Nie widzę sprzeczności w swoich poglądach. Różnicę pomiędzy wypiciem przysłowiowego kieliszka, a uchlaniem się wyjaśnił Marcin Scelina i Polej. Jeżeli tego nie jesteś wstanie zrozumieć to mówi się trudno.
Wersja do druku
Przepraszam, ale w tym wypadku nie rozumiem.
Dlaczego niby ja mam omijać miejsca w których chcę być dlatego, że ktoś inny w tych miejscach zachowuje się niekulturalnie ?
(ot choćby jak opisałeś szcza pod drzwiami)
Gdyby tak było - musiałabym omijać coraz to więcej i więcej miejsc w górach.
W sumie to właściwie tak jest. Omijam miejsca w których wiem, że mogę się spodziewać libacji. W ten sposób omijam coraz więcej miejsc.
Żeby nie było, że tylko marudzę - ja też bardzo lubię od czasu do czasu poimprezować w górach (nawet nie koniecznie przy alkoholu, ale chodzi np. o głośne śpiewanie), ale wtedy kiedy się umawiamy na imprezę wybieramy miejsce, które mamy "na wyłączność" i zwyczajnie wszyscy uczestniczący nastawiają się na to, że będzie się śpiewać do rana. Nikomu wtedy nie przeszkadzamy.
Takich imprez nie robimy na ogół w ogólnodostępnych schroniskach, a jeżeli nawet - to w listopadzie, kiedy innych turystów tam nie ma.
W naszej chatce w Lachowicach często bywają imprezy całonocne, ale jakby ktoś chciał spać (lub przyjeżdża z małymi dziećmi) to jest wydzielone jedno pomieszczenie, odległe od miejsca w którym się śpiewa.
W tym pomieszczeniu jest cicho i można spać.
W sumie wszystko się sprowadza do tego "żyj i daj żyć innym", a nie wszyscy tego niestety przestrzegają.
Jednak doskonale rozumiem, ze marudzenie tutaj na forum i tak nic nie da.
Pozdrowienia
Basia
niby ktore to pomieszczenie?? bo ja go nie odnalazlam.. o pewnej godzinie mi sie na imprezach wlacza instynkt szukania cichego miejsca ale akurat na adamach go nie odnalazlam (zima oczywiscie bo latem to sa tez komorki na drewno :) a akurat na adamach zgubilam stopery do uszu ;) widzialam ze dzieciaki to spaly na gorze, w tym mniejszym pomieszczeniu za drzwiami, ale cicho to tam nie bylo... ale dzieciaki przyzwyczajone spaly jak aniolki. Mnie zasnac sie nie udalo, ale nie wpadlam na to zeby isc i komus psuc impreze bo spiewa (i to ladnie) o 3 w nocy..) jak jade do chatki to sie na to nastawiam.
:wink:
Uff !
'Przebrnąłem"przez te osiem stron. Tak się zastanawiam (zawsze przy tego typu "dyskusjach") "dlaczego nie potrafimy pięknie różnić się"(cyt.)(dotyczy to tego jak i każdego innego tematu gdzie zamiast konkretnej..... pojawiają się "pouczające"innego.
Są co lubią i są co nie . Ale to nie powód do .... "takiej"..... .
Zakończmy tą .......... (nie naprawimy ......innych tą .... )
Pozdrawiam PF
ps
....I kto to ..... :wink: .... ten co ..... . Ci co mnie nieco znają ... pewnie się ... uśmiechną
wiesz, to chyba tez nie do konca tak.. zalezy od czlowieka.. jeden wypije male piwo jest uchlany jak swinia a drugi cala butelke wodki i tylko troche sie szerzej usmiecha ;) kazdy powinien wiedziec ile jemu wolno..
