Dalej stopem dojechałam do Jasła. Później do Skołyszyna i w końcu do Biecza, gdzie spotkałam się z przyjaciółmi w Grudnej. Bardzo miło spędziłam czas. Zapomniałam dodać, że tego dnia chodziłam w getrach, które wzięłam do spania. Już nie musiałam paradować z tyłkiem na wierzchu. Miałam też igłę i nitkę ale właściwie po co to zszywać. Wracać do Rzeszowa miałam autobusem z Krosna, jednak znajomi byli na tyle uparci, że wystawili mnie na wylotówce z Jasła. Okazało się to całkiem dobrym pomysłem, bo już po kilku minutach byłam w trasie a w Rzeszowie po godzinie.
Wędrówkę wspominam bardzo sympatycznie, zwłaszcza błądzenie po Skalnem. Ciężko uwierzyć, że to był tylko weekend. Dzięki takim przygodom coraz bardziej kocham góry (czy można jeszcze bardziej?). Te wszystkie przygody związane z błądzeniem, szukaniem ścieżek powodują tylko wzrost adrenaliny -a ja właśnie od takiego rodzaju adrenaliny jestem uzależniona.
trasa.jpg
Całość:
http://wadera55.republika.pl/slowacja/slowacja.html
http://wadera55.republika.pl/ania.html


Odpowiedz z cytatem
...( a kompas -rzeczywiście nawalił -bawiliśmy się nim -wskazywał jak chciał 