-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Cytat:
Zamieszczone przez
jojo
Znam to trochę z autopsji - tak to bywa jak się jest samemu w górach - wtedy wszystko słyszysz jakoś tak - "dokładniej";).
Jak się jest samemu to faktycznie inaczej się słyszy las. A jeszcze w nocy, pierwszy raz na noclegu bez namiotu - wtedy wszystko dookoła żyje, przygląda się, szumi i czyha na biednego turystę. Strach oczy otworzyć :wink:
Mnie kiedyś śledził po lesie mój własny kaptur. Szeleścił za mną krok w krok, a jak się przyczajałem z kijem aż mnie dogoni i staniemy twarzą w twarz to tajemniczo cichł i nie dał się złapać. Głupie, prawda? Ale jak jest się w lesie, po zmroku, na samotnej wędrówce, to wszystko jest inne 8-)
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Nie ma co, też mnie to mocno zaskoczyło -aż musiałam sprawdzić czy to ta sama relacja, którą w napięciu czytałam kilka dni temu .. czy czasem to mi wątki się nie pomyliły. Nie tak dawno jak spałam w namiocie gdzieś w górach na szczycie i wiał silny wiatr i różne jego dźwięki (i telepoczącego namiotu) powodowały, że wydawało mi się, że ktoś tutaj krąży, nadchodzi, słyszałam "kroki" zapadające się w śniegu. Ale nierealnym było by ktoś tam chodził w środku nocy (także w dzień) więc faktycznie różnie to bywa :) :)
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Cytat:
Zamieszczone przez
jojo
No nie ukrywam Bazyl, że mnie zaskoczyło zakończenie horroru, ...
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
Nie ma co, też mnie to mocno zaskoczyło ....
Moi drodzy, Was czytających zaskoczyło a co ja mam powiedzieć? Ja byłem przekonany, że to niedźwiedź łazi w pobliżu. Jimi napisała, że teraz zimą, przez dochodzące z zewnątrz dźwięki i łopot namiotu wydawało jej się, że ktoś w pobliżu krąży ale ze względu na niedostępność miejsca biwakowego wykluczyła taką możliwość. U mnie było zgoła inaczej. Podczas wcześniejszych wędrówek po tych okolicach kilkakrotnie widziałem tropy niedźwiedzi, był początek wiosny czyli okres intensywnego poszukiwania przez nie żeru a dobiegające dźwięki pierwszorzędnie pasowały do mojej wizji. Do tego jeszcze trzeba dodać nie najlepsze samopoczucie w tym dniu i jak tu nie uwierzyć, że zaraz mnie miś pogłaszcze?
Jak zobaczyłem co to mnie straszy, to napięcie opadło ale, że człowiek jakiś taki głupi, to odczułem też delikatny zawód, że to jednak nie On :grin:
Kiedyś, na Kartynach wlazłem na niedźwiedzia i obaj spanikowaliśmy. Działo się to bardzo szybko, taki błyskawiczny skok adrenaliny a teraz napięcie narastało i narastało więc przeżycie było znacznie intensywniejsze.
Mimo, iż nie dane było mi go nad tym stawkiem spotkać, to i tak była to moja przygoda z niedźwiedziem! :mrgreen: I żadne krzyki czy płacze nie przekonają mnie, że było inaczej :wink:, gdyż
Cytat:
Zamieszczone przez
bartolomeo
....jak jest się w lesie, po zmroku, na samotnej wędrówce, to wszystko jest inne 8-)
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Bardzo dziękuję za wyjaśnienie horroro-zagadki.
Jednocześnie zazdraszczam i współczuję tych przeżyć. Wiem, że noc w lesie w samotności to zupełnie inna bajka. Sam nigdy nie spałem, ale zdarzało mi się wracać ze spóźnionych "foto-zwierzo-łowów" całkiem po ciemku i... bywało różnie. Często właśnie lęk, bo nie wiadomo, co tam się dzieje (człowiek jest wzrokowcem, więc gdy nic nie widać - umysł próbuje jakoś "uzupełnić dane"), ale zdarzyła mi się też sytuacja odwrotna - cicha wataha dzików (z 15 m ode mnie, stały w półokręgu, niemal wokół mnie). Powolutku się wycofałem... a one nie miały nic przeciwko temu, na szczęście. Ciśnienie spadło...
Dziękuję jeszcze raz za - świetny opis wyprawy.
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Cytat:
Zamieszczone przez
bacza
...zdarzyła mi się też sytuacja odwrotna - cicha wataha dzików (z 15 m ode mnie, stały w półokręgu, niemal wokół mnie). Powolutku się wycofałem... a one nie miały nic przeciwko temu, na szczęście. Ciśnienie spadło...
Dziękuję jeszcze raz za - świetny opis wyprawy.
Ja dwa razy wlazłem w dzicze barłogi ale na szczęście dziki zwiały i nie próbowały mnie staranować. Raz minęła mnie też cała wataha. Przebiegły gęsiego :) ścieżką kilkadziesiąt metrów powyżej mnie.
Dziękuję za zainteresowanie - będzie jeszcze jeden post kończący wycieczkę ale jest tak, że do pisania trzeba mieć czas i chęci. O ile pierwszego trochę by się znalazło o tyle o drugie coraz ciężej niestety.
-
7 załącznik(ów)
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Cytat:
Zamieszczone przez
sir Bazyl
...będzie jeszcze jeden post kończący wycieczkę ...
