ktoś nam, lub my sami jesteśmy w stanie sobie zafundować.
Ale tak na poważnie to tych babć, dziadków i innych mniej sprawnych osób, to można było na palcach policzyć.
Załącznik 33307
Wydaje mi się, że na cały ten problem należy popatrzeć z trochę innej strony.... czyli każdej. Lasy udostępniły najprawdopodobniej ten dojazd nie bez powodu. Pierwszy prozaiczny i na pewno nie bez znaczenia to większa turystyczna presja w tym zakątku. Załóżmy, że droga jest zamknięta jak kiedyś...Inwalida posiadający legitymację inwalidzką może wjechać na teren leśny samochodem oznakowanym. Wyobraźmy sobie, że wjeżdżają dwa takie samochody, a następnych dwóch kierowców bez uprawnień jedzie śmiało za nimi w myśl zasady... skoro oni tam jadą, to co mi nie wolno?... i już jadą cztery. Grupa turystów to widzi i sobie rozważają... popatrz Franek jacy my frajerzy jesteśmy... panicze wjeżdżają, a my co?.... następnym razem to na pewno nie będę dygał na piechtę.... Nadjeżdża leśniczy... kontroluje jeden samochód z inwalidą - puszcza, drugi w między czasie sobie odjeżdża (ten bez uprawnień), trzeciego inwalidzkiego- puszcza. Widząc to ludzie, którzy bezprawnie wjechali szybko zmierzają do swego pojazdu, by oddalić się z miejsca zbrodni. Leśniczy zajeżdża drogę i wywiązuje się gromka dyskusja, że jak to jest trzy samochody odjechały, a oni mają mandat płacić. Leśniczy wzywa straż leśną, bo sytuacja robi się napięta i po około dwóch godzinach od początku tej sytuacji, kierowca odjeżdża z mandatem w ręku i całą swoją ferajną. Franek kalkuluje dalej, zamiast oddać się urokowi okolicy, czy za rok nie lepiej jednak wjechać samochodem, bo tylko 1-4, że jak ktoś nadjedzie to go złapią. Mija tydzień i Nadleśniczy wzywa Leśniczego... panie kolego, co tam się u was na tej Łopience dzieje... w gazecie piszą, że jedni mogą wjeżdżać, a innym się zabrania i karze... jakieś protekcje, czy coś.... Leśniczy wyjaśnia i jeszcze dokłada inne sytuacje związane z drogą. Wszyscy na różnych szczeblach myślą co zrobić... czy chronić twardo to miejsce, czy udostępnić ze względu na miejsce kultu. Poglądy się ścierają i mało tego każdy się podpiera stosownymi przepisami i rozporządzeniami. Drogę udostępniono. Po jakimś czasie pewien samotny tramp zmierza do Łopienki z przeciwnej strony, przysiada na wzgórzu, wyciąga bułkę zawiniętą w gazetę. Bułkę smakowicie zajada, obserwując zatłoczoną drogę prowadzącą do cerkwi. Po chwili zauważa, że bułka była zapakowana w artykuł o drodze do Łopienki. Czyta... spogląda na samochody i też już ma coraz bardziej wyrobione zdanie w tym temacie.... Temat można ciągnąć dalej.....i wcale tak nie musiało być.... ale morał jest taki z tej przydługiej opowieści, że jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził. Osobiście też bym chciał tam przywędrować, kiedy nikogo nie ma i duchy przeszłości łkają w dolinie, ale jest to trudne do spełnienia. Czasem warto wstać nad ranem...
No, no... przemolla, żeś zarys fabuły nakreślił. Czytając czekałem aż jakiś "pątnik" wyjmie gnata i strzeli w czoło leśniczego a ten padając wypali z dwururki i powali kilku postronnych obserwatorów. Byłoby obok miejsca kultu... też miejsce tragedii :-P I tylko, które byłoby wtedy bardziej medialne?
A tak już pomijając nakreśloną fabułę, pomyślałem sobie o tych pielgrzymach, którzy kiedyś, kiedyś potrafili na nogach iść, do cudownej ikony Matki Bożej, nawet z Węgier. To była dopiero wiara! Teraz, jak ostatnio tam widziałem, padnięta panienka zdychała z wysiłku (z upału?) leżąc na wznak (i skąpo ubrana) na ławie w kościele. Fakt...chłodniej tam było. Ot znak czasu, znak podejścia do wiary, do miejsca kultu, szacunku dla innych.
