-
10 załącznik(ów)
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Minęły 2 tygodnie od ostatniego pobytu w Bieszczadach, a ja w dalszym ciągu nie mogę dojść do w miarę przyzwoitego stanu psychicznego. Odczuwam pewną presję, aby podzielić się wrażeniami z tego pobytu, ale jak to humanista by powiedział, to moją "wenę" diabli wzięli. Może przyczyną takiego stanu, była wyprawa na Piekło, podczas otwarcia kolejnego, wyjątkowo atrakcyjnego pobytu, do którego wkradły się nawet wątki metafizyczne. Muszę przyznać, że atrakcyjność tego pobytu pobiła wszystkie dotychczasowe rekordy. Zarówno pod względem towarzyskim, jubileuszowym, pogodowym jak i przebytych kilometrów po bieszczadzkich bezdrożach. Kilkukrotne przeglądanie "dokumentacji" z moich pobytów w latach 2012/2014, wprawiło mnie tylko w zakłopotanie, od czego tym razem zacząć?. Jednak myślę, że ostatnia relacja Dlugiego z okolic, które lekko zazębiły się z wyprawą w miłym i nowym towarzystwie, zadecydowała o wybraniu trasy, Chryszczata - Sukowate - Huczek. Samą wyprawę poprzedziły wcześniejsze kontakty telefoniczne i piątkowe wieczorne spotkanie, na którym było poruszonych tyle ciekawych wątków, że nie sposób było nawet tego zapamiętać. Tym bardziej, że szlachetności spożywanych nalewek, mogli by pozazdrościć bywalcy wielogwiazdkowych lokali ;). Sobotni poranek dnia 7.06.2014 r. powitał nas piękną słoneczną pogodą, która w niektórych chwilach, była nawet utrapieniem i przyczyniła się do wylania wiaderka potu z każdego uczestnika wyprawy. Wstępne plany nie brzmiały groźnie, z ust Don Enica padały orientacyjne czasy przejścia poszczególnych odcinków, ten odcinek 1-2 godz., następne po 20 min. itd, itd. W praktyce jednak, w sumie wyszło 9 godz. i 22,9 km. Pomimo tego, nikt głośno nie kaprysił i wszyscy dzielnie maszerowali w rytm i tępo zaproponowane przez przewodnika wycieczki. Całość przebytej trasy wyglądała tak.
Załącznik 34989
Pierwszy etap do J. Bobrowego rozpoczęliśmy od „Chatki studenckiej Huczwice”, co znacznie zaoszczędziło energię na dalsze odcinki.
Załącznik 34990
Tuż przed J. Bobrowym trafiliśmy na dziko rosnące hiacynty, które zmobilizowały do wykorzystania posiadanego sprzętu fotograficznego.
Załącznik 34991
Jeszcze ciepła platforma widokowa przy jeziorku, pozwoliła ma utrwalenie widoków z wyższego poziomu, co skrzętnie wszyscy wykorzystali. Dodatkowo, krótki odpoczynek i uzupełnienie płynów ustrojowych przygotowały nas do następnego etapu.
Załącznik 34992 Załącznik 34993
Na horyzoncie widać już pasmo Chryszczatej, z nadzieją na odrobinę cienia, gdyż zbliża się godz. 11 a słońce dawało się we znaki.
Załącznik 34994
Po kilkudziesięciu minutach chaszczowania, trafiamy na potok, który chłodzi nasze rozgrzane do czerwoności ciała.
Załącznik 34995
Krótka dyskusja na temat dalszego kierunku wspinania się na Chryszczatą, owocuje dotarciem do szlaku papieskiego i pokonaniu dość stromego podejścia.
Załącznik 34996
Godz. 11:30, z ulgą zasiadamy do konsumpcji i uzupełnienia kalorii na szczycie Chryszczatej. Do dnia dzisiejszego pamiętam zapach i smak groszku konserwowanego, którym zostałem poczęstowany. Podczas naszej biesiady, raptownie zaludniło się na szczycie i przypominało to dosłownie zlot gwiaździsty turystów. Oczywiście, jak to w takich chwilach bywa, dyskusja dotyczyła tematyki bieszczadzkich wydarzeń i problemów, na które zazwyczaj wszyscy mają podobne zdanie. Więc poszczególne grupy, zgodnie poszły w swoją stronę. A przed nami jeszcze 2/3 trasy do pokonania.
Załącznik 34997 Załącznik 34998
-
10 załącznik(ów)
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Z Chryszczatej poszliśmy niebieskim szlakiem w kierunku Kamionek, zostawiając z lewej strony Hruń, który nie cieszy się dobrą sławą na forum. Po wyjściu z lasu, naszym oczom, ukazał się widok ukwieconych łąk w okolicach Kamionek.
Załącznik 34999 Załącznik 35000
Z racji wyjątkowo wysokiej trawy, udanie się na cerkwisko, wydawało się mało sensowne, więc trawersując i uważając aby nie wpaść do jakiejś zamaskowanej trawą studni, poszliśmy w kierunku nowego przepustu. Tu nastąpiła ponowna sesja zdjęciowa i usuwanie pęcherzy na otartej pięcie, powstałych w wyniku dynamicznego marszu. Niezbędnik medyczny noszony przez kilka lat, w końcu się przydał:).
Załącznik 35001
Dalej już stokówką podążyliśmy do brodu na Tarnawce, aby dotrzeć do cudownego źródełka w Sukowatem. Zajrzeliśmy po drodze do zakładu karnego pszczół (gratulacje dla Recona1 za pomysłową nazwę), penitencjariusze byli zajęci swoją pracą, więc nie wzbudziliśmy większego zainteresowania. Bród okazał się dość płytki i pozwoliło to na jego pokonanie, bez zdejmowania butów. Jednak nie wszystkich uczestników ten przywilej objął :).
Załącznik 35002
Ciekawe kto był szybszy, Heniu czy samowyzwalacz ?.
Załącznik 35003
Tuż za brodem nastąpiła konsternacja, idziemy prosto, czy w lewo? . Jedna grupa, widocznie o skłonnościach bardziej lewicowych poszła za głosem serca, czyli w lewo, a druga bardziej prostolinijna, poszła prosto.
Załącznik 35004
Po kilkunastu minutach wszyscy spotkali się razem, z małą różnicą czasową i zachłannie korzystali z dobrodziejstw płynących z cudownego źródełka.
Załącznik 35005
Dalsze wędrowanie szlakiem papieskim do Huczka odbyło się w spokojnej i miłej atmosferze, pomijając uciążliwość much i komarów w czasie postoju, które okazały się bardzo higieniczne, gdyż dym papierosowy skutecznie je odstraszał. Po wyjściu z lasu ponownie mogliśmy podziwiać widoki i kolorowe łąki w okolicach Huczwic.
Załącznik 35006
Aby dotrzeć do skokówki prowadzącej do punktu wyjścia, czekała nas jeszcze jedna i tym razem już ostatnia przeprawa przez potok wypływający z J. Bobrowego. Sam potok okazał się dość łatwy do pokonania, jednak dojście do niego i przedarcie się przez gąszcz pokrzyw i innej roślinności, wymagało pewnego samozaparcia.
Załącznik 35007
Zbliżała się godz. 18:00, a my raźnym krokiem i z poczuciem pełnej satysfakcji zbliżaliśmy się do mety naszej wycieczki. Dzięki Ci Heniu za wspaniałą organizację spotkania i wspólnego spędzenia tych kilku godzin w miłym towarzystwie:).
Załącznik 35008
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Dodam jako ciekawostkę, że skład osobowy tej wspólnej wędrówki jest odzwierciedleniem tego FORUM.
Całkowita mieszanka osobowości pod względem płci, wieku, podejścia, cyfryzacji i zaangażowania forumowego.
I to jest piękne , że można razem.
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Przepiękny spacerek,
a ja siedzę i tyram, ale nic, już niedługo przywitam Duszatyn... tak w połowie sierpnia
jak zwykle
Dziękuję za relację, zdjęcia i... i to coś w tej wędrówce, niespiesznej,
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
zbyszek1509
Da się wypić groszek? Da się! :-)
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
zbyszek1509
I w dalszym ciągu nie wiem, kto był szybszy :-) .
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
Dlugi
Da się wypić groszek? Da się! :-)
... właśnie przypatrywałem się temu zdjęciu i chciałem rozszyfrować co tam było pite.... no i jest groszek....:-(
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
przemolla
... właśnie przypatrywałem się temu zdjęciu i chciałem rozszyfrować co tam było pite.... no i jest groszek....:-(
Bardziej kaloryczne - czytaj procentowe, też były:-P .
-
1 załącznik(ów)
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Przemolla swoją relacją z wyprawy do Łopienki wyłuskał z pamięci, mój zupełnie nieświadomy i przypadkowy, pierwszy z nią kontakt. Zdarzenie, które pragnę opisać, na dzień dzisiejszy, może wywołać uśmiech politowania, a na usta będą cisnąć się wyrazy współczucia. Obecnie zapoznany z pewną ilością publikacji dotyczących legend bieszczadzkich, mogę tylko puścić wodze fantazji i przypuszczać, że to dobre duszki, czyli Czady, doprowadziły mnie do tego miejsca bez moje świadomości, gdzie idę i w efekcie końcowym, gdzie dotarłem. Ówczesne badanie alkomatem, by wykazało, tylko same zera:-(. Pragnę zaznaczyć, że w owym czasie, moja wiedza na temat Bieszczadów i takich urokliwych miejsc, jak m.in. Łopienka, była na poziomie embrionalnym i ograniczała się tylko do dobrze oznakowanych i czytelnych szlaków turystycznych, zaznaczonych na mapie. Dzień wcześniej „zaliczyłem” szlak Wołosate-Rozsypaniec-Halicz-Tarnica-Wołosate, czyli, dzień następny 22.09.2004 r. miał być dniem relaksacyjnym, ale mały spacerek drogą asfaltową, nie powinien zaszkodzić. Z Dołżycy wybrałem się, bez mapy, kompasu i jedynie z małym batonikiem w kieszeni, w kierunku na wschód, do skrzyżowania Buk – Wetlina. Zafascynowany przełomem Solinki, dotarłem do drogi odbijającej w lewo i pod presją ciekawości, dokąd ona prowadzi, podążyłem całkiem przyzwoitym asfaltem, pod górę. Kolejne zakręty, tylko potęgowały ciekawość, co będzie za następnym?. W zasadzie, to jedynie salamandry budziły ciekawość i zainteresowanie aż do końca drogi, czyli do przełęczy 748. Wtedy nie wiedziałem, gdzie się znajduję i jak wrócić z powrotem. Wracanie tą samą drogą, jakoś nie wchodziło w rachubę i postanowiłem, że bardziej atrakcyjny będzie powrót, na skróty w dół. Serpentyny tak pomieszały mi w głowie, a brak słońca również się do tego przyczynił, że nie potrafiłem określić kierunków świata. Żadnych znaczków prowadzących do bazy studenckiej nie zauważyłem, a jeśli nawet bym zauważył, to i tak nic by to mi nie powiedziało, dokąd prowadzą. Przewodnia myśl, która kołatała się w głowie, to trzeba iść w dół. Znalazłem jakąś marną ścieżkę, pewnie zwierzęcą, która po krótkim czasie zlała się z poszyciem i tyle ją widziałem. Na dzień dzisiejszy to mogę jedynie stwierdzić, z pewnym prawdopodobieństwem, że szedłem równolegle do szlaku prowadzącego do bazy studenckiej. I tu muszę przyznać, że wtedy przeszedłem chrzest bojowy z zakresu chaszczowania. Po pewnym czasie dotarłem do jakiejś drogi, po wcześniejszym przeprawieniu się przez potok i dalej nie wiem gdzie jestem. W prawo, czy w lewo, chodziło po głowie. Pierwszym obiektem, który rzucił się w oczy, był paśnik. Usiadłem w nim i aby wzmocnić myślenie skonsumowałem batonik, który jedynie zabrałem na ten niby chwilowy spacer. W czasie konsumpcji pojawiła się jadąca od lewej strony furmanka z woźnicą. Jednak, jakaś siła nie pozwoliła mi zapytać tego pana, gdzie ja jestem?. Tak sobie pomyślałem, że jeżeli on jedzie w prawo, to i ja powinienem w tym kierunku się udać. Zdjęcie tego paśnika zrobione rok temu, na pamiątkę mojego pierwszego i nieświadomego kontaktu z Łopienką.