I w końcu udało się go wysmażyć:
W takim terenie troszkę męczące są wahnięcia poziomu spowodowane bocznymi dopływami gdyż mimo, iż niby idzie się wzdłuż rzeki to co chwilę trzeba zanurkować w jar poprzecznego potoku tylko po to żeby po jego drugiej stronie ponownie wspinać się na utraconą wysokość.
Bujając się tak w górę i w dół płynąłem lasem w górę rzeki podziwiając jej uroki
Załącznik 44291
W końcu opadłem na samo dno
Załącznik 44292
I postanowiłem w tym miejscu bryknąć na drugą jej stronę w poszukiwaniu łąki, wznoszącej się według wskazań mapy gdzieś w pobliżu. Przedarłem się przez nadrzeczne oczerety i faktycznie była tam
Załącznik 44293
a po jej górnych partiach buszował lis:
Załącznik 44294
Zadowolony, że udało mi się trafić, ruszyłem dziarsko ku górze. Po chwili lis zniknął a na jego miejscu pojawiły się trzy wilki. Cóż to był za piękny widok, gdy krążyły po łące pewnie łapiąc trop poprzednika. Leciutkim i sprężystym chodem, niemalże unosząc się w powietrzu, zataczały półkola, wywijały ósemki zmieniając się miejscami – po prostu cudowny balet!
A ja zamiast zrobić zdjęcia z daleka, postanowiłem się bliżej do nich podkraść korzystając z osłony rosnącego po drodze młodnika. Już byłem tuż tuż, już aparat przygotowany - a one, czy mnie zobaczyły pomiędzy drzewami, czy wyniuchały i dawaj dyla do lasu. Jednego udało się uchwycić zanim wskoczył w gęstwinę
Załącznik 44295
Tydzień wcześniej, plącząc się z Bartkiem po bieszczadzkich chaszczach mieliśmy szczęście zrobić troszkę lepsze zdjęcia jednemu z dwóch wilków, które ukazały nam się podczas nie tyle wędrówki co leżakowania. Niemożebnie wyczerpani już blisko godzinną :-D przechadzką zalegliśmy na karimatach na widokowym dziale i wsparci plecami o ścianę lasu wystawiliśmy blade pyski ku porannym promieniom słonecznym jednocześnie racząc się okolicą i złocistą zawartością aluminiowych kufli.
Podczas tej regeneracyjnej przerwy, na szczycie najbliższej nam, trawiastej wydmy ukazały się wilki dwa. Jeden natychmiast się wycofał i tyle go widzieliśmy, ale drugi, bardziej śmiały obszedł nasze legowisko szerokim łukiem bacznie się przyglądając i węsząc, zapewne sprawdzając czy nie jest z nas już padlina
Załącznik 44297
A teraz miałem trzy na widelcu i skiepściłem wszystko. No cóż, zawiedziony, że nie udało się zrobić ładnego zdjęcia ale bardzo zadowolony ze spotkania ruszyłem w dalszą drogę. Po kilkunastu minutach marszu lasem dotarłem do miejsca, z którego roztaczała się piękna panorama
Załącznik 44296
Na ostatnim planie widoczny jest najwyższy szczyt Gór Sanocko-Turczańskich i dalsze kroki skierowałem właśnie w jego kierunku. Nie przekroczyłem jednak granicy państwa i nie dotarłem nawet w jej pobliże, gdyż po drodze zgarnął mnie na pokład autobus relacji Wołosate – Rzeszów i uwiózł do stolicy Podkarpacia.
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Parówka szwedzka na wodzie.
W celu przyrządzenia będziemy potrzebowali: parówkę szwedzką, wodę i coś do mieszania.
Czas przyrządzania: niemalże dowolny z wykluczeniem siarczyście mroźnych okresów.
Sposób przyrządzania: najlepiej w siadzie prostym.
Ciąg dalszy nastąpi.
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Szersze omówienie poszczególnych składników:
Woda – wyśmienicie nadaje się woda słodka ale może być też słona. Słodka najlepiej sprawdza się ze spławnych rzek o głębokości powyżej 25 cm lub jezior. Z kolei słona z mórz i oceanów ale tylko przybrzeżna i używana w dni spokojne, bezwietrzne. Ja wykorzystałem wodę z Morza Bieszczadzkiego.
Coś do mieszania – może być pagaj lub dwustronne wiosło – mieszałem wodę tym drugim.
Parówka szwedzka - czyli kajak:
„Kajakiem nazywamy dziś w języku polskim zarówno łódkę z wiosłem o dwóch piórach i bez dulek (dawniej zwaną też parówką szwedzką), jak też (choć rzadziej) łódkę poruszaną pagajem (wiosłem jednopiórym), czyli kanadyjkę, wzorowaną na indiańskim kanu (canoe)”*
Intro:
Kajak i kretyn
bajka
Kretyn spływał w kajaku na rzece,
Uśmiechnięty, szczęśliwy jak świnia,
A że kretyn był, więc z istoty rzeczy
Za każdym kilometrem kretyniał.
Niebo było czyste, bez chmurek,
Rzeka niebieska i krzywa.
I wołali źli ludzie, co się wspinali na pagórek:
- Ach, spójrzcie, to kretyn spływa.
Na brzeg wyszła żona w wianku z konwalii,
Wyszedł szwagier z całą rodziną
I płakali, i ręce załamywali,
A kretyn płynął i płynął.
Sens moralny, że słońce wszystkim świeci Jednakowo,
Niech się nikt nie wywyższa, niestety !
