http://wiadomosci.onet.pl/1918041,11,item.html
Wersja do druku
Troszkę więcej info http://gopr.bieszczady.pl/index.php?...lnosci&view=60
świeczki i zapałki.... apeluję do wszystkich to nic nie waży. Ogień ratuje życie....:(
Tak myślałam,że ten człowiek był "pod wpływem", ale nie chciałam spekulować o zmarłym. Na naszej klasie są wpisy z niedzieli : "sto lat" , a z wtorku już kondolencje. Obchodził na Otrycie swoje urodziny, niestety ostatnie. Żal tego młodego chlopaka, ale glupota ludzka kolejny raz daje znać o sobie w górach... [ * ]
http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/...STOK/753867106
Niestety... Góry choć przez nas kochane, bywają wobec nas okrutne.
Nie chcę aby to zostało potraktowane jak zarzut do kogokolwiek. Pytam czysto informacyjnie - czy szlaku do Chaty nie można troszkę lepiej oznakować? Oznaczenia są dość rzadkie i słabo czasem widoczne w gęstym lesie, co mniej zaawansowanych turystów może narazić na zagubienie. Tak było przynajmniej w sierpniu ubiegłego roku. Wchodziłem od Dwernika, schodziłem do Lutowisk i muszę przyznać, że nie mam pewności czy utrzymałbym się na szlaku po zmroku nie znając drogi.
Jeszcze gorzej jest ze ścieżką Dwernik-Otryt-Chmiel. Usiłowaliśmy w grupie przewodników pod "wodzą" pracownika BdPN kilka lat temu ją przejść. Znaleźliśmy tylko kilka znaczków i tablicę, w lesie już zgubliśmy oznakowania. Z perspektywy lat wiem, że z korzyścią dla nas-trafiliśmy na świeżutkie ślady wilczej uczty. W grupie było kilkunastu przewodników, osób wyspecjalizowanych w poruszaniu się szlakowym. Turyści nie mieliby szans nią przejść. Musisz skontaktować się w tej sprawie z PTTK Ustrzyki Dolne. Otryt jest pod ich "pieczą". Nie wiem jak jest w tym oddziale (fajnie działają, nigdy mnie nie zaprosili na żadną swoją imprezę, nie informowali o niczym, jesienią dostałam informację, że jeżeli nie zapłacę zaległych składek to skreślą mnie z listy członków, małe ale sama wystąpiłam z tej organizacji coś z dwa lata temu) ale w innych własnie teraz przygotowują plan poprawiania oznakowań.
To pierwsze, co przyszło mi na myśl, powiem szczerze, choć nie chciałbym nikogo oskarżać.
Na jakiej podstawie szef ratowników to stwierdził? Mówił w tym wywiadzie?
I jeśli tak faktycznie było, że przyczyną był alkohol, to zastanawia mnie to z linku od Tarniny:
Jeżeli ktoś z nim rozmawiał i wiedział, że wybiera się gdzieś w "plener", to dlaczego nikt z nim nie poszedł lub nie zatrzymał?Cytat:
Opiekun schoroniska rozmawiał z nim przed jego zaginięciem. Mówił, że chce sfotografować San. A przy okazji zrobić zakupy w miejscowości Dwernik dla siebie i kolegów - opowiada Michał Aleksandrowicz ze stowarzyszenia "Klub Otrycki”, opiekującego się "Chatą Socjologa”. - Nie wiem, jak mógł wybrać się sam - zastanawia się.
Jak zatrzymał???
na siłę???
A jeśli szedł robić zdjęcia to każda dodatkowa osoba przeszkadza jak kłapie dziobem
Droga Orsini,
Jeśli faktycznie tak było, podkreślam, jeśli faktycznie był pod wpływem alkoholu, a nie inne czynniki spowodowały to, co się stało, to nawet gdyby powiedział, że idzie się pomodlić powinien być zatrzymany, a aspekty fotografowania nie mają tu nic do rzeczy.
Czy Ty nie zrobiłabyś wszystkiego (czyt. nawet użyła siły), by kolegę zatrzymać w takiej sytuacji?
Myślę, że się napił (jeśli) na dole, więc jaki jest sens zatrzymywania na górze trzeźwej osoby?
Po urodzinach trzeźwy? Artykuł wyraźnie mówi, że w niedzielę obchodził urodziny...ale może nie powinniśmy roztrząsać teraz przyczyn, nie znając szczegółów...
No pijanego by chyba nikt nie wypuścił mam nadzieję
Poznanie przyczyn każdego wypadku służy innym, przestrzegając przed popełnianiem takich samych błędów, może nawet innym ratuje życie.
Jak poznam przyczyny, to się ta wiedzą podzielę. Na razie ich nie znam, więc na ten temat milczę. Tryb przypuszczajacy w tym temacie uważam za niestosowany.
Niestosowny? Myślę, że nie. Może niepotrzebny, nie prowadzący do konkretnych wniosków, bo oparty na domniemaniach.
A spekulacjom się nie dziw, każdy wypadek rodzi pytania o przyczyny.
A te poznamy po zakończeniu śledztwa.
Pozdrawiam:)
My tam byliśmy 2 dni przed ostatnim Sylwestrem. Planując trasę (wejście do Chatki Socjologa, zejście do Lutowisk) rozważałem wariant podejścia szlakiem z Dwernika albo ścieżką z Chmiela. Zwyciężył Chmiel, bo chciałem znajomym pokazać cerkiew. Niestety, ścieżka powinna być znakowana już od miejscowości, tymczasem poza tablicą przy sklepie nic nie znaleźliśmy. Pierwszy znak pokazali nam dopiero miejscowi przy wejściu do lasu. Dalej znaleźliśmy kolejne 2 znaki i koniec. Do Chatki dotarliśmy, ale mieliśmy mapy, GPS i duuuży zapas czasu przed zmrokiem. Gdyby ktoś tam szedł o późniejszej godzinie - mogłoby już nie być tak wesoło.
Może uogólniam, ale mam wrażenie, że marne oznakowanie to domena wielu ścieżek robionych przez leśników. Moim zdaniem każdy powinien robić to, na czym się zna najlepiej - leśnicy - zajmować się lasem, a znakarze szlaków/przewodnicy/PTTK-owcy itp. - wytyczaniem i znakowaniem szlaków i ścieżek. Wtedy wszystko ma ręce i nogi...
Przepraszam, jeśli zbytnio odbiegłem od tematu.
Ścieżka z Dwernika wydeptana jest, więc zabłądzić trudno byłoby... załamania pogody też nie było... nic bliższego na temat nikt nie powiedział, może nie chce powiedzieć? Więc nie dziw się Igor'ku że domniemania ludzie snują.. Można pogdybać, a niektóre myśli (przypuszczenia) same cisną się do głowy... Ale pewne jest jedno: nonszalancja, a może bardziej dosłownie - ludzka głupota - przegrywa z górami... zawsze...
pozdrawiam
Czytam Wasze wypowiedzi i widzę autentyczne przerażenie i zatroskanie. Uważam, że rację mają zarówno ci, których nieco żenują przypuszczenia dot. przyczyn śmierci ("ciszej nad tą trumną"), jak i ci, którzy w dobrej wierze i ku przestrodze snują swoje domysły.
Nikt z nas natomiast nie kwestionuje jednego: szkoda tego młodego i wartościowego życia. :-(
A ja osobiście to wierzę w fatum, przeznaczenie ("tak być musiało").
Jakieś 4 lata temu w Warszawie na Siekierkach utopiło się trzech 18-latków, "testujących" w nocy nową toyotę, powierzoną nieopatrznie jednemu z nich przez dobrego tatusia. Na pustej o tej porze szosie rozpędzili wóz do maksymalnej prędkości, nie wyrobili się na zakręcie i wpadli do przywiślanego kanału. Byli trzeźwi. Sprawa była przez parę dni głośna w lokalnych mediach, a i ogólnopolskie o niej napomknęły.
Dlaczego ja o tym w ogóle piszę, i to w kontekście "fatum" ?
Ano dlatego, że jednym z tych chłopaków był syn (jedynak !) mojego naprawdę dobrego kolegi. Śmierć przyszła po niego do domu. Ok. godz. 23-ciej, gdy chłopak już się szykował do spania, zapukali koledzy i wyciągnęli go na ową "przejażdżkę".
A poza tym - w samochodzie było ich czterech, nie trzech. Jednemu nic się nie stało, zdążył jakoś wyskoczyć, gdy samochód koziołkował do wody. I nie bardzo potrafił potem wytłumaczyć, jak mu się to udało (a żadnym przeszkolonym komandosem przecież nie był).
Składam wyrazy współczucia wszystkim, których kochali tego młodego człowieka. Jego rodzinie i przyjaciołom, kolegom z Chaty i Otrytu, wszystkim, których ta śmierć dotknęła. A z jakiego powodu? Czy to jest teraz istotne? I tak nikt o tych powodach nie będzie pamiętał, a tym bardziej nie wyciągnie wniosków - bo i z czego?
I następna przykra informacja. Bodzio Sikorka odszedł na niebianskie połoniny.
Którejś wiosny Bodzio podarował mi...płatek z kwiatu dzikiej śliwy (pełno ich wtedy fruwało w powietrzu ,jakby padał śnieg).Mam go w wisiorku między szklanymi szybkami...Nie mogę sobie wyobrazić,że już GO nie spotkam!
To był wesoły,fajny gość [*]
Który powtarzał "zawsze lepiej jest się witać niż żegnać"!
Według jeszcze niepotwierdzonych informacji pogrzeb ma się odbyć w sobotę o godzinie 14:00 na cmentarzu w Cisnej.
Jak będę miał więcej wiedzy to dam znać.
Pozdrawiam smutno dzisiaj...
Wieczny odpoczynek racz mu dac Panie...
chyba mnie nie lubiał... wydawało mi się że mój widok go drażnił, ale zdradził mi kiedyś tajemnicę gdzie czasami można znaleźć papier toaletowy w siekierezadzie.
ps. przepraszam za ... musieliśmy to zrobić.
dowidzenia
http://www.kwinto.com/galeria6.htm a tak wyglądało nasze spotkanie z Bogdanem!
A mnie chyba tak. I choć nigdy się nie żegnał, to gdy widzieliśmy się ostatnio, podał mi rękę na pożegnanie... Przykro wiedzieć, że już nie będzie dane podziwiać jego kozika, którym czarował w drewnie. Jedyna rzecz z którą się nie rozstawał... Myślę, że nie zapomnicie wyposażyć Bogusia w onego na jego wędrówkę po Tamtych połoninach. Wszak w miejscu nie usiedzi. A jeśli kiedyś spadnie na nas deszcz dusiołów, będę wiedział czyja to sprawka...
głowę chylę...
w Cisnej pogrzeb..... Potockowa "aleja gwiazd" się realizuje....
dusioły, drewniane biesy
z wiórów omiatane długą brodą
gdy tylko malutki kozik
obdarzyć raczył je swobodą
kozik ostry jak spojrzenie
spod brwi strojonych szronem
które mówiło co z kawałka drewna
wyczarować mają trzymające go dłonie
dłonie, co w kapelusz czarny
przyozdabiały biała głowę
która rękę podawała na powitanie
a na rozstanie raczyła dobrym słowem
dusioły, drewniane biesy
wierzę że i do waszego środka
wcisnął dobrych słów kilka
wasz twórca... Boguś Sikorka
wędrówki wiecznej Tobie...
jak byłam pierwszy raz w Bieszczadach to miałam okazję go poznać.. dosiadł się do mnie i moich znajomych w siekierezadzie... opowiadał jak to się wychowywał w Biedrusku pod Poznaniem... i jeszcze kilka historii ze swojego życia..
tylko że ja wtedy nie wiedziałam że Bogdan to Bogdan...
niech odpoczywa w pokoju...
(')
świecunia mu...
(*)
..taaaaaa... "a kto umarł , ten nieżyje..."
występują: Bogdan S. , Henryk M. , Młody
Miejsce: UJ-ot , placówka typu azyl dla paczki ludzi z Polski z czasem status uległ zmianie na : Melina 1 klasy
-Młody, a wiesz że Sikorka wypije tyle ile waży....
-Młody, Nie wchodź do szafy bo tam mieszka zła Pani...
Myślę sobie Danielowa, ta co tutaj straszy, więc idę, bo zawsze chciałem ją spotkać... no i otwieram... a tam dwa słoiki z kiepami i trzy skrzynki "dinxu" ...już puste ...trzesnąłem futryną aż tynk odpadł... naprawdę mieszka tam "zła Pani"...
- a nie mówiłem młody? ...do piwnicy też nie właź bo zła Pani poskładała tam sobie zabawki...
zmuszony zejściem pod ziemię w celu uzyskania drewna do pieca natknąłem się na poćwiartowane kaloryfery i druty świeżo opalane... dwa dni później kolejne zakupy w miejscowym sklepie przyniosły kolejną skrzynkę "złej Pani" i dwa worki kaszy jaglanej... wystarczyło na kolejny tydzień , UJot pozbył się przez "zużycie" senne jednej kanapy, pary drzwi i zapachu na zawsze... tak.. kolejna tragedia.... następny azyl zmykających w góry przestał istnieć dzięki subtelnym działaniom legendy.... ech jaką ma siłę.....