Chciałbym przeprowadzić się na stałe w Bieszczady, narazie wchodzą w rachubę; Sanok, Lesko, Ustrzyki Dolne, lub okolice tych miast, ale nie koniecznie. Proszę więc o porady,wskazówki, szczególnie ludzi mieszkających w Bieszczadach.
Wersja do druku
Chciałbym przeprowadzić się na stałe w Bieszczady, narazie wchodzą w rachubę; Sanok, Lesko, Ustrzyki Dolne, lub okolice tych miast, ale nie koniecznie. Proszę więc o porady,wskazówki, szczególnie ludzi mieszkających w Bieszczadach.
Abyśmy mogli udzielić Ci jakiejś konkretnej porady, musiałbyś coś więcej o sobie napisać. A więc: wiek, zawód, stan rodzinny, w jakiej formie chciałbyś rozwiązać problem mieszkania, etc.
Jeżeli nick, który przybrałeś jest odzwierciedleniem postawy życiowej lub sie z nim identyfikujesz to powinieneś znaleść swoje miejsce na tym Łez Padole.
Jeżeli jesteś z większego miasta jak Lisko czy Ustrzyki Dolne, to musisz się liczyć z tym, iż czas w takich miejscach toczy się trochę innym rytmem, znacznie wolniej w porównaniu z tym do czego przywykłeś.
Jeżeli jesteś samotnym "wedrowcem" to nie ma sprawy, ale jeżeli masz rodzinę to powinieneś to bardzo szczególowo rozpatrzyć, mając ich na uwadze.
A to co najważniejsze to czy masz " sposób na życie " w tym nowym miejscu i środowisku??
To sa pytania na, które musisz znaleźć odpowiedź zanim tam pojedziesz, a na które ja jeszcze nie znalazłem przekonywującej mnie odpowiedzi i dlatego wciąż mieszkam 500 km od tych GÓR.
pozdroowka
marekm
Zastanawiam się nad przeprowadzką na stałe w Bieszczady. Nie chcę dłużej pracować na czyjeś konto, chciałabym mieć właśny biznes. nie dojeżdżać codziennie 2 godziny do pracy i nie przejmować się kaprysami klientów. Być sobie sterem, żeglarzem, okrętem
Tyle o motywacji..
Zgrzyt polega na tym, że komu o tym nie wspomnę puka się w głowę. Mieszkam teraz w dużym mieście i tutaj dobrowolny wyjazd w głuszę równa się wygnaniu. Pochodzę z małego miasta, przywykłam do surowych warunków życia, jednak sama się zastanawiam czy mój pomysł jest dobry. Planowałam po przeprowadzce żyć z turystyki. Zawodowo zajmuję się marketingiem więc przynajmniej z reklamą bym sobie poradziła :-P
Obawiam się tego, że:
- nie będzie się dało z turystyki utrzymać - nie mam w tym zakresie doświadczenia. Zdaje się że nie jest trudno zarządzać małym pensjonatem, ale czy da się z tego żyć?
- zniechęcimy się (ja i mąż) biurokracją przy tworzeniu własnego biznesu
- mam też obawę jak "mieszczuchy" są w takim miejscu jak Bieszczady przyjmowane. Wielokrotnie słyszałam o niszczeniu mienia przyjezdnym na Mazurach. W turystycznych miejscach wiele się mówi o tzw. warszawce czyli wielkomiejskich chamach.
Czy ktoś z forumowiczów miał podobne dylematy, albo może zna podobne jak mój przypadki? Chętnie zapoznałabym się z Waszymi doświadczeniami.
Jak masz pieniądze i uważasz, że to jest to co chciałabyś w życiu robić to się nawet nie zastanawiaj.
Założysz agroturystykę to jeszcze się na KRUS załapiesz, a nie zanosi się na to, żeby ktokolwiek ruszył ten chory system :evil:
Dobry pomysł. Najważniejsze to wierzyć w to co chce się robić. Ja przyjechałem ze Szczecina w 1990r i to był strzał w 10. Na początku nie było łatwo (teraz też czasem nie) ale zrobiłbym to jeszcze raz i jeszcze raz. Moi przyjaciele też tak zrobili spzredali mieszkanie w W-wie i prowadzą agroturystykę. Żyją i nie myślą o powrocie a to dobry znak. Niedługo na świat przyjdzie ich dziecko...już stąd. A ludzie są dobrzy, wszak niemal każdy kiedyś tu przyjechał i zaczynał od początku. Prędzej pomogą niż będą szkodzić.
Super pomysł, tylko weźcie pod uwagę to,że sezon zimowy jest trudny...
tutejsi jezdza po piniondz na saxy za granice i po wielkich miastach ,miastowi jezdza by siem zem siem utrzymywac i zyc tutaj, siem zem siem mi pomieszalo w glowie w jaroslawiu naprostuja siem zem mniem
taaaak.. wiekszosc mieszczuchow zawsze chce uciekac w gory i "glusze".. a jak juz uciekna i osiada na tej "cichej wsi" to chca miec wszystko to co mieli w miescie- rowny asfalt, chodniczki, markety w zasiegu reki , eleganckie knajpy, wanne z babelkami i bilbordy wokolo.. po co ten cyrk?
znam takich co wyjechali naprawde szukac gluszy , innosci i pionierskiego zycia.. ale to sa jednostki..
Ja nie miałam nic z tych rzeczy a przeżyłam 16 lat,pewnie dlatego,że nie były mi niezbędne!
Rzucanie wszystkiego i wyjazd w nieznane nie jest chyba dobrym pomysłem, tym bardziej jeśli nie ma się dotychczas doświadczenia w tym co chce się robić.
Może na początek spróbować np. na rok nie zamykając sobie drogi odwrotu, np. nie sprzedając mieszkanie w mieście.
A to np. wydzierżawić od kogoś schronisko (nie koniecznie w Bieszczadach) i spróbować przez rok poprowadzić - to da pewne niezbędne doświadczenie a nie zamknie drogi, jeśli się stwierdzi, ze to jednak nie to.
Pozdrowienia
Basia
...Ja bym się nie zastanawiał tylko bił na oślepi w Góry... Exupery mawiał że: "na miare ludzką, w miastach życia już nie ma" i zgadzam się z nim w zupełności.. Mam wielu przyjaciól którzy uciekając z miast, sprzedawali mieszkania i osiedlali się włąśnie tutaj... NIKT z nich nie narzeka i popełnił by ten wyjazd jeszcze raz... Nikówi że jest łątwo na początku, jakby miało być łatwo to by to nie była ów "głusza"... Tajemnica tkwi z nastawieniu, wytrawałości i dobrych pomysłach...
Romantyczne ….
Twój post potwierdza, że są jeszcze ludzie, którzy mają marzenia. Czy mają odwagę je spełnić – a to już inna sprawa.
A tak bardziej konkretnie – to powiem tak.
Jeśli Twoją motywacją jest chęć zamieszkania w Bieszczadach (ze wszystkimi tego konsekwencjami) – to owszem ma to sens, pod warunkiem, że zdajesz sobie sprawę z trudności jakie przyjdzie Ci pokonywać przez najbliższe lata + całkowity brak gwarancji że Ci się uda. (zwracam uwagę na to, bo z Twojego postu trudno wyczytać, jakie masz aktywa „poza brakiem doświadczenia w tym biznesie” J)
Jeżeli jednak jesteś osobą, która zna Bieszczady tylko z turystyki i wydaje Ci się, że fajnie było tu mieszkać na stałe, pracując dla przyjemności w turystyce – bo miałoby się te Bieszczady na co dzień – to daruj sobie. Podstawowy błąd takiego rozumowania tkwi w tym, że wydaje Ci się, że można życie codzienne zamienić w nieustający urlop.
Jeżeli Twoją główną motywacją jest to, o czym wspominasz w swoim poście, a więc niechęć do dwugodzinnego dojazdu do pracy, praca „dla kogoś” ect, - to daruj sobie. Jest tysiąc lepszych sposobów na robienie biznesu, niż agroturystyka/pensjonat w Bieszczadach. To kapryśny biznes, sezonowy i nie przewidywalny. Zawsze może powstać w najbliższym sąsiedztwie lepszy pensjonat, lepsza oferta – i wtedy faktycznie będziesz musiała dojeżdżać do pracy, tyle tylko, że jeszcze dalej i w gorszych warunkach.
A jeżeli jeszcze nie dysponujesz wystarczającą gotówką, i miałabyś sięgać do kredytu i spłacać go przychodami z pensjonatu – to najpierw policz to sobie dobrze (a jak już policzysz – rozejrzyj się za innym pomysłem na życie). Szkoda tracić to, co już osiągnęłaś.
No jest jeszcze wersja całkowitego romantyka, zakochanego w Bieszczadach i rzucającego wszystko. Na tą chorobę nie wynaleziono jeszcze lekarstwa, ale zdarzają się cuda, że ktoś zrywa z dotychczasowym życiem, przenosi się tutaj, jakoś egzystuje i jest szczęśliwy.
Więc, jeżeli wierzysz w cuda …..
PS. Ale… żeby nie było zbyt pesymistycznie ….to są oczywiście luźne dywagacje. Każdą sytuację warto odnieść do konkretnej sprawy, konkretnej lokalizacji i warunków lokalnych. Dopiero wtedy ma sens doradzanie czegokolwiek.
PS2. Dowody na poparcie mojej tezy masz na tym forum. To zbiorowisko ludzi pozytywnie zakręconych na punkcie Bieszczadów, ale jakoś nikt się nie przenosi.:-D
Eee, no jest jednak paru takich co się przeniosło (i jak sami piszą - nie żałują).
Natomiast rzeczywiście trzeba mocno rozważyć wszystkie aktywa jakie się ma.
Brak doświadczenia w biznesie turystycznym jest poważnym brakiem.
Ja osobiście wielokrotnie myślałam o zajęciu się biznesem turystycznym, nie koniecznie w Bieszczadach (mam wieloletnie doświadczenie - jestem przewodnikiem).
Ale właśnie doświadczenia (moje i męża) w tym biznesie, który bywa bardzo "kapryśny" sprawiają że traktuje to wyłącznie jako pracę dodatkową.
Żal mi tez byłoby mojej pracy "podstawowej", którą bardzo lubię i która daje mi podstawowy dochód (przynajmniej wypłatę co miesiąc mam pewną).
Pozdrowienia
Basia
Zgadzam się z Basią... Papierologia i uczenie się najprostszych umiejętności. Trzeba się nauczyć, że po pierwsze roboty jest więcej. Drobiazgi - pranie i sprzątanie po gościach, zaopatrzenie domu w jadło itd. Szanujące się agroturystyki w moich okolicach oferują zawsze jakieś specjalne atrakcje - ludowe jedzonko, konfiturki własnej roboty, spec nalewki, płótno ręcznie tkane, wełny z własnych owiec, mają nawet folusz, jakieś miodowe wynalazki itd, itd. Pojawia się nawet coś w rodzaju specjalizacji - jedna pani z małej wioski sprowadza np super konfiturki aż spod Grójca:D A sama specjalizuje się w malowańcach na szkle, które rozprzedają zaprzyjaźnione gospodarstwa.
Więc to jest jeden z czynników, które trza brać pod uwagę - jak i czym będzie się wabiło klientelę. No bo o standardach sanitarnych itd to nie wspomnę. Mycie w misce poobijanej poszło już do lamusa;P Więc trza te standardy zapewnić, a to są inwestycje.
Wspomniałem o papierologii, bowiem przynajmniej tu, w Sudetach, bez dofinansowań z UE wiele agro by nie ruszyło z miejsca. A UE to biurokracja...
Więc uważam, że liczy się naprawdę głęboko przemyślany plan i sporo różnych umiejętności. O ich istnieniu można się szybko przekonać łapiąc jakąś arendę z PTTK-u lub w prywatnym biznesie. Na początek...
Pozdrawiam,
Derty
idea jest taka, że zaoszczędzimy pieniądze na rozkręcenie biznesu. nie chcę brać kredytu bo się boję tego że nie będzie odwrotu.
szacuję że idealnie byłoby mieć na start ok 0,5 mln. ale pewnie tyle nie będę mieć. Więc będę się starać o dotację z ue. pewnie udałoby się zebrać ok 250 tys. Najpierw kupimy ziemię, a później odłożymy na resztę.
mam dopiero 28 lat więc mam czas na realizację tego zamierzenia. na pewno nie wyprowadzę się jutro :)
myślałam o agroturystyce z prawdziwego zdarzenia - miejscu ekologicznym, z klimatem itd. Przez to droższym za noc. chciałabym kupić ziemię w pobliżu miejsc gdzie można jeździć na nartach, aby zima nie była zupełnie martwym sezonem.
Obecnie nieźle zarabiam, ale nie mam złudzeń że takie same zarobki czekają mnie w pensjonacie. Bardziej zależy mi na mniej stresującym zajęciu. Ceną za obecną pracę jest ciągłe napięcie. Prowadzenie pensjonatu to na pewno nie bułka z masłem, ale jest raczej mniej stresujące niż praca w agencji reklamowej.
Mam nawet jakiś pomysły na rozwój - wątek o regionalnym jedzeniu natchnął mnie do założenia lokalu rekonstruującego dawne kuchnie. na to też można dostać dotacje :)
Proponuję żebyś przyjechała na jakiś czas w te okolice gdzie zamierzasz rozpocząć swój biznes i zobaczyła jako to wygląda "od kuchni".
Ja co najmniej kilka razy do roku przemierzam różne pensjonaty i gospodarstwa agroturystyczne nie nie widzę żeby ktoś rezygnował, przeciwnie pojawia się takich miejsc coraz więcej i są to "przyjezdni" np Gęsi Zakręt czy Przystanek Cisna.
Za nim zgodzisz się z optymistami posłuchaj słów pesymisty:
Jeśli chcecie w Bieszczady to polecam tylko okolice większych miejscowości powiatowych (Lesko, Ustrzyki D., Sanok)... Dlaczego? blisko do szpitala w razie w. (np. karetka z Cisnej do Leska jedzie godzinę i tyle samo wraca z powrotem i jest tylko jedna!), blisko do lekarzy specjalistów (w tym pediatrów, stomatologów i ginekologów...), blisko do urzędów (a trzeba tam często),...
Poza tym infrastruktura energetyczna, wodociągowa i drogowa w Bieszczadach nie istnieje, bądź jest słaba. Tzn. macie marzenie zamieszkać w Radziejowej bo jest ładny widok - sami sobie musicie doprowadzić wodę (budowa studni), skombinować oczyszczalnię, wyczarować prąd. Tylko kolektory słoneczne są w jakiś tam sposób skuteczne w Bieszczadach (ale tym się da tylko nagrzać wodę). Z wiatraków nie dacie rade wykrzesać za dużo prądu... jeśli nie uda wam się zrobić przyłącza do sieci energetycznej to zostaje agregator.
Odśnieżanie... to długa historia i tu jest nieśmiertelna anegdota na ten temat:
Pamiętnik zauroczonego
Cytat:
12 sierpnia.
Przeprowadziliśmy się do naszego nowego domu, Boże jak tu pęknie. Drzewa wokół wyglądają tak majestatycznie. Wprost nie mogę się doczekać, kiedy pokryją się śniegiem.
14 października
Bieszczady są najpiękniejszym miejscem na ziemi! Wszystkie liście zmieniły kolory - tonacje pomarańczowe i czerwone. Pojechałem na przejażdżkę po okolicy i zobaczyłem kilka jeleni. Jakie wspaniale! Jestem pewien, że to najpiękniejsze zwierzęta na ziemi. Tutaj jest jak w raju. Boże, jak mi się tu podoba.
11 listopada.
Wkrótce zaczyna się sezon polowań. Nie mogę sobie wyobrazić, jak ktoś może chcieć zabić cos tak wspaniałego, jak jeleń. Mam nadzieje, że wreszcie zacznie padać śnieg.
2 grudnia
Ostatniej nocy wreszcie spadł śnieg. Obudziłem się i wszystko było przykryte białą kołdrą. Widok jak pocztówki bożonarodzeniowej. Wyszliśmy na zewnątrz, odgarnęliśmy śnieg ze schodów i odśnieżyliśmy drogę dojazdowa. Zrobiliśmy sobie świetna bitwę śnieżną (wygrałem) a potem przyjechał pług śnieżny i znowu musieliśmy odśnieżyć drogę dojazdowa. Kocham Bieszczady.
12 grudnia.
Zeszłej nocy znowu spadł śnieg. Pług śnieżny znowu powtórzył dowcip z droga dojazdowa. Po prostu kocham to miejsce.
19 grudnia
Kolejny śnieg spadł zeszłej nocy. Ze względu na nieprzejezdna drogę dojazdowa nie dojechałem do pracy. Jestem kompletnie wykończony odśnieżaniem. Pieprzony pług śnieżny.
22 grudnia
Zeszłej nocy napadało jeszcze więcej tych białych gówien. Cale dłonie mam w pęcherzach od łopaty. Jestem przekonany, ze pług śnieżny czeka tuż za rogiem, dopóki nie odśnieżę drogi dojazdowej. Skurwysyn!
25 grudnia
Wesołych Pierdolonych Świat! Jeszcze więcej gównianego śniegu. Jak kiedyś wpadnie mi w ręce ten skurwysyn od pługu śnieżnego...przysięgam - zabije. Nie rozumiem, dlaczego nie posypia drogi solą, żeby rozpuściła to cholerstwo.
27 grudnia
Znowu to białe gówno napadało w nocy. Przez trzy dni nie wytknąłem nosa, z wyjątkiem odśnieżania drogi dojazdowej za każdym razem, kiedy przejechał pług. Nigdzie nie mogę dojechać. Samochód jest pogrzebany pod górą białego gówna. Meteorolog znowu zapowiadał dwadzieścia piec centymetrów tej nocy. Możecie sobie wyobrazić, ile to oznacza łopat pełnych śniegu?
28 grudnia
Meteorolog się mylił! Tym razem napadało osiemdziesiąt piec centymetrów tego białego cholerstwa. Teraz to nie odtają nawet do lata. Pług śnieżny ugrzązł w zaspie a ten łajdak przyszedł pożyczyć ode mnie łopatę! Powiedziałem mu, ze sześć już połamałem kiedy odgarniałem to gówno z mojej drogi dojazdowej, a potem ostatnią rozwaliłem o jego zakuty łeb.
4 stycznia
Wreszcie wydostałem się z domu. Pojechałem do sklepu kupić cos do jedzenia i kiedy wracałem, pod samochód wpadł mi cholerny jeleń i całkiem go rozwalił. Narobił szkód na trzy tysiące. Powinni powystrzelać te pieprzone zwierzaki. Ze tez myśliwi nie rozwalili wszystkich w sezonie!
3 maja
Zawiozłem samochód do warsztatu w mieście. Nie uwierzycie, jak zardzewiał od tej pieprzonej soli, którą posypują drogi.
18 maja
Przeprowadziłem się z powrotem nad morze. Nie mogę sobie wyobrazić, jak ktoś kto ma odrobinę zdrowego rozsądku, może mieszkać na jakimś zadupiu w Bieszczadach.
"Pamiętnik zauroczonego" normalnie nie mogłem się powstrzymać od śmiechu, przepraszam za to. czytając to z dystansu to jest świetne studjum człowieka:pp normalnie jeszcze raz to przeczytam, jest to "zaskakujące"
No, krąży ten pamiętnik, krąży http://forum.bieszczady.info.pl/show...t=1852&page=29 post 288 i chyba też już wcześniej też był ;)
[quote=fiona;90782]Zastanawiam się nad przeprowadzką na stałe w Bieszczady. Nie chcę dłużej pracować na czyjeś konto, chciałabym mieć właśny biznes. nie dojeżdżać codziennie 2 godziny do pracy i nie przejmować się kaprysami klientów. Być sobie sterem, żeglarzem, okrętem
Podpisuję się pod powyższym. W związku z brakiem gotówki zastanawiam się nad wzięciem kogoś równie nienormalnego jak ja na wspólnika. :idea:
Jak to znajomo brzmi!
Sama przed kilku laty miałam agencję reklamową, dzisiaj prowadzę agroturystykę w Bieszczadach.
Kilka uwag myślę istotnych.
1. 250 tysięcy nie wystarczy. Ziemia w Bieszczadach jest straszliwie droga! A ta położona w pobliżu wyciągów i atrakcji - jeszcze droższa.
2. Budowa domu z przeznaczeniem na przyjmowanie gości to kolejne wielkie pieniądze. Koszt takiego domu jest dużo wyższy od "normalnego" bo choćby trzeba zrobić więcej łazienek. Łazienka w każdym pokoju to wymóg podstawowy - o to pytają przede wszystkim potencjalni goście.
3. budowa to nie wszystko - należy dom wyposażyć: łóżka, pościele, zastawa stołowa, inne niezbędne meble itd. To niestety kolejne poważne koszty.
4. trzeba mieć sprawny samochód.
5. koszty życia w Bieszczadach są zaskakująco wysokie.
6. poruszany powyżej już dostęp do usług medycznych - ja do dentysty mam ponad sto kilometrów. Chodzi oczywiście o dobrego dentystę.
7. Aby takie miejsce miało powodzenie (czytaj obłożenie poza miesiącami letnimi) trzeba mieć na nie pomysł. Nie wystarczy się reklamować - trzeba wiedzieć do jakiej grupy turystów chcesz trafić.
8. Odpowiedz sobie na pytanie czy jesteś w stanie pracować na okrągło, bez wolnych sobót, niedziel i świąt - nieograniczoną ilość godzin dziennie. Goście przyjeżdżają o różnych porach - często późną nocą. Trzeba na nich czekać, przywitać, za Tobą cały dzień pracy i przed Tobą następny.
Na razie tyle. Sama przez to przechodziłam niedawno. Przeniesienie się z dużego miasta w Bieszczady dla nas było najlepszą z możliwych życiową decyzją. Jesteśmy tu szczęśliwi. Nie mieliśmy chwil zwątpienia.
Znam wiele osób, które tak jak Ty myślą o takiej życiowej zmianie. Obserwując ich widzę, że udaje się to tylko tym, którzy nie wątpią. Mają granitową pewność, że tego chcą. Pozdrawiam!
Ciekwostka, ze "pamietnik zauroczonego" poznalam najpierw w wersji anglojezycznej: zeszlej zimy przyslali mi go znajomi z Ottawy. Nie watpie, ze pasuje rowniez do zimy w Bieszczadach.
Swoja droga nie dziwie sie, ze masz takie marzenia, tez mi to chodzilo po glowie, ale jakos nie odwazylam sie. Jesli sie zdecydujesz, bede trzymac kciuki.
Pozdrawiam
Przeprowadziłam się z miasta na odludzie, tyle, że w mazurskie lasy. To nie jest tak hop siup zrobić agroturystykę z paroma zlotymi. Fakt, dużo tego i wciąż przybywa, dlatego trzeba się czymś wyróżnić. Za pomocą agroturystyki rząd kiedyś chcial uzdrowić kraj, bezrobocie. I taki mit nadal trwa... Masz kasę, mnóstwo jej to idz, kupuj budę, remontuj zgodnie z wymogami unijnymi. Inaczej się dziś nie da, bo prędzej czy później wysiądziesz, a nawet prędzej, niż Ci się wydaje. Albo buduj od podstaw. Ale to już zupełnie inna bajka. Wiesz, zima, odcięcie od świata, od sklepów, lekarza, karetki itp...tego wszystkiego w mieście nie jestes w stanie sobie wyobrazic. Być w tym dniami, tygodniami to zupełnie coś innego niż tylko w wyobrażeniach. Tez jestem zakreconym wariatem, ale dziś czasem trzasnęłabym ten mój wymarzony las w pysk i poszła w pis... du do miasta. Co dzien, każdej minuty, godziny patrzysz na las, na nic więcej. Zyczę trafnych decyzji, bo niektore sa nieodwracalne.
...podobno "wolność nie jest dla wszystkich" ...taka sama
..i owszem...
...gwoli przypomnienia... ale gdzieś go tu już wklejałem kiedyś.. i też pierwsza odpowiedziałaś :-)Cytat:
...Ci zaś nieliczni,
którzy odważą sie ruszyć na górską wspinaczkę,
skazują się na drogę, jak ludzkie marzenia,
choć może nie dojdą do szczytu,
to nikt i nigdy
nie odbiera im upojonej radości tego wędrowania,
gdzie każdy krok może byc triumfem i walką o życie
i gdzie wobec potęgi gór
prościej odkrywa się siebie,
a przynajmniej także większość granic i lęków
to tylko ułamek naszego umysłu,
poza którą zaczyna się
wolność.
Ale nie mów o tym ludziom...
wolność jest dla nielicznych...
a odnosnie przeprowadzki z wielkiego miasta w bieszczady- czy od razu trzeba wszytsko rzucac, palic za soba mosty i nastawiac tylko na turystyke ze przyjda turysci i dadza mi kase albo zdechne z glodu?
czy nie lepiej by na poczatek sprobowac, z mozliwoscia odwrotu.. wynajac sobie jakis pokoik gdzies tam, w podbieszczadzkim miasteczku czy wiosce, zatrudnic na jakiekolwiek stanowisko i posiedziec tam z rok.. i zobaczyc czy cie to kreci, czy ci nie brakuje miasta i poprzedniego zycia...
a po okresie probnym dokonac wyboru naprawde...
Buba ma rację.
Kompromis.
Spróbować, zobaczyć, jeżeli się dojdzie do wniosku że to nie to, wrócić.
Kwestia ambicji to już prywatna sprawa.
Tak sobie teraz myślę, że wszyscy ci, co marzą o wyniesieniu się na wieś, a w mieście się urodzili i w życiu na wsi nie mieszkali, to raczej nie wiedzą, co mówią. Ja sama patrzę na góry z pozycji turysty, ale przenieść się tam, mieszkać, być częścią tej specyficznej społeczności.. Nie wiem, czy bym podołała. Każdy chyba miał takie marzenia, ach, zamieszkać na wsi, cały czas z naturą, jak by było fajnie, ale tak naprawdę, to trzeba umiec.
trzykropkiinicwiecej, fakt, wolność inna dla każdego...
Ładnie się mówi. Wynając mieszkanie na rok gdzies tam w górskim choćby miasteczku i zobaczyć. Zmieniać dokumenty, przerejestrowywac wszystko. Ja to wszystko przeszłam. Myslisz, że w jakiejś zabitej podgórskiej mieścinie dostaniesz pracę? Nie łódź się, nie znajdziesz. No chyba, że wójt jest szwagrem.:mrgreen: Powiem Wam, że najpiekniej się marzy o zaszyciu się w głuszę. Bo w marzeniach wszystko jest jak chcesz, uklada się po naszej mysli. W realiach tak nie ma. Zamieszkaj a zobaczysz same kłody pod nogami. Ale niektorzy tak lubią. Z agroturystyki NIE WYZYJE się!! To może być dodatkowy dochód. Musi być inny zarobek.
Kup stary dom do remontu.. Haha... całe życie, każdy grosz wkładaj w ten remont. Znam to z autopsji. No chyba, ze masz kasy jak lodu. Gdybym wygrała w totka kilka milionów to wtedy wiedziałabym co zrobic na takiej głuszy, ale szczęścia w grach to ja nie ma, niestety.
Marzyciele!Poczytajcie Krzysztofa Brossa "Burza nad Sanną"! Inne to były czasy,ale koloryt prawdziwy!
Grajka, czuć, że Tobie trudno gdzieś tam, ale: znam wielu ludzi, którzy żyją z agroturystyki, majątku z tego nie ma, ale to kwestia oczekiwań, żyją i mają się dobrze.
Wybyłem na stałe z miasta w 1989 roku, niczego nie zostawiając, bo nic tam nie miałem i wiesz, żyję sobie w górach czasami spokojnie, a czasami całkiem niespokojnie, owszem, mam pracę, dość specyficzną i mocno sezonową, ale daję radę, skromnie bardzo, ale nie zamieniłbym tego na nic innego. To tylko kwestia uporu i widzenia świata, żadne bohaterstwo ani chrzanione zakapiorstwo. Martwi trochę brak "zasobów" w moim wieku, ale i tak tu zostanę, wrosłem i tyle. Może dobrze jest to zrobić, znaczy zmienić miejsce w młodym wieku, wtedy człowiek mniej obrośnięty różnościami, ale znam też takich co jako nie najmłodsi już ludzie wybyli gdzieś, nie powiem, wielu z nich pozbywając się miastowego majątku miało wiele, ale znam też takich co nie mieli wiele a i tak zostali. Więcej optymizmu, warto "studiować" optymistykę, choć nie zawsze łatwo o zaliczenie, hehehe
Troszke inaczej się na to patrzy kiedy ma się już na utrzymaniu rodzinę.
Ja też wiele lat marzyłam o prowadzeniu schroniska, a zresztą znam kilkoro ludzi, którzy z tego żyją i sprawia im to radość, a to najważniejsze.
Jednak taki mam zawód (informatyk, zajmuję się bazami danych), że mieszkając na wsi trudno byłoby mi się z tego utrzymać.
Mimo tego że możliwa jest obecnie tele-praca, często jednak trzeba zrobić coś na miejscu.
Ale najważniejsze, że moja praca przynosi mi frajdę i satysfakcję.
Czasem sobie jednak myślę ze może warto byłoby wyprowadzić się z miasta na emeryturze, tylko wtedy znowu komplikuje się dostęp do sklepu, lekarza, urzędu.
W mieście mam to wszystko na miejscu, nie mam nawet samochodu, bo nie muszę go używać.
Nie wiem czy miałabym odwagę sprzedać mieszkanie w mieście i przeprowadzić się gdzie indziej, raczej chyba nie.
B.
Dokładnie tak. My też wybraliśmy takie "lelum polelum" . W Bieszczady przyjechałem z plecakiem i zostałem. Było i jest różnie ale nie mam wrażenia ,że zmarnowałem swoje życie. Tego co chciałem to mam. Jeśli chodzi o agroturystykę to tylko okolice Soliny, Polańczyka ,Cisnej, Wetliny itp. W innych miejscach trzeba się mocno napocić żeby wyjść na swoje i z tego tylko żyć. Generalnie skończyły się czasy ,że wystarczyło mieć pokoje .Teraz trzeba turyście coś zaoferowć więcej niż tylko pokój z łazienką i "piękne widoki".