-
Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
Myśl o Pikuju jest ze mną już od dłuższego czasu. Nie mogę nawet powiedzieć, że od roku bo dłużej. I mimo, że w ubiegłym roku we wrześniu udało się ją zrealizować to pozostał ogromny niedosyt jeśli chodzi o widoki. Trafiliśmy na mgłę, chmury i mżawkę. Ale też sobie myślę, że pewnie jakbym to wszystko zobaczył to i tak chciałbym tam wrócić do tej przestrzeni, do tej wolności, trochę innej niż w naszych polskich Bieszczadach. Zresztą wracając stamtąd we wrześniu ubiegłego roku mówiłem sobie, że tam wrócę, najlepiej w maju.
Nie udało się niestety w maju na tą najzieleńszą zieleń. Jakoś się z tym pogodziłem bo i godzić się z takimi rzeczami trzeba by dalej do przodu iść , ale Pikuj w głowie pozostał. Zresztą nie tyle sam Pikuj co całe, albo prawie całe pasmo. Sam Pikuj jakoś tak nie budzi we mnie takich uczuć jak pasmo zakończone Pikujem.
Ale nadszedł czas w sierpniu. Liczyłem na czas bez burz, bez deszczów z chłodniejszymi dniami. Śledziłem prognozy. I akurat był wolny weekend. Dobry czas. Wstępnie miało być ładnie, słonecznie, nie za gorąco. Czas było poszukać ekipy, która chciałaby mi potowarzyszyć, przeżyć ze mną tą dwu, trzydniową wędrówkę. I okazało się że znajomi nie mogli lub nie chcieli z różnych powodów (termin, brak paszportu, kondycji etc.) . Wstawiłem więc ogłoszenie na FB. Najpierw na naszą mała puławską grupę znajomych, potem zaś już na swój profil. I tu taka sama sytuacja. Młody, mój syn tym razem nie chciał jechać. Jak widać Ukraina go nie pociągnęła. Zdecydowałem się jechać sam. Miotałem się z tą myślą, miałem mnóstwo obaw, dręczył mnie niepokój. Wszak miał to być pierwszy wyjazd na Ukrainę autem oraz samotne przejście pasma Pikuja. Po polskich górach zdarzyło się nie raz samemu chodzić ale to jakoś tak inaczej postrzegam. Dodatkowo w czwartek na wsi zraniłem się w stopę. Przez sandał wbił mi się brudny gwóźdź na 2 cm głębokości. Dwa inne tylko lekko drasnęły skórę. Wziąłem zastrzyk przeciw tężcowi (to też była trochę zabawna historia z polską służbą zdrowia ale o tym teraz pisał nie będę) No i miałem wymówkę bo nie byłem pewny czy będę mógł chodzić. Na szczęście rana w środku stopy nie przeszkadzała zanadto. Owszem pobolewała jak się nieodpowiednio stanęło.
Zdecydowałem się jechać. Dla siebie. By przełamać jakieś tam swoje lęki. By znowu nie być taką dupą, która wielu rzeczy się boi a przecież bardzo by chciała :)
Udało się jeszcze może ok. godzinki zdrzemnąć a potem wyjechałem tuż po północy.
Na granicę w Krościenku dotarłem około 4 nad ranem.
I tu na razie bez zdjęć
c.d. prawdopodobnie nastapi
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
Ugodziłeś mnie w czułe miejsce , które nazywam Pasmem Pikuja
Nie jest to nazewnictwo oficjalne , i co z tego ?
W polskim piśmiennictwie to są Bieszczady wschodnie , które nie wiadomo co jeszcze zahaczają, Borżawę, Jawornik ? Bóg wiec co? może Sokalskie ?
To ukraińskie nazewnictwo całkiem mi nie pasuje (jakiś wododzielnyji dział (ВОДОДІЛЬНИЙ ХРЕБЕТ)
- skąd oni to wzięli?)
.
Jak go zwał tak go zwał, jak dla mnie to to jest to miejsce będące kwintesencją dawnych , nieistniejących Bieszczadów.
Nie DZIKICH Bieszczadów, tylko normalnych, użytkowych zamieszkujących głównie przez Bojkowskich pasterzy .
Bieszczadów nie przedzielonych granicą fizyczną ani granicą historii.
To obecnie w Paśmie Pikuja odnajduję więcej prawdziwych Bieszczadów niż w tłumie wciskających się osób na Tarnicę
Cokolwiek napiszesz przeczytam z ciekawością i wnikliwoscią.
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
Dzięki za miłe słowa don Enrico.
Trochę po tych polskich Bieszczadach chodziłem. Cudne są. Ale jakoś tak w tych ukraińskich ta przestrzeń i wolność jakby większa. Może dlatego tak bardzo mi się podobają. Nie sam Pikuj. Ale te łąki, lasy, ludzie i zwierzęta. I to tak wysoko wypasane. Dzieciaczki niespełna dziesięcioletnie ze swoim starszym bratem daleko od domu pasące krowy. A tu niebawem przychodzi zlewa i burza. Ciekawe co zrobili ze zwierzętami bo o nich jakoś tak mniej się martwię. Myślę sobie : poradzili sobie. Bo przecież nielekko im cały czas. Człowiek na koniu jadący po połoninie. albo nawet te hałasujące i trujące auta (na szczęście tym razem tylko trzy) jadące po połoninie. Przecież nie tylko po to by się przejechać ale też odpocząć w cudnych warunkach przyrody. No i wreszcie plecakowcy : młodzi Ukraińcy ( w sumie niewielu ich) ale też i Polacy łącznie z ekipą Wojtak Pysza, którą bardzo miło było poznać. I co dziwne, ja , raczej introwertyk, czasem tam na górze jak spotkam kogoś to mi się gęba nie zamyka. To samo powiedział spotkany pod Pikujem Marcin.
Na Ukrainie byłem czwarty raz. W razy w Bieszczadach Wschodnich , dwa razy we Lwowie. I wiem ,że mnie tam znowu ciągnie.
Tak sobie pomyślałem, że to chyba chodzi o drogę. Cel jest ważny ale droga do niego równie ważna.
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
Cytat:
Zamieszczone przez
PaweleS
Ale te łąki, lasy, ludzie i zwierzęta. I to tak wysoko wypasane. Dzieciaczki niespełna dziesięcioletnie ze swoim starszym bratem daleko od domu pasące krowy. A tu niebawem przychodzi zlewa i burza. Ciekawe co zrobili ze zwierzętami bo o nich jakoś tak mniej się martwię.
Zwierzęta radzą sobie lepiej od ludzi. Skóra jest nieprzemakalna, deszczu już nieraz zaznały. Deszcz, to też jednyny sposób, w jaki się myją;-). Byle tylko z deszczem dużego chłodu nie nawiało.
