Pilot miał prawo odmówić i odmówił, i nic mu się nie stało tak?A zastępcą był własnie pilot ze Smoleńska, więc na własnej skórze się przekonał, że nie musi lądować, jeśli uzna to za niebezpieczne. Więc zupełnie nie rozumiem o co chodzi?
Pilot miał prawo odmówić i odmówił, i nic mu się nie stało tak?A zastępcą był własnie pilot ze Smoleńska, więc na własnej skórze się przekonał, że nie musi lądować, jeśli uzna to za niebezpieczne. Więc zupełnie nie rozumiem o co chodzi?
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)