1 załącznik(ów)
Odp: Bieszczadzka przechadzka
No i leziemy w tej śnieżycy do nierozpoznanego celu i niepewni, czy nawet gdy trafimy to załapiemy się na nocleg, gdyż miejsc wcześniej nie rezerwowaliśmy a przecież to sobota długiego weekendu. A w Kalnicy na ulicach pustka, nikogo zapytać o drogę, w domach pogaszone, normalnie dzikie Bieszczady :-P Okazało się, że trzeba iść cały czas lewą drogą do góry i na jej końcu wchodzi się na podwórze posesji „U Oli” (http://www.bieszczady.net.pl/uoli/oferta.html). Tam zostaliśmy bardzo miło przywitani i otrzymaliśmy pokój na piętrze.
Obiekt funkcjonuje na zasadach schroniskowych tj. wspólna jadalnia, kuchnia, toalety na każdym piętrze i pokoje o różnej wielkości, od małych po wieloosobowe. Skromnie i surowo ale nam się bardzo podobało, więc tym, którym nie straszne są warunki schroniskowe gorąco polecamy. Koniecznie muszę wspomnieć też o właścicielce czyli Oli, która okazała się być osobą bardzo otwartą i sympatyczną. Dziękujemy za miłe przyjęcie!
Zdjęcie schroniska "U Oli" zrobione następnego dnia rano:
Załącznik 41974
Odp: Bieszczadzka przechadzka
Cytat:
Zamieszczone przez
sir Bazyl
Tam zamówiłem właśnie tą babę pieczoną czyli placki ziemniaczano-kaszkowe z gulaszem. W rzeszowskim bardziej lubimy żywe baby :twisted: więc tego dania jeszcze nie znałem. Niestety nie pamiętam pod jaka nazwą widniały w menu ale polecam – bardzo smaczne i sycące.
Coś mi tu konfabulujecie. Prawdziwa baba ziemniaczana ma być pieczona w piecu, najlepiej aby ów był opalany drewnem, a placki to się smaży na patelni. To są smaki mego dzieciństwa. Typowe danie pogranicza podlasko-białorusko-litewskiego. W moich rodzinnych Siemiatyczach nazywana jest blinem.
Czekam na dalszy ciąg relacji.
Odp: Bieszczadzka przechadzka
Cytat:
Zamieszczone przez
DUCHPRZESZŁOŚCI
Coś mi tu konfabulujecie. Prawdziwa baba ziemniaczana ma być pieczona w piecu, najlepiej aby ów był opalany drewnem, a placki to się smaży na patelni. To są smaki mego dzieciństwa. Typowe danie pogranicza podlasko-białorusko-litewskiego. W moich rodzinnych Siemiatyczach nazywana jest blinem.
Czekam na dalszy ciąg relacji.
Duchu, jest taka możliwość, że namotałem, bo chyba to jest ta baba choć raczej nie pieczona w piecu opalanym drewnem. Tak mi się to tylko skojarzyło z plackami i żeby unaocznić podobnym mnie dyletantom mniej więcej z czym mogą mieć do czynienia, posłużyłem się tym niezgrabnym porównaniem:)
Ale była bardzo dobra, ta baba.
Odp: Bieszczadzka przechadzka
Cytat:
Zamieszczone przez
sir Bazyl
Duchu, jest taka możliwość, że namotałem, bo chyba to jest ta baba choć raczej nie pieczona w piecu opalanym drewnem. Tak mi się to tylko skojarzyło z plackami i żeby unaocznić podobnym mnie dyletantom mniej więcej z czym mogą mieć do czynienia, posłużyłem się tym niezgrabnym porównaniem:)
Ale była bardzo dobra, ta baba.
Żeby baby od placka nie rozróżniać, wstyd. W prezencie zapiszę cię na kurs kulinarny.
To był po prostu kartoflak polany gulaszem.
Ważne, że najedzeni, napici w ciemnościach ale trafiliśmy do Oli.
Odp: Bieszczadzka przechadzka
Cytat:
Zamieszczone przez
mavo
Trzydzieści lat planuje coś takiego.
A Bazyl pstryk i już.
