-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
Magazin.
Magazin to słowo, które najczęściej padało podczas naszej podróży, odmieniane było przez wszystkie przypadki a większość rozmów z miejscowymi zaczynała się od pytania o magazin.
Nie wiem czy to wychowawcze, czy przykład dobry, ale może przed jednym, albo dwoma magazinami nie zatrzymaliśmy się (nie liczę przypadków, gdy magaziny były obok siebie i musieliśmy wybierać). Trzeba tylko uważać, bo można się naciąć na, bardzo popularnego, bezalkoholowego obołona (o tym piwie będzie jeszcze później).
Tureczki Wyżne - najbardziej wiejska wieś jaką widziałem w życiu, może stanowić wzorzec wiejskości.
Późniejsze wioski niewiele odbiegały wiejskością od Tureczek, ale to Tureczka zrobiła na mnie największe wrażenie.
sesja fotograficzna z chłopakami
http://img811.imageshack.us/img811/5921/dsc034422.jpg
Dzieciom podobał się mój stalowy rower:
"o, sześć przerzutek!", "o, shimano!"
Całkiem możliwe, że pierwszy raz widzieli turystów na rowerach, a może nawet w ogóle turystów..
poniższe zdjęcie robił moim telefonem jeden z chłopaków z powyższego.
http://img829.imageshack.us/img829/1509/dsc034432.jpg
rozmawialiśmy oczywiście o euro; o meczach, kto w grupie, kto z kim, o szansach.
Chłopcy byli umiarkowanymi optymistami w kwestii wyjścia Ukrainy z grupy.
Mówiliśmy im, że na pewno Ukraina wyjdzie, i że na początek wygra mecz ze Szwecją!
No i pierwszy punkt się ziścił!
http://img225.imageshack.us/img225/5728/dsc034442.jpg
a to wejście do szkoły, do której chodzą chłopaki przez pierwsze trzy klasy
http://img580.imageshack.us/img580/5259/dsc034412.jpg
po większości arterii jeździło się całkiem przyjemnie.
gruntowe drogi, bez asfaltu
http://img6.imageshack.us/img6/735/dsc034492.jpg
-
5 załącznik(ów)
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
Resztką sił docieramy do pokazanego wcześniej ważnego obiektu położonego w centrum wsi Tureczki Niżne.
Tak, to był z dawna oczekiwany "magazin" w którym zakupiliśmy napoje energetyczne wyprodukowane w lwowskich browarach.
Gdy już wygodnie rozłożeni na betonowych schodkach magazinu uzupełnialiśmy energię, mogliśmy się zająć tym co nas tu przywiodło czyli cerkwią w Sokolikach .
Tak, tak, właśnie chodzi o TE Sokoliki wyśpiewane min przez KSU . O TE Sokoliki i o TĄ cerkiew która jest tak blisko, a przecież tak daleko.
To właśnie obok tego magazinu odbija jedyna jezdna droga do tamtego miejsca. Naszym zamiarem było aby tam dotrzeć.
Jak tam trafić ? jak je zlokalizować ?
Proste, dla takich zaawansowanych ludzi jak my, bo posługiwaliśmy się technologią Garminu.
Aby posłużyć się tym systemem trzeba najpierw podać login - Doby Dień
a potem hasło - Pan jak nam nado jechat na Sokoliki ?
i Garmnin w wersji 1.0 odpowiada że nie ma problema, tu koło szkoły, potem górą i przez tory i już cerkiew, a sistemy nie ma, bo rozebrana.
Ze względu na dużą odłegłość od stacji bazowej nie do końca zaufaliśmy tej informacji.
Do magazinu zbliżał się Garmin w wersji 2.0 i znowu to samo : login , hasło
Ten Garmin posiadał pewne braki energetyczne (w końcu dopiero szedł do sklepu) i musiał użyć wsparcia zewnętrznego, wyciągnął komórkę i zażądał wsparcia. Po kilku minutach przyjechało na motorze umundurowane wsparcie w postaci pogranicznika.
Kto jak kto, ale on już wiedział że droga jest, ale zamknięta na linii sistiemy szlabanem i nie można wejść. Po upewnieniu się że nie mamy złowrogich zamiarów zaczął wydzwaniać do naczalnika co by nam załatwić pozwolenie wejścia.
Niestety naczalnik już nie był tak przyjazny i w obawie przed wywróceniem obronności granic stanowczo zabronił i kazał poinstruować o konsekwencjach złamania zakazu.
No cóż, mówi się trudno, rozstaliśmy się z pogranicznikiem i Garminem życząc sobie nawzajem szczęśliwości i dużo zdrowia.
.
Załącznik 28715
.
rzut oka na budynki i dorastającą przyszłość (dla której stanowiliśmy nie lada atrakcję)
.
Załącznik 28716
i jedziemy dalej zatrzymując się przy mijanych cerkwiach, co by jak najwięcej narobić materiału do "zagadek z cerkwią w tle"
Teraz to nikt nie zgadnie całej serii którą zapodamy.
A niebo coś jakby zaczęło się kumulować gęstymi kolorami, które z reguły nie wróżą nic dobrego.
.
Załącznik 28717
.
Wróżyły, wróżyły i wywróżyły problemy z drogą.
Ta droga na północ od Tureczek Niżnych w stronę Jabłonki nie istnieje - przynajmniej na sztabówkach radzieckich (nie ma drogi i nie ma domów.) Rutenus pokazuje cieniutką nitkę.
W rzeczywistości jest całkiem porządna droga z tym że miejscami występują dwupoziomowe skrzyżowania z miejscowym potokiem
.
Załącznik 28718
.Chwila zastanowienia i obserwacji otoczenia.
Którędy pójdą krowy, tam jest najpłycej i dalej ruszamy w wodne odmęty.
Tylko do tej pory nie wiem dlaczego Slavko
postanowił iść wzdłuż a nie w poprzek tej rzeczki.
Może chciał sobie umyć starannie nogi ?
A może zapatrzył się na gospodynię idącą z krowamiZałącznik 28719
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
Resztką sił docieramy do pokazanego wcześniej ważnego obiektu położonego w centrum wsi Tureczki ......
Tak, tak, właśnie chodzi o TE Sokoliki wyśpiewane min przez KSU . O TE Sokoliki i o TĄ cerkiew która jest tak blisko,.... umundurowane wsparcie w postaci pogranicznika.
Kto jak kto, ale on już wiedział że droga jest, ale zamknięta na linii sistiemy szlabanem i nie można wejść. Po upewnieniu się że nie mamy złowrogich zamiarów zaczął wydzwaniać do naczalnika co by nam załatwić pozwolenie wejścia.
