-
10 załącznik(ów)
Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
San
Przełom roku to jedna z większych traum dla ludzkiego ciała i umysłu. Szary, mgielny, mżawkowy noworoczny poranek zachęcał tylko do jednego - do spaceru nad San. Ta rzeka w kążdą, a zwłaszcza w nietypową pogodę wygląda wspaniale, choć ludzie sporo robią by ten jej wygląd popsuć. Na nogi wdziałem gumofile, na głowę założyłem uszankę. Ewa zapięła Funiakowi smycz, żeby nie zdemolował niczego podczas przejścia przez wioskę. Po chwili byliśmy już na błoniach nad Sanem. Przy rozlewiskach było sporo kwiczołów, a po wierzbowych zaroślach buszowały stada srok. W dół Sanu poleciały trzy kormorany. Z przeciwnego brzegu spłoszyła się siwa czapla. Na nadrzecznych pastwiskach konie skubały zieloną trawę. Doszliśmy do skał przy zakręcie Sanu, ale woda była zbyt wysoka, żeby przejść. Ścieżką po przełomowym zboczu nad Sanem wdrapaliśmy się na górę i idąc nad porośniętą ciepłym grądowym lasem skarpą szliśmy w dół rzeki. Przez ostatnie dwadzieścia lat skarpa i osuwiska mocno zarosły drzewami i krzewami - głównie leszczyną, ale gdzieniegdzie zachowały się jeszcze bielejące niczym kości pozostałości jałowców. Gdy doszliśmy do lasu jeszcze bardziej się zachmurzyło i pociemniało. Na gałązce leszczyny znalazłem jakiegoś śluzowatego żółtego grzybka. Na pniach starych dębów zieleniły się liście paprotki zwyczajnej. W koronach drzew - wejmutek, lip i dębów popiskiwały stadka mysikrólików i sikorek ubogich...
-
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Proszę bardzo - ile można wypatrzeć jak się to umie robić?A wydawałoby się,że taka nudna rzeczywistość nan nastała!
-
10 załącznik(ów)
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
... Stare dęby trochę ucierpiały podczas październikowej okiści, ale większość stoi jak stała. W miejscu gdzie się kończy wzniesienie porosłe lasem, a zaczyna znów otwarta dolina na Sanie wypatrzyłem stadko łąbędzi niemych. Usłyszeliśmy daleki wystrzał, który dobiegł od strony Horodyska - wędkarze pewnie przepłaszali kormorany. Przecieliśmy po prostej szeroką dolinę i weszliśmy w łęgowe zarośla. Wśród rodzimych nadrzecznych drzew wypatrzyliśmy kilka ekspansywnych egzotów zza oceanu - klonów jesionolistnych, które już chyba na trwałe się zadomowiły w naszych dolionach rzecznych. Z wierzb zwisały obumarłe pędy kolczurki z pustymi kolczastymi owocami - również rośliny obcej. Doszliśmy do bobrzej ścieżki, która wychodziła z wody i ruszyliśmy wzdłuż niej docierając do wielopniowej jabłoni, którą zaopiekowały się bobry. Znów znaleźliśmy się na otwartej przestrzeni. Spłoszony zając uciekł w stronę lasu. Miło mnie to spotkanie zaskoczyło, bo przez ostatnich parę lat ciężko było o takie spotkanie, a od dwóch-trzech lat zajęcy jakby przybyło. Doszliśmy do ciemnej ściany lasu. Po drugiej stronie Sanu spowite mgłami jedliny wyglądały nadzwyczaj ciekawie i niedostępnie. Szliśmy polną dróżką przy lesie. Pośród dębów i jodeł stoją jeszcze sadzone przez hrabiego olbrzymie wejmutki i żywotniki. Przy stosie gałęziówki weszliśmy w niewielki wąwóz i wzdłuż niego w górę. Po lewej stronie w porolnym bezlistnym teraz lesie dobrze było widać tarasowy układ dawnych pól. Doszliśmy do pokrytego polami i ugorami wypłaszczenia na sczycie przez które środkiem biegnie wyniesiona polna droga. Na zakończenie spaceru przytrafiło nam się jeszcze jedno miłe spotkanie, gdzieś z jakiejś samotnej niskiej sosny zerwał się puszczyk uralski i przez kilkaset metrów leciał przed nami przysiadając co pchwilę na przydrożnych drzewach. Ciemniło się, więc trudno było mu zrobić zdjęcie, ale piękny był i wielki.
-
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Czyli Barnaba prawdę mówił - śniegu nie ma....
pozdrawiam
-
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Czyli Barnaba prawdę mówił - sniegu nie ma....
pozdrawiam
Bertrandzie niedokładnie przyjrzałeś się zdjęciom - śnieg jest tylko, że mało ;)
-
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Marcinie,przybliż mi te wejmutki!To gatunek czego?Zdaje mi się,że któres z naszych drzew owocowych rodzi wejmutki-grusza,wiśnia?Coś pokręciłam?Wyprostuj,proszę!
-
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Cytat:
Zamieszczone przez
WUKA
Marcinie,przybliż mi te wejmutki!To gatunek czego?Zdaje mi się,że któres z naszych drzew owocowych rodzi wejmutki-grusza,wiśnia?Coś pokręciłam?Wyprostuj,proszę!
Wejmutka Pinus strobus to gatunek dużej sosny pochodzący z Ameryki północnej. Dawniej, zwłaszca na przełomie XIX/XX wieku była często sadzona w lasach. W Bieszczadach sporo jej w dawnych lasach Krasickich.
-
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Cytat:
Zamieszczone przez
marcins
... Usłyszeliśmy daleki wystrzał, który dobiegł od strony Horodyska - wędkarze pewnie przepłaszali kormorany.
Hej Marcinie! A powiedz mi z czego niby ci wędkarze mogli wystrzelić ? Hę ?Wędką inaczej się "poluje ":wink:.
Dziś też slyszalem strzały ale to byli myśliwi (rozpoczęli widocznie sezon ).
PF
-
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Cytat:
Zamieszczone przez
PiotrekF
Hej Marcinie! A powiedz mi z czego niby ci wędkarze mogli wystrzelić ? Hę ?...).
PF
;) Widziałem jak się strzela z bata. A wędka trochę do bata podobna jest....
Pozdrawiam
-
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Cytat:
Zamieszczone przez
PiotrekF
Hej Marcinie! A powiedz mi z czego niby ci wędkarze mogli wystrzelić ? Hę ?Wędką inaczej się "poluje ":wink:.
Dziś też slyszalem strzały ale to byli myśliwi (rozpoczęli widocznie sezon ).
PF
Od paru lat prowadzona jest akcja przepłaszania kormoranów na Sanie. Strzałów było kilka w regularnych odstępach czasu. Poza strzelaniem poustawiane są również takie strachy na wró.... to znaczy na kormorany. Co ciekawsze kormorany są dość przewrażliwione na punkcie strzałów, ale niektórych innych ptaków to raczej nie rusza. Były też chyba próby starania się o odstrzał, ale nie wiem jak jest w tym roku. Zajmuje się tym Straż Rybacka.
-
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
;) Widziałem jak się strzela z bata. A wędka trochę do bata podobna jest....
Pozdrawiam
Kiwam głową (że tak). Faktycznie można "strzelić z bata". Niejednokrotnie zdarza mi się to do tej pory ,zwykle kończy się to utratą muchy (przypon nie wytrzymuje takich przeciążeń).Taki "strzał" nikogo nie przepłoszy, ale za to czesto powoduje "raczka" na licu (gębie raczej, gdy w komaniji się ...) lub erupcję słów będących wynikiem .... niezadowolenia.:wink
PF
ps ten odcinek Sanu jest łowiskiem komercyjnym ,pewnie stąd to działanie straży,przyznaję nie wiedziałem że tam tak się z kormoranami .....
-
6 załącznik(ów)
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Pagórki
Przez ostatnie ćwierczwiecze, od kiedy świadomie chodzę po okolicznych pagórkach wiele się zmieniło. Niedzielny deszczowy i odwilżowy ranek mógł zachęcać tylko do jednego - do wyjścia z domu. Rozmoknięty śnieg rozchodził się na boki pod butami. Lasy parowały wielkimi kłębami mgieł. Nawet sikory bogatki zaczęły wiosennie śpiewać. Miedzą porośniętą niską trawą wdrapałem się na pierwszy pagórek. Ukształtowany wielowiekową gospodarką tarasowy układ zbocza powoli ginie w coraz większej gęstwinie zarośli tarninowo-dereniowo-głogowych. Pamiętam jeszcze jak na poszczególnych tarasach były pola, łąki i pastwiska. Teraz dominują krzaki i pozostałości łąk. Dwadzieścia lat temu wdepnąłem w łajno. Teraz po ostatniej krowie pozostało tylko wspomnienie. Z dawnych miedzowych drzew zachowały się już tylko dwie grusze. Samotne dęby poszły pod siekierę dobrych naście lat temu. Za to w ich miejsce pojawiły się ekspansywne jesionoklony. Przedzieram się przez kilkunastoletnie zalesienie świerkowo-dębowe (tyle że dęby takie jak z groszówek) i dochodzę do Szubienicy. Trawersuję ją od zachodniej strony przez zarastające tarką i głogami łąki. W śniegu odnajduję owocostan goryczki krzyżowej. Przecinam starą wgłębioną na kilka metrów w dół drogę i jestem na Słabej Górze. Nazwa Słaba Góra pochodzi od tego, że jest ona po prostu słaba. Jej południowe zbocza do teraz mają ślady dawnego wypasu - wałkowate równoległe nierówności. W dole widać oczyszczalnię ścieków - znaczy się San przełamujacy się przez pagórki. Błonia zarosły domami i ogródkami działkowymi. Jedynie na marnych ich pozostałościach pasą się konie. Kto by teraz pomyślał, że kiedyś służyły do lądowania aeroplanom. W wilgotnym powietrzu wznoszą się w górę smugi dymów. Widoki stąd były jeszcze z piętnaście lat temu znacznie przedniejsze, ale i teraz jest jeszcze na co popatrzeć, choć dziś Czulnia we mgłach skryta. Ciekawe jak długo jeszcze. Może i Słaba Góra zarośnie krzakami, może ktoś sobie las posadzi, może góra szkła i puszek z pozostałości wojennego schronu wypełznie i wszystko przykryje, a może domy tu wyrosną. Obecne trendy raczej nie napawają optymizmem...
-
8 załącznik(ów)
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
...Pora wracać ze Słabej Góry. Mijam ciepłą łąkę z wielkimi mrowiskami i kępami dzikiej róży. Kieruję się ku kolejnemu pagórkowi. Ktoś sporą część zalesił bukiem i jodłą, ale w innym miejscu natrafiam na odkrzaczenie. Tarniny leżą ułożone w stosy. Dobrze widoczna jest teraz stara miedza usypana z otoczaków. Jest to bardzo ciekawe, bo kamienie wyglądaja tak jakby były tu przytargane skądś dawno temu. Są twarde, a niektóre mają strukturę zlepieńców. Takie piaskowce tylko w wyższych partiach Bieszczadów się trafiają. Może to pozostałości po dawnym korycie Sanu. Na skraju tarninowych zarośli trafiam na ciekawą roślinę - wyżpina jagodowego. Znów przecinam starą drogę i przez pasiekę zmierzam do podmokłej doliny. Resztki niegdyś sporego bagna dalej są jeszcze bagnem. Wielkie kępy turzyc wznoszą się nawet po metr w górę. Grunt jest grząski. Dobrze widoczne są teraz kłącza świerząbków z kępkami pierzastych drobnych liści na końcach. Udaję się w górę dolinki, którą biegnie mało wyraźna ścieżka. Po lewej i prawej stronie wysokie tarasy. Z lewej żerdziowina jodłowa zaczyna podchodzić pod korony nielicznych dębów. Kiedyś dolinką biegła polna droga. Wąwozik powoli zanika i ścieżka wychodzi z lasu na otwartą przestrzeń. Mgły się trochę rozwiały. Widać Słonne, Czulnię i Gruszkę. W kępie tarnin trafiam na posyp dla kuropatw albo bażantów, które od paru lat próbowane są wsiedlać w okolicy. Kilka łąk i już jestem na miedzy, którą zaczynałem wędrówkę. Znów kropi.
-
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Pięknie się z Tobą Marcinie spaceruje po tych ścieżkach przyrodniczych.Opisy palce lizać!
-
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
I ja sie bardzo cieszę, że mogę z Tobą zimowo wędrować i botanizować. Jak dobrze, że żadna roślinka nie ujdzie Twej uwadze;)
-
10 załącznik(ów)
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Wodospad
Wodospady są różne. Mogą być na przykład duże - wysokie i szerokie. Mogą być średnie. Mogą być również małe - niskie i wąskie tak bardzo, że aż trudno dopatrzyć się wodospadu. Tak już pradzieje ukształtowały rzeźbę Bieszczadów, że mamy tu tylko tą ostatnią kategorię wodospadów. Dlatego jedyną słuszną porą ich oglądania jest zima i to najlepiej mroźna zima, gdy zmieniają się w lodospady i z każdym dniem mrozu obrastają coraz to większą kaskadą lodu.
Po tygodniu chmurnej i mroźnej zimy dzisiejsze słońce sprawiło, że mimo siarczystych mrozów zrobiło się przyjemnie ciepło. Po przedpołudniowym objeździe składów i obchodzie zrębu poczułem niedosyt. Razem z Ewą wzieliśmy Funiaka i ruszyliśmy w miejsce, gdzie pewien wielkopolski specjalista od parkietów nie znalazł owoców dzikiego krzewu róży. Zaparkowałem pojazd obok kurnika i polną drogą ruszyliśmy łagodnie w dół. Stadka rozmaitego ptactwa żerowały na owocach ostów, łopianów, tarniny i wspomnianej już wcześniej dzikiej róży, której rośnie tam sporo. W oddali majaczyły zarysy połonin. Mimo mrozów zamieniających wilgoć w kryształ powietrze nie miało kryształowej natury. Stadko raniuszków opanowało owocostany sumaka octowca poszukując w nich białka w popstaci ukrytych owadów. Kwiczoł namiętnie obrzerał się szyszkojagodami jałowca. Grubodzioby w tarninach poszukiwały pestek. Gdzieś w sosnowo-świerkowym lasku z bogatym podszytem odezwał się dzięcioł czarny. Minęliśmy wiszącą kapliczkę i łagodnie dróżką po zakrętach doszliśmy do Sanu. Od południowego wschodu nadlatywało olbrzymie stado łysogłowych kruków. Przeleciało dokładnie nad nami. Takich ilości jeszcze u nas nie widziałem. Z rzeki zerwało się stado nurogęsi. A zza krzewiastych wierzb ociężale wzniosła się czapla siwa. Jedynie krzyżówki nie reagowały tak nerwowo i po prostu płynęły sobie w górę rzeki utrzymując bezpieczny dystans. Kawałek lasu wraz gruntem zjechał sobie kilka metrów w dół. Bobry zajęły się korowaniem powalonych wierzb. Do lodospadu było już blisko...
-
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Ruszaj Marcinie,bardzo mi pilno do tego lodospadu!
-
10 załącznik(ów)
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
...Od wschodu niebo zaszło chmurami, ale teraz słońce wyszło zza chmur na zachodzie. Na stromej skarpie porośniętej grądowym lasem z lipą, paklonem, grabem, dębem szypułkowym, bukiem oraz sporadycznie całą resztą gatunków dało się nawet coś pobotanizować. Śniegu na południowym stoku mało i widać było sporo rozet liściowych sałatnicy leśnej, przylaszczek i kopytników. No ale celem był lodospad. Jeszcze tylko powalona wierzba do sforsowania i już byliśmy pod lodospadem. Składa się on z dwóch kaskad - dolna łagodniejsza - około pięć metrów przewyższenia i górna, która spada po kamiennym progu pionowo - około trzech metrów. Kilka minut na podziwianie i czas wracać. Znów wzdłuż rzeki tyle tylko, że teraz w dół biegu. W miejscu, gdzie wpada potok odbiliśmy przy niewielkich skałkach w górę wąską ścieżką przez trawiasty sosnowo-świerkowy lasek. Znów byliśmy na polnej drodze, którą zaczęliśmy wycieczkę. W głogowo-tarninowych zaroślach wypatrzyłem zielony liść dzikiej róży oraz owocostan traganka. Przed nami podlatywało stadko gilów i sikora uboga. Nawet dzwoniec dał się uwiecznić na fotografii, ale tylko z daleka. Nad połoninami się zachmurało i ledwo co je było widać, ale za to zapowiadał się dość kolorowy zachód słońca.
-
10 załącznik(ów)
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Pogoda na lisa
Bywają takie dni, kiedy poranne opary unoszące się niczym pasemka waty nad rzeką zapowiadają spotkanie - spotkanie z ostatnim dużym, pospolitym drapieżcą Europy, który po prostu przyzwyczaił się do ludzi. Wilk stał się zwierzęciem kresowym, banitą lub niewolnikiem, przez tysiąclecia poddawanym genetycznej selekcji przez swego "kochającego" pana. Lis pozostał dziki, sprytny, o jego przebiegłości liczne europejskie ludy opowiadają po dziś dzień bajki, baśnie i mity. Oczywiście pan wszelkiego stworzenia na tej ziemii podobnie jak bliźnim i jemu stworzył obozy koncentracyjne produkujące futra - eufemistycznie nazywane fermami. Ale mimo to lis po prostu nie dał się skundlić i całkiem nieźle sobie radzi.
Zeszłotygodniowy niedzielny poranek rozpoczął się mgłami. Dwudziestostopniowy mrozik pokrył szadzią drzewa, krzewy, badyle i wszelkie ludzkie instalacje. Nie było na co czekać. Ewa zrobiła herbatę do termosu. W pośpiechu przekąsiliśmy po kromce chleba i razem z Funiakiem ryszyliśmy w miejsce, gdzie San nie płynie tak, jak płynął przez wieki. Gdzieś na poboczu wąskiej dróżki zostawiliśmy samochód i ruszyliśmy po trzeszczącym śniegu ku meandrom wijącym się wśród mgieł. Ale nie byliśmy tam pierwsi. W śniegu i na lodzie, który pod nami pękał były już ślady lisa. Nie tylko my lubimy z rana ptactwo wodne.
Z mgieł wyłonił się samiec gągoła, a nad nami przeleciało kilka razy całe ich stadko spłoszone gdzieś w dole rzeki - może przez lisa. Trochę niżej pływało kilka nurogęsi. Wróciliśmy do auta i podjechaliśmy przy lesie kilkaset metrów dalej. Przez gałęzie i szadź przebijały się promienie słońca powodując opadanie lśniących drobin. Na wodzie dostrzegłem coś małego - pojawiającego się na powierzchni co kilkanaście-kilkadziesiąt sekund, by po sekundzie-dwóch znów zanurkować i wypłynąć dwadzieścia metrów dalej. W zimnej wodzie kąpiel urządzała sobie para perkozków...
-
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Ożeż kurna...ten pierwszy rządek powala
-
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
-
10 załącznik(ów)
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
...Podjeżdżamy do miejsca, gdzie odbija polna droga do brodu. Powyżej brodu widać dwa łabędzie nieme i jakieś kaczki. Poniżej w oparach majaczy stadko krzyżówek. Zasłonięci przez oszronione badyle zakradliśmy się do brzegu. Łabędzie urządzały sobie kapiel w promieniach porannego słońca. Obok nich pływało stado gągołów. Wchodzę w gumofilach do wody brodem. Ptaki nie reagują. Kilka metrów ode mnie zaraz przy tafli lodu na sekundę głowę z wody wystawił perkozek, ale tak, że ledwie go zdążyłem zauważyć. Schował się pod wodą i po minucie pojawił przy drugim brzegu. Łabędzie w całej okazałości prezentowały swoje wszystkie wdzięki. Krople wody niczym sznury pereł spływały po białych piórach. Poszliśmy przy rzece w dół w stronę krzyżówek. Zerwała się czapla, a za nią poleciały krzyżówki. Wylądowały pięćdziesiat metrów niżej na rzece. Wracając skupiliśmy się na perkozkach. Małe to to i trudno je zobaczyć, bo zazwyczaj tylko na chwilę głowę samą wystawia z wody. W nogi już się zimno zaczęło robić, ale warto było czekać. Znów parka. Po drodze do auta minęliśmy jeszcze sporą kępę oszronionych chabrów...
-
10 załącznik(ów)
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
...Mgliste opary powoli zanikały, aż prawie nic z nich nie zostało. Jedynie tam, gdzie rzeka cały dzień płynie w głębokim cieniu nad wodą unosiła się niska zimna mgła. Jadąc autem po lewej wypatrzyłem przykucniętego lisa. Nie reagował. Dopiero po dłuższej chwili czmychnął w stronę rzeki. Najpierw zdawało się, że polował na myszy, ale to pozostałości sarny go zwabiły. Zamarzniete szczątki walały się kilkanaście metrów od drogi. Dookoła było pełno śladów i powyrywanych kęp włosia. Na ofiarę wilków raczej nie wyglądała - zbyt wiele z niej pozostało. Może ryś, może kolizja z autem, a może jakaś inna losowa przyczyna sprawiła, że sarna straciła życie i stała się zimowym pokarmem dla okolicznego zwierza i ptactwa.
Odbiliśmy w lewo w polną drogę. Jechaliśmy teraz w słońcu wyboistą drózką biegnacą środkiem pól. Z daleka wypatrzyłem sterczace ponad śnieg liście zarodnionośne pióropuszników. Zostawiliśmy auto i poszliśmy w stronę wierzbowych zadrzewień. Nad Sanem trafiliśmy na metrowej grubości wierzbę podgryzaną przez bobry. Nadrzeczne drzewa pokryte były lśniącą szadzią. W głębokim cieniu na środku rzeki stał obmarzły strach - strach na kormorany...
-
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Cytat:
Zamieszczone przez
marcins
poranne opary unoszące się niczym pasemka waty nad rzeką zapowiadają spotkanie
No,no...kapitalne poranki czają się tam, na dalekim wschodzie ;)
-
10 załącznik(ów)
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
...Pojawiła się straż rybacka. Pewnie kormoranów szukali. Wróciliśmy nie śpiesząc się do samochodu i pojechaliśmy z powrotem. Żal było wracać, a że każda droga i tak prowadzi do domu, więc wybraliśmy dłuższą drogę powrotnią. W górnej części zalewu zatrzymaliśmy się jeszcze na krótką kąpiel słoneczną i obserwacje stad na wodzie. Ale najpiękniejsze były pustki. Ruszyliśmy w dalszą drogę. Nad dawnym miasteczkiem stanęliśmy z Funiakiem na sikanie. Nie wiem, co sobie myślał, ale widoki musiały go zachęcić do wyraźnego zaznaczenia terenu. W wyższych partiach gór droga zrobiła się wreszcie uroczo biała i nie kontrastowała już tak z otoczeniem. Przed nami wyrosły trzy brogi i zupełnie pusty parking. Pora na herbatę. W skrytce znalazła się paczka krakersów, którą szybko opróżniliśmy. Powoli serpentynkami ruszyliśmy ku przełęczy...
-
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Pięknie... aż się nie chce wracać do domu ...
-
10 załącznik(ów)
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Pora na ostatni akt.
...Na przełęczy urządziliśmy sobie mały spacerek. Na parkingu stało kilka samochodów. Śniegu było niewiele i na południowych stokach połonin widać było sporo zeschniętej trawy. Po drodze w doline mieliśmy bliskie spotkanie z lisem, który urządził sobie obchód i znakowanie terenu. Wolnym krokiem przemierzał otwarte przestrzenie zarastających łąk. Żeby nilt nie miał wątpliwości w czyim królestwie sie znajduje i ostentacyjnie zaprezentował swoje prawa do tych terenów. Nawet Funiak przez okno samochodu go wypatrzył.
Parking przy cmentarzu był pusty. stanęlismy by jeszcze trochę popatrzeć na zimowe krajobrazy oblane słońcem. Śnieg trzeszczał pod nogami i zaczął ciągnąć mroźny wiatr. Zaszliśmy popatrzeć na cmentarz. Gdy wracaliśmy po przeciwnej stronie doliny dostrzegliśmy jeszcze jednego lisa. W śnieżnej scenerii wyglądał niczym piesiec podążający za niedźwiedziem polarnym. Naszła pora by wracać. Nim dojechaliśmy do domu słońce zbliżyło się do horyzontu.
-
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Muszę przyznać że polowanie na lisa mieliście udane.
-
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
..dzięki... dobrze było się znów znaleźć w domu
-
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
-
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Cudo!!!
Kup sobie coś z dłuższym szkłem jeszcze i wtedy będziemy dopiero z zazdrości palce obgryzać :-D
-
10 załącznik(ów)
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Popod skały
Przychodzi taki czas, że wiosenny fen nie daje spokoju, że śnieg niknie w oczach, a błonia nad rzeką zmieniają się w rozlewiska. Od rana mnie nosiło, więc nie było innego wyjścia jak wdziać na nogi jedyne słuszne obuwie terenowe i ruszyć z Funiakiem popod skały.
Fenowe chmurki przyćmiewały słońce. Zalane wodą błonia były puste. Ani pliszki, ani czajki, ani kwiczołów czy krzyżówek nawet. Jakiś foksterierek podbiegł ostro szczekając i szukając zaczepki, ale szybko został spacyfikowany przez Funiaka i wrócił do swego pana. Spokojnie mogliśmy iść sobie brodząc w stronę rzeki. Nadrzeczną ścieżką dotarliśmy do skał. Woda duża, roztopowa i mętna. Wczepiłem się pazurami w wietrzejący piaskowiec i jakoś przelazłem bez zmoczenia pod skałami. Funiak też sobie poradził. Przez zimę sporo świeżych okruchów oderwało się od ściany. Łupkowe piarżysko u podnóża osuwiska wdarło się trzy metry w rzekę. Gdzieś pomiędzy łupkami wypatrzyłem pierwszego podbiała. Za ostatnim nawisem skalnym wdrapaliśmy się do lasu - ciepłego wielogatunkowego grądu. Na wawrzynkach pękają już pąki. Walnęliśmy się na powalonym omszałym dębie i wygrzewaliśmy się w promieniach, wreszcie wiosennego, słońca. Do kieszeni wziąłem tylko pięć garści słonecznika, a można było tak leżeć i leżeć wpatrując się w korony paklonów, jaworów, lip, dębów i grabów godzinami. Spomiędzy zeszłorocznych liści w ściółce powychodziły śnieżyczki wabiąc ospałe pszczoły, które pierwszy raz w tym roku wyleciały z uli. Wisenne kwiaty leśne najlepiej ogląda się z perspektywy gruntu, niektórzy ją żabią nazywają, ale ja myślę, że raczej najefektowniej wyglądają z perspektywy skoczogonka. Brunatne liście wydają się wtedy wzgórzami, a śnieżyczki są niczym wielkie białe drzewa rozświetlające las...
-
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Nareszcie!!:grin: Marcin znalazł wiosnę przycupniętą przy skałkach :grin:
-
10 załącznik(ów)
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
...No ale nie można leżeć wiecznie. Opuszczamy śnieżyczkowy las by zejść do łęgu nad rzeką. Widać z góry, że bobry naspuszczały sporo wierzb. Schodząc po gliniastej skarpie dostrzegam turzycę palczastą wypuszczającą młode kwiatostany. Przedzierając się poprzez powalone wierzby i zarośla leszczyny dochodzimy do przewróconego dębu. Leży już tak od kilkunastu lat i coraz bliżej mu do ziemi. Kiedyś przechodziło się pod nim. Teraz można go już przekroczyć i nawet nic sobie nie obetrzeć podczas tego manewru. Przy pniu znajdujemy pióra. Krótka analiza pozostawionych śladów i udaje mi się odtworzyć historię ze szczegółami. A więc było to tak:
Pewnego zimowego dnia sójka ze swojej zimowej spiżarni wyciągnęła kolejnego żołędzia. Żeby nie jeść go na ziemi postanowiła, że wykorzysta do tego pień powalonego dębu. Zajadając się tak wnętrzem żołędzia popełniła swój ostatni błąd w życiu. Przez lukę w drzewach z ukrycia w lesie uderzył na nią od tyłu jastrząb. Śmierć była szybka. Nawet stołówki nie musiał zmieniać. Tylko zamiast jarskiego zamówił sójkę w pierzu nadziewaną żołędziami.
Tak to już bywa w przyrodzie. Ruszyliśmy dalej łęgiem szukając śledziennic i młodych liści czosnku niedźwiedziego...
-
10 załącznik(ów)
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
...Znów wdrapaliśmy się kawałek do góry. Kiedyś rosło tutaj sporo wejmutek. W pradawnych czasach, kiedy Polska miała niewielki dostęp do morza, a w Lesku był nie tylko zamek, ale i hrabia, który w nim mieszkał, lasów w okolicy było znacznie mniej. Hrabia, leśnik lubował się w lasach i w związku z tym dbał o nie z wyjątkową starannością. Zgodnie z duchem ówczesnych czasów sadził również drzewa u nas wcześniej niespotykane, a przynajmniej takie, które od czasów plejstoceńskich zlodowaceń nikt u nas nie widział i stąd w możemy spotkać jedlice, żywotniki, sosny czarne, banki i wejmutki właśnie. Teraz większość wejmutek jest już tylko w postaci obumarłych kłód sterczących jeszcze bez kory lub murszejących na dnie lasu, ale niktóre mają się dobrze i całkiem spore rozmiary osiągnęły.
Znów zeszliśmy do rzeki, by na niewielkich omszałych skałkach odszukać zanokcicę murową. Pośród wilgotnych mchów na skale młode pędy wypuścił rozchodnik wielki. W rozetkach rzeżuchy piaskowej pojawiły się już pąki białych z lekkim odcieniem różu kwiatów. I tu poznałem swój zimowy błąd, gdy mylnie wziąłem rzeżuchę piaskową za sałatnicę leśną w czasie wyprawy ku wodospadom (maciejka ;)).
Znad rzeki dobiegał jakiś dziwny skrzeczący głos. To jeden z łabędzi niemych próbował coś zakumunikować, chyba swoje niezadowolenie z naszej obecności. Skarpa powoli się wypłaszczała, by przejść w rozległe błonia. Bobry urządziły sobie rajd w głąb lasu ku żerdziowinie jodłowej, generalnie nie przepuszczając żadnej jodle. Jakby ktoś żerdzi potrzebował na ogrodzenie to ma już gotowe, nawet okorowane...
-
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
-
10 załącznik(ów)
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
...Ścieżką wdrapaliśmy się na górę. Coś w zimie nawiedziło dziuplasty dąb i dobrało się do gniazda szerszeni. Zatrzymaliśmy się jeszcze przy wielkim dwupniowym dębie i poszliśmy dalej. Gdy doszliśmy do osuwisk postanowiłem, że zbadamy to, co trudno dostępne. Połaziliśmy pomiędzy skalistymi grzbietami i wąskimi stromymi jarami. Miejscami dało się zejść prawie do samych skałek, do powyginanych dębów, sosen i ostatniego jałowca. Jałowiec rośnie na skale, jest powyginany i obdarty z kory, ale jeszcze rośnie. Jakieś sto lat temu rosły tu prawie same jałowce - do teraz pozostały po nich zbielałe suche szczątki. Zeszliśmy ścieżką do rzeki i znów brodziliśmy przez rozlewiska. Jeszcze tylko rów melioracyjny i byliśmy w wiosce.
-
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Cygnusy dostojne,ale co te fiolety?
-
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
Które fiolety? Wszystko opisane.
-
Odp: Marcinowe spacery po Bieszczadach i okolicach
nr 5 w poprzednim. Jakoś się nie doczytałam dokładnie