-
Blubry starego pyry.
Witajcie, kochane góry,
O, witaj droga ma rzeko!
I oto znów jestem z wami,
A byłem tak daleko!
Jan Kasprowicz
Wstęp
Zbliża się najważniejszy dzień w roku, wyjazd w Bieszczady. Sygnały o zbliżającym się wyjeździe docierają do mnie z różnych stron. Najpierw dzwoni Bertrand, że rusza w drogę. Kiedyś w czasie wspólnego spaceru po WPN zgadaliśmy się, że nasz pobyt w bieszczadzie pokrywa się. Umawiamy się więc na spotkanie. Lepsza połowa codziennie po przyjściu z pracy informuje ile jeszcze dni do wyjazdu. Zaczyna się krzątanina, przygotowanie sprzętu do wyjazdu, zakup prowiantu i napitków procentowych i nie procentowych . Cholera jak ja tych przygotowań nie lubię. No i najważniejsze błękitna strzała idzie na przegląd do mechanika. No cóż latka lecą i konie mechaniczne wymagają szczególnej troski co by nie było kłopotów w drodze. Plan zakłada, że ruszymy z Pyrlandii 28 sierpnia z przystankiem w Zamościu gdzie zabieramy trzeciego uczestnika naszej wyprawy. Jak to w życiu plany sobie a życie niesie swoje niespodzianki. Pierwsza niespodzianka, lepsza połowa musi jeszcze w sobotę iść do pracy, takie czasy, samo życie. Wyjazd opóźnia się o jeden dzień. Ale pakowanie plecaków, przygotowanie sprzętu i akcesoriów fot przebiega bez zakłóceń. Lepsza połowa śmieje się ze mnie, że jestem uzależniony od fotografii i chyba szybciej bym zapomniał o niej niż o swoich zabawkach foto. Chyba coś w tym jest. Ale każdy ma swoje ała. No i wreszcie nadeszła ta chwila. Budzimy się w niedziele rano, jemy śniadanie. Zabieramy cały spakowany ekwipunek i ruszamy do błękitnej strzały. Po zapełnieniu bagażnika ruszamy do Zamościa. Podróż przebiega przyjemnie na trasie nie ma wielkiego ruchu ale to przecież niedziela i ludziska jeszcze odpoczywają. Przed Radomiem zaskoczenie, duszę hamulec pedał leci do podłogi a auto toczy się dalej nie zamierzając wcale zwolnić. Robi mi się ciepło, później zimno na koniec czuje, że mam nogi jak z waty. Korzystając z hamowania biegami i hamulca ręcznego zatrzymuję auto. Pomału dojeżdżam do najbliższej stacji benzynowej w Radomiu. Najpierw kawa i szybki rachunek sumienia co robić dalej. Dzwonię do siostry w Zamościu informuję ją o sytuacji. Jednocześnie proszę co by zorientowała się czy znajdzie jakiegoś mechanika który zająłby się błękitnym nieszczęściem. Tylko jest jeden mały problem do Zamościa jest jeszcze ok. 200 km i Lublin do pokonania. Mając wykupioną polisę AC dzwonię na infolinię do ubezpieczyciela. I tu jak zawsze okazuje się, że klientem jesteś dobry tylko wtedy gdy regularnie płacisz składki. Gdy potrzebujesz pomocy zostajesz pozostawiony samemu sobie. Nie skierowano mnie do warsztatu z którym ubezpieczyciel ma podpisaną umowę nie zaproponowano lawety, czysty skandal. W między czasie dzwoni siostra z informacją, że mechanik w Zamościu czeka. Sprawdzam auto nie widzę żadnych śladów wycieku, płyn hamulcowy w zbiorniczku jest. Sprawdzam hamulce niby działają. Uruchamiam silnik, duszę pedał hamulca opór jest. Wygląda że na razie z hamulcami jest wszystko OK. Podejmuję decyzję jedziemy do Zamościa. Zobaczymy co się jeszcze urodzi. Jadę wyjątkowo regulaminowo. Zostawiam przed sobą przynajmniej 100 m luzu. Z duszą na ramieniu jedziemy do przodu. Szczęśliwie po 4 godzinach jesteśmy na miejscu. Przez całą drogę niby hamulce działały prawidłowo. Pierwsze co robię po przyjeździe do Zamościa to jadę z mechanikiem do warsztatu. Tam okazuje się, że walnął tłoczek. Plan wyjazdu w poniedziałek rano szlak trafił.
cdn.
-
Odp: Blubry starego pyry.
ale miales szczescie ze na rownej drodze... nam kiedys hamulce strzelily przy zjezdzie z serpentym wetlinskich.. dobrze ze wtedy nikt nie jechal z przeciwka...
tak dobrze rozumiem co znacza nogi z waty i raz cieplo raz zimno... i to cale zycie przed oczami...
-
Odp: Blubry starego pyry.
Świetnie dozujesz napięcie....
-
Odp: Blubry starego pyry.
Cytat:
Zamieszczone przez
buba
ale miales szczescie ze na rownej drodze... nam kiedys hamulce strzelily przy zjezdzie z serpentym wetlinskich.. dobrze ze wtedy nikt nie jechal z przeciwka...
tak dobrze rozumiem co znacza nogi z waty i raz cieplo raz zimno... i to cale zycie przed oczami...
Najgorszy jest ten pierwszy moment zanim dotrze do człowieka co się stało. Jak dotrze to wtedy zaczyna się działać niemal jak automat. Ale nie są to miłe przeżycia. Tylko z drugiej strony Buba jest co wspominać.
-
Odp: Blubry starego pyry.
30.08.
Rano razem z mechanikiem jedziemy do hurtowni po części trzeba nabyć tłoczek, szczęki hamulcowe i inne akcesoria. Zaczyna się mozolna naprawa błękitnego nieszczęścia ale bez sprawnych hamulców nie ma czego szukać na bieszczadzkich drogach. A poza tym własne bezpieczeństwo – bezcenne. Trzeba jeszcze zadzwonić na pocztę w UG gdzie mamy zarezerwowane pokoje. Bo nie ma szans dojechać na 13.00 do UG. Umawiamy się z pracownikiem poczty, że odbierzemy klucz we wskazanym miejscu. W między czasie dzwoni Bertrand z pytaniem czy jestem już w bieszczadzkie? Opowiadam swoje perypetie i umawiamy się, że zadzwonię jak już dojadę na miejsce. Wymiana tłoczka założenie nowych szczęk hamulcowych i odpowietrzenie układu kończy się po 11. Reguluję należność za naprawę i jadę na stację benzynową, tankuję błękitne nieszczęście i pędzę po pozostałych uczestników wyprawy. Szybko ładujemy się do błękitnego nieszczęścia i ok. 12 ruszamy w końcu do ukochanych Bieszczadów. Jak zawsze zatrzymujemy się przed Birczą na parkingu na kiełbaskę i kawę. I tu kolejna niespodzianka in minus. Po budce z kiełbaskami nie ma śladu. A były tam takie smakowite kiełbaski z grilla. Po 16 jesteśmy w UG. Odbieramy klucze i kwaterujemy się na poczcie. Dzwonię do Bertranda z informacją, że w końcu dojechałem. Pierwsze kroki kierujemy do ZpC, kosztujemy pierogi i oczywiście browarek. Następnie odwiedzamy kiosk z koszulkami. Jak co roku nabywamy tam drogą kupna koszulki bieszczadzkie. W tym roku kupujemy koszulki z wizerunkiem rysia. Obowiązkowo trzeba się przywitać z Czesiem właścicielem sklepu przy głównym skrzyżowaniu UG. Powietrze bieszczadzkie chyba tak na człowieka wpływa, że natychmiast zapomina o dotychczasowych kłopotach, teraz liczy się tylko to co jest tu i teraz. Warto tu przyjeżdżać dla takich chwil. A jutro zobaczymy jaka będzie pogoda ale plan zakłada wyjazd do Widełek i marsz na Magurę Stuposiańską zejście do Przysłupu Caryńskiego i poprzez Połoninę Caryńską powrót do UG. Ale to jutro. Dzisiaj tylko pozostało złożyć głowę na skrzydłach Morfeusza i odlecieć w nieznane.