Niestety naczalnik już nie był tak przyjazny i w obawie przed wywróceniem obronności granic stanowczo zabronił i kazał poinstruować o konsekwencjach złamania zakazu.
No cóż, mówi się trudno,....Wróżyły, wróżyły i wywróżyły problemy z drogą.
Ta droga na północ od Tureczek Niżnych w stronę Jabłonki nie istnieje - przynajmniej na sztabówkach radzieckich (nie ma drogi i nie ma domów.) Rutenus pokazuje cieniutką nitkę....
Piękne Miejsca na "mapie" wybraliście ...Szacunek .Systiema zniknęła ;), ale system został:( , kiedy się tam to zmieni ? ile pokoleń? bo to "władze mieć " i decydować ,czy wolno czy nie...
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
Cytat:
Zamieszczone przez don Enrico
Tylko do tej pory nie wiem dlaczego Slavko
postanowił iść wzdłuż a nie w poprzek tej rzeczki.
trawersowałem ją!
myślałem, że wzdłuż będzie płycej, ale było głębiej - podejrzana sprawa, zamoczyłem sakwy (nieprzemakalne chyba), ale generał Italia był bezpieczny..
w kwestii dostępności cerkwi w Sokolikach, zastanawiałem się, co by było gdyby poprosić pogranicznika o zaprowadzenie/zawiezienie, ale taką 'usługę przewodnicką' pewnie trzeba by u komendanta załatwiać.
ale my tu jadu jadu, a do pierwszego noclegu nawet my nie dojechali,
więc ja pominę Jabłonki, Szandrowiec i skupię się na Boberce, czyli naszym dzisiejszy celem docelowym i jak się okazało dużą atrakcją noclegową.
Gdy dojechaliśmy do Boberki, wymyśliliśmy sobie, że pojedziemy nad granicę popatrzeć na Żurawin. Przy końcu Boberki spotkaliśmy parę osób, jedna była w mundurze. Rozmowa, standardowa kontrola dokumentów i puścili nas, ale mówili, że nie ma tam po co jechać bo nic nie widać.
W międzyczasie spytaliśmy o nocleg; cywil, gazda. zaprosił nas, gdy wrócimy, do jego chaty, obok której staliśmy. Spytaliśmy też o coś do picia, w końcu nie samym piwem człowiek żyje.. Dostaliśmy zapewnienie, że będzie samogon. No to zadowoleni pojechaliśmy w stronę granicy, ale po drodze natchnęliśmy się na piękne wzgórze widokowe, na którym trzeba było się zatrzymać, jak tak podziwialiśmy widoki, uznaliśmy, że czas na odwrót, bo w stronę granicy było w dół, czyli z powrotem trzeba by się męczyć a i widoków z dołu pewnie nie ma, poza tym na licznikach mieliśmy już około 40km. - mniej więcej taki dystans robiliśmy dziennie. Wiem, sporo, ale na swoje usprawiedliwienie mamy to, że częściej było z górki niż pod górkę. No to wracamy do wcześniej upatrzonego magazinu. Poszukiwanie magazinu, jest samo w sobie ciekawą przygodą, z czasem coraz lepiej nam szło z rozpoznawaniem budynków, bud podejrzanych o bycie magazinem.
Po drodze zauważamy bliższy naszej kwatery magazin, ale spotkana dziewczyna, mówi nam, że zamknięty, więc jedziemy do tego dalszego, ale ona znów mówi, że i tamten zamknięty, nie wierzymy. Informacje jakie uzyskuje się od miejscowych są często, hmm, nieprecyzyjne? Niestety tym razem dziewczyna miała rację, magazin był zamknięty, nie zraziliśmy się i wróciliśmy do poprzedniego magazinu, który wyglądał na otwieralny i rzeczywiście, gdy podjeżdżaliśmy, z pobliskiego domu wyszli jacyś ludzie i magazin otwarli. Posiedzieliśmy, nie spiesznie (jak zawsze) pijąc piwo i pogadaliśmy trochę z sąsiadami siedzącymi przy stoliku obok, w końcu przyszedł czas, by zobaczyć jakież to apartamenta na nas czekają
http://img100.imageshack.us/img100/8060/dsc034552.jpg
http://img821.imageshack.us/img821/3576/dsc034542.jpg
Gazda (Wasyl) ma wesołą żonę i dwie nastoletnie córki. Radość byłą w domu, bo jedna z córek 61 punktów dostała na jakimś teście w szkole.
Odstąpili nam jedną izbę w chacie. Henek zajął od razu miejsce na podłodze, mi zostało łóżko do spania.
- Łóżko mam w domu - pomyślałem przez chwilkę, ale to łóżko, to nie było łóżko w jakimś pensjonacie, ale w prawdziwej ukraińskiej chacie, jakie u nas widuje się w skansenach. Wasyl zaprosił nas do salonu, pokazał z dumą telewizor z polskimi kanałami, był mocno zdziwiony, tym, że nie chcieliśmy oglądać telewizora.
Kawałek od chaty stała buda, służąca jako kuchnia a ubikacja, drewniany wychodek, ale z papierem toaletowym, stała trochę dalej.
Podszedłem pod 'kuchnie' i spytałem Wasyla gdzie łazienka, coby ręce umyć.
- tu gdzie stoisz - odpowiedział i zawołał córkę z wodą w dużym garnuszku i mydłem
Nastolatka razporaz polewała nam ręce wodą. Ciepłą wodą! i nawet ręcznik dostaliśmy do wytarcia. Super, teraz byliśmy gotowi na ten samogon obiecany. Zagadnąłem Wasyla w temacie;
- będzie, będzie - odpowiedział zadowolony.
Fajnie że będzie, ucieszyliśmy się i obserwowaliśmy spokojnie życie gospodarstwa: kobiety większość czasu spędzały w kuchennym budynku, byk przy nas, razporaz pokrywał przywiązaną za głowę do drzewa krowę, dziewczynka przyniosła wodę z położonej w dole studni, w dwóch dużych wiadrach - gdzież u nas można zobaczyć, by nastolatka wodę w wiadrach nosiła. Pięknie, ale samogonu nie ma. Zagaduję znowu Wasyla:
- Będzie, oczywiście - powtórzył i nic, samogonu jak nie było tak nie ma. Wsparł nas nawet kręcący się cały czas po okolicy pogranicznik, nie pomogło.
"Im dłużej czekaliśmy na samogon, tym bardziej go nie było" (cyt. z Kubusia Puchatka, chyba)
Wymyśliliśmy, że może trzeba się z Wasylem rozliczyć;
no to mówię do Wasyla:
- może byśmy się rozliczyli i... napili tego samogonu?
- juuutro się rozliczymy, nie ma problemu, a samogon bęęęędzie - odparł zadowolony.
Sytuacja zaczęła robić się dramatyczna. Zdesperowani zaczęliśmy się zastanawiać czy by nie wypić piwa, mieliśmy po dwa, więc stanęło przed nami widmo pójścia spać na trzeźwo..
i gdy już jęliśmy się brać za otwieranie piw, sytuacja się wyjaśniła.
Przyszedł samogon!
ale nie sam, o nie! przyszedł z całą rodziną. Zastawiono stół: trzy duże michy makaronu z mięsem, jajecznica i dwa rodzaje ogórków.
tyle że nie planowaliśmy o 21-ej polskiego czasu jeść sutego obiadu, pojedliśmy sobie warkoczem pod ostatnim magazinem.
Poprosiłem dziewczyny by nam pomogły jeść, tylko się śmiały uciekając.
Wynegocjowaliśmy jednak z Wasylem, by porcje podzielić na pół (Henku się trafiło 'większe pół') a jajecznicę Wasyl zabrał.
Wasyl oczywiście nie dawał samogonu, gdyż wasylowa gościnność, nie pozwalała podawać samogonu bez porządnej zakąski. Cóż, trzeba zawsze mieć przy sobie jakąś piersiówkę..
Nie wiem, czy dlatego, że taki dobry, czy, że taki wyczekany, samogon smakował mi jak nigdy.
Tempo mieliśmy dobre i flaszka szybko pękła, na szczęście Wasyl wyciągną skądsik więcej samogonu.
Dzień ogólnie był bardzo udany i pełen wrażeń, nie przypuszczaliśmy, że następny będzie jeszcze bogatszy we wrażenia...
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
Cytat:
Zamieszczone przez
Miejscowy
Magazin.
Magazin to słowo, które najczęściej padało podczas naszej podróży
Waszą wycieczkę należy nazwać nie inaczej jak "Tour de magazin":-D
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
Ale fajowe Klimaty. A to tak blisko i tak daleko. Heniu i Sławku zazdroszczę wam tej wycieczki.
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
Och, z dogłębnie kłującym uczuciem zazdrości czytam Waszą relację i im bardziej czytam, tym bardziej się cieszę, że już za kilka godzin się zobaczymy, bo Wy dwaj, odnoszę wrażenie, przyciągacie takie przygody do siebie
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
Miejscowy
Cytat:
No to zadowoleni pojechaliśmy w stronę granicy, ale po drodze natchnęliśmy się na piękne wzgórze widokowe, na którym trzeba było się zatrzymać, jak tak podziwialiśmy widoki,
Widoki, widokami, ale jakie ?
Patrzymy przecież na leżącą u naszych stóp dolinkę Sanu w Żurawinie, gdzie zaledwie pół roku temu przedzierała się grupa forumowiczów na ostatnim takim rajdzie
który nazywał się RIMB
Ech ! warto było żyć dla tych wspomnień !
i warto siedząc na trawie patrzeć sentymentalnie .
Cytat:
Zamieszczone przez
krz.prorok
Waszą wycieczkę należy nazwać nie inaczej jak "Tour de magazin":-D
Oj nie było łatwo, bo Slavko wszędzie miał kolegów.
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
fajnie...fajnieeee ! w rzeczonej Boberce byłem w kwietniu :mrgreen:...! też był w planach Żurawin- też się nie udało. Ale ten magazin to w tym murowanym budynku w okolicach szkoły był ?. ..widzieliście dom /w budowie/ , którego elewacja zrobiona była z butelek po szampanie ? :-D
-
1 załącznik(ów)
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
wstaliśmy wcześnie rano, rześcy, zero kaca, czyli bimber przedni był, czyli pić piwa nie ma potrzeby, więc uznaliśmy, że butelkowe zostawimy Wasylowi (żeby nie dźwigać), a puszkowe weźmiemy na drogę. Dziwnie później wyszło, bo wypiliśmy je (żeby nie dźwigać) pod magazinem, do którego nie weszliśmy.
No to co? zjeść by jakieś lekkie śniadanko i w drogę! Zaczęliśmy się pakować a ja się zastanawiałem co by tu zjeść; może kromkę jaką, może zupkę z proszku - lekkie śniadanko. Lekkie śniadanko?!
WASYL! LITOŚCI!!
Dostaliśmy dwie kopiate misy ziemniaków z mięsem na menisku! i ogórki te co wczoraj.
Tłumaczyliśmy się, że przed ósmą nie jemy takich sutych porcji, a Wasyl na to, że jakbyśmy wstali o piątej i trochę pokosili...
Ja wmusiłem w siebie jakąś 1/3 porcji, do dziś mam dość ziemniaków..
Dziewczynki natomiast zjadły wcześniej całe porcje ze smakiem..
Daliśmy Wasylowi 'co łaska' i pożegnaliśmy się.
Gościna u Wasyla była bardzo ciekawa, mieliśmy możliwość poznania jak żyje typowa ukraińska rodzina na pograniczu, jak olbrzymia różnica jest między gospodarstwami po jednej i po drugiej strony granicy, gospodarstw będących tak blisko siebie.
Rozmawialiśmy z Wasylem na różne tematy, między innymi o perspektywach życiowych młodzieży (wg Wasyla nieciekawych), w pewnym momencie spytał czy nie szukam żony - ot jeden z kilku motywów, z którymi zetknęliśmy się i z których wynika, że ciągnie ich do lepszego życia, życia z bieżącą wodą np.
No to pojechaliśmy, zaczął się drugi, bogaty w atrakcje dzień.
Przed weekendowym wyjazdem (właśnie zaopatrzyłem się w Medoffa) opiszę już tylko spotkanie z Natalką, czyli moje ulubione spotkanie pod magazinem.
Przejeżdżaliśmy przez jedną z wielu wsi wypatrując magazinu, zauważyłem, że z dala od drogi jest jakaś buda, przed którą siedzą ludzie, zanim zdążyłem zapytać zawołali mnie, to ja zawołałem Henka: chyba mamy magazin.
Mamy. Kupiliśmy piwo i siedliśmy z nimi przy stole
Załącznik 28799
Natalka, to dziewczyna po prawej stronie (sprzedała nam piwo).
- a gdzie wasza Natalka? - spytała, gdy powiedziałem jej, że z też Natalką chodzimy po górach.
Grali w Duraka, rozdali nam karty, ale nie do końca łapali my, co koza, co atu. Uznaliśmy więc, żeby zagrali bez nas, a my poduczymy się patrząc.
Tak wesołych ludzi nie spotkałem na Ukrainie, cały czas się śmiali:
- Tuz!
- Ty mendo!
- hahaha
Zawodnik w środku, chwalił się, że litr samogonu spokojnie jest w stanie wypić.
Dziewczynka ma na nogach klapki i skarpetki - większość miejscowych tak chodziła.
W końcu nie zagraliśmy w duraka, piwo w międzyczasie się wypiło i ruszyliśmy ku następnej przygodzie.
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
Cytat:
Zamieszczone przez tomas pablo
w rzeczonej Boberce byłem w kwietniu :mrgreen:...!
Czyli istnieje prawdopodobieństwo spotkania w Boberce Polaków! Jakieś 0,0000... procenta ;)
Cytat:
Zamieszczone przez tomas pablo
Ale ten magazin to w tym murowanym budynku w okolicach szkoły był ?.
to pewnie ten, co był przy drodze, co nam zamknęli i na nieotwieralnego wyglądał, a ten co my przy nim pili piwo i jedli warkocz, to jest przy końcu wsi po prAwej stronie, kawałek od drogI, blisko naszej kwatery
Cytat:
Zamieszczone przez tomas pablo
..widzieliście dom /w budowie/ , którego elewacja zrobiona była z butelek po szampanie ? :-D
ja nie zauważyłem , ale ja kiepski spostrzegawczo jestem a i tą moją marną spostrzegawczość wyczuliłem na szukanie magazinów i starych chat
Ech, ile to jeszcze zostało 'roboty': pchanie rowerów po łące, przeprawy przez Dniestr, cerkwie, kgr, nocleg u nieświętych Mikołajów, strefa kibica na Orowym Wierchu, mistyczny mnich, darowana dziewczynka, magaziny, pogranicznicy, pasjonująca rozmowa z ks. Jackiem itd.
..ale to w przyszłym tygodniu
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
dom z flaszek był kawałeczek za magazinem. Budowniczy skupował je od cyganów. Kawałek za chatą Wasyla / w kierunku zastawy i cerkwi/ był płot , którego niby fundament był z kolei z flaszek ale po wódce.
W Boberce byłem coś 8 dni....mili, wspaniali, prości ludzie !!! / smak boberkowego bimbru czuję do dziś :mrgreen: , resztkę, którą mnie obdarowano ....wypiła Buba za smakiem ! /
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
Cytat:
Zamieszczone przez
tomas pablo
W Boberce byłem coś 8 dni....mili, wspaniali, prości ludzie !!! / smak boberkowego bimbru czuję do dziś :mrgreen:
8 dni w raju; o raju też będzie, tyle że w Potoku ;). trza będzie jeszcze odwiedzić Boberkę..
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
bodajże 15.08 na terenie b. wsi Dydiowa jest zjazd byłych mieszkańców i potomków. Wyruszają z Boberki właśnie...wspaniałe widoki na B. z drugiej strony Sanu !!!
aha- jednego z owych chłopców ze zdjęć rozpoznaje .... napierniczał przez cały poniedziałek wielkanocny w dzwony cerkiewne....
-
6 załącznik(ów)
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
Zanim dotarliśmy do Boberki przyszło nam przejechać całą długość wsi Jabłonka Wyżna. Leży ona dokładnie 10 km na wschód od Tanawy Niżnej czyli od miejsca ostatniego majowego Kimbowania. Kto był ten wie.
Tak, tylko 10 kilometrów, tak blisko, a tak daleko, zupełnie inny świat.
obrazek zarejestrowany w środku tej wsi na głównej drodze.
.
Załącznik 28800
.
Taki zwykły obrazek, gdzie z jednej strony człowiek na rowerze a z przeciwka świnia na spacerze. (a co to nie wolno z kabanem po lesie spacerować ? - jak pytał Pawlak)
Z jednej strony obrazki jak z minionych wieków, a z drugiej strony w tej samej wsi po oczach bije błyszczące bogactwo przyozdobionej cerkwii
.
Załącznik 28801
.
W Jabłonce Wyżnej Slavko porozmawiał ze swym znajomym który porządkował cmentarz i tak się zagadał, że zapomniał spytać o ten z pierwszej wojny który jest naznaczony na mapie Krukara.
A potem poszło jak spłatka, krótka wizyta w magazinie , jeszcze trzy górki i jesteśmy u celu pierwszego dnia czyli we wspomnianej Boberce
Załącznik 28802
.
Zachodzące słońce malowało piękne widoczki doliny Sanu.
Rozłożeni na trawie łykaliśmy je dużymi chaustami.
Krowy ze zdziwieniem popatrzyły przez chwilę w naszą stronę i kontynuowały jedzonko.
.
Załącznik 28803
.
W oczekiwaniu na obiecane płyny upijaliśmy się obrazkami z cerkwią w roli głównej.
Ta w Boberce, bardzo mi się podobała
Załącznik 28804
.
a potem kwatera i rozprawianie o wszystkich problemach świata z naszym gospodarzem.
W trakcie tych rozmów padła informacja o Polakach to tu przyjeżdzali naprawiać pomniki na cmentarzu, a potem bimbru we wsi brakło.
Załącznik 28805
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
Ale mi się ta Wasza wycieczka podoba, ale podoba...wrrr....wrrr....
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
Heniu !...nie wierz w te wioskowe ploty :roll: ...! Były nas 3 osoby / w tym 2 to abstynenci / - a ja....NIE wypiłem całego bimbru !!! :mrgreen: , za to W. wówczas nie trzeżwiał ni na chwilę...cóż , święta były...;)
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
Cytat:
Zamieszczone przez
sir Bazyl
Ale mi się ta Wasza wycieczka podoba, ale podoba...wrrr....wrrr....
Ty nie rób "wry", tylko zabieraj rower i w drogę. Ja już swój myję z błota i jedziemy po śladach ;)
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
Cytat:
Zamieszczone przez
tomas pablo
smak boberkowego bimbru czuję do dziś :mrgreen: , resztkę, którą mnie obdarowano ....wypiła Buba za smakiem ! /
i to z jakim smakiem!!! :-) byl przepyszny! dzieki Tomek ze nam troche zostawiles!
a wogole to moj pierwszy samogon w zyciu pilam wlasnie w Boberce, 15 lat temu ;)
-
6 załącznik(ów)
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
Cały intensywny pierwszy dzień zostawiliśmy za sobą. Pozostała mapka z orientacyjnym przebiegiem naszej trasy.
.
Załącznik 28928
.