Mavo, ty sójko nasiczniańska - widzę, że muszę kiedyś spakować drugi plecak, zatargać go pod drzwi hacjendy i jak tylko otworzysz, to już się nie wymigasz!
1 załącznik(ów)
Odp: Bieszczadzka przechadzka
Dzień III
Walka, pot i łzy…
Plan na ten dzień był ambitny: z Kalnicy na Smerek i dalej całą połoniną do schroniska na nocleg.
Po szybkim śniadanku ruszyliśmy całkiem zasypaną boczną drogą, do mniej bocznej by w końcu dotrzeć do głównej bieszczadzkiej arterii:
Załącznik 41977
Mimo, iż szliśmy doliną to podmuchy wiatru szarpały nami bardziej niż delikatnie. Wkrótce dotarliśmy do odbicia szlaku z drogi głównej na Kindrat i jak zobaczyłem zalegającą tam, sięgającą do połowy łydki, nieskalaną ludzką stopą biel pokrywy śnieżnej to nieśmiało zaproponowałem małą korektę planu czyli złapanie stopa do Wetliny i wyjście na Przełęcz Orłowicza , i tam podjęcie ewentualnej decyzji o napieraniu połoniną bądź zwianiu na drugą stronę grani w kierunku Sanu. Kuna niby na zmianę przystała ale widać było, że jest strasznie zawiedziona odpuszczeniem wspinaczki na Smerek.
Teraz pozostało tylko złapać stopa co okazało się nie lada wyzwaniem, gdyż samochodów co prawda jechało bez liku, ale wszystkie w odwrotnym kierunku. Padało nieprzerwanie od poprzedniego popołudnia i mimo dość wczesnej pory nastąpił masowy exodus z Bieszczadów, przerażonych warunkami, zmotoryzowanych turystów. Sznur aut sunął powoli w kierunku Cisnej a jakoś nikt nie chciał jechać na wycieczkę w góry, do Wetliny bądź dalej. W końcu, gdzieś pomiędzy Kalnicą a Smerekiem, sympatyczna para zabrała nas na pokład i dzięki nim już po chwili siedzieliśmy w Starym Siole na piwie, nabierając animuszu do dalszej drogi, już na własnych kopytach.
7 załącznik(ów)
Odp: Bieszczadzka przechadzka
W końcu ruszyliśmy ku przełęczy, najpierw łąkami
Załącznik 42004
a później lasem
Załącznik 42005
W miarę zdobywania wysokości walka z żywiołem nabierała coraz większej dramaturgii
Załącznik 42006
Na przełęczy Kuna nie chciała pozować pod szlakowskazem do zdjęcia, nie chciała też rozważyć wariantu przejścia połoniną do schroniska, entuzjazm zdobywania szczytów gdzieś chyba się ulotnił i nie zatrzymując się parła na drugą stronę grani ku niewidocznej linii lasu
Załącznik 42008
Czyli wariant został wybrany, pozostało tylko dotrzeć w doliny, do cywilizacji na nocleg.
Nie chwaląc się, jestem troszkę od Kuny większy i ze dwa razy cięższy więc byle podmuch nie miotał mną tak jak moją towarzyszką więc po kilku metrach już ją dogoniłem i jako, że ścieżką nie dało się iść ponieważ zagłębienie terenu wydeptanego szlaku powodowało, iż chcąc nią iść trzeba było walczyć ze śniegiem sięgającym do uda ,przy w porywistym wietrze, siekącym śniegiem po oczach, postanowiłem na rympał skrócić to zakole szlaku bo obok niego śniegu było tylko po kolana.
Załącznik 42009
Szedłem pierwszy przecierając drogę i zatrzymałem się kilkadziesiąt metrów niżej czekając aż mnie partnerka dogoni i jakież było moje zdziwienie gdy usłyszałem jak była już blisko, taką chlipiącą mantrę wydobywającą się gdzieś spod uszczelniających usta warstw szalika. Okazało się, że myślała, że zabłądziłem i prowadzę ją na pewną zgubę i sobie chlipała pod nosem. Zapewniłem ją, że wszystko ok i tym razem jeszcze nie zginiemy :razz:, a że już kiedyś słyszałem te odgłosy, jak po nocy, w zimie, bez rakiet próbowaliśmy przebić się z okolic Durnej do drogi, to się ucieszyłem i mówię:
- Hi, hi, dawno tego nie słyszałem!
Trochę ją oburzyło, że zamiast współczuć to się podśmiewam ale cel osiągnąłem, bo odwróciłem jej uwagę od czarnych myśli i dreptała już za mną pogodzona z losem :mrgreen:
Wkrótce dotarliśmy do lasu, później do szlaku i do wiaty, gdzie zatrzymaliśmy się na zasłużony odpoczynek i otrzepać się ze śniegu
Załącznik 42010
Zmrok zapadał szybko i do Zatwarnicy doszliśmy już po ciemku:
Załącznik 42011
Tam wdepnęliśmy do hotelowej restauracji wrzucić coś na ząb i za kilka chwil dotarliśmy na nocleg do znajomych, którzy już się martwili, czy czasem nie pobłądziliśmy.
Odp: Bieszczadzka przechadzka
Cytat:
Zamieszczone przez
sir Bazyl
Dzień III
Walka, pot i łzy… Kuna niby na zmianę przystała ale widać było, że jest strasznie zawiedziona odpuszczeniem wspinaczki na Smerek.
Prawda cała prawda, już oczami wyobraźni widziałam jak mną targa tragiczna nuda, jak się męczę z tłumem turystów, jak przewracam z nudów jeden boczek cielska na drugi w Wetlinie. Na szczęście udało się i było warto na 102 i się pośmiałam i sobie pomedytowałam i powyłam niczym Kuna, z czego sir Bazyl miał polewkę i to nie czarną bo wiśniową.Miotać mną zaczęło już przed wejściem na połoninę, apogeum osiągnęłam pod szlakowskazem gdzie naciągnięcie czapki po oczy, zapięcie kaptura pod nos i wyciągnięcie spod niego polarowego komina na niewiele się zdało. Plecaka mało mi nie zerwało, raz w prawo, raz w lewo, bach leżę i weź tu się człowieku w tym śniegu podnieś a Bazyl co.....śmiech, to dalej weź tu człowieku nie zdenerwuj się.... Faktycznie uspokoiłam się jak dotarliśmy do wiatki, w dół to i po ciemku byśmy doszli.
I tu bardzo ciekawe kto przebąkiwał abyśmy może już na Sękowiec nie szli, tylko w hotelu w Zatwarnicy zostali? Sam Bazyl. A u Krysi i ciepło było i kolacja na nas czekała, a sami gospodarze spoglądali na nas jak na dwoje wariatów.
P.S. Zainwestuję w aparat fotograficzny, poczekaj Bazylu już ja cię uwiecznię w górskich momentach grozy!
- - - Updated - - -
Cytat:
Zamieszczone przez
sir Bazyl
Piękne jest to zdjęcie, oddaje ciszę lasu.
Odp: Bieszczadzka przechadzka
Cytat:
Zamieszczone przez
sir Bazyl
Po szybkim śniadanku ruszyliśmy całkiem zasypaną boczną drogą, do mniej bocznej by w końcu dotrzeć do głównej bieszczadzkiej arterii
Do mniej bocznej, czyli skrótem do sklepu. Tak napomknę tylko, że w sklepie była perełka i dwóch panów niby drwali, czy jak? Nie wiadomo czy już w dzień świąteczny pracowali w lesie, czy jeszcze nie dotarli do swojego schronienia spod sklepu. Panowie bardzo dziwili się, słysząc jaką trasę obraliśmy a nawet skomentowali, że jakby im nawet milion zł obiecywano, to i tak w taką zamieć nie poszliby w góry. To mnie z kolei dowartościowało, a mam was, nie taka Kuna bezbronna! W żarcie rzuciłam, że jakby ktoś GOPR wzywał to na pewno ja. I tu taki niewypał, bo po po powrocie Bazyl czyta zaległe wiadomości i informuje mnie, że GOPR uczestniczył w akcji ratunkowej kilkunastoosobowej wycieczki na trasie, którą mieliśmy iść, tyle że oni szli w dół. Masz babo placek.....
Odp: Bieszczadzka przechadzka
Cytat:
Zamieszczone przez
bieszczadzka kuna
Masz babo placek
Aaaa... to ta baba jednak jest plackiem?