cdn.
-
Odp: Blubry starego pyry.
Cytat:
Zamieszczone przez
Pyra.57
[. Trzeba jeszcze zadzwonić na pocztę w UG gdzie mamy zarezerwowane pokoje. ]
spaliscie na poczcie? :) ale fajnie! nam tez sie kiedys udalo! wprawdzie nie w UG ale byly paczki, wielkie wagi i wogole niezly klimacik :)
-
Odp: Blubry starego pyry.
Klimacik tam jest. Paczek nie uświadczysz ale jest tam po prostu intymnie, cicho i kameralnie. Ja nikomu nie przekszkadzam i mnie nikt nie przeszkadza.
-
Odp: Blubry starego pyry.
Marku, wreszcie się doczekałem na Twoje relacje.
"Pierwsze kroki kierujemy do ZpC, kosztujemy pierogi i oczywiście browarek"... baa, browarek w ZpC. ;)
-
Odp: Blubry starego pyry.
Uzależniony od fotografii Pyro, a fotki gdzie?;-)))
Opis bajka, ale ja poproszę o obrazki
-
Odp: Blubry starego pyry.
No właśnie !
Gdzie obrazki ?
-
Odp: Blubry starego pyry.
Cierpliwości fotki będą od następnego odcinka. A te pierwsze dni, to jak sami widzicie, bardziej martwiłem się czy uda mi się dojechać w bieszczady niż myślałem aby łapać za sprzęt.
-
10 załącznik(ów)
Odp: Blubry starego pyry.
31.08.
Budzę się w nocy i słyszę niemiłe odgłosy. Krople deszczu uderzają w parapet. To niepokojąca muzyka. Może do rana się wypada. Ale to tylko niespełnione życzenia. Plany wszystko na to wskazuje, szlak trafił. Dzwonię do Bertranda z pytaniem czy w Komańczy i okolicy leje. Odpowiedź rozwiewa wszelkie nadzieje. Zanosi się więc na dzień barowy. Okazuje się w między czasie, że musimy pędzić do Lutowisk na pocztę co by wypłacić bilety NBP. Ale dzwoni Bertrand z propozycją aby spotkać się w Lesku. Tajemniczo dodaje, że ma ciekawą propozycję ale reszty dowiem się na miejscu. Propozycja zostaje przyjęta, jest okazja do spotkania. Pakujemy się do błękitnej strzały i mkniemy bieszczadzkimi drogami do Leska. Gdzie mogą spotkać się pyry w Lesku? Oczywiście w banku. Zasilamy się w bilety NBP i kierujemy swoje kroki do galerii w synagodze. Dokonujemy tu drobnych zakupów i udajemy się do lokalu pełnego słodkości (pyyyyysznych!!!!!) oraz wyśmienitej kawy. Tutaj Bertrand podaje szczegóły dalszej wycieczki. Najważniejsze, przestało padać. Pierwszy etap to cerkiew w Uluczu. Przepiękny obiekt położony na wzgórzu Dębnik. Przekazy historyczne wskazują, że jest to jedna z najstarszych cerkwi w Polsce. Pięknie położona cerkiew otoczona jest starodrzewiem. Droga do cerkwi jest jednocześnie drogą krzyżową, która rozpoczyna się od kapliczki u podnóża wzniesienia. Poszczególne stacje oznaczone są krzyżami przymocowanymi do drzew.
Załącznik 20263Załącznik 20261Załącznik 20262Załącznik 20260
Bertrand przyjmuje funkcje przewodnika. Z Ulucza jedziemy do Hłomczy. Cerkiew przynajmniej z kolorystki dachu podobna do cerkwi w Szczawnej. Nie udaje się nam znaleźć osoby dysponującej kluczem, aby zobaczyć wnętrze cerkwi. Lekko jesteśmy zbulwersowani widząc na domu w którym mieszka duchowny wywieszoną flagę ukraińską a polskiej niet. Czyżby tam mieszkał obywatel polski będący patriotą ukraińskim? Trochę to dziwne.
Załącznik 20264Załącznik 20265
Następnym przystankiem jest Dobra. Cerkiew przyciąga uwagę ciekawą, konstrukcją dzwonnicy. Drogą dedukcji znajdujemy dom gdzie jest deponowany klucz do cerkwi. Dzięki uprzejmości Pani zarządzającej kluczem możemy obejrzeć wnętrze cerkwi. Pięknie zachowany ikonostas i polichromie pokryte patyną czasu nastrajają człowieka refleksyjnie. Przed cerkwią odnajduję rzeźbę której fotografie można oglądać w albumie „Zdzisław Pękalski”.
Załącznik 20266Załącznik 20269Załącznik 20267Załącznik 20268
Jadąc dalej odwiedzamy jeszcze cerkwie w Tyrawie Solnej i Siemuszowej. Nie możemy sobie odmówić odwiedzin góry Sobień. Zachwycające widoki na San z tarasu widokowego bezcenne. Na koniec tak intensywnego dnia zostawiamy sobie odwiedziny w ogrodzie sztuki. Najpierw odwiedzamy Bogdana Iwanowskiego w Tyrawie Wołoskiej. Sam artysta oprowadza nas po swoim gospodarstwie opowiadając o rzeźbach znajdujących się w plenerowej galerii. Widoczna jest fascynacja dwiema postaciami. Jedna to Jan Paweł II a druga to marszałek Józef Piłsudski. Oczywiście nie brakuje odniesień do legend bieszczadzkich można zobaczyć urocze kapliczki, biesy i czady. Na zakończenie objazdu jedziemy do Hoczwi odwiedzić Zbigniewa Pękalskiego. Bertrand wcześniej umówił naszą wizytę. Spotkanie niesamowite pełne ciekawych opowieści o sztuce o samym artyście i o życiu. Ogromne wrażenie robi piwnica przerobiona przez Zbigniewa Pękalskiego w sanktuarium sztuki. Jest to miejsce sacrum, gdzie odbywają się msze i jednocześnie galeria sztuki gdzie zobaczymy kwintesencję twórczości Pękalskiego. Można tam podziwiać Madonny i Jezusy malowane w świńskich korytach, świętych wydobywanych ze spalonych gontów cerkwi, po stary piec gdzie diabeł do dziś ma swoje schronienie. Było to wspaniałe podsumowanie dnia. Zakupiliśmy jeszcze najnowszy album o artyście oczywiście z dedykacją głównego bohatera i zostało jeszcze tylko dojechać do swoich kwater. Zaczęło się już ściemniać, żegnamy się z Renatką i Bertrandem. Czas ruszać, niesieni przez mechaniczne konie pędzimy: Bertrand do Komańczy ja do UG. A jutro nowy dzień i nowe przeżycia. Może uda się odwiedzić Magurę i Caryńską.
cdn.
PS. poniżej pozostałe zdjęcia do tego odcinka relacji.
-
10 załącznik(ów)
Odp: Blubry starego pyry.
-
10 załącznik(ów)
Odp: Blubry starego pyry.
1.09.
Ranek wita nas mgłami. Niebo pochmurne koloru stali ale nie pada. Jesteśmy spragnieni Bieszczad. Szybkie śniadanie i poranna kawa. Przygotowanie prowiantu na drogę. Pakujemy plecaki. I ruszamy do centrum UG szukać transportu do Widełek. Stoi kilka busów ale wszystkie jadą albo do Wetliny albo do Wołosatego. Wychodzi Czesiu właściciel sklepu witamy się, patrzy na nas i zaczyna nas zniechęcać do wyjścia na szlak. Mówi, że nie ma po co iść bo widoków nie ma i będzie padało. Ale wytłumacz palaczowi, że palenie szkodzi. Podobnie jest z nami jesteśmy tak spragnieni bieszczadzkich szlaków, że nic nie jest w stanie nas zniechęcić. Jest jeden problem nie mamy transportu. Rozwiązanie awaryjne to PKS o 10 ale do odjazdu jeszcze jest godzina. Zamawiamy więc w sklepie produkty na szybki turystyczny obiad, które odbierzemy po zejściu ze szlaku. Chyba Czesiowi zrobiło się nas żal bo odpalił swój dostawczy bus. Ładujemy się z plecakami we trójkę do kabiny, która może pomieścić trzy osoby ale z kierowcą. Ruszamy ściśnięci jak sardynki w puszce. Czesi stwierdza no to k… pojedziemy bez zmiany biegów, bo faktycznie tej czynności wykonać nie można było. Dzięki Czesiowi na szlaku jesteśmy dużo wcześniej niż gdybyśmy jechali PKS. Wędrówka na Magurę Stuposiańską przebiega bez niespodzianek. O przepraszam jest jedna niespodzianka – oznakowanie szlaku. Kilka lat temu oznakowanie było fatalne, teraz jest OK. Znaki widoczne nie ma sytuacji, że szlak nagle gubi się w ostępach lasu. Pocieszające jest to, że nie pada. Widać ślady eksploatacji zasobów leśnych. Spotykamy też monstrum pracujące przy zwózce drewna. Byliśmy zdziwieni gdy dochodząc do szczytu usłyszeliśmy hałasy jak w centrum miasta. Im bliżej szczytu tym gorsza pogoda. Zaczyna lekko popadywać. Ale jesteśmy w lesie i nie jest to dokuczliwe. Do Przysłupu Caryńskiego schodzimy bez żadnych problemów. Naszym oczom pokazuje się nowa Koliba w całej okazałości. Rozmawiamy z gospodarzem schroniska. Pytamy kiedy schronisk ruszy. Dowiadujemy się, że otwarcie planowane jest na przełom września i października. Za zgodą gospodarza pod zadaszeniem Koliby spożywamy nasze drugie śniadanie. Nie można tutaj nie wspomnieć o pomocniku gospodarza schroniska, wilczurze, witającym przybyłych turystów radosnym merdaniem ogona i oczywiście domaganiem się pieszczot. Fajne psisko ale Kazana z Chaty Socjologa chyba nie jest w stanie przebić. Mam nadzieje, że nowa Koliba będzie miała klimat starej. Pogoda zaczyna się załamywać, zaczyna padać i to dość intensywnie. Wyciągamy z plecaków peleryny nabyte u Barnaby. Zaczynamy mozolną wspinaczkę na Połoninę Caryńską. Nawet nie chce mi się wyciągać aparatu bo wilgoć jest wszechogarniająca. Wszędzie mokro. Im wyżej tym coraz silniej pada wieje nieprzyjemny zimny wiatr. Czuję, że impregnacja butów nie wytrzymuje tej ilości wody. Buty zaczynają pomału przemakać. Im bliżej szczyt tym bardziej zaczynam mieć dość. Mimo tego, że nie jestem zmęczony to mgła, szarówka, deszcz zniechęcają do dalszej wędrówki. Ale myśl, że z każdym krokiem jestem bliżej celu mobilizuje do dalszego marszu. Na połoninie cisza i spokój. Widoków zero, ludzi nie uświadczysz. Pogoda skutecznie odstraszyła wszelkiej maści łazików. Deszcz pada coraz intensywniej. Cholera jak dobrze, że mamy peleryny bo inaczej przemoklibyśmy do suchej nitki. Dziewczyny się śmieją, że pogoda płacze nad uczniami zaczynającymi dzisiaj rok szkolny. Teraz przed nami tylko droga w dół do UG. Po ok. 2 godzinach jesteśmy na dole. W sklepie wita nas Czesi i radośnie oznajmi „a co nie mówiłem”. Robimy zakupy przede wszystkim kupujemy złocisty niepasteryzowany napój, zamówione wiktuały na obiad i udajemy się na kwaterę. Tam zaczyna się suszenie przemoczonych butów oraz części garderoby. Gorący prysznic znacznie poprawia samopoczucie. Obiad też smakuje wyśmienicie. I na koniec to co najlepsze złocisty niepasteryzowany napój, można zakrzyknąć cóż za smak. Zgrywam zdjęcia do archiwum i teraz można już spokojnie wskoczyć do łóżka.
cdn.
Załącznik 20302Załącznik 20297Załącznik 20304Załącznik 20299Załącznik 20301Załącznik 20303Załącznik 20295Załącznik 20298Załącznik 20300Załącznik 20296
http://forum.bieszczady.info.pl/images/misc/pencil.png
-
10 załącznik(ów)
Odp: Blubry starego pyry.
2.09.