Bo nie tylko profesor może spływać w kajaku
Ale również zwyczajny kretyn. **
Sam pomysł na parówkę szwedzką wziął się trochę z pandemii, trochę z suszenia głowy, że „tylko chodzimy i chodzimy” ale głównie z Neverlego:
„Są dwa sposoby bezinteresownego przemieszczania się w przestrzeni – turystyka i włóczęga. Z Baedekerem albo z kijem. Planowo, wygodnie i z pożytkiem albo zwyczajnie przed siebie, ostro na trudy i przygody. Różnice temperamentu i natury, światopoglądu poniekąd. Turysta ogląda świat i poznaje, włóczykij kosztuje go próbując różnych smaków. Każdemu z nich po latach wędrowania coś zostaje, stosy map i przewodników, pamiątki, zdjęcia, rzeczy unikalne, niekiedy obraz własnego pędzla, książka, wiersze albo same wspomnienia i zguba czegoś z siebie gdzieś na szlaku.
W międzywojennym dwudziestoleciu włóczywiosło, młodszy brat włóczykija, trzymał się na wodach Polski obok rzadkich gatunków ptactwa gniazdowego.”
Jest to początkowy fragment tekstu, ze zbioru autobiograficznych opowiadań Igora Neverlego „Za Opiwardą, za siódmą rzeką” traktujących o jego wyprawach kajakarskich.
Igor Neverly śmigał po wodnych manowcach na tzw. składaku. Ja w 2021 roku zakupiłem kajak pneumatyczny tzw. dmuchaniec i dzięki temu troszkę poszerzyłem swoje turystyczne horyzonty :)
------------------------------------------------------------------------
*Jerzy Bralczyk „W drogę!!!”
**Konstanty Ildefons Gałczyński „Kajak i kretyn” 1934
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Kajak fajny ale canoe jeszcze lepsze.
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Cytat:
Zamieszczone przez
Browar
Kajak fajny ale canoe jeszcze lepsze.
Nigdy nie miałem okazji spróbować pływania na canoe więc nie miałem żadnego porównania decydując się na zakup kajaka. Podstawowym założeniem było żeby pomieścił dwie osoby z bagażami i był dmuchany. Niby są też takie canoe ale nie wiem czy by się sprawdziły gdyż dmuchańce mają dość szerokie burty (balony) a wiosłowanie na nich jest jakby bardziej w pionie - ale być może byłoby ok. I najważniejszy argument: w sklepie na literę de... były tylko kajaki w promocji :) a ich cena była bezkonkurencyjna do innych ofert. Są plusy dodatnie i ujemne tej konstrukcji ale ogólna moja ocena po kilku zaliczonych wielodniowych spływach (Krutynia, Pilica, Czarna Hańcza, Tanew, Biebrza, Wieprz) jest jak najbardziej pozytywna.
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
W czwartkowe popołudnie wrzuciłem kajak i resztę szpeju do bagażnika mojego szerszenia i w piątek od razu po pracy myknąłem na południowy wschód. Była druga połowa czerwca więc kombinowałem, że skoro są najdłuższe dni w roku, to po dojechaniu na miejsce, czyli po jakichś dwóch godzinach drogi, szybko napompuję dmuchańca, wrzucę doń graty i wypłynę w poszukiwaniu dogodnego miejsca noclegowego. Czas dojazdu zmieścił się w normie ale od Czarnej goniły mnie czarne chmurzyska, zerwał się się wicher a niebo z każdą chwilą ciemniało coraz bardziej. Na szczęście do miejsca docelowego było już niedaleko.
Z małej obwodnicy skręciłem w boczną drogę posiekaną resztkami asfaltu, z niej na betonkę i później na gliniastą, polną drogę prowadzącą niemal nad brzeg wody. W samą porę dotarłem na miejsce gdyż wokół rozpętał się armagedon. Z drzew spadały konary więc uciekłem na środek łąki i czekałem na dalszy rozwój wypadków. Lało, że świata nie było widać a ja jechałem po łące z duszą na ramieniu czy w coś się nie wpakuję. Udało się nic nie urwać i nie ugrzęznąć więc mimo tej nieprzychylnej aury byłem dość pogodnie usposobiony :) .
Po kilkudziesięciu minutach przestało padać ale niebo nadal było zaniesione po horyzont. Przyroda jasno dawała ciemne znaki żeby nie wyruszać na wodę i będąc jej posłuszny zrezygnowałem z pierwotnego planu. Poszedłem zasięgnąć języka u wędkarzy, czy i na jakich warunkach można tu biwakować. Okazało się, że można , zatem szybko rozstawiłem namiot i polazłem na drogę pościągać na pobocze utrącone przez wicher konary żeby odstawić auto na stabilniejszy grunt. Ledwo co skończyłem – znów zaczęło lać. Wskoczyłem do dżezki, odpaliłem muzykę oraz oranżadę i obserwowałem okolicę:
https://www.youtube.com/watch?v=mbRfx88lV9U
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Myślałem, że będziesz pływał kajakiem a nie samochodem :sad:
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Cytat:
Zamieszczone przez
bartolomeo
Myślałem, że będziesz pływał kajakiem a nie samochodem :sad:
Dżezka wiele potrafi ;)
-
9 załącznik(ów)
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Jak już siedzenie w aucie przestało mnie bawić to poszedłem posiedzieć sobie w pobliskiej kapliczce:
Załącznik 49178
A jak siedzenie w kapliczce też już mnie znudziło to wskoczyłem do namiotu, ułożyłem się wygodnie i zanurzyłem w lekturze. Czytałem wtedy książkę pt. „Zostaw broń, weź cannoli” (Mark Seal), która po trosze jest biografią Mario Puzo ale w zdecydowanie większej części traktuje o kulisach powstania filmu Francisa Forda Coppoli „Ojciec Chrzestny”. Polecam gorąco – wielbicielki i wielbiciele czy to filmu, czy powieści będą przy czytaniu mlaskać z zadowolenia jak przy cannoli z dobrą kawą. Mniam, mniam!