Załącznik 35068
Jak pomyślałem, tak zrobiłem i udałem się w prawo stokówką. Po krótkim czasie ukazał się jakiś sakralny obiekt, który z ciekawości obszedłem i zawierzywszy zachęcającemu napisowi, wszedłem do środka. O wrażeniach już nie będę pisał, gdyż ci którzy tam byli, to na pewno to samo odczuli. Potwierdzeniem tego, niech będzie fakt, że przez kolejnych kilka pobytów w Bieszczadach, Łopienka musiała być odwiedzona. Jednak do miejsca zakwaterowania trzeba jakoś wrócić. Dalej idę w prawo stokówką, napotykam po prawej stronie element cywilizacji, czyli retorty, ale dale nie pytam gdzie się znajduję. W końcu doszedłem do drogi asfaltowej i znowu nie wiem, w prawo, czy w lewo. W lewo pod górę, to chyba jednak nie. Po pewnym czasie widzę drogową tablicę informacyjną, a moja radość i satysfakcja dosłownie szczytują. Idę dobrze, ale do Dołżycy to jeszcze spory kawałek. Ważne, że w dobrym kierunku. Po powrocie do miejsca zakwaterowania, opowiedziałem gospodarzowi i właścicielowi GGG swoją wycieczkę do nieznanego miejsca i dostałem krótką odpowiedź. Byłeś w Łopience i na pewno tam jeszcze nie raz pójdziesz. Minęło prawie 10 lat, od tego mojego pierwszego i nieświadomego spotkania z Łopienką i muszę przyznać, że to chyba jakieś dobre duszki zaprowadziły mnie do tego miejsca, abym zaraził się urokiem bieszczadzkiego bakcyla:-).
-
10 załącznik(ów)
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Zaraz minią 3 miesiące od ostatniego pobytu w Bieszczadach, a ja mam wyrzuty sumienia, że w tak małym stopniu podzieliłem się swoimi wrażeniami. Wiele czynników się na to złożyło, ale winą za swoje milczenie obarczam jedynie siebie. Niedługo będę odliczał dni do następnego wyjazdu i aby zaległości nie uzbierało się zbyt wiele, to postaram się jeszcze coś napisać. Nadszedł upragniony dzień 1.06.2014 r. i zawitałem ponownie do ośrodka Wisan. Podczas pogłębiania swojej wiedzy o wydarzeniach sprzed prawie100 lat w tych okolicach, postanowiłem na rozgrzewkę, prosto z „marszu”, udać się na Piekło.
Załącznik 35363 Załącznik 35364
Tuż przed Leśnictwem Żernica skręciłem w lewo, w nową zrywkową drogę. Na początku wydawała się dość przyzwoita pod względem przyczepności, lecz po kilkudziesięciu metrach, byłem szczęśliwy, że założyłem gumowce. Pod szczytem zdecydowanie się jednak poprawiła.
Załącznik 35365 Załącznik 35366
Sam szczyt nie serwował zbytnich widoków, a jedynie, w przerwie między drzewami można było rzucić okiem na odległą Chryszczatą.
Załącznik 35367
Przebywając na szczycie i rozglądając się na boki oraz mając w pamięci przeczytane informacje o toczących się tu walkach, doznałem pewnego metafizycznego przeżycia. Można zrzucić to na przemęczenie całonocną jazdą lub jakieś przewidzenia (przesłyszenia), ale pomimo tego, bardzo zdziwił mnie fakt, usłyszenia pewnych rozmów. Dosłownie wyglądało to tak, jakby kilka osób jednocześnie rozmawiało ze sobą przez telefon komórkowy, czyli taki ogólny gwar. Spojrzałem w dół, widoczność była dość dobra z racji wysokich drzew i nie widać, aby ktoś szedł przez rosnące niżej krzaki. Trwało to dosłownie kilka sekund i cisza. Powtórzyło się to samo jeszcze dwa razy i to w dość odległych od siebie miejscach. Po powrocie „pochwaliłem” się znajomemu, który amatorsko zajmuje się eksploracją, że znalazłem na Piekle starą zardzewiałą podkowę:-). Oczywiście roześmiał się i powiedział, że to jest zły znak dla poszukiwacza „skarbów”, natomiast Piekło omija z daleka. Jednak gdy w dalszej rozmowie wspomniałem o swoich przesłuchach, to wtedy spoważniał i powiedział, „ tyle tam ludzi zginęło”. Oczywiście nie upieram się, że usłyszałem jakieś głosy zza światów, ale pozostało to w mojej świadomości, jako zdarzenie trudne do racjonalnego wytłumaczenia.
Gdy już więcej się to nie powtórzyło przez dłuższy czas, poszedłem dalej w kierunku Dzidowej. Trasa dość atrakcyjna, a pod samym szczytem, nawet wymagająca trochę wysiłku.
Załącznik 35368 Załącznik 35369 Załącznik 35370
Po wdrapaniu się na szczyt ponownie zobaczyłem przyjemny dla oka widok.
Załącznik 35371
Zejście trasą zjazdową okazało się bardzo bolesne. Brak wcześniejszej rozgrzewki i odpowiedniej aklimatyzacji, sprawił, że mięśnie ud odmówiły posłuszeństwa podczas schodzenia. Nigdy do tej pory nie czułem takiego potwornego bólu nóg. Dosłownie odnosiłem wrażenie choroby Alzheimera w dolnych częściach ciała. Nawet odpoczynek nie przynosił pozytywnych efektów. Dopiero „genialny” pomysł, aby może schodzić tyłem, uratował mnie przed nocowaniem na stoku Dzidowej.
Załącznik 35372
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Jeśli myślisz Zbyszku że to wystarczy, to głęboko się mylisz. Są tacy co czekają na ciąg dalszy.
Jesteś nadzieją że coś tak fajnego nadal istnieje.
