Chyba będzie dłuższa przerwa... Nie wiem, czy w szpitalu będę miał połączenie z netem. Dbajcie coby nie wygasło.
Pozdrawiam
Wersja do druku
Chyba będzie dłuższa przerwa... Nie wiem, czy w szpitalu będę miał połączenie z netem. Dbajcie coby nie wygasło.
Pozdrawiam
Bertrandzie,zdrówka życzę i szybkiego powrotu do ogniska!
Zdrowiej nam szybko!
Powodzenia:) Wracaj szybko.
Bertrandzie, ty bez neta wytrzymasz , a nam będzie trudno bez ogniska.
Czekamy.
Jeśli nie w necie, to spotkamy się w Bieszczadzie, w którym mentalnie wszyscy przebywamy. Po porostu o sobie myślmy.
Zdrówka Bertrandzie! A w żar będziemy dmuchać i chuchać. I naniesiamy Ci mnóstwo polan,które będziesz mógł podrzucać jak wrócisz.
Życzę szybkiego powrotu do zdrowia i myślę że wszyscy będziemy czekać.
B.
Nie zaprzyjaźniaj sie zbytnio z polską służbą zdrowia, tylko wracaj tu prędko do nas! A jak Ci się będzie przykrzyło, to planuj i obmyślaj kolejną wyprawę w Bieszczady.
By nie przygasło no to zdjęcie tego, co w czasie wiosennego pobytu w Bieszczadach Bertrand mógł zobaczyć, a nie zobaczył mimo, że przejeżdżał obok - zbytnio poświęcił uwagę drodze, na której dziury omijać musiał ;)
Ale innym nie chciał dał popatrzeć tylko przez chszczory przepędził, a poza tym skąd wiesz co ten leśniczy widział;)
Nie lubię zagadek a Bertrand tak trochę z zagadkami kluczy, chociaż czytając jego wędrówki nieraz sobie pomyślałem, że gdzieś już tutaj byłem, że fajna traska i zainspirowny już zaczynam swoją planowć. Wogóle to czasami idąc po Bieszczadach myślę sobie, że zaraz zdębieję jak ten lis "z 10 dnia", bo gdzieś zza zakrętu... z chaszczy... z lasu... wyjdzie mi Bertrand. I kiedyś na pewno mi wyjdzie! A teraz chopie to niech Ci ciepełko z ogniska trochę życia bieszczadzkiego doda i wychodź zdrowy. Zakręty, chaszcze, las bieszczadzki, my wszyscy... czekamy na Ciebie.
Zdrówka i sił Bertrandzie !! ...my popilnujemy żaru , co by nie zagasł !!!
Wszystkim serdecznie dziękuję za życzenia zdrowia i telefony. Przydadzą się. Służba zdrowia wygoniła mnie do domu. Nie oznacza to, ze ze mną jest dobrze, ale nie jest chyba tragicznie. Mam zamiar jeszcze niejedno TYSKIE w Bieszczadzie wypić. Przepraszam Was za zamieszanie przy ogniu. Jutro może coś dorzucę.
Pozdrawiam
Oj! jak dobrze Bertrandzie, że jesteś już przy ognisku, bo my trochę zamieszania narobiliśmy. Nic nie zastąpi Twoich magicznych opowieści.
Nasze dobre fluidy są przy Tobie, zdrowiej i wypoczywaj w domowych pieleszach.
Nie ma jak w domu! Już Renatka się Tobą zajmie, zaaplikuje naleweczki i szybko staniesz na nogach. ;)
popilnujemy... zdrowiej szybko:-D ja dorzucam jedno drewienko;)
Bertrand, duzo zdrowia, pamietaj, ze oprocz wszystkich szlachetnych trunkow najlepszy lekarstwem (ponoc) jest zwykly kipiatok... W duzych ilosciach.
