No właśnie, mnie obsztorcowali a sami kręcą jak się da:
Blin, kartoflak, to nie brzmi babą :)
Wersja do druku
Szczególnie ten kartoflak do baby mi nie pasuje!
Ale jakby tam baby nie zwał (jak się Kuna upiera to może być i kartoflak) to coś się długo w tym Sękowcu zasiedzieliście.
Dzień IV
Rozpoczęliśmy go od sforsowania potoku Głębokiego
Załącznik 42045
nie w bród co prawda, lecz po moście
Załącznik 42046
Później tą samą techniką pokonaliśmy San i ruszyliśmy wzdłuż Jamniczego stokówką w górę
Załącznik 42047
My szliśmy wzdłuż a w poprzek pałętały się niedźwiedzie
Załącznik 42048
dając zimie do zrozumienia, że to falstart.
Wkrótce trochę szerzej mogliśmy spojrzeć na okolicę
Załącznik 42049
Załącznik 42050 Załącznik 42051
Tuż za tym punktem widokowym poziomnice niemalże stanęły dęba :wink:
Załącznik 42052
Jeszcze godzina czy dwie do góry i już jesteśmy w partiach szczytowych
Załącznik 42053
Chciałam doczekać do końca relacji ale widoki są takie bajeczne, że już teraz napiszę, że relacja jak zwykle pierwszorzędna. :)) A ten śnieg to dla mnie z bezśnieżnych (jak do tej pory) nizin wygląda jak jakiś kosmiczny rarytas.
Dzięki Asiu. W ostatni weekend tego rarytasu już nie było, aż trudno było uwierzyć, że dwa tygodnie wcześniej brnęliśmy w nim po kolana :)
Ponieważ po ostatnich opadach śniegu nikt przed nami nie szedł i troszkę się mozoliliśmy, postanowiliśmy więc, że nie będziemy szli grzbietem tylko go przeskoczymy i boczną stokówką
Załącznik 42083 Załącznik 42082
koło nieistniejącej już Gwidonówki (foto z 2009r.)
Załącznik 42086
zejdziemy do głównej, która powinna być odśnieżona. Tak też było i przed drugą wyskoczyliśmy na drogę filmowców
Załącznik 42084
Ja już od dwóch godzin fantazjowałem co by tu zjeść w Lutowiskach. Różne menu przewinęło mi się w myślach i nie mogłem się zdecydować czy wolę coś wymyślnego czy pierogi, a może po prostu kotleta z kapustą? Żurek z jajkiem i kiełbasą czy barszcz czerwony z krokietem? Generalnie byłem już na niezłym ssaniu i myśl o pysznym obiadku jedzonym w ciepłym miejscu popędzała nogi do bardziej energicznego marszu.
W końcu lądujemy w Lutowiskach
Załącznik 42085
i już rozsiadamy się wygodnie i jemy obiad. Rozsiadamy się na plecakach przed spożywczym a na obiad są buły z sałatką śledziową. Okazało się, że wszystkie knajpy zamknięte bo to po sezonie. Mogliśmy przyjść wczoraj to jeszcze byśmy się załapali ale, że nie przyszliśmy to buły na schodach. Troszkę wieje, my stygniemy po dość intensywnym ,całodziennym marszu i po zaspokojeniu pierwszego głodu szukamy miejsca gdzie można by się schować na pół godziny w oczekiwaniu na autobus. Znaleźliśmy w tej turystycznej miejscowości turystyczną informację i okazało się, że można tam przycupnąć przy stoliku i nawet jakby ktoś chciał to można posurfować w necie. Z surfowania nie skorzystaliśmy ale z łazienki i owszem, gdyż przed sklepem troszkę krępowaliśmy się przebierać spodnie i koszulki. Odsapnęliśmy trochę, ogrzaliśmy się i już w suchej odzieży popędziliśmy na przystanek, z którego Veolią dotarliśmy do Rzeszowa.