-
10 załącznik(ów)
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Zachęcony do dalszych „zwierzeń” przez tak zacną osobowość jaką jest don Enrico, nietaktem by było, aby jeszcze czegoś nie napisać :-). W pierwszej kolejności muszę sprostować swoją poprzednią relację, gdzie pomyliłem nazwiska pewnych panów. Mianowicie, pisząc o swoich wyjątkowo uciążliwych dolegliwościach podczas schodzenia z Dzidowej, napisałem, że pan Alzheimer dopadł moje nogi :-) , a powinienem wymienić pana Parkinsona. Dziwne, że jakoś nikt mi tego nie zarzucił :-(
To też daje do myślenia – pewnie z grzeczności :-)
Wycieczki w dniu następnym, nie będę szczegółowo opisywał, gdyż Korbanię na pewno większość zna. Interesowało mnie przejście granią Pasiki, które w zasadzie udało się zrealizować po bardziej lub mniej, zarośniętych drogach zrywkowych.
Załącznik 35443
A tak na marginesie, może ktoś będzie zorientowany, co to jest za kamień z inskrypcjami, który leży opodal mini wieży triangulacyjnej ?.
Załącznik 35444
Następnego dnia zafundowałem sobie bardzie atrakcyjną wyprawę na stronę słowacką.
Załącznik 35445
Wędrując asfaltówką od Roztok Górnych do granicy, mogłem sobie popatrzeć na Rosochę i Hyrlatą z innego punktu widzenia. Nie spodziewałem się, że obecnie można podjechać pod samą granicę i nawet jest wyznaczone miejsce na zaparkowanie. Na granicy powitała mnie obszerna tablica informująca, na jaki to teren, teraz
wkraczam.
Załącznik 35446
Niebieskim szlakiem przez łąkę i dalej stokówką, miejscami na skróty, dotarłem do pomnika armii czerwonej, gdzie spotkałem turystyczną rodzinkę. W czasie krótkiej rozmowy i chwilowego wspólnego marszu, zapytali, jaki jest cel mojego wędrowania. Gdy pokazałem im Okrąglik, to popatrzyli na mnie z podejrzanym zainteresowaniem, ale mimo to, życzyli mi sukcesu.
Załącznik 35447 Załącznik 35448
Podążając dalej słowacką stokówką, podziwiałem odległe widoki oraz z ciekawością przyglądałem się pomysłowym domkom letniskowym zarówno po prawej jak i po lewej stronie drogi.
Załącznik 35449 Załącznik 35450 Załącznik 35451
Prawie po dwóch godzinach spaceru, dotarłem do cmentarza wojskowego z lat 1914-18.
Załącznik 35452
-
10 załącznik(ów)
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
W odległości ok. 400 m, po lewej stronie znajduje się tym razem, cmentarz cywilny. Z zewnątrz prezentuje się jako bardzo zadbany, jednak wewnątrz, to już tego nie można powiedzieć. Usytuowany na stromym wzniesieniu, a groby ledwo widoczne pośród trawy.
Załącznik 35453
Skończył się okres wędrowania stokówką z górki, a zaczęło się chaszczowanie pod górę. Gdybym wcześniej wiedział, że przechodząc przez ogrodzenie cmentarza, można iść dalej, to zaoszczędził bym sobie dreptania po podmokłej łące. Przedzierając się przez od dawna zarośniętą ścieżkę, dotarłem do stokówki z której roztaczał się przyjemny widok dla oka. Mam cichą nadzieję, że w okresie jesiennym dotrę na ten stok zjazdowy i popatrzę na nasze pasmo graniczne od strony południowej.
Załącznik 35454
Dość przyjemna stokówka doprowadziła mnie prawie do samej granicy. Jednak po drodze obfitowała w różne niespodzianki. A to jakieś rozwidlenie, budzące wątpliwości, czy iść w lewo, czy w prawo lub wiatrołomy które skutecznie osłabiały tępo marszu.
Załącznik 35455 Załącznik 35456
Pomarańczowe znaki na drzewach doprowadziły mnie, do wspaniałego punktu widokowego.
Załącznik 35457
Stokówka rozpłynęła się w gąszczu krzaków, a pomarańczowe znaki przeprowadziły mnie przez dość głęboki jar, strome podejście i piękną polanę na Kurników Beskid.
Załącznik 35458 Załącznik 35459
Na Okrągliku mogłem z boku popatrzeć na trasę którą przeszedłem i nacieszyć oko widokami.
Załącznik 35460
Dla urozmaicenia postanowiłem wracać ścieżką przez Duży Skalaniec. Idąc w kierunku Jasła starałem się trafić na ścieżkę zaznaczoną na mapie Ruthenusa, jednak była ona tak słabo widoczna, że nie miałem pewności, w którym miejscu się zaczyna. Natomiast ścieżka z mapy Geoportalu, idealnie trafiała w tą rzeczywistą. Dalsze wędrowanie to już „bułka z masłem”. Z daleka widoczna przeszkoda zmuszała do myślenia jak ją pokonać. Jednak po zbliżeniu się do niej, okazało się to dość proste, a nawet pozwoliło na chwilę odpoczynku w pozycji siedzącej.
Załącznik 35461
Przed wejściem na asfaltówkę, wcześniej już poznaną, czekały na mnie jeszcze dwa brody. Z racji niskiego poziomu wody, udało się je pokonać suchą stopą. Po prawie 8 godz. marszu dotarłem ponownie do Roztok Górnych.
Załącznik 35462
Idąc już asfaltem, zobaczyłem samochód zbliżający się od przełęczy. Zszedłem lekko na pobocze, a samochód zatrzymuje się obok mnie. Pomyślałem sobie, teraz gdy ja mam kilka metrów do swojego, to ja wam serdecznie dziękuję za podwiezienie. Strasznie się zdziwiłem, gdy za kierownicą zobaczyłem jednego z mijanych turystów przy pomniku. Poznał mnie i zapytał, czy udało mi się przejść tą trasą, o której mu kilka godzin wcześniej mówiłem. Gdy potwierdziłem, że tak, to tylko pokręcił głową i
pojechał dalej. Dziwne, przecież to nie była jakaś ekstremalna trasa.
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
... oj, szanowny Zbyszku... z tym Parkinsonem w dolnych częściach ciała to na moje oko;) też nie trafiłeś, ale to jest drobnostka nie rzutująca na całość... a całość czytająca wie o co idzie....że nogi Ciebie bolały jak jasna cholera....co do nóg w tej chorobie to mrowienie, sztywnienie i wywracanie do przodu, bądź do tyłu... a Ty sobie tyłem schodziłeś.... no chyba, że się sturlałeś :roll:.... ale fajnie, że jest w tej relacji fragment trasy mnie interesujący....czekam na ciąg dalszy....
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
zbyszek1509
Wycieczki w dniu następnym, nie będę szczegółowo opisywał, gdyż Korbanię na pewno większość zna. Interesowało mnie przejście granią Pasiki, które w zasadzie udało się zrealizować po bardziej lub mniej, zarośniętych drogach zrywkowych.
Najfajniejsze piosenki, to są te, które się już zna. ;-)
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
"Wycieczki w dniu następnym, nie będę szczegółowo opisywał, gdyż Korbanię na pewno większość zna."
Zbyszek
Opisz też coś dla mniejszości ,
Dość dyskryminacji ! ;) Dyskryminacji mówimy nie !:smile:
Myślę ,że nawet Połonina Wetlińska widziana " enty" raz jest za każdym razem inna .
pozdrawiam
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
.... Tolek ma rację... popieram w całej rozciągłości.....
-
10 załącznik(ów)
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Muszę przyznać, że przyjemnymi komentarzami, zostałem zachęcony do uzupełnienia mojej śladowej relacji na Korbanię.
Jednak na wstępie, spróbuję ustosunkować się do poszczególnych komentarzy.
Cytat:
Zamieszczone przez
przemolla
...że nogi Ciebie bolały jak jasna cholera....co do nóg w tej chorobie to mrowienie, sztywnienie i wywracanie do przodu, bądź do tyłu... a Ty sobie tyłem schodziłeś.... no chyba, że się sturlałeś :roll:
Przemku dosłownie tak było jak napisałeś, sztywnienie i wywracanie się do przodu, gdyż każdy krok sprawiał ogromny ból. Opcja sturlania się, również była brana pod uwagę, jednak wybór padł na schodzenie tyłem, gdy zorientowałem się po przypadkowym odwróceniu się do pochyłości stoku tyłem. Dziwne, że po wycofaniu się rakiem na równy już teren, dolegliwość zdecydowanie osłabła i dalsze przemieszczanie się, nie sprawiało uciążliwości. Podobnie już było następnego dnia, podczas wędrówki na Korbanię.
Cytat:
Zamieszczone przez
przemolla
... ale fajnie, że jest w tej relacji fragment trasy mnie interesujący....czekam na ciąg dalszy....
I to sprawia największą radość, gdy przeczyta się informację o przydatności opisanej relacji. Dlatego pokazuję mapkę danej trasy, aby inni, bardziej lub mniej wtajemniczeni, mogli porównać swoje wyprawy, a ci którzy nie mają koncepcji, aby zagospodarować pobyt w Bieszczadach, mieli już gotowca.
Cytat:
Zamieszczone przez
Fiaa
Najfajniejsze piosenki, to są te, które się już zna. ;-)
Również mam czasami takie potrzeby, aby przeżyć coś, co sprawiło przyjemność i ponownie to usłyszeć lub zobaczyć. Dlatego chętnie wracam do wcześniej poznanych miejsc, aby utrwalić ich widok na dłużej.
Cytat:
Zamieszczone przez
tolek banan
Opisz też coś dla mniejszości ,
Dość dyskryminacji ! ;) Dyskryminacji mówimy nie !:smile:
Myślę ,że nawet Połonina Wetlińska widziana " enty" raz jest za każdym razem inna . pozdrawiam
Tolku, jestem razem z Tobą i Przemkiem w tej wspaniałej ideologii:-) .
Odnośnie Korbani, to muszę zaznaczyć, że tego dnia pułap chmur był dość niski i w związku z tym, na jakieś super widoki, to od początku liczyć nie mogłem, co z resztą będzie widać.
Seria przyzwoitych dróg zrywkowych zachęcała do wygodnego wchodzenia pod górę.
Załącznik 35466
Jednak, jak to w życiu bywa, nic co dobre nie może trwać wiecznie.
Załącznik 35467
Duża wilgotność roślin, zmobilizowała mnie do pójścia na azymut, aby po dłuższej chwili zobaczyć przyjemną jasność na horyzoncie.
Załącznik 35468
Przed samym szczytem widać pooraną ziemię dawnymi okopami, a samo wejście na przyjemną polankę owocuje takim oto widokiem.
Załącznik 35469
Kilkanaście metrów dalej, już było zdecydowanie gorzej, gdyż widok był mało satysfakcjonujący. Ale trudno, pozostało skorzystać z nowej, jeszcze nie do końca wykończonej wiaty i zmienić kierunek marszu.
Załącznik 35470
Po krótkim chaszczowaniu, przebiłem się do ścieżki prowadzącej na przełęcz Hyrcza. Po wyjściu z lasu, moim oczom ukazał się taki oto widok.
Załącznik 35471
Grzechem by było, aby nie zawitać do słynnej kapliczki.
Załącznik 35472
Zaraz obok roztacza się piękny widok, który w okresie jesiennym, na pewno zapiera dech w piersiach.
Załącznik 35473
Będąc w tych okolicach, nie sposób pominąć rodzinnego cmentarza Budzińckich oraz cerkwiska, które obecnie jest dobrze widoczne.
Załącznik 35474
Na zakończenie trasy, warto było zajrzeć na dymiące retorty, które już wcześniej pokazałem, a wśród łąki i kwiatów, prezentowały się wyjątkowo.
Załącznik 35475
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Łąka soczysta nawet na zdjęciu, a co dopiero na żywo. :)
Dzięki Zbyszku za - jak zwykle - piękną wycieczkę :)))
A co z tą wieżą widokową na Korbani? Powstała już?
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
-
10 załącznik(ów)
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
W związku z chwilowo panującą pogodą, przypominającą Krainę Deszczowców, powrócę do dużo przyjemniejszego pobytu w Bieszczadach, a dokładniej do pływania łódką po Zalewie Soliny w piękny słoneczny dzień. Tak się jakoś dziwnie składa, że promienie UV mają na mnie jakąś magiczną moc. Nie dość, że pozwalają naładować energetyczne akumulatory, to jeszcze swoją działalnością, dosłownie w oka mgnieniu, usypiają mnie, nawet nie wiadomo kiedy. Wiem, wiem, że fachowcy na ten temat mają swoje zdanie, ale co mam zrobić, gdy sprawia mi to przyjemność i doskonale relaksuje. W błogiej nieświadomości dopłynąłem do Wyspy Małej (Zajęczej) i po przebudzeniu się, zobaczyłem w oddali Polańczyk. Samo pływanie łódką po zalewie, nie jest na tyle ciekawe, aby je opisywać, gdyż wiele osób na pewno to wielokrotnie robiło i doznawało podobnych radości. Jednak moim celem jest podzielenie się pewnym pomysłem, który wtedy wpadł mi do głowy. Dlaczego mam nie pochwalić się miejscem aktualnego pobytu? - tak sobie pomyślałem. Zadzwoniłem do syna, aby uruchomił komputer i wszedł na stronę, gdzie znajduje się obraz z kamerki w Polańczyku. Po pewnych korektach okazało się, że nawet zrobił zrzut ekranu i zlokalizował mnie na łódce. Proszę traktować to jako ciekawostkę, która może przynieść dodatkową chwilę radości:-) . Co prawda, nawet moje machanie do niego, okazało się baaardzo mało czytelne, a tym bardziej, że łódka była koloru zielonego. Ale małą kropkę na tafli jeziora widać:-).
Załącznik 35655 Załącznik 35656
Następnego dnia po atrakcyjnej wycieczce na Chryszczatą w różnowiekowym towarzystwie, pogoda na tyle dopisywała, że szkoda było jej marnować na jakieś błahostki. Ponownie dłuższa wyprawa, raczej nie wchodziła w rachubę, ale coś bardziej delikatnego, czemu nie?. Wybór padł na okoliczną Bałandę i Bagnisty.
Załącznik 35657
Zaraz za wytwórnią kruszywa, miłe zaskoczenie. Na miejscu, gdzie kiedyś był hotel robotniczy, obszerne i wyrównane miejsce. Na podstawie stojącego znaku zakazu ruchu, tuż za tym miejscem, domyślam się, że to jest nowy parking dla samochodów. A może i przyszłe pole namiotowe. Może ktoś coś wie więcej na ten temat?.
Załącznik 35658 Załącznik 35659
Po skręceniu ze stokówki w śladową drogę zrywkową, roztaczał się sympatyczny widok na Dzidową i jeszcze dalej.
Załącznik 35660
Pnąc się w górę, już przyzwoitą drogą zrywkową, trafiałem na jary i ślady okopów.
Załącznik 35661
Wysoka trawa na Bałandze, nie pozwoliła zlokalizować żadnego punktu topograficznego.
Załącznik 35662
Dalsze przemieszczanie się w kierunku Bagnistego, utwierdziło mnie w przekonaniu, że nazwa tej góry nie została wzięta z sufitu. Bardzo dużo cieków wodnych i miejscami dosłownie grząski teren, w pełni uzasadniał nazwę Bagnisty.
Załącznik 35663
Na samym szczycie, na słupku wysokościowym, znalazłem pozostawioną wizytówkę, która była owinięta zniszczonym przez ząb czasu papierem i przyciśnięta kamieniem. Jeżeli ktoś ją tam pozostawił z premedytacją, to mam nadzieję, że nie popełnię przestępstwa, ujawniając jego dane. A może ktoś go zna i da mu satysfakcję, że był taki jeden co podążał jego tropem :-).
Załącznik 35664
-
10 załącznik(ów)
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Dalsze przemieszczanie się już w dół, ponownie obfitowało w dawne wojenne umocnienia, a przed zejściem na stokówkę, było nawet „lekko” zarośnięte.
Załącznik 35665
Po zejściu na stokówkę, mogłem podejrzeć przygotowywanie do wypału węgla drzewnego.
Załącznik 35666
Wracając już po równej stokówce, tak sobie myślałem, w okresie jesiennym to dopiero tu musi być radość dla oka i duszy.
Załącznik 35667
Nawet spotkałem małego gryzonia, który na mój widok przyjął pozycję strusia i w ten sposób okazał mi swój stosunek do mnie:-(.
Załącznik 35668
Okolice dawnej wsi Rabe jak zwykle ukojone w ciszy i spokoju.
Załącznik 35669
Przez chwilę mogłem wrócić wspomnieniami do niedawno odwiedzonej Chryszczatej i popatrzeć na zdewastowaną mini pasiekę.
Załącznik 35670
Tuż przy drodze samotny rodzinny grób jeszcze z okresu przedwojennego i cerkwisko.
Załącznik 35671 Załącznik 35672
Podczas pokonywania już „ostatniej prostej”, towarzyszył mi chwilami, wijący się jak wąż, potok Riaby.
Załącznik 35673 Załącznik 35674
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Ładnie wędrujesz, radość dla oczu czytającego
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Powstała już.
pozdrawiam
a miałeś już okazję podziwiać z niej widoki Bertrandzie?
pozdrawiam również oczywiście. :)
-
10 załącznik(ów)
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Tuż przed następną wyprawą w Bieszczady, ale już pewnie w innej scenerii, spróbuję opisać jeszcze jedną czerwcową wyprawę na Makówkę i jej urocze okolice.
Załącznik 35777
Zgodnie z zaleceniami drogowskazu, udałem się we wskazywanym kierunku.
Załącznik 35778
Maszerując asfaltową drogą, zarówno po prawej, jak i po lewej stronie, można zobaczyć nowe jak również już i wiekowe, ale zadbane gospodarstwa.
Załącznik 35779
Pięknie prezentuje się cerkiew w naturalnej scenerii.
Załącznik 35780
Asfaltowa droga skręciła w lewo, a ja poszedłem pod górę już obeschniętą gliniastą drogą. Z jednego z ostatnich gospodarstw, do moje wędrówki, przyłączył się bardzo miły piesek, który nawet po dłuższym czasie, czyli w okolicy przekaźnika, nie chciał wrócić do domu. Zdając sobie sprawę, że nie będę wracał tą samą trasą, musiałem przekonać go, aby wrócił jednak do swojego pana. Dość długo to trwało, ale w końcu zrozumiał moje dobre intencje i pomachał mi ogonem na pożegnanie.
Gdy wszedłem na Czekaj, to mogłem podziwiać roztaczającą się panoramę. Co prawda była lekko przymglona, ale oko ucieszyła.
Załącznik 35781
Zanim dotarłem do drogi zrywkowej w kierunku Tarnawy Górnej, trafiłem na coś ogrodzone, zarośnięte pokrzywami i trudne do identyfikacji.
Załącznik 35782
Cała droga obfitowała w miejsca ukwiecone, bagniste oraz takie.
Załącznik 35783
Po wyjściu z lasu i ciągłego cienia, dotarłem do miejsca nasłonecznionego i już zaludnionego.
Załącznik 35784
Gdy zobaczyłem otwarte drzwi do kościoła, skorzystałem z okazji, aby do niego zajrzeć.
Załącznik 35785
Ze schodków kościoła, ponowny widok na stare i nowe.
Załącznik 35786
-
10 załącznik(ów)
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Znana już wcześniej ruina cerkwi, to ta pod którą bywają niedźwiedzie :-) , przyciągnęła moją uwagę.
Załącznik 35787
Pomimo czytelnego i jasno brzmiącego napisu na drzwiach, nie potrafiłem oprzeć się pokusie i musiałem do niej zajrzeć.
Załącznik 35788
W cieniu dorodnego dębu, odpoczywałem i patrzyłem na następny etap mojej wycieczki.
Załącznik 35789
Wędrówka w kierunku przekaźnika, z racji atrakcyjnych widoków, nie była nawet nużąca.
Załącznik 35790
Dodatkowo uatrakcyjniały ją, winnica i brzozowa alejka.
Załącznik 35791
Przed samą Makówką widok na Tarnawę G. i Czaszyn.
Załącznik 35792
Ścieżką od Makówki poszedłem w kierunku Gruszki. Miejsce pamięci narodowej, było w trakcie remontu i dowiedziałem się, przy okazji, że w planie jest budowa zatoczki na kilka samochodów, przy drodze z Leska do Tarnawy G. Myślę, że ktoś miał dobry pomysł.
Załącznik 35793
Tym razem już suchą ścieżką, dotarłem na Gruszkę i dalej do trasy zjazdowej z wyciągiem w Weremeniu oraz pięknym widokiem.
Załącznik 35794
Po wyjściu z lasu moim oczom ukazał się widok na Hoczew i dalsze partie Bieszczadów.
Załącznik 35795
Po ok. 8 godz. dotarłem do punktu wyjściowego.
Załącznik 35796
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
jak ja lubię takie wędrówki i...
takie relacje, gdy muszę siedzieć w pracy ;)
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
długi
jak ja lubię takie wędrówki i...
takie relacje, gdy muszę siedzieć w pracy ;)
A pewnie dodatkowo dołująca jest ta odległość , jaka dzieli Cię od Bieszczadów. Serdeczne wyrazy współczucia :-( :-). Emeryci mają pod tym względem pewien komfort;).
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
asia999
a miałeś już okazję podziwiać z niej widoki Bertrandzie?
pozdrawiam również oczywiście. :)
Niestety nie miałem okazji. Natomiast zdjęcia zrobione z wierzy widziałem.
Pozdrawiam
-
1 załącznik(ów)
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
asia999
a miałeś już okazję podziwiać z niej widoki Bertrandzie?
pozdrawiam również oczywiście. :)
Oto i ona
:-)
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Oto i ona
:-)
Pięknie się prezentuje. Proszę o więcej takich inwestycji. :-)
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
długi
jak ja lubię takie wędrówki i...
takie relacje, gdy muszę siedzieć w pracy ;)
Świetnie się czyta, ale też dodatkowo są inspiracją do własnych planów.
dzięki Zbyszku !
-
10 załącznik(ów)
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Po czterech pierwszych deszczowych, lecz nie zmarnowanych dniach, pojawiła się obiecująca prognoza meteorologiczna, a wraz z nią, możliwość spotkania z bieszczadnikami znanego forum. Wcześniejsze rozmowy telefoniczne nabrały rzeczowego biegu i zostały zrealizowane w dniu następnym, czyli w środę 24 września.
Pobudka o wczesnej godzinie, pozwoliła w czasie dojazdu do Sękowca, na Przełęczy Wyżnej, popatrzeć na Caryńską w bajecznej scenerii.
Załącznik 36174
Po wstępnym zapoznaniu i kilkudziesięciu minutach rozmowy zapadł ostateczny werdykt, idziemy do Ruskiego.
Załącznik 36175
Następne kilka minut zostało przeznaczone na przygotowanie i parami zaczęli wychodzić członkowie wyprawy.
Załącznik 36176
Podczas przechodzenia przez most, zapada pierwsza decyzja, robimy sobie na pamiątkę grupowe zdjęcie.
Załącznik 36177
Idąc lekko wznoszącą się stokówką, zwarta grupa uległa rozczłonkowaniu. Przewodnik oddalił się dość szybko i zniknął za którymś z kolejnych zakrętów. Natomiast zamykający, pochłonięty ograniczonymi widokami, wyraźnie zaczął odstawać i wydawać rozpaczliwe dźwięki charakterystyczne dla spragnionego wędrowca na pustyni :-).
Załącznik 36178
Na najbliższym skrzyżowaniu wszyscy się spotkali i płynem energetyzującym uzupełnili spalone kalorie.
Załącznik 36179
Różne przeszkody terenowe i wszędobylskie błotko uatrakcyjniały, tym razem już monotonne zejście w dół, w kierunku dawnego Ruskiego.
Załącznik 36180
Po wyjściu z lasu, naszym oczom ukazał się widok na miejsce, gdzie kiedyś rozciągały się zabudowania dawnych mieszkańców, tej ziemi. Jeden z uczestników, podobno już tradycyjnie poczuł wyraźną potrzebę, aby popatrzeć na okolicę z innego poziomu.
Załącznik 36181
Po dotarciu na miejsce cerkwiska, nastąpiło uzupełnienie kalorii produktami zarówno pod postacią płynną, jak i tymi o bardziej stałej konsystencji. Niektórzy poczuli się tak naładowani energią, że postanowili poszukać bardziej namacalnych śladów po byłej cerkwi.
Załącznik 36182
Jednak dopiero po następnych kilku minutach trafiliśmy na widoczne ślady po jakimś budynku i na fundamenty, pewnie piwnicy.
Załącznik 36183
-
10 załącznik(ów)
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Dalsza wędrówka, już drogą po łące, zawiodła nas do brodu. Wszyscy spojrzeli z utęsknieniem na prawy brzeg Sanu i pewnie zaczęli myśleć, jak to zrobić aby bezboleśnie tam się znaleźć.
Załącznik 36184
Jednak myślenie nic tu nie pomogło i trzeba było przystąpić do desantu, jak to Piskal określił:-). Jedni lekko się ociągali, inni badali twardość gruntu lub głębokość nurtu i zastanawiali się, czy wysokość gumowców jest wystarczająca.
Załącznik 36185
Na pierwszy ogień poszedł Piskal i w znanych tylko sobie płytkich miejscach, desantował się na drugi brzeg, pozostawiając resztę ekipy daleko w tyle.
Załącznik 36186
Do odważnych świat należy, więc wszyscy poszli w ślady przewodnika i w nieco głębszym miejscu zaczęli przeprawę.
Załącznik 36187
Dopiero na lepszym zbliżeniu widać dokładnie, kto się wyrywał do przodu, a kto się ociągał.
Załącznik 36188
Gdy jedni walczyli z szalejącym nurtem Sanu, to wtajemniczony w arkana sztuki pokonywania brodów, już się cieszył promieniami słońca i wykręcał przemoczone skarpetki.
Załącznik 36189
Jak to dobrze, że buty nie zostały na brzegu:-)
Załącznik 36190
Gest pełnej satysfakcji i radości z kończącej się przeprawy, bardzo widoczny.
Załącznik 36191
Gumowce dobra rzecz, jednak powinny być odrobinę wyższe, albo rozpoznanie terenu bardziej wiarygodne.
Załącznik 36192
Szczęśliwie zakończona przeprawa została odpowiednio uczczona, a strudzeni wędrowcy poszli smakować w pobliskim barze w Chmielu, zupę chmielową. I tak to przyjemnie minął pierwszy słoneczny dzień jesiennego pobytu w Bieszczadach.
Załącznik 36193
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
... ha, ha ,ha... w głowie się kręciło... bo nurt był superszybki, a potężna fala jak morskie bałwany wdzierała się w ogumienie....a co do sklepu w Chmielu, to było tylko bardzo niewinne preludium... apogeum nastąpiło pod sklepem w Zatwarnicy... albo nawet armagedon...ale na to należy spuścić kurtynę milczenia...
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Tak patrzę na mapę - Wasz bród niewielka ilość dopływów dzieli od miejca, gdzie ja przekraczałem San w Hulskiem.
A psa prawie mi zabrało i slipy mokre były...
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
Dlugi
A psa prawie mi zabrało i slipy mokre były...
Czyli, my mieliśmy więcej szczęścia. A do tego pewnie przyczynił się i niższy stan wody w Sanie. Pomimo tego, to i tak, patrząc w dół na nurt, kręciło się w głowie ;).
-
6 załącznik(ów)
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Przyłącze się do tematu i też wrzucę kilka fotek.
Ruszamy z ZatwarnicyZałącznik 36662
Przed nami wieś RuskieZałącznik 36663
Będzie super fociaZałącznik 36664
Z góry widać inaczej...Załącznik 36665
Odpoczynek w rejonie cerkwiskaZałącznik 36666
A gdy nasze pragnienie w Chmielu zostało wstępnie ugaszone,miły pan kierowca przetransportował nas w miejsce z którego powrót był dużo,dużo cięższy niż wcześniejsze forsowanie SanuZałącznik 36667
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
... no tak.. Ridol wrzucił zdjęcia... a ja cofnąłem się dzięki temu o jedną stronę... później drugą.... a później nacisnąłem pierwszą i przeczytałem sobie cały wątek Zbyszkowy... już nie na raty... tylko po całości;) ... i znowu byłem w Bieszczadach....
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
ridol
Przyłącze się do tematu i też wrzucę kilka fotek.
Cytat:
Zamieszczone przez
przemolla
... no tak.. Ridol wrzucił zdjęcia... a ja cofnąłem się dzięki temu o jedną stronę... później drugą.... a później nacisnąłem pierwszą i przeczytałem sobie cały wątek Zbyszkowy... już nie na raty... tylko po całości;) ... i znowu byłem w Bieszczadach....
Dzięki za przypomnienie pięknego słonecznego dnia wspólnie spędzonego na poszukiwaniu śladów bieszczadzkiej historii. Czuję ogromne wyrzuty sumienia, że zaniedbałem kontynuowania relacji z dalszych, a nawet tych starszych bieszczadzkich wędrówek. Wszystkiemu są winne zakupione ostatnio najnowsze mapy Bieszczadów. Proces ich przygotowania pod katem wykorzystania w GPS, pochłania strasznie dużo czasu, ale mam nadzieję, że do przyszłego sezon jakoś się z tym problemem uporam. Jednak obiecuję, że w najbliższym czasie, sięgnę do archiwum i podzielę się pewnymi wrażeniami z samotnych wędrówek. Nawet zaniedbałem opracowanie zdjęć z ostatniego pobytu. Zatrzymałem się na trzecim dniu pobytu, a zostało ich jeszcze 17. Jednego jestem pewien, dni coraz krótsze, a czas jakoś tak wyjątkowo szybko umyka :-(. Błagam o wyrozumiałość :-).