Pierwszy raz jak tam dotarłem, było cicho i pusto,tylko jakiś facet z brodą krzątał się, odnawiając dawną cerkiew, stały worki z cementem, lasowało się wapno, było pełno desek, kościół był zamknięty, ale mi "ten z brodą" otworzył, opowiedział, że sam go odbudowuje... co mnie niesamowicie zdziwiło. Na wiele lat utkwił mi szacunek w głowie dla niego (później śledziłem tylko każdy etap odbudowy). Ot, że facet miał aż taką pasję i zaparcie. Ja jako, bez mała, ten dawny pielgrzym udałem się do następnego punktu pielgrzymki... do Kibakowej kapliczki. Gdy już tam byłem, modliłem się w cichości, odbyła się mała retrospekcja... nadjechał "Kibak" koniem (już nie wołami) z ogromnym okorowanym balem drzewa i spowalniając zakręcał na spadku (nie spadł w dół). Na tym balu dojechałem, jeszcze żółtą żwirową drogą, do Polanki, dalej już piechotą do Terki. No cóż... tacy są pielgrzymi, jedni na nogach, drudzy samochodami (masa jest wytłumaczeń) a niedługo... może i one już nie wystarczą. Przemolla za jakiś czas wymyśli lepszą fabułę ;) Przepraszam przemolla... tak mnie jakoś naszło po Twoim fajnym tekście (co jest dobre bo wywołał inspirację).
ten facet z brodą , o którym wspominasz to zapewne Zbigniew Kaszuba . Też pamiętam tamte lata , gdy cerkiew była ruiną . Fakt, ruch wtedy był tam nie wielki .
Recon ... masz rację... nie ma co przepraszać....głowę musiałem dobrze studzić, bo jak film mi się nawinął to jednym okiem ;) widziałem sprawę dla reportera, a drugim szarżujące czołgi ukraińskie:mrgreen:
http://karpaccy.pl/wp-content/upload...nka_zimowa.jpg
Towarzystwo Karpackie zaprasza w sobotę 1 lutego 2014 r. o godz. 10.30 kolejny już raz do cerkwi w Łopience na wspólne kolędowanie.
Zapraszamy pięknie wszystkich – tych, http://karpaccy.pl/wp-content/upload.../01/szopka.pngktórzy chcą śpiewać i tych, którzy wolą słuchać. Tego, kto tenorem krzyknie czasem i tego, który gruchnie basem. Na dudkach i szałamai, na skrzypeczkach i klawicymbałach, po polsku, łemkowsku i ukraińsku – słowem wszystkich, którym sprawi radość wspólne kolędowanie. Naprzód tedy niechaj wszędy zabrzmi świat w wesołości…
info z: http://karpaccy.pl/?option=com_content&task=view&id=25&Itemid=62
Przy okazji, treść pewna płyty epitafijnej po długich dociekaniach (w nawiasie okrągłym przypuszczenie, reszta oryginalna, w oryginale cyrylicą):
Antonyna z Nowosielec'kych
ŁAWROWSKA
D (ziedziczka?)... Tarnawy i Łopin=
ky, bł... sopruga i maty roż .1793.
uspie 1845. S swjatymy upokoj Hospody,
duszu Jej!
na dziedziczkę bym nie stawiała. ;) może raczej dziekanowa? Ta Pani Antonina była żoną księdza Andrzeja Ławrowskiego, który oprócz tej funkcji pełnił funkcję dziekana baligrodzkiego. Skojarzyło mi się to bo gdzieś czytałam, że szczątki które znaleziono przy okazji odnawiania kaplicy grobowej należały właśnie do tego księdza.
Co do "dziekanowej": nie jest to wykluczone, ale byłoby ewenementem, choć - osobiście - nie mam pewności, że rzeczona Antonina była żoną... i tu wtrącenie a propos Andrija Ławrows'koho:
ks. Andrij Ławrows'kij (*1786, święcenia 1809, †12 III 1857), proboszcz Łopienki w latach 1828 (?) - 1857 (prawdopodobnie był proboszczem Łopienki od święceń do śmierci), administrator dekanatu baligrodzkiego w latach 1828 – 1833, dziekan baligrodzki (z siedzibą w Łopience) w latach 1835 – 1857. Pochodził ze znanej „proboszczowskiej” rodziny Ławrowskich. Jego brat (?), Hryhorij (*1770 †12 I 1856), był dziekanem dukielskim, pochowany w Mszanie koło Dukli. Obaj wspomniani byli księżmi wykształconymi, obaj założyli biblioteki dekanalne, co wówczas, mimo zaleceń "soborczyków" dekanalnych i soborów eparchialnych, nie spotkało się z oczekiwanym odzewem.
asia999, "dziekanowa" jest bez sensu jednak. Nawet przyjąwszy, że Antonina była żoną Andrija, nie sposób wyjaśnić co miałoby znaczyć "dziekanowa Tarnawy" (to inny dekanat), a i "dziekanowa Łopienki". Profesor UW, miałby - idąc za tym rozumowaniem - żonę zwaną "profesorową UW" i o ile sama "profesorowa" byłoby uzasadnione w dawnej polszczyźnie, o tyle "UW" już nie - mam nadzieję, że rozumiesz. Należy dodać, że Tarnawa leżała w innym dekanacie, a zatem jurysdykcja Andrija w żaden sposób tam nie sięgała... Ot śmiałe i miłe uchu rozwiązanie zagadki nie daje się obronić.
Szymonie - mam nadzieję, ze Ty sobie nie pomyślałeś, że ja tu staram się być mądrzejsza od tych co naprawdę są mądrzy w temacie :-D
Profesorowa UW rzeczywiście mnie rozbawiła :mrgreen: i masz chyba rację z "dziedziczką" - biorąc pod uwagę następne słowa tj. Tarnawę i Łopienkę.
Wczoraj to co napisałam był szybkim przebłyskiem moich myśli bez głębszego zastanowienia i sprawdzenia.
Chociaż przy samym sformułowaniu "dziekanowa" w przypadku tej Pani bym chyba pozostała (oczywiście bez tej Łopienki czy Tarnawy) ;)
Dlaczego Antonina nie mogła być żoną Andrzeja? Skąd wiec byłaby Ławrowska i skąd wzięłaby się w Łopience?
Trochę teraz poszperałam. Wcześniej wykluczyłam dziedziczkę, bo wydawało mi się, że Łopienka była zawsze w "cywilnych" rękach szlacheckich ale rzeczywiście są wzmianki o tym, że właścicielami w tamtym okresie byli m. in. Ławrowscy. Mogła być więc być dziedziczką.
A Tarnawa? W Tarnawie Niżnej mieszkali i Ławrowscy i Nowosieleccy, więc pewnie ta Tarnawa to jej jakieś rodowe ziemie Nowosieleckich a nie Ławrowskich, chociaż była to raczej szlachta zagrodowa więc jakichś latyfundiów pewnie nie było do dziedziczenia.
Piszesz o prawdopodobnym bracie Hryhoriju. W tym linku z "MAGUR" na stronie 70 jest wspomniane, że nie jest wykluczone, że Andrzej był synem Grzegorza.
http://lemko.org/pdf/magury_98.pdf
A jest jeszcze informacja o ks. Bazylim Ławrowskim i jego żonie Pelagii z Terleckich Ławrowskiej. Ksiądz Ławrowski, który zmarł w 1813 był też dziekanem baligrodzkim, parochem w Smolniku, a także właścicielem Smolnika. Miał syna -prof. Jana Ławrowskiego, dziekana kapituły przemyskiej. Bazyli to jakaś rodzina Andrzeja? Stryj?
Na tej stronie jest wzmianka o Pelagii - jako "dziekanowej baligrodzkiej" więc się tak do końca nie wygłupiłam, mianując tak również Antoninę (też wzmiankowaną) ;)
http://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&...3TjtImBDKR9RFw
" Ławrowscy 126 Ławrowska Antonina z Nowo-
sieleckich 58 Ławrowska Pelagia z Terlec-
kich dziekanowa baligrodz-
ka 118 Ławrowski Bazyli dziekan ba-
ligrodzki"
Aaaaa, i jeszcze znalazłam tę wzmiankę o księdzu Ławrowskim, która plątała mi się po głowie i skłoniła mnie do napisania poprzedniego posta (strona 71-72):
http://books.google.pl/books?id=hVCZ...rowski&f=false
Asia999,
ale Hryhorij był o dwa lata starszy tylko :D . Będę tego dociekał w wolnych chwilach, czyli nie wiem kiedy, ale oni obaj, Andrij i Hryhorij byli zapewne synami Bazylego.