Po cudnym wieczorze, gdzie ukołysała mnie gitara, jeszcze piękniejszy poranek…bo w Bieszczadach. 8) Nocka spokojna, bardzo ciepła ino troszku ciasno było i żubrowy łokieć wbijał mi się w plecy. :roll: Wstawać nie wstawać-oto jest pytanie?? Hmm…jako dyżurny śpioch jeszcze troszku poleżę. :twisted: Astra poszła w moje ślady. Po „pewnej” chwili znów otwieram oczy, fajnie budzić się dwa razy jednego poranka. :lol: Pierwsza myśl jaka mnie „naszła” tego pięknego dnia to taka, że czas iść. Cudne to miejsce ale ja przyjechałam odpocząć, a tu za głośno się zrobiło. Zdecydowanie za głośno. Jak zwykle ciężko było nam ruszyć…tam zawsze tak jest…jeszcze rozmowy z nowopoznanymi, jeszcze kawka, potem druga…nic to…”ruszmy się Astra!” Zdjęcia na pożegnanie i poszłyśmy. Jakkolwiek to zabrzmi to z wielką ulgą…bo chcemy trochę pobyć w ciszy i spokoju, pójść tam gdzie nas jeszcze nie było… :D
- Hmm…Astra, to dziś jest ten wieczór z Czarnohorą pod Rawkami? Jedziemy?
Spojrzały po sobie, po czym jednocześnie:
- Eeeee…nieee!!!
No i wszystko jasne. 8) :lol: No to idziemy. Na razie drogą, długo drogą…..