byl kiedys na wycieczce z pttk rzeszow taki koles, ktory ciagle zostawal w tyle, marudzil ze go cos boli, zaczepial innych, wszystko mu nie gralo.. ku zdziwieniu ekipy na trasie wyciagnal wodke (taka 0.7)i szedl z nia w rece cala trase i sobie po malutku popijal..na szczycie butelka byla pusta.. co ciekawsze im wiecej wypil tym szybciej szedl, byl weselszy, milszy i mniej marudzil. Do konca wyjazdu pil bez przerwy i sprawial klopoty tylko gdy mu zabraklo.. wiem ze to klasyczny przyklad alkoholizmu, ale dlaczego komus nie pozwolic robic z jego wlasnym zyciem co zechce? na szczescie przewodnicy tam nie zagladaja nikomu co je i pije , wiec wszyscy byli szczesliwi. A koles obszedl juz ponoc polowe gor ukrainy , oczywiscie na swoj sposob i jedynie wzbudza wielkie zdziwienie ze tak daje rade..
A tak zwany pokój "dziecięcy" - taki stosunkowo niewielki nad "niebieskim" - jego okno wychodzi na wygódkę.
Sama wiele razy tam spałam - choćby w czasie Sylwestra, gdy ja się postanowiłam położyć już o 3, a zabawa (przy muzyce mechanicznej) trwała do 7 rano.
Z tym, ze zazwyczaj kładzie się tam dzieci, więc nie zawsze jest miejsce.
W "sypialni" - nad łazienką też jest dość cicho, w każdym razie wystarczająco do spania.
Zresztą jakby ktoś ładnie śpiewał choćby i o 5 rano nie miałabym nic przeciwko temu. Doskonale mi się przy takim śpiewie zasypia :-)
W poprzednich postach wyraźnie narzekałam na ryki i wycia jakie wydają z siebie osoby już mocno pijane. Na dodatek takie osoby niewiele dadzą sobie wytłumaczyć.
Pozdrowienia
Basia
nikt nikogo nie przeciagnie na swoja strone ale czemu nie pogadac? nie poznac racji drugiej strony? jak dla mnie to jest ciekawe.. ten watek wogole mnie zaszokowal ze tak wiele ludzi moze sie do mnie zle nastawic jak mnie spotka na szczycie z zubroweczka i nie koniecznie kieliszek wyciagniety w ich strone bedzie dla nich mila niespodzianka.. ja tam wole takie watki ktore sa kontrowersyjne.. no bo jak dlugo mozna komentowac np. galerie zdjec z bieszczad ktora bezapelacyjnie jest ladna i wszyscy sie zgadzaja? chyba nie przez 8 stron bo by wszyscy zdechli piec razy ;)
Buba przeczytaj wypowiedź Dziabki. Ona wyjaśniła dlaczego przewodnicy nie tolerują picia w górach. Kwestia bezpieczeństwa. Każdy przewodnik w górach kieruje się przez siebie wypracowanymi kryteriami.
Moim zdaniem w grupie zorganizowanej mają panować zupełnie inne zasady niż w grupie przyjaciół. W żadnym wypadku w czasie pracy, nie ważne czy w górach, czy na imprezie w knajpie nie wezmę alkoholu do ust. W górach pod opieką mamy kilknaście osób, czasami ponad 40. Siła grupy jest uzależniona od siły najsłabszego jej członka. Oczywiście, każdy z nas ma prawo do robienia tego co mu się podoba. Ogranicza go jednak interes drugiego człowieka. Nie zgodziłabym się poprowadzić takiego osobnika w górach ze względu na bezpieczeństwo. Jego i grupy. Pozostałby w autokarze. Nie mam prawa osądzać decyzji innych przewodników ale moim zdaniem to skrajna nieodpowiedzialność ze strony prowadzących grupę.
Jest jeszcze jedna kwestia, którą my przewodnicy skrzętnie omijamy. Choroby zawodowej przewodników, czyli alkoholizmu i powszechnegopijaństwa wśród przewodników. To może być jeden z powodów dlaczego przedwodnicy studenccy w ogóle nie akceptują alkoholu w górach.
Ja bym Ci po prostu grzecznie podziękowała mówiąc, że nie piję.
Ale nie byłabym od razu źle nastawiona.
No ale w każdym razie miłą niespodzianką na pewno by to dla mnie nie było.
W sumie to jak tak sobie przypominam - to nikt mnie nigdy wódką w górach nie częstował.
Chyba nie wzbudzam zaufania ;)
Pardon - raz na Ukrainie, już po zejściu z Popadii częstowali nas miejscowi drwale swojskim bimberkiem.
Ja grzecznie podziękowałam, bo byłam już mocno zmęczona i wiem że w takim stanie wódka fatalnie na mnie działa ( podziękowała również większość osób, które były ze mną) . Ale jeden z kolegów nie odmówił, w efekcie spił się dość mocno i sprawił nam potem sporo kłopotu (wymiotował już w mieszkaniu, po powrocie na miejsce noclegu, śmierdziało w pokoju jak nie wiem co).
Pozdrowienia
Basia
Problem wtedy, kiedy nie jesteśmy na wycieczce autokarowej.
Jak wiesz ja często prowadzę obozy wędrowne, na których przemieszczamy się rożnymi miejscowymi środkami lokomocji.
Pijany uczestnik np. w czasie jazdy ciężarówką, w pociągu lub w tramwaju stwarza ogromne zagrożenie nie tylko dla siebie.
Z drugiej strony nigdy nie posunęłam się do tego aby komuś odbierać i wylewać wódkę. Uważam że ludzie są w końcu dorośli.
Gdyby coś takiemu człowiekowi się stało - to na pewno nie ja ponosiłabym odpowiedzialność, bo on sam się w taki stan wprowadził.
Mimo wszystko na miejscu przewodnika tej grupy o której pisze Buba (z PTTK Rzeszów) tego uczestnika zostawiłabym na dole przy najbliższej możliwej okazji i powiedziała wszystkim dlaczego.
Bałabym się brać odpowiedzialność za takiego człowieka.
Pozdrowienia
Basia
fakt... zauwazylam ze np. w pttk to problem...ale szczerze to chyba juz wole alkoholika niz fanatycznego wojujacego abstynenta.. mam moze troche uraz do tego drugiego gatunku..
najgorsza sprawa jak ktos lubi spiewac a nie umie :) wtedy te osoby z dobrym sluchem nieraz cierpia bardzo.. ja na szczescie dobrego sluchu nie mam ;)
na szczescie nie wszyscy sa tacy..wiele razy zdarzalo mi sie napic z opiekunami chatek czy organizatorami imprez na adamach, gorowej czy szyrokim.. nie bede pisac z kim bo basia ich zapewne zna.. ;) najczesciej gdzies w lesie nieopodal czy inszym ukryciu..jak za starych dobrych szkolnych czasow ;)
[quote=buba;66778]ale szczerze to chyba juz wole alkoholika niz fanatycznego wojujacego abstynenta.. mam moze troche uraz do tego drugiego gatunku..
Buba, ja nie jestem "wojującym abstynentem" - nie dlatego rozpoczęłam ten wątek. Ja po prostu wiem, jakie mają zakończenie te "imprezki bieszczadzkie".
I dlatego cholera mnie bierze, kiedy widzę jak trunkują ludzie na szlaku...
Ale też może jest to swoista zazdrość - oni sobie mogą popijać, podnosić wrażenia, a ja muszę przecież zejść i wsiąść w samochód. I wtedy muszę być trzeźwa...
[quote=dorota z krakowa;66793] Każdy sądzi po sobie.
Jakie mają zakończenie te moje imprezki na szlaku? Wspaniałe. Czasami długie Polaków rozmowy przy kominku, czasami snucie opowieści przy ognisku. Przeważnie kończą się wspólną kolacją w knajpce. Kilka osób, które razem wędrowało, nie za bardzo chce się rozstać więc każdy pretekst jest dobry aby wydłużyć wspólnie spędzony czas.
Buba, przepraszam - jakoś źle zaznaczyłam i Lucyna połączyła nasze posty.
A tak na marginesie - dyskusja powróciła do punku wyjścia - owe "toasty na szlakach" - najfajniej spełnia się po ZEJŚCIU ZE SZLAKU.
[QUOTE=dorota z krakowa;66793
Ale też może jest to swoista zazdrość - oni sobie mogą popijać, podnosić wrażenia, a ja muszę przecież zejść i wsiąść w samochód. I wtedy muszę być trzeźwa...[/QUOTE]
oj taaak.. my zwykle ciagnelismy losy kto prowadzi auto...
Dobrze,że omija już ten problem bo gdy się zapomnę i oczywiście w zacnym towarzystwie trochę sie zapomnę i wypiję co nieco mam w odwodzie córę,która mnie zawiezie tam gdzie potrzeba i nawet żonie nie powie o moich zakrapianych wieczorach.
Apo kielichu nie jezdżę,np po KIMBIE ostatnio 3 dni trzeżwiałem w krzakach,tylko Iras dobry człowiek ratował mnie Ukraińskim piwkiem
Obok picia na szlaku (ale ogólnie wszędzie) ważniejsze jak się zachowujemy gdy wypijemy.Wg.mnie tu jest problem.Jeśli wiem ile mogę,jeśli nie stwarzam sobie lub innym zagrożenia,jeśli inni nie muszą patrzeć na moją zapitą gębę,jeśli po prostu nie wadzę nikomu to nie widzę nic złego w wypiciu kieliszka tudzież piwa.
Sam uwielbiam piwo i uwielbiam je po zejściu ze szlaku.
Tak się składa ,że jakoś na szlaku nie piłem.
Ale to może dlatego ,że nikt mnie nie poczęstował bo sam nie wpadłem na pomysł by się napić na szlaku
Bardziej niż picie złości mnie śmiecenie i cholernie głośna muzyka wydobywająca się z komórek najczęściej młodych turystów.To jest dla mnie większy problem.
Zachowanie,wychowanie,przebywanie wśród innych tak by Ci inni nie mieli mnie dość.To jest najważniejsze.
A teraz ja powiem swoje:
ale się porobiło.....
Czy to już znaczy ze pić w lesie też nie można? Jak zwierzę? Wodę pić teraz mam?
andrzej627
Wszystko zależy od sytuacji.Z kim,jak pogoda,jak się czuję etc.
Nie widzę w tym nic złego by sobie łyknąć kieliszeczek mimo,że jak już wspomniałem
na szlaku mi się nie zdarzyło.
I chyba przede wszystkim nigdy nie piłem podczas wędrówki bo wydawało mi się ,że
mój organizm po alkoholu może okazać się słabszy,że po prostu będę miał mniej sił.
Dlatego do tej pory na szlaku idąc nie piłem ale kto wie co będzie jutro.Nie jestem przeciwnikiem ani zwolennikiem alkoholu.Lubię się czasem napić ale zaawsze z rozwagą.
(No dobrze,kedyś jako dwudziestolatek zdarzyło się inaczej)
Najbardziej nie lubię jak pije ktoś kto po prostu nie umie się napić.Bo albo pije za dużo,albo nie wie kiedy skończyć.
Ostatnio np.nocując w Chatce Puchatka pijąc piwo na górze,po dużym wysiłku,miałem z tego wielką przyjemność.Wyjatkowo ono wtedy smakowało.Z drugiej strony wiedzialem ,że juz nigdzie nie idę.
czasem picie na szlaku ciezko odroznic od picia na noclegu... pamietam ze dziwnie sie ludzie na nas patrzyli jak na Czarnej Gorze kolo wiezy widokowej rozlozylismy sie z jedzeniem, ktos wyjal krupniczek a ktos inny spiwor bo bylo chlodno.. niby ktos by mogl pomyslec ze to ma miejsce "na szlaku" a mysmy tego dnia juz dalej nie szli..spalismy we wiezy.. czesto "szlak" lub srodek trasy latwo mozna przemianowac na nocleg, wystarczy karimate rozlozyc...a wtedy juz wypada sie napic???
Nie wiem czy wypada, ja to rozpatruję głownie w kategoriach bezpieczeństwa i własnej wygody.
Poza tym - mi to by się w ogóle nie chciało nosić wódkę ze sobą, przecież taka flaszka coś niecoś waży, a na prawdę nie odczuwam potrzeby napicia się na trasie.
No ale ktoś musi się napić - potrafię to zrozumieć.
Byleby nie przesadzał.
Pozdrowienia
Basia
Alkohol to nie tylko wódka we flaszce - niektóre "wina" sprzedają w kartonach. Jak wiadomo tekturowy karton jest lżejszy niż szklana butelka :PCytat:
mi to by się w ogóle nie chciało nosić wódkę ze sobą, przecież taka flaszka coś niecoś waży
PS. Myślę, że ten wątek nic nie zmieni... Kto chce pić będzie pił, a my się tu niepotrzebnie żołądkujemy.
Wątek mógłby byc spokojnie podsumowany...z 10 stron wcześniej.
Że użyję ulubionego słowa Lucynki - przeciwnicy świętojebliwości i ci świętojebliwi zgodnym chórem aprobują wychylenie kilku toastów wieczorkiem, jedynie niektórzy dzikich wrzasków nie znoszą. Ci anty-świętojebliwi akceptują kielonek na szczycie, choć nie chcą zrozumieć, że świętojebliwi pisza o piciu w górach, nie tylko Bieszczadach, gdzie ekspozycji nie ma, więc i niebezpieczeństwo mniejsze.
Choć i jestem przekonany, że anty-świętojebliwi stojąc nad 200 metrowa przepaścią o wychyleniu kielonka za pomyślność by nie myśleli.
Komentarz równie chaotyczny jak i ta dysputa;)
Pozdrawiam:)
Jak zwykle Panie Czepialski masz rację.::-D
Wszystko jest dla ludzi. Tylko od nas zależy czy przysłowiowy nóż służy do krojenia chleba czy do zabijania. Podobnie jest z alkoholem.
Przez chwilę zastanwiałam się nad tym problemem. W Bieszczadach nie widuję zbyt często pijanych w górach. Jeżeli już są dzieś przegięcia do w Wetlinie czy Ustrzykach Górnych. W tym roku jesienią nie mogliśmy przejechać przez Wetlinę, bo środkiem drogi szli pijani młodzieńcy z puszkami piwa w rękach.
Oczywiście, że nasze zachowanie jest uzależnione od warunków w których znajdujemy się. Dwernik Kamień to taka "przyjemna" górka. Mi akurat kojarzy się z imprezkami. Bywało, że wieczorem rozbijaliśmy tam obóz aby móc rano spojrzeć na wschód słońca.
PS.
Na naszą niedzielną imprezę Marcin zabierze coś dobrego wykonanego własnoręcznie przez Kolegę z forum. Wzniesiemy naleweczką toast nie po to aby schlać się ale po to aby skosztując naleweczki wspomnieć tych wszystkich, którzy z nami są sercem.
owszem, owszem ,w niedzielę, 12 X na Kamieniu łaziło mało ciekawe towarzystwo. A to głośni młodzieniaszkowie z psiakiem a to starszak z rodziną z puchą piwa w ręku. W cambuł nie ma co potępiać ale kto ze spożywających zniesie na dół pustą , szklaną butlę/puszkę? -zostawiają ćwoki śmieci na szlaku. A głośni młodzieniaszkowie mogliby przyjąć do wiadomości,że można do siebie mówić spokojnym głosem a nie tokować na cały szczyt. A widok piękny....Brawo za nową ścieżkę z Zatwarnicy! ciekawym tylko co to za nowy kamieniłom w bok od potoku, niedaleko wodospadu. pozdrawiam serdecznie