1 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Dalej stopem dojechałam do Jasła. Później do Skołyszyna i w końcu do Biecza, gdzie spotkałam się z przyjaciółmi w Grudnej. Bardzo miło spędziłam czas. Zapomniałam dodać, że tego dnia chodziłam w getrach, które wzięłam do spania. Już nie musiałam paradować z tyłkiem na wierzchu. Miałam też igłę i nitkę ale właściwie po co to zszywać. Wracać do Rzeszowa miałam autobusem z Krosna, jednak znajomi byli na tyle uparci, że wystawili mnie na wylotówce z Jasła. Okazało się to całkiem dobrym pomysłem, bo już po kilku minutach byłam w trasie a w Rzeszowie po godzinie.
Wędrówkę wspominam bardzo sympatycznie, zwłaszcza błądzenie po Skalnem. Ciężko uwierzyć, że to był tylko weekend. Dzięki takim przygodom coraz bardziej kocham góry (czy można jeszcze bardziej?). Te wszystkie przygody związane z błądzeniem, szukaniem ścieżek powodują tylko wzrost adrenaliny -a ja właśnie od takiego rodzaju adrenaliny jestem uzależniona.
Załącznik 35094
Całość:
http://wadera55.republika.pl/slowacja/slowacja.html
http://wadera55.republika.pl/ania.html
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Świetna opowieść !
I pomyśleć, że Ci którzy używają na bieżąco GPS się tych wszystkich emocji i przygód sami pozbawiają.
A to jest coś co mnie osobiście też niesamowicie kręci i też miałam sporo takich przygód :)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
Basia Z.
Świetna opowieść !
I pomyśleć, że Ci którzy używają na bieżąco GPS się tych wszystkich emocji i przygód sami pozbawiają.
A to jest coś co mnie osobiście też niesamowicie kręci i też miałam sporo takich przygód :)
też tak uważam !;)...( a kompas -rzeczywiście nawalił -bawiliśmy się nim -wskazywał jak chciał :lol: )
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
tomas pablo
( a kompas -rzeczywiście nawalił -bawiliśmy się nim -wskazywał jak chciał :lol: )
Pewnie ktoś nabył ponadnormatywną dawkę pozytywnego promieniowania i biedny zgłupiał z nadmiaru bodźców :-)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Basiu, tak to jest, że jedni są nastawieni na zdobywanie i dotarcie do celu, dla mnie zazwyczaj nie liczył się w górach cel a wędrówka sama w sobie (cel był środkiem). I ta właśnie wędrówka składa się z różnych elementów opartych przede wszystkim na adrenalinie, dreszczyku emocji (stąd chodzenie po lesie w pojedynkę, chodzenie czasem późnymi porami, niestandardowymi ścieżkami, namiot), bo potrzebuję sobie czasem taką adrenalinkę zaaplikować. Myślę, że gdybym chodziła z gps, to czułabym niedosyt. Czasem tylko jednak moim gps-em jest "telefon do przyjaciela", który jest półśrodkiem między samodzielną nawigacją a gps ;p Czyli telefon w stylu "cześć Browar, jest tu ten cmentarzyk do cholery, czy go nie ma", lub teraz do Tomka Pablo "czy Baranie ma wieżę konstrukcji szkieletowej?" (to raczej wynikało z tego, że kompas mi nawalił). I to mi zdecydowanie wystarcza. Ale każdy ma swoje potrzeby. Jeden lubi, gdy się zgubi wyciągnąć nawigację i iść według schematu i bardzo dobrze -ja wychodzę z założenia, że w tych naszych górkach nie da się na tyle zgubić, żeby umrzeć z tego powodu ;p (o ile nie ma zimy). A że noszę namiot, to mam komfort psychiczny -jak w tej relacji właśnie i wcale nie muszę się śpieszyć by za dnia gdzieś trafić. Zaletą gpsów jest przede wszystkim to, że zawsze znajdziesz to, czego szukasz (np. ruin, krzyży) ale z drugiej strony dalej mogę być konsekwentna mówiąc, że dla mnie większą frajdę sprawia szukanie czegoś (samodzielnie odkrywanie) niż faktyczne znalezienie.
czyli w skrócie - ahoj przygodo! ;)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
Zaletą gpsów jest przede wszystkim to, że zawsze znajdziesz to, czego szukasz (np. ruin, krzyży) ale z drugiej strony dalej mogę być konsekwentna mówiąc, że dla mnie większą frajdę sprawia szukanie czegoś (samodzielnie odkrywanie) niż faktyczne znalezienie.
czyli w skrócie - ahoj przygodo! ;)
Osobiście popieram i staram się łączyć obydwie przyjemności jednocześnie. Wielokrotnie tak było, że ślad z gps-a, był pomocny do analizy i późniejszego właściwego dotarcia do danego obiektu. Nie wspomnę już o atrakcjach wspominania, po dłuższym czasie, jak to kręciłem się w kółko lub przechodziłem po zabudowaniach, po których nie było już żadnego śladu. Jak zwykle Twoje wycieczki i ich opis rozbudzają wyobraźnię. Ahoj przygodo !:lol:
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
dla mnie większą frajdę sprawia szukanie czegoś (samodzielnie odkrywanie) niż faktyczne znalezienie.
czyli w skrócie - ahoj przygodo! ;)
O to, to. :)
GPS-a z telefonu używam czasem na rowerze (jak nie zapomnę włączyć) ale po to aby sobie później obejrzeć "ślad" wycieczki.
"W trakcie" raczej na niego nie zaglądam.
Natomiast zawsze mam ze sobą papierową mapę.
Też lubię chodzić sama po lesie, ale zazwyczaj organizuję to sobie tak aby na nocleg dotrzeć do jakiegoś miejsca gdzie są znajomi, bo raczej nie lubię spania w pojedynkę w lesie (chociaż też praktykowałam, nawet bez namiotu, a tylko w płachcie biwakowej).
Nocą las jest całkiem inny, te wszystkie szelesty i odgłosy ;)
Ciekawe, że kiedy chodziłam ze swoim 8-letnim wtedy synem i spaliśmy razem w namiocie gdzieś w Rudawach Słowackich w środku lasu - to już czułam się zupełnie inaczej, nawet obecność dziecka sprawiało że czułam się znacznie mniej nieswojo.
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
"raczej nie lubię spania w pojedynkę w lesie chociaż też praktykowałam, nawet bez namiotu, a tylko w płachcie biwakowej"
-Do takiego stopnia zaawansowania jeszcze nie doszłam ale może kiedyś.. stopniowo :) W końcu jestem nie-dzielnym turystą.
4 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Z Przełęczy Dukielskiej w kierunku wschodnim
1/3 sierpnia 2014
http://wadera55.republika.pl/dukiels...ka_wschod.html
W poprzedniej opisywanej wędrówce wybrałam się z Przełęczy Dukielskiej na południowy zachód na Słowację w kierunku szlaku granicznego, na którym to miała miejsce pamiętna kulminacja przygód. Teraz postanowiłam sprawdzić, jakie tym razem niespodzianki spotkają mnie od Przełęczy Dukielskiej na wschód.
W piątek przyszłam do pracy z plecakiem. Postawiłam na maksymalny minimalizm. Szczególną uwagę powinien zwrócić brak namiotu. Jednak nie wiązało się to w żaden sposób z zamiarem pójścia na łatwiznę. Jeszcze większą uwagę powinien zwrócić nowy plecaczek. Rodzice już nie mogli zdzierżyć patrzenia na mój poprzedni, charakterystyczny już żółty plecak (tzw. szkolny), pomalowany w kwiatki, obszyty naszywkami muzycznymi i zamkami wszytymi ręcznie. Ciężko określić ile dokładnie miał lat. Był to mój jedyny plecak jaki nosiłam codziennie do szkoły od podstawówki po liceum. Do tego każdy krótki wyjazd, w górach też był sporo razy, nad morzem i Mazurach wiele razy, brałam go zawsze na rower, na treningi, gdy za pradawnych dziejów trenowałam koszykówkę itd -ot plecak wielofunkcyjny na lata. Pamiętam nawet moment, gdy go kupowałam. Weszłam do firmowego sklepu Big Star i ujrzałam to żółte cudo. Nie chcąc by widniało na nim logo firmy, od razu naszyłam na jego miejscu naszywkę zespołu TSA. Gdy poprzednim razem odwiedziłam rodziców, zauważyłam, że po cichu oboje robią zdjęcia mojemu żółtkowi. "Co to za spisek!" - zapytałam. Odpowiedzieli, że chętnie kupią mi nowy, identyczny -w tym celu go fotografowali. Załamałam się. "Ale po co! Ten jest dobry!" -odpowiedziałam. Tą odpowiedzią załamali się z przerażeniem bardziej niż ja. Tydzień temu znów odwiedziłam rodziców. Oczywiście z moim żółtkiem. Ojciec poruszył ten jakże trudny temat. Zaproponował wymianę. Powiedział a w zasadzie rozkazał, byśmy zamienili się plecakami. Trzymał w rękach nowo kupiony plecak. Warunkiem koniecznym było to, że wydam mu do rąk własnych mój stary. Powiedział, że właśnie takiego (!) bardzo potrzebuje do pracy -argument ten nie brzmiał zbyt przekonująco. Nowy był czarny i.. turystyczny -wiedzieli z której strony mnie podejść! Obejrzałam i obojętnie... się zamieniłam. Rodzice mogą teraz świętować swój wielki sukces a biedny żółtek domyślam się, że wylądował na śmietniku - w obawie bym kiedyś po cichu nie zarządziła swojej wymiany zwrotnej.
Ale wróćmy do wędrówki a w zasadzie jeszcze przygotowań. W piątek punkt 16 poważna pani zza biurka wyszła dyskretnie do łazienki. O godzinie 16.05 wyszła z niej Jimi ubrana w odzież w góry.
Gdy stałam w kolejce do busa do Krosa wybiła godzina "W" a w Rzeszowie rozległ się dźwięk syren. W Krośnie przesiadłam się w autostop. W tym celu udałam się prosto na Obwodnicę. Gdy złapałam wesołego kierowcę opowiadałam mu o zamiarze mojej wędrówki, którą miałam rozpocząć z Barwinka. On jechał w Bieszczady, zaproponował podwiezienie pod granicę Ukraińską. Stwierdził, że skoro tak lubię chodzić po granicach, to nie powinno być dla mnie różnicy -ta czy tamta. Tak dojechaliśmy do Miejsca Piastowego. Następny stop do Dukli. Stwierdziłam, że dalej nie będę łapać, bo jeszcze zajadę za daleko (?) a chciałam spać gdzieś tutaj. Piechotą udałam się do Lipowicy. Rozglądałam się, gdzie byłoby tu odpowiednie miejsce na karimatkę. Traf padł na czynny kamieniołom Lipowica. Udałam się ścieżką należącą do terenu kamieniołomu, wbrew zakazom, dalej znalazłam całkiem urocze łąki. Wcześniej zapoznałam się z krótkim regulaminem i godzinami rozrzutu kamienia, by czasem rano nie dostać czymś w łeb.
Załącznik 35235
Szłam tak po cichu, że sarna na przeciwko mnie zbaraniała. Rozłożyłam się na eleganckiej łączce, na której mogłam słuchać intensywnego szumu rzeki z widokiem na Cergową. Gwiazd niestety nie mogłam oglądać a leżakowanie nie należało wbrew pozorom do najprzyjemniejszych. Musiałam opatulić się cała śpiworem łącznie z głową, ponieważ ogromne ilości komarów nie dawały mi spokoju. Gdy już prawie zasypiałam, nagle słyszałam charakterystyczne "bzzz..." nad uchem i tak w kółko. Nad łąką latało pełno nietoperzy. Chciałoby się tak leżeć i patrzeć w niebo ale nie przewidziałam wcześniej takich uciążliwości. Na sianku spało się mięciutko. Rano długo utrzymywały się mgły a gdy powstałam, nagle wynużyło się piękne słońce a Cergowa zaczęła się powoli majestatycznie wyłaniać. Zwłaszcza ostatnie zdjęcie z karimatą budzi we mnie duże emocje.
Załącznik 35237 Załącznik 35236 Załącznik 35238
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
Gwiazd niestety nie mogłam oglądać a leżakowanie nie należało wbrew pozorom do najprzyjemniejszych. Musiałam opatulić się cała śpiworem łącznie z głową, ponieważ ogromne ilości komarów nie dawały mi spokoju. Gdy już prawie zasypiałam, nagle słyszałam charakterystyczne "bzzz..." nad uchem i tak w kółko.
Też kiedyś postawiłem na minimalizm nie biorąc ciężkiego namiotu. Po jednej nocy w roztoczańskim lesie wybiłem sobie takie pomysły z głowy.
Jak nowy plecak? oswoiłaś się już z nim?