-
Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Kilka osób od dłuższego czasu namawiało mnie do powrotu do klawiatury. Używali oni różnych argumentów, w końcu uległem. Postanowiłem, że napiszę kilka słów o ostatnim wypadzie w ukochane góry. To, że nie pisałem od dłuższego czasu nie oznacza, że Tam mnie nie było. Byłem, ale leniwy się zrobiłem ostatnio. Ognisko moje będzie się paliło tylko wtedy, jeżeli będziecie je podsycać tak, jak dawniej to robiliście.
Tego wyjazdu wcale nie planowałem. Pewnego dnia na początku sierpnia mój Szef wezwał mnie na dywanik i z surową miną oświadczył mi, że jestem królem w firmie jeżeli chodzi o ilość niewykorzystanego urlopu. Powiedział, że ostatni tydzień sierpnia mam odpoczywać. Wróciłem do domu i powiedziałem Renatce, że możemy gdzieś pojechać na tydzień. Zaproponowałem wypad nad morze, bo dawno nas tam nie było. Zaproponowałem też Budapeszt, bo Renatka bardzo lubi to miasto. Dałem jej kilka dni do namysłu. Tak naprawdę spodziewałem się tylko jednej odpowiedzi. W międzyczasie byłem służbowo w Trójmieście. Umówiłem się z długim, że ich odwiedzę. Podczas wizyty padło sakramentalne pytanie: będziecie w Duszatynie na rocznicy? Odpowiedziałem, ze nie wiem, ale ja już wtedy wiedziałem jaką decyzję podejmie Renatka. Po powrocie do domu usłyszałem to czego się spodziewałem: „A może pojedziemy w Bieszczady?”. Teraz tylko pozostało nam ustalić konkretnie dokąd? Z tym też nie było problemów. Dawno nas nie było u Danusi i Krzysztofa w Zawozie. Jeden telefon i mamy załatwiony nocleg. Jeszcze tylko kilka tysięcy kilometrów po kraju (podróże służbowe) i wyjeżdżamy. W tygodniu poprzedzającym wyjazd komórka dzwoni znajomym bieszczadzkim sygnałem, Znaczy się ktoś z forum się do mnie dobija. Odbieram telefon i słyszę tubalny głos Wojtka 1121. Pyta się czy czasem w Bieszczady się nie wybieram po tarninę na nalewkę. Odpowiadam, ze na tarninę jeszcze jest za wcześnie ale w Bieszczady faktycznie jadę już niebawem. Wojtek się ucieszył i powiedział, ze on też Tam będzie. Zapytał się gdzie będę stacjonował, od kiedy i umówiliśmy się na telefon. Cały poprzedzający wyjazd tydzień spędziłem poza domem. W piątek byłem w Łodzi. Po południu dotarłem do domu. Jeszcze tylko kilka maili, drzemka. Barnaba pakuje nam auto do bulu i wyjeżdżamy…. Cdn.
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Znaczy się, że przysiadłeś się...
Pozdrawiam
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Znaczy się, że przysiadłeś się...
Pozdrawiam
bo miło tu...i smakowicie ! ;)
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
3 grosze mile widziane? w stosownym momencie?
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Cytat:
Zamieszczone przez
długi
3 grosze mile widziane? w stosownym momencie?
długi! Za odpowiedź niech wystarczy cytat. Powyżej napisałem: "Ognisko moje będzie się paliło tylko wtedy, jeżeli będziecie je podsycać tak, jak dawniej to robiliście."
Pozdrawiam
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Łoł ! Królewskie żarcie ?
Czyżby nowe wcielenie Magdy G. snuło się po Bieszczadach ?
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Jeśli można, to z boczku też przykucnę;)
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Imienniku do Twojego ogniska i ja z przyjemnością dosiąde,pozdrówka.
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Już nas gromadka, zaczynaj Waść ;)
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Zglodnialem... co z tym zarciem? ;)
Dorzuc do ognia drew....
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Mówisz, masz i o żarciu nawet
Przepraszam za „bulu” miało być rzecz jasna bólu.
Ponieważ wyjechaliśmy w środku nocy, odpuściłem sobie autostrady i bardzo ekonomiczna prędkością popędziłem tym razem granatowym karawanem na południowy wschód. Renatka obudziła się koło najbardziej znanego pomnika w Rzeszowie. Nazwy jego nie będę tu wstawiał z przyczyn oczywistych. Po drodze do Leska zjadamy skibki przygotowane jeszcze w Poznaniu. Nie pyrlandczycy jedzą meble czyli kanapki, my jemy skibki! Meble zostawiamy kornikom. Zatrzymujemy się jeszcze przed rondem w Lesku. Już chyba wiecie po co. Kawa i torcik w „Słodkim Domku” zawsze tak robimy i tradycji nie mamy zamiaru łamać. Potem lesko – obowiązkowo księgarnia. Nabyłem droga kupna najnowszą mapę Krukara i stwierdziłem, że jest ona