-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Tu się zgadza Browar! Na tym orto jest właśnie zaznaczona ścieżka jaką nieomylnie poszłam :) Nie ma zaznaczonej ścieżki szlakowej. Szlak zgubiłam dokładnie w miejscu, gdzie przerywana linia przecina potok Kapisovka -poszłam właśnie tą ścieżką. w Miejscu, gdzie przerywana linia zakręca -uderzyłam pasem na szczyt. Wróciłam z powrotem do punktu przecięcia z potokiem i tu spałam.
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
Browar
Na mapie jest zaznaczona, ale jak się popatrzy na orto to bez kompasu i słonka niezły labirynt wychodzi ;)
Ja bym poprosił o adres do tego serwisu :-)
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
Dlugi
Ja bym poprosił o adres do tego serwisu :-)
Nie jest tajny, niestety nie znalazłem w nim linkowania do konkretnego widoku ;)
https://zbgis.skgeodesy.sk/tkgis/default.aspx
Jeszcze jest ten z mapą turystyczną ale mi chodzi tylko na IE
http://mapy.hiking.sk/
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Thx Browar, tego pierwszego nie znałem.
A teraz czekamy, co było jak się Jimi obudziła ;-)
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
same trupy niedźwiedzi w około...
dokończę pod wieczór
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
jaka ofiara losu?!?!!
ja już chyba pisałam, że te wyprawy Jimi w pojedynkę tak samo mnie przerażają jak i budzą podziw. :)))))))
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
same trupy niedźwiedzi w około...
dokończę pod wieczór
.. ha, ha, ha... czyli też Cię bestie dopadły....
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
-
8 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Znajdowałam się w miejscu, gdzie potok przecina szlak. Przygotowałam miejsce pod namiot, powyciągałam większe kamienie. Po rozłożeniu namiotu na kamienistym podłożu, co wcale nie było takie łatwe ale przynajmniej było równo, umyłam się w potoku opodal. Mogłam paradować w majtkach po lesie, teraz zdecydowanie się tutaj nikogo nie spodziewałam. Przed snem wyciągnęłam mapę, by analizować, jak w zasadzie chodziłam po tym Skalnem -w zasadzie do dzisiaj nie jestem w stanie wyznaczyć trasy, po której chodziłam po tym szczycie, ciągle wiele elementów mi tu nie pasuje, począwszy od kierunku po ułożenie poziomic. Nawet myśl miałam taką, by następnego dnia udać się znów na Skalne i znów próbować dostać się stamtąd na Baranie -jestem osobą, która nie lubi porażki w górach i tym samym upartą, zwłaszcza jeśli chodzi o ujmę, jaką było niedotarcie do usilnie wyznaczonego punktu. Zasnęłam jak zabita.
Załącznik 35077
Rano ruszyłam dalej w trasę. Na godzinę 16 byłam umówiona z przyjaciółmi w Bieczu. Od wejścia w las szlak był już znakomicie oznakowany. Natknęłam się na smoka, niczym wawelskiego - pewnie nocą by mnie to niemało wystraszyło.
Załącznik 35078 Załącznik 35079 Załącznik 35080
Nagle usłyszałam jakieś powolne kroki i trzask gałęzi. Stanęłam 5 minut w bezruchu z nadzieją, że potwór wyłoni się z krzaków. Niestety nie tym razem. W końcu dochodziłam do szczytu Baranie i tym razem byłam już tego pewna. Najpierw zobaczyłam wieżę, tę, której zarys w oddali oglądałam wczoraj.
Załącznik 35081 Załącznik 35082
Słowacki szczyt Stavok jest dwa metry niższy od jego polskiej nazwy Baranie.
Załącznik 35083 Załącznik 35084
-
9 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Nie mogłam sobie odmówić przyjemności wdrapania się na trójkondygnacyjną wieżę widokową. Nie ukrywam, że gdy stanęłam na trzeciej kondygnacji i spojrzałam w dal na góry, to nogi się pode mną uginały i robiąc zdjęcia cały czas trzymałam się jedną ręką usilnie barierki.
Widok na Polskę:
Załącznik 35085
Na zachód:
Załącznik 35086
Czy w końcu na Skalne, na południe. Widoczne charakterystyczne pasy po ścinkach w stylu rębni pasowej:
Załącznik 35087
I jeszcze widok na wschód:
Załącznik 35088
Ruszyłam do Polski. Schodziłam żółtym szlakiem w kierunku Olchowca. W połowie trasy zatrzymałam się na wymarzoną kąpiel w potoku. Umyłam włosy. Wszak niebawem miałam schodzić do ludzi, więc trzeba było jakoś wyglądać. W prawdzie na szczycie widziałam informację, że las jest monitorowany ale niech panowie leśnicy, którzy cały dzień przesiadują w lasach, też niech mają coś od życia. Jimi -znana beskidzka rusałka leśna.
"Rusałka w mitologii słowiańskiej demoniczna istota zamieszkująca lasy, pola i zbiorniki wodne. Rusałki zwane były też boginkami. Ukazywały się zazwyczaj jako piękne, nagie dziewczęta z rozpuszczonymi zielonymi włosami, rzadziej jako stare i odrażające kobiety. Rusałkami stawały się panny, które zmarły przed zamążpójściem. Rusałki pojawiały się w czasie nowiu i wabiły do siebie młodzieńców, których zabijały poprzez łaskotanie lub opętańczy taniec." -wikipedia
Załącznik 35089
Schodząc znów podśpiewywałam sobie. Pech chciał, że natknęłam się na samotnego turystę, więc tym razem się speszyłam. Był to starszy człowiek, więc z pewnością znał tę pieśń, więc pewnie zrobiło mu się miło. Zaskoczony zapytał, czy nie boję się tak samotnie chodzić po lesie. "E tam, spałam dziś w lesie na Słowacji", odpowiedziałam. Ten zrobił tylko duże oczy, coś zamamrotał pod nosem, odwrócił się (kto wie, może i przeżegnał) i poszedł dalej w swoją stronę.
Dotarłam do pięknego Olchowca. W końcu widok i zapach pięknej, polskiej wsi. Tak jak wspomniałam wcześniej, słowackie wsie mi się nie podobały. Najpiękniejsze wsie są w Polsce i na Ukrainie. Słońce przygrzewało już mocno. Z Olchowca złapałam sympatycznego stopa do Krempnej. Pan z początku niepozorny ale gdy się oboje rozgadaliśmy, okazało się, że on także może się pochwalić niejednym chaszczowankiem. Prześliczna cerkiew w Krempnej -cała w goncie, łącznie z kopułami!
Załącznik 35090 Załącznik 35091
W Krempnej zatrzymałam się na dłuższy czas. W cieniu rozłożyłam się na trawie skubiąc maliny. Po drodzę bardzo przyjemne widoki:
Załącznik 35092 Załącznik 35093
-
1 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Dalej stopem dojechałam do Jasła. Później do Skołyszyna i w końcu do Biecza, gdzie spotkałam się z przyjaciółmi w Grudnej. Bardzo miło spędziłam czas. Zapomniałam dodać, że tego dnia chodziłam w getrach, które wzięłam do spania. Już nie musiałam paradować z tyłkiem na wierzchu. Miałam też igłę i nitkę ale właściwie po co to zszywać. Wracać do Rzeszowa miałam autobusem z Krosna, jednak znajomi byli na tyle uparci, że wystawili mnie na wylotówce z Jasła. Okazało się to całkiem dobrym pomysłem, bo już po kilku minutach byłam w trasie a w Rzeszowie po godzinie.
Wędrówkę wspominam bardzo sympatycznie, zwłaszcza błądzenie po Skalnem. Ciężko uwierzyć, że to był tylko weekend. Dzięki takim przygodom coraz bardziej kocham góry (czy można jeszcze bardziej?). Te wszystkie przygody związane z błądzeniem, szukaniem ścieżek powodują tylko wzrost adrenaliny -a ja właśnie od takiego rodzaju adrenaliny jestem uzależniona.
Załącznik 35094
Całość:
http://wadera55.republika.pl/slowacja/slowacja.html
http://wadera55.republika.pl/ania.html
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Świetna opowieść !
I pomyśleć, że Ci którzy używają na bieżąco GPS się tych wszystkich emocji i przygód sami pozbawiają.
A to jest coś co mnie osobiście też niesamowicie kręci i też miałam sporo takich przygód :)
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
Basia Z.
Świetna opowieść !
I pomyśleć, że Ci którzy używają na bieżąco GPS się tych wszystkich emocji i przygód sami pozbawiają.
A to jest coś co mnie osobiście też niesamowicie kręci i też miałam sporo takich przygód :)
też tak uważam !;)...( a kompas -rzeczywiście nawalił -bawiliśmy się nim -wskazywał jak chciał :lol: )
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
tomas pablo
( a kompas -rzeczywiście nawalił -bawiliśmy się nim -wskazywał jak chciał :lol: )
Pewnie ktoś nabył ponadnormatywną dawkę pozytywnego promieniowania i biedny zgłupiał z nadmiaru bodźców :-)
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Basiu, tak to jest, że jedni są nastawieni na zdobywanie i dotarcie do celu, dla mnie zazwyczaj nie liczył się w górach cel a wędrówka sama w sobie (cel był środkiem). I ta właśnie wędrówka składa się z różnych elementów opartych przede wszystkim na adrenalinie, dreszczyku emocji (stąd chodzenie po lesie w pojedynkę, chodzenie czasem późnymi porami, niestandardowymi ścieżkami, namiot), bo potrzebuję sobie czasem taką adrenalinkę zaaplikować. Myślę, że gdybym chodziła z gps, to czułabym niedosyt. Czasem tylko jednak moim gps-em jest "telefon do przyjaciela", który jest półśrodkiem między samodzielną nawigacją a gps ;p Czyli telefon w stylu "cześć Browar, jest tu ten cmentarzyk do cholery, czy go nie ma", lub teraz do Tomka Pablo "czy Baranie ma wieżę konstrukcji szkieletowej?" (to raczej wynikało z tego, że kompas mi nawalił). I to mi zdecydowanie wystarcza. Ale każdy ma swoje potrzeby. Jeden lubi, gdy się zgubi wyciągnąć nawigację i iść według schematu i bardzo dobrze -ja wychodzę z założenia, że w tych naszych górkach nie da się na tyle zgubić, żeby umrzeć z tego powodu ;p (o ile nie ma zimy). A że noszę namiot, to mam komfort psychiczny -jak w tej relacji właśnie i wcale nie muszę się śpieszyć by za dnia gdzieś trafić. Zaletą gpsów jest przede wszystkim to, że zawsze znajdziesz to, czego szukasz (np. ruin, krzyży) ale z drugiej strony dalej mogę być konsekwentna mówiąc, że dla mnie większą frajdę sprawia szukanie czegoś (samodzielnie odkrywanie) niż faktyczne znalezienie.
czyli w skrócie - ahoj przygodo! ;)
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
Zaletą gpsów jest przede wszystkim to, że zawsze znajdziesz to, czego szukasz (np. ruin, krzyży) ale z drugiej strony dalej mogę być konsekwentna mówiąc, że dla mnie większą frajdę sprawia szukanie czegoś (samodzielnie odkrywanie) niż faktyczne znalezienie.
czyli w skrócie - ahoj przygodo! ;)
Osobiście popieram i staram się łączyć obydwie przyjemności jednocześnie. Wielokrotnie tak było, że ślad z gps-a, był pomocny do analizy i późniejszego właściwego dotarcia do danego obiektu. Nie wspomnę już o atrakcjach wspominania, po dłuższym czasie, jak to kręciłem się w kółko lub przechodziłem po zabudowaniach, po których nie było już żadnego śladu. Jak zwykle Twoje wycieczki i ich opis rozbudzają wyobraźnię. Ahoj przygodo !:lol:
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
dla mnie większą frajdę sprawia szukanie czegoś (samodzielnie odkrywanie) niż faktyczne znalezienie.
czyli w skrócie - ahoj przygodo! ;)
O to, to. :)
GPS-a z telefonu używam czasem na rowerze (jak nie zapomnę włączyć) ale po to aby sobie później obejrzeć "ślad" wycieczki.
"W trakcie" raczej na niego nie zaglądam.
Natomiast zawsze mam ze sobą papierową mapę.
Też lubię chodzić sama po lesie, ale zazwyczaj organizuję to sobie tak aby na nocleg dotrzeć do jakiegoś miejsca gdzie są znajomi, bo raczej nie lubię spania w pojedynkę w lesie (chociaż też praktykowałam, nawet bez namiotu, a tylko w płachcie biwakowej).
Nocą las jest całkiem inny, te wszystkie szelesty i odgłosy ;)
Ciekawe, że kiedy chodziłam ze swoim 8-letnim wtedy synem i spaliśmy razem w namiocie gdzieś w Rudawach Słowackich w środku lasu - to już czułam się zupełnie inaczej, nawet obecność dziecka sprawiało że czułam się znacznie mniej nieswojo.
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
"raczej nie lubię spania w pojedynkę w lesie chociaż też praktykowałam, nawet bez namiotu, a tylko w płachcie biwakowej"
-Do takiego stopnia zaawansowania jeszcze nie doszłam ale może kiedyś.. stopniowo :) W końcu jestem nie-dzielnym turystą.
-
4 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Z Przełęczy Dukielskiej w kierunku wschodnim
1/3 sierpnia 2014
http://wadera55.republika.pl/dukiels...ka_wschod.html
W poprzedniej opisywanej wędrówce wybrałam się z Przełęczy Dukielskiej na południowy zachód na Słowację w kierunku szlaku granicznego, na którym to miała miejsce pamiętna kulminacja przygód. Teraz postanowiłam sprawdzić, jakie tym razem niespodzianki spotkają mnie od Przełęczy Dukielskiej na wschód.
W piątek przyszłam do pracy z plecakiem. Postawiłam na maksymalny minimalizm. Szczególną uwagę powinien zwrócić brak namiotu. Jednak nie wiązało się to w żaden sposób z zamiarem pójścia na łatwiznę. Jeszcze większą uwagę powinien zwrócić nowy plecaczek. Rodzice już nie mogli zdzierżyć patrzenia na mój poprzedni, charakterystyczny już żółty plecak (tzw. szkolny), pomalowany w kwiatki, obszyty naszywkami muzycznymi i zamkami wszytymi ręcznie. Ciężko określić ile dokładnie miał lat. Był to mój jedyny plecak jaki nosiłam codziennie do szkoły od podstawówki po liceum. Do tego każdy krótki wyjazd, w górach też był sporo razy, nad morzem i Mazurach wiele razy, brałam go zawsze na rower, na treningi, gdy za pradawnych dziejów trenowałam koszykówkę itd -ot plecak wielofunkcyjny na lata. Pamiętam nawet moment, gdy go kupowałam. Weszłam do firmowego sklepu Big Star i ujrzałam to żółte cudo. Nie chcąc by widniało na nim logo firmy, od razu naszyłam na jego miejscu naszywkę zespołu TSA. Gdy poprzednim razem odwiedziłam rodziców, zauważyłam, że po cichu oboje robią zdjęcia mojemu żółtkowi. "Co to za spisek!" - zapytałam. Odpowiedzieli, że chętnie kupią mi nowy, identyczny -w tym celu go fotografowali. Załamałam się. "Ale po co! Ten jest dobry!" -odpowiedziałam. Tą odpowiedzią załamali się z przerażeniem bardziej niż ja. Tydzień temu znów odwiedziłam rodziców. Oczywiście z moim żółtkiem. Ojciec poruszył ten jakże trudny temat. Zaproponował wymianę. Powiedział a w zasadzie rozkazał, byśmy zamienili się plecakami. Trzymał w rękach nowo kupiony plecak. Warunkiem koniecznym było to, że wydam mu do rąk własnych mój stary. Powiedział, że właśnie takiego (!) bardzo potrzebuje do pracy -argument ten nie brzmiał zbyt przekonująco. Nowy był czarny i.. turystyczny -wiedzieli z której strony mnie podejść! Obejrzałam i obojętnie... się zamieniłam. Rodzice mogą teraz świętować swój wielki sukces a biedny żółtek domyślam się, że wylądował na śmietniku - w obawie bym kiedyś po cichu nie zarządziła swojej wymiany zwrotnej.
Ale wróćmy do wędrówki a w zasadzie jeszcze przygotowań. W piątek punkt 16 poważna pani zza biurka wyszła dyskretnie do łazienki. O godzinie 16.05 wyszła z niej Jimi ubrana w odzież w góry.
Gdy stałam w kolejce do busa do Krosa wybiła godzina "W" a w Rzeszowie rozległ się dźwięk syren. W Krośnie przesiadłam się w autostop. W tym celu udałam się prosto na Obwodnicę. Gdy złapałam wesołego kierowcę opowiadałam mu o zamiarze mojej wędrówki, którą miałam rozpocząć z Barwinka. On jechał w Bieszczady, zaproponował podwiezienie pod granicę Ukraińską. Stwierdził, że skoro tak lubię chodzić po granicach, to nie powinno być dla mnie różnicy -ta czy tamta. Tak dojechaliśmy do Miejsca Piastowego. Następny stop do Dukli. Stwierdziłam, że dalej nie będę łapać, bo jeszcze zajadę za daleko (?) a chciałam spać gdzieś tutaj. Piechotą udałam się do Lipowicy. Rozglądałam się, gdzie byłoby tu odpowiednie miejsce na karimatkę. Traf padł na czynny kamieniołom Lipowica. Udałam się ścieżką należącą do terenu kamieniołomu, wbrew zakazom, dalej znalazłam całkiem urocze łąki. Wcześniej zapoznałam się z krótkim regulaminem i godzinami rozrzutu kamienia, by czasem rano nie dostać czymś w łeb.
Załącznik 35235
Szłam tak po cichu, że sarna na przeciwko mnie zbaraniała. Rozłożyłam się na eleganckiej łączce, na której mogłam słuchać intensywnego szumu rzeki z widokiem na Cergową. Gwiazd niestety nie mogłam oglądać a leżakowanie nie należało wbrew pozorom do najprzyjemniejszych. Musiałam opatulić się cała śpiworem łącznie z głową, ponieważ ogromne ilości komarów nie dawały mi spokoju. Gdy już prawie zasypiałam, nagle słyszałam charakterystyczne "bzzz..." nad uchem i tak w kółko. Nad łąką latało pełno nietoperzy. Chciałoby się tak leżeć i patrzeć w niebo ale nie przewidziałam wcześniej takich uciążliwości. Na sianku spało się mięciutko. Rano długo utrzymywały się mgły a gdy powstałam, nagle wynużyło się piękne słońce a Cergowa zaczęła się powoli majestatycznie wyłaniać. Zwłaszcza ostatnie zdjęcie z karimatą budzi we mnie duże emocje.
Załącznik 35237 Załącznik 35236 Załącznik 35238
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
Gwiazd niestety nie mogłam oglądać a leżakowanie nie należało wbrew pozorom do najprzyjemniejszych. Musiałam opatulić się cała śpiworem łącznie z głową, ponieważ ogromne ilości komarów nie dawały mi spokoju. Gdy już prawie zasypiałam, nagle słyszałam charakterystyczne "bzzz..." nad uchem i tak w kółko.
Też kiedyś postawiłem na minimalizm nie biorąc ciężkiego namiotu. Po jednej nocy w roztoczańskim lesie wybiłem sobie takie pomysły z głowy.
Jak nowy plecak? oswoiłaś się już z nim?
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
" Szłam tak po cichu, że sarna na przeciwko mnie zbaraniała." :-D:-D Wędrówka zapowiada się jak zwykle niepospolicie ale w takie przemiany to ja nie uwierzę :mrgreen:
-
9 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Rano wyruszyłam na autostop. Dosłownie co drugie auto jechało z rowerami. Bardzo ciężko się łapało. Długo stałam, upał od samego rana. Do Tylawy trafiłam bardzo miłym stopem. W Tylawie najgorzej, stałam ok 45 minut. Lampa. W końcu zatrzymał mi się człowiek z... Mołdawi. "Gawarisz pa ruski?" -zapytał. Odpowiedziałam, że nie. Próbowaliśmy dogadać się po polsko - rusko -mołdawsku . Nienajlepiej to szło. Minęłam Barwinek. Wysiadłam na granicy państwa.
Załącznik 35285
Udałam się w kierunku wschodnim na szlak graniczny ze Słowacją. W okolicy Przełęczy Dukielskiej różne pomniki, działa, wieża widokowa:
Załącznik 35286 Załącznik 35287 Załącznik 35288 Załącznik 35289 Załącznik 35290
Wędrówka mijała bardzo przyjemnie. Wstępny plan zakładał przejście do Lipowca i dalej do Chatki w Zyndranowej. Jednak widząc ten kierunkowskaz zastanowiłam się czy nie lepiej by mi było udać się na Kremenaros?
Załącznik 35291
Szlak prowadzący lasem, rzadko można było iść otwartym terenem takim jak ten:
Załącznik 35292 Załącznik 35293
Upał ogromny. Dzień kulminacji upadłów z ostatnich dni. Żal mi było ludzi spędzających ten czas w mieście. W lesie chłodniej. Na upały polecam las. Minęłam trop niedźwiedzia. Minęłam też turystów. Pewnie owa dwójka turystów doszła do szlaku od Czeremchy a może od Zyndranowej? Minęłam ich. Później tylko raz pojawili się w zasięgu wzroku ale przyspieszyłam tempa. Około pół godziny do końca szlaku granicznego jaki wyznaczyłam czyli do Przełęczy nad Czeremchą zgubiłam szlak. Drzewo było tak przewalone, że trzeba było je obejść dużym łukiem. Po drugiej stronie nie znalazłam szlaku ale niespecjalnie mnie to zmartwiło. Nagle posłyszałam straszne grzmoty. Trawersując tak grzbiet graniczny po 10 minutach doszłam do szlaku. Grzmoty nieustępowały.
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
"Grzmoty nie ustępowały"....myślę,że Jimi zbudowała napięcie w opowieści, ale na ciąg dalszy chyba niestety trzeba będzie poczekać, bo trzy dni wolne i pewnie wędruje....:?:
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
No właśnie nie! Mam jakiś dziwny stan -mam ochotę gdzieś pojechać (szkoda mi zmarnować trzech dni wolnych) ale nie wiem gdzie. W Biesczady i Beskid Niski mi się nie chce (pierwszy raz od kilku lat!!), Pogórza też nie ani w ogóle góry chyba, więc nie wiem gdzie :P Pewnie ta ostatnia wędrówka tak naładowała mi akumulatorki, że cały czas we mnie żyje i nie czuję potrzeby znów tam jechać...
-
10 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Zerwał się deszcz. Schowałam się więc pod najbardziej gęstymi liśćmi z nadzieją, że nie będzie to długo trwało. Z początku deszcz jak deszcz. Starałam się chronić plecak, nie siebie. W plecaku był śpiwór i ciuchy na przebranie. Oczywiście pokrowca też nie wzięłam, w zasadzie na taki mały plecak nie mam. Ostatnio w sklepach sportowych ciężko jest w ogóle dostać jakiekolwiek pokrowce na plecaki. Pytałam w kilku większych i nic. Wróciły silne grzmoty. O godzinie 15 z robiło się bardzo ciemno a las wyglądał, jakby zbliżał się zmrok. Deszcz zrobił się bardzo intensywny, kępa liści nade mną już nie była wystarczająca. Zerwał się grad. Mimo, iż siedziałam między drzewami -wcale mnie to od niego nie uchroniło. Zwinęłam się w kucki, rękami objęłam kolana a grad zaserwował mi 10-minutowy masaż pleców. Oczywiście nie miałam też żadnej kurtki, jedynie koszulkę bawełnianą na sobie. Rozpętała się straszna nawałnica a grzmoty stały się coraz głośniejsze. Grzmiało dosłownie nade mną. Będąc na grzbiecie bardzo bałam się, by piorun nie uderzył w któreś z drzew dookoła. Zaraz pewnie usłyszę mądrości, że w czasie burzy nie wolno chować się pod drzewo. Oczywiście to prawda, tylko, że gdy jesteś w lesie, to w okół ciebie są same drzewa i nie ma takiej możliwości, by schować się tak, by nie być pod drzewem. Wyjęłam nowo zakupiony ręcznik szybkoschnący -bardzo dobra inwestycja. Jeden jego koniec zawiesiłam na gałęzi, drugi trzymałam nad sobą tworząc daszek. Co jakiś czas wyciskałam ręcznik i od nowa. To było tylko pozorne schronienie. Minęła godzina a deszcz cały czas tak mocny i intensywny. Widać było, jak pospiesznie wił się po pniach drzew. Nie miałam już niczego suchego na sobie, łącznie z bielizną, którą też mogłabym wycisnąć z wody. Plecak zapewne też cały do wyciśnięcia. Gdy już przeszła nawałnica a deszcz zmienił się w zwyczajny, postanowiłam się odezwać do znajomych. Nie tak dawno kolega zapytał mnie, czy miałam kiedykolwiek sytuacje w górach, że zmokłam do majtek. Teraz chciałam mu wesoło napisać, że w końcu mogę twierdząco odpowiedzieć na jego pytanie. Pisząc, ręka mi się tak strasznie trzęsła, że nic nie widziałam na telefonie a dwa zdania pisałam 5 minut. Ciężko mi wytłumaczyć dlaczego tak się stało. Dlaczego ręcznik szybkoschnący uważałam za wspaniałą inwestycję? Bo w tym momencie była to jedyna sucha rzecz, jaką miałam! Oczywiście samo pojęcie "suchy" w tym momencie ma inne znaczenie. Może inaczej -była to najbardziej sucha rzecz jaką miałam. Ręce pomarszczone od wody jak po godzinnej kąpieli w wannie. Zapomniałam dodać, że w trakcie burzy bardzo martwiłam się o dwójkę turystów, jakich minęłam na szlaku. Co z nimi?
Idąc znów zgubiłam niechcący szlak. Zeszłam na rozległe łąki dawnej wsi Czeremcha. Wyjęłam mapę, by lepiej się zlokalizować. Mapa teraz była wilgotnym, łatworwiącym się papierem. Przeszłam przez wykoszoną łąkę, potem przez chaszcze na drugą stronę potoczku, znów chaszcze, wysoką trawę, chaszcze i drugi potoczek i znów wysoką trawą doszłam do dróżki. Bardziej zmoknąć już nie mogłam, dlatego trawy były dla mnie już bez znaczenia. Generalnie czułam się jakbym wskoczyła w ubraniu i butach do wody - wszystko chlupało.
Załącznik 35298
Nałożyłam sobie ręcznik na ramiona, jak to mają w zwyczaju plażowicze i rozpoczęłam wędrówkę po dawnej wsi Czeremcha. Generalnie wyglądałam, jakbym dopiero wyszła z kąpieli. Czeremcha zrobiła na mnie niesamowite wrażenie, przepiękne miejsce. Rozległe łąki, pagórki, krzyże przydrożne.
Załącznik 35299 Załącznik 35300 Załącznik 35301 Załącznik 35302
Doszłam do cerkwiska.
Załącznik 35303 Załącznik 35304 Załącznik 35305 Załącznik 35306 Załącznik 35307
Plany moje już dawno uległy zmianie. Oczywiście spanie pod chmurką nie wchodziło już w grę -karimata mokra jak gąbka, śpiwór, nie mówiąc już, że wszystko dookoła. W grę też nie wchodziła Zyndranowa, ponieważ straciłam wiele czasu przez tę burzę i było już za późno na dalszą wędrówkę, która i tak nie była jednoznaczna, bo polegała w sporej części na pójściu na azymut a wcześniej trzebaby było oczywiście ustalić punkt odbicia ze szlaku. Więc takie zabawy już nie wchodziły absolutnie w grę. Chciałam jak najsybciej znaleźć się w cuchym miejscu. Czyli trzebaby było udać się do Jaślisk i tam poszukać agroturystyki. O ile mnie pamięć nie myli to conajmniej 2 godziny drogi stąd.
Przechadzając się przez cerkwisko, ujrzałam, że ktoś zawraca tu samochód. Uchylają się drzwi i pada pytanie: "podwieźdź cię gdzieś?". Co za szczęście! To ta dwójka turystów, których minęłam! "Dokąd jedziecie?" -zapytałam. "Do chatki w Zyndranowej" -odpowiedzieli. Lepiej być już nie mogło!!!!
-
8 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Jadąc powoli, cały czas podziwiałam krzyże i nagrobki -szkoda, że nie zdążyłam obejrzeć ich z bliska, było ich całkiem sporo. Na prawdę wspaniałe wrażenie zrobiła na mnie Czeremcha. Zapytałam nowo poznanych znajomych gdzie spędzili burzę. Powiedzieli, że w okolicy słupka 143. Ja byłam dokładnie niedaleko przy głównym słupku 142 -czyli ja byłam bliżej wsi. Jakim trafem oni więc zeszli pierwsi w taki sposób, że ich nie spotkałam? Powiedzieli, że w czasie deszczu odbili ze szlaku, schodząc na przełaj. Ja w zasadzie też odbiłam -nikt z nas nie dotarł docelowo do Przełęczy nad Czeremchą jak zakładał na początku. Powiedziałam, że martwiłam się o nich.
Dojechaliśmy do Chatki w Zyndranowej, która zrobiła na mnie duże wrażenie. Tu bardzo miło spędziłam wieczór opowiadając ludziom swoje różne wędrówki górskie. Poznałam się z pewnym starszym panem, z którym okazało się, że mamy wspólnego znajomego dawnego leśniczego. Opowiadałam o tym, jak spędziłam zimę samotnie w Bieszczadach. Wiele ludzi słuchało z zaciekawieniem. Ostatnio długi czas unikałam chatek i miejsc turystycznych ale uważam, że od tego momentu, od momentu Zyndranowej, to się zmieni -znów polubiłam to, polubiłam tych ludzi.
Śpiwór cały mokry, że można go było wycisnąć, robiąc w ten sposób strumienie wody. Na szczęście w chatce były materace i koce. Był też bardzo fajny dzik.
Załącznik 35308
Rano udałam się nieoznakowaną ścieżką pod szczyt Tokarnia. Wyruszyłam z tym starszym człowiekiem, którego poznałam. Spotkaliśmy trop wilka.
Załącznik 35309
Gdy doszliśmy do szlaku, nasze drogi podążyły w przeciwnym kierunku. Szłam dalej, uparcie rozglądając się za rydzami. Bardzo chciałam nazbierać ich dla znajomych. Wiem, że to wczesna pora jak na te grzyby ale widywałam już zdjęcia gdy ktoś w górach nazbierał ich całkiem sporo, poza tym w tym roku wszystko jest szybciej. Szukałam ich bardzo dokładanie, w typowych miejscach rydzowych. Niestety skończyło się to tylko na kilku marnych sztukach. Znalazłam starą część dzbanu.
Załącznik 35310
Czasami mijałam dziwne słupy. Kto wie, jaką one pełniły funkcję?
Załącznik 35311
Od Czerwonego Horbu ścieżka była bardzo wyborna -mocno zarośnięta, prawie w ogóle nie udeptana. Nagle.. ujrzałam jakby ktoś stał na szczycie nade mną. Nie ruszał się w ogóle. Okazało się, że to stoi Matka Boska -niesamowite wrażenie, gdy widzisz, że jakaś głowa i ramiona wyłaniają się spod krzaków, później dostrzegasz całą postać i już wiesz, że to tylko pomnik.
Załącznik 35312 Załącznik 35313 Załącznik 35315 Załącznik 35314
Gdy zeszłam z gór zażyłam wybornej kąpieli w potoku. Doszłam do drogi głównej, skąd rozpoczęłam podróż powrotną autostopem. Tak dostałam się do Krosna. Tu wsiadłam w bus do Rzeszowa.
Poniżej trasa. Na różowo pierwszy dzień wędrówki. Fioletowa strzałka -miejsce noclegu. Na żółto, drugi dzień wędrówki.
Trasa: http://wadera55.republika.pl/dukielska_wschod/trasa.jpg
Całość:
http://wadera55.republika.pl/dukiels...ka_wschod.html
Więcej:
http://wadera55.republika.pl/ania.html
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Te "dziwne słupy" to zapewne oznaczenia oddziałów w lesie :-)
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Posprzątałem wątek. OT trafił tam, gdzie jego miejsce (do kosza).
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Jak zwykle z przyjemnością, czytam kolejne relacje. Ja dziś zrobiłem sobie wycieczkę, niestety - po płaszczyznach Puszczy Białej...
-
10 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Brusno (nie)istnienie w kamieniu
Z rowerem na Roztoczu Wschodnim
6/7 września 2014
http://wadera5.republika.pl/roztocze/roztocze.html
Zainspirowana lekturą książki pod redakcją Olgi Solarz pt. "Brusno (nie)istnienie w kamieniu" wyd. Stowarzyszenie Magurycz, postanowiłam czym prędzej nadrobić zaległości w znajomości praktycznej Roztocza Wschodniego. Na wycieczkę wybrałam się rowerem. Głównym celem było zobaczenie tutejszych starych cmentarzy, dlatego relacja ta będzie obfitowała w głównej mierze w zdjęcia.
Wbrew pozorom wycieczka ta była dosyć spontaniczna. Jeszcze do wieczora dnia poprzedzającego nie miałam żadnych planów, niespecjalnie też zaznajomiłam się z mapą okolic. Wydrukowałam orientacyjny słowny plan trasy, jaki polecił mi kolega, jednak zaznajomiłam się z nim dopiero w pociągu. Pobudka o 3:40. O mało nie zrezygnowałam z tych mglistych planów kusząca przyjemnym snem. Jednak wzięłam się w garść, wiedząc, że gdybym została, to nad ranem żałowałabym tej decyzji. O 4:40 siedziałam już w pociągu do Jarosławia. W Jarosławiu przesiadka. 2 godziny przerwy można było przeznaczyć na kontynuację snu w poczekalni na dworcu. O 7:22 szynobus do Horyńca Zdrój.
Załącznik 35490
Na miejscu byłam już o 8:35.
Załącznik 35491
Spojrzałam na mapę, wyjęłam kompas. Ruszyłam. Po chwili znalazłam się na szlaku rowerowym biegnącym na północny zachód. Wjechałam w las. Po dłuższej chwili wyjechałam na łąkę gdzie zgubiłam szlak. Jeździłam w kółko przyglądając się bacznie drzewom. Na próżno. Pojechałam "gdzieśtam". W zasadzie z jednej strony nie czułam się zobowiązana trzyma się usilnie szlaku, z drugiej zaś szkoda mi było przeoczyć kapliczkę która miała być niedaleko na szlaku. Po 20 minutach beztroskiej jazdy po lesie ku memu zdziwieniu dojechałam do szlaku. Wyjechałam wypisz wymaluj idealnie na wprost kapliczki, która po chwili ukazała się mym oczom. Wjechałam dokładnie pod kątem 90 stopni do szlaku. Oto i ona:
Załącznik 35492
Droga zapowiadała się sielankowo, iście wakacyjna pogoda także dopisała -niemalże bezchmurne, lazurowe niebo.
Załącznik 35493
Jednakże wjeżdżając na pola, ścieżka spowita była dużą ilością sypkiego piachu, co utrudniało jazdę, czasem wręcz uniemożliwiało tworząc efekt zapadania się w piachu. Nie chcąc walczyć z wiatrakami, usiadłam więc i pobawiłam się rozgrzanym piaskiem czując się jak małe dziecko na nadmorskiej plaży.
Załącznik 35494 Załącznik 35495 Załącznik 35496
Ruszyłam dalej do wsi Podemszczyzna. Minełam kapliczkę. Ścieżka momentami była przyjemnie zarośnięta aczkolwiek dobrze przejezdna.
Załącznik 35497 Załącznik 35498 Załącznik 35499
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
ech ....ja ZNAM ''ciąg dalszy '' ..ale i tak z chęcią przeczytam ! no i fajnie, że ''inspiruję"
..a myślę, że NASZ cdn. wkrótce !
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Tak instrukcja jazdy Twoja ale główną inspiracją jest książka pod red. Olgi ;>
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
O 4:40 siedziałam już w pociągu do Jarosławia. W Jarosławiu przesiadka. 2 godziny przerwy można było przeznaczyć na kontynuację snu w poczekalni na dworcu. O 7:22 szynobus do Horyńca Zdrój.
Oj Jimi! Nie lepiej było pospać 2 godziny we własnym łóżku? Szynobus w który wsiadłaś wyjeżdża z Rzeszowa o 6.25:smile:
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Nie załamuj mnie Krzychu proszę (po południu niedospanie dało mi mocno we znaki). Na ogólnopolskim rozkładzie jazdy (pociągów, autobusów, busów itp) wyskakuje mi tylko moje połączenie, zaś Twojego w ogóle nie widać! (Wpisując: Rzeszów - Horyniec) www.rozklady.com.pl . Jest tu wyraźnie podkreślone że szynobus jest relacji Jarosław - Horyniec (a nie Rzeszów - Horyniec). Gdy teraz wyszukuję połączenia Rzeszów - Jarosław (a nie Rzeszów - Horyniec jak wcześniej) to wyskakuje mi pociąg 6:25 relacji Tarnów - Przemyśl i żaden inny. Dlaczego pojawia się on tylko i wyłącznie gdy wpiszemy Rzeszów-Jarosław a nie Rzeszów-Horyniec tego nie mam pojęcia, może za mały czas przesiadki.
Zaś na rozład-pkp.pl wpisując Rzeszów-Horyniec wyskakuje już Twoje połaczenie! Ale znów podkreślone jest że o 6:25 jest to pociąg relacji Tarnów - Przemyśl. Więc nie jest to szynobus relacji Rzeszów -Horyniec. Więc przesiadka w Jarosławiu jest nieunikniona. Z tego co piszesz to wnioskuję, że jest to ten sam pociąg? Może coś się zmieniło, bo owy szynobus teraz ewidentnie jest relacji Jarosław - Horyniec. Tak czy owak -wolałabym jechać o 6 niż o 4 - głupie wyszukiwarki :)
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Przepraszam, bezpośredni szynobus jest tylko w niedziele. W pozostałe dni, tak jak napisałaś o 6.25 Tarnów - Przemyśl, potem Jarosław - Horyniec.
-
10 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Ujrzałam ruiny dzwonnicy przycerkiewnej. Można więc wnioskować, że cerkiew była orientowana, czyli zwrócona prezbiterium ku wschodowi. Po drugiej stronie drogi znajdował się krzyż kamienny.
Załącznik 35504 Załącznik 35505
Udałam się boczną ścieżką na zachód, by obejrzeć stary cmentarz oraz bunkier. Nagrobki tu są bardzo proste, być może jedne z najstarszych w okolicy -klasyczne lub "maltańskie".
Załącznik 35506 Załącznik 35507 Załącznik 35508 Załącznik 35509
Teraz postanowiłam udać się do sklepu w Nowym Bruśnie, by później wrócić mniej więcej w to samo miejsce przy drodze głównej. Wracając ze sklepu zatrzymałam się przy cmentarzu w Nowym Bruśnie. Można tu zobaczyć nagrobki, które stylem przypominają dzieła słynnych, dziś zapomnianych bruśnieńskich kamieniarzy.
Załącznik 35510 Załącznik 35511
Na Roztoczańskich nagrobkach często można zobaczyć amatorskie figury o nieproporcjonalnych kształtach.
Załącznik 35512 Załącznik 35513
-
9 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Inskrypcję stawiali też ludzie niepiśmienni, analfabeci. Starano się, by napis wyglądał jak najlepiej. Czasem służyły ku temu linie pomocnicze, które możemy zauważyć poniżej.
Załącznik 35515
Na cmentarzu znajduje się wspólna mogiła ludności cywilnej zamordowanej przez UPA.
Załącznik 35516
Wróciłam do miejsca, gdzie z drogi "głównej", niekoniecznie asfaltowej, odchodzi szlak niebieski na wschód. Tutaj znalazłam się na ukraińskim cmentarzu, który zrobił na mnie bardzo duże wrażenie. Jest to duży cmentarz znajdujący się w lesie. Obejrzenie wszystkich dostępnych nagrobków zajęło mi 40 minut.
Załącznik 35517 Załącznik 35518 Załącznik 35519 Załącznik 35520 Załącznik 35521
Wiele nagrobków znajdowało się w gęstych skupiskach krzaków, dojście do nich i obejrzenie w całości było czasem niemożliwe. Gdzieniegdzie mi się udało.
Załącznik 35522 Załącznik 35523
Dalej pojechałam ścieżką wzdłuż cmentarza. Wydawało mi się, że tak powinien prowadzić szlak, jednak oznakowania nie widziałam. Gdy wyjechałam z lasu i rozejrzałam się po okolicy, oceniłam, że trochę za daleko oddaliłam się na południe. Ruszyłam więc prostopadłą ścieżką na północ. Wyjechałam na piękne pola, na których odbywały się wykopki.
-
10 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Dojechałam do szlaku niebieskiego. Próbowałam chwilę odnaleźć bukier, który powinien znajdować się na zachód, jednak nie mogłam sobie pozwolić na dłuższe poszukiwania, gdyż tyle miałam jeszcze planów. Jadąc dalej na wschód, ujrzałam dwa kolejne piękne bunkry. Zachwyciła mnie konstrukcja i przemyślenie tych budowli.
Załącznik 35524 Załącznik 35525 Załącznik 35526 Załącznik 35527 Załącznik 35528
Jadąc dalej do Brusna, ujrzałam poruszający krzyż wotywny.
Załącznik 35529 Załącznik 35530
Znów przejeżdżając przez Nowe Brusno, tym razem zajrzałam na cmentarz wojenny. Pochowani w nim są żołnierze Niemccy i Rosyjscy. Mogiły ułożone są w rzędach, całość cmentarza otoczona jest wałem.
Załącznik 35531 Załącznik 35532
Tutaj ogarnęła mnie wielka senność związana z niedospaniem. Była godzina 17. Oczy same mi się zamykały. Miałam ochotę rozłożyć tutaj namiot i na dziś zakończyć wędrówkę pogrążając się w drzemce. Jedak przewidywałam taki stan, dlatego chwilę wcześniej zakupiłam w sklepie napój energetyzujący. Takie rzeczy momentalnie stawiają mnie na nogi. Po chwili zapomniałam o śnie i ochoczo ruszyłam w dalszą przejażdżkę. Chciałam odnaleźć cmentarz cywilny polski, który według mapy powinien znajdować się niedaleko, po drugiej stronie potoku. Wdarłam się wgłąb lasu idąc poprzez mokradła. Niestety cmentarza nie udało mi się znaleźć ale też nie szukałam go bardzo dokładnie.
Załącznik 35533
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
Wiele nagrobków znajdowało się w gęstych skupiskach krzaków, dojście do nich i obejrzenie w całości było czasem niemożliwe. Gdzieniegdzie mi się udało.
Załącznik 35522 Załącznik 35523
Tez zdjęcia (a właściwie rabarbar, który uratował mnie przed odwodnieniem) przypomniały mi o obietnicy/propozycji fotografika forum na pewną (możlie, że "rycerską") wędrówkę po zapomnianych terenach BN. Czekamy na Polską Złotą Jesień?
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Zapomniane tereny BN -brzmi wybornie :D