Dzień 11. Dzień ważny Dzień KIMBu
No i przyszło się pożegnać z przemiłymi gospodarzami w Zawozie. Obiecałem im to, co obiecałem /obietnicy dotrzymałem/ i pojechaliśmy. Zatrzymuję się jeszcze, żeby porobić kilka fotek znad Zawozu. Po drodze mijamy pasącego się bociana. Wiadomo, że KIMB odbywać się ma w Ustrzykach Górnych, więc jedziemy tam prawie najkrótszą drogą. Z Zawozu jedziemy do kapliczki nad urwiskiem, żeby zapalić w niej świeczkę. Tam krótki postój i już jesteśmy przy przystanku autobusowym Zakole Skrzyżowanie. Na rzeczonym skrzyżowaniu skręcamy w lewo w stronę UG. Jedziemy odebrać zamówiony kilka dni temu obraz. Obraz jest już gotowy i czeka na nas. Gotowy jest chyba od kilku chwil, bo farba na nim jeszcze mokra jest. Nic to. Ważne, że się podobał. Delikatnie układam go w karawanie i jedziemy dalej. Po drodze mijamy przepiękne bieszczadzkie miejscowości takie jak np. Świerków. Ale ponieważ dzień dopiero, co się zaczął, a jest to ostatni dzień pobytu w Bieszczadzie mam zamiar jeszcze trochę połazić. W ostatniej miejscowości przed UG, która tak naprawdę miejscowością nie jest skręcam w lewo i przez Przełom dojeżdżam do Jodłówki. Tam znowu w lewo…i dojeżdżam do miejscowości, która była alternatywą dla UG do imprezy Kimbowej. Przejeżdżam przez drewniany most na rzece i parkuję koło kultowej wiaty, przy kultowym sklepie. Zamawiam w sklepie piwo wyprodukowane przez Kompanię Piwowarską, siadam pod wiatą i raczę się nim. Renatka raczy się drugim tuż obok. Koło nas przy tym samym stole raczą się miejscowi zaprawieni w bojach. Oni raczą się destylatem wysokoprocentowym, ale nić porozumienia pomiędzy nami się zawiązała. Po wypiciu piwka idziemy na pobliski cmentarz. Tyle razy tu byłem, a na cmentarz idę pierwszy raz… Po to człek tyle razy w ten Bieszczad taki kawał drogi się tłucze, żeby coś nowego zobaczyć. Czasami są i inne powody. Ot choćby żeby się piwa w zacnym towarzystwie napić. Po wyjściu z cmentarza nawet nie schodzimy do drogi tylko wdrapujemy się na górę znajdującą się za hotelem. Po drodze mijamy jakieś pozostałości po obiektach inżynieryjnych /wyciąg narciarski, kopalnia ropy, albo cos podobnego/ Na górze skręcam w lewo do lasu. Ludzie! W różnych lasach już byłem w Bieszczadzie ale nawet ten na Chryszczatej z tej najdzikszej jej strony nie wyglądał tak bajecznie, jak ten, w który weszliśmy. Dość powiedzieć, że Renatka zaczęła się bać. Nie wiem, czego ale się bała. Mi się dusza śmiała, więc śmiało prowadziłem żonkę pod górę. W pewnym momencie Renatka zaczęła wymiękać. Teraz sobie myślę, że może i nie wymiękała, a po prostu ze strachu chciała zawrócić. I co wtedy zrobił troskliwy mąż??? Mąż powiedział: Skoro jesteś zmęczona, to poczekaj tu na mnie, a ja za najdalej pół godziny do Ciebie wrócę. Nie oglądając się za siebie poszedłem pod górę. Las był tak piękny, że ani się nie spostrzegłem, że minęło pół godziny. Dzwonię, więc do Renatki i mówię jej, że ma schodzić sama na łąki, a ja ją dogonię za jakiś czas. Niestety trochę pomyliły mi się ścieżki i pobłądziłem w lesie. W końcu udało mi się dotrzeć do przerażonej żony. Opowiadała mi jak po każdym trzasku w lesie waliła kijem w drzewo, coby zwierzynę odstraszyć. Powoli zeszliśmy do drogi. Wsiedliśmy do karawanu i pojechaliśmy przez Przesmyk i Łukasiewicze do UG. Ponieważ czasu mieliśmy jeszcze dużo a po drodze po lewej stronie nad Wołosatym znajduje się piękne miejsce do odpoczynku, to z niego skorzystaliśmy. Leżąc na leżakach wsłuchiwaliśmy się w szemranie potoku i ryk silników przejeżdżających obok pojazdów. Mimo wszystko bardzo miło wspominamy pobyt w tym miejscu. Potem już tylko zakwaterowanie się w Ustrzykach i wymarsz do Zajazdu….
No to teraz przywaliłeś !
Nie ma wyproś, muszę się zapisać na kurs deszyfrantów.
Zaraz tam przywaliłeś....
Ten słynny, poznański karawan jest jak owo, omawiane kiedyś UFO w Bieszczadach - jest wszędzie i nigdzie, tu i tam, niby wiadomo gdzie, ale nie do końca. Miodzio. Leżajskiem koję ból spowodowany nieposiadaniem takowego cuda.
Po wejściu do Zajazdu od razu spostrzegłem miłego jegomościa siedzącego sobie skromnie w kącie i pijącego piwo. W tym osobniku rozpoznałem Stałego Bywalca. Ponieważ byliśmy z Renatką bardzo głodni SB polecił nam jakieś danie z tutejszej kuchni. Zachętą do zamówienia tego akurat dania było stwierdzenie, że wczoraj jadł je przez 3 godziny, bo nie mógł mu poradzić. Albo SB ma przykurczony żołądek, albo powód tak długiej konsumpcji był zgoła inny… My uporaliśmy się z tym daniem w try miga, no może czetyry. Popiliśmy ulubionym naszym piwem i zeszliśmy do podziemia zobaczyć, kto już przybył na obrady. A osób zjawiło się już trochę. Najbardziej ucieszył mnie, a później i Renatkę widok pięknej blondynki w towarzystwie sympatycznego brodacza.
Nie będę opisywał KIMBu, ponieważ było to już wałkowane kilka razy we wte i wtewte.
Stały Bywalec kiedyś napisał: „… Recon1 ufundował nagrody dla osób, które - głosując na lokalizację ZPC w UG - przyczynią się do jej zwycięstwa. A tą nagrodą jest piękny album Pawła Kusala pt. "Zapomniane Bieszczady", Wydawnictwo Ruthenus, Krosno 2008. …Słowo się rzekło, kobyłka u płotu. W naszym głosowaniu zwyciężyły Ustrzyki Grn., więc Recon przywiózł ze sobą całą pakę egzemplarzy tej książki.
I właśnie je uroczyście rozdaje, w tym i piszącemu te słowa. Nieusprawiedliwione osoby nieobecne książek nie otrzymują…”
I to mnie wtedy wkurzyło Reckonie1. Po prostu złożyłeś ofertę korupcyjną i słowa dotrzymałeś. Chwała Ci za to. Niestety oferta ta była bez jakichkolwiek warunków, a tu w momencie rozdawania książek postawiłeś jakieś warunki. Wtedy uważałem, że absolutnie nie masz racji i byłem trochę wkurzony na Ciebie. Dzisiaj mam większą wiedzę na temat tego, co się stało pomiędzy zakończeniem głosowania, a samym KIMBem. Może i miałeś wtedy rację podejmując taką właśnie decyzję? Wszak to Kolega, który był Moderatorem na forum i brał bardzo czynny udział w dyskusji nad miejscem KIMBowych obrad kilka dni po zakończeniu głosowania został Administratorem innego Forum Bieszczadzkiego. Myślę, że wtedy w maju „politycznym powodem” było zaproponowanie przez niego wyjazdu do Rumunii i absencja przynajmniej 2 osób na KIMBie…. Było minęło.
Ponieważ następnego dnia musiałem już wracać do Pyrlandii dosyć wcześnie opuściliśmy z Renatką sympatyczne towarzystwo. Droga powrotna do hotelu była drogą przez mękę. Z jednej strony wiedziałem, że muszę rano wsiąść za kierownicę, a z drugiej strony w ręce ciążył mi pękaty baniak nalewki, którą przy pożegnaniu wręczył mi Pastor. Ba miałem jeszcze dyplomy i nagrody dla Powsimord, które zobowiązałem się przekazać w drodze do domu osobom mieszkającym na trasie mojego przejazdu. A te nagrody też chlupotały ponętnie...Udało mi się jednak wszystko donieść do hotelu w stanie nienaruszonym, chociaż moja silna wola była na granicy wytrzymałości….
Bertrandzie, to tylko nick i literówka nie ma tutaj znaczenia. Co najwyżej wywołuje uśmiech na mej twarzy. Ale grzeczności nigdy nie za wiele i przeprosiny oczywiście przyjmuję.
Sprawa nagród już się wydarzyła i wtedy zachowałem się jak dyktator, chociaż nadal mam przekonanie o słuszności ówczesnej swojej decyzji.
Ale nauka nie idzie w las, zdobyłem jakieś doświadczenie ;)
Spadłeś z konia na ławeczkę?
pozdrawiam
Spadłem,... jakieś rok temu i od tego czasu ławeczka bardziej mi przystoi. Dlatego zmieniłem:grin:
Pozdrowienia dla Renatki
Długi
Bertrandku ! Co to, już chcesz wracać do domu ??
Jako że należę do tej leniwej części społeczeństwa forumowego (tej która woli czytać niż pisać) mam propozycję dla Ciebie - nie do odrzucenia.
Otóż proponuję abyś w przyszłości wydłużył swój pobyt w bieszczadzkiej krainie.
Potem będziesz pisał długą, długą relację, a my będziemy ściągać kolejne kapsle i czytać, czytać ... czytać.
Dzięki
Na przełomie sierpnia i września byłem dłużej. Spotkałem wtedy Manitou. Naprawdę spotkałem. Tak się zastanawiam, czy kiedyś tego nie opisać?
pozdrawiam
Dzień ostatni – Epilog
Wstaliśmy rano z Renatką i poszliśmy na śniadanie. Tam spotkaliśmy część uczestników wczorajszych obrad. Pogadaliśmy sobie o obradach, o uczestnictwie i pożegnaliśmy się. Wskoczyliśmy do karawanu i żwawo pognaliśmy najbliższą drogą do domu.. Pojechaliśmy do Kazimierzowa. Tam w kawiarni „Lisia nora” mieliśmy od dawna umówione spotkanie. Chodziło o to, żeby zabrać z Kazimierzowa do Poznania wałówkę dla jednego z synów właścicieli tego przybytku gastronomicznego. Syn ów pobierał nauki w Poznaniu właśnie. Renatce tez się skapnął przy okazji słoik z żurawiną. Jeszcze raz dziękujemy za prezent. /wiem, że Młody Kargul jest użytkownikiem naszego forum/. Potem już prościutko przez Łukasiewicze do Czarnej pojechaliśmy. Zamówiłem tam we wcześniej opisywanej galerii kilka prześlicznych obrazków. Taki wspaniały pomysł wpadł mi do głowy…
Potem pojechaliśmy przez Przystań i Brzózkę do Leska. Tam z kolei byliśmy umówieni z Ewą. Ewa, to taka skromna osoba, która związała się węzłem z leśniczym. Otóż ten leśniczy, jaki tam leśniczy? Powsimorda jedna nie był na obradach. Przekazałem więc Ewie wszystkie jego trofea łącznie z ciupagą, którą ufundowała druga taka Powsimorda. Tak te Powsimordy się wspierają. Teraz została mi tylko droga przez Rzeszów i mękę do Pyrlandii. Ta męka, to próba przekazania trofeów bmillerowi. Próba ciężka, a nawet bardzo ciężka, ale udana.
I to by było na tyle. Miałem gawędzić do pierwszego śniegu, ale pospieszył się i tak to wyszło, jak wyszło.
Może się kiedyś jeszcze zbiorę w sobie i coś skrobnę o tym Manitou, o którym wspomniałem w poprzednim poście. Spotkanie z NIM było naprawdę ciekawe i pouczające. Ale to już inna gawęda przy innym ognisku, jeżeli w ogóle powstanie. Nie wiem, czy Manitou by sobie tego życzył… ;)
Ale ja nic nie popijałem. Na trzeźwo GO widziałem....
O, widzę,że Ty też rymujesz!
To tak samo wyszło...