Odp: gdzie z półrocznym dzieckiem(wózek)
No i temat można zamknąć! Wszystko zostało powiedziane i dalej to bicie piany. Dopowiem tylko o jednym. Każdy rodzic ma swoje metody wychowawcze i pomysły na bycie rodzicem. Czas przynosi później odpowiedzi czy były właściwe. Najgorsze są wtedy gdy skutkują nieszczęściem za które dziecko obarcza rodziców oraz gdy rodzi patologie u dziecka. Oby nigdy do tego nie dochodziło i oby każdy rodzic w każdym okresie życia dziecka mógł spokojnie patrzeć na swoje efekty wychowawcze oraz czerpać z nich radość. Oj, a dużo później tych radości też jest bardzo dużo (zastanawiam się, czy nawet nie najwięcej!), ale do nich trzeba... "dorosnąć". ;) Tyle.
Odp: gdzie z półrocznym dzieckiem(wózek)
Cytat:
Zamieszczone przez
vm2301
Jaki tu problem widzisz Bubo w psychice rodziców,
absolutnie nie mialam ciebie na mysli!!
a piszac o psychice rodzicow mialam na mysli postepowanie w stylu: "z dzieckiem do lasu- toz tam sa kleszcze", "zima w gory- toz tam zimno", "latem w gory- toz upal lub deszcz".. a dziecko jak ma zyc na tym swiecie to i z kleszczem sie spotka i z rozna pogoda.. a rodzic wiadomo ze chce dla malego jak najlepiej ale nie uchroni sie go przed wszystkimi niebezpieczenstwami tego swiata
a wiadomo ze rodzic bedzie zawsze chcial chronic dzieciaka przed tym czego sam sie boi, czego nie lubi i co wedlug niego jest zle..
dla jednego nocleg w lesie czy wejscie w deszczu na szczyt to hardcor i surwiwal a dla innego normalne codzienne zycie.. wszystko zalezy od wlasnego nastawienia rodzica
Odp: gdzie z półrocznym dzieckiem(wózek)
nie ma wzorca "idealnego rodzica".To sprawa intuicji.Normalny rodzic NIGDY nie da zrobić krzywdy swemu dziecku.To instynkt stadny.Nie uważam nic nagannego w łazędze z maluchami.Każdy wie co robi i za to odpowiada.A zawsze trzeba zachować ten zdrowy umiar.
Sam "łaziłem" z Tatą po górach-od dzieciaka.Pierwszych wypraw nie pamiętam nawet.Nosił mnie na barana ( było to wieki temu, nikt nie znał żadnych nosidełek wtedy.O komórkach nawet nie wspomnę ...).I zaszczepił we mnie tą pasje.I tak mi zostało do dzisiaj.Amen
Odp: gdzie z półrocznym dzieckiem(wózek)
@Bubo
A mogłabyś i mieć, na zdrowie;) Każdy ma prawo do własnego zdania przecież.
Ten wspominany wszem i wobec instynkt właśnie pozwala ocenić na ile można sobie w danej chwili z danym dzieckiem pozwolić.
jednak ja ripostowałem posty, które nijak o żadnym instynkcie nie wspominały, a jedynie sugerowały, że nie ma sensu sobie w imię bezpieczeństwa dziecka czegokolwiek odmawiać.
Przykłady Twoje są dla mnie hardcorem, to więzienie dziecka, które notabene nie przynosi żadnych korzyści dla szeroko rozumianej kondycji dziecka, zarówno fizycznej, jak i psychicznej.
Wyjazd łykendowy, czy wakacyjny z bobasem, nawet 1-2 miesięcznym, jeśli nie ma przeciwwskazań, jest moim zdaniem OK.
Osobiście zalinkowane wspomnienia łażenia z 5 tygodniowym dzieckiem po górach zimą (mam na myśli uprawianie turystyki górskiej zimą, a nie sam wyjazd gdziekolwiek) za przesadę. W przypadku niemowlęcia, które ledwie sie urodziło istnieje moim zdaniem zbyt wiele zagrożeń, więc dla dobra dziecka należało by z planów zrezygnować.
