Ot, tak z ciekawości pytam :wink: Może jakieś oryginalne przepisy do zrealizowania w menażce i polowej kuchence przy namiocie, tudzież na ognisku? :grin:
Wersja do druku
Ot, tak z ciekawości pytam :wink: Może jakieś oryginalne przepisy do zrealizowania w menażce i polowej kuchence przy namiocie, tudzież na ognisku? :grin:
Myślałem, że trochę poczytałeś to forum. Cóż....... pomyliłem się. Poznaj moje dobre serce: http://forum.bieszczady.info.pl/show...light=jedzenie
Witam.
Z moich oryginalnych przepisów:
a) główka kapusty i marchewka z czyjegoś ogródka (możliwe są inne kombinacje w zależności od dostępności surowca). Jeśli na polu namiotowym udało się jeszcze załatwić kostkę rosołową, to niebo w gębie. Stosowałem w młodości, gdy w górach dopadały mnie niespodziewane trudności finansowe. Obecnie nie odwiedzam cudzych warzywniaków ;)
b) kisiel z makaronem. Skutecznie zapycha na kilka godzin.
Pozdrawiam.
Co jem w górach? Jedzenie :grin:
Bardzo dużo piję. Picie trzy części: najpierw woda mineralna (gazowana, bo taką lubię), potem napój izotoniczny przeważnie isostar lub power-coś tam, a na koniec soki. Po zejściu któryś z energetyzujących napitków. Od tych ostatnich odzwyczajam się. Jestem na zwykłym odwyku. Z wszystkimi tego konsekwencjami.
Zawsze zjadam bogate w węglowodany i białko śniadanie. Potem w trasie jem owoce. Albo świeże albo suszone plus czasami słodycze. Mam też zapas żelazny składający się z: sucharów bieszczadzkich, suszonych owoców, marsa, cukierków z kawą i power coś tam.
A ja dziś na BBC,w programie o Szwecji,widziałam jak zrobić super kuchenkę z drewnianego klocka(ponoć jest to fiński patent z czasów IIwojny).Dłuuugo się pali,naczynko stoi stabilnie.Jeśli kogoś to zainteresuje,zamieszczę opis!
Hy
Witam
Może nie w Bieszczadach ale wzdłuż Białorusi, całkiem ciekawe menu musiałem wprowadzić.
Jaja z żołądkiem były i trza było jechać na chlebie i wodzie :P
Co ciekawe, głodu nie czułem, lekko na ciele i ogólnie polecam dietkę.
Bdb sprawdza się musli pakowane jak mąka w kilowych torbach.
Makaron z serem to już full wypas, ale całkiem nieźle smakuje jajecznica.
Najłatwiej byłoby to narysować,ale spróbuję dać instrukcję(czytelniejszą od niektórych dołączonych do sprowadzanych produktów).
Klocek(o średnicy najlepiej naczynka),wysokości np.70cm rozczepiamy z jednej strony.W oryginale było to przepiłowane na cztery strony i rozwarte wbitym klinem(no bez siekierki tego raczej nie zrobi).Wkopujemy w ziemię(śnieg),powiedzmy 20cm,żeby sobie stało stabilnie.W uzyskane szczeliny upychamy suche liście,mech,cienkie gałązki i podpalamy.Taki klocek wypala się idealnie od środka i dość wolno.Nie wiem czy wszystko jasne.Dopiszę więc, parodiując komendę wojskową przy sadzenie drzewek"zielonym do góry"-czyli tym rozszczepionym,naturalnie.Radzę wypróbować to wcześniej gdzieś w swoim przydomowym ogrodzie,żeby nabrać wprawy.NIE PALIĆ W LESIE!!
Z tego co widziałam(stało to na polance w śniegu)nadzór nawet nie był konieczny.Jak równo upiłowany klocek,to pali się też równo i raczej "wgłąb" a górny "blacik"trwa do końca.
Uważam jednak,ze każdy ogień powinien być nadzorowany i jego resztki skrupulatnie potem usunięte.
Znam ten wynalazek, :) a właściwie jego odmianę - do środka można włożyć 2-3 pastylki paliwa turystycznego. Wtedy jest większy power.
A ugotować można błyskawiczne płatki ryżowe(na gęsto),dorzucić puszkę tuńczyka i jakieś warzywny dodatek(papryka,ogórek-co tam się chce komu dźwigać na pleckach),najmilej widziana cebulka .
Jadam czasem zupe z pokrzyw , mlode pedu tatartku smazone na maselku z cukrem , wiosna gulasz z sitowia lesnego i skrzypu olbrzymiego, dlugo by wymiecia innosc a czemu pytasz ??Generalnie w lesie duzo zarcia rosnie badz biega i pelza by nie byc glodnym, jescze nikt kto wedrowal ze mna nie byl glodny i nie jadl zle i najawzniejsze nie pytal co to jest tylka wtrzachal, sekretow nie zdradzam bo nie wypada mowic o tym co sie zdobywal ciezko praca dowswiadczalna :-)
Jeśli tylko jest taka możliwość to piekę sobie kiełbaskę nad ogniskiem, a potem ziemniaczki w popiele. Konserwy tylko w ostateczności.
Wuka trza jeszcze dodac ze klocuszek wiazemy lanianm powrozem do plecaka i chodzimy z nim caly dzien tak by na wieczore nabrac apetytu na gotwanie.........
No,skoro w lesie jest tyle rosnącego,pełzającego i skaczącego żarcia to chyba i z klockiem nie trzeba chodzić do lasu?
Jeszcze jeśli chodzi o polankowo-leśne jedzenie w ubiegłym roku po BA spotkałem znajomych którzy nazbierawszy od cholery kani nasmażyli i z braku patelni po prostu zrobili ją z puszek po piwie a ja dostarczyłem olej ,Jakaż to była uczta dzięki niej poznałem zacne towarzystwo w postaci Gabrysia i reszty (nie sposób wymienić wszystkich )
Póżniej 1 stycznia Gabryś będąc w Bieszczadach w silnym zespole też zrobił jedzonko które do dzisiaj wspominam i po którym poleżliśmy sobie na Chryszczatą
a tak naprawdę trochę inwencji i jedzonko można zrobić jeszcze teraz tyle tego rośnie np mięta na herbatę itd