buuuuuuuuuuuuuuu! nie jestem "turysta kwalifikowany" - na ukrainie mialam tylko 25 kg ;) buuuuuuuuuuuuuu ;)
Wersja do druku
buuuuuuuuuuuuuuu! nie jestem "turysta kwalifikowany" - na ukrainie mialam tylko 25 kg ;) buuuuuuuuuuuuuu ;)
Pierwszy raz w życiu pojechałam w Bieszczady dokładnie 18.07.1999 miałam 15lat i nie chciałam jechać do jakiejś tam wiochy na zadupiu ((Niestety ale z takim nastawieniem tam jechałam, aż wstyd pisać :( ))
Perspektywa 2tygodni u kuzyna którego widziałam raz w życiu ((na pogrzebie prababci w 1989)) nie była miła...
Tego samego dnia co przyjechałam mój kuzyn zaprowadził mnie na 'bloki' i tam zobaczyłam najprzystojniejszego faceta na ziemi i oczywiście zakochałam się z miejsca :P Później ów przystojniak został moim chłopakiem a Bieszczady pokochałam od następnego ranka kiedy to już z bijącym sercem zaczełam zachłystywać się naturą, ciszą i spokojem...
I zamiast zostać 2tygodnie zostałam tam aż do końca sierpnia ((czyli jakiś miesiąc z hakiem)) :) :)
Lubie czasem wziąść album oglądać fotki i wspominać...
I uciekać myślami w Bieszczady...
Tak 'ten' pierwszy raz też był w Bieszczadach :P :P :P
Buczysz czy bubasz?? Pewnie że nie jesteś turysta kwalifikowany tylko turystka wykwalifikowana :grin: Targać wór 35 kg to cała przyjemność po stronie wora,a nie Twojej.Dawniej targałem a teraz wolę założyć bazę i działać z doskoku,na lekko, na szybko i na przyjemnie:twisted:
Pierwszy raz w Bieszczadach...... hmmm... to był października 1988 roku. Wycieczka szkolna. Najpierw było no było ładnie ale.... pierwszego dnia weszliśmy na Wetlińska (oczywiście najkrótszym szlakiem do chatki). Wszedłem... zobaczyłem... i tak mi zostało... Przez 4 lata jeździłem tam kiedy się dało. Sam. I było pieknie. Potem się ożeniłem i przez 9 lat nic. Cztery lata temu zabrałem żone w Biesy. Była lekko niechetna ale... Zabrałem ja na Wetlińska. Weszła... Zobaczyła... i zrozumiała mnie. Teraz jeździmy co roku. Czasem jade sam, czasem bierzemy dzieci. Syn złaził ze mną większość (wszystkie?) z tych najpopularniejszych szlaków. Prawie zawsze zabieramy kogoś kto tam jeszcze nie był. I jest superrr....;-)
ja to nie pamiętam kiedy był ten mój pierwszy raz w parku narodowym. miałem ze 3 może 4 latka. Tata mnie zabrał. Moi rodzice aż takimi górołazami to nie są. Dla tego jako szkrab nie bywałem tam za często. Dopiero jak zaczynałem być coraz bardziej niezależny od czasu do czasu się wybrało z kolegami. ale też rzadko. Na poważnie zaczęło mnie ciągnąć do lasu dopiero w liceum. "Czyste Góry" i inne króciutkie wyprawy tam i spowrotem. Skończyło się liceum, zaczęły sięstudio. Ot młody człowiek z prowincji wyruszył do miasta. Inny świat. Dopiero jak po 3 miesiącach przyjechałem z Krakowa do domu i po raz pierwszy zaczerpnąłem powietrza poczułęm sporą radość. Ba, jak już wjeżdżałem w Bieszczady nic tylko gapiłem przez okno za jakimiś wzgórzami. Wówczas zdałem sobię sprawę gdzie tak na prawdę mieszkam i gdzie jest moja lokalna tożsamość. łaże po swoich górach i lasach teraz ile się da. jak słyszę 18 latków co marudzą, że w tych Bieszczadach to nic nie ma mówię im o tym. pojedxziecie, zobaczycie i jeśli jesteście rodowitymi bieszczadnikami zrozumiecie, a jeśli nie ... cóż.
ot trochę sentymentów.
He, he...zupełnie jak ja do niedawna. Ostatnio jednak znów mnie wzięło na taszczenie wora :D Jeżeli mam świadomość, że nie musze wrócić do pkt wyjścia, to czuję się znacznie lepiej. Nie ma tego nerwowego patrzenia na zegarek: ostatni busik zaraz, a ja dopiero tu. Wycieczka zaplanowana w bardziej odległy kąt gór musi być ściśle kontrolowana pod względem czasowym i to jednak jest coś, co psuje mi cały smak szwendania po górach :D
Plecak nieco ciąży, ale nie jest już tak, że trzeba zakitować wszytko do środka i z miną skazańca wlec się po szlaku. Jadło czeka na nas w sklepach w każdej wsi, półkilogramowa bańka gazu wystarczy na 2 tygodnie bez ograniczeń, a nawet można się bez niej obejść i gotować na ogniskach. Nawet puszki jakies cieńsze (gorsze) robią ;P Spanko jest teraz nadzwyczaj lekkie. Namiot też. Naprawdę trudno jest zapakować do wora tyle, żeby przekroczyć magiczną 30-tkę :P
Więc Bubo nie bukaj :D Albo...weź kilka kamyczków na pamiątkę ;) I tak jesteś wykwalifikowana :D
Witam nowego Bieszczadnika. Z Łodzi blisko do Warszawy a my tu często spotkanka piwne robimy aby pogadulic o górkach.....zapraszamy.
Anka
Aniu czesto?? ostatnio ciagle nie wychodza :-( ehhh
Kasiu, nie przesadzaj :))))
Jestem bardzo ciekawa czy jest jeszcze jakaś grupa Bieszczadzka, która spotyka się tak regularnie jak my.
A może nowy topik????
Ania
Ja niestety nic nie wiem o takich spotkaniach w Łodzi :/ z Łodzi chyba tylko dwie osoby są aktywne na tym forum.