5 tygodni to zbyt krótki czas by jakimkolwiek akceptowalnym prawdopodobieństwem mieć przekonanie, że nic na pewno dziecku nie grozi.
A w przypadku takiego oseska zwykłe przeziębienie może miec skutki po stokroc gorsze niż w przypadku np. 2-latka.
Twierdzenie, że "na pewno nic się nie stanie, bo ja to wiem i już" uważam za dalece nieodpowiedzialne.
Poza tym mówimy o wypadach rodzinnych, które maja być wspominane z przyjemnością, mówimy o spędzaniu czasu wspólnie, dla przyjemności wszystkich, a ryzyko (poza tym standardowym, którego uniknąć się nie da) powinno być wyeliminowane lub ograniczone do minimum.
Obruszam się w takich sytuacjach, bo z doświadczenia zawodowego a i własnego jako rodzica wiem, że niespodziewane zupełnie pogorszenie stanu zdrowia jest możliwe...nawet jeśli wcześniej nie obserwowałem żadnych przesłanek, by się o samopoczucie dziecka obawiać. Wiem jak groźna może być reakcja organizmu dziecka na infekcje, zakażenia itp...szczególnie malutkiego.
Popatrzeć wystarczy na statystyki dotyczące powikłań po grypie, co nie oznacza oczywiście, by przed grypą się chować w domu i nosa z niego nie wyściubiać, a jedynie by jej nie bagatelizować.
Dlatego moim zdaniem nie warto niepotrzebnie ryzykować i serwować oseskowi ekstremy, bo przecież ma czas by takowej posmakować.
Inną sprawą jest to, że gdy w dyskusji o bezpieczeństwie dziecka słyszę argument typu: "w dlaczego mam sobie tego odmawiać", "dziecko mi życia nie zastąpi", to scyzoryk mi się w kieszeni otwiera;)
Chyba Reckon ma rację, by skończyć ten temat, bo udowodnić się swoich argumentów tu nie da, a klepac w koło macieju tyż sensu nie ma.
Pozdrawiam:)
Odp: gdzie z półrocznym dzieckiem(wózek)
a co z dziecmi ktore rodza sie w gorach? ktorych rodzice mieszkaja w wysoko polozonych przysiolkach, wioskach zima wrecz odcietych od swiata? gdzie ni pogotowia ni zasiegu na komorke? a do lekarza trzeba zasuwac w sniegu pare kilometrow z dzieckiem na rekach..a w domu piec i brak biezacej wody.. czy wedlug was tacy ludzie wogole powinni sie wyrzec posiadania dzieci z zasady? czy tam rodza sie jakies inne dzieci niz nasze miejskie?
Odp: gdzie z półrocznym dzieckiem(wózek)
Są na świecie zapewne takie miejsca gdzie nie ma wody, jedzenia brakuje większą część roku, do najbliższego szpitala trzeba jechać kilka dni, higiena jest na poziomie zerowym itd. itp. Ale okazuje się że tam też zyją ludzie. W związku z tym rodzą się też dzieci. To normalne. Część tych dzieci umiera bardzo szybko właśnie ze względu na to w jakich warunkach żyją. O wiele więcej ich umiera niż w cywilizowanych krajach - to bezsporny fakt.
Tylko że ci ludzie nie mają wyboru - muszą tam żyć i skoro mają dzieci to muszą się pogodzić z większym ryzykiem.
Natomiast co innego jest pchać się dla własnego widzimisię z niemowlęciem czy - o zgrozo - z noworodkiem, w niekorzystne warunki jakie dla takiego maleństwa mogą pojawić się wszędzie, np. w wysokich górach (możliwe załamanie pogody, zimno, deszcz, upał, użądlenia owadów).
Ja również uważam to za skrajną nieodpowiedzialność.
Poza tym nie mogę zrozumieć dlaczego ludzie tak robią. Żeby sobie coś udowodnić? Żeby zaimponować innym? Pojęcia nie mam. Bo niemowlę zapewne nie odnosi z tego żadnych korzyści. Z resztą czy ktoś z Was pamięta co się z nim działo do drugiego roku życia. Ja nawet gdybym pojechał wtedy z rodzicami zobaczyć siedem cudów świata to i tak pewnie troszczyłbym się tylko o cyca od mamy ewentualnie butelkę z żarciem i głęboko gdzieś miałbym jakieś piramidy egipskie, wodospady czy inne atrakcje. Natomiast miałbym dużo większe szanse żeby mi się coś stało poważnego.
Dlatego uważam że vm ma 100 procent racji. Po prostu nie warto ryzykować. Chojraków jest dużo ale jak się coś stanie to już może być za późno.
Po Bieszczadach można łazić z takim dzieckiem do woli ale moim zdaniem jednak nie wszędzie i nie o każdej porze roku.
Odp: gdzie z półrocznym dzieckiem(wózek)
Cytat:
Zamieszczone przez
buba
a co z dziecmi ktore rodza sie w gorach? ktorych rodzice mieszkaja w wysoko polozonych przysiolkach, wioskach zima wrecz odcietych od swiata? gdzie ni pogotowia ni zasiegu na komorke? a do lekarza trzeba zasuwac w sniegu pare kilometrow z dzieckiem na rekach..a w domu piec i brak biezacej wody.. czy wedlug was tacy ludzie wogole powinni sie wyrzec posiadania dzieci z zasady? czy tam rodza sie jakies inne dzieci niz nasze miejskie?
Gdy mój syn się urodził mieszkaliśmy na odludziu,bez drogi dojazdowej,godzinę drogi od najbliższej wsi.Bez wygód a jak dobrze powiało to i prądu.Jako niemowlę całymi dniami spał na dworze(zimą również) jego zabawy też nie były jakoś bardzo "higieniczne"-nigdy nie chorował,jadł wszystko.Potem zbliżał się wiek szkolny musieliśmy przeprowadzić się do cywilizacji.Dziś wygody ,komputer i jakiś taki delikatny się zrobił,choruje,to już nie to czerstwe dziecko z końca świata.
Odp: gdzie z półrocznym dzieckiem(wózek)
Wadero, moje dzieci robiły to samo, może nie spały cały dzień na dworze, bo i po co, ale brak "klosza" jest według mnie elementem wykształcania m.in. odporności.
Gdybyś wtedy mieszkała w centrum wielkiego miasta, to wyjechałabyś na to odludzie, by celowo urodzić dziecko tam? Na pewno nie.
Ktoś na forum zapytał o łazikowanie z bardzo małym berbeciem, ktoś inny zasugerował, by nie szalał i w długie trasy bez możliwości w miarę szybkiego "odwrotu".
Wywiązała sie z tego niemal kłótnia, w której moi oponenci prześcigają sie teraz w ekstremie. Licytacja, kto w bardziej ekstremalnych warunkach chował dzieci.
Kurna, czego to ma dowodzić?
To, że np. Ty musiałaś w takich warunkach mieszkać z malutkim dzieckiem oznacza, że każdy może brać pod pachę niemowlę i na zimowy trekking uderzać?
Czy to, że Twoje dziecko na szczęście poradziło sobie kondycyjnie w takich warunkach oznacza, że każde inne również nie odniesie uszczerbku na zdrowiu?
Przecież sama piszesz, że Twoje dziecko teraz chorowite, czy nadal całymi dniami śpi na dworze?
Mógłbym spokojnie podawać przykłady z drugiego bieguna.
Nastolatek zachorzał na grypę, kurna, zwykła grypa kto by się przejmował, większość chyba ludzi do lekarza leci, gdy już domowo-apteczna kuracja nie pomaga. czy ktoś przejmuje się konsekwencjami powikłań? Nie.
Ten chłopiec teraz doskonale wie, czym grozi "przechodzenie" grypy - obecnie czeka z tego powodu na transplantacje serca.
Czy mój przykład jest dowodem tego, że należy siedzieć w domu, między ludzi nie wychodzić, by się grypą nie zarazić? Nie. Żadna skrajna postawa nie jest dobra. Więc nie lansujcie skrajnych postaw jako słusznych i godnych naśladowania.
Bubo,
Czy fakt, że gdzieś tam w Afryce obrzezają dziewczęta oznacza, że zrobiła byś to samo swojemu dziecku?
To, że jakieś plemię dla dowodu dojrzałości chłopca wymaga upolowania jakiegoś dzikiego zwierza oznacza, że swojego syna w dniu 18 urodzin wrzucisz do klatki z lwem, bo tyż powinien jako mężczyzna sobie poradzić?
...ja tylko się dostrajam do Twojego toku myślenia;)
W końcu, ostatni raz tłumaczę, że nie walczycie z opinią, że dzieci należy chronić przed światłem słonecznym, świeżym powietrzem, że należy je sterylizować po każdym spacerze.
Nie walczycie z kimś, kto twierdzi, że nie wolno dzieciom pozwalać na zabawy na łonie natury.
Podyskutujcie z kimś, kto uważa, że zabieranie 5 tygodniowego dziecka na zimowe szlaki górskie jest bezsensownym narażaniem oseska na niebezpieczeństwo.
Kto uważa, że gdy zabieramy kilkumiesięczne dziecko na szlaki latem, to trza tak zaplanować trasy, by mieć w odwodzie auto, czy możliwość otrzymania pomocy, gdyby doszło do jakiejś nieprzewidzianej i groźnej sytuacji.
Przekonajcie mnie na przykład, że Waszego dziecka osa nie może użądlić, a jak użądli, to nie będzie reakcji alergicznej, a jak będzie to dziecku i tak się nic nie stanie.
Ja tylko ze względu na zwyczajna miłość do własnego dziecka i odpowiedzialność zawsze staram się ryzyko niwelować, a gdy wiem, że coś nieprzewidzianego może się stać, to zabezpieczam się w jakiś sposób.
Powiedzcie co w tym złego?
Przekonajcie mnie, że przyjaźń choćby, małżeństwo czy posiadanie dzieci nie jest związane z kompromisami, a co za tym idzie jakimiś wyrzeczeniami.
Powiedzcie co złego jest w tym, że bez żalu potrafię zrezygnować z pewnych rzeczy na rzecz własnych dzieci?
Pozdrawiam:)
PS Spodziewam się, że za chwilę ktoś napisze iż żydowskie dzieci podczas wojny wpieprzały obierki i to co kilka dni, w związku z tym ten, kto dba o zdrowe odżywianie się dziecka jest kiepem, hehehe
Odp: gdzie z półrocznym dzieckiem(wózek)
Cytat:
Zamieszczone przez
malo
....Sam ze swoją 0,5roczną córką startowałem w zawodach ....
0,5 roczną .
Cytat:
Zamieszczone przez
vm2301
...Osobiście zalinkowane wspomnienia łażenia z 5 tygodniowym dzieckiem po górach ....
Tak właśnie się tworzy fikcję (plotki)...Coś tu nie rozumię ? 5 tygodniowe , czy 6 miesięczne?To jest zasadnicza różnica.
A tak na serio .. to jest już "bicie piany" w tym temacie :roll: i robi się śmiesznie :mrgreen:,jak się pisze nie wiedząc nawet, co się pisze.
Odp: gdzie z półrocznym dzieckiem(wózek)
Podsumowując -R O Z S Ą D E K NAJWAŻNIEJSZY!