Rano było całkiem nieźle więc szybko się ogarnąłem, napompowałem kajak, odstawiłem auto na pobocze lepszej drogi i dokonałem niemal cudu czyli zwodowania tej szwedzkiej parówki. Normalnie nie stanowi to jakiegoś większego problemu ale we wszystkich przybrzeżnych miejscach niezakrzaczonych tkwiło tyle wędek, że nie sposób było je ominąć. Nie wiadomo czyje co je, bo wędki nowoczesne, wyposażone w sygnalizację dźwiękową a ich właściciele tkwili zaszyci czy to w namiotach, czy samochodach. Na szczęście jeden z nich zauważył jak miotam się z czterometrowym kajakiem na głowie po nabrzeżu i udostępnił mi skrawek lądu wyciągając jedną z wędek. Szybko i byle jak wrzuciłem wszystkie piernaty do środka i odpłynąłem od brzegu lawirując między żyłkami i spławikami.
Podpłynąłem na przeciwległy brzeg gdzie zacumowałem żeby przepakować i zabezpieczyć ładunek. Po kilku chwilach wszystko było gotowe więc nie zwlekając ruszyłem ku nieznanym lądom:
Załącznik 49179
Brzegi zalewu, podobnie jak i całe Bieszczady coraz bardziej zarastają infrastrukturą domkową:
Załącznik 49180
Wkrótce wypłynąłem z Zatoki Potoku Czarnego i mijając Bramę:
Załącznik 49181
skręciłem w kierunku Zatoki Rajskie. Ponieważ zaczęło mocniej padać podkręciłem tempo by dotrzeć pod dach Przystani Pod Brzęczącymi Trzmielami:
Załącznik 49182 Załącznik 49183
Tu skorzystałem z udogodnień cywilizacyjnych (ława, stół, dach nad głową) i przyrządziłem śniadanie. Jak już podjadłem i siorbnąłem małą czarną to korzystając z luki pogodowej pociąłem w kierunku kapliczki Na Skale:
Załącznik 49184 Załącznik 49185
Zacumowałem niedaleko:
Załącznik 49186
i ruszyłem z kopyta na zwiedzanie okolicy.
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
na okoliczność kajakowania się mi pieśni radosne przypomniały, w dziale właściwym umieszczam.
Ponoć nad Morzem Bieszczadzkim jest jaskinia znaczy Frankowa Jama chyba dostępna tylko do strony wody, chyba ...
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Cytat:
Zamieszczone przez
komisaRz von Ryba
(...)
Ponoć nad Morzem Bieszczadzkim jest jaskinia znaczy Frankowa Jama chyba dostępna tylko do strony wody, chyba ...
Była jednym z wytypowanych miejsc do zahaczenia...
-
9 załącznik(ów)
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Ponieważ dość dawno nie było mnie w tych okolicach postanowiłem podejść malowniczą dróżką
Załącznik 49197 Załącznik 49198
do kapliczki by obejrzeć ją z bliska
Załącznik 49199 Załącznik 49200
Z wyniosłości rozpościerał się malowniczy widok na okolicę
Załącznik 49201
Po powrocie do kajaka obrałem kurs na cerkwisko. Tyle co dobiłem do brzegu a tu jak nie lunie! Błyskawicznie narzuciłem plandekę na kajak i pognałem pod drzewa. Okazało się, że tuż przed terenem cerkwiska stoi taka mała wiatka typu ławostół z daszkiem. Skryłem się pod nią i po przeczekaniu ulewy wszedłem na przycerkiewny cmentarz:
Załącznik 49204 Załącznik 49205
Załącznik 49202 Załącznik 49203
Niestety teren mocno zarośnięty, trawy po pas, pokrzywy po szyję, wszystko nasączone na maksa. Biorąc pod uwagę wszystkie przeciw i żadnego za, po kilkunastu krokach dałem dyla.
Odpaliłem moje ręczne śmigło i poleciałem niemalże unosząc się nad wodą :) z powrotem w kierunku połączenia się wód Sanu i Czarnego.
-
9 załącznik(ów)
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Wcześniej, po drodze zauważyłem reklamę
Załącznik 49206
i teraz będąc trochę zmoknięty oraz lekko wychłodzony postanowiłem tam zawitać na jakąś rozgrzewającą zupę bądź cokolwiek innego, byle gorącego. Wywieszone na zewnątrz budynku menu było więcej niż zadowalające ale drzwi do lokalu zamknięte. Na szczęście wisiała kartka, że „jestem na terenie domków, proszę dzwonić na nr …”. Zatelefonowałem na podany numer i dowiedziałem się, że mimo, iż przyszedłem w porze, o której bar powinien być czynny to się nie opłaca teraz otwierać ale jak poczekam ze cztery godziny, to po siedemnastej będę mógł coś zamówić. Nie poczekałem więc nie udało się nic z menu skosztować i po raz drugi nie dam się na tą reklamę nabrać. :evil: Szkoda tylko, że właściciel nie wywiesił odpowiedniej informacji na tym słupku przy brzegu gdyż zaoszczędziłbym trochę czasu, energii (było stromo pod górę), stresu (poszedłem w kroksach) a przede wszystkim rozczarowania zaistniałą sytuacją. Cóż było robić? Zadzwoniłem po milicję :mrgreen:
Załącznik 49207
po czym wróciłem na brzeg, wskoczyłem na pokład i powiosłowałem dalej pocieszając się, że
„Jeszcze żaden kajakowiec nie zginął na pustkowiu z głodu ani go nie rozszarpały dzikie bestie”*
Znów zaczęło padać ale na tyle delikatnie, że nie szukałem schronienia. Właściwie to byłem z takiej aury zadowolony gdyż co prawda od czasu do czasu przechodził mniejszy bądź większy prysznic ale dzięki temu ruch na wodzie był niemal zerowy. W ogóle nie wiało, powierzchnia wody równa prawie jak stół a flauta i deszcz skutecznie zniechęcały użytkowników jachtów do przemieszczania się, a i kajakarzy nie było nigdzie widać. Cudowny spokój i cisza, z którą współgrał delikatny plusk kropel deszczu i miarowego zanurzania wioseł.
„Tak! Porzućmy palący bruk, rozgrzane mury i duszne komnaty. Uciekajmy, na bogów!, w chłód krystalicznej wody, w kojący cień lasu.
Zbrodnia w mieście się lęgnie,
Podłość w nim tętni głęboka.
Człek w kwiecie wieku tam więdnie
Rażony klątwą rynsztoka.
Zgarbieni, o płucach zatrutych
Dymami fabryk cuchnących.
Śmierć dybie na lud strudzony,
Łagodną zielenią gardzący.”**
Obrałem kurs na część wsi, o której kiedyś w relacji pisałem, że z przyczyny obiektywnej odpuściłem jej zwiedzanie. Tą przyczyną było jej zalanie wodami Morza Bieszczadzkiego.
W drugiej części wsi stoją teraz tylko dwa znane chyba wszystkim zabudowania:
Załącznik 49208 Załącznik 49209
a w wodzie tkwi charakterystyczne drzewo, od którego zatoka przyjęła swoją nazwę:
Załącznik 49210
Chwilę powęszyłem po zatoce i za następny cel obrałem Wyspę Skalistą.
Załącznik 49211
Opłynąłem ją dookoła i okazało się, że nikt nie cumuje więc cała wyspa dla mnie! W takim razie tu zostanę na noc i sobie porobinsonuję :razz: Podpłynąłem do wschodniego cypla, wytarabaniłem cały dobytek na brzeg, odwróciłem kajak do góry dnem żeby nie zamakał od środka i parę metrów dalej, blisko kamiennego kręgu ogniskowego
Załącznik 49212
zacząłem rozstawianie namiotu. W tym czasie do cypla podpłynął jacht
Załącznik 49213
i wyskoczyło z niego czterech chłopaków. Okazało się, że też chcą zostać tu na noc. No i skończyła się moja robinsonada :) Panowie widząc, że stawiam namiot tuż obok miejsca ogniskowego (nie miałem w planach rozpalania ognia) zapytali, czy mogliby rozniecić watrę w tym miejscu. Oczywiście się zgodziłem, namiot nie był jeszcze przyszpilony więc udałem się z nim na spacer wznoszącą się delikatnie ścieżką.
Załącznik 49214
--------------------------------------------------------------------------
*Melchior Wańkowicz „Na tropach Smętka”
**Nessmuk (George W. Sears) „Leśne wędrówki. Kanadyjką przez Adirondack”
-
2 załącznik(ów)
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Okazało się, że nie ma tego złego i kawałek dalej odkryłem bardziej urokliwe miejsce:
Załącznik 49215 Załącznik 49216
Wróciłem po resztę rzeczy i spotkał mnie drugi plus dodatni :razz: gdyż przybysze wzruszeni moim dobrym sercem podarowali mi dwa Pilsnerki :razz::razz::razz: co uradowało mnie niebywale!
Po skończeniu prac obozowych upichciłem obiadokolację i ukontentowany umościłem się w śpiworku puchowym, zaświeciłem lampkę, otworzyłem książkę i odpaliłem Urquella. Było bosko!
Ani do połowy nie dopiłem gdyż zmorzył mnie sen. Jak mawiał główny bohater powieści Karola Olgierda Borchardta „Znaczy Kapitan”: znaczy, co to znaczy? Bazyl piwa nie dopił? Skandal! :shock:
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Cytat:
Zamieszczone przez
sir Bazyl
Wcześniej, po drodze zauważyłem reklamę
Załącznik 49206
(...)”. Zatelefonowałem na podany numer i dowiedziałem się, że mimo, iż przyszedłem w porze, o której bar powinien być czynny to się nie opłaca teraz otwierać ale jak poczekam ze cztery godziny, to po siedemnastej będę mógł coś zamówić. Nie poczekałem więc nie udało się nic z menu skosztować i po raz drugi nie dam się na tą reklamę nabrać(...)
Twoja wiara w reklamę ujmuje mnie, ( to tak jak wiara w drugiego człeka) , pieknaż ona jest , ale jakże romantyczna a nie pragmatyczna .
p.s. przytłaczająca większość bieszczadzkich obiektów gastronomicznych uznaje za nieopłacalne otwieranie dla zabłąkanych indywiduali. No, gdyby przyjechał autokar , to może rozważymy otwarcie...
.... to sarkastyczne stwierdzenie prześladuje mnie od wielu lat ... nie opłaca się .... nie ma turystów ... to nie sezon ....
-
3 załącznik(ów)
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Rano, tuż po pierwszej kawie a przed drugą, które rozdzieliła jajecznica, zwinąłem cały majdan i upchałem go w łajbie. Troszkę się gramoliłem i dopiero po siódmej wystrzeliłem moim ślizgaczem na wodę. Panowie z jachtu dopiero co się rozbudzili i rozpoczęli poranne pogwizdywania wśród drzew. Dzień zapowiadał się piękny. Pogoda odmienna od wczorajszej, bieszczadzkie niebo niebieszczało, bieszczadzkie morze zieleniało:
Załącznik 49218
Podpłynąłem obejrzeć moje miejsce noclegowe skąpane w słonecznej aurze:
Załącznik 49219
i skały Wyspy Skalistej:
Załącznik 49220
po czym śmignąłem przed siebie:
„Dziś pędzę przed siebie, nie znoszą mnie prądy
Na bok problemy, jak ptak chcę być wolny
Jestem spokojny a czas jest dogodny
Bo wiem, że nie zabraknie mi chęci ani formy”*
Opuściłem Chwieję** i we łbie nastał sztorm, kocioł myśli, próby oddzielenia chęci od możliwości.
Chwieja – chwieja, Chwieja wyspa – chwieja*** ja.
Pierwotny plan zakładał kilka miejsc do odwiedzenia: Wyspa Zajęcza, Zatoka Giera, Frankowa Jama, Zatoki: Teleśnicka, Brosa i Victoriniego.
Niestety twardy but rzeczywistości po raz kolejny zdeptał kiełkujące źdźbło nieograniczonej swobody:
„jesteśmy już w piątym niebie,
a do siódmego tylko kawałek
lecz pora by wracać do siebie
a tam już nie tak wspaniale”****
Okroiłem plan i pocieszałem się sentencją zaczerpniętą z forumowego wątku „Nalewki czas zacząć!”: co się odwlecze, to nabierze mocy!
__________________________________________________ _________
*Pluto „Wolny Jak Ptak” (Gośc. Klaudia Kita) https://www.youtube.com/watch?v=0qJ4...wYMyWc&index=5
**inna nazwa Wyspy Skalistej – od nazwiska pierwszego dyrektora Zespołu Elektrowni Solina-Myczkowce
***chwiej – człowiek niezdecydowany, wahający się
****Voo Voo - „Łajba” feat. Masha Natanson https://www.youtube.com/watch?v=yNczkw4NFpE
-
8 załącznik(ów)
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Najpierw zawinąłem do Zatoki Teleśnickiej
Załącznik 49370
a później przemieszczałem się wzdłuż wschodniego brzegu na południe.
Załącznik 49371 Załącznik 49372
Po drodze minąłem Teleśnicę Sannę, Zatokę Victoriniego i Sokole
Załącznik 49373
a następnie pociąłem do miejsca startu, czyli do Chrewtu
Załącznik 49374
Od ciągłego siedzenia w kajaku włączył mi się zespół niespokojnych nóg więc po drodze zaparkowałem go na chwil kilka i udałem się na przechadzkę, sprawdzić czy najciekawszy ze współczesnych krzyży bieszczadzkich jeszcze stoi:
Załącznik 49375 Załącznik 49376 Załącznik 49377
Ten spędzony na wodzie weekend był niesamowicie relaksujący i bardzo mile go wspominam, częstokroć przywołując w głowie różne obrazy, co działa na mnie uspokajająco i pozwala choć na chwilę oderwać się od kłopotów dnia codziennego. Samotne pływanie dość mi się spodobało gdyż jest bardzo podobne do samotnej wędrówki. Dostrzega się więcej, bardziej przeżywa się każdą chwilę a doznane w związku z tym emocje mocniej zapadają w pamięć. Owszem, trochę brakowało mi chaszczingu ale w głowie kołatała się już pewna idea, do której musiałem dojrzeć.
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Bug wystrychnął mnie na dudka!
O podjęciu wyzwania zadecydowały dwa bodźce.
Pierwszy leżał w kącie i jątrzył duszę do skoku na głęboką wodę! Taki śliczny, nie śmigany, błyszczący, nabyty po ciężkiej i wyczerpującej walce.
Drugi bodziec to zalew informacji i lanie wody przez ostatni tydzień stycznia. Informacje dotyczyły fali wezbraniowej na Bugu i pozalewaniem terenów zalewowych.
„Wyszków tonie.
Jest telewizja, już robi wywiady:
Jak Panie tonący?
Dajemy se radę...”*
Telewizji nie posiadam ale naczytałem i naoglądałem się w necie o zagrożeniach i walce z żywiołem. Pomyślałem, że wody powinno być wystarczająco na podjęcie wyzwania.
Wracając do pierwszego bodźca, to walka o której wcześniej napisałem toczyła się w mojej głowie przez cały ostatni rok. Walczyłem z myślami: kupować czy nie, potrzebne to mi będzie czy raczej wydam kasę na darmo.
Kasę wydałem, nastał piątek, drugiego lutego 2024, na Bugu wody potąd! Będzie dobrze!
W poprzednim odcinku o parówce szwedzkiej biadoliłem:
Cytat:
Zamieszczone przez
sir Bazyl
...trochę brakowało mi chaszczingu ale w głowie kołatała się już pewna idea, do której musiałem dojrzeć.
Dojrzałem i szarpnąłem się na taki jednoosobowy ponton lekkiej konstrukcji, którym pływa się przodem do przodu, wiosłując kajakowym (czyli o dwóch piórach) wiosłem i można go używać do chaszczingu rzecznego. Nazywa się to packraft, waży niewiele, objętościowo również spoko, szybko się go pompuje jak i składa. Istne cuda na kiju :)
------------------------------------------------------------------------
* Elektryczne Gitary „Wyszków tonie”
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Nówka nie śmigana, koniecznie trzeba więc wybrać odpowiednie miejsce na chrzest. Bug i chrzest – to brzmi nieźle. Co prawda Bug taki trochę nie teges bo przez u otwarte ale komponuje się całkiem zgrabnie :) Tyle tylko, że serce nie sługa i dobrze wiecie, że moim zawładnęły Biesy i Czady a im z Bugiem całkiem nie po drodze. Gdzie Bug a gdzie Biesy? Wystarczyło połączyć kropki ale coś nie "stykło"…
Królem bieszczadzkich rzek jest San. A królową? I tu już robi się pięknie i niesztampowo. Jak na rubieże przystało, monogamii tu nie zaznamy. Królowe są trzy: Solinka, Wetlinka i Osława.
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
W owym czasie w Bieszczadach panowała jeszcze jedna królowa, która w opowieści odegra niebagatelną rolę – Królowa śniegu. Jej panowanie jest sezonowe, krótsze bądź dłuższe ale zawsze warto zażyć choć odrobinę przyjemności z jej udziałem:
„(…) Kaj doznawał wielkiej przyjemności,...
Królowa śniegu pochyliła się nad Kajem i pocałowała go powtórnie, a w tej chwili chłopiec zapomniał już o wszystkim...”*
Mam być gorszy niż Kaj? Do Królowej śniegu dorzucę w pakiecie jeszcze jedną z powyższych. Tylko którą wybrać?
------------------------------------------------------------------------------
*Hans Christian Andersen „Królowa śniegu”
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Wybór padł na Osławę.
Mam w Smolniku znajomych, których posesja oddzielona jest od Osławy tylko wąską drogą. W piątek za widoku zadzwoniłem do znajomej i poprosiłem żeby rzuciła okiem za okno w celu ustalenia poziomu wody:
- Kochanieńki, wody w bród!
No to gites. Jeszcze wizyta na stronie Hydro iMGW, stacja pomiarowa Szczawne – stan wody: 90 cm. Wszystkie znaki wskazywały, że chrzest będzie udany.
W sobotę o piątej rano wrzuciłem cały majdan do bagażnika i pociąłem na pogranicze Bieszczadów i Beskidu Niskiego.
Plan był następujący: parkuję w Rzepedzi skąd zostaję podrzucony do Smolnika, tam kawka u znajomych, wodowanie chaszczingowca wodnego i spływ do miejsca pozostawienia samochodu.
Do etapu z kawą plan przebiegał bez większych zakłóceń. Prognozy wieszczyły plus jeden w nocy i trzy do pięciu w dzień. Niestety, bieszczadzka, niesubordynowana aura nie chciała się ich słuchać i temperatura spadła w nocy poniżej zera. Droga od Radocyny do Smolnika zamieniła się w tor łyżwiarski. Na górce w Osławicy dwa samochody w rowach więc jechaliśmy z duszą na ramieniu żyłując silnik na jedynce bądź dwójce. W końcu dotarliśmy na miejsce. Tam od razu doceniłem jedną z zalet packrafta, którą jest jego niska waga. Wody w Osławie co kot napłakał:
„Oj reczeńka, reczeńka, czemuż ty nipounaja?
Luli, luli, luli, czemuż ty nipounaja?
Czemuż ty nipounaja, z biereżkom nirounaja?
Luli, luli, luli, z biereżkom nirounaja?
A jakże mnie pounoj być, z biereżkami rounoj być?
Luli, luli, luli, z biereżkami rounoj być?
A jakże mnie pounoj być, jak z minie wadu biaruć?
Luli, luli, luli, jak z minie wadu biaruć?”*
Podczas kawki wybaczyłem gospodyni jej huraoptymizm – w końcu dusza artystyczna i pewnie myślała, że będę poruszał się poduszkowcem :)
Z gospodarzem poszliśmy jeszcze nad samą wodę przyjrzeć się dogłębnie płyciznom i stwierdziliśmy zgodnie, że kicha na całego.
Zarzuciłem więc tobołek na plecy i ruszyłem pieszo drogą do Mikowa.
------------------------------------------------------------
*Lukasyno i Marcin Litwinko „Rzeka” https://www.youtube.com/watch?v=ZB_gFg1y6PM
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Cytat:
Zamieszczone przez
sir Bazyl
(...). Droga od Radocyny do Smolnika zamieniła się w tor łyżwiarski. (...)
Staram się czytać ze zrozumieniem, ale tej Radocyny nie mogę dopasować
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
Staram się czytać ze zrozumieniem, ale tej Radocyny nie mogę dopasować
Chciałem sprawdzić, czy ktoś to czyta :wink:
Zajrzałem do brudnopisu i jak wół tam stoi...Radocyna :)
Żeby tak dwa razy się machnąć :roll:
Wiem, że wiesz i inni też wiedzą, że chodziło oczywiście o Radocynę, tfu! Radoszyce :-D
-
5 załącznik(ów)
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Z Rzeszowa do nadkomańczańskich okolic mam około 100 km więc całkiem niewiele - jazdy samochodem półtorej do dwóch godzin. Zatem po chwili od ruszenia spod bloku znajduję się w całkiem innej rzeczywistości. I to jest piękne! W Rzeszowie już od dwóch tygodni ani płachetka śniegu, szaro-bura rzeczywistość a tutaj wszędzie biało:
Załącznik 49408 Załącznik 49409 Załącznik 49410
Załącznik 49411 Załącznik 49412
No i wiadomo, tam chaos, hałas i smród spalin a tu cisza, spokój, powietrze czyste i rześkie. Pustym gościńcem rączo pomykałem przed siebie z wizją zwodowania mojej jednostki za Mikowem, gdyż miałem nadzieję, że wpadające do Osławy potoki Rybniczek i Mikowy oraz inne pomniejsze cieki wodne na tyle ją zasilą, że w końcu dane mi będzie rozwinąć żagle :)
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Cytat:
Zamieszczone przez
sir Bazyl
Chciałem sprawdzić, czy ktoś to czyta :wink:
... :-D
czytam z przyjemnością
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Ja też czytam! Jak zawsze z wielką przyjemnością! :-D
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
I ja, i ja, i ja... a kiedy będzie zdjęcie tego pływadła?
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Penie wtedy, jak Bazyl znajdzie wodę. W Sanie :twisted:
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Bardzo miło Was tu wszystkich widzieć!
Cytat:
Zamieszczone przez
długi
I ja, i ja, i ja... a kiedy będzie zdjęcie tego pływadła?
Ta złośliwa bestia :
Cytat:
Zamieszczone przez
bartolomeo
Penie wtedy, jak Bazyl znajdzie wodę. W Sanie :twisted:
mnie rozszyfrowała. Ale tylko co do części pierwszej. Z Sanem pudło ale nie do końca, gdyż pływadło zwodowałem na dopływie dopływu rzeki wpadającej do Sanu :)
Zdjęcia oczywiście będą :)
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Dziś wyjeżdżam nad Osławę (też), więc dopiero po powrocie zobaczę
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Cytat:
Zamieszczone przez
długi
Dziś wyjeżdżam nad Osławę (też), więc dopiero po powrocie zobaczę
Niewykluczone, że szybciej wrócisz niż ja skończę pisać relację :mrgreen:
Miłego pobytu!
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Dziarsko maszerowałem z moim tobołkiem na plecach
„Gdy wędrowny tobołek
Rzucam na zdrożone plecy
I ścieżką wątłą przez wądołek
Mknę ku końcowi hecy.”*
i żeby pacraftowi uwięzionemu w plecaku się nie przykrzyło, wyśpiewywałem mu plany na najbliższą przyszłość:
„I nawet jakbym musiał iść pod prąd
Zabiorę ciebie daleko stąd
Ciebie daleko stąd
Inni mogą mówić, że to błąd
Zabiorę ciebie daleko stąd
Ciebie daleko stąd
Nawet jak miałbym iść w nieznane
Aż za horyzont
I sił brać nie będzie skąd
Obiecuje tobie to
Zabiorę cię daleko stąd”**
Szło się wyśmienicie. Żadnych samochodów, żadnych ludzi, ciszę zakłócały tylko sikorki oraz skrzypienie śniegu pod podeszwami.
Jeszcze w Smolniku, jakąś zasypaną, boczną dróżką przedostałem się nad rzekę sprawdzić czy woda będzie akuratna na chrzest. Niestety Osława zbiesiła się nie na żarty i jak okiem sięgnąć, od brzegu do brzegu, wszędzie, niczym nieprzebrane stada czarciej rogacizny, sterczały z wody całe łany kamieni. Jakby tego było mało, to później z lotu ptaka (czyli górnej części drogi) dało się dojrzeć dwa lodowe zatory. Królowa śniegu zatem nie odpuszczała i wraz z królową bieszczadzkich rzek dokazywały niesłychanie. Normalnie się te królowe na mnie uwzięły!:twisted:
A na Bugu wody co niemiara…
Nic to, zaraz doczłapię do pierwszego brodu za Mikowem i się okaże, czy zaproszą mnie do wspólnej zabawy 8-)
--------------------------------------------------
*Nessmuk (George W. Sears) „Leśne wędrówki. Kanadyjką przez Adirondack”
**Mesajah „Zapach lasu” (https://www.youtube.com/watch?v=3sYS...&start_radio=1)
-
2 załącznik(ów)
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Minąłem Mików i przy pierwszym brodzie dokonałem wizualnego pomiaru głębokości tej pięknej rzeki. Niestety szału nie było:
Załącznik 49414
Jako ostatniej deski ratunku czepiłem się myśli, że niedaleko już do Olchowatego i może on pomoże. Przeprawiłem się mostem wąskotorówki
Załącznik 49415
i wkrótce znalazłem się na wielkim placu zwózkowym tuż przed kolejnym brodem.
Na nogach miałem ciżemki trekkingowe (takie niskie, sięgające poniżej kostek) więc bez szans na pokonanie rzeki suchą stopą. Z kolei temperatura nie zachęcała do negliżu i pokonania brodu na bosaka. Zarządziłem taktyczną przerwę, rozsiadłem się na dłużycach i popijając Bajecznego kawką z termosu podjąłem decyzję, że ten i następny bród odpuszczam a do kolejnego mostu wąskotorówki dotrę torowiskiem kolejki.
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Cytat:
Zamieszczone przez
sir Bazyl
(...) podjąłem decyzję, że ten i następny bród odpuszczam a do kolejnego mostu wąskotorówki dotrę torowiskiem kolejki.
Tym razem zaskoczyłeś mnie całkowicie , rozkładając na łopatki :
Kajakiem (pływakiem )dotrę torowiskiem kolejki ....
Jesteś MISTRZEM .
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
....
Jesteś MISTRZEM .
Tja, takim bardziej przez szy-czy :wink: