Droga ta doprowadziła na s do bieszczadzkiego kurortu. Postaram się wymienić najważniejsze jej atrakcje; schronisko, klasztor, trzy świątynie, przynajmniej dwa cmentarze, no i kultowy bar Wanda. Była ona też przez chwilę stolicą republiki, a to już nie byle co! Mijamy najpierw świątynię rzymskokatolicką wybudowaną po wojnie. Potem minęliśmy po lewej stronie cerkiew greckokatolicką, której historia też jest ciekawa. Aby zamydlić oczy władzom PRLu budowano świetlicę, a następnie na niej postawiono cerkiew przywiezioną ze wsi Dudyńce. Potem po prawej stronie minęliśmy cerkiew prawosławną odbudowana po pożarze w 2006 roku. Niby taka sama, jak kiedyś, a jakże inna. Jechaliśmy odwiedzić miejscowego artystę. Kiedyś malował bieszczadzkie pejzaże, a teraz maluje piece. Po obejrzeniu starszych i nowych prac wyruszyliśmy w drogę powrotną do Cisnej. Po drodze zatrzymałem się przy cmentarzu. Są cmentarze, które lubię i są te, których nie lubię. Tego nie lubię, bo jeden ze stojących na nim krzyży budzi moja grozę. Miejscowość, w której jest ten cmentarz wzięła chyba nazwę od naszego KIMBowego wirtuoza gitary i gardła. Przez krzaczory dostaliśmy się na zarośnięty cmentarz. Kiedy wróciliśmy do auta, to cisza w nim była do samej Cisnej. A w Cisnej kolejna uczta przyrządzona przez Anię.


Odpowiedz z cytatem