Dzień wita nas deszczem. Pada i pada czy jest szansa na poprawę? Jedyne co nam zostało to obserwacja przez okno popisów skrzydlatych braci mniejszych. Niebo koloru szaro-stalowego i nisko snujące się chmury przykrywające szczyty nie dają nadziei na poprawę pogody. Skrzydlaci przyjaciele wybrali sobie linie energetyczne naprzeciwko naszych okien na swój sejmik przed odlotem. Fajnie to wygląda gdy na całej długości linii energetycznej siedzą ptaki. Prawdziwym klejnocikiem jest sikorka bogatka przylatująca na gałązkę sosny naprzeciwko okna. Buty i ciuchy schną więc nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. No ale korzystając z przerwy w opadach idę do sklepu wymienić puste pojemnik na pełne złocistego płynu oczywiście niepasteryzowanego. Przy okazji rozmowa z Czesiem. Pociesza, że od jutra będzie poprawa pogody. Mówi, że już popołudniu powinno być ładnie. Patrząc w niebo powątpiewam w te prognozy. Zaraz przypomina mi się kawał o indianach i szamanie co przypowiadał pogodę. Wracam na kwaterę, pijemy kolejną kawę, przeglądam zdjęcia. Cóż za nuda wyć się chce. Zbliża się obiad. Dzwoni Bertrand z informacją, że jutro zmienia miejsce zakwaterowania. Przemieszcza się do Smolnika n. Sanem do „Wilczej Jamy”. Po obiedzie pogoda zaczyna się zdecydowanie poprawiać. Widać nawet niebieskie niebo no i słonko zaczyna wychylać się za chmur. Trudno nie skorzystać z okazji jest już zbyt późno na jakiś dłuższy wypad ale spacer dookoła UG jest ze wszech miar wskazany. Idziemy najpierw w kierunku Szerokiego Wierchu. Ostatnie opady deszczu podniosły poziom wód w potokach. Terebowiec szumi i kusi aby zejść nad jego brzeg aby podziwiać wartki nurt. Spacer po łąkach i ścieżkach wokół UG jest namiastką planów jakie mieliśmy na dzień dzisiejszy ale z aurą nie wygrasz. Trzeba się cieszyć tym co jest. Ale jest nadzieja, że jutro uda się zrealizować którąś z zaplanowanych tras. Wieczór kończymy małym przyjęciem w związku z imieninami mojej lepszej połowy. Przy Jasiu Wędrowniczku i słodkim co nieco wieczór minął bardzo przyjemnie. Nie mogę tu nie wspomnieć o prezencie, który wcześniej moja lepsza połowa dostała od Renatki i Bertranda. Znakomita nalewka która mogłaby konkurować w „Festiwalu dobrych smaków”. Może ten koktajl spowodowała, że wszyscy zasnęliśmy jak kamienie.
cdn.
Załącznik 20321Załącznik 20323Załącznik 20317Załącznik 20316Załącznik 20315Załącznik 20322Załącznik 20314Załącznik 20320Załącznik 20319Załącznik 20318
-
Odp: Blubry starego pyry.
No i proszę, jak z pozornej nuuuuuudy można wychwycić takie piękności!
-
Odp: Blubry starego pyry.
Jak zwykle masz rację WUKO tylko trzeba chcieć i patrzeć dookoła siebie.
-
10 załącznik(ów)
Odp: Blubry starego pyry.
3.09.
W końcu dzień nie wita nas deszczem. W planie jest wypad na Krywe. Szybkie śniadanie, pakowanie plecaków, prowiant na drogę i wskakujemy w błękitną strzałę. Ruszamy ale najpierw musimy dać papu koniom mechanicznym. Pędzimy do Smolnika. Po zadaniu „paszy” do zbiornika ruszamy na szlak. Nie możemy sobie odmówić przyjemności odwiedzenia cerkwi. Mamy szczęście, cerkiew jest otwarta istnieje możliwość obejrzenia jej wnętrza oraz zatopienie się w ciszy i zadumie. Nie najlepiej wygląda w tej chwili cerkiew ogrodzona z każdej strony siatkami, płotkami itp. wynalazkami. Ale cerkiew jak zawsze robi urocze wrażenie. Ilekroć ją odwiedzam, odkrywam jej piękno i to coś co można nazwać duszą. Zapach drewna, jego kolor i faktura to wszystko chyba stanowi o wyjątkowości drewnianych budowli. Po obcowaniu z pierwiastkiem duchowym ruszamy do Zatwarnicy. Parkujemy błękitną strzałę pod kościołem i ruszamy z buta na Krywe. Ileż wspomnień mamy z ostatniej wizyty w tym miejscu. Teraz śmiejemy się przypominając sobie jak szybko (chyba pobiliśmy wtedy wszelkie rekordy Korzeniowskiego w chodzie) uciekaliśmy ze szlaku gonieni przez burzę. Mamy nadzieję, że tym razem burza nas nie zaskoczy. Marsz rozpoczyna się przy słonecznej pogodzie, podchodząc pod pierwsze wzniesienie witamy się z niewielkim deszczem. Ale za chwile wychyla się słonko. Idąc drogą mam nadzieję, że tym razem trafię na drogę prowadzącą do Hulskiego. Wzdłuż drogi podziwiamy rosnące żółte kwiatki na których radośnie buszują motyle. Oczywiście jak zwykle drogi na Hulskie nie znalazłem. Następnym razem na pewno trafię bo Bertrand łopatologicznie wyłożył mi jak tam dojść. Hulskie musi poczekać co najmniej do następnego roku. Nie mogę sobie odmówić przyjemności odwiedzenia wodospadu na Hulskim. Z niecierpliwością wypatruję wypału. Za wypałem pamiętam, że jest zejście nad potok skąd jest piękny widok na wodospad. Zejście jest błotnista i śliska. Dziewczyny denerwują się, że chcę tam zejść. Boją się, że mogę się ześliznąć i wpaść do potoku. Ale chęć zrobienia fotek jest silniejsza niż odrobina zdrowego rozsądki. Schodzę po stromej skarpie i rozstawiam statyw mocuje sprzęt i zaczynam zabawę na całego. Cóż za przyjemność. Po pewnym czasie zauważam, że na moją głowę i sprzęt padają duże krople deszczu. Podnoszę głowę do góry i widzę moje panie przebrane w peleryny. Deszcz leje jak cholera. Dziwię się im, że jeszcze mnie nie zabiły i tak spokojnie czekają na zakończenie mojej zabawy. Pakuję szybko sprzęt i sam wskakuje w pelerynę. Idziemy w kierunku na Ryli deszcz tak samo jak gwałtownie przyszedł tak przestał padać. Wyszło słońce to i humory nam się poprawiły. Przezornie peleryn nie zdejmujemy. Schodząc w dolinę otwierają się przed nami widoki, które zapierają dech w piersiach. Pod drogowskazem wskazującym zejście do cerkwi w Krywym robimy popas. Po deszczu nie ma śladu ale na niebie kłębią się malownicze chmury w kolorach od białego do granatowego. Piękna, wszechogarniająca zieleń działa na nas kojąco. To miejsc jest magiczne. Zawsze kiedy tu jestem zachwycam się malowniczością doliny. Po skonsumowaniu drugiego śniadanka ruszamy do ruin cerkwi. Schodzimy w dół, ziemia jest namoknięta, gdzie niegdzie tworzą się błotniste kałuże które musimy omijać. Na łące widać ślady bytności dzików. Zbuchtowana darń wskazuje, że dziki lubią tu buszować. W końcu docieramy do ruin cerkwi. Widać, że niedawno ktoś tu był. W środku ruin stoi krzyż na którym zawieszony jest wieniec z szarfami w ukraińskich barwach z napisem chwalącym bojowników poległych za wolność Ukrainy. Zostawię to bez komentarza. Wracając podziwiamy tarninę z dorodnymi owocami i kanie rosnące na łące. Idąc do Zatwarnicy mijamy grupę harcerzy, którzy szli w kierunku Krywego. Była to grupa międzynarodowa. Do niebieskiej strzały docieramy późnym popołudniem. Jedyna palaczka w gronie dysponuje jazdę do sklepu. Gdyby nie fakt, że sam mam chęć na coś niezdrowego w postaci fanty lub tym podobnego wynalazku to po papierosy bym nie pojechał. Jest już na tyle późno, że rezygnujemy z wypady na wodospad na Hylatym. Będzie okazja odwiedzić to miejsce kiedy indziej. O zmierzchu docieramy do UG. Tradycyjnie kąpiel, złocisty płyn niepasteryzowany, obiad, zgranie zdjęć i chwila relaksu. Dzwoni Bertrand z informacją, że przemieścił się do Smolnika jutro z Renatką zamierza atakować Tarnicę od strony Wołosatego. My mamy plan inny chcemy iść na Falową zejść do Jaworca wejść na wetlińską i zejść do Wetliny. Ale zobaczymy co przyniesie następny dzień.
cdn.
Załącznik 20351Załącznik 20347Załącznik 20355Załącznik 20349Załącznik 20352Załącznik 20354Załącznik 20353Załącznik 20350Załącznik 20348Załącznik 20356
-
10 załącznik(ów)
Odp: Blubry starego pyry.
4.09
Budzimy się w sposób naturalny. Za oknem pochmurno i mgliście ale nie pada. Kiedy spojrzałem na zegarek zrozumiałem, że nie ma szans na trasę zaplanowaną wczoraj. Spaliśmy tak długo, że nie będziemy w stanie zejść ze szlaku przed zmrokiem. Jak by nie patrzeć na przejście planowanej trasy potrzebujemy ok. 8 godzin. Zwłaszcza, że nie lubimy wyścigów na trasie i zawsze znajdziemy czas aby się zatrzymać i podziwiać piękno przyrody. Jest już po 10 a my jeszcze w powijakach, nie zjedliśmy śniadania a i porannej kawy nie wypiliśmy. Chwila zastanowienia i przez aklamację podejmujemy decyzję idziemy na Tarnicę. Dzwonię do Bertranda z pytaniem czy realizują swoje wczorajsze plany. Bertrand mówi, że się wahają. Informuję go, że my zmieniliśmy swoje plany i idziemy na Tarnicę. Szukając transportu do Wołosatego odbieram telefon od Bertranda, że za 15 minut będzie z Renatką w UG. Zapraszam ich do centrum UG, gdzie czekamy na nich przy sklepie. U Czesia w sklepie zamawiamy chleb, który odbierzemy po zejściu z trasy. Jak zwykle pogawędka z właścicielem wymiana aktualnych ploteczek, narzekanie na polityków, pogodę. Gdyby nie Czesiu to nie wiedzielibyśmy co się dzieje na świecie. Przynajmniej tu w Bieszczadach udaje nam się żyć bez telewizora, radia i prasy, cóż za święty spokój a i człowiek się mniej denerwuje. Przyjeżdża Bertrand proponujemy aby zostawił samochód w UG, i do Wołosatego pojechać busem, który jest już umówiony. Bertrand informuje nas, że on z Renatko będzie wchodził i schodził od strony Wołosatego. No cóż, szkoda bo proponowaliśmy zejście do UG Szerokim Wierchem. Ładujemy się do srebrnej strzały oklejonej zielonymi napisami i mkniemy do Wołosatego. Przypominamy sobie jak jeszcze niedawno ta droga wyglądała jakież to niespodzianki czyhały na kierowców ale dobrze, że zachodzą zmiany na lepsze. Kupujemy bilety na szlak. Uprzedzam wszystkich, że kiedykolwiek idę na Tarnicę bez względu na pogodę na górze następuje załamanie. Zawsze kończyłem łazęgę w deszczu, mgle i błocie. Bertrand zapowiada, że odczaruje tego pecha, trzymam za słowo zobaczymy. W trasę wyruszamy w słońcu jest na razie pięknie. Biorąc pod uwagę, że to sobota to trzeba się liczyć, że takich wędrowców im bliżej szczytu będzie więcej. Idąc pod górę tworzy się dwa peletony Jeden to peleton pań drugi Bertrand i ja. Rozmawiając o naszych wspólnych znajomych (nie omieszkaliśmy również poplotkować o koleżankach i kolegach formowych) nie wiedzieć kiedy doszliśmy na Tarniczkę. I o dziwo Tarnica wita nas piękną pogoda i niesamowitymi widokami. Czyżby Bertrand faktycznie miał zdolności odczyniania uroku? Byle tak dalej. Moje dziewczyny odmawiają marszu na szczyt Tarnicy, zostawiam pod ich opieką plecak sam łapię statyw, aparat i maszeruję na szczyt. Zdążyłem zrobić pierwszą serię zdjęć do panoramy a widzę Renatkę i Bertranda wchodzących na szczyt. Wspólnie robimy sesję zdjęciową, ja im oni mnie. Fakt zdobycia najwyższego szczytu polskich Bieszczad czcimy złocistym płynem wniesionym przez Bertranda. No i najważniejsze Bertrand zmienił zdanie, idzie z nami przez Szeroki Wierch do UG. Po zejściu z Tarnicy jemy jeszcze małe co nieco i zaczynamy powrót do domu. Widoki z Szerokiego Wierchu przy tak pięknej pogodzie wspaniałe. Kolory zmieniające się w zależności od oświetlenia, „dojrzała” zieleń, czerwień jarzębin, rude trawy, błękitne kwiatki to wszystko tworzyło niesamowitą scenerię. Myślę, że wszyscy wędrowcy naszej kamandy byli zauroczeni. Kontuzja Bertranda spowodowała, że musieliśmy nieco zwolnić schodząc w dół. Idąc żartowałem, że Zbigniew Pękalski widzi w szczelinach, dziuplach i konarach świątki i kapliczki a mnie one kojarzą się raczej z organami damsko męskimi. Chyba brakuje mi tej wrażliwości artystycznej a może nie umiem patrzeć na rzeczy w sposób twórczy. Gaworząc sobie o wszystkim i o niczym docieramy do UG. Namawiam Bertranda do zejścia nad brzeg Terebowca. Kontuzja Bertranda a i zmęczenie zniechęcają nas do tego pomysłu więc odkładamy jego realizację na inną okazję. Zostaje jeszcze konieczność jazdy do Wołosatego po srebrną strzałę Bertranda. Pędzę więc po moje konie mechaniczne. Bertrand korzysta z okazji i serwuje sobie złocisty nektar, Renatka jednoosobowo została wyznaczona na kierowcę pojazdu. Jedziemy z Renatką do Wołosatego i w dwa samochody wracamy do UG. Żegnamy się z pyrlandzkim towarzystwem i udajemy się na kwatery. Jaka to przewrotność, że będąc setki kilometrów od pyrlandii spotykamy się tu częściej niż u siebie. Ale fajnie, że mamy okazję do wspólnych spotkań i wędrówek. Pozostaje jeszcze zażyć mikroelementy w płynie, zjeść późną obiadokolację, wziąć kąpiel, zgrać zdjęcia i szykować się do snu. Plany na dzień następny są ale co uda się z nich zrobić tego nie wie nikt.
cdn.
Załącznik 20387Załącznik 20385Załącznik 20384Załącznik 20390
Załącznik 20381Załącznik 20386Załącznik 20383Załącznik 20389Załącznik 20382
Załącznik 20388
cdn fotorelacji w następnym poście.
-
10 załącznik(ów)
Odp: Blubry starego pyry.
-
Odp: Blubry starego pyry.
Jakiś czas temu zarzuciłem utarte szlaki ale oglądając te fotki... Piękna sprawa :-)
Pozdrawiam
-
Odp: Blubry starego pyry.
Obiecuję październikowe spotkanie browarne w Poznaniu. Czas i miejsce zapodam w stosownym wątku. Pogody niestety nie gwarantuję...
Pozdrawiam
-
Odp: Blubry starego pyry.
Robert trzymam za słowo. Będzie okazja porównać gdzie lepiej smakuje złocisty napój. A pogoda jak sam wiesz w dobrym towarzystwie jest zawsze OK.
-
Odp: Blubry starego pyry.
5.09
Niedzielny poranek wita nas strugami deszczu. Czyżby stwórca doszedł do wniosku, że w niedzielę należy odpoczywać? Intensywny deszcz, nisko wiszące chmury uniemożliwia praktycznie jakikolwiek wyjście w góry. Zostaje tylko podziwiać świat z okien naszej kwatery. Brak ruchu skutkuję, że zażywamy jako lekarstwo na nudę Bertrandową nalewkę i inne destylaty. Czas biegnie leniwie a deszcz nie ma zamiaru przestać padać. Deszcz deszczem ale żołądek ma swoje prawa i około godzin popołudniowych domaga się posiłku. Ubieramy się w peleryny, pakujemy puste pojemniki po złocistym niepasteryzowanym płynie i udajemy się do centrum UG. Dochodząc do ZpC dostrzegamy coś znajomego. Srebrne auto oklejone napisami. Dostrzegamy również Renatkę. Po wymianie pozdrowień umawiamy się na spotkanie w formowym lokalu kontaktowym. Idziemy najpierw do sklepu po zakupy. Uzupełniwszy zapasy idziemy na umówione spotkanie. Renatka z Bertrandem zażywają herbatki i cierpliwie czekają na zamówioną kiełbaskę z frytkami. My zamawiamy po browarku i placki po bieszczadzku. Jest niedziela można zaszaleć zwłaszcza, że niestety zbliża się nieubłaganie dzień wyjazdu. Zapraszamy Renatkę i Bertranda na naszą kwaterę na kawę ale to spotkanie musimy odłożyć bo pyrlandczycy mają umówioną wizytę w Cisnej. Nasze zamówienie zostaje zrealizowane jak na warunki ZpC niemal błyskawicznie. Renatka i Bertrand na swój posiłek czekają. Interweniujemy raz i drugi w sprawie kiełbaski. My zdążyliśmy zjeść a zamówienia Bertranda jak nie było tak niema. Bertrand mimo tego, że jest siłą spokoju w końcu nie wytrzymał. Zrezygnował z zamówienia. Dziwne ale nie usłyszał nawet zwykłego przepraszam za zaistniałą sytuację. Nie najlepsza to wizytówka dla lokalu. Wychodzimy przed ZpC, żegnamy się, jeszcze raz zapraszamy Renatkę i Bertranda na kawę w drodze powrotnej z Cisnej. Ponownie zaczyna padać im bliżej jesteśmy poczty tym mocniej leje. Na miejsce docieramy wręcz w strugach deszczu. Dobrze, że mamy peleryny bo po raz kolejny byłoby co suszyć. Reszta dnia mija w rytm padającego deszczu. Korzystam z okazji i w końcu oglądam najnowszą produkcję HBO pt. „Pacyfik”. Moim zdaniem jednak do „Kompanii braci” to dzieło się nie umywa. Przychodzi wieczór czas szykować się do snu. Zasypiam z pytaniem będzie padać czy nie?
cdn.
-
10 załącznik(ów)
Odp: Blubry starego pyry.
6.09.
Pogoda tak nijaka. Trudno przewidzieć czy będzie padać. Biorąc pod uwagę fakt, że jutro niestety jest dzień powrotu nie bardzo chcemy zmoknąć. Postanawiamy więc zrobić sobie wycieczkę niezbyt forsowną. Ruszamy więc do Bóbrki. Mnie interesują wszelkiego rodzaju fortyfikacje, twierdze i umocnienia więc chętnie zobaczę bunkry, pozostałość po linii Mołotowa. Wyjeżdżając z UG zabieramy po drodze dwóch młodzieńców, których pobyt w Bieszczadzie dobiegł końca. Podwozimy ich do Dołżycy ich droga wiedzie do Cisnej my odbijamy na Terkę. W Bóbrce parkujemy się naprzeciwko szkoły i przemieszczamy się w kierunku kamieniołomu. Przechodząc przez mostek przechodzimy koło kapliczki i przed nami wyrasta pierwszy z zachowanych bunkrów. Robi ponure wrażenie zaniedbany, zarośnięty krzakami jest niemym świadectwem historii tego miejsca. Maszerujemy na teren kamieniołomu im wyżej wchodzimy tym piękniejsze widoki się przed nami rozciągają. Dochodzimy na szczyt kamieniołomu gdzie stoją trzy krzyże. Szczyt robi ponure wrażenie. Zaśmiecony do granic niemożliwości. Pełno tam opakowań po napojach, pojemników plastikowych po kanapkach poruszają mój nerw. Cholera nie mogę zrozumieć tych ludzi wnoszą na szczyt pełne opakowania i nie mających siły znieść pustych? Nie wiem czy to jest znak czasu. Ale moim zdaniem to jest znak złego wychowania i zwykłego chamstwa, braku szacunku dla siebie i do innych. No dość tego narzekania, nacieszywszy oko widokami na miejscowość i zapory na Solinie pomału schodzimy w dół. Teraz chcemy dojść do drugiego bunkra. Moja lepsza połowa mówi, że nie idzie. Postanawia poczekać na nas w błękitnej strzale. Razem z siostrą leziemy na Żukowiec szukać drugiego bunkra. Droga błotnista, strzałka pokazuje, że do bunkra jeszcze 200 m. Ale to mało pocieszająca informacja po później żadnego znaku gdzie iść. Łazimy po krzaczorach, chaszczach, trawach i błocie a bunkra ani widu ani słychu. Gdy kąpię się w błocie po kostki rezygnuję z dalszych poszukiwań, trudno niech ten bunkier będzie tajemnicą może kiedyś go znajdę. Schodzimy pomału do auta. Przez aklamację podejmujemy decyzję gdzie zjemy obiad. Pierwsza propozycja to Tołsta i pstrągi, druga to Wetlina i „Chata Wędrowca” z naleśnikami gigantami z jagodami. Wygrywają naleśniki. Jedziemy więc do Wetlin. Jadąc każdy z nas w ciszy chłonie piękno krajobrazów bieszczadzkich. Niestety ten spokój zakłóca idiota za kierownicą, na jednym z łuków tak ciął zakręt, że niemal zepchnął nas z drogi. W tym momencie wyrwało mi się gromkie k.. mać. No cóż idiotów nie sieją, sami rosną. To zdarzenie troszkę wytrąciło nas z dobrego humoru. Dojeżdżamy do Wetliny. Zamawiamy po pół naleśnika i pysznej herbacie z sokiem malinowym . Nastrój jaki stworzono w „Chacie Wędrowca” wycisza nas i wprowadza w dobry nastrój. Wysyłam SMS do Bertranda, że żegnamy się z Bieszczadami naleśnikami gigantami. Bertrand życzy nam smacznego i szerokiej drogi. Informuję go, że wyjeżdżamy dopiero jutro i zapraszam go z Renatką na pocztę w UG na pożegnalne spotkanie. Bertrand esemesuje, że zaproszenie zostało przyjęte ale proponuje spotkanie piwne. Lodówka zostaje napełniona złocistym płynem, dziewczyny szykują jakieś ciastka. Czekamy tylko na gości. W między czasie oglądamy zdjęcia z tegorocznego pobytu w Bieszczadach. Zaczyna się robić nostalgicznie. Przez okno widzę, że podjeżdża znajome, zaprzyjaźnione, srebrne auto. Wieczór mija w miłej atmosferze. Oglądamy zdjęcia przypominamy sobie przygody które przeżyliśmy na szlaku tak ze wspólnych jak samodzielnych wypadów. W dobrym towarzystwie czas szybko płynie. Ale niestety trzeba było się pożegnać, życzyliśmy Renacie i Bertrandowi pogody do końca ich pobyt. A przed nami ostatnia noc w Bieszczadzie w trakcie tego pobytu. Pakujemy wszystko co można do plecaków i toreb. Jutro tylko wrzucimy wszystko do błękitnej strzały, pożegnamy się z panią naczelnik i pomkniemy najpierw do Zamościa i dalej do Poznania. No cóż pozostanie nam tylko sterta fotografii i garść wspomnień do następnego roku musi wystarczyć.
cdn.
Załącznik 20443Załącznik 20440Załącznik 20438Załącznik 20439Załącznik 20447Załącznik 20442Załącznik 20445Załącznik 20444Załącznik 20441Załącznik 20446
-
Odp: Blubry starego pyry.
Bardzo sympatycznie było podążać Waszymi śladami.
Zniechęcające były "mokre" wątki , ale błyskawicznie schły dzięki kolorom na obrazkach, takim jak nawłoć na zakończeniu.
-
Odp: Blubry starego pyry.
Hej,
niezauważalnie, przezroczyście, ale też przeszedłem z Wami szlak błota i bardzo mi się podobało. Dzięki.
Cytat:
Zamieszczone przez
Pyra.57
No cóż pozostanie nam tylko sterta fotografii i garść wspomnień do następnego roku musi wystarczyć.
Podejrzewam i liczę, że coś jeszcze z tej sterty i dla nas zostało... :wink:
Pozdrawiam,
-
Odp: Blubry starego pyry.
Jeszcz troszkę wam ponudzę.
-
Odp: Blubry starego pyry.
Cytat:
Zamieszczone przez
Pyra.57
... przed nami ostatnia noc w Bieszczadzie ............i garść wspomnień...
Ja też ...ja też z Wami "wędrowałem",a co tam błoto Bieszczadzkie...co się zobaczy i przeżyje, to nikt tego nie odbierze.
Fajnie to opisałeś.
-
Odp: Blubry starego pyry.
Dzięki Marku za wspaniałą wirtualną podróż po ukochanych terenach, do tego pięknie okraszoną fotkami. Musisz mi to wszystko jeszcze raz opowiedzieć … przy piwku naturalnie ;)
-
Odp: Blubry starego pyry.
Cytat:
Zamieszczone przez
Polej
Dzięki Marku za wspaniałą wirtualną podróż po ukochanych terenach, do tego pięknie okraszoną fotkami. Musisz mi to wszystko jeszcze raz opowiedzieć … przy piwku naturalnie ;)
Przemek jest inicjatywa Roberta coby się spotkać w październiku, będzie okazja powspominać oczywiście też pochwale się albumem bieszczadzkim ad 2010.
-
Odp: Blubry starego pyry.
Pyra, dziękuję - przyjemnie było przeczytać Twoją relację, pzd.:)
-
Odp: Blubry starego pyry.
Jeszcze cierpliwości to nie koniec.
-
10 załącznik(ów)
Odp: Blubry starego pyry.
7.09
Ranek wita nas słońcem i malowniczymi, porannymi mgłami. Poranna kawa i śniadanie. Zaczynamy ładowanie bagaży do błękitnej strzały. Co roku obiecujemy sobie zabierać mniej ciuchów, których i tak później się nie nosi i jak co roku popełniamy ten sam błąd. Bagażnik i część przestrzeni pasażerskiej zostaje zajęta przez torby, plecaki, lodówkę samochodową. Teraz czekamy tylko na panią naczelnik. Chcemy się pożegnać i oddać klucze od pokoju. Czekając na panią naczelnik obmyślam plan naszej podróży. Postanawiam po drodze odwiedzić Bystre i zatrzymać się w Liskowatym. Przyjeżdża pani naczelnik, pożegnanie przeradza się we wspominki. Miło pogadać o miejscach i ludziach tak bliskich sercu. Jedna wiadomość psuje nam humor. Dowiadujemy się, że są plany sprzedaży urzędu pocztowego w UG. Jeżeli plany te zostaną zrealizowane to gdzie my teraz znajdziemy tak fajne miejsce? No ale będziemy się tym martwić za rok. Teraz czas ruszać. Pierwszy przystanek to Bystre. Jadąc na łące widzimy stado saren. Zatrzymuje auto, sarny najpierw spojrzały na nas z zainteresowaniem ale nim zdążyłem sięgnąć po aparat zwierzaki zastrzygły uszami, pokazały nam swoje cztery litery i znikły w pobliskich chaszczach. W Bystrym jedziemy do cerkwi. Cerkiew robi smutne wrażenie. Widać, że ząb czasu odcisnął swoje znamię. W pobliżu pasie się stado owiec. Śmiesznie wygląda jak młody baran zaczepia szefa stada i tryka się z nim łbami. Odwiedzamy pobliską galerię ale niestety nie ma o tej porze roku nic do zaoferowania. Na cmentarzu w pobliżu cerkwi podziwiam piękne nagrobki z żelaznymi efektownymi krzyżami. Teraz koła błękitnej strzały wiodą nas do Liskowatego. I tu spotyka nas ostatnia bieszczadzka przygoda. Podjeżdżamy pod cerkiew droga lekko błotnista nic nie wskazuje, że możemy tu mieć jakieś kłopoty. Pod cerkwią próbuję nawrócić i w tym momencie koła zaczynają się ślizgać auto stoi. Podłożenie dywaników nie na wiele się zdaje. Podkładamy pod koła jakieś zielska gałęzie i co nam wpadnie w ręce ale to też niewiele pomaga. Tak jakby nas przykleiło. Koła się kręcą w miejscu nie łapiąc przyczepności. Próbujemy wypchnąć auto siłami własnych mięśni bezskutecznie. Przyjeżdża młody człowiek na rowerze który też chce zobaczyć cerkiew prosimy go o pomoc ale nawet siła mięśni czterech osób też nie przynosi pożądanego skutku. Auto chyba zakochało się w Bieszczadach i nie chce odjeżdżać. W duchu klnę na siebie, że nie mam w bagażniku jakiejś saperki. W reszcie przychodzi mieszkaniec Liskowatego, wygląda, że widział tu już nie jednego takiego nieszczęśnika. Przynosi łopatę i pomaga nam się wykaraskać z kłopotu. Z chwilą gdy koła łapią przyczepność wyrzucają strumień błota. Błoto to ląduje na mojej lepszej połowie i rowerzyście pomagającemu wypchnąć samochód. Ochlapani wyglądają jak żywa reklama łaciatego mleka. Szczęście, że mamy na podorędziu nasączane chusteczki higieniczne. Udaje się jakoś nieszczęśników doprowadzić do stanu w którym można pokazać się ludziom. W czasie gdy aktu ablucji dokonują nieszczęśnicy ochlapani błotem ja znikam na sesję fotograficzną. Smutny widok pomału umierającej cerkwi, niszczejącej w ciszy, zapomnieniu i samotności. Ponure wrażenie obserwować jak umiera cząstka historii tego regionu. Teraz już tylko zostaje droga do Zamościa. Przebiega ona bez niespodzianek. W Zamościu zostaniemy jeden dzień. A później powrót do pyrlandii. Tak kończy się nasz tygodniowy pobyt w Bieszczadach w roku pańskim 2010.
Koniec
Załącznik 20468Załącznik 20470Załącznik 20462Załącznik 20464Załącznik 20463Załącznik 20469Załącznik 20466Załącznik 20467Załącznik 20465Załącznik 20461
-
Odp: Blubry starego pyry.
Marku..po raz kolejny czytając czyjąś relację, stwierdzam , że poruszamy się podobnymi trasami, jakby jakimś ustalonym kodem.Fakt, ja w tym roku nie odwiedziłem Liskowatego ...choć 3 krotnie przejeżdżałem . kocham tą cerkiewkę !! Pod Przemyślem polecam Chyrzynkę ( troszkę w bok, przed Krasiczynem) .A jadąc do Zamościa warto także przejechać-pooglądać cudowne Roztocze !!
-
Odp: Blubry starego pyry.
Cytat:
Zamieszczone przez
tomas pablo
... jadąc do Zamościa warto także przejechać-pooglądać cudowne Roztocze !!
Zgadzam się z Tobą, Roztocze jest piękne. W tym roku byłem tam kilkakrotnie. Korzystam z faktu, że siostra mieszka w Padwie Północy więc mam niezła bazę wypadową.
-
Odp: Blubry starego pyry.
no to rzeczywiście fart !! Ja od jakiegoś czasu odkrywam je...tyle pięknych miejsc, odlotowy cmentarz w Bruśnie, Świątynia Słońca, bunkry linii Mołotowa , kilka ocalałych cerkiewek..............no i te LASY !!!!
-
6 załącznik(ów)
Odp: Blubry starego pyry.
Epilog
Będąc w Zamościu postanowiliśmy podsumować nasz pobyt w Bieszczadach na starówce. Piękna pogoda zachęcała do spędzenia ostatniego popołudnia przed powrotem do pyrlandii w scenerii renesansowej starówki. Złocisty napój ze specjałami miejscowej kuchni smakował wyśmienicie. Polecam szczególnie gryczaka z sosem kurkowym niebo w gębie. Poddając się nastrojowi i chcąc podzielić się tą chwilą wysyłam MMS do Bertranda. I tu niespodzianka dzwoni Bertrand i informuje, że on jest w drodze powrotnej do pyrlandii. W bieszczadzie leje dlatego skrócił pobyt i wraca do domu. Ze starówki nasyciwszy i ciało i ducha, wracamy już po zapadnięciu zmroku. Chcemy jutro ruszyć z samego rana. Moja siostra jak zwykle szykuje nam prowiant jak dla pułku wojska ale tej dobrej kobiecie nie przetłumaczysz, że nie jesteśmy w stanie tego skonsumować. Z Padwy Północy wyruszyliśmy skoro świt. Roztocze pożegnało nas słońcem. Im bliżej pyrlandii tym gorsza pogoda. Warunki meteorologiczne stały się wprost proporcjonalne do naszego nastroju. Nasze myśli i dyskusje zaczęły krążyć wokół tzw. „prozy dnia codziennego”. Cóż co piękne szybko się skończyło. Już zaczęliśmy tęsknić za Bieszczadami i snuć plany na rok następny.
Teraz już naprawdę koniec. Już nie będę Was nudził swoimi blubrami i dziękuję za cierpliwość. Jeszcze tylko parę fotek z zamojskiej starówki.
Załącznik 20481Załącznik 20480Załącznik 20479Załącznik 20478Załącznik 20477Załącznik 20476
-
Odp: Blubry starego pyry.
Cytat:
Zamieszczone przez
Pyra.57
Epilog
[FONT=Georgia][SIZE=3]... Poddając się nastrojowi i chcąc podzielić się tą chwilą wysyłam MMS do Bertranda. I tu niespodzianka dzwoni Bertrand i informuje, że on jest w drodze powrotnej do pyrlandii...
Nie tylko ja w tym roku skracałem pobyt w Bieszczadzie ze względu na pogodę. Nawet "Twardziele spod Opery Leśnej" to zrobili ;).
Pozdrawiam i dziekuję za relację
-
Odp: Blubry starego pyry.
Mareczku . Pytanie, jeśli można . Pyrlandia i Zamość-- jakie związki poza siostrzyczką łączą cię z Padwą Północy . Pochodzisz z tamtych stron ? . Ja mam podobne , Obecnie mieszkam w krzyżackich stronach , mianowicie Toruniu . W pyrlandii bywam okazjonalnie u rodzinki
( Poznań , Swarzędz ) Jeśli można - pisz na e- maila januszkiafu@gmail.com
pozdrowienia-- Janusz