Kolejny dzień i kolejne zadanie, tu na mapce oznaczone białym trójkącikiem czyli Dniestrzyk Dębowy.
Aby się tam dostać mijamy stary dwór w Boberce (nie mam żadnych informacji o nim) i po pożegnaniu się z pasącymi krowami śmiało przeskakujemy wartki strumyczek .
.
Załącznik 28929 Załącznik 28930
.
bo przecież tuż za nim widać wiejską polną drogę wspinającą się na grzbiet.
Droga owszem była, tylko dziwnymi zakrętami wyprowadziła nas w pole. Dosłownie na bujnie zarośniętą łąkę otoczoną co kawałek drutami kolczastymi.
Pchając po niej rowery, nie tylko zrzucaliśmy zbędne kalorie po wczorajszej gościnie, ale przy okazji ustanowiliśmy nowy rekord prędkości rowerowej, który aktualnie wynosi 2 km/h (do pobicia)
.
Załącznik 28931
.
ale na szczycie !
Na szczycie musieliśmy uruchomić żelazny zapas , a właściwie to był aluminiowy zapas i gdy zalegliśmy w trawie można było być oszołomionym.
- Może kwitnącymi łąkami ?
- Może ze zmęczenia ?
- a może pasmem Otrytu, który zamykał krajobraz rozłożonej przed nami kolorowej dolinki Sanu. Przecież nie tak dawno, jakieś trzy miesiące temu brnęliśmy po jego zaśnieżonych grzbietach .
.
Załącznik 28932
.
a teraz ?
Teraz leżąc wśród traw dziwimy się że to tak blisko , a jednak ...
Koń widząc nas zdziwionych podniósł nogę z zdziwienia.
.
Załącznik 28933
.
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
ale przy okazji ustanowiliśmy nowy rekord prędkości rowerowej, który aktualnie wynosi 2 km/h (do pobicia)
Cos mi sie wydaje ze bym mogla stanac z wami w szranki jesli chodzi o takie rekordy :-D
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
Cytat:
Zamieszczone przez
buba
Cos mi sie wydaje ze bym mogla stanac z wami w szranki jesli chodzi o takie rekordy :-D
Licznik rowerowy nie uwzględnia tego, że co kilka metrów trzeba było stanąć by odpocząć
Pchanie roweru pod górkę po łące jest lekcją, lekcją pakowania;
człowiek sobie wertuje ekwipunek i myśli:
- ta rzecz? bez tej rzeczy może bym się obszedł
- a to?? po cholerę mi to!!
ciężko było,ale widoki zrekompensowały;
http://img543.imageshack.us/img543/4139/dsc034562.jpg
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
dwór w Boberce oglądałem...miejscowi coś niechętnie wypowiadali się..wynikało że wieś była skonfliktowana z właścielem / lub zarządcom/ .Po wojnie była tam szkoła. A zwróciliście uwagę na przepiękną,opuszczoną chyrzę , krytą strzechom , w dolince , po prawej stronie /patrząc w kierunku granicy / ?
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
Cytat:
Zamieszczone przez
tomas pablo
dwór w Boberce oglądałem...miejscowi coś niechętnie wypowiadali się..wynikało że wieś była skonfliktowana z właścielem / lub zarządcom/ .Po wojnie była tam szkoła. A zwróciliście uwagę na przepiękną,opuszczoną chyrzę , krytą strzechom , w dolince , po prawej stronie /patrząc w kierunku granicy / ?
Niestety nie.
Czyli trzeba będzie wrócić i poświęcić więcej czasu. Już przyglądałem się mapie i rysują się plany.
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
radziłbym , byś uwzględnił zahaczenie o Tarnawe ! Z Jabłonki trzeba zapychać na zachód , w kierunku lasu./obok czegoś co nazwałbym -wiejskim wysypiskiem śmieci.../.Lasem pod górkę, droga kiepska- błotnista.Z górki. Wychodzisz na łąki Tarnawy.Ogromna przestrzeń. Ładny widok na polską stronę !!! Wioseczka- parę chałup.10 lat temu pojawił się tam prąd. Brak właściwie dojazdu, chyba, że sprzętem, który poradzi sobie z ową drogą...
szkoda tylko , że zona jest tam szeroka...i żeby np. dojść do cerkwiska / zachowana dzwonnica, resztki cmentarza/ trzeba się przedrzeć przez druty :mrgreen:... emocji sporo - bo ŁAŻĄ !!! i wieżyczka w zasięgu lornetki :roll: /
-
3 załącznik(ów)
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
dzięki za dobre rady, ciekawie brzmi ta Tarnawa, a tą chyże w Boberce możliwe, że widzieliśmy, ale nie przyłożyliśmy do niej należytej uwagi, bo chyż i starych chat na odcinku do Boberki widzieliśmy mnogo,
cóż, następnym razem..
póki co wróćmy do relacji.
Do kładki (tej co na zdjęciu wygląda na wąską, ale łatwo było rowery przeprowadzić) trafiliśmy dzięki wskazówkom bardzo starej i bardzo niewyraźnie mówiącej babci, która pasła krowy.
Zadziwiające jest jak w tych wioskach, ludzie starzy, nierzadko ułomni ,są aktywni i zaradni.
Inny przypadek; pod magazinem; oparłem rower o bok murowanych schodów; przykuśtykała babcia, ledwo chodziła, podeszła do roweru, stanęła przy ścianie i spytała czyj to rower. Odpowiedziałem, że mój, myślałem, że babcia ciekawa. Babcia stała dalej bez ruchu, a ja sobie sączyłem piwo, tyle że coś mi nie pasowało, nie pamiętam jak to było, ale z zachowania babci wywnioskowałem, że babci może rower przeszkadzać. Rzeczywiście, przeszkadzał a babcia stała jakiś czas bezradna, bo nie potrafiła mi przekazać, bym zabrał rower. Jak zabrałem, to babcia wspięła się na, prawie pół metrowy mur schodów, przytrzymując się ściany, czy klamki, i weszła do magazinu. Po schodach pewnie nie dała by rady wejść..
Jeszcze inna zaradna babcia:
Załącznik 28953
jak już przedarliśmy się do tej drogi, to średnia nam drastycznie wzrosła, chyba nawet powyżej 3 km/h!
Załącznik 28954
okolice szczytu:
Załącznik 28955
konie mają przywiązaną nogę do uzdy, pewnie po to, żeby nie uciekły daleko
dalej było już z górki, a Dniestr już pewnie szumiał radośnie czekając na nas..
