Odp: Para prezydencka spocznie na Wawelu, w krypcie obok Józefa Piłsudskiego
Pilot miał prawo odmówić i odmówił, i nic mu się nie stało tak?A zastępcą był własnie pilot ze Smoleńska, więc na własnej skórze się przekonał, że nie musi lądować, jeśli uzna to za niebezpieczne. Więc zupełnie nie rozumiem o co chodzi?
Odp: Para prezydencka spocznie na Wawelu, w krypcie obok Józefa Piłsudskiego
Cytat:
Zamieszczone przez
joorg
Cytat ze strony sejmowej , interpelacja posła Gosiewskiego. (...)
Browar wrzucał tu link z odpowiedzią Klicha, poszukajcie, bo warto poznać drugą stronę :)
Edit - znalazłem!
Odp: Para prezydencka spocznie na Wawelu, w krypcie obok Józefa Piłsudskiego
Krysiu.Przeczytaj post 120.
Ze zrozumieniem!!
Odp: Para prezydencka spocznie na Wawelu, w krypcie obok Józefa Piłsudskiego
Mavo streść mi może to czego nie zrozumiałam.
Burzą się ludzie o tę Gruzję, a pilotom nic się nie stało z powodu odmowy, więc dostali wtedy wyraźny sygnał-nie możesz wylądować, bo to niebezpieczne?nie ląduj i żadne interpelacje pana z Włoszczowej tego nie zmienią.
Odp: Para prezydencka spocznie na Wawelu, w krypcie obok Józefa Piłsudskiego
Cytat:
Zamieszczone przez
Krysia
..... że nie musi lądować, jeśli uzna to za niebezpieczne. Więc zupełnie nie rozumiem o co chodzi?
Krysiu, treść była (jest) zawarta w pytaniach interpelacji (...sugestiach , pretensjach) śp.posła Gosiewskiego.
Cytat
-------------------------------------------------
„1. Czy pilot ma prawo odmówić wykonania rozkazu zwierzchnika Sił Zbrojnych RP?
…….
3. Czy Minister, podejmując decyzję o odznaczeniu, chciał pokazać, iż będzie premiował w przyszłości przypadki niesubordynacji, tchórzostwa i odmawiania wykonywania rozkazów?
……
7. Jak MON zamierza reagować, jeśli w przyszłości będą powtarzać się tego typu przypadki odmawiania zmiany kierunku lotu?”
-------------------------------------------------------------------------
Przeważnie w interpelacji nie chodzi o odpowiedź , a o sam zadania pytań.
Tam na pokładzie TU -154 przed katastrofą nikt nie wydawał bezpośrednich rozkazów, poleceń i dyspozycji. Ale rozmowy o tym:
„że póżno wylecieliśmy ,spóżnimy się, a tam czeka tyle ludzi.. nie wypada nie być na czas itd.”…na pewno były prowadzone i była wielka presja na kapitana załogi.
Biorąc pod uwagę ,że byli to piloci wojskowi mający na pokładzie najwyższych dowódców, to presja psychiczna musiała była wielka.
Pilot cywilny nigdy by nie wylądował w takich warunkach.
Co by się dopiero działo gdyby Rosjanie definitywnie zakazali lądowania?…. afera międzynarodowa ,uniemożliwiają obchody „następny Katyń” itd., to tak delikatnie tylko
Poczekajmy jednak z forowaniem wyroków do ogłoszenia wyników badania komisji lotniczej.
PS. Pilot który odmówił wykonania polecenia prezydenta już nie latał z nim.
Odp: Para prezydencka spocznie na Wawelu, w krypcie obok Józefa Piłsudskiego
Cytat:
Zamieszczone przez
joorg
Pilot cywilny nigdy by nie wylądował w takich warunkach.
Poza tym kapitan był młodym pilotem (36) z bodaj 4 fakultetami różnych uczelni - gdy się przyjżeć jego karierze to można zobaczyć, że bardzo szybko awansował. Możliwe, że obawiał się, że odmowa może zablokować dalszą karierę.
Pilot miał stosunkowo mały nalot (w porównaniu do pilotów liniowych wręcz bardzo, bardzo mały). Samolot leciał opóźniony około 30 minut.
Piloci mieli do dyspozycji 2 lotniska zapasowe - Mińsk (~300km) oraz jakaś dziura (nie pamiętam nazwy - ~100km).
Podróż samochodem z jednego lub drugiego lotniska to przynajmniej kilka godzin tłuczenia się po rosyjskich drogach.
Biorąc pod uwagę przepisy kontrola lotów nie miała prawa odmówić pilotowi prawa do PRÓBY lądowania (mimo bardzo złych warunków pilot ma prawo wykonać próbę i jeśli ta się nie powiedzie może odlecieć na lotnisko zapasowe). Jedynym wyjściem dla strony rosyjskiej było zamknięcie lotniska (przesłuchiwany kontroler lotów stwierdził że brali to pod uwagę ale obawiali się skandalu międzynarodowego).
Na zakończnie - przeczytajcie ten wpis na jedym z blogów.
Odp: Para prezydencka spocznie na Wawelu, w krypcie obok Józefa Piłsudskiego
Czy prawie 4 tys. godzin na tupolewie to mały nalot?
Odp: Para prezydencka spocznie na Wawelu, w krypcie obok Józefa Piłsudskiego
Duży i mały (pilot miał coś koło 3.2k z czego tylko jakąś część na tupolevie).
Liniowi piloci mają naloty w dziesiątkach tysięcy.
Inna jest specyfika wojska - to prawda i dlatego też ich piloci mają inne naloty.
Tutaj z kolei jest fajny artykuł przybliżający okoliczności.
Odp: Para prezydencka spocznie na Wawelu, w krypcie obok Józefa Piłsudskiego
Joorg raz piszesz że na pewno była presja i rozmowy a drugi raz że poczekajmy na wyniki śledztwa... więc poczekaj a nie foruj wyroków jak członek Rady Mędrców czyli Lech Walesa:
http://www.gover.pl/blogi/showBlog/blog-lecha-walesy2
Polecam wpis pt. Potrzeba prawdy by na skale budować
Ale jak to Mędrzec on wiedział od razu !!! Więc nie bądź taki jak on bo Ci żubra z plecaka wezmę na następnej wędrówce...
A moje zdanie jest takie, że i tak się gówno dowiemy... oj sorki zapomniałem, że tu nie można używać takich brzydkich słów :-D
Odp: Para prezydencka spocznie na Wawelu, w krypcie obok Józefa Piłsudskiego
Cytat:
Zamieszczone przez
machoney
Joorg raz piszesz że na pewno była presja i rozmowy a drugi raz że poczekajmy na wyniki śledztwa...
Czytaj ze zrozumieniem machoney, piszę że na pewno były rozmowy , a presja wielka, choćby psychiczna.
A czekanie na wynik komisji wcale nie jest sprzeczne z tym co pisałem wcześniej.
ps. i tak wszystko zależy od tego jakiego "radia" słuchamy ;)
Odp: Para prezydencka spocznie na Wawelu, w krypcie obok Józefa Piłsudskiego
Taaa jakiego radia i jakie piwo pijemy... czytam ze zrozumieniem...
Odp: Para prezydencka spocznie na Wawelu, w krypcie obok Józefa Piłsudskiego
Cytat:
Zamieszczone przez
Krysia
Pilot miał prawo odmówić i odmówił, i nic mu się nie stało tak?A zastępcą był własnie pilot ze Smoleńska, więc na własnej skórze się przekonał, że nie musi lądować, jeśli uzna to za niebezpieczne. Więc zupełnie nie rozumiem o co chodzi?
Arkadiusz Protasiuk, kapitan prezydenckiego Tu-154M podczas lotu do Smoleńska, był drugim pilotem załogi, z którą w sierpniu 2008 r. Lech Kaczyński leciał do Gruzji. Na pokładzie samolotu prezydent próbował wtedy nakłonić pilotów, by mimo niebezpieczeństwa lądowali w stolicy Gruzji Tbilisi.
"Proszę wykonać polecenie"
"Prezydent wszedł do kabiny załogi i zapytał: panowie, kto jest zwierzchnikiem sił zbrojnych? Odpowiedziałem: Pan, Panie Prezydencie. To proszę wykonać polecenie i lecieć do Tbilisi - powiedział Prezydent i wyszedł, nie czekając na żadne wyjaśnienia".
To fragment relacji kapitana Grzegorza Pietruczuka, który 12 sierpnia 2008 r. dowodził załogą prezydenckiego samolotu lecącego do Azerbejdżanu. Relacja pochodzi z akt postępowania, które jesienią 2008 r. prowadziła prokuratura wojskowa, sprawdzając, czy Pietruczuk popełnił przestępstwo, gdyż nie wykonał rozkazu prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Świadkiem i uczestnikiem konfliktu dowódcy z prezydentem był kpt. Arkadiusz Protasiuk - wówczas drugi pilot.
Po niespełna 20 miesiącach, 10 kwietnia 2010 r., to on dowodził tupolewem, który z prezydentem i 95 osobami na pokładzie rozbił się na lotnisku w Smoleńsku. W obu lotach brał też udział nawigator mjr Robert Grzywna.
Przypominamy - z nieznanymi dotąd szczegółami - incydent gruziński, bo jest on przywoływany jako argument, że w przeszłości dochodziło do presji na pilotów ze strony prezydenta i jego ludzi.
Nie rozstrzygamy, czy to naciski na załogę spowodowały, że 10 kwietnia pilot próbował w trudnych warunkach atmosferycznych posadzić maszynę na płycie lotniska w Smoleńsku. Przypominamy, że prokurator generalny Andrzej Seremet mówił, iż na razie nie znaleziono na to żadnych dowodów.
Kapitan odmawia zmiany planu
12 sierpnia 2008 r. o godz. 12.25 (wszystkie godziny według czasu polskiego) prezydent Kaczyński w towarzystwie przywódców Litwy, Łotwy i Estonii wyruszył z pomocą dyplomatyczną do Gruzji, na której teren zaczęły wkraczać wojska rosyjskie.
Samolot miał dolecieć do miejscowości Gandża (w aktach postępowania występuje w transkrypcji angielskiej jako Ganja, nazwa azerska - Ganca) w graniczącym z Gruzją Azerbejdżanie. Stamtąd delegacja miała opancerzonymi samochodami przejechać do stolicy Gruzji Tbilisi (ok. 300 km). W trakcie lotu zaplanowano lądowanie w Symferopolu na Krymie, gdzie do samolotu dosiadł się prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko.
Taki plan lotu dostała załoga dowodzona przez kpt. Grzegorza Pietruczuka. Zgodnie z tym planem samolot miał pozwolenie na kurs do Azerbejdżanu i gwarancje bezpieczeństwa na tej trasie. Samolot z Krymu, zamiast skierować się bezpośrednio w stronę Gruzji, miał lecieć łukiem, nad Turcją, by ominąć strefę powietrzną Rosji.
Jednak w czasie postoju w Symferopolu prezydenccy ministrowie Maciej Łopiński i Władysław Stasiak (zginął w katastrofie pod Smoleńskiem) przekazują pilotowi, że Lech Kaczyński żąda zmiany planu i lotu prosto do Tbilisi. Kapitan odmawia, mimo że polecenie osobiście powtórzył prezydent.
Zaalarmowany w sprawie konfliktu zastępca dowódcy sił powietrznych gen. Krzysztof Załęski o godz. 15.29 wysyła faksem z Warszawy do dowódcy 36. Pułku Lotniczego (w jego skład wchodzą samoloty, którymi podróżuje prezydent i rząd) płk. Tomasza Pietrzaka rozkaz wykonania woli głowy państwa. Na papierze firmowym zastępcy dowódcy sił powietrznych Załęski pisze odręcznie: "Proszę natychmiast wykonać polecenie Pana Prezydenta i wykonać przelot z lotniska Ganja do lotniska w Tbilisi".
Oznacza to, że gen. Załęski nie nakazał lotu bezpośrednio do Tbilisi, lecz najpierw zgodnie z planem do Gandżi - i dopiero potem wykonać dodatkowy lot do stolicy Gruzji.
Kpt. Pietruczuk argumentuje, że nie ma zgody dyplomatycznej na przelot do Tbilisi, obszar powietrzny Gruzji jest objęty działaniami wojennymi, samolot nie ma systemu rozpoznania SWÓJ-OBCY kompatybilnego z takimi systemami w samolotach rosyjskich, z którymi nie można też nawiązać łączności radiowej, bo pracują na innych częstotliwościach.
Jego zdaniem samolot mógł zostać ostrzelany przez jedną ze stron konfliktu.
Wszystko to oraz brak wiarygodnych informacji o sytuacji na lotnisku w Tbilisi sprawia, że pilot uznaje lot do Gruzji za groźny dla życia prezydenta i bezpieczeństwa samolotu. Ostatecznie tupolew leci do Gandżi. Do Tbilisi prezydent z delegacją dojechali samochodami.
"Przyniósł wstyd i wykazał się tchórzostwem"
Spór z pilotem miał dalsze konsekwencje. Po powrocie delegacji, 25 sierpnia 2008 r., poseł PiS Karol Karski złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez kapitana samolotu, który "odmówił wykonania rozkazu".
"Żołnierz ten przyniósł wstyd Państwu Polskiemu oraz jego Siłom Zbrojnym. Wykazał się tchórzostwem, gdy tego samego dnia w Tbilisi lądował samolot prezydenta Francji. Przyniósł wstyd Państwu Polskiemu w oczach innych głów państw znajdujących się wówczas na pokładzie i doprowadził do drwiących z Polski artykułów w prasie zagranicznej" - pisał Karski.
Zarzucił Pietruczukowi, że "utrudniał prezydentowi wykonywanie jego konstytucyjnych obowiązków", "naraził go na niebezpieczeństwo utraty życia" (bo droga lądowa przebiegała "w pobliżu linii frontu"), a nawet "wbrew woli przetrzymywał Prezydenta w samolocie wojskowym i pozbawiając wolności przetransportował do miejsca, gdzie Prezydent nie chciał się znaleźć".
Na koniec Karski pyta dramatycznie: "Czy rząd zamierza tolerować tego typu elementy rozprężenia [tak w oryginale] oraz nieprzystojące żołnierzom zawodowym tchórzostwo w obecności Głowy Państwa?". I ostrzega: "przyzwolenie może doprowadzić do sytuacji, iż w morze nie będą wypływać polskie okręty wojenne (bo kapitanowie uznają, że jest to niebezpieczne), polskie patrole na misjach pokojowych zaczną odmawiać wyjazdu w teren (bo w bazie jest bezpiecznie), a w sytuacji ewentualnej agresji na Polskę żołnierze będą odmawiać jej obrony".
Na pokładzie dowodzi kapitan
Prokuratura po trzech miesiącach rozmów ze świadkami i analizach dokumentów odmówiła wszczęcia śledztwa. Przyznała, że wprawdzie to prezydent jest zwierzchnikiem wojska, ale "Regulamin lotów sił zbrojnych" wyraźnie mówi, że na pokładzie samolotu "decyzjom pilota muszą się podporządkować wszyscy, niezależnie od ich stopnia wojskowego i statusu".
"Głównym decydentem na pokładzie samolotu jest dowódca, który ponosi odpowiedzialność za bezpieczeństwo statku" - czytamy w orzeczeniu prokuratury. Stwierdza ona, że "podjęta przez kpt. Pietruczuka decyzja była prawidłowa i zgodna z przepisami", a "wykonując w takich warunkach polecenie lotu do Gruzji", pilot "naruszyłby prawo, narażając ludzi i statek powietrzny".
Sarkozy w asyście myśliwców
Prowadzący sprawę prokurator rozmawiał (nie były to przesłuchania, lecz tzw. rozpytanie) z pilotami, dowódcami i osobami z ekipy prezydenta. Z notatek po tych rozmowach wynika, że konflikt między załogą a pasażerami był dramatyczny.
Po pierwszej odmowie urzędnicy prezydenccy i sam prezydent przeprowadzają kilkanaście rozmów telefonicznych - m.in. z dowódcą 36. Pułku Lotniczego płk. Tomaszem Pietrzakiem (rozmowa obok), z gen. Załęskim i z dowódcą sił powietrznych gen. Andrzejem Błasikiem (zginął pod Smoleńskiem).
Dowódca samolotu kpt. Pietruczuk jest na "gorącej linii" z płk. Pietrzakiem. Gdy mówi, że nie wykona rozkazu lotu do Tbilisi, do kabiny wchodzi prezydent Kaczyński, zadając cytowane już pytanie: "Kto jest zwierzchnikiem sił zbrojnych?".
Drugi pilot kpt. Protasiuk opowiedział prokuratorowi, że po wyjściu prezydenta z kokpitu wszedł tam minister Stasiak, "który jednak nie wymuszał na załodze konkretnych działań. Stwierdził tylko, że należy wszystko dokładnie rozważyć i dopiero podjąć decyzję".
Protasiuk pamiętał też, że towarzyszący tupolewowi rządowy samolot ukraiński również nie zdecydował się lecieć do Gruzji.
Gen. Załęski wyjaśnił prokuratorowi, że wydając rozkaz lotu do Tbilisi, "miał na myśli lot w zgodzie z przepisami, czyli po otrzymaniu wymaganych zgód". Zapewne więc przewidywał, że o zgodę na lot do Gruzji trzeba będzie się wystarać po wylądowaniu w Azerbejdżanie.
Płk Pietrzak w rozmowie z prokuratorem poparł decyzję pilota. "Prawdą jest, że w tym czasie lądował w Gruzji samolot prezydenta Francji, ale jego lot odbył się w asyście rosyjskich samolotów wojskowych" - tłumaczył (prezydent Sarkozy leciał z Moskwy).
Łopiński: prezydent nie rozumiał stanowiska pilota
Prokurator rozmawiał również z Maciejem Łopińskim i dowódcą ochrony BOR ppłk. Krzysztofem Olszowcem.
"Prezydent nie rozumiał stanowiska pilota i był poirytowany całą sytuacją" - relacjonował Łopiński.
Olszowiec (jeden z najbardziej zaufanych ludzi Lecha Kaczyńskiego) według pilotów był przeciwny lotowi do stolicy Gruzji, "bo podległe mu służby nie były do tego przygotowane". Olszowiec powiedział prokuratorowi, że "po powrocie do kraju rozmawiał z Prezydentem i odniósł wrażenie, że nie ma on pretensji do pilota. Mówił nawet, że może dobrze się stało, bo do Tbilisi dotarł na czas i nie było żadnych problemów".
Jeszcze tego samego dnia wieczorem Lech Kaczyński i towarzyszący mu prezydenci wystąpili w Tbilisi na słynnym wiecu poparcia dla gruzińskiego przywódcy Micheila Saakaszwilego. A 13 sierpnia prezydencki samolot po uzyskaniu wymaganych pozwoleń i zabezpieczeniu korytarza powietrznego przeleciał z Azerbejdżanu do stolicy Gruzji, skąd zabrał delegację w drogę powrotną.
Wyprawa gruzińska była jednym z największych sukcesów prezydentury Lecha Kaczyńskiego.
Gosiewski: czy rząd premiuje tchórzostwo
Jeszcze w trakcie czynności prokuratorskich szef MON Bogdan Klich odznaczył kpt. Pietruczuka resortowym medalem "Za Zasługi dla Obronności Kraju" w uznaniu za "przestrzeganie procedur i poczucie odpowiedzialności za bezpieczeństwo czterech prezydentów na pokładzie".
Wywołało to ostrą reakcję szefa klubu PiS Przemysława Gosiewskiego (zginął w katastrofie pod Smoleńskiem).
W poselskim zapytaniu nr 2496 z 23 września 2008 r. Gosiewski pisze do szefa MON: "Czy Minister, podejmując decyzję o odznaczeniu, chciał pokazać, iż będzie premiował w przyszłości przypadki niesubordynacji, tchórzostwa i odmawiania wykonywania rozkazów?".
Klich: pilot nie mógł postąpić inaczej
Minister Bogdan Klich odpowiada 28 października 2008 r.:
"Zarówno dowództwo Sił Powietrznych, jak i załoga nie posiadały wiarygodnych danych dotyczących zapewnienia wymaganej kontroli organów ruchu lotniczego w przestrzeni powietrznej oraz aktualnego stanu lotniska w Tbilisi. Nie był znany także stan pasa oraz urządzeń lotniskowych po bombardowaniu lotniska. Pilota informowano o braku pokrycia radarowego obszaru Gruzji".
Klich zwraca też uwagę na "krótki czas pozostały do planowanego startu z lotniska w Symferopolu, a tym samym brak możliwości pozyskania nowych zgód dyplomatycznych; stan zagrożenia spowodowany sytuacją militarną w Gruzji; brak potwierdzonych informacji dotyczących aktualnego stanu i możliwości bezpiecznej realizacji lotów w przestrzeni powietrznej kraju oraz rejonie lotniska Tbilisi".
Szef MON podkreśla, że `brak zgody na wlot w przestrzeń powietrzną państw, granice których musiałby przekroczyć, aby wykonać lot po zmienionej trasie, wiąże się z ryzykiem, iż statek powietrzny będzie traktowany jako naruszyciel . Samolot Tu-154M nie jest przystosowany do operowania w strefie konfliktu zbrojnego'.
Minister zdecydowanie staje po stronie pilota: "biorąc to pod uwagę i mając na względzie rangę i ilość przewożonych pasażerów, dowódca załogi nie mógł postąpić inaczej (...) co zostało potwierdzone w przeprowadzonym postępowaniu wyjaśniającym (...). Należy stwierdzić, iż działał on pod presją ciążącej na nim odpowiedzialności za podjętą decyzję. (...) Kpt. pil. Grzegorz Pietruczuk wykazał się odpowiedzialnością, profesjonalizmem i bardzo dobrą znajomością obowiązujących przepisów, co absolutnie nie powinno być traktowane jako brak zdyscyplinowania czy też tchórzostwo. Wręcz przeciwnie, działał w myśl najwyższych wartości, jakimi są zapewnienie bezpieczeństwa najważniejszej osobie w państwie oraz pasażerów i załogi" - pisze Klich.
Zapytaliśmy posła Karskiego, jak z perspektywy czasu ocenia swoje doniesienie na pilota Tu-154. Odparł, że nie pamięta dziś szczegółów i powtórzył, że prezydent Francji lądował wtedy w Gruzji.
Prezydencki minister Maciej Łopiński na prośbę o kontakt nie odpowiedział. W jego imieniu biuro prasowe Kancelarii Prezydenta przysłało informację, że "zeznania złożone przez pana ministra są objęte tajemnicą śledztwa. O wszelkie informacje prosimy zwracać się do prokuratury".