O kurde, jestem facetem i taki bajer zawsze mam w górach chociaż o ile pamiętem nigdy nie użyłem :)
Wersja do druku
jest jeszczcze coś takiego jak suchy szampon - ponoć przydatny jak nie ma się możliwości umycia głowy- nie próbowałam więc nie wiem czy działa ;)
I już jesteśmy o krok od wody w proszku... :-)
Dżizas, Mery end donki... Czego to ludziska nie wymyślą (i w Biesy nie zabiorą:wink:)
...i nie daj Panie Boże piwa w proszku!!;)
Dlaczego nie ?
Dzisiaj rozpakowywałem plecak i patrzę a tam ..... zapomniane piwo wyskakuje.
To ja je nosiłem cały czas nie wiedząc o nim. :mrgreen:
Gdyby było w proszku, to proszę - ile by było lżej.
Nie odrzucajmy więc piwa w proszku jako jeszcze jednej rzeczy zupełnie niepotrzebnej w plecaku, ale możliwej.
Do konsumpcji lepiej pozostać przy starych rozwiązaniach browarniczych.
Pamiętamy, pamiętamy. Ale to nie to samo, co woda w proszku. Świat poszedł naprzód:mrgreen:8)
Na jakim dnie???? Ja zawsze wsypywałem od razu do gęby ;)
...i wtedy tak fajnie bąblowała i szczypała w język...
a tam orenżada, vibovit to było to
Vibovit tez był super ale tego nie praktykowałam
visolvit ponoć daje moc
http://www.flickr.com/photos/8147364@N05/1251662910/
Cytat:
http://forum.bieszczady.info.pl/imag...quote_icon.png Napisał Dlugi http://forum.bieszczady.info.pl/imag...post-right.png
Na jakim dnie???? Ja zawsze wsypywałem od razu do gęby ;)
Sposobów pochłaniania było wiele, na język, na garść, ale najlepiej było brudny paluch wetknąć i oblizać:mrgreen:Cytat:
aaa no tak zapomnialam ze wsypywana byla najlepsza :) starość haha
A na kolonii hitem było mleko w proszku dla niemowląt, dzieciaki całaymi pakami kupowały:)
Proszę nie umniejszać roli płynów w proszku, jako bajer noszę grzańca w torebce ekspresowej. Już dwa lata go tak noszę (zapewne mocy nabrał:)) znaczy jedną torebkę - tak na czarną godzinę;)
Odbiegamy troche od bajerów w górach ;) a wiecie co jeszcze mialam ? malutki statyw do aparatu zeby rodzinne zdjecie zrobic :) wystarczy na kamyku postawic i juz seria zdjec leci :P a waży tyle co nic.. 47g tylko
A mi kolega kupił w prezencie taki składany stołek - tak chodzisz i chodzisz po tych górach, to sobie rozstawisz i usiądziesz! :)
:mrgreen: ee stołek to juz nie .. przesada haha :mrgreen: ale zamiast napojów czy wody w butelce targam kompocik , z czarnej porzeczki najlepiej ;)
e tam - stołek składany w góry to całkiem niegłupi pomysł ! przynajmniej usiąść będzie na czym na postoju
Ja targam wodę z potoku (na ogół ze 3 litry najmniej) plus sok zagęszczony (malina, wiśnia albo poziomka). Czerpam z potoczka, dolewam soczka, chowam do plecoczka - i potem mam ubaw, jak wyjmuję i patrzę na te pełne dezaprobaty spojrzenia lansjerów od orydżynal butelkowanej mineralnej - a fe, pije w górach kolorowankę, pewnie do tego gazowaną :mrgreen::mrgreen::mrgreen:
Racja! Szczególnie jak Bazyl nosi, a korzystają inni :mrgreen:
https://picasaweb.google.com/lh/phot...eat=directlinkhttps://lh5.googleusercontent.com/-S...0/DSC_1031.jpg
Wadera -jestem w szoku widząc to co kryje się pod tym linkiem :))) bajer niezły!!!
Folia -pewnie i sensowne i mało zajmuje, tylko co potem z takim obłoconym workiem zrobisz. Ja staram się zabierać jak najmniej rzeczy (w co może trudno uwierzyć widząc mój plecak ;p), bo nie cierpię się pakować i też dlatego, by nie rozmyślać potem czy czegoś zapomniałam czy nie. Dlatego mam krótką litanię przed wyjazdem -ciuchy, latarka, mapa, kompas, nóż, karimata, mydło, pasta i szczoteczka. jeśli to mam to jestem spokojna ;p namiotu i śpiwora już nie liczę bo nawet ich nie wyciągam z plecaka.
trochę się nazbierało tych foteczek :lol:
gratis specjalnie dla ciebie - avatar 2.0 ver maxi ;)
http://magdachudzik.pl/images/storie...zczady/131.jpg
Witam
Temat rozwinął się ciekawie ;-)))) Jednak nie zgadzam się z opinią, że GPS ( outdoorowy) to gadżet. Bardzo często z niego korzystam. Oczywiście - jest mało przydatny przy planowaniu trasy. Podobnie na szlakach - można nim sobie co najwyżej pogorszyć samopoczucie sprawdzając np. średnią prędkość podejścia ;-)))). Ale już przy chaszczowaniu jest idealnym rozwiązaniem. I też nie dlatego, że można się zgubić, ale pomaga w utrzymaniu kierunku na określony punkt, zwłaszcza w lesie, przy dłuższych trasach. Kto próbował np. na Chryszczatej pobiegać niekoniecznie po ścieżkach, zapewne wie o czym piszę ;-))))
Z moich bajerów ;-)))) - nie wyjmuję z plecaka niewielkiego ;-)))) pudełka w którym mam niezbędnik z takimi wynalazkami jak zapasowe sznurowadło, agrafkę, drut, igłę z nitką i tonę innych, zazwyczaj niepotrzebnych rzeczy. Noszę je jednak, bo np. kiedyś wracałem już spory szmat drogi z rozwiązanym butem.
Ale totalnym bajerem jest lornetka - spora, ciężka, w osobnym futerale. I... prawie nigdy nie wyciągana. Jednak ostatnio w mojej ekipie nie znajduję już chętnych na jej taszczenie i coraz częściej zostaje na kwaterze ;-))))
A zamiast krzesełka noszę kawałek karimaty - też się nieżle sprawdza na wilgotnym podłożu ;-)))).
Pozdrawiam.
Wiemy kolego o czym piszesz. Można też sobie wynająć przewodnika zamiast giepeesa.
Taki przewodnik to bardzo przydatna sprawa, a nie żaden gadżet. Drogę pokaże, jest przydatny przy planowaniu trasy, można z nim pogadać , albo jest z kim piwo wypić.
Są na tym forum, też tacy co chodzili po Chryszczatej bez przewodnika, bez giepsa, bez szlaku i co ?
Wiem że trudno uwierzyć, ale jednak można.
He he,można,a nawet należy ;)
Z trudem, ale przeżyli ;)
A weźcie mi już tej Chryszczatej nie przypominajcie :-(
;)
Ja tam chodziłem z przewodnikiem i bardzo mi się to podobało, dlatego twierdzę że taki chaszczownik to żaden bajer ,tylko sama przyjemność.