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
Cytat:
Zamieszczone przez
Miejscowy
ta to taka jeszcze malo zaradna ;) kiedys widzialam takowa co ciagnela wlasnie podobnej dlugosci belke- ale pod jej koniec podlozyla i przywiazala jakas dziecinna zabawke majaca koleczka- wiec belka jechala! nie zdazylam wyjac aparatu a babcia juz zniknela za zakretem..
-
4 załącznik(ów)
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
Taktyka jaką przyjęliśmy była taka : rano wyznaczamy pierwszy cel ; w tym przypadku był nim Dniestrzyk Dębowy. Po dojechaniu do miejscowego centrum kulturalno oświatowego wyciągaliśmy mapę i określaliśmy kolejny etap.
Po co jechać do tego Dniestrzyka D. ?
Ano po to, aby zobaczyć unikalne pojazdy terenowe, które śmiało mogłyby startować w konkursie na najpiękniejsze monstrum bieszczadzkie (przecież jesteśmy w Bieszczadach)
.
Załącznik 28957
.
albo zobaczyć starą chatę (nie podejmuję się definicji czy łemkowską czy bojkowską),
na pewno urokliwą i ten pojazd piękny
.
Załącznik 28958
.
Slavko wspominał o grze w duraka z miejscowymi na ławeczce przed sklepem, ale nie wspomniał że założył tam wśród młodzieży swój fan-klub
.
Załącznik 28959
.
Przeglądam katalogi ze zdjęciami z tego wyjazdu i nie wiem co wybrać. Takie mnóstwo tematów się pojawiało co chwila. które są istotne , a które nie. Najprościej by było wrzucić te setki zdjęć na jakąś picasę i nie wysilać się z opisem.
Zresztą i ten ułomny opis nie jest w stanie oddać wszystkich klimatów w każdej wsi i spotkań a tubylcami (a było ich sporo)
Wspomnę tylko skrótowo że kolejnym naszym etapem była Łomna. Ta wieś kojarzy mi się z przedwojennym ośrodkiem opiekuńczym prowadzonym przez zakonnice. Czy ten obiekt na zdjęciu to jest pozostałość po przeszłości ?
.
Załącznik 28960
.
Chyba za szybko żeśmy gonili , bo nie było nam dane zgłębić tematu.
W Łomnej zrobiliśmy nieprzeciętny numer, zajechaliśmy do "magazinu" i rozłożyliśmy swoje prowianty nic nie kupując. A to wszystko dlatego że wieźliśmy w sakwach mnóstwo niepotrzebnych rzeczy i aby sobie ulżyć postanowiliśmy część z nich skonsumować.
Następnym razem sakwy będą o połowę lżejsze.
-
4 załącznik(ów)
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
W Łomniej , podobnież jak i w innych nawiedzanych miejscowościach odwiedziliśmy również cerkiewkę, która przyozdobiona została w dach świecący z daleka niczym ......
.
Załącznik 28962
.
Tam też w centrum tej wsi od której pochodzi nazwa Magura Łomniańska zadecydowaliśmy o kolejnym naszym etapie.
Był nim Dniestrzyk Hołowiecki.
Krótka rozmowa z miejscową nawigacją w postaci jadących konnym wozem Garminów upewniła nas że jest tam droga.
Jest to porządna droga i na dodatek opiekują się nią święci.
.
Załącznik 28963
.
Śmiało ruszyliśmy tą wspaniałą arterią przyglądając się z daleka sposobami uprawy roli preferowanymi w tej okolicy
Było to wielce pouczające, bo nawet w naszych skansenach tego nie uświadczysz..
.
Załącznik 28964
.
i wszytko szło pięknie tylko że spotkała nas mała niespodziewajka.
Nasza droga , nie wiedzieć czemu krzyżowała się z rzeką Dniestr
.
Załącznik 28961
.
Cóż było robić ?
Dał nam przykład Bonaparte jak pokonać mamy
.
http://www.youtube.com/watch?v=7Q-iB...1&feature=plcp
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
...
Wspomnę tylko skrótowo że kolejnym naszym etapem była Łomna. Ta wieś kojarzy mi się z przedwojennym ośrodkiem opiekuńczym prowadzonym przez zakonnice. Czy ten obiekt na zdjęciu to jest pozostałość po przeszłości ?
.
Załącznik 28960
W Bieszczadzie nr 5 Maciej Augustyn i Andrzej Szczerbicki, w artykule pt. "ZABYTKI WE WSIACH U ŹRÓDEŁ DNIESTRU" piszą, iż zakonnice prowadziły 8-klasową szkołę dla dziewcząt. Dopiero po wkroczeniu w 39 roku sowietów w budynkach klasztornych ulokowano Dom Dziecka, w którym zatrudniono siostry. Klasztor spłonął w 1944r. Na jego miejscu zbudowano po 1951 roku posterunek sowieckich wojsk pogranicznych - to chyba ten budynek z Twojego zdjęcia.
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
ŁOMNA, to jedna z wielu miejscowości o których trudno znaleźć jakiekolwiek informacje. Te podane z "Bieszczadu" częściowo się pokrywają z innymi
Cytat:
W Łomnej od 1895 r. swą placówkę zakonną i Zakład Naukowo-Wychowawczy miały Siostry Franciszkanki Rodziny Marii (w 1938 r. było tam 40 sióstr). Inicjatorem powstania tu tego okazałego Zakładu był założyciel zgromadzenia bł. abp Zygmunt Szczęsny Feliński. W Łomnej siostry prowadziły szkoły różnych stopni (ludową, wydziałową, powszechną 7-klasową, gimnazjum, prywatne Seminarium Nauczycielskie, szkołę gospodarczą, kursy dokształcające i krawieckie) z internatem dla dziewcząt obrządku łacińskiego i greckiego. Siostry nadto prowadziły szeroką działalność medyczną (po domach i w otwartym w zakładzie szpitaliku) charytatywną, kulturalną i gospodarczą wśród ludności polskiej i ukraińskiej. Podczas okupacji sowieckiej (wrzesień 1939 - czerwiec 1941) szkoła została upaństwowiona i częściowo zajęta przez wojsko. Pod okupacją niemiecką siostry wznowiły swoją działalność, a w gronie 120 wychowanic przechowywano 24 dziewczęta żydowskie. W dniu 14 września 1943 r. doszło do napaści i rabunku ze strony banderowców. Wobec wzrastającego zagrożenia część sióstr wraz z dziećmi wyjechała do Warszawy. W 1944 r. wycofujący się Niemcy spalili klasztor i Zakład, po których dziś nie ma ani śladu
Więc nie ma śladu ?
A może jest ślad po kaplicy klasztornej ?
