Byłem dzisiaj stoliki przed wasza knajpą wszystkie zajęte /to chyba dobze/ skonsumowałem dwa rożki lodowe w sklepie i dalej w długą....
Wersja do druku
Nie daje mi to spokoju jadac od Was z Wołosatego do Ustrzyk byłem zmuszony lekko przychamować aby przepuścić dostojnie pełzającego zaskrońca przez ulice /bedącego u siebie/ możecie sobie wyobrazić moje wqur...nie kiedy rozbawiony niebieski niewiem jaki samochodzik mijając mnie nie wiem po co zrobił z mojego zaskrąńca pire /moze tak to się pisze/ .Ludzie miejcie szacunek dla miejscowych.....
Puree, choć w tym przypadku to raczej naleśnik. A brak uwagi dla żywioły pokonującej "czarny pas śmierci" niestety jest wszechobecny. Rozumiem że trudno uniknąć żaby na autostradzie żeby samemu kozła nie wywinąć ale rozchlapanie przykładowego jeża na osiedlowej dróżce to mord z premedytacją i nie jest to coś niespotykanego.
Otrzymaliśmy kolejną fantastyczną, fenomenalną ofertę.
Pewna firma, będąca wydawcą i operatorem przedpłaconych kart płatniczych zaoferowała nam współpracę.
Karta taka jest wręczana pracownikowi. Pracodawca może na nią wpłacić dietę na delegację, nagrodę, premię, bonus i tym podobne. Kartą tą można płacić za towary i usługi. Sam kiedyś taką kartę posiadałem (dostawało się premie i bonusy:)).
Dzwoniąca pani poinformowała, że niebawem zmieniają się przepisy i karty te będą akceptowane jedynie w punktach posiadających umowę z ich wydawcą (czy tak istotnie jest nie wiem). Argumentowała to dodatkowo tym, że będziemy mieli więcej klientów.
Po przeanalizowaniu przesłanych materiałów wychodzi na to, że:
- musielibyśmy płacić wydawcy karty od 0% do 7,5% miesięcznie prowizji w zależności od kwoty płatności tymi kartami miesięcznie,
- za przygotowanie miesięcznych raportów (które za pewne komputer generuje w sekundę) firma życzy sobie 300 zł netto rocznie (oczywiście wszystkie dokumenty przesyłane drogą elektroniczną).
Podsumowując. Za wykonaną pracę na rzecz tej firmy mielibyśmy jeszcze płacić. Przez prawie cztery lata naszej działalności mieliśmy jedną (JEDNĄ) płatność przedpłaconą kartą pracowniczą.
Gdybym był złośliwy albo miał czas się szarpać z takimi dziadami, to umowę napisaną drobnym druczkiem, którą gotową do wydrukowania i podpisania przysłali mi w otwartym pliku .docx mógłbym przerobić w taki sposób, że na przykład byliby zobowiązani płacić nam 10 tys. zł miesięcznie, bo założę się, że przed podpisaniem jej przez ich dyrektora nikt tego nie sprawdza.
Sezon się ledwo zaczyna i na dodatek nie zapowiada się jakoś specjalnie dobrze, a dziś już był turysta miesiąca jak nie roku. Pizzeria, bar, lokal gastronomiczny, w którym ludzi jedzą i piją. Idzie pan z pieskiem na smyczy. Staje na progu, wsadza do lokalu tylko głowę, rozgląda się na lewo i prawo, po czym wsadza do lokalu jeszcze dłoń, w której trzyma psią kupę i pyta gdzie tu jest kosz na śmieci... . Z psim gównem. Do baru.
Niewykluczone, że to był "turysta" z Sanepidu.
Nasi młodzi pracownicy, tegoroczni maturzyści ukuli zwrot "order klienta". Wolę nie myśleć z czego jest zrobiony, bo raczej nie wręczamy go zaocznie za chlubne wyczyny.
Oto kilku kandydatów z ostatnich dni:
Numer 3:
- poproszę sok pomarańczowy
- z półki czy z lodówki ?
- jabłkowy
Numer 2:
- jakie macie zupy ?