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
Bo te krowy to jakieś takie dziwne. Po górach chodzą, burz się nie boją. A ja tam mam ich obraz z nizin :)
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
Na granicy w Krościenku nie bardzo wiedziałem jak się zachować. W końcu to mój debiut autem na granicy wschodniej. Było jeszcze ciemno. Na jednym pasie trochę aut, drugi wolny. Wcześniej czytałem ,że jest podział na unijnych i pozostałych. Pojechałem więc dalej spodziewając się pasa "unijnego" No i był. Stanąłem i chwilę czekałem bo na nim paliło się akurat czerwone światło. Zielone zapaliło się na tym obok. Po chwili polski celnik zaprosił mnie na tamten i zaczęła się bardzo szybka odprawa. I u Polaków i u Ukraińców spotkałem się z życzliwością. Mówili co i jak i bardzo szybko byłem po odprawie. Po stronie ukraińskiej wiąże się to z wizytą przy trzech okienkach. Dostaje się karteczkę z nr.rej auta, w kolejnym pieczątkę a na ostatnim, tuż przed szlabanem się ją zdaje. Na tym ostatnim jeszcze przez dość długą chwilę porozmawiałem z bardzo sympatyczną ukraińską "celniczką". I pojechałem dalej. Na stacji zakup karty telefonicznej, nieopodal od ruchomego kantoru-chłopaka zakup hrywien i dalej w drogę. Droga nie najgorsza. Zaczęło swiatać, było dużo mgieł a ja sobie jechałem. Po drodze mijałem piękne miejsca, góry i doliny spowite mgłami, przydrożne cudne kapliczki i wspaniałe odnowione cerkwie jakby nie pasujące do zaniedbanych innych budynków.
https://lh3.googleusercontent.com/4T...=w1360-h905-no
https://lh3.googleusercontent.com/4T...=w1231-h904-no
Niby do Libuchory było nieco ponad 100 km ale ponad dwie godziny trzeba było jechać. Drogi kręte, miejscami bardzo dobre, miejscami kiepskie. Przeraziłem się w jednym miejscu po skręcie z głównej drogi. Przez w sumie niedługi odcinek , może ok 0,5 km na dwóch zakrętach o 180 stopni i to jeszcze w dół drogi prawie nie było. Pomyślałem sobie jak tak będzie dalej do końca moje podróży (ok 35 km) to ja tam chyba dojadę za parę godzin. Na szczęście ten wręcz fatalny odcinek dość szybko się skończył. Dalej już tylko we wsi Libuchora droga była fatalna co może odrobinę widać na 3 zdjęciach. Tam tylko droga gruntowa.
Na tym zakręcie szukałem drogi bo to co widziałem nie wydawało mi się drogą. Tu na zdjęciu stara opuszczona stacja benzynowa nieopodal tego zakrętu. Zdjęcia tej drogi niestety nie zrobiłem.
https://lh3.googleusercontent.com/CO...=w1360-h905-no
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
Cytat:
Zamieszczone przez
PaweleS
Przeraziłem się w jednym miejscu po skręcie z głównej drogi. Przez w sumie niedługi odcinek , może ok 0,5 km na dwóch zakrętach o 180 stopni i to jeszcze w dół drogi prawie nie było.
Musiał Ci się ten zakręt w Boryni faktycznie dłużyć, tych wertepów jest tam ze 100-150m :wink:
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
Libuchora. O tej wsi słyszałem, że jeszcze kilka lat temu był to żywy skansen. Z jednej strony chciałem tą wieś zobaczyć, z drugiej nie myślałem by właśnie stamtąd zaczynać swoją wędrówkę. Tak trochę podpowiedź, może pomysł uzyskałem na FB od znajomej przewodniczki bieszczadzkiej. Rozważyłem go i stwierdziłem, że być może uda się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Zobaczę tą słynną Libuchorę i także powrót do niej i do auta nie będzie zbyt długi a więc będę miał ogarnięty jako taki powrót do domu z pasma Pikuja. W ubiegłym roku bez auta z Biełasowicy wracaliśmy przez Lwów, teraz chciałem po dojściu do auta być prawie całkowicie niezależny co do powrotu. O czasie powrotu miała ewentualnie zadecydować sytuacja na przejściu granicznym.
Jak się okazało na miejscu czasem to wszystko wygląda inaczej. Libuchora to bardzo długa wieś przez którą prowadzi droga fatalna, dziurawa, gruntowa. Jedzie się po niej bardzo wolno. Dosyć szybko więc postanowiłem zostawić auto i dalej pójść pieszo. Wszak szedłem chyba taką samą prędkością z jaką bym jechał. Nie wziąłem tylko dwóch aspektów pod uwagę. Z miejsca gdzie zostawiłem auto do Starostyny było 13 km. Na początku dość płasko, potem stopniowo pod górę. Powrotna ścieżka z pasma Pikuja poprowadziła mnie znowu daleko od auta. No i doszło zmęczenie spowodowane nieprzespaną nocą, naprawdę upalna pogoda oraz ciężki plecak, który wraz z upływem kilometrów (na początku całkiem szybko mijających) okazał się plecakiem coraz cięższym. Po drodze mijałem mieszkańców wioski. Z niektórymi udalo się zamienić kilka słów . Kilku mężczyzn pytało o pracę w Polszu , starsi zaś mówili że do Starostyny to strasznie daleko. Chat krytych strzechą jeszcze kilka pozostało. Uwagę zwróciły też piękne kapliczki w przydomowych ogródkach oraz duże, często kolorowe domy. A połonina zbliżała się i zbliżała. Z drogi zrobiła się ścieżka (tą, którą miałem iść chyba zgubiłem) W pewnym momencie było również po ścieżce. Na szczęście dobra widoczność wyraźnie mówiła w którym kierunku iść. Trochę przez krzaki aż w końcu przez piękny bukowy las. I ciągle coraz bardziej pod górę. I niestety przy moim zmęczeniu pojawiły się bardzo bolesne skurcze łydek w obu nogach. Ból przewracał, nie pozwał iść, kazał siedzieć. Trzeba było dłużej odpocząć, więcej pić tym bardziej, że skurcze objęły i uda. W pewnym momencie musiałem też przedzierać się przez jeżynowe chaszcze, na szczęście na podstawie aplikacji maps.me wiedziałem, że tuż obok jest upragniona ścieżka prowadząca do Starostyny. Wyszedłem z lasu i ujrzałem upragnioną Starostynę- pierwszy cel mojej wędrówki. Takie sytuacje zawsze dodają mocy i sił. Na stokach para Ukraińców zbiera borówki. Wjechali tu koniem z wozem. A ja powolutku podążam do Starostyny by tam wreszcie zjeść bardziej obfity posiłek oraz zdecydowanie dłużej odpocząć. Wszak jakoś tak wcale się nie spieszę. Domek mam na plecach, słońce świeci, raczej upalnie i tylko czasem powieje delikatny i przyjemny wiatr.
https://lh3.googleusercontent.com/OV...=w1360-h905-no
https://lh3.googleusercontent.com/ao...=w1360-h905-no
https://lh3.googleusercontent.com/gd...=w1360-h905-no
https://lh3.googleusercontent.com/Zz...=w1360-h905-nohttps://lh3.googleusercontent.com/h4...k=w981-h904-no
https://lh3.googleusercontent.com/1L...=w1360-h905-no
https://lh3.googleusercontent.com/dz...=w1360-h905-no
https://lh3.googleusercontent.com/xd...=w1360-h905-no
Tradycyjnie w napotkanym Magazinie gaszę pragnienie zimny Zakarpackim piwem. W tych okolicznościach przyrody smakuje znakomicie.
https://lh3.googleusercontent.com/V2...=w1360-h905-no
https://lh3.googleusercontent.com/XT...=w1360-h905-no
Czasem pojawiają się jeszcze chaty kryte strzechą
https://lh3.googleusercontent.com/ud...=w1199-h904-no
Aż wreszcie coraz bardziej widać pierwszy cel mojej wędrówki. Jeszcze jednak sporo drogi do niego pozostało
https://lh3.googleusercontent.com/ZP...=w1360-h905-no
Po drodze spotykam Panią z dziećmi opalającą drób. w sumie lepiej to zrobić na zewnątrz niż smrodzić sobie w chałupie.
https://lh3.googleusercontent.com/vz...=w1360-h905-no
Jeszcze jakąś tam ścieżkę widać ale chyba powoli niknie. ale przecież nie będę wracał by szukać innej, bardziej znacznej drogi. Wiem przynajmniej w którym kierunku mam iść.
https://lh3.googleusercontent.com/6O...=w1360-h905-no
Tu jeszcze jakieś ślady ścieżki są ale i one niebawem znikną
https://lh3.googleusercontent.com/zd...=w1360-h905-no
Bukowy las, to w nim po raz pierwszy złapią mnie skurcze. I już nie opuszczą do końca dnia. Następne dni na szczęście obyły się bez nich.
https://lh3.googleusercontent.com/GC...=w1360-h905-no
Jeszcze tylko trzeba się było przedrzeć przez chaszcze i jeżyny i odnalazłem drogę. A za nią wreszcie połonina.
https://lh3.googleusercontent.com/X7...=w1360-h905-no
https://lh3.googleusercontent.com/Ec...=w1360-h905-no
Po pracy trzeba odpocząć, coś zjeść a w takich warunkach przyrody jedzenie smakuje bardziej.
https://lh3.googleusercontent.com/rc...=w1360-h905-no
https://lh3.googleusercontent.com/X2...=w1360-h905-no
- - - Updated - - -
Cytat:
Zamieszczone przez
bartolomeo
Musiał Ci się ten zakręt w Boryni faktycznie dłużyć, tych wertepów jest tam ze 100-150m :wink:
W pierwszej chwili kompletnie nie wiedziałem jak jechać a jechałem we mgle. Później pomyślałem sobie, że jeśli taka droga będzie do końca to będzie ona długo trwała :)
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
Na szczycie Starostyny czekał na mnie dłuższy odpoczynek. Właściwie to nie czekał. Sam stwierdziłem, że czas porządnie się najeść, napić i dać odpocząć wpadającym w skurcze mięśniom.
Jak widać na odpoczynek i pożywianie nie tylko ja się nastawiłem
https://lh3.googleusercontent.com/Ct...=w1447-h963-no
W trakcie wędrówki na Starostynę rozważałem jeszcze dojście do Drohobyckiego Kamienia. Jednak ogólne zmęczenie wpłynęło na zmianę mojej decyzji.
Podjąłem decyzję, że będę szedł ku Pikujowi bez konkretnego planu ile mam dziś przejść i gdzie zrobić pierwszy biwak. To był przecież dopiero pierwszy dzień pobytu w tych górach. Ja miałem na nie czas przeznaczony trzy dni a więc nie musiałem się spieszyć.
Teraz był czas na nie pośpiech, na delektowanie się widokami mimo, że widoczność nie była najlepsza. Ale jednak przecież była, tym bardziej wspominając ubiegłoroczny mgłowy wyjazd. Człowiek codziennie w rytmie pracy ciągle gania, niby w małym mieście. A tu był wreszcie czas na zwolnienie, na oddech pełną piersią.
Tam gdzieś są polskie Bieszczady. I Drohobycki Kamień.
https://lh3.googleusercontent.com/Gb...=w1447-h963-no
Pogoda zaczyna się zmieniać. Chmur jest coraz więcej ale ciągle gorąco. Po dłuższym odpoczynku idę dalej w kierunku Pikuja.
Tak sobie myślę, że najlepiej jest tworzyć relację na gorąco. Po upływie już prawie dwóch tygodni emocje blakną. Jeszcze chwilę temu byłem nimi przepełniony, teraz zaś pozostają jakieś tam ich strzępy, to co najbardziej wryło się w pamięć.
Idę więc niespiesznie dalej spoglądając przed siebie , oglądając się za siebie. dookoła tyle pięknych widoków. Niby takich samych jak w polskich Bieszczadach ale jednak rozleglejszych.
Czasem słońce schowa się za chmurami.
https://lh3.googleusercontent.com/bd...=w1447-h962-no
https://lh3.googleusercontent.com/oP...=w1447-h962-no
Czasem słońce zaświeci
https://lh3.googleusercontent.com/C9...=w1447-h963-no
https://lh3.googleusercontent.com/tr...=w1447-h963-no
A że woda idzie jak woda trzeba pomyśleć o uzupełnieniu jej zapasów. Po ubiegłorocznej wędrówce znałem miejsce jednego źródła. (drugie wyżej tradycyjnie było wyschnięte) Zostawiłem plecak wyżej w krzakach a sam zszedłem przed Wielkim Wierchem po wodę.
Smakowała jak najlepsza woda na świecie. Zresztą z tego źródła korzystają również pasące się nieopodal krowy.
https://lh3.googleusercontent.com/v4...=w1447-h963-no
https://lh3.googleusercontent.com/f1...=w1447-h963-no
https://lh3.googleusercontent.com/NM...=w1447-h963-no
Tak wolno szedłem, że zrobiło się już po 18 czasu polskiego. Czas powoli myśleć o miejscu na nocleg. Nie chciałem schodzić w dół za pewną grupką ukraińskich piechurów do ruin schroniska, o którym w ubiegłym roku wspominał don Enrico. Chciałem by to było gdzieś na górze, tym bardziej, że nic nie zapowiadało deszczu ani burzy. (choć w trakcie dnia o ile dobrze pamiętam kilka grzmotów z oddali dało się usłyszeć) Pragnąłem mieć możliwość fotografowania dosłownie z przed namiotu ewentualnego zachodu i wschodu słońca. Jakkolwiek wcale nie jakiś mocny wiatr powodował, że szukałem jakiegoś zagłębienia na szczytowej połoninie.
https://lh3.googleusercontent.com/-t...=w1447-h963-no
https://lh3.googleusercontent.com/F8...=w1447-h963-no
No i znalazłem takie miejsce naprzeciwko ruin schroniska i źródełka, kawałek przed Ostrym Wierchem.
Rozbiłem namiot i dość szybko poszedłem spać. Udało się jeszcze uwiecznić zachód słońca. Zmęczenie po nieprzespanej nocy nie pozwoliło na wiele dłużej, tym bardziej, że nastawiłem budzik na godzinę przed 5 naszego czasu by z tej wysokości zobaczyć wschód słońca.
https://lh3.googleusercontent.com/Bw...=w1447-h963-no
cdn mam nadzieję :)
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
W nocy trochę wiało. Byłem na górze, w delikatnym zagłębieniu ale wiatr i tak delikatnie hałasował namiotem. Niespecjalnie mi to przeszkadzało. Spałem jak zabity. Miałem plan by spróbować zrobić nocne zdjęcie oświetlonego namiotu. Liczyłem też na gwiazdy. Nie udało
się. Obudził mnie budzik przed 5 czasu polskiego. Udało się uchwycić namiot o świcie. Dość wysoko świecił jeszcze księżyc.
https://lh3.googleusercontent.com/zp...w=w984-h654-no
Wschód zapowiadał się nader interesująco. Warto było wstać przed świtem. Zresztą zawsze warto, tym bardziej, że wystarczyło tylko wyjść z namiotu by mieć cudowny widok przed oczyma. Sam pomysł biwakowania na górze spowodowany był tą właśnie możliwością.
https://lh3.googleusercontent.com/MA...M=w984-h654-no
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
Biwak na połoninie, to jest to, co misie lubią najbardziej.
Bieszczady po polskiej stronie nie dają takiej możliwości (no może z dwoma małymi wyjątkami)
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
Biwak na połoninie, to jest to, co misie lubią najbardziej.
Bieszczady po polskiej stronie nie dają takiej możliwości (no może z dwoma małymi wyjątkami)
Tak don Enrico masz 100 procentową rację. Jedno z tych miejsc chyba kojarzę. Zresztą ciekawe czy dobrze kojarzę? Zastanawiam się gdzie może być to drugie?
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
Uwielbiam wschody słońca. Tyle rzeczy się wtedy dzieje na niebie (o ile nie przykryją go chmury)
W takich miejscach jak góry dochodzi do tego cisza przerywana podmuchami wiatru. Tym razem ten wiatr był bardzo delikatny. O ile wieczorem i w nocy jeszcze trochę wiało to rankiem prawie się uspokoiło. I do tego było dosyć ciepło jak na sierpniowy wczesny poranek.
https://lh3.googleusercontent.com/JG...=w1155-h769-no
https://lh3.googleusercontent.com/TI...=w1155-h769-no
https://lh3.googleusercontent.com/V6...=w1155-h769-no
Podczas oglądania wschodu słońca zawsze marzę o morzu mgieł pode mną. Zdarzyło mi się widzieć takie morze ledwie kilka razy w życiu. Tu nie ujrzałem choć mgły pięknie ścieliły się w dolinach.
https://lh3.googleusercontent.com/Dg...=w1155-h769-no
https://lh3.googleusercontent.com/1Y...=w1156-h768-no
Dosyć długo delektowałem się tymi widokami. Nie musiałem się w ogóle spieszyć więc poleżałem sobie pod namiotem Zrobiłem sporo zdjęć. Bez pośpiechu zjadłem śniadanie, a potem bardzo powoli zacząłem składać namiot i pakować się do drogi.
Na dziś moim celem był niedaleki już Pikuj. Chciałem gdzieś jak najbliżej niego rozbić namiot by móc wejść na niego zarówno na zachód jak i wschód słońca. Dawno nie byłem w takiej sytuacji, że nie muszę się nigdzie spieszyć.
Wiedziałem też, że w dole, chwila drogi ode mnie, jest źródło gdzie mogę po raz ostatni przed Pikujem uzupełnić zapasy wody.
Zszedłem więc na dół w okolice dwóch aut, które widziałem jeszcze wieczorem. Gdy byłem już niedaleko zauważyłem biało czerwoną flagę.
Polacy znaczy się. :) Spytałem ich o źródło wody i nie zdążyłem do niego dojść gdy dostałem od żony jednego z kierowców, Agnieszki butelkowaną, ukraińską wodę. Chłopaki zaś leżeli pod autem coś tam reperując na trytytki. Ja zaś zostałem poczęstowany zimnym piwem. Po niedługiej chwili była okazja poznać panów kierowców. Cała ta ekipa okazała się bardzo miłym ludźmi z Podkarpacia. Pogadaliśmy dosyć długo o wszystkim, o ich wyprawach do Gruzji i na Bałkany, o Ukrainie, o polskich celnikach dziwnie reagujących na ich zakupy ukraińskich produktów żywnościowych, o tym jaki ich ten wypad w Bieszczady Wschodnie jest dla nich odpoczynkiem od codziennej rzeczywistości. Była też okazja napić się lwowskiej kawy na Połoninie i nawet rosołem ( z którego akurat zrezygnowałem :) Bardzo gościnni i serdeczni ludzie.
I jeśli czasem zastanawiam się czy te auta nie rozjeżdżają w tym wypadku ukraińskich połonin to jednak teraz bardzo zrozumiałem sposób takiego odpoczynku. Jeden woli z plecakiem, drugi jeśli ma taką możliwość autem. I choć czasem to się nie do końca podoba to jednak to rozumiem. Z ludźmi tymi spędziłem około dwóch godzin czasu, który jakoś tak szybko minął na bardzo miłych pogawędkach. Zdjęcia odrobinę ocenzurowane. Tuż przy dwóch autach dwaj młodzi ukraińscy pasterze wypasali krowy. Z kilkuletnim Siergiejem i sporo starszym bratem również udało się zamienić parę słów. Zresztą była też okazja posłuchać ukraińskiego rapu i rocka czego akurat wolałbym uniknąć. Malutki Siergiej miał okazję pochwalić się przy nas całkiem głośno i nieźle grającym głośnikiem. Ale przecież to oni tu byli u siebie, my zaś gośćmi.
https://lh3.googleusercontent.com/q0...=w1155-h769-no
https://lh3.googleusercontent.com/rh...=w1155-h769-no
https://lh3.googleusercontent.com/0M...=w1155-h769-no
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
Aż się chce poczochrać tę krówkę. :grin:
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
Idę powolutku dalej. Upał coraz większy. Zapasy wody uzupełnione. Mam jedną butelkę więcej niż ubiegłego dnia. Ale też mam świadomość, że naprawdę jest gorąco, mocno się pocę i lepiej więcej nieść niż potem "umierać" z pragnienia. Kolejne piękne widoki roztaczają się z Ostrego Wierchu. Stamtąd też daję znak życia mojej żonie. Ech ten 21 wiek. Mając ukraińską kartę telefoniczną można korzystać z całkiem dobrego zasięgu, zastanawiam się czy miejscami nie lepszego niż w polskich Bieszczadach. Wiem, że to dla moje żony ważne bo po pierwsze pojechałem sam, po drugie zaś bo pojechałem sam :)
https://lh3.googleusercontent.com/eC...=w1155-h769-no
https://lh3.googleusercontent.com/rd...=w1155-h769-no
Chłopaki zaś ruszają autami w kierunku Pikuja. Z tego co wiem to nie mają za dużo czasu, dziś muszą wracać. Ciekawe też czy "naprawa na szybko" zda egzamin.
https://lh3.googleusercontent.com/E0...=w1155-h769-no
Po chwili za nimi pojawia się, jeszcze szybciej jadący gazik. Jak się później okazało była to grupa ukraińskich turystów.
https://lh3.googleusercontent.com/Ut...=w1155-h769-no
Na szczęście w tym momencie szlak przebiega sporo wyżej. Nie muszę wdychać więc ani spalin ani kurzu tworzonego przez te samochody.
A widoki z obu stron cudowne.
Pikuj coraz bliżej a mi się wciąż nie spieszy :)
https://lh3.googleusercontent.com/sM...=w1155-h769-no
a i w drugą stronę zacne widoki.
https://lh3.googleusercontent.com/9H...=w1155-h769-no
Tam własnie spałem.
https://lh3.googleusercontent.com/HA...=w1155-h769-no
A przed mną, obok koni mechanicznych, żywe konie.
https://lh3.googleusercontent.com/kG...=w1155-h769-no
https://lh3.googleusercontent.com/Bd...M=w511-h768-no
Dosyć szybko docieram do nich. To Ukrainiec z Husnego. A obok niego załoga ukraińskiego gazika.
Panowie reperują zasilanie wentylatora chłodnicy. W takim upale i w takich wymagających warunkach po prostu nie wytrzymał.
Trochę się zastanawiam nad bezpieczeństwem takiej podróży. cóż, dorośli ludzie. Wcześniej spotkany Ukrainiec opowiadał o sytuacji
w okolicach Starostyny gdzie przekoziołkowało auta i kilka osób zginęło. Tu auto bez dachu oraz pasów bezpieczeństwa.
Ukraińcy częstują mnie suszoną na słońcu rybą z czego z ogromną chęcią z ciekawości korzystam. Nigdy nie jadłem tak suszonej ryby. Okazuje się całkiem smaczna mimo, że dość słona. Ukraińcy proponują kanapkę ale za to już dziękuję. Nie wiem czy wyglądam na tak zabiedzonego (raczej nie z moją wagą ;) czy po prostu mam szczęście do dobrych ludzi. Zresztą sam również podzieliłem się słodyczami ze spotkanymi wcześniej pasterzami-dzieciakami. Tak się często zastanawiam jak wielu z nas negatywnie ocenia ludzi z innych narodowości. I to co gorsze nie na podstawie własnych doświadczeń ale jakichś tam uprzedzeń z prasy, tv bądź spowodowanych zaszłościami historycznymi, które wydaje mi się że obecnie oderwane są od rzeczywistości. Owszem pamiętajmy ale nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka.
https://lh3.googleusercontent.com/_n...=w1155-h769-no
Bieszczadzki kowboj. e ,
https://lh3.googleusercontent.com/uj...=w1155-h769-no
https://lh3.googleusercontent.com/sC...=w1155-h769-no
I znowu ścieżka oddziela się od "trasy samochodowej".
https://lh3.googleusercontent.com/gf...g=w511-h768-no
Spojrzenie w tył. Jak tam cudownie. Ta przestrzeń zniewala. A ja mogę spokojnie ją podziwiać.
https://lh3.googleusercontent.com/TK...=w1155-h769-no
Ze wschodu napływają chmury. Czasem z oddali można usłyszeć grzmot. Czyżby jednak trzeba było zacząć się choć odrobinę spieszyć?
https://lh3.googleusercontent.com/DT...=w1155-h769-no
https://lh3.googleusercontent.com/Um...o=w988-h657-no
Planu nie zamierzam zmieniać. moim celem w dalszym ciągu jest nocleg gdzieś tam pod Pikujem, jak najbliżej niego. Co prawda po wydarzeniach w Tatrach, w okolicach Giewontu lek jakby świeższy i większy. Nic na to jednak nie poradzę. Zaczyna grzmieć już z kilku stron a jest dopiero ok 15. Duża więc szansa, w jakiś sposób potwierdzona prognoza pogody, że nawet jeśli będzie ulewa i burza to jednak będzie szansa na zachód ze słońcem. Zastanawiam się też czy ewentualną ulewę lepiej przetrwać w płaszczu z możliwością szybkiej ewakuacji
w dół, czy też lepiej rozbić namiot i w nim przeczekać ulewę. Wybieram tą drugą możliwość. Teraz trzeba dotrzeć pod Pikuj i znaleźć dobre miejsce na namiot.
Coraz więcej chmur z każdej strony. Spotykam kolejnego Ukraińca. Rozmawiamy chwilę. Tym razem dostaję nektarynkę a potem turysta dość szybko schodzi w dół w kierunku Husnego.
https://lh3.googleusercontent.com/9h...=w1155-h769-no
https://lh3.googleusercontent.com/9r...=w1155-h769-no
Dość blisko Pikuja znajduje jakieś tam miejsce. Już wyleżane z położoną trawą. Nie do końca najlepsze ale też i nie najgorsze.
Po chwili pojawia się turysta z dzieckiem. Marcin z Mateuszem bo tak się chłopaki nazywają też szukają miejsca do rozbicia namiotu. Rozbijamy się obok siebie w dość bliskiej odległości. Okazuje się, że mamy takie same namioty. A chmura z ulewą tuż tuż. Grzmoty coraz częstsze ale też nie jakieś takie ekstremalne.
https://lh3.googleusercontent.com/r_...=w1155-h769-no
Najszybciej nad nami będzie wspaniała deszczowa chmura znad Ostrej Hory. Cudna jest. :)
https://lh3.googleusercontent.com/gD...=w1155-h769-no
Ledwo co udaje się zrobić zdjęcie i zaczyna padać. Przez chwilę delikatnie, gdy jestem już w namiocie zaczyna się naprawdę mocna ulewa.,
Deszcz dudni o tropik namiotu dość mocno, grzmoty dość blisko. Ale ciągle nie jakieś takie przerażające. Jednak wyłączam telefon i mam też świadomość, że zawsze w tej sytuacji może zdarzyć się coś delikatnie mówiąc niedobrego.
Na szczęście przestaje padać, burza zanika. Jest szansa na jakieś widoki z Pikuja.
Po chwili też spotykam ekipę Wojtka Pysza. Chłopaki mówią o dziwo, że jakoś tak specjalnie nie zostali zmoczeni przez deszcz. Chyba mieli trochę szczęścia i ta wielka ulewa minęła ich bokiem.
https://lh3.googleusercontent.com/M2...I=w511-h768-no
Jakiś czas po deszczu ruszyłem na Pikuja. Za chwilę dołączył do mnie Marcin z synem a zaraz po nich ekipa Wojtka. Nie zawiodłem się.
Widoki cudowne. Ujrzeliśmy jeszcze dwóch Ukraińców biwakujących w cudownym miejscu, trochę im z Marcinem zazdroszcząc. Choć akurat w tamtym miejscu nie chciałbym być podczas ulewy i burzy.
Spędziłem tam tego wieczora najwięcej czasu. Zostałem i podziwiałem co było do podziwiania jeszcze po zejściu chłopaków.
Uwielbiam takie chwilę. Było ciepło, cicho i spokojnie.
https://lh3.googleusercontent.com/62...=w1155-h769-no
https://lh3.googleusercontent.com/lt...=w1155-h769-no
https://lh3.googleusercontent.com/oS...=w1155-h769-no
cdn. niebawem
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
Cytat:
Zamieszczone przez
coshoo
Ładne zdjęcia.
Dziękuję. Robię ich pewnie za dużo, pokazuje tylko część. Pozostałe trafiają na dysk i na coś czekają.
Jeszcze jestem winny pokazania noclegu dwóch Ukraińców, o którym wcześniej wspominałem. Jest to "półka" tuż pod samym Pikujem, dosłownie kilka kroków od szczytu. Cudne miejsce przy dobrej pogodzie.
https://lh3.googleusercontent.com/xL...w1624-h1080-no
Po powrocie do namiotu, tuż przed snem, jem jeszcze kolację w towarzystwie Marcina i Mateusza. Trochę gadamy a potem wszyscy idziemy spać. Wszak rano też będziemy wcześnie wstawać. Nie wyobrażam sobie inaczej. Nastawiam budzik na 4 30 czasu polskiego.
A tu nasz biwak jeszcze przed świtem
https://lh3.googleusercontent.com/Cx...w1624-h1080-no
I o tej godzinie też rano wstaję. Zabieram statyw, dwa obiektywy i ruszam samotnie na górę. Na szczyt Pikuja zdaje się jest ok 15 minut marszu. Jest pięknie. Zaraz za mną przychodzi Marcin a trochę po nim chłopaki z grupy Wojtka Pysza. ( Przepraszam wszystkich chłopaków z Wojtka grupy, którą tak tu nazwałem. Byliśmy stanowczo za krótko ze sobą i nie zapamiętałem wszystkich imion. Nie chcę więc nikogo pomijać. A powiem szczerze, że wydaje mi się że z taką grupą można iść nawet na koniec świata. Albo przynajmniej piwa się napić :)
A dookoła cuda cuda cuda
https://lh3.googleusercontent.com/QP...w1624-h1080-no
https://lh3.googleusercontent.com/PI...w1507-h1003-no
https://lh3.googleusercontent.com/nS...w1624-h1080-no
https://lh3.googleusercontent.com/2J...w1624-h1080-no
Takich widoków jest więcej. Nie sposób je tu wszystkich pokazać. W dolinach zaś tradycyjnie umiejscowiły się mgły.
Marcin w tak pięknych okolicznościach przyrody ma okazję użyć wcale nie lekkiego, wniesionego na górę drona. Trochę zdziwiony jestem jak dobrze sobie radzi przy wiejącym wietrze i lądowisku o małej powierzchni. Będziemy wszyscy mieli zdjęcie z góry jak stoimy na Pikuju! To można ujrzeć w relacji Wojtka Pysza p.t. "Z widokiem na Holicę"
Tradycyjnie zostaję na górze najdłużej. Jakoś tak te góry nie pozwalają mi mentalnie schodzić. Jest mi tak dobrze na górze, nigdzie się jakoś tak specjalnie nie spieszę. A i na górze nie jest zimno. Dlaczego więc schodzić??? ;)
No dobrze. Już czas...
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
Cytat:
Zamieszczone przez
PaweleS
.... A powiem szczerze, że wydaje mi się że z taką grupą można iść nawet na koniec świata. Albo przynajmniej piwa się napić :)
Gdybyś się kiedy wybierał na koniec świata - daj znać, chętnie się przyłączę. Nie wiem, czy na końcu świata jest piwo; jeśli nie ma, to kupimy po drodze na Ukrainie;-)
Przy okazji - jaką ukraińską kartę kupiłeś do telefonu? Ile kosztowała i jakie usługi były w cenie?
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
Jeszcze tylko robię zdjęcie w kierunku północnym (tak mi się zdaje) uwieczniając przy tym namioty chłopaków z grupy Wojtka.
https://lh3.googleusercontent.com/fp...=w1360-h905-no
Zresztą nie tylko tak.
https://lh3.googleusercontent.com/EZ...=w1360-h905-no
A po chwili zaś "łapię" ich przy zwijaniu biwaku.
https://lh3.googleusercontent.com/TY...=w1360-h905-no
Po zejściu ze szczytu czas zjeść śniadanie i przystąpić do składania namiotu i pakowania się do dalszej wędrówki. Miałem plan by wracać częściowo tą samą drogą, którą przyszedłem. Jeszcze wczoraj mówiłem sobie, że pójdę drogą samochodową. Dziś już, gdy byłem wypoczęty i było przyjemnie chłodno stwierdziłem, że wracam przez Zelemeny do Prypira przed Ostrym Wierchem. Stamtąd zaś skieruję się w kierunku Husnego, przez Husniański Menczył i dalej w kierunku Libuchory. Tam czekało na mnie moje auto.
Znowu jakoś tak trudno mi było opuścić Połoniny. Chciałem pozostać na nich jak najdłużej, tym bardziej, że pogoda sprzyjała.
Tak też zrobiłem. Na początku szło się dość przyjemnie bo było chłodno. W miarę zbliżania się południa znowu pojawił się upał. A w upale trudniej się chodzi i częściej chce się pić.
ślady po wczorajszym deszczu, W tle Pikuj.
https://lh3.googleusercontent.com/g6...Q=w602-h904-no
https://lh3.googleusercontent.com/SE...=w1360-h905-no
Walka o życie. Choinka na skałach
https://lh3.googleusercontent.com/w4...=w1360-h905-no
Ach te widoki!
https://lh3.googleusercontent.com/fq...=w1360-h905-no
https://lh3.googleusercontent.com/OJ...=w1360-h905-no
Tu drogi się rozchodzą. Po lewej stronie dalej w kierunku Sianek i Użoka. Po prawej w kierunku Husnego i Libuchory.
https://lh3.googleusercontent.com/q2...=w1360-h905-no
Połoniny żegnajcie! Oddalam się od Was coraz bardziej. Mam nadzieję do Was wrócić.
https://lh3.googleusercontent.com/XH...=w1360-h905-no
Wchodzę do lasu. Z jednej strony świat przestrzeni się skończył, z drugiej chronię się w lesie przed upałem. A jest naprawdę gorąco. Wody szybko ubywa.
https://lh3.googleusercontent.com/VP...=w1360-h905-no
Można poćwiczyć czytanie. Coś tam jeszcze pamiętam. Zagalnozologićnyj zakalnik miscewego znacienia.
https://lh3.googleusercontent.com/RC...=w1360-h905-no
No i pojawiają się tereny wiejskie. Wieś coraz bliżej.
https://lh3.googleusercontent.com/dc...=w1360-h905-no
I pracujący ludzie, wśród których wzbudzam ciekawość
https://lh3.googleusercontent.com/LJ...=w1360-h905-no
Tu też, podobnie jak na górze, mocno padało.
https://lh3.googleusercontent.com/EQ...=w1360-h905-no
Trafiłem do Libuchory w miejsce z którego do mojego auta było daleko. Niestety ten pomysł, albo może jego wykonanie z Libuchorą nie było najlepsze. Trzeba było jednak wjechać autem w głąb wsi. Maiłbym mniej do przejścia zarówno na początku jak i na końcu wędrówki. Człowiek uczy się na błędach. Podobno
Na szczęście, mimo, że już sporo przeszedłem, znalazł się miejscowy, który zatrzymał swoją ciężarówkę i zaprosił na pakę. Z ciężkim plecakiem nie było to najprostsze rozwiązanie. Spróbowałem z tyłu, nie udało się. Szybko naprawiłem swój błąd i wdrapałem się po kole. Zdążyłem tylko powiedzieć "ale tylko do mostu", nie zdążyłem zdjąć plecaka, gdy kierowca ruszył. Stałem więc trzymając się kabiny i próbowałem zachować równowagę po tych wertepach. Okazało się, że kierowca dość sporo mnie podwiózł i doskonale zrozumiał gdzie chcę wysiąść. O jakież to było wybawienie od tej dość długiej wędrówki do samochodu na skraju wyczerpania z upału i pragnienia.
Bardzo blisko miejsca gdzie zostawiłem auto była rzeczka. W niej właśnie, po pozostawieniu plecaka w aucie, udało się wykąpać i schłodzić,. Taka kąpiel to cudowna rzecz przed podróżą gdy człowiek jest przepocony i mocno przegrzany. Sama przyjemność. Sprawdzona już któryś raz :)
Nie wyobrażałem sobie by odjechać autem nie pożegnawszy się z gospodarzem u którego je na te trzy dni zostawiłem. Podziękowałem serdecznie Michałowi. On zaś dał mi swój telefon i syna swego i poprosił o poszukania dla nich pracy. Jakby ktoś miał takową proszę o kontakt. Człowiek wzbudzał zaufanie mimo, że żonę chciał swoją oddać :) Oczywiście jego żona była podczas tej naszej bardzo miłej rozmowy. No i oczywiście zrezygnowałem :)
I nastąpił czas odjazdu. Dookoła coraz więcej chmur. Zanosiło się na deszcz. Zajechałem jeszcze do sklepu polecanego przez Michała na "drobne" zakupy w Wysockim Wielkim. Przy okazji spragniony wypiłem dwie duże, chyba półlitrowe plastikowe kubki kwasu chlebowego. Smakowały znakomicie a przecież jako zmotoryzowany piwa wypić nie mogłem. I ruszyłem w dalszą drogę. Po drodze grzmiało, błyskało się, mocno padało, przez chwilę nawet grad.
Był jeszcze krótki postój przy pięknej cerkwi.
https://lh3.googleusercontent.com/Ig...=w1360-h904-no
Przy której to na chwilę pojawiła się tęcza ale tak jak szybko się pojawiał tak szybko zniknęła.
Jechałem dalej dosyć długo w trakcie intensywnej ulewy w kierunku granicy.
A na przejściu znowu uśmiechnęło się do mnie szczęście. Już po ukraińskim szlabanie stanąłem w dłuższej kolejce za autami na polskich numerach. I z jednego z tych aut pewna Ukrainka skierowała mnie na sąsiedni pas dla unijnych ze zdecydowanie mniejszą kolejką.
Samo przekroczenie granicy trwało 40 minut i dość szybko mogłem ruszać dalej już po polskich drogach w kierunku domu.
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
Cytat:
Zamieszczone przez
Wojtek Pysz
Gdybyś się kiedy wybierał na koniec świata - daj znać, chętnie się przyłączę. Nie wiem, czy na końcu świata jest piwo; jeśli nie ma, to kupimy po drodze na Ukrainie;-)
Przy okazji - jaką ukraińską kartę kupiłeś do telefonu? Ile kosztowała i jakie usługi były w cenie?
Nie musi to być koniec świata, może to być i bliżej. :)
Kartę kupiłem na stacji paliw "OkkO" po prawej stronie od granicy. Kosztowała 95 hrywien. Nie powiem Ci dokładnie jakie usługi były w cenie. Nazwa taryfy "bezlim video" Trzeba by na stronie Kyivstara sprawdzić co w tym się zawiera. Ja korzystałem z internetu, wspomagałem nią nawigację oraz raz zadzwoniłem do Polski.
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
"Znowu jakoś tak trudno mi było opuścić Połoniny. Chciałem pozostać na nich jak najdłużej, tym bardziej, że pogoda sprzyjała."
Gratuluję odwagi, determinacji i pomysłu na taką wędrówkę. Już teraz myślę w jakiej kategorii szukać nominacji dla Ciebie.
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
Cytat:
Zamieszczone przez
Piotr Niedziela
Gratuluję odwagi, determinacji i pomysłu na taką wędrówkę. Już teraz myślę w jakiej kategorii szukać nominacji dla Ciebie.
Nawet w kilku kategoriach. Przykładowo:
kategoria: Chodzenie po górach z szeroko otwartymi oczami
Można przejść całe Karpaty i prawie nic nie zobaczyć. Można też przejść kilkanaście kilometrów i widzieć cuda!
kategoria: Życzliwość i tolerancja
Ja, gdy widzę pędzące grzbietem samochody, życzę im niekoniecznie wszystkiego najlepszego. A gdy słyszę w górach ryczący głośnik, życzę użytkownikowi (w najlepszym przypadku) jak najszybszego wyczerpania baterii. Paweł natomiast stara się zrozumieć ich wszystkich, i pewnie ma rację.
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
Cytat:
Zamieszczone przez
Piotr Niedziela
"Znowu jakoś tak trudno mi było opuścić Połoniny. Chciałem pozostać na nich jak najdłużej, tym bardziej, że pogoda sprzyjała."
Gratuluję odwagi, determinacji i pomysłu na taką wędrówkę. Już teraz myślę w jakiej kategorii szukać nominacji dla Ciebie.
Piotrze. Ja to robiłem dla siebie. Z ogromnej potrzeby, takiej nieprzerwanej bo ciągle mnie na Ukrainę ciągnie. A i tak w życiu już dużo czasu zmarnowałem i pewnie jeszcze zmarnuję. A że nadarzyła się okazja to po prostu skorzystałem. Znaczy się tę okazję sam sobie stworzyłem :)
I oby udało się takie i inne okazje jak najczęściej tworzyć. Nie musi to być Ukraina choć przydałoby się by też była. Nie muszą to być góry choć dobrze by było by od czasu do czasu również były. Wystarczy gdy będzie to jakiś piękny spokojny zakątek.
- - - Updated - - -
Wojtku nie przesadzajmy z tymi nominacjami.
Tak, zachwyca mnie często to co widzę dookoła. Próbuję to jakoś utrwalić i czasem się udaje. Uwielbiam po prostu przyrodę.
Co do aut pędzących grzbietem to nie jest mój ulubiony widok. Poza tym nawet tych ludzi nie ma co "wkładać do jednego worka" . Są tacy co starają się na ile się da w tych autach szanować tą przyrodę, która tam jeszcze jest. Nie śmiecą etc etc. Są też tacy którzy w ogóle na tą przyrodę nie zważają. Zresztą podobnie, może na mniejszą skalę jest też wśród turystów chodzących po górach. Być może mając takie aut też bym takiego "czegoś" spróbował. Zresztą Ci spotkani przeze mnie Polacy mam wrażenie, że w ten sposób odpoczywają na łonie natury. Myślę, że ta przyroda również jest dla nich ważna. A wiadomo też, że z pozycji piechura hałas auta, spaliny i te rozjeżdżone drogi co najmniej nie są fajne.
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
Cytat:
Zamieszczone przez
PaweleS
Piotrze. Ja to robiłem dla siebie. Z ogromnej potrzeby, takiej nieprzerwanej bo ciągle mnie na Ukrainę ciągnie. A i tak w życiu już dużo czasu zmarnowałem i pewnie jeszcze zmarnuję. A że nadarzyła się okazja to po prostu skorzystałem. Znaczy się tę okazję sam sobie stworzyłem :)
I oby udało się takie i inne okazje jak najczęściej tworzyć. Nie musi to być Ukraina choć przydałoby się by też była. Nie muszą to być góry choć dobrze by było by od czasu do czasu również były. Wystarczy gdy będzie to jakiś piękny spokojny zakątek.
- - - Updated - - -
Wojtku nie przesadzajmy z tymi nominacjami.
Tak, zachwyca mnie często to co widzę dookoła. Próbuję to jakoś utrwalić i czasem się udaje. Uwielbiam po prostu przyrodę.
Co do aut pędzących grzbietem to nie jest mój ulubiony widok. Poza tym nawet tych ludzi nie ma co "wkładać do jednego worka" . Są tacy co starają się na ile się da w tych autach szanować tą przyrodę, która tam jeszcze jest. Nie śmiecą etc etc. Są też tacy którzy w ogóle na tą przyrodę nie zważają. Zresztą podobnie, może na mniejszą skalę jest też wśród turystów chodzących po górach. Być może mając takie aut też bym takiego "czegoś" spróbował. Zresztą Ci spotkani przeze mnie Polacy mam wrażenie, że w ten sposób odpoczywają na łonie natury. Myślę, że ta przyroda również jest dla nich ważna. A wiadomo też, że z pozycji piechura hałas auta, spaliny i te rozjeżdżone drogi co najmniej nie są fajne.
Wiem, że robiłeś to dla siebie, że to by taki Twój duchowy oddech, taka wewnętrzna potrzeba. Przeszedłem prawie wszystkie polskie (trochę również w innych krajach) góry (od 40 kilku lat), ale od 15-18 lat każdą wolna chwilę spędzam w Biesach, nawet na 2-3 dni jadę 500 km, aby tam zyskać duchowy odpoczynek. Oczywiście, mam pod W-wą kilka zakątków nad Wisłą, gdzie pod wieczór jesienią czy wiosną mogę obserwować klucze dzikich gęsi, kaczek, w Wiśle bobry czy inne wodne stworzenia (chociaż teraz mają ciężko przy zrzucie 260 000 m ścieków z W-wy - pytam się gdzie są tutaj polscy "ekolodzy"). Masz rację, marnujemy wiele chwil, które mogą być cudownie przeżyte, a my je jakoś tracimy. Tak, Ty trafiłeś na swój czas i tego Ci gratuluje i przekazu, czystego i pięknego.
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
Dzięki Ci że chciałeś podzielić się wrażeniami ze swej wędrówki
Dla mnie, to była powtórna wędrówka po tych miłych górach, ale jest drugi aspekt. Zrobiłeś to w formie normalnej.
Czasami śledzę również inne relacje zamieszczane na nowoczesnych płaszczyznach (facebuki, yutuby, blogi itp) i odnoszę wrażenie że ci ludzie idą w góry tylko po to by się wypromować w internecie.
Twoja relacja jest prawdziwa, nie dla szpanu czy oglądalności. Dlatego jest tak prawdziwa i warta nominacji w obojętnie jakiej kategorii forumowej.
Poza tym trzeba poświęcić sporo czasu aby zgrabnie ułożyć to w całość. Wiem że zrobiłeś to dla siebie, ale przy okazji dałeś przyjemność dla innych czujących górki od serca.
p.s. po raz kolejny mam wrażenie że źródła prawdziwych Bieszczadów można szukać tylko na wschodzie
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
...źródła prawdziwych Bieszczadów można szukać tylko w swoim sercu i głowie...bo ta prawdziwość niejedno ma imię... i dla każdego inny element decyduje o tej prawdziwości.
to takie moje mądrości z dala od Bieszczadów :cry:
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
A może to tak:
Bieszczady są piękne i tu w Polsce i tam na Ukrainie.
Na Ukrainie na pewno jest spokojniej, jest tam więcej wolności i nie ma ograniczeń. (znaczy się są ale te inne takie jak brak wody i dachu nad głową. O te "rzeczy" trzeba tam zadbać)
W polskich Bieszczadach o to trochę łatwiej. Jest więcej ludzi, więcej ograniczeń co może patrząc na skalę naszej turystyki pieszej jest i dobre. Bo przecież gdyby był taka wolność jak na Ukrainie to można ba sobie wyobrazić co by się tu działo.
I tak sobie też myślę, że z tymi prawdziwymi Bieszczadami jest właśnie związana ta wolność. Czyż właśnie po wojnie i nawet sporo później nie było tej wolności więcej i tutaj w naszych polskich Bieszczadach?
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
Tak sobie jeszcze pomyślałem. Może ktoś ma ochotę na więcej zdjęć.
Tu jest link:
https://photos.app.goo.gl/mzXDDJbf5L9Qfsu39
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
PaweleS, piękne zdjęcia, piękny opis, piękna przygoda. Cieszę się, że mogłeś przeżyć coś takiego, jednocześnie mam nadzieję, że i ja tam kiedyś dotrę :) Dzięki za link do galerii zdjęć, pozdrowionka !
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
Ugodziłeś mnie w czułe miejsce , które nazywam Pasmem Pikuja
Nie jest to nazewnictwo oficjalne , i co z tego ?
Ukraiński botanik Eustachy Wołoszczak (1893) nazwał je sobie "pasmem libuchorskim". Nie przyjęło się. Za to "pasmo Pikuja" dominuje w polskim uzusie. Inna rzecz, czy poprawnie "Pikuja" czy "Pikula/ła"?
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
W polskim piśmiennictwie to są Bieszczady wschodnie , które nie wiadomo co jeszcze zahaczają, Borżawę, Jawornik ? Bóg wiec co? może Sokalskie ?
Ukraińskie "Skolskie Beskidy" (ukr. Сколівські Бескиди) są traktowane jako część Bieszczadów Wsch. wg Kondrackiego.
Borżawa i pasmo Jawornika już nie. W oficjalnym, poniekąd sztucznym nazewniczo podziale fiz.-geograf. to "Beskidy Połonińskie".
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
To ukraińskie nazewnictwo całkiem mi nie pasuje (jakiś wododzielnyji dział (ВОДОДІЛЬНИЙ ХРЕБЕТ)
- skąd oni to wzięli?)
No właśnie. Mnie to też nie leży. Przecie każdy grzbiet w terenie ze swej natury jest "wododziałowy".
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
Cytat:
Zamieszczone przez
_PrEzY_
PaweleS, piękne zdjęcia, piękny opis, piękna przygoda. Cieszę się, że mogłeś przeżyć coś takiego, jednocześnie mam nadzieję, że i ja tam kiedyś dotrę :) Dzięki za link do galerii zdjęć, pozdrowionka !
Serdecznie dziękuję za dobre słowa. To było dokładnie 4 lata temu. Wspaniały czas. Może kiedyś uda się pojechać w kierunku Borżawy i dalej. Teraz zaś realizuję kolejne małe marzenie. Trasa R10 rowerem ze Świnoujścia w kierunku Helu. Oby się udało. Niby tak blisko do końca ale ta pogoda mocno komplikuje.
-
Odp: Pikuj - raz jeszcze. Taka mocno subiektywna relacja, oby nie przegadana.
Cytat:
Zamieszczone przez
PaweleS
Serdecznie dziękuję za dobre słowa. To było dokładnie 4 lata temu. Wspaniały czas. Może kiedyś uda się pojechać w kierunku Borżawy i dalej. Teraz zaś realizuję kolejne małe marzenie. Trasa R10 rowerem ze Świnoujścia w kierunku Helu. Oby się udało. Niby tak blisko do końca ale ta pogoda mocno komplikuje.
Trzymam kciuki za wyprawę rowerową, oby udało się ukończyć ! Borżawa też brzmi ciekawie :) Mam nadzieję, że uda się Tobie porobić przy okazji trochę zdjęć ;) Powodzenia i dobrego czasu !