Proboszczem w Łomnej był wówczas ks. Malak który w późniejszych latach mieszkał w Rzeszowie.
Polecam jako lekturę jego życiorys
http://www.studzianka.alleluja.pl/tekst.php?numer=9609
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
Niestety nie.
Czyli trzeba będzie wrócić i poświęcić więcej czasu. Już przyglądałem się mapie i rysują się plany.
rower gdzie mój rower pomyślalem ....
-
5 załącznik(ów)
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
mam i ja tych dwóch chłopaków, tyle że zamiast mnie, w kadrze jest cerkiew
Załącznik 29033
mam tez tą starą chatę, dziwnie, że z bliższa, chociaż w moim sistemie eriksienie zoom się zaciął na analogowym 28
Załącznik 29036
jedna z przepraw
Załącznik 29035
Po dwóch przeprawach przez Dniestr, mapa mówiła, że dalej będzie most,
my przyszli pod most; rzeka jest, mostu nema, pidmanuła pidweła!
Cóż, kroiło się na trzecią przeprawę - znooowu,
ale po naszej stronie rzeki były jakieś zabudowania i niedaleko nas zaczął się kręcić pastuszek,
no to spytali my go; jak chodzą do magazinu?
Chłopiec pogłaskał konika i zaprowadził nas na ścieżkę w trawie, która to ścieżka doprowadziła nas do mostu.
Myśleliśmy, ze po tych przeprawach, już nic nas nie zaskoczy.
Myliliśmy się, ten most nas zaskoczył
Załącznik 29037Załącznik 29034
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
To jest Ukraina, tu zawsze może coś zaskoczyć.
-
7 załącznik(ów)
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
Dniestrzyk Hołowiecki przywitał nas nie tylko oryginalnym mostem na Dniestrze, ale i fruwającymi atrakcjami.
Pierwszy raz miałem okazję przyjrzeć się czarnej wersji tak popularnego przecież ptaszka.
Spacerował sobie przy brzegu cierpliwie czekając na sesję fotograficzną.
.
Załącznik 29300
.
A potem wizyta w regionalnym centrum społeczno-kulturalnym wsi i kolejna cerkiewka na naszej trasie.
Umiejscowiona na niewielkim wzniesieniu , tajemniczo skrywała się otoczona drzewami.
.
Załącznik 29301
.
Tylko jedna górka oddziela nas od Michniowca i Bystrego. Jedna ale mocno rozciągnięta jest Magura Łomniańska.
Postanawiamy ją objechać od północy .
.
Załącznik 29302
.
Wcześniej na ten sam pomysł wpadł potok Mszanka , to właśnie ten sam wypływający z Michniowca i kierujący swe wody do Morza Czarnego.
Jedziemy doliną tego potoku w stronę granicy, a więc jego źródeł. Do granicy nie docieramy, bo w ostatniej wsi o nazwie Mszaniec zatrzymali nas w magazinie.
Bardzo sympatyczni panowie pokazali nam cerkiew oraz miejscowe kąpielisko wyposażone w jakuzzi.
Niestety przestawili również nasze plany zapewniając że droga do kolejnej wsi Tichy to błoto po kolana.
Gdy pojawia się umundurowany pogranicznik to zamiast się legitymować pytamy o to błoto.
Potwierdza że nie ma jednej wyraźnej drogi, trzeba się przedzierać przez leśne dukty rozwalone wywózką drewna.
Tak więc zgodnie z naszą dotychczasową praktyką, ustalamy nowa trasę. Trzeba się troszkę cofnąć i skręcić na Wiciów.
Droga się pogorszyła, bo ciągle wspinała się pod górkę. Zabytkowy budynek zachęcał tym bardziej na chwilę odpoczynku.
.
Załącznik 29303
.
Zabudowania wsi sie skończyły, a górka nie.
Na szczęście nasze rowery są tak skonstruowane , że można je wypchać wszędzie, nawet przez leśne dróżki które prowadziły na grzbiet pasemka Orowy. Szczytowe partie są połoninne i częstują rozległymi widoczkami
Załącznik 29304 . Załącznik 29305
.
Na szczycie Orowego złapliśmy wreszcie zasięg w naszych radiostacjach. Dochodziła godz. 18-sta pamiętnego dnia inaugurującego rozgrywki Euro. Na leżących pniaczkach wyznaczyliśmy strefę kibica i zaczęliśmy dopingować naszą reprezentację. Środki dopingujące też były, a jakże. Kolejne sms-y podawały nam przebieg meczu.
W przerwie wskoczyliśmy na rumaki i zjechaliśmy serpentynkami do wioski.
Miała być to według mapy Lenina Mała a okazało się że tablica mówiła inaczej
.
Załącznik 29306
Cytat:
Zamieszczone przez
krzychuprorok
To jest Ukraina, tu zawsze może coś zaskoczyć.
Masz rację. Zaskoczyło nas nie tylko to że gdzie indziej wylądowaliśmy, ale i niecodzienne umiejscowienie tablicy drogowej
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
czyżby Potok Wielki?.....
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
"10 wrześ. bryczkami do Smolnika, gdzie nas przyjmuje brat Niemczewskiego Ignacy, tam obiad i znów łowieckie sukursa, jako to bremer z Grodowic, Bielański eks-legionista nadwiślański 1831, Wolski justycjariusz z Liska, Rybicki młody, Kunicki i inni z pobliża górale.-Drogi tu po części rznięte obszerne, ale już dobrze się piętrzące. Patrzymy na ojczyznę Dniestru w wioseczce Dniestrzyk Dębowy, wytryskującego spod kilku omszałych pni dębowych. Rybicki okolił tę kolebkę sławnej w dziejach polskiej rzeki młodych dębów gaikiem. Niedaleko od niej w Siankach wynurza się spośród skalistych odłamów San nasz, ale tak skromnie, że ledwie podeszwę zamaczam..." M.Smarzewski.
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
Cytat:
Zamieszczone przez
partyzant
"10 wrześ. bryczkami do Smolnika, gdzie nas przyjmuje brat Niemczewskiego Ignacy, tam obiad i znów łowieckie sukursa, jako to bremer z Grodowic, Bielański eks-legionista nadwiślański 1831, Wolski justycjariusz z Liska, Rybicki młody, Kunicki i inni z pobliża górale.-Drogi tu po części rznięte obszerne, ale już dobrze się piętrzące. Patrzymy na ojczyznę Dniestru w wioseczce Dniestrzyk Dębowy, wytryskującego spod kilku omszałych pni dębowych. Rybicki okolił tę kolebkę sławnej w dziejach polskiej rzeki młodych dębów gaikiem. Niedaleko od niej w Siankach wynurza się spośród skalistych odłamów San nasz, ale tak skromnie, że ledwie podeszwę zamaczam..." M.Smarzewski.
Fajny tekst, takich właśnie szukam.
Nie wiedziałem, że Dniestr tez miał różne wersje swoich źródeł. Na dzień dzisiejszy przyjmuje się że są nade wsią Wołcze, a tu inna wersja z DniestrzykiemD.
-
7 załącznik(ów)
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
po tych wszystkich przeprawach trzeba było odpocząć.
Magazin w chyba Dniestrzyku Hołowieckim fajnie się komponował;
nie wiem które ujęcie lepsze, więc wrzucam oba:
Załącznik 29372Załącznik 29373
ktoś nieobeznany mógłby może sobie pomyśleć: "co to za jazda, tylko pod sklepami siedzą i piwo piją". Nieprawda! Myśmy ciężko pracowali nad kondycją!
Dzięki temu, że kiedyś czytałem o treningu kolarskim, byłem świadom, że kondycja poprawia się, nie podczas jakisik ciężkich podjazdów (jak myślą profani), ale podczas regeneracji, czyli podczas odpoczynku, bo to podczas odpoczynku organizm przystosowuje się do większych obciążeń i goją się mikrouszkodzenia w mięśniach,
a my bardzo staraliśmy się nie zaniedbać odpoczynku - tego kluczowego elementu kolarskiego treningu.
Jest jeszcze jedna kwestia, o której wiem, ale w książkach o tym nie piszą;
znajomy zawodowy sportowiec (był nawet jakimś mistrzem europy w biatlonie), zdradził mi kiedyś, jak sobie radził z zakwasami; jego metoda to gorąca kąpiel i trzy piwa. Ilość piw trzeba oczywiście dopasować do swojego poziomu wytrenowania - myśmy na raz nie pili więcej niż jedno.
Możliwości kąpieli (ew sauny) nie mieliśmy, więc wieczorami grzaliśmy się samogonem, cóż, trzeba sobie jakoś radzić..
w każdym bądź razie system treningowy działał - zakwasów nie było w ogóle.
skrywająca się cerkiew:
Załącznik 29374
i Maszaniec, gdzie nowo-poznany pod magazinem miejscowy (przyjechał dostawczakiem na przemyskich numerach), oprowadził nas po wsi
Załącznik 29375Załącznik 29376
SPA:
Załącznik 29377
no to do przełęczy, na której ustanowimy strefę kibica mieliśmy pod górkę; 200m w pionie i max 16% podjazdu, ale nie było tak ciężko jak podczas przedzierania się pod górę, po łące.
Dla odmiany, po drodze, teleportowaliśmy się na chwilę w Beskid Niski:
Załącznik 29378
Wieści w strefie kibica były dobre; Polska wygrywa i gra dobrze.
Rozgrzani Żanżakiem zjechaliśmy szybko do Leniny, która okazała się być Potokiem malutkim, ale Wielkim z nazwy.
Mieliśmy z sobą trochę darowanego chleba na wypadek noclegu w namiocie.
Z załatwieniem noclegu było dużo trudniej niż w Boberce; trwało to może nawet aż z pięć minut.
a był to nocleg u nieświętych Mikołajów.
Pierwsza napotkana osoba, Mikołaj, powiedziała nam, że z noclegiem nie będzie problemu, ale on nas zaprosić nie może, bo sam wynajmuję chatę - czyli turysta się nam trafił! Na co dzień Mikołaj mieszka w Użgorodzie i nie uznaje chemii w jedzeniu i piciu.
Czekaliśmy chwilę z Mikołajem na właściciela, jak się okazało też Mikołaja, by spytać o pozwolenie na nocleg.
Mikołaj, właściciel chaty, oczywiście zaprosił nas do środka. Mikołaj mieszka po drugiej stronie ulicy, jest Bojkiem i gra na weselach.
Rozglądałem się w międzyczasie, czy nie kręcą się jakieś kobiety, ale nie, raz tylko się przestraszyłem, gdy Mikołaj Zero Chemii spytał jakąś kobietę w oddali, czy by nie przenocowała Polaków, na szczęście pośmiała się i poszła dalej - więc wielka micha ziemniaków z mięsem na kolację nam nie groziła, a pomni wczorajszego wieczoru, na brak samogonu, byliśmy przygotowani.
Zapowiadał się chłopski wieczór. Samogon stał na stole, 56-procentowy, ale nie aż tak dobry jak 50-procentowy w Boberce.
Zagotowaliśmy nawet wodę, by się zakoserwantować zupą w proszku, Henkowi się nawet to udało, a ja swoją otwartą torebkę wyrzuciłem do śmieci, bo na stole obok samogonu; pojawił się biały ser od matki Mikołaja Bojka i chleb. Ser był przepyszny i świetnie z chlebem pasował jako zagrycha.
W trakcie rozmowy wyszło, że Mikołaj, gość na oko po piećdziesiątce, ma dorosłego wnuka. Jak to możliwe? Mikołaj przyznał się, że ma 68 lat. - zero chemii. Przynieśliśmy później nasz Chlibnij dar, Mikołaj z początku nie chciał się czepić chemicznej horyłki, ale jak w końcu spróbował, to stwierdził, że da się pić, chociaż 10 lat temu była lepsza.
Jedno z powiedzeń Mikołaja:
"Moja żona modli się w cerkwi, by się dostać do raju, a ja Raj mam tutaj!"
Chwalił się też, że poprzednią noc spał na sianie.
Śpiewaliśmy też Pidmanułe z Mikołajem muzykiem, ale nie za dużo.
Pod koniec Mikołaj Bojk, pokazał mi z dumą swojego Fiata Dobblo, tyle że żeby go zobaczyć musiałem iść za Mikołajem do jego domu, po ciemku a tam w nocy jest ciemno!
W naszym pokoju otworzyliśmy wcześniej okiennicę, jakoś dziwnie krzywo wisiała. Rano znaleźliśmy ją na zewnątrz na ziemi. Na szczęście nic się okiennicy nie stało i zamontowaliśmy z Mikołajem okiennicę na swoim miejscu. Nie można otwierać tego okna.
Nie pamiętam jak trafiłem do śpiwora.
Na drugi dzień, kaca dla odmiany był (na pewno przez chemiczną wódkę!), ale poszumiało w głowie, trochę pobolało i szybko przeszło..
-
Odp: Tak daleko stąd, a tak blisko ...
no to trafiłem z tym Potokiem ! ... magazin super !!! ja bym dał 5 gwiazdek :mrgreen: