Lajtowy spacerek przez Pogórze Przemyskie
Jakoś tak ze dwa, trzy lata temu szlak turystyczny drugi pod względem długości w Polsce sięgnął Rzeszowa. I, o dziwo, to Rzeszów ruszył się w kierunku szlaku, bo szlak kończy się tam, gdzie kończył się od lat: w Białej. A że od kilku lat Biała jest w granicach Rzeszowa to tym samym Szlak Karpacki im. Kazimierza Pułaskiego (zwany w Bieszczadach "granicznym", kolor niebieski, długość ok. 440km) biegnie do samego Rzeszowa.
A skoro do Rzeszowa to trzeba nim przejść z Bieszczadów do Rzeszowa właśnie! W odcinkach, na spokojnie, bez pospiechu i naprężania się :wink: Część wschodnią tego szlaku przeszedłem sobie dwa lata temu sam w czterech odcinkach: Polana-Ustrzyki D., Ustrzyki D.-Jureczkowa, Jureczkowa-Huwniki i Huwniki-Przemyśl (końcówka szlakiem czerwonym). Po jednej z tych relacji zgadałem się z sir Bazylem, okazało się że i on wędruje do Rzeszowa na niebiesko. Ale, jak na nadchaszczownika przystało, na poważnie: od samego początku szlaku, z Grybowa. Postanowiliśmy połączyć siły i powędrować razem.
Czas na wędrówkę z Przemyśla nadszedł w ostatni piątek, dwuosobowa delegacja klubu rzeszowskiego wyruszyła zaraz po pracy do Przemyśla na spotkanie z trzecim wędrowcem reprezentującym Roztocze. Punktem zbiórki i początku wędrówki była górna stacja wyciągu krzesełkowego w Przemyślu:
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_1.jpg
Odp: Lajtowy spacerek przez Pogórze Przemyskie
ładnie ładnie ale co dalej ?? ;)
Odp: Lajtowy spacerek przez Pogórze Przemyskie
A dalej okazało się, że nasz oczekiwany towarzysz wędrówki poszedł sobie troszkę gdzie indziej i spotkamy się dopiero następnego dnia. Ruszyliśmy więc grubo po 20oo z Przemyśla w strugach deszczu byle do najbliższego lasu. Tam rozbiliśmy obóz i doczekaliśmy poranka. A rano udaliśmy się w kierunku punktu zbornego, jednego z fortów Twierdzy Przemyśl. Ku naszemu zaskoczeniu miast oddalać się od Przemyśla raz jeszcze do niego weszliśmy:
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_2.jpg
ale bez poważnych konsekwencji. Spotkanie z "tym trzecim" nastąpiło w umówionym miejscu:
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_3.jpg
Po chwili odpoczynku i zwiedzeniu fortu, który miejscami bardziej przypominał podzwrotnikową dżunglę niż dzieło rąk ludzkich:
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_4.jpg
potoczyliśmy się dalej. A dalej były widoki:
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_5.jpg
był Krasiczyn (który jaki jest każdy widział), były zaskakujące zwroty szlaku i jedno rozstanie. Nasz towarzysz po obiedzie ponownie wybrał własną drogę :wink: Wędrowaliśmy w koszmarnym upale, przy wilgotności przekraczającej granice rozsądku, w błocie i pokrzywach po szyję. Było fajnie :mrgreen: A wieczorem, znów w komplecie, posiedzieliśmy przy ogniu pod wielką skałą. Pogadaliśmy, popatrzyliśmy w rozgwieżdżone niebo i koło północy udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. To był długi dzień, spod Przemyśla wędrowaliśmy prawie 12 godzin (w tym długi postój przy forcie, potem przy bunkrze linii Mołotowa i jeszcze obiad w Krasiczynie).
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_6.jpg
Odp: Lajtowy spacerek przez Pogórze Przemyskie
Kiedyś - równe 10 lat temu pokonywałam odcinek tego szlaku niebieskiego od Przemyśla do Krasiczyna rowerem, z nieletnimi dziećmi.
Zwiedziliśmy fort Prałkowce i zjechali do szosy przepiękną drogą forteczną (marzenie rowerzysty).
W drugiej części szlak był poprowadzony całkiem inaczej niż dziś - najpierw szosą do Tarnawiec a potem szedł samym brzegiem Sanu.
W którymś momencie okazało się że do dyspozycji do marszu mam ścieżynkę szerokości 30 cm a rower prowadziłam już w Sanie, dzieci za mną - też.
Do góry wcisnąć się roweru nie dało (metodą Wojtka), bo skarpa nad Sanem była niemal pionowa.
W końcu dopchaliśmy te rowery do Krasiczyna, między drzewami prześwituje już zamek i widać w lesie jakieś domki campingowe. Wprost do rzeki prowadziła droga. Weszłam na nią pchając rower i wpadł mi po osie do gęstego błota, ja zaś po kolana, syn za mną, też wpadł po kolana, w błocie został mu but zaś rower mu się przewrócił i ugrzązł kierownicą w błocie.
Drugi młody pozostał nieco z tyłu i nie wpadł.
Jakiś nieznany a uprzejmy pan sam zdjął buty wszedł po kostki do błota i pomógł nam wyciągnąć z niego nasze rowery.
Po czym w ogrodzie zamkowym w Krasiczynie (zamek był już zamknięty) umyliśmy nogi oraz buty w fontannie i wypłukali w niej skarpetki.
Po czym szosą wróciliśmy do Przemyśla gdzie mieliśmy noclegi w tamtejszym PTSM.
Przed wejściem do schroniska trzeba było jakoś oczyścić rowery z błota, więc na głównej ulicy pod stojącą tam pompą zaczęliśmy je myć.
Na co podszedł pan ze Straży Miejskiej i zapytał "co pani tu robi".
Na co ja "przecież widać, że myję rower".
Mycie było już na ukończeniu, resztę błota można było sobie darować, mandatu nie dostaliśmy.
B.
1 załącznik(ów)
Odp: Lajtowy spacerek przez Pogórze Przemyskie
Cytat:
Zamieszczone przez
Basia Z.
Do góry wcisnąć się roweru nie dało (metodą Wojtka), bo skarpa nad Sanem była niemal pionowa.
Ilustracja do relacji Basi. San koło Krasiczyna. A to nie jest jeszcze najwęższy kawałek ścieżki :)
Załącznik 24148
Odp: Lajtowy spacerek przez Pogórze Przemyskie
Cytat:
Zamieszczone przez
Wojtek Pysz
Ilustracja do relacji Basi. San koło Krasiczyna. A to nie jest jeszcze najwęższy kawałek ścieżki :)
O - to nie ja jedna tam się wepchałam. :)
Na ostatnich około 2-3 km jechać się niestety nie dało.
B.
Odp: Lajtowy spacerek przez Pogórze Przemyskie
Przy tym poziomie wody, jaki był w ostatni weekend, ścieżka byłaby nie tylko nieprzejezdna ale i nieprzechodnia.
Ale Krasiczyn zostawiliśmy za sobą dzień wcześniej, w niedzielę obudzilismy się na sympatycznej polance, stoły aż prosiły aby przy nich usiąść i zjeść śniadanie! Ale nie było czasu, droga daleka przed nami - postanowiliśmy zjeść śniadanie po drodze.
Wędrowaliśmy przez łąki i lasy,
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_9.jpg
pokonywaliśmy przeszkody wodne
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_8.jpg
i podziwialiśmy niecodzienne już niestety widoki...
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_7.jpg
Upał, dziwaczne znakowanie szlaku (kilka razy byliśmy bliscy porzucenia "wyznakowanej" drogi bo łatwiej byłoby po swojemu, ale udaje nam się wytrwać na szlaku), upał!, grząskie lub bagniste grunty, upał!!, chaszcze po szyję i ten upał!!! połączony z duchotą i dużą wilgotnością zaczęły dawać się nam jednak we znaki. Szliśmy wolniej niż norma przewiduje, po ośmiu godzinach wędrówki mieliśmy pokonaną tylko połowę zaplanowanej trasy. Pochłanialiśmy litry wody, jedliśmy tylko z rozsądku bo głód gdzieś zniknął... Jeszcze się rozglądaliśmy, jeszcze się cieszyliśmy rozległymi panoramami:
http://www.bmiller.pl/forum/2011/prz...orama-mala.jpg
Aż wreszcie nastąpiła ta chwila: usiedliśmy na poboczu drogi, sprawdziliśmy czas, oceniliśmy nasze siły, oszacowaliśmy ilość wody w plecakach. Nie damy rady do Dynowa, wg mapy zostało jeszcze niecałe 4 godziny ale z naszym tempem w tym upale mogło zająć nam to może 5 a może i 6 godzin. Za długo, ostatni autobus nam ucieknie.
Tylko jak wrócić do cywilizacji? Autobusy w niedzielę po południu po takich przysiółkach nie kursują, do kolei daleko, do naszych samochodów jeszcze dalej... Jak się wydostać z tej wiejskiej sielanki? Postanowiliśmy sprawdzić najbliższy przystanek PKS, może jednak. I wtedy... I WTEDY...
Odp: Lajtowy spacerek przez Pogórze Przemyskie
Kapitalne klimaty,też to lubię...
Odp: Lajtowy spacerek przez Pogórze Przemyskie
Bo Bieszczady to wersja lekka łatwa i przyjemna,
a dla prawdziwych twardzieli pozostaje Pogórze.
Odp: Lajtowy spacerek przez Pogórze Przemyskie
Cytat:
Zamieszczone przez
Browar
Kapitalne klimaty,też to lubię...
Pogórze jest warte grzechu :wink:
Cytat:
Zamieszczone przez
bartolomeo
I wtedy... I WTEDY...
I wtedy, gdy zaczęliśmy się zastanawiać jak? i którędy? zatrzymał się obok nas samochód. A z samochodu wysiadł (o dziwo bez roweru) sam mistrz dwóch kółek i zdobywca Połoniny Równej: Wojtek Pysz! I z uśmiechem zaproponował, że nas do cywilizacji podwiezie! :mrgreen:
Zrobiliśmy na drodze małe zamieszanie, bo trzeba było się trochę ogarnąć zanim wejdziemy do Wojtkowego automobila, jedni się przebierali, inni myli w strumieniu i w koło padały pytania: "A skąd?" i "A jak?". No bo jak to możliwe, żeby w pięć minut po podjęciu decyzji o skróceniu trasy zatrzymywał się obok kolega z forum i proponował wybawienie z kłopotów?
Wojtku, raz jeszcze dziękujemy, że zlitowałeś się nad trzeba ubłoconymi po kolana wędrowcami. Że zapakowałeś nas do swojego czyściutkiego autka i zawiozłeś do cywilizacji. Że dzięki Tobie po długiej wędrówce w upale nagle zniknęły zmartwienia a w ręce pojawiło się coś ZIMNEGO do picia 8)
A na trasę do Dynowa wrócimy! Jak troszkę temperatura spadnie :mrgreen: