-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Sprzeczka z ogierem...jakieś szczegóły tego zdarzenia?:) Kto wygrał?:D
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
To już Ania niech dopisze...
pozdrawiam
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
To już Ania niech dopisze...
pozdrawiam
.... jeśli ma dopisać... to wygrała.... jeśli by przegrała musiałby napisać ogier:-P
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Kobiety po porażkach z ogierami zwykle się podnoszą i są jeszcze silniejsze...czy się mylę?:) Jednak najciekawsze są szczegóły zwarcia:D
-
10 załącznik(ów)
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Jak Ania nic nie napisze na ten temat, to chłopaki na mnie nie liczcie…
Następnego dnia upał nie daje nam pospać. Wstajemy więc skoro tylko wybija godzina 9:00. Szybkie śniadanko, a po śniadanku kawka… Postanowiliśmy leniuchować. Pożyczamy od Krzysztofa dwa krzesełka i jedziemy nad wodę. Było tak gorąco, że nawet teraz nie chce mi się utrudniać relacji. Po prostu jedziemy nad rzekę nieopodal leśniczówki Zawój. Po drodze prawie na miejscu zatrzymuje się przy sklepie obok, którego stoi przesympatyczna wiata. Kupuję złocisty napój, dziewczyny tez cos tam kupują i po chwili siedzimy nad wodą. Jest cudownie. Z góry leje się żar, pod stopami zimna woda chlupocze i chłodzi, to co ma chłodzić. Dla takich chwil warto porzucić łaszenie po górach, krzaczorach i innych cmentarzach. Po pewnym czasie wydaje mi się, że robi się ciemniej. Spoglądam w górę i przed soba nad Szczyciskami widzę ołowiane niebo. Jakieś pomruki z tego nieba do nas dochodzą. Jeszcze trochę poleżeliśmy sobie na powietrzu, ale rozumiemy, że trzeba nam wracać do karawanu. Co tu robić z tak pięknie rozpoczętym dniem? Postanowiliśmy z Renatką pojechać do Diabelskiej Doliny do samego Diabelskiego Zajazdu. Wszak kilkakrotnie spędzaliśmy tam urlop. Nie odważyłem się pojechać najkrótszą drogą przez Obłazy, tylko popędziłem naokoło, ale za to asfaltem. Póki, co nie pada. Po przejechaniu mostu w okolicy źródła Wilpla okazało się, że tutaj padało. Im bardziej na północ tym bardziej padało. Kiedy dojechaliśmy do Diabelskiego Zajazdu, to okazało się, że tam było oberwanie chmury. Trawniki, chodniki boisko wszystko pod wodą. Gospodarze jak zwykle mili opowiadali nam o swoich letnich i jesiennych planach. Pod koniec września miał się u nich odbyć plener ikonopisarstwa. Wernisaż z tego pleneru miał być po odpuście w Łopience. Małgosia i Ania były zachwycone tą miejscówką. Pogadaliśmy trochę i w drogę. Mam czas, mam pług w bagażniku, który obiecałem przekazać Muzeum w Myczkowie, no to jedziemy. O tym pługu napisze trochę później. Dziewczyny chłoną widoki, bo nigdy tu nie były a ja gnam przed siebie. Podjeżdżam pod Muzeum, a tu kicha. Muzeum zamknięte. Muszę to żelastwo wozić nadal. Wracamy w stronę Cisnej ale tylko trochę. Skręcam w lewo do metropolii. Ludziska chodzą wystrojeni, jak na molo w Sopotach. Nic sobie z tego nie robimy. My wyglądamy prawie jak zielone ludziki tego faceta, którego zębami w dupie straszył Jurek Bożyk. Jak zwykle wq tej miejscowości kawa i coś do kawy u Pana Leszka. Jak nie lubię tej metropolii, tak warto wpaść do Stanicy. Znowu lenistwo i świetna muzyka. W końcu trzeba się podnieść. Po drodze do Cisnej jeszcze tylko chwila na punkcie widokowym. Potem to już tylko kulinarna poezja Ani. Musicie trochę dorzucać do ognia, zwłaszcza proszę Anie i Małgosię. Ja się odezwę za kilkanaście dni. Nie napiszę dlaczego, bo nie chce was denerwować a nie zabieram ze sobą komputera…..
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Jakieś wspólne ognisko w realu?
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
No i nie dojdzie do ogniska w realu. Musieliśmy szybko wrócić do domu. Zdrowie najważniewjsze jest. Kolorki już były...
Pozdrawiam
-
10 załącznik(ów)
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Następny upalny dzień. Postanowiłem zabrać dziewczyny nad akweny wodne o małym znaczeniu strategicznym. Po śniadaniu Krzysiek zapytał, dokąd jedziemy? Kiedy się dowiedział dokąd, to drążył temat, którędy tam pojadę? Odpowiedziałem mu, że wolę krótszą drogę ale mam obawy. Bałem się, że „zielone ludziki” zrobia mi krzywdę. Krzysiek wziął sprawę w swoje ręce i powiedział, że nie muszę ich się obawiać. O.K. Uwierzyłem mu. Pojechaliśmy dobrze już znana nam drogą, którą już opisywałem. Potem skręciłem w prawo i znowu jechałem przez dobrze znaną nam wieś. Na jej końcu droga się rozdwajała. W prawo na Bogatą przełęcz i prosto ku celowi naszej jazdy. Widziałem go ale wierzyłem Krzyśkowi i nie zwracałem na niego uwagi – pojechałem. Droga lepsza prawie jak przez wieś, a jechać po niej nie można. Nie rozumiem tego… Może ktoś mi to wyjaśnić? Wody duzo nie płynęło, więc te cztery brody pokonałem bez problemu. Zajechałem na parking i poszedłem do Pani Bożenki. Zapytałem, co ma do zaoferowania? Postanowiłem przed marszem wypić zupę z chmielu. Dziwiłem się, że żadna dziewczyna nie chciała podejść, ale to ich sprawa była. Kiedy wróciłem do samochodu przebrać buty drogą przejeżdżały dziwne zaprzęgi. Z kronikarskiego obowiązku muszę dodać, że żadnych awantur między Anią a końmi nie było. Ania jakoś była przyjaźnie usposobiona do zwierząt i bawiła się z miejscowym reprezentantem kotowatych. Ponieważ akweny czekały, więc dałem hasło do wymarszu. Wiem, że kiedyś były trzy, teraz są dwa więc nie chciałem zbyt długo czekać na dole, bo mogłoby się okazać, że pozostał jeden. Po drodze wstępujemy na pole biwakowe. Kicha! Naszych przyjaciół nie ma. Pewnie opalają się na molo…Na polu jednak jacyś ludzie są. Idziemy czerwoną droga w stronę akwenów. Jak wiadomo woda zawsze płynie w dół, więc akweny są u góry. Trzeba w ten upalny dzień iść pod górę. Szczęście, że podrodzaj mała Niagara się nam trafiła i mogliśmy w cieniu i chłodzie odpocząć.
-
10 załącznik(ów)
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Po odpoczynku ruszamy dalej. Nie skręcam w lewo… i nie interesuje mnie, co zostało i czy w ogóle coś zostało z pomnika. Czerwona droga prowadzi nas do celu. Co chwila z góry schodzą ludziska. A to starsi tacy w wieku Bertranda i tacy mali, których trzeba nosić. Niektórzy się kłaniają, a niektórzy milczą. Mijamy dzikie parowy i pozwalane mostki. Po chwili dochodzimy do tablicy informującej nas jak przypuszczam, że kilku wozaków Zwiezło tutaj tą grupę turystów, która schodziła w dół. Tylko po co taszczyli tak wysoko tablicę? Poszliśmy dalej i w końcu doszliśmy do mniejszego akwenu. Tam na zwalonym pniu zalegliśmy w ciszy i skupieniu. Po prostu Małgosię i jej córkę przytkało piękno okoliczności, w jakich się znalazły. W koncu zaczęliśmy rozmawiać na temat Poleja i reszty grupy, która ma dojechać w Bieszczad. Ponieważ nic więcej ciekawego tam nie było postanowiliśmy się wspiąć w górę coby zobaczyć większy akwen. Drogowskazy były mało precyzyjne, ale po mało wyczerpującym spacerku podziwialiśmy drugi akwen. Tutaj tak jak poniżej nie było budki z piciem, pomostu do skakania i wypożyczalni skuterów wodnych. Nie wiadomo, po co ludziska tu przychodzą. Większa woda jest przy zaporze i wszystko tam jest…. My sobie siadamy na brzegu, a Ania poszła dalej do pomnika leśnika, który stoi po drugiej stronie akwenu. Jest to jedno z moich ulubionych miejsc w Bieszczadzie. Bywałem tutaj w różnych porach roku i zawsze było tu Pięknie (przez duże P). Tym razem turyści Ne zaśmiecili tego miejsca, a bywało tam różnie… Spędziliśmy tam naprawdę sporo czasu. Trzeba jednak schodzić w dół. Nie spiesząc się i odpoczywając po drodze dotarliśmy do karawanu. Tam zmiana obuwia na lżejsze i tym tazem wszyscy udajemy się do Pani Bożenki. Przepyszne flaki, pierogi z mięsem z sarny i zimne piwo, to było tym czego najbardziej wtedy potrzebowaliśmy. Do cywilizacji wracaliśmy okrężna drogą, której w żaden sposób cywilizowaną nazwać nie można. Po drodze jeszcze tylko rzut oka na most no i oczywiście na Chatę w …
-
5 załącznik(ów)
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Droga ta doprowadziła na s do bieszczadzkiego kurortu. Postaram się wymienić najważniejsze jej atrakcje; schronisko, klasztor, trzy świątynie, przynajmniej dwa cmentarze, no i kultowy bar Wanda. Była ona też przez chwilę stolicą republiki, a to już nie byle co! Mijamy najpierw świątynię rzymskokatolicką wybudowaną po wojnie. Potem minęliśmy po lewej stronie cerkiew greckokatolicką, której historia też jest ciekawa. Aby zamydlić oczy władzom PRLu budowano świetlicę, a następnie na niej postawiono cerkiew przywiezioną ze wsi Dudyńce. Potem po prawej stronie minęliśmy cerkiew prawosławną odbudowana po pożarze w 2006 roku. Niby taka sama, jak kiedyś, a jakże inna. Jechaliśmy odwiedzić miejscowego artystę. Kiedyś malował bieszczadzkie pejzaże, a teraz maluje piece. Po obejrzeniu starszych i nowych prac wyruszyliśmy w drogę powrotną do Cisnej. Po drodze zatrzymałem się przy cmentarzu. Są cmentarze, które lubię i są te, których nie lubię. Tego nie lubię, bo jeden ze stojących na nim krzyży budzi moja grozę. Miejscowość, w której jest ten cmentarz wzięła chyba nazwę od naszego KIMBowego wirtuoza gitary i gardła. Przez krzaczory dostaliśmy się na zarośnięty cmentarz. Kiedy wróciliśmy do auta, to cisza w nim była do samej Cisnej. A w Cisnej kolejna uczta przyrządzona przez Anię.
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
"Była ona też przez chwilę stolicą republiki, a to już nie byle co!"
-Zgadza się! Republika Komańczańska trwała całe 83 dni!
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
... w wioseczce, której mieszkam pod koniec lat siedemdziesiątych budowano stodołę, a w noc z soboty na niedzielę mieszkańcy dobudowali wieżyczkę z dzwonnicą i rano odbyło się wyświęcenie i pierwsza Msza... ;)
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Aby zamydlić oczy władzom PRLu budowano świetlicę
Skąd te wiadomości?
Cytat:
Zamieszczone przez
przemolla
... w wioseczce, której mieszkam pod koniec lat siedemdziesiątych budowano stodołę, a w noc z soboty na niedzielę mieszkańcy dobudowali wieżyczkę z dzwonnicą i rano odbyło się wyświęcenie i pierwsza Msza... ;)
Jest i w Bieszczadach kościół wybudowany w kukurydzy "w jedną noc".
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Cytat:
Zamieszczone przez
bartolomeo
Skąd te wiadomości?
Jest i w Bieszczadach kościół wybudowany w kukurydzy "w jedną noc".
Kościół w Nowosiółkach, wybudowany w 1975 r. "W świetle latarek, w polu kukurydzy, w jedną letnią noc"
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Cytat:
Zamieszczone przez
bartolomeo
Skąd te wiadomości?
....
Wiem, że jesteś Ekspertem w dziedzinie cerkwi. W tej chwili nie mam zbyt dużo czasu ale postaram się doszukać konkretnej odpowiedzi na Twoje pytanie. Cieszy mnie, że watek ten jest czytany. Pozdrawiam wszystkich "czytaczy" i proszę o więcej dyskusji...
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Wiem, że jesteś Ekspertem w dziedzinie cerkwi.
Nie jestem ekspertem, raczej hobbystą :wink: O budowie cerkwi w Komańczy słyszałem inną historię (murowana część miała był "fundamentem" lub "podmurówką" pod przenoszoną w to miejsce cerkiew drewnianą, co istotne przenoszoną za wiedzą i zgodą władz) stąd moje zaciekawienie.
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Dla mnie jesteś...
Pozdrawiam
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Bertrandzie dorzuć drew do ogniska bo się wyziębiło.
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Cytat:
Zamieszczone przez
bartolomeo
Skąd te wiadomości?
.....
Mam z tym problem. Nie potrafię znaleźć odpowiedzi na Twoje pytanie w materiałach, które mam w domu. Kiedyś wiozłem starszą Panią z Łupkowa do Komańczy do tej właśnie cerkwi. Może ona mi to powiedziała?
Pozdrawiam
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Mam z tym problem.
Też mi problem :wink: Ja nie chciałem Cię sprawdzać, tylko usłyszeć coś nowego - nie pamiętasz to nie pamiętasz. Nie szukaj już dalej tylko ciągnij opowieść! :mrgreen:
-
5 załącznik(ów)
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Wena mnie opuściła a w zamian za to nawiedziło mnie lenistwo…
Następny dzień jest dniem szczególnym. Po śniadaniu pakujemy swoje klamoty, ale zostawiamy je jeszcze w pokojach. Wsiadamy do karawanu i jedziemy pozbyć się żelastwa. Kilka lat temu łażąc po łąkach Bukowca (między parkingiem, a ptaszarnią) znalazłem pług. Niewiele się namyślając zataszczyłem go do samochodu i przywiozłem do Poznania. Ponieważ nie miałem pomysłu jak do spożytkować zalegał ci on kilka lat w moim garażu. Będąc w maju ma KIMBIE znalazłem nowe muzeum w Myczkowie. Muzeum Kultury Bojków. Obiecałem wtedy Kustoszowi tego muzeum Panu Staszkowi Drozdowi, że przywiozę mu z Poznania pług. Pan Staszek mocno wtedy zaoponował, że pługów z Wielkopolski to on nie potrzebuje. Kiedy usłyszał, gdzie go znalazłem, to oczy mu się zaświeciły. Tutaj trochę reklamy. http://myczkow-bojkowie.pl.tl/ Zachęcam wszystkich do odwiedzenia tego miejsca. Pan Stanisław jest świetnym gawędziarzem. (Moderatorzy mogą tą reklamę usunąć). Z Cisnej do Myczkowa prowadzi kilka dróg. Ja wybrałem tę nie najkrótszą, ale i nie najdłuższą. Pojechałem w stronę Białogrodu. Za sklepem, do którego chodzili często bywalcy chatki, którą sprzątała Anyczka skręciłem w prawo. Potem pojechałem szutrową droga w lewo. Małgosia po raz któryś stwierdziła, że jeżdżę drogami, którymi Polej by nigdy nie jechał w obawie o auto. Ale ta droga to prawie jak autostrada. Zatrzumałem się dopiero przy wiacie i kapliczce myśliwskiej. Nie wiem dlaczego, ale moja lepsza połowa nie lubi tego miejsca. Jest wiata, jest miejsce na ognisko - niczego sobie miejscówka. Następny przystanek na punkcie widokowym. Podziwiamy widoki na prawo i na lewo. Potem już tylko zjazd asfaltową drogą pełną pięknych widoków. Po drodze mijamy cerkiew i kapliczki. Nie skręcam do ruin murowanej cerkwi tylko na rozstaju dróg jadę w stronę muzeum. Po chwili jesteśmy w muzeum. Pan Stanisław stwierdził, że jestem pierwszą osobą, która coś obiecała i przywiozła. Zostało zapisane, gdzie pług został znaleziony i kiedy. Dziewczyny zwiedzały muzeum a ja się „spowiadałem”. Potem zostaliśmy poczęstowani przez gospodarza kawą z kozim mlekiem. Rozmowa zeszła na Zdzicha Pękalskiego. Dowiedziałem się, że Zdzisław Pękalski po długim pobycie w szpitalu i ośrodkach rehabilitacyjnych powrócił do domu. Postanowiłem go odwiedzić. Po drodze zatrzymałem się przy starym drewnianym kościele z 1586 roku z dobudowaną w 1983 roku wieżą. Dzisiaj ten kto tego nie wie nie uwierzy, że wieża ta to prawie nówka sztuka. Dojeżdżam do Hoczwi. Parkuję przed sklepem i wchodzimy na posesję państwa Pękalskich. Wita nas pani Maria. Oprowadza nas po pracowni i opowiada o chorobie męża. Pan Zdzisław leżał w łóżku. Wystraszyłem się na jego widok. Był to cień człowieka sprzed choroby. Nie mówił, miał niesprawną prawą rękę. Najważniejsze, że poznał zarówno Renatkę jak i mnie. W jego oczach można było wyczytać radość z naszych odwiedzin. Nie chcieliśmy Go męczyć i szybko wyszliśmy obiecując następna wizytę jesienią. Teraz już wiem że była to nasza ostatnia wizyta w tym roku. Jeszcze tylko pokazałem Małgosi i Ani Galerię Zdzicha i wyjechaliśmy do Cisnej. Chciałbym tutaj zamieścić prośbę Andrzeja Potockiego do wszystkich ludzi dobrej woli. Wiem, ze pan Potocki jest różnie odbierany przez użytkowników naszego forum, ale tu nie o niego chodzi ale o Zdzisława Pękalskiego.
Oto ta prośba: „Mój przyjaciel Zdzisław Pękalski, jeden z tych, który miał największy wpływ na sztukę powojennych Bieszczadów, jest bardzo poważnie chory i wymaga długotrwałej i kosztownej rehabilitacji. Proszę wszystkich ludzi dobrej woli o wsparcie finansowe jego leczenia i rehabilitacji. Pieniądze można wpłacać na konto Fundacji im. Stanisławy Bieńczak w Brzozowie numer 83 1240 2324 1111 0000 3323 0456 z dopiskiem „Na leczenie i rehabilitację Zdzisława Pękalskiego”.
Gdyby ktoś z czytelników miał jakieś pomoce (książki, programy komputerowe itp.) dotyczące leczenia afazji u dorosłych to proszę o kontakt na PW.
Po drodze otrzymujemy informację od Poleja, że dotarł z towarzystwem do Cisnej. Pędzę więc na spotkanie. Spotykamy się w Szymkówce. Pani Ania ugotowała na tą okazję obiad. Pożegnanie z Antoniszakami i wyjeżdżamy do Wetliny. Prowadzę ja ponieważ wiem, gdzie Poleje mają zamieszkać. Podjeżdżamy pod dom, którego połowę wynajęli nasi przyjaciele. Drewniana chałupa ładna z tarasem i pięknym widokiem na Hnatowe Berdo i nie tylko… My z Renatką zjeżdżamy do centrum do Alkowy. Pokój mamy ładny od strony rzeki. Trochę mnie przeraża to, że Alkowa jest zamykana o godzinie 22:00. Rozpakowujemy się zarówno w pokoju, jak i w kuchni. Coby się nie nudzić jedziemy późnym popołudniem do Polejów do Wetłyny. Tam przy pysznym trunku, którego nazwy nie pomnę snujemy plany na najbliższe dni…… Ala stwierdza, że dzisiejszy obiad był niezły ale daleko mu do kotletów schabowych było ;)
-
10 załącznik(ów)
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Po pierwsze primo: nie chciało mi się pisać
Po drugie primo: byłem zajęty szukaniem pracy
Po trzecie primo: w pewnym momencie nie wypadało rozpalać na nowo ogniska (jeszcze raz gratuluję coshoo!!!)
Po czwarte primo: znalazłem pracę i postanowiłem się zmobilizować (pamiętajcie o mojej słabej silnej woli).
Zacny trunek to „Feliksówka”.
Następnego dnia spotykamy się rano przy sklepie, w którym mieszkańców obsługuje się bez kolejki. Po zrobieniu stosownych zapasów wyruszamy w drogę. Ponieważ część naszej ekipy musi się zaaklimatyzować postanowiliśmy sobie zrobić lekką wycieczkę. Jedziemy zatem wielką szosą w stronę miejsca, w którym odbywały się pierwsze Festiwale Bieszczadzkie Anioły. Na rozstaju dróg skręcamy w lewo w stronę Jaśkowa. Dla nie wtajemniczonych Jaskowo na około 50 mieszkańców, nie ma sklepu i cerkwi też nie ma. Ba, cerkwi nigdy nie miało, a sklep był...Myślę, że sklep był do czasu jak skauci tam bywali. Skauci zniknęli i sklep też...Naprzeciwko miejsca, w którym stacjonowali skauci zostawiamy nasze auta. Zmieniamy buty na własciwe i wyruszamy. Najpierw przechodzimy na drugą stronę szosy, potem przechodzimy przez most przerzucony nad Jaśkowym Potokiem, następnie przechodzimy przez opustoszałe obozowisko, mijamy TOI TOJA i błotnistą ścieżką pniemy się pod górę. Młodsi z nas poszli przodem a Starszyzna posapując, pojękując osłaniała tyły. Kiedy wyszliśmy na łąkę błoto zniknęło. Na podniebnej przełęczy zrobiliśmy przerwę. Oficjalnie przerwa była na podziwianie widoków, a tak naprawdę dla wyrównania oddechu, tętna i sprawdzenia, czy z tyłu ktoś nas nie będzie atakował. Przed nami ale bardziej tak pod nami wije się wiejska droga, na której kiedyś tętniło życie. Teraz ona jest pusta. Schodzimy w dół do tej właśnie drogi. Droga jest prosta. Zbyt prosta jak dla mnie. Moim zdanie wytyczona była już po „dobrowolnym” jej opuszczeniu przez mieszkańców. Z pewnością opuścili swoja wieś za chlebem... Żyło tu przed wojna około 400 osób. Pola i sady musiały tętnić życiem. Teraz tutaj jest cisza i spokój. Tylko my i drzewa, które muszą pamiętać tamte czasy. Idziemy powoli, zastanawiając się nad zakrętami historii. Po lewej góruje nad nami zjedna z Magur, a po prawej górują cycki. Z góry leje się żar. Powoli dochodzimy do miejsca, od którego ostro w dół odbija wąska ścieżka. Ku mojemu zdziwieniu nie wszyscy z nas idą w stronę cerkwiska i cmentarza. Ja zawsze, kiedy jestem w tej wsi odwiedzam to miejsce... Po kilku minutach dochodzimy co celu. Jest to jedyne znane mi miejsce w Bieszczadzie, w którym cerkiew stała w dole. Ot takie zjawisko. Z cerkwi Św. Dymitra nie zostało nic. Są ruiny kaplicy i kilka nagrobków. Cisze zakłóca huk potoku, który w dole płynie. Po kilku minutach wracamy do reszty grupy. Idziemy dalej przez wieś. Kiedyś łaziłem po łąkach i znalazłem podmurówki po starych domach i resztki studni... Tak idąc powoli dochodzimy do przełęczy, na której kiedyś stało kultowe schronisko. Były w nim kozy i piwo też było. Teraz jest nowe, duże ale bez kóz i co ważniejsze bez piwa. Ala jest jednak zadowolona. Piwa nie ma ale schabowy jest... Skorzystała. Ja ku zazdrości reszty towarzystwa wyjmuję z plecaka puszkę napoju, którego Piskal nie lubi. Posilamy się. Niektórzy jedzeniem schroniskowym, niektórzy przyniesionymi specjałami. W schronisku oprócz piwa nie było też tłoku ale to plus tego miejsca.
-
1 załącznik(ów)
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Jest to jedyne znane mi miejsce w Bieszczadzie, w którym cerkiew stała w dole.
Załącznik 36945
Ja bym tego dołem nie nazwał :smile:
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Poniżej jeszcze kilka obrazków z opisnej wyprawy:
https://www.youtube.com/watch?v=jYIjoKjPQvE
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Gdybym wiedział, że Jeremi będzie filmował, to ubrałbym krawat ;):lol:
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Robert wyglądałeś dostojnie, więc nie masz się czego wstydzić:-D
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Cytat:
Zamieszczone przez
bartolomeo
Patrząc na obrazek, to chyba masz rację...Wydaje mi się, że wieś była wyżej. Ale racji mogę nie mieć :-?
Pozdrawiam
-
1 załącznik(ów)
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Wieś była i wyżej i niżej:
Załącznik 37088
Więc w pewnym sensie można powiedzieć, że cerkiew była "w dole", czyli niżej od części chałup. Ale raczej nie stała fizycznie w dołku, powódź jej nie groziła :smile:
Ale to tylko takie dygresje na boku Twojej opowieści, mam nadzieję, że Ci nie wadzi jak się czasem wetnę :mrgreen:
-
6 załącznik(ów)
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Pojedli popili i wyszli ze schroniska. Pogoda piękna, więc zmęczeni jedzeniem zalegliśmy przed schroniskiem. Było cudownie. Leżymy i leżymy.... W końcu ktoś spojrzał w kierunku, z którego przyszliśmy, Nie mam tu na myśli schroniska. Na niebie zaczęły gromadzić się ciemne chmury, które poderwały nas na nogi. Raźno ruszyliśmy drogą w dół. Kiedy byliśmy na wysokości cmentarza zaczęło kropić. W miejscy w którym skręca się z drogi na ścieżkę prowadząca na przełęcz, część towarzystwa się zbuntowała. Oni po błocie w deszczu chodzić nie będą i pójdą dalej drogą. Chcąc nie chcąc musieliśmy z Polejem się poświęcić i ruszyliśmy w górę. To nic, że było mokro i błotniście. Szliśmy uparcie do przodu rozmawiając o Jaśku. Zastanawialiśmy się, dlaczego nie odbiera telefonu. Polej stwierdził, że nie chce odbierać. Ja uważałem, ze jest inaczej. Tak rozmawiając i ścierając wodę z twarzy dotarliśmy do samochodu. Wymiana butów i jedziemy po resztę towarzystwa. Jeremi z kobitkam już na nas czekali. Postanowiliśmy podjechać i sprawdzić, czy aby jaśka nie ma w rezydencji. Niestety drzwi zamknięte, a jaśkowego rydwanu przed rezydencja nie ma. Wracamy więc do Wetliny. Umawiamy się na wieczór, na grilla. Kiedy opuszczamy z Renatka Alkowę usłyszeliśmy od gospodarzy, że musimy wrócić przed godziną 22:00, bo drzwi będą zamknięte. O grillu i napitkach tam spożytych pisać nie mam zamiaru, ale zdążyliśmy przed zamknięciem bramy.
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Cytat:
Zamieszczone przez
bartolomeo
Wieś była i wyżej i niżej:
Załącznik 37088
Więc w pewnym sensie można powiedzieć, że cerkiew była "w dole", czyli niżej od części chałup. Ale raczej nie stała fizycznie w dołku, powódź jej nie groziła :smile:
Ale to tylko takie dygresje na boku Twojej opowieści, mam nadzieję, że Ci nie wadzi jak się czasem wetnę :mrgreen:
Jakby przy ognisku tylko jeden nawijał, to takie ognisko do niczego by było. wcinaj sie jak najwięcej.
Pozdrawiam
-
5 załącznik(ów)
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Czas dmuchnąć w popiół. Może się rozpali? Przypominam, że relację ta zacząłem w 2015 :oops:
Kolejny dzień jest dniem bardzo upalnym. Poza tym wiemy, ze w Bieszczadzie pojawił się Barnaba i o dziwo ma czas. W związku z tym Renatka i ja umawiamy się z Barnabą. Reszta grupy też postanowiła odpocząć nad wodą tylko, że inną. Jedziemy do metropolii z górą Betlejemką zwaną. Tam zabieramy Barnabę z jego dzielnym kompanem Berdo i jedziemy nad rzekę. Barnaba się trochę buntuje, bo twierdzi, że rzeka ta jest zwykłym ściekiem, ale ze względu na panujący upał bunt jego nie jest zbyt gwałtowny. Renatka i ja jesteśmy zadowoleni z tego pomysłu a Berdo jest wniebowzięty. Nad rzeką na leżakach czas płynie leniwie jak leniwie płynie rzeka. W końcu postanawiamy zmienić otoczenie i jedziemy do Zawozu. Nie decyduję się na wejście do zalewu. Zdaję sobie sprawę z ogromu jego zanieczyszczenia. Leżąc na leżakach spoglądaliśmy na niski poziom wody w zalewie. A wody było naprawdę mało. Kiedy zgłodnieliśmy udaliśmy się do baru „Ostatnia deska ratunku” na posiłek. Bar ten działa tylko w miesiącach letnich i oferuje całkiem dobre dania. Odwiedziliśmy też gospodarzy znajomego nam od wielu lat Gospodarstwa Agroturystycznego Zawóz 41. Wiem, że jest to reklama, ale z czystym sumieniem mogę polecić to Gospodarstwo. Dowiedzieliśmy się, że facet, którego pamiętamy, jako małego chłopca zostanie ojcem. Ot czas leci, tylko my się nie starzejemy. Po długiej rozmowie z gospodarzami wracamy do Polejów na „Feliksówkę”. Wieczorna porą odwiedzał ich „Chytrusek”. Przyzwyczajony on chyba był przez turystów do dokarmiania, bo zupełnie się nas nie bał.
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Czas dmuchnąć w popiół. Może się rozpali? (...).
Rozpali się, tylko trzeba dmuchnąć wzbogaconym powietrzem, takim w sam raz na jesienne wieczory.
-
9 załącznik(ów)
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
Rozpali się, tylko trzeba dmuchnąć wzbogaconym powietrzem, takim w sam raz na jesienne wieczory.
Robię, co mogę...
Następny dzień. Niedziela. Postanawiamy zobaczyć jak postępują prace przy budowie wieży widokowej. Wstyd mi to napisać, ale w środku sezonu, zwłaszcza w niedzielę pojechaliśmy samochodami do samej cerkwi. Niby zakazu ruchu nie ma, ale w sezonie staram się tam nie jeździć. Przede wszystkim chodzi mi o to, ze karawan wznieca dużo kurzu i żal mi tych ludzi, którzy muszą w tym kurzu maszerować drogą. Stało się i już. W cerkwi pojawiła się ambona na którą nijak nie da się wejść. Cerkiew robi się coraz bardziej udziwniona. Cepelia. Nie wszystko w niej pasuje. Zegar z Czechowic Dziedzic jest „fantastyczny”. Chwila zadumy w pustej jeszcze świątyni, wpis do księgi i wymarsz w drogę. Nie pamiętam, kto prowadził, ale chyba Polej albo Jeremi. Wydarli w górę niczym kozice. Upał sakramencki, pot zalewa oczy, owady wyczuły już ludzki pot i ludzką krew…Wysiłek podchodzenia łąkami pod górę wynagradza coraz lepszy widok na stronę, z której wyruszyliśmy i na drugą część doliny. W końcu dochodzimy do drogi, która ma nas zaprowadzić na przełęcz. Myśleliśmy, że w lesie będzie przyjemniej, ale nic z tego. W lesie było bardzo parno. Idąc wspomina wędrówkę tą droga w towarzystwie WUKI, Wojtka 1121, Krysi, Kasi i jeszcze paru osób. Wtedy przegrałem z Wojtkiem flaszeczkę nalewki. Wtedy natknęliśmy się na tropy pokaźnych rozmiarów miśka. Dzisiaj nie widać takich tropów. Tylko parę kopytnych zwierząt tędy się przemieszczało. Taka myśl mnie czasami nachodzi, że w Bieszczadzie może długo nie być opadów a na drodze można natknąć się na duże błoto. Tak było i tym razem. Ale co, tam błoto ono daje smaku wędrówce w Bieszczadzie! Dochodzimy do miejsca w którym leśnicy wybudowali wiatę. Wtedy wydawało mi się, że wiata w tym miejscu jest zupełnie niepotrzebna, bo kawałek dalej jest kapliczka w której w razie potrzeby można się schronić. Dziś mam już większą wiedzę i zmieniłem zdanie. Obejrzeliśmy sobie prawie skończona wiatę. Teren wokół niej był nieuporządkowany, a dojście do wiaty jeszcze utrudnione. Po krótkim odpoczynku ruszamy w stronę kapliczki. Kapliczka ma mały feler. Trochę podniósł się grunt przed drzwiami i trudno je otworzyć na całą szerokość. W środku od dłuższego czasu bez zmian. Wychodzimy na łąki na przełęczy. Tutaj część ekipy oświadcza, że dalej nie idzie. Część jest niezdecydowana, co robić. Ja oświadczam, że wyruszam na niedoceniana przez wielu turystów górę.
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Cerkiew robi się coraz bardziej udziwniona. Cepelia. Nie wszystko w niej pasuje. Zegar z Czechowic Dziedzic jest „fantastyczny”.
Ta konstrukcja na ścianie to zegar? A na jakiej zasadzie on działa bo ze zdjęcia tak za bardzo nie mogę wywnioskować...
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
To nie jest zegar. zegar wisi na ścianie pod chórem. Pasuje tam jak pięść do oka.
Pozdrawiam
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Aaaa...rzeczywiście pasuje...
A ta niebieska konstrukcja to chyba ambona, która miała być zrekonstruowana? Dawno w Łopience jak widać nie byłam :( ...co właśnie mi uświadomiła iskierka łopienkowa z ogniska bertrandowego ;)
-
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Cieszę się, że się dosiadłaś do ognia.
Pozdrawiam
-
9 załącznik(ów)
Odp: Jak Bertrand bez blizny zoperował nogę Chrystusowi. Zapraszam do letniego ognia
Poruszam się ścieżką / drogą zrywkową oznaczoną na drzewach pionowymi krechami koloru bordowego. Po chwili dobiegają do mnie głosy z tyłu. To Polej, Jeremi i Ania postanowili do mnie dołączyć. Jakiś czas pniemy się razem pod górę, ale oni są młodsi i zostawili mnie z tyłu. Zresztą po co się spieszyć, lubię powoli chodzić. W końcu wychodzę na polankę, za nią jest druga – to cel mojego wspinania. Na górze stoi szopa/bacówka miejsce, w którym robotnicy chowają narzędzia i sami się chowają przed deszczem. Wieży widokowej nie ma, ale widać w którym miejscu pewnie kiedyś powstanie. Widoków prawie niema bo drzewa zasłaniają. Odpoczywamy sobie, robimy kilka fotek i czas schodzić w dół. Wracamy po swoich śladach. W dół poszło nam szybciej. Na przełęczy narada. Wiem, że na pobliskim cmentarzu przy grobach Budzińskich ksiądz Piotr będzie odprawiał Mszę Św. Nikt z naszej grupy nie był zainteresowany uczestnictwem w tym Nabożeństwie. Nie wiem, co sobie myśleli. Może uważali, że taka msza jest nieważna? Poszli na Mszę Św. do cerkwi przy samochodach. Ja powędrowałem na cmentarz. Tam zgromadzili się potomkowie Budzińskich. Obok cmentarza paliło się ognisko i z garnków nad nim zawieszonych rozchodziły smakowite zapachu. Już mi się podobało. Msza, jak msza. Ksiądz Piotr wyznaczył mnie do czytania, więc przeczytałem jak najlepiej umiałem. W trakcie Mszy Św. ksiądz poświęcił krzyż i nieśmiertelniki wykopane z ziemi. Nie podobało mi się to, że zostały poświęcone nieśmiertelniki żołnierzy poległych około 100 lat temu. Widziałem w Bieszczadzie rozkopane groby z czasów I wojny światowej. Nie pochwalam rozkopywania grobów i tyle. Za to po Mszy Św. zostałem zaproszony do wpisania się do pamiątkowej księgi rodzinnej i do uczestnictwa w „imprezie” przy ognisku. Niestety nie mogłem skorzystać, bo reszta mojego towarzystwa by się o mnie niepokoiła. Nawet odmówiłem poczęstunku „wodą” i „kompotem” ( na cmentarzu były też dzieci). Niepocieszony wróciłem do samochodu. Jeszcze tylko posiłek w Szymkówce i powrót na kwaterę. Wieczorem spotykamy się na degustacji tego, co mamy.