Długi - celna uwaga ! MOGĄ BYĆ agresywne !!! ...naszą amstaffkę ( chyba kojarzysz....? ) zaatakował kiedyś tabun. Takie koniki , które żyją pod chmurką , są uwrażliwione na istoty na 4 łapach . Myślę, że one myślą , iż to coś jak wilk , po prostu.
Wersja do druku
Doświadczenia z końmi poza przeszło godzinnym obijaniem tyłka nie mam, jakoś lepiej mi się chodzi na swoich 2 niż cudzych 4 nogach :-)
W planach miałem zejść z biegiem Sanu do ujścia potoku, który wypływał gdzieś ze stoków Ryli i później jego korytem w górę, droga powrotna prawie po swoich śladach z odejściem w Tworylnem na ruiny najstarszej zagrody i tam gdzieś - jak się uda - miałem sforsować San, aby wyjść na taras widokowy. Nie chciało mi się jednak wracać tą samą prawie trasą, byłem już zmęczony a stokówka po drugiej stronie rzeki obiecywała domknięcie trasy mniejszym wysiłkiem, choć o wiele nudniej. Jeszcze dochodząc do ruin młyna widziałem po drugiej stronie "myśliwskie poletko doświadczalne" ale najlepsze było to, że od niego do stokówki prowadziła droga. Tak więc postanowiłem przeprawić się tu przez San.
Wpierw miałem zamiar tylko podkasać spodnie, przejść dla sprawdzenia na pusto, wrócić i dopiero wtedy przeprawić się z tobołami. Brodząc trochę w pobliżu brzegu w poszukiwaniu miejsca, skąd zacznę przeprawę dochodzę jednak (na szczęście) do wniosku, że ściągam spodnie, pakuję wszystko do plecaka i przechodzę od razu. Jak się okazało był to bardzo dobry pomysł. Na początku szło się dobrze, temperatura wody do wytrzymania, głębokość psa nie kryła i trzymał się koło mnie. Kłopoty zaczęły się gdzieś od połowy szerokości, zrobiło się głębiej, wyszukiwałem i szedłem progami skalnymi, niestety one były ukośnie w stosunku do rzeki więc i droga mi się wydłużała. Zrobiło się też głębiej a nurt jakby szybszy - czułem jak nurt trzęsie mi kijkami a i postawić je tam, gdzie się chciało było trudno. W pewnej chwili zauważam, że psa porwał nurt, już jest o 30m poniżej mnie i mimo jego wysiłków nie jest w stanie do mnie dopłynąć. Robi się nieciekawie, pies zaczyna skomleć i nie potrafi zrozumieć, że zamiast tracić siły na płynięcie do mnie powinien skierować się na brzeg. Nie ma wyjścia jak tylko jak najszybciej udać się w tamtym kierunku. Opuszczam progi i w miejscami głębokiej wodzie staram się jak najszybciej zbliżyć do brzegu, co zaczyna skutkować obijanymi paluchami. W końcu pies zauważa gdzie się kieruję i już szybko dopływa do brzegu, gdzie radośnie mnie wita, jak już wreszcie i ja się do niego dowlokę. Siadamy na kłodzie, szacuję straty. Poobijane paluchy, mokre slipy i z zimnej wody zaczynają mnie łapać skurcze. Całe szczęście że zdecydowałem się forsować na raz, nie wiem czy dałbym radę kursować przez San tam i z powrotem ;) Długo odpoczywamy w tym miejscu, suszymy się, pies trochę przysypia.
W końcu ruszamy dalej, dochodzę do poletka, później drogą do szutrówki i przed sobą mam tylko 9km do samochodu. Dłuży się to niemiłosiernie, na drodze jest gorąco, atrakcji prawie żadnych. Przechodzę koło kamieniołomu, na którym również widać stanowiska dla Eskulapów, gdzieś z drogi między drzewami łapię jeszcze obiektywem ruiny cerkwi w Krywym. Po drodze mija mnie kilkoro rowerzystów a ja marzę by wreszcie dojść do tarasu widokowego. Wreszcie docieram do niego, tu już ostatni dłuższy odpoczynek. Patrzę na San w dole i jakoś nie mogę sobie wyobrazić że WP gdzieś w tym miejscu przekraczał go i to jeszcze z rowerem, który następnie musiał wytachać tu na górę - masakra :-).
Od tarasu do samochodu już daleko nie było, wprawdzie miałem jeszcze w planie skoczyć na Studenne ale i późna pora i brak sił powodują, że zaniechuję pomysłu.
Na koniec udało mi się zobaczyć żubra - wprawdzie w lodówce ale taki mocny był że sam jeden rozłożył mnie dokumentnie :-)
Piękna traska, fajnie się czytało i oglądało. Zainspirowany początkiem opowieści w czwartek wraz z najbliższymi odwiedziliśmy po raz pierwszy Tworylne (wreszcie). Piękne tereny, mało oblegane, kwintesencja Bieszczadów. Dzięki.
Fajnie, że chciało Ci się napisać tę relację :))
(dobrze, że psy nie umieją czytać bo pewnie zazdrościłyby Twojej "łyżwie" takich wycieczek ;) )
Rzeczywiście mało oblegane. Podczas całej wycieczki styczność z ludźmi miałem tylko na stokówce.
Relacji mi zawsze mało, czekam na takowe, z nich mogę czerpać inspirację do swoich wędrówek.
Jednak pewna rzecz mnie podczas wedrówki uderzyła - w moim ulubionym BN często podczas wędrówek natknąć się można na krzyże/kapliczki przydrożne, tu podczas całej wędrówki oprócz cmentarzy nie odnalazłem nic (kapliczki w Studennym nie liczę, bo to w sumie była większa architektura). Widać różnice kulturowe...
Jeżeli o tym samym miejscu myślimy, to na mapie Ruthenusa jest to nie Tworylczyk,lecz Kiczera Dworska 617. To co udało mi się jeszcze odszukać w tym miejscu, przedstawiam na zdjęciach.
Załącznik 31792Załącznik 31793
Tak, na mapie Compass-u wzgórze jest nazwane jako Tworylczyk, na Ruthenusie - Kiczera Dworska.
Zbyszku - wrzuć jeszcze raz te zdjęcia bo sprawdzałem na 2 różnych kompach ale ich nie widzę :-(
Na moim komputerze są tylko linki, lecz również ich nie widać. Zmniejszyłem rozdzielczość i może tym razem będą widoczne.
Załącznik 31794Załącznik 31795