- krupnik i krem z pomidorów
- a jest rosół ?
Numer 1:
Widzę jak jakiś gówniak szarpie się z ozdobnym pnączem posadzonym przed lokalem, starając się je wyrwać, żona krzyczy do mnie "no zrób coś, co tak stoisz", bo od dwóch lat czeka, aż kwiatek zakwitnie. Wybiegam na tyle szybko, na ile pozwala mi moja słaba kondycja i widzę jak matka purchlaka patrzy zadowolona na jego poczynania i dopiero jak mnie widzi to rusza, żeby go powstrzymać. Na zwróconą uwagę, że jej dziecko wchodzi w szkodę jeszcze pyskuje, że przecież się nic nie stało.
WOW :) Numer 1, to z wczoraj zapewne - akurat jedliśmy pizzę, kiedy ten bachor zaczął coś tam się szarpać z tymi kwiatami i zareagowałeś. Ręce opadają, gówniak jak gówniak, ale rodzice właśnie pozwalają na takie wybryki, a później wyrasta nam taka "elita". A matka oczywiście oburzona, że zwróciłeś uwagę, no i kurtyna w dół :)
Napiwki. Temat można drążyć. Jedni dają, inni nie. Są, albo nie ma. Zasada jest taka, że napiwki na barze idą do skarbonki, do podziału, a napiwki z dowozów są dla osoby, która owy dowóz realizuje. Najwyższy napiwek jaki dostałem na dowozie to o ile dobrze pamiętam było 36 zł, ale dziś o najniższym napiwku. Przychodzi pani, coś tam zamawia i płaci kartą. Bardzo chyba chce zostawić napiwek, bo chwilkę gmera w portmonetce i kładzie na barze... 2 grosze.
Hero, w pizzerii też są takie przypadki?
https://www.ofeminin.pl/swiat-kobiet...ientow/bpvntsd
U nas aż takiego czegoś nie ma, ale my nie mamy obsługi kelnerskiej. Kelnerzy chyba zazwyczaj bardziej obrywają niż barmani. Jednak patrząc na cały przekrój gości nas odwiedzających to stwierdzam, że jest co raz gorzej. Jeszcze inaczej jest jak na barze stoi właściciel, który nie krępuje się zwrócić gościom uwagę, że robią oborę, co potem ma odzwierciedlenie na przykład w anonimowych ocenach na jedną gwiazdkę na Google.
Są jednak liczne inne przypadki, które sprawiają, że łapiemy się tu za głowy, załamujemy ręce, zaniemawiamy i zbieramy szczęki z podłogi.
Dziś jeszcze dwa tematy. Pierwszy to porównanie z barami na Mazurach i klient przesiąknięty chorą nienawiścią.
Temat pierwszy. Udało mi się z kilkoma kolegami wyjechać na tydzień na Mazury. Zboczenie zawodowe pozwoliło mi porównać się do lokali zastanych na miejscu. Tak więc lokal nr 1. O godzinie 15 już nie przyjmują zamówień (w tym momencie wydają zamówienie nr 16). Ogródek pełen, kolejka do baru. No nie wiem co jest. Może mają wycieczkę na popołudnie ale to lokal taki na 20 osób, więc wątpię. Renomę ma dobrą, ale naszych pieniędzy nie chcieli.
Lokal numer 2. Mały przybytek, w którym składa się zamówienia. Stary barak z płyt pilśniowych, w którym jest chyba z 50 stopni i mieści się w nim 5 osób. Młoda barmanka nie umie nalać piwa i robi to w niehigieniczny sposób. Konsumpcja odbywa się pod wiatą na zewnątrz, przy klejących się stołach. Starsza pani obsługująca na zmianę z nową barmanką nie wie które piwo jest w którym nalewaku i ile które kosztuje. Wszystko podane na jednorazówkach, ale jednak trzeba przyznać, że wszystkie dania świeże i smaczne choć jak na gramaturę drogie.
Lokal nr 3. Pizzeria. Nie powiem co i jak bo nie jadłem, ale w menu tylko pizza w ilości kilku sztuk do wyboru.
Lokal nr 4. Tawerna. W menu tylko pizza, 7 rodzajów z różnymi kombinacjami tych samych składników. Ale pizza smaczna i obsługa miła. Na trzy zamówione piwa jedno w szklance (pokalu) noname, jedno w szklance koncernu, którego piwo jest lane i jedno w szklance koncernu konkurencyjnego do tego pierwszego. Na minus, że pizza na papierowych tackach. Lokal duży i czysty, ale tańcząc z lokalną dziewczyną jest szansa obskoczyć wp... bęcki.
Temat drugi.
Od jakiegoś czasu nawiedza na klient. Przyjeżdża z chyba żoną. O ile żona wydaje się normalna to on zawsze opowiada historię, która brzmi tak mniej więcej: właśnie widziałem jak Ukrainka podjechała drogim samochodem pod sklep i kupiła dużą ilość drogiego alkoholu. Przy czym marki samochodów, asortyment i ilość zakupionych alkoholi się zmieniają.
Ostatnio nawet wszedłem w pogawędkę:
- Jak zobaczyłem że Ukrainka podjeżdża Leksusem za 200 tysięcy to aż mi się niedobrze zrobiło i kupiła od razu 3 koniaki
- No jak ją stać i lubi się napić to co to przeszkadza...
- No ale Leksus za 200 tysięcy
- No przecież tam żyją bogaci ludzie
- I my mamy takim pomagać ?
- A czemu nie, jak uciekają przed wojną i potrzebują pomocy
- ALE TO SIĘ OBRÓCI PRZECIWKO NAM !
I te same teksty za każdym razem. Ja ich wysłucham, wychodzę na przykład na obiad, ktoś przychodzi za mnie i słucha tego samego, tylko się marka samochodu i alkoholu zmienia.
Cytując sąsiada: "Jest co raz gorzej, ludzie mają coraz niższe IQ..." Muszę się z tym niestety zgodzić.
Dziś pierwszy raz w naszej historii klient chciał mnie bić.
Wszystko dlatego, że nie pozwoliłem jego żonie załatwić potrzeby fizjologicznej pod ścianą lokalu, który był otwarty, jest w nim toaleta, a oni byli klientami.
A ja bardzo nie lubię jak mi ktoś zanieczyszcza obejście.
Tak więc zostałem zwyzywany imieniem krótkim tego instrumentu, co służy żeby przedłużyć gatunek, poddano w wątpliwość dobre prowadzenie się mojej śp. Mamy, do tego doszło kilka innych inwektyw, a na koniec agresywny pan próbował ukraść kufle od piwa.
Skoro jednak piszę te słowa to znaczy, że do rękoczynów ostatecznie nie doszło, bo gdyby tak było, to byłbym właśnie na obdukcji a pan (po takich panach to mój pradziadek na konia wchodził) na dołku.
Najśmieszniejsze, że gość przychodził od kilku dni i akurat dzisiaj dostał rozwolnienia mózgu, psując mi na koniec cały dzień.
nie pozostaje nic innego jak właśnie opisywać takich ćwoków, dla nas ciekawostka dla Ciebie może forma terapii po dniu pracy:)
Hero, masz świętą cierpliwość i pójdziesz do nieba. Ja bym nie dał rady i pewnie to ten pan musiałby robić obdukcję.
Jak czasem mam ochotę pier... wszystko i wyjechać w Bieszczady, żeby np. zająć się agroturystyką, to wcale mnie nie zniechęcają bieszczadzkie realia, tylko opowieści o takich troglodytach. Bo przecież nie wiesz, kto ci wejdzie do baru / pensjonatu, no i nie masz na to żadnego wpływu. Chyba żeby dać ogłoszenie, że wpuszczamy tylko w krawatach, bo klient w krawacie...
Edit: tak się zastanawiam, a może Hero i praktycy bieszczadzcy udzielą odpowiedzi - do jakiego stopnia jesteście w stanie wpływać na to, jacy goście Was odwiedzają? Bo rozumiem, że jedyny bar w okolicy może np. podnieść ceny i już nie wszyscy wejdą, ale to nie gwarantuje, że ci zamożniejsi będą fajniejsi. Z kolei pensjonat może się np. nie reklamować i korzystać tylko ze stałych klientów albo ich poleceń (znajomi znajomych), co minimalizuje (ale nie eliminuje) obcowanie z przypadkowymi burakami. Macie jakieś przemyślenia / wnioski / porady na ten temat? :-)
W gastronomii nie bardzo jest wpływ na to kto przychodzi. Nie ważne, czy jest to jedyny lokal, czy jeden z wielu. Można się z kimś skłócić i mu powiedzieć, żeby więcej nie przychodził, a on i tak przychodzi. Do tego jeszcze jest kwestia taka, że każdy z kim ma się kosę może anonimowo umieścić złą opinię w Internecie, albo dokonując anonimowego donosu na przykład nasłać kontrolę z jakiejś instytucji.
Podniesienie cen nic nie da, bo ludzie są różni. Zamożność i miejsce pochodzenia to tylko stereotypy i nic to nie znaczy. Są biedne buraki, z którymi same problemy i bogaci spoko goście. I na odwrót.
Trochę co innego hotelarstwo, kwatery i noclegi. Tu jak ktoś coś odwali, to można go sobie wciągnąć co najwyżej na czarną listę. Ale jak się ma pokoje na czarno, a pewnie tak ma połowa, to też raczej lepiej się nie wychylać, bo zaraz jakieś problemy.
@Hero , myślałem, że bachora niszczącego kwiaty i rekacji jego matki na to nic nie przebije, a jednak. Ale ja mam wrażenie, że to coraz gorzej wygląda, wszędzie. Ludzie coraz częściej jakby mieli wyprane mózgi i to widać w różnych sytuacjach, na ulicy, w sklepie, baaaa, daleko nie trzeba szukać, w bloku, w jednej klatce się zdarzają sytuacje, że mózg staje.
Pozdro i do zobaczenia w sierpniu :)
Nie zapominajmy, że jest i druga strona medalu. Nie oceniam tego przypadku ale ludzie nie zmieniają się tylko w grupie klientów. Ludzie zmieniają się ogólnie, ci za ladą również. Coś jednak powoduje, że ktoś komuś mówi ""Kim ty jesteś gó***ro?!". Czasem jest to niezrównoważenie klienta, a czasem brak profesjonalizmu obsługi... Piszę oczywiście z perspektywy drugiej strony lady, bo i sam czasem tracę nerwy na ten drugi powód.
Kilka dni temu przyłapałem pewną turystkę na kradzieży kufla. Takie małego pękatego kufla z grubego szkła. Pani spytana, czy przyjeżdża w Bieszczady, żeby okradać prywaciarzy stwierdziła, że "przecież i tak je dostajecie".
Czy gdybyśmy dostawali kufle za darmo, a tak nie jest, to można je kraść ?
Czy jeśli ktoś coś dostaje to można mu to ukraść ?
Gdzie jest granica wielkości lub wartości rzeczy do której można tą rzecz ukraść, a powyżej której już nie można ?
Dodam tylko, że taki kufelek można u nas kupić za 8 zł.
Oddała, co miała zrobić. Jeszcze jej stary próbował ją jakoś tłumaczyć. Byli we czwórkę i widać dla wszystkich to było OK.
Widoczne z kradzionego smakuje jej lepiej.A towarzysze podróży pewnie przyzwyczajeni, że ta zawsze coś zwinie .
Jak te kufelki mają takie "wzięcie", to trzeba je okazjonalnie cenić x100. Podobnie załatwianie potrzeb pod ścianą.
Zżymanie się na klientelę jest nieefektywne. Przysparza jedynie siwych włosów i krytycznych ocen/komentarzy w necie.
Trza wychodzić frontem do klienta, wg zasad przedwojennej gastronomii: "klient nasz pan", "klient żąda - klient płaci".
Zawłaszczenie kufla traktować jako roztargnienie klienta, który na pewno zapomniał zapłacić za "przedmiot pożądania".
Fizjologia też ma swoje prawa. Nie trafiła paniusia do toalety, to ją skasować pod ścianą. Co za problem wywiesić cennik.
Dawno nic nic nie było, bo i klientów co raz mniej a i ich zachowania powtarzalne, albo nie warte przetrzymywania w pamięci. Jest jednak coś, na co trzeba zwrócić uwagę i poruszać te kwestie, żeby innych uchronić przed utratą funduszy.
Kolejne sposoby oszustw:
- dzwoni telefon, osoba dzwoniąca podaje się za pracownika firmy Google i informuje, że Wasza zakładka na mapach google zostanie zlikwidowana jeśli nie zapłacicie 500 zł netto,
- dzwoni telefon, osoba dzwoniąca z nie pamiętam już jakiej firmy oferuje załatwienie pieniędzy z funduszy unijnych, ale trzeba zapłacić kilkaset zł za jakieś tam koszty, oczywiście jest to ściema, ba za te pieniądze dostaje się płytę CD z jakimiś plikami PDF, co z tego, że w tym regionie akurat żadnych unijnych programów nie ma.
Uważajcie na siebie i na swoje portfele.
Z takich śmieszniejszych rzeczy, to klient, który zdjął ze ściany obrazek, ozdobę, rękodzieło, żeby sobie kurtkę powiesić. W lokalu wieszaków na 50 kurtek.
A jak pracujesz w Wielkanoc? Będziemy w okolicy.
Jeszcze nie wiem dokładnie, dzwoń, dogadamy się :)
Pytanie zagadka.
Co to jest ? Jest zapakowane w torbę foliową, w karton, w którym są też inne plastikowe opakowania, w tym budowlane i to wszystko leży w pojemniku na odpady zmieszane ?
Odpowiedź: bochenek chleba. Taki całkiem ładny, cały, nie używany, nie dzisiejszy, ale nadający się jeszcze do zjedzenia. Takie rzeczy znajduje się sortując śmieci po turystach. Będzie dobry suchy chleb dla konia.
Druga rzecz. Przychodzi kandydat do rady powiatu i pyta czy może zostawić swoje ulotki. W ulotkach same super cechy, ale nie ma ani słowa o dbałość o przyrodę i środowisko, pewnie dlatego wypluwa i depcze peta przed lokalem, będąc trzy metry od popielniczki.
Przynajmniej od razu wiesz na kogo nie głosować - niewielki plus, ale zawsze coś.
Do mnie zadzwonił jakiś baran domofonem i pyta, czy go wpuszczę z ulotkami wyborczymi. Ja na to, że nie, bo go nie znam i żeby wszedł przez pomieszczenie ochrony, a on strzela focha, że ograniczam wolność słowa... A pewnie zamierza również zadbać o moje bezpieczeństwo!
Od początku obecnych ferii zimowych udostępniliśmy usługę wypożyczania raczków i kijków trekkingowych. W ciągu dwóch weekendów turyści ukradli nam 5 par raczków. Dobrze, że wydajemy je za kaucją.
Może oprócz wypożyczania zaoferować wprost sprzedaż? Do powieszenia nad kominkiem z opowieściami w stylu "w tych raczkach drogie dziadki znosili mnie spod Tarnicy"...
Rozpoczął się kolejny sezon pod Tarnicą. Jest to prawdopodobnie nasz ostatni sezon w miejscu, w którym działamy, ze względu na jego zbliżającą się przebudowę.
I wiecie co Wam powiem ? W sumie to się cieszę, bo już nie mam siły i mi się zaczyna nie chcieć.
Wszystko to za sprawą turystów. Ich rosnącej roszczeniowości, arogancji i przekonania, że wchodząc do baru mają prawo zrobić wszystko na co mają ochotę.
Postawić ubłocony plecak na stole ? Nie ma problemu.
Pójść do ogródka za barem i nasikać w kwiatki, przeciskając się przez specjalnie zastawione przejście ? Nie ma problemu, niech im śmierdzi.
Wytrzepać mokrą pelerynę wewnątrz lokalu między stolikami ? Wytrą sobie.
Nawrzucać podpasek i chusteczek do toalety, mimo licznych próśb, by tego nie robić ? Ale w czym problem, pompa kosztuje tylko 500 zł, mogą sobie kupić co roku nową, a do kosza w toalecie wyładuję swoje śmieci z plecaka.
Już nawet nie liczę ile przez te lata nakradli nam noży do pizzy i kufli, to ilości idące w setki sztuk.
Na zwróconą uwagę reagują tacy oburzeniem, obrazą, a czasem nawet i agresją, bo jak tu jakiś barman śmie im zwrócić uwagę, że szczają mu pod domem.
Czytam Twoją wypowiedź ze smutkiem .
Jak byłem młodszy , to w czasie górskich wędrówek nie potrzebowałem schronisk, pizzerii, ani innych dobrobytów cywilizacyjnych.
Potem dorosłem do tego i coraz częściej zacząłem zamieniać namiot na pryczę schroniska, lub ławę wiaty, albo bazy.
Z czasem przyszedł czas na pizzę i piwo (obowiązkowo lane z beczki)
... a teraz ?
Przyjdzie cofać się w rozwoju cywilizacyjnym ?
Po ostatnim pobycie w czeskich górkach stwierdziłem ze smutkiem , że jesteśmy w Polsce zacofani ( a przynajmniej w Bieszczadach)
Owszem, ceny bieszczadzkie mamy na bardzo dobrym (wysokim) poziomie , ale usługi już nie.
Wracając do spostrzeżeń z czeskich górek :
- tam priorytetem jest obsługa turystów i maksymalne ułatwienie, stąd widziałem dużo rodzin z małymi dziećmi
Na szlaku bardzo wiele osób z psami , które widocznie nie stanowią przeszkody dla dzikiej zwierzyny (jak twierdzi BiPN)
Dla schronisk położonych na szczytach wytyczone są drogi dojazdowe.
Turysta może je spotkać na każdej górce z ofertą noclegu, ciepłego jadła i piwa.
Jakże smutno przedstawia się w tym porównaniu nowa Chatka Puchatka
A jeszcze smutniej będą wyglądać Bieszczady bez pizzerii w Wołosatem
...
ps. porównałem toaletę ekologiczną :
- na przełęczy Wyżna ( ostatnio zamkniętą)
- na przełęczy Radegast (otwartą i o przyjemnym zapachu)
ze smutkiem stwierdziłem - jesteśmy ZACOFANI
A nie możecie trochę jeszcze poczekać i zamknąć dopiero po mojej wizycie:?: Od lat się do Was wybieram i dotrzeć nie mogę. Także proszę jeszcze o cierpliwość ;)
Tak serio - jest mi co najmniej równie przykro co kol. don Enrico. Myślę, że wielu ludzi, którzy chodzą po górach i trzymają się jakichś zasad czy norm współżycia społecznego, ma podobne spostrzeżenia co on. Ba - wcale nie trzeba jechać w góry! Wystarczy przejechać się pociągiem na jakiejś dłuższej trasie. Np. ja wczoraj jechałem z Rzeszowa do Wrocławia. Przykłady braku empatii, myślenia tylko o sobie, a nie o innych, lekceważenia przepisów itd. mógłbym tu wymieniać długo. Tylko po co, skoro nie zmieni to postępowania coraz większej liczby osób w Kraju nad Wisłą i Odrą? Podobno Polska jest katolicka. Jeśli tak wygląda w praktyce polski katolicyzm, jak to co widziałem i słyszałem wczoraj stojąc na korytarzu pociągu relacji Przemyśl-Berlin, to ja bardzo dziękuję [wczoraj była niedziela, jakby ktoś nie pamiętał]. To naprawdę jest dołujące... Cóż, parafrazując Mikołaja Kopernika, który sformułował prawo, iż słaby pieniądz wypiera dobry, można orzec, że współcześnie w naszych górach turysta typu roszczeniowego ("ja jestem centrum świata") wypiera turystę dawnego typu. Nie pozostaje już chyba nic innego poza wspominaniem z sentymentem dawnych czasów. Kto pamięta Bieszczady sprzed 30, 20, a może choćby i 10 lat, chyba zgodzi się ze mną, że było w nich choć trochę pod wieloma względami lepiej. To świat, którego już nie ma...
Mając niejakie doświadczenia z pobytów w Niemczech i Czechach (w tych drugich także sporo wędrówek po górach), również nie sposób nie podpisać się pod słowami don Enrico. Można by poszerzyć jego diagnozę o dodatkowe pozycje. I to nie tylko dotyczące turystyki, ale i np. mentalności czy zachowania w górach. Temat-rzeka na osobny wątek.
@Hero
Nie zliczę ile pizz i nie tylko już zjadłem u Ciebie :D
Mam nadzieję jednak, że jeszcze nie raz zjem u Ciebie, albo przynajmniej się spotkamy w innych okolicznościach ;) Ciężko mi sobie wyobrazić Wołosate bez twojej Pizzeri. Póki co, do zobaczenia niebawem :)
Rozumiem Cię doskonale, chociaż serce mi krwawi… Cokolwiek zdecydujesz, jesteś częścią historii Bieszczad - niewielu może tak o sobie powiedzieć.
A dla wszystkich na pamiątkę - podczas ostatniego KIMBu nagrałem z Hero krótki wywiad, który dopiero teraz udało mi się zmontować. Miłego odsłuchu!
https://www.youtube.com/watch?v=W8FPs7BDgVc
Nie wszędzie i nie zawsze.
Kilka lat temu w drodze na Pradziada przeszedłszy Bilą Opavą zaszliśmy do schroniska Barborka. Nie mieliśmy koron (nasz błąd), tylko złotówki i Euro. Przywitawszy się polskim" dzień dobry" poprosiliśmy młodzieńca zza lady o dwa piwa uprzedzając, że nie mamy koron.
Odpowiedział "Tylko w koronach". Poprosiliśmy szefa też odmówił. Dzień był upalny z wysuszającym wiatrem.
My: chociaż butelkę wody.
"Nie w zł, nie w Euro, tylko w koronach". Tylko tyle i odwrócił się uciekając na zaplecze.
W rozmowach o tym pojawiały się przypuszczenia: kasa fiskalna, paragon...
Hero, a u Ciebie ktoś bez polskiej waluty, karty płatniczej, tylko z Euro zostanie obsłużony?
Taki mocno wysuszony po zejściu z Tarnicy.
Tak, w ostateczności. Kilka razy się zdarzyło, ale to było dawno, bo teraz prawie wszystkie karty działają i rzadko jest sytuacja, że terminal nie ma połączenia ze światem. Przeliczenie kursu euro czy dolara to nie jest jakiś większy problem, tyle, że resztę wydaję wtedy w PLN. Nawet były przypadki, że daliśmy pizzę za darmo z zastrzeżeniem, że zapłacą następnym razem, ale tego już nie praktykujemy, bo z tych kilku razy nikt nie zapłacił.
Z własnego doświadczenia mogę przywołać taką sytuację - długi weekend majowy 2010 r. Parking przed wejściem do Skalnego Miasta (Adrszpasko-Telickie Skaly). Na słupie tabliczka jak na znakach drogowych z napisem w języku polskim: "Opłata za parking tylko w koronach [albo: "zapłata tylko w koronach"]. Do wymiany waluty służy kantor". Jak się nietrudno domyśleć, taka tablica pojawiła się tam wskutek licznych doświadczeń Czechów z naszymi rodakami. :roll:
Ja wszystko rozumiem [a propos Barborki, w której kiedyś zresztą spałem] - to niedaleko granicy, mógł się zlitować młodzian nad biednymi wędrowcami itd. Ale jakbyś w Polsce (np. w swoim miejscu zamieszkania) poszedł do piekarni po bułkę na śniadanie (ja zaraz idę ;)) i powiedział, że co prawda nie masz złotówek, ale oferujesz w zamian Korony czeskie albo Euro, to raczej nie kupiłbyś tej bułki...
W Polsce znam przypadki w Sudetach, że można płacić gotówką w Euro lub CZK (np. w Sudeckiej Chacie Lnianej w Chełmsku Śląskim), ale taka informacja jest tam umieszczona w widocznym miejscu, więc możesz się z nią zapoznać przed zakupem.