-
Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
W Poznaniu jest zimno, paskudnie zimno. Właśnie się rozgrzałem naleweczką z derenia. Jest dobrze…Zbliża się Wigilijna Noc. Niedługo zwierzęta przemówią. Zanim to nastąpi postanowiłem Was zaprosić do nowego ogniska i sam przemówić, a raczej poklikać. Tak naprawdę to dopiero drwa do tego ogniska zbieram pod śniegiem. Nie wiem na jak długo chrustu mi starczy, ale myślę, że jak zaczynam przed Świętami, to skończę również przed Świętami…tylko, że Wielkanocnymi. Latem byłem trzy tygodnie w Bieszczadzie i mam zamiar o tym opowiedzieć. Najbardziej z tego pobytu utkwiło mi spotkanie w „realu” z samym Manitou. Do tego jednak dojdę w swojej gawędzie w odpowiednim czasie. Będzie ona miała długie przerwy. Wybaczcie mi to.
Pozdrawiam i... cierpliwości życzę
-
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
To ja się przysiadam :razz:!
Mam nadzieję, że ze zdrowiem już lepiej!
-
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Fajnie, a jednak odwilż idzie, ociepla się.
Już -13 u mnie "na polu", ognisko wzniecone...
Zajmę więc swoje miejsce, nieco z dala lecz ogień i tu mnie dopadnie ;)
-
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Nie wiem na jak długo chrustu mi starczy, ale myślę, że jak zaczynam przed Świętami, to skończę również przed Świętami…tylko, że Wielkanocnymi.
O! I to jest to co u Bertranda lubimy.
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Będzie ona miała długie przerwy. Wybaczcie mi to.
A to już mniej, ale wybaczamy. ;)
-
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Bertrandzie, sam w swoich kaflowych piecach palę drewnem. Dogrzebałem się już do szczątek drewnianego płotu, który ogradzał kiedyś moje królestwo. Ech, jakie ogniska z tego płotu u mnie były. Ofiarowuję Ci zatem kilka sztachet. Piwo kupione, rzecz jasna Czarny Specjal. Ale i jakieś Tyskie może się znajdzie. Myślę. że już nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś zaczynał.W imię Boże!
-
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
...Bertrand pisz śmiało bo tu widzę ciśnienie ludziom mało głów nie pourywa!
-
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Dzień 0.
Po pracy wracam do domu i próbuję zapakować bagaże do mojej małej Srebrnej Strzały. Bagażnik ona ma mały, oj mały! Jedziemy tylko z Renatką, ale nie udało się wszystkiego upchać z w bagażniku. Trudno. Reszta zostaje na tylnym siedzeniu. Szkoda, że karawan musi zostać…Wracam do domu i kładę się spać. Po kilku godzinach snu wypijam kawę i w drogę. Jest godzina 23:00. Tym razem testuję drogę z Poznania przez Kalisz, Piotrków, Kielce, Tarnów, Jasło, Duklę. Jedziemy do Komańczy. Dlaczego akurat tam? Myślę, że niedługo długi to wyjaśni. Znaczną część drogi Renatka pokonuje w objęciach Morfeusza. Nie spieszę się, jadę baaardzo ekonomicznie. Niedaleko Tarnowa Renatka się obudziła. Wypijamy okropną kawę na stacji benzynowej i jedziemy dalej. W Jaśle zawsze skręcałem w lewo, jednak tym razem było inaczej. Pojechałem w prawo. Przez Nowy Żmigród do Dukli. Droga wąska, ale całkowicie pusta. Nie wiem, czy zawsze taka jest, czy jest to efektem wczesnej pory? ...
-
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Pojechałem w prawo. Przez Nowy Żmigród do Dukli. Droga wąska, ale całkowicie pusta. Nie wiem, czy zawsze taka jest, czy jest to efektem wczesnej pory? ...
Niespotkałem się tam z dużym ruchem. Najczęściej pustawo.
Słuchamy dalej ;)
-
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Droga wąska, ale całkowicie pusta. Nie wiem, czy zawsze taka jest, czy jest to efektem wczesnej pory? ...
Poza szczytem jest "normalna",ale jak trafisz na marudę to się wleczesz bo na niej niespecjalnie jest gdzie wyprzedzać.W szczycie to masakra.Do tego nie jest ładna,ja ją skrzętnie omijam.
-
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Cytat:
Zamieszczone przez
Browar
Poza szczytem jest "normalna",ale jak trafisz na marudę to się wleczesz bo na niej niespecjalnie jest gdzie wyprzedzać.....
Już poszerzyli , pobocza zrobili i nowy asfalt , od Dukli do Żmigrodu.(nie wiem czy już do samego Żmigrodu , ale spory kawałek już zrobili)
Browarku , nie ma tak żle ...po rowie i do przodu.
Sory Bertrandzie za "zaśmiecanie" , ale to w oczekiwaniu "atmosferę podkręcamy"
-
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Żadne sorry Januszu. Przy ognisku też się rozmawia, a jak Browar się znajdzie, albo jeszcze coś mocniejszego to jest to. ;)
Pozdrawiam
-
1 załącznik(ów)
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Przy tej drodze jest po lewej stronie wielce interesujący cmentarz - zupełnie jak nie z tych rejonów (fot)
Jak się nazywa najbliższa miejscowość ? ...Gorzyce ?
.
To Bertrandzie nie tyle dla zaśmiecania ile dla pilnego czytania ze wszystkimi szczegółami, cobyś nie myślał sobie ze tylko tak po łebkach wpatrujemy się w ognisko.
-
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Ale przywaliłem,to co napisałem dotyczyło trasy Jasło-N.Żmigród.Od N.Żmigrodu do Dukli jest jedna z najpiękniejszych tras w PL,zupełnie jej mój marudny wpis nie tyczy ;)
-
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Cytat:
Zamieszczone przez
Browar
Od N.Żmigrodu do Dukli jest jedna z najpiękniejszych tras w PL
To odcinek mojej trasy dojazdowej w Bieszczady. Właściwie od Pcimia zacząwszy trudno skupić się na prowadzeniu autka ponieważ widoki powalają.
Bertrand, namawiam Cię na tą trasę w całości.
-
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
A tak w ogóle to za Nowym Żmigrodem w kierunku Dukli jest górka i niech Was nie kusi (tych, którzy nie wiedzą) prosta za nią. Tam jest taka mała zatoczka, która nie jest dobrze widoczna z góry i często można tam zgubić trochę pieniędzy ;)
-
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Dziękuję za ostrzeżenie :grin:
Dzień 1
Kiedy z drogi międzynarodowej skręciłem w lewo poczułem, że zaczęły się wakacje. Zatrzymałem Srebrną Strzałę w dogodnym ku temu miejscu i zarządziłem śniadanie. Chleb jeszcze poznański, ale zieleń, trawa, las i słońce już Beskidu Niskiego. Po śniadaniu ruszamy na ostatni etap podróży. Jest to podróż jakby sentymentalna. Ile to już razy przemierzaliśmy tą drogę? Zaczynamy wspominać. Pamiętasz, jak w tym sklepie kiedyś z kuzynem flaszki kupowaliśmy? Jakbyśmy ich na Słowacji nie mogli kupić…A pamiętasz jak tą betonową drogą wyjechałam po Ciebie, kiedy z jakiś Polan wracałeś. Nie z jakiś tylko z Surowiczych. Uśmiech na twarzy, bo przypomniałem sobie minę gostka w terenówce, kiedy zobaczył mój karawan wyjeżdżający z tej drogi. A tutaj jechaliśmy, a potem szliśmy do pomnika Wopistów, którego nie znalazłem…O a tą droga leśniczy pozwolił nam jechać pomimo zakazu. Tak jadąc powoli zbliżaliśmy się do celu podróży. A tu po lewej stronie znalazłem w krzakach kamienną chrzcielnicę z jakiejś cerkwi.. Jechałem powoli z jeszcze jednego powodu. Nie chciałem zbyt wcześnie zajechać na kwaterę. W końcu jest Komańcza. Podjeżdżam na kwaterę. Na placu przed domem nie ma samochodów. Wygląda na to, że będziemy sami. Jest godzina 9:30. Matka gospodyni prowadzi nas na pokoje. Kwaterę już znamy z pobytu lipcowego /relacji nie było/. Lubię wcześniej obejrzeć kwaterę. Raz bym nieźle się wpakował właśnie w Komańczy. Na kwaterze Renatka szybko nas rozpakowała, a ja robiłem kawę. Niepokoiło mnie tylko bardzo niskie ciśnienie wody w kranie. Przebraliśmy się w stroje organizacyjne /wielu z Was nas w nich widziało/ i wyruszyliśmy na pierwszą wycieczkę. /grubyszymanek2, też Pyrus napisał w swojej relacji, że po nocnej podróży dzień jest stracony. Ja się z tym nie zgadzam, ale każdy inaczej odczuwa trudy podróży/. Pogoda jest super. Godzina 10:30 i zaczyna doskwierać upał...
-
10 załącznik(ów)
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Schodzimy w dół i skręcamy w prawo. Idziemy wzdłuż Barbarki. Podchodzimy do budowli, która oficjalnie miała być świetlicą, ale stała się obiektem sakralnym. Z daleka widać, że prowadzone są jakieś prace remontowe na dachu. Dobrze, że gospodarz tego obiektu dba o niego. Mijamy cerkiew greckokatolicką i idziemy dalej prosto. Chcemy zobaczyć jak postępują prace przy odbudowie cerkwi prawosławnej. Po drodze z dołu obserwujemy domki, w których mieszkaliśmy w roku ubiegłym. Są zajęte. Cerkiew prawosławna jest odbudowywana, ale od naszej wizyty w lipcu niewiele się chyba zmieniło. Wchodzimy na pobliski cmentarz. Jestem lekko zaskoczony. Na moje oko około 80% nagrobków jest opisana cyrylicą. Nie potrafię tego zrozumieć. Są stare groby, są nagrobki odnowione i są nowe groby. Po zwiedzeniu cmentarza idziemy dalej. W planie mam przejście ścieżka przyrodniczo-historycznej po Komańczy i okolicy. Opis tej ścieżki jest tutaj http://www.twojebieszczady.pl/komancza%20-%20pliki/sciezka1.php Powiem tylko tak: kto tej ścieżki nie przeszedł, to gorąco do tego zachęcam. Na początku jest kiepsko oznakowana. Z cmentarza nie ma dobrego oznakowania, ale trzeba śmiało przez łąki iść do góry. Po dotarciu do punktu widokowego mam mieszane uczucia. Kiedyś dyskutowałem na ten temat na Dwerniku Kamieniu z leśniczym. Ustawia się kosze na śmieci, a potem nikt tych koszy nie opróżnia. Kuźwa ile tam śmieci się walało. Nie mam w tej chwili na myśli Dwernika Kamienia. Jeżeli ta ścieżka jest pod opieką Urzędu gminy w Komańczy, to opieka ta jest do dupy. Przepraszam za ostre słowo, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy. Moim karawanem bym tam podjechał, więc można tam posprzątać. Nie wiem, czy Pan to czyta Panie Wójcie, ale powinien się Pan wstydzić. Zbliża się południe jest upał. Powiem więcej jest cholerny upał, a ja jak nowicjusz nie zabrałem ze sobą nic do picia. Renatka znosi to jeszcze spokojnie. Ścieżka prowadzi przez las, łąki, polany. W kocu dochodzimy do drogi asfaltowej. Znaczy się jesteśmy niedaleko Klasztoru i Schroniska. Śmiało skręcam w lewo. Jest pora obiadowa, więc tarza sprawdzić, czy szef kuchni w schronisku serwuje tak samo dobre potrawy jak w ubiegłym roku. Po wejściu do schroniska w d… dużym poważaniu mam jakość potraw. Ważne, że Żywca tam serwują. Renatka też z tego się cieszy….
-
2 załącznik(ów)
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Pojedli, popili. A jak człek najedzony jest, to mu się spać chce. Jednogłośnie ustaliliśmy, że dalsza część ścieżki przyrodniczo-historycznej musi na nas poczekać. Po prostu nie chce nam się już chodzić. W końcu mamy za sobą całonocną jazdę. Wychodzimy ze schroniska i podążamy w dół. W pewnym momencie widzę strzałkę wskazującą drogę do figury Matki Boskiej. Nie jestem aż tak zmęczony żeby tam nie podejść. Figura jak figura, ot cały jej opis. Dalej ścieżka prowadzi w dół. Prowadzi ona tuż obok cmentarza z czasów I Wojny Światowej. Obok tego cmentarza są pozostałości jakiejś kładki. Jej zdjęcie zmieściłem jako swoją zagadkę, której nikt nie odgadł /w momencie pisania została odgadnięta/. W końcu wyszliśmy na szosę. Szosą w prawo do spożywczego. Robię tam zakupy. Bardzo głośno wyraziłem w nim swoje niezadowolenie, że musze kupić w nim cały chleb. Nie ma takiej opcji, żeby kupić pół chleba. Nikt mi nie odpowiedział na moje pytanie, dlaczego zmusza się w tym sklepie klientów do wyrzucania chleba. Dla nas cały chleb to za dużo. Sklepowe nie chciały pojąć, ze ktoś potrzebuje mniej niż cały chleb. W pewnym momencie podszedł do mnie bardzo chwiejnym krokiem miejscowy obywatel. Bardzo grzecznie zaproponował, że może nas uwolnić od połowy chleba, bo on tyle właśnie potrzebuje. Robi grilla, kupił kaszankę i potrzebuje chleb. No to dostał. Ponieważ szliśmy w tym samym kierunku poszliśmy razem, z tym, że my szliśmy prosto. Podczas wspólnej wędrówki dowiedzieliśmy się, że ów obywatel to emerytowany żołnierz jest. Przedstawił się grzecznie z imienia, my też to uczyniliśmy. Imię jego pamiętam, ale nie jest ono w tej chwili istotne. Chwalił się ciągle swoją emeryturą i młodym wyglądem. W pewnym momencie zatrzymał się i nas, otwarł paszczę pokazując całe swoje uzębienie. Kiedy zamknął gębę stwierdził: wszystkie zęby są moje i zapytał to jak myślicie ile mam lat? Nas przymurowało. I tak doszliśmy do miejsca jego zamieszkania. Wtedy nas zaprosił na grilla. Stwierdził, że on kaszanki nie lubi, to my ją zjemy, a my mamy przecież kupioną w sklepie kiełbasę. Gdybym był sam pewnie bym skorzystał z tak zmyślnego zaproszenia. Niestety Renatka nie wyraziła ochoty na kaszankę z grilla. Grzecznie się pożegnaliśmy i poszliśmy na kwaterę. Na kwaterze szok. Wody w kranie nie ma. Na moją energiczną interwencję u gospodyni woda się pojawiła. Niestety żeby się opłukać musiałem klęknąć w kabinie prysznicowej, bo ciśnienie było tak wielkie, że na wysokość mojej głowy woda nie docierała. Oznajmiłem gospodarzom, że jestem zbyt zmęczony żeby szukać innej kwatery bogatej w bieżącą wodę, ale jutro chyba to zrobię. Usłyszałem, ze jutro woda będzie. Umyci i zmęczeni szybko zasnęliśmy….
-
2 załącznik(ów)
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Dzień 2
Wstajemy późno. Bez śniadania idziemy do kościoła. Niedziela jest. Idziemy pod parasolem. Są tacy, co w Bieszczad parasol zabierają. J. W kościele tłoczno i duszno. Wszyscy chcą być pod dachem, a budowla jest niewielka. Po Mszy Św. już nie pada. Wracamy na śniadanie i czekamy. Czekamy na telefon od Barnaby. Wczoraj po pracy miał wsiąść do swojego nabytku, czyli auta Wszędołaza i przyjechać w Bieszczad. Czekamy, czekamy, czekamy i nic. Mieliśmy się spotkać. Chciał żebym mu pokazał takie miejsca gdzie można tylko Wszędołazem albo po nogach się dostać. Dzwonimy do niego, ale w chatce z dachem po remoncie zasięgu nie ma…. Już chciałem gdzieś wyruszyć a tu odzywa się telefon. Barnaba z Białogrodu chce przez Jałmużnik dojechać do Duszatyna. Wie, że tam przez Sławną rzekę trzeba kilka razy przejechać i chce to zrobić. Pomysł spotkania się w Duszatynie zaakceptowaliśmy natychmiast. Wszak są już tam przyszli Jubilaci. Srebrna Strzała zawozi nas szybko na miejsce. Miło spotkać tam Przyjaciół. Nie wszędzie jest tam zasięg, ale w pewnym momencie zadzwonił telefon. To dziecko nasze zadzwoniło z ….. Cisnej. Jak on pobłądził tego do dziś nie rozumiem. Droga prosta jest, a tu taka wpadka. Trudno. Umówiliśmy się na spotkanie w Komańczy. Kiedy tam dotarliśmy Barnaba już na nas czekał. Strzałę zostawiamy przed naszą kwaterą i wsiadamy do Wszędołaza. Barnaba kieruje, ale ja prowadzę. Ogólnie kierujemy się na północ. Po przejechaniu niewielu kilometrów skręcamy w prawo i pokonujemy w brud wartko płynąca wodę. Dojeżdżamy do szlabanu i dalej idziemy pieszo. Można było szlaban ominąć, ale byłoby to już przegięcie. Szutrową drogą posuwamy się lekko pod górę. Od mojego ostatniego tu pobytu minęły ze trzy lata, ale nic się tu nie zmieniło.
-
5 załącznik(ów)
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Idziemy spacerowym krokiem, a tematem naszej rozmowy jest Wszędołaza. Barnaba jest z niego bardzo dumny, a my z Renatką obawiamy się, ze to nie Wszędołaza, a Pożeracz Gotówki. W końcu dochodzimy do bardzo ciekawej budowli. Dom jest za płotem, ale robi duże wrażenie na Barnabie. W takim miejscu, gdzie nikt nie przychodzi stoi sobie taki dom… Zaczyna kropić, więc zawracamy. Wiem ze droga prowadzi do końca doliny a ścieżka doprowadza do szlaku turystycznego. Wydaje się, że droga powrotna jest dłuższa niż ta, którą tu przyszliśmy /to ta sama droga J/. W końcu docieramy do Wszędołaza. Chwila zastanowienia, dokąd teraz. Mam plan. Wracamy do szosy podziwiając z góry widok na pobliskie akweny wodne o małym znaczeniu strategicznym oraz znany obiekt architektoniczny o przeznaczeniu sakralnym. Po dojechaniu do szosy skręciliśmy w lewo tylko po to, żeby za chwilę skręcić w prawo. Najpierw asfaltem, a potem po betonie pięliśmy się w górę. W końcu i beton się skończył, więc Wszędołaz śmiało zjechał w koleiny polnej drogi. Koła buksowały w Bieszczadzkim błocie, ale posuwaliśmy się do przodu. Jest to jak najbardziej widokowe miejsce, ale nie takiego dnia jak dzisiaj, kiedy niebo zasłoniły granatowe chmury. Opowiadam jak kilka lat temu szedłem tędy podczas największej w życiu burzy, jaką przeżyłem. W końcu dojeżdżamy do platformy. Stoi ona tam sobie i niszczeje. Sprawia wrażenie, że nikt o nią nie dba. Przy mojej wadze strach na nią wchodzić, co nie oznacza, ze tego nie uczyniłem. Podejmujemy decyzję, że jedziemy dalej. W końcu droga się kończy. Parkujemy pod obiektem, których pełno jest w lasach i kościołach. Najpierw wyprowadzam moje towarzystwo na polanę, z której widać stok, z którego nikt w tej chwili nie korzysta. Chyba z braku śniegu… potem wracamy, z iż zagłębiamy się w las. Jest mokro i błotno. Nie zważając na te przeciwności dosyć pewnie prowadzę naszą grupę do z góry zaplanowanego celu. Po pewnym czasie moja pewność topnieje. Czy aby dobrą drogę wybrałem? Jestem już zrezygnowany a tutaj jest! Stoi sobie jak stała! Nic się nie zmieniła. Stanowi obraz nędzy i rozpaczy, ale jeszcze stoi. Może ktoś się nad nią ulituje kiedyś poprawi jej stan? Niedźwiedź poszedł chyba zapolować i zostawił swoje domostwo puste. Chwilę tam zagościliśmy i powoli opuściliśmy to miejsce. Po swoich błotnych śladach wróciliśmy do Wszędołaza. Barnaba zawiózł nas do Komańczy i pojechał dalej. A na kwaterze niespodzianka. Gospodarze jakiś hydrofor uruchomili, bo woda w rurach ma trochę większe ciśnienie. Jak nasza tradycja rodzinna każe na wakacjach wszystkie posiłki szykuję sam, więc biorę się za kolację. A potem przy szumie padającego deszczu zasypiamy w łóżkach….
-
10 załącznik(ów)
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Dzień 3
Rano nie pada. W głowie mam plan dzisiejszego dnia prawie gotowy. Po śniadaniu jedziemy na wycieczkę. Najpierw Srebrna Strzała wiezie nas przez piękne miejscowości. Po drodze mijamy po lewej stronie galerię ze stojącym przed nią aniołem, potem kawałek dalej nowy kościół z Drogą Krzyżowa zrobioną przez Zdzisława Pękalskiego z Hoczwi. Pojechaliśmy dalej. Kiedy mijaliśmy po prawej cerkiew pw. Św. Onufrego (chyba ku czci imć Pana Zagłoby) zastanawiałem się, czy aby nie skręcić w prawo i tamtędy dojechać do celu. Jeden rzut oka na mapę wybił mi z głowy ten pomysł. Tam jest zakaz ruchu a przy drodze są dwie leśniczówki. Mandat prawie pewien. Zaniechałem tego i popędziłem koniki mechaniczne dalej. Po lewej stronie drogi umościł się kiedyś Zakład Karny. Teraz jest w opłakanym stanie. Zaraz za nim skręciłem w prawo gdzie zielone kreski prowadziły mnie dalej. W końcu się zatrzymałem i to przed znakiem odpowiednim. Dalej idziemy pieszo. Przechodzimy przez most na rzece, która jest dziwną rzeką. Wyobraźcie sobie, ze kiedyś płynęła ona przez dwa miasta wojewódzkie, a teraz płynie tylko przez jedno. Skręciła ona czy co? Szutrowa droga, co kiedyś była asfaltem prowadzi nas w stronę pierwszego dzisiejszego naszego celu, czyli do Podarkowa. Kiedy mijamy Leśniczówkę wychodzi z niej czujny pracownik leśny i pyta się dokąd droga prowadzi? Jest zdziwiony, że idziemy tak blisko. Nie mam zamiaru mu tłumaczyć dlaczego. Na moje pytanie czy mógłbym przejechać z tamtej strony tak jak pierwotnie chciałem to odpowiedział, ze najwyższy mandat, jaki dał to było 1000 zł. Znaczy się, że można tylko myto trzeba opłacić L.P. droga wije się pod górę, a my powoli razem z nią. Bo dokąd się spieszyć, kiedy przydrożne jeżyny wołają do nas, ze są już dojrzałe. Przydrożny krzyż przypomina nam o tym, że kiedyś żyło tu sporo ludzi. Dzisiaj idziemy ku prawie pustej dolinie. Na początku doliny słyszymy hałas. Czyli cos się tu dzieje. Oj dzieje się dzieje tak jak w Bieszczadzie. Pracownicy leśni układają metrówki. Całe sterty ściętego drzewa….Zaczynam trochę chaszczować, dlatego, ze lubię i dlatego żeby znaleźć pozostałości po cerkwi. Nic z tego. W końcu doszliśmy do celu naszej wycieczki. Po lewej stronie drogi stoi chatka myśliwska. Jeżeli ktoś z was zna chatki bieszczadzkie, to niech wie, ze ta chatka z tamtymi ma tylko wspólną nazwę. Jest to okazały budynek, z którego mogą korzystać myśliwi albo inni uprzywilejowani. Trochę rozczarowany tym widokiem postanowiłem zawrócić. W drodze powrotnej bez trudu odnalazłem cerkwisko i pozostałości cmentarza. Są w trawie i w krzaczorach. Znicz przy krzyżu świadczy o tym, że ktoś to miejsce odwiedza, że żyje ono w czyjejś pamięci. Chwile tam podumałem, a potem powoli (jeżyny) wróciliśmy do samochodu….
-
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Idąc Bertrandzie po Twoich Śladach nie sposób zauważyć że :
Cytat:
Przechodzimy przez most na rzece, która jest dziwną rzeką. Wyobraźcie sobie, ze kiedyś płynęła ona przez dwa miasta wojewódzkie, a teraz płynie tylko przez jedno
ha, ha,
wyobraź sobie, że ta dziwna rzeka płynie teraz przez stolicę !!:oops:
To ci dopiero !
A tak osobiście to ja bym nie skręcał na Darów- który zawsze wydawał mi się rozwleczony- tylko szedł właśnie w dół rzeki.
Te urwiska są niesamowite. Jeśli ktoś nie widział to niech żałuje, albo niech wpisze w kalendarzyk obowiązkowych miejsc.
-
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
....
wyobraź sobie, że ta dziwna rzeka płynie teraz przez stolicę !!:oops:
To ci dopiero !
A tak osobiście to ja bym nie skręcał na Darów- który zawsze wydawał mi się rozwleczony- tylko szedł właśnie w dół rzeki.
Te urwiska są niesamowite. Jeśli ktoś nie widział to niech żałuje, albo.....
Enriko, stolicę Podkarpacia?:mrgreen:
Pierwsze płynie przez...., ale my mamy dobre oczyszczalnie :-P
Masz rację , wyżej jest jeszcze piękniej.
ps. w dół ,czy w górę rzeki?
-
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Cytat:
stolicę Podkarpacia?:mrgreen:
śmieszy mnie ta propagandowa bufoneria ze stolicą.
Równie dobrze stolicą gminy Jasliska są ....Jaśliska :-o
.
w dół rzeki, razem ze spływającą wodą.
-
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
w dół rzeki, razem ze spływającą wodą.
Tam gdzie się odbył podwójny mord...
-
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Dokładnie, w kierunku makabrycznych zabudowań.
Tam zaczynają się najpiękniejsze urwiska i pojawiają się przez kilka kilometrów
-
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
-
1 załącznik(ów)
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
Dokładnie, w kierunku makabrycznych zabudowań......
O te zabudowania Ci chodzi? Foto 13 sierpień 2008
-
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
-
2 załącznik(ów)
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
O te zabudowania Ci chodzi? Foto 13 sierpień 2008
To tu , vm..o tego chodzi,konie już nie są jego.
ps.Dom Zły to nie na tej fabule jest.
Z letniej wyprawy bertranda robi się kryminał ;)
-
10 załącznik(ów)
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Wczoraj nie myślałem, że tak szybko napiszę dalszy ciąg. Chłopaki zaczęli jednak wyprzedzać nasze kroki :wink:
Popatrzyliśmy na niego jak sobie stoi. Niech sobie stoi i odpoczywa. Minęliśmy go i zeszliśmy z drogi na łąki. Łąki po dawnej wsi, której nazwa na pewno nie została zapożyczona od antytoksyny. Dziwną rzekę zostawiliśmy gdzieś po prawej stronie a my śmiało wędrowaliśmy po odkrytych pagórkach. Bez przesady z tym wędrowaniem. Bardziej natychalismy się widokami, a są tam prześliczne. Prowadziłem tak na oko. Chciałem dojść do miejsca, w którym jest skrzyżowanie dróg. I udało się. Schodząc z łąk po drodze minęliśmy stojący w trawach krzyż. Kiedy doszliśmy do tego skrzyżowania usłyszeliśmy zbliżający się w naszym kierunku hałas. Hałas zbliżał się od strony dwóch schronisk, z których jednego już nie ma. Po chwili pojawiły się dwa Wszędołazy, które ciągnęły po jednej przyczepie. Z każdej przyczepy patrzyły na nas smutne oczy, nad którymi powiewały grzywy. Nawet konie są smutne, kiedy je stąd wywożą. Nie poszliśmy w stronę schronisk i nie poszliśmy za odjeżdżającymi w stronę Podarkowa końmi. Poszliśmy prosto przed siebie, znaczy się na północ. Chciałem Renatce pokazać miejsce nad Dziwną Rzeką, które mnie urzekło w ubiegłym roku. I znowu mijamy krzyż, a raczej odnowiony postument bez krzyża. Dziwne jest to trochę, tak jakby ktoś krzyż odłamał…. Kiedy doszliśmy do celu byłem mocno rozczarowany. Miejsce nad Dziwna Rzeką z potężną skarpa na jej drugim brzegu wygląda bardzo ponuro. I te śmieci…Widzę w oczach Renatki rozczarowanie. W ubiegłym roku było słonecznie i upalnie, a dziś jest chwilami bardzo pochmurnie. Może to, dlatego? Doszedłem w tym miejscu do ciekawego wniosku. Gdybym był tu teraz po raz pierwszy, to na pewno nie chciałbym tu wrócić. A teraz wiem, że nawet jeżeli jakieś miejsce mi się dzisiaj nie podoba to warto za jakiś czas odwiedzić, bo może ono być całkowicie odmienione. Dziwna Rzeka obmyła nasze nogi, co przyniosło im dużą ulgę. Po odpoczynku wróciliśmy do krzyżówki. Tym razem nie weszliśmy na łąki tylko poszliśmy drogą, tak jak Wszędołazy z końmi jechały. Droga prowadziła nas wzdłuż rzeki. W pewnym miejscu rzeka i droga chyba się pokłóciły i postanowiły skrzyżować - nie miały jednak nic oprócz samych siebie do skrzyżowania i tak zrobiły. Szczęście, ze w tym miejscy był naprawdę niski stan wody i mogliśmy bez problemu przejść na tamtą stronę. Dalej droga doprowadziła nas do mostu. Znowu przekroczyliśmy rzekę tym razem jednak po moście i wróciliśmy do całkowicie wypoczętego samochodu.....
-
1 załącznik(ów)
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
-
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Nie zauważyłem, więcmoże już nie ma...
Pozdrawiam
-
3 załącznik(ów)
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Wczoraj...... Poszliśmy prosto przed siebie, znaczy się na północ. Chciałem Renatce pokazać miejsce nad Dziwną Rzeką, które mnie urzekło w ubiegłym roku.…. Kiedy doszliśmy do celu byłem mocno rozczarowany. Miejsce nad Dziwna Rzeką z potężną skarpa na jej drugim brzegu wygląda bardzo ponuro. I te śmieci…Widzę w oczach Renatki rozczarowanie. W ubiegłym roku było słonecznie i upalnie, a dziś jest chwilami bardzo pochmurnie....
Tu doszliście ? jak tu ,to "kawałek drogi"....ciekawie i interesująco piszesz,dobrze trzeba śledzić ,żeby wiedzieć gdzie byliście ?Ale o to chodzi właśnie.:-P
-
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Chyba aż tak daleko to nieee ale i tak nogi czuliśmy ... :)
Pozdrawiam
-
8 załącznik(ów)
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
W przeciwieństwie do samochodu my z Renatką byliśmy zmęczeni. Godzina popołudniowa jest obiadu nie było, więc trochę burczy nam w brzuchach. Zaproponowałem smażony ser z frytkami. Widzę, ze oczy Renatce się zaświeciły. Pognałem, więc swoje kucyki mechaniczne w stronę smażonego sera. Dobre czasy nastały, nie ma kolejki oczekujących, się jedzie. Mijamy wieżę widokową, która ze względu na późną porę jest zamknięta i zatrzymujemy się przed miejscem, do którego jechaliśmy. Wychodzimy z auta jak paralitycy jacyś, wszystko nas boli. Szefowa sklepu próbuje nas wciągnąć do siebie ale robi to bezskutecznie. Nie ma takiego alkoholu, który w tej chwili odciągnąłby mnie w tej chwili od jedzenia. Zamawiamy pyszny obiad, a ja na dodatek popijam go Keltem. Jest dobrze. Do końca dnia mamy jeszcze trochę czasu. Rozkładam mapencję na stole i czytam. W głowie rodzi mi się pomysł. Wracamy do macierzy, ale to Renatka teraz powozi (Kelt). Nie rozpędza się mocno, bo wie, że za chwilę będzie skręcać w prawo. Boczną droga jedziemy w kierunku południowym. Mijamy jakiś ośrodek Wypoczynkowy i pomykamy dalej. Jedziemy do końca, to znaczy do wody. Tam zawracamy. Zatrzymujemy się przy kościele i przy cerkwi. Jest tu jeszcze coś. Jest tu Skansen Kultury Łemkowskiej. Tu schodzi nam więcej czasu. Niestety jest już zamkniety, to znaczy nie ma obsługi i chałupy są pozamykane, ale po małym terenie otwartym można chodzić. To chodzimy i oglądamy, to co możemy zobaczyć. Już wiem, że musimy tu przyjechać, kiedy będzie on otwarty. Widać, ze warto. I tak znalazł się kolejny powód, aby ponownie przyjechać w te strony. W końcu wsiadamy do Strzały i wracamy w stronę Komańczy. W pewnym momencie proszę kierowczynię o zatrzymanie się. Tu wg mojej maty, która już w ub roku okazała się błędną mapą musi być pomnik błogosławionego. Łażę tam i szukam pomnika i nic. Trudno trzeba wracać do auta. Kiedy zbliżam się do auta zauważam…nieeeenie pomnik. Zauważam brak komórki. Teraz już nie szukam pomnika tylko czegoś zdecydowanie mniejszego. O dziwo znalazłem telefon. Jedziemy więc dalej….
-
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Coś nie trzymają się Ciebie te komórki.
Musisz przejść na bardziej pewny system - może znaki dymne?
-
1 załącznik(ów)
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Czy to tego pomnika :twisted: szukałeś?
-
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
Coś nie trzymają się Ciebie te komórki.
Musisz przejść na bardziej pewny system - może znaki dymne?
Ha! Fakt kiedyś zgubiłem w Tyskowej chyba i pisałem o tym nawet.
Pozdrawiam
-
Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.
Cytat:
Zamieszczone przez
Browar
Czy to tego pomnika :twisted: szukałeś?
Chyba nie. Postać przedstawiona na tym pomniku jeszcze nie została ogłoszona błogosławioną.
Pozdrawiam