Odp: zimowy biwak - gotowanie
Zawsze rozpalałem swoją na "niegrzeczny"sposób. Tylko potem trzeba z głową pilnować i w razie potrzeby przykręcić płomień, a nie pozwolić się rozhulać. Ambitni i spragnieni rekordu szybkości doprowadzali do otwarcia zaworka bezpieczeństwa (w korku). Pojawiał się wtedy ponad półmetrowej długości pióropusz ognia. Widowiskowo, ale trochę niebezpiecznie. Gorzej, jak się zaworek nie otworzył. Ale to już wypadki z gatunku Darwina.
Wynalazkami paliłem kilka razy, zawsze dość skutecznie, ale potem dużo roboty z czyszczeniem. Po denaturacie zostało sporo wody w zbiorniczku. Po rozpuszczalniku skrzypiało jak potępieniec (kalafonia?), Po mieszance do piły (z olejem) kopciła. Najlepiej sprawdzała się na benzynie obojętnej jakości. Od "Pb86" (już wyszła z użycia) do ekstrakcyjnej. Ostatnia mniej śmierdzi.
Odp: zimowy biwak - gotowanie
Może dlatego, że gówniarska głowa nie zdawała sobie sprawy z niebezpieczeństw nie mieliśmy oporów aby taką maszynką grzać w namiocie - parę minut i na chwilkę ciepło. Czad był przy robieniu "paluszków" - w puszce po konserwie topiło się saletrę z cukrem. Trzeba było się nauczyć, kiedy ściągnąć z palnika... :-)
Odp: zimowy biwak - gotowanie
A ja z mężem na Babiej Górze gotowaliśmy na tym ustrojstwie w namiocie pełnym puchowych śpiworów i kurtek (jednak nie polewając benzyną tak jak Buba). W sumie miałam takich kostek kolejno może z 6 lub 7, każda wytrzymywała przy intensywnym używaniu średnio 2 lata.
Fakt ze na zimę Brezniewka jest najlepszym wyjściem (a drugim, przy większej grupce - ognisko), latem jednak zdecydowanie wolę gaz.
Z kolei gaz ma tą wadę, że nie można go przewozić samolotem.
Odp: zimowy biwak - gotowanie
I nie można go uzupełnić w Cisnej. O pół litra benzyny jednak łatwiej.
1 załącznik(ów)
Odp: zimowy biwak - gotowanie
Sioux
Znalazłeś już bezpieczną i skuteczną maszynę do gotowania?
Ciekawe urządzenie prezentował swego czasu Cejrowski co boso chodzi. Nie wiem czy jest to to do kupienia w Polsce.
Polska nazwa to wulkan a wygląda takZałącznik 33243
Składa się z dwóch części:
Na dole "menażka" z otworem z boku jako palenisko, na tym stawia się pojemnik , w boczny otwór wlewa się wodę , która wypełnia , opływa cienkim płaszczem "komin" wylot spalin znajdujący się centralnie.
Palić w tym można "wszystkim" i podobno ma wysoką sprawność.
A i tu poczytaj:
http://domowy-survival.pl/2011/09/kelly-kettle-test/
Odp: zimowy biwak - gotowanie
Na allegro pojawiła się kuchenka benzynowa HIGHLANDER w cenie 32,99 wie ktoś może co to jest warte...?;)
Odp: zimowy biwak - gotowanie
Cytat:
Zamieszczone przez
tolek banan
Próbę szybkości gotowania wody opisałem w relacji Bertranda "Królewskie żarcie"
Nadaje się na szybką herbatę, "chińską"zupkę, bo produkuje wrzątek. Nie ugotujesz kaszy
Odp: zimowy biwak - gotowanie
Jeszcze nie znalazłem. Śledzę allegro i czekam na kostkę z rosyjską instrukcją. Nie śpieszy mi się tak bardzo, a stawiam na oryginalność.
Odp: zimowy biwak - gotowanie
Cytat:
Zamieszczone przez
tolek banan
Sioux
Znalazłeś już bezpieczną i skuteczną maszynę do gotowania?
Ciekawe urządzenie prezentował swego czasu Cejrowski co boso chodzi. Nie wiem czy jest to to do kupienia w Polsce.
Polska nazwa to wulkan
Można kupić w Polsce, już było kiedyś o tym na forum. Kelly Kettle to wydatek około 200 zł, no chyba, że są tańsze odpowiedniki.
Odp: zimowy biwak - gotowanie
Cytat:
Zamieszczone przez
Sioux
Macie jakieś swoje patenty? Oczywiście kuszącą alternatywą jest po prostu korzystanie z bazy noclegowej, ale tak sobie myślę, że zanim się zestarzeję, to jeszcze warto by kilka biwaków zimowych przeżyć. :-)
No już Cię lubię:)
Mój patent na gotowanie w namiocie w zimie jest bardziej skomplikowany - to w zasadzie patent na spędzenie miłego wieczoru zimowego bez odmrażania tyłka i innych części ciała.
Otóż - po przybyciu na stanowisko rozpoczynam przygotowania od zbudowania wału śnieżnego w kształcie literki U, o długości ramion około 2 metrów, wysokości jak najwyższej i szerokości przestrzeni pomiędzy ramionami litery równej szerokości wyjścia z namiotu. Następnie w tak usypany wał wstawiam drewno na ognisko i zamykam otwartą część 'literki' namiotem. Następnie wzniecam ogieniek (dobrze jest robić to w lesie, pod/za osłonami naturalnymi chroniącymi przed wiatrem. I paląc nieduży ogień gotuję na nim wodę, zupki i inne strawy. Gdy nadchodzi czas snu, dorzucam drew do ognia, by był nieco większy i pławię się w cieple. Cudnie schną buty, skarpety, rękawice. Cieplik ogniska odbija się od wału śnieżnego i rozgrzewa mnie i namiot niemiłosiernie. Trzeba tylko wciąż pamiętać o p-pożu. Ale to nie jest szczególnym problemem, gdy wał śniegu jest odpowiednio wysoki. Przed zaśnięciem zagaszam płomienie dla bezpieczeństwa i wbijam się w puchy. Pierwszy taki biwak odbyłem kiedyś w Gorcach, gdy zagubiłem drogę na Stawieniec i musiałem nocować w lesie, nie w szałasie. Nocny mróz sięgał -25-28 stopni. Ja siedziałem we flanelówce i portkach, piłem gorącą herbatkę litrami, słuchałem wycia wilków z oddali i zakochiwałem się coraz bardziej w chaszczowym życiu:) Wiele razy później korzystałem z tego zimowego patentu - okazał się wręcz doskonały. Spróbuj tego, a nie będziesz benzyną czadził las i siebie;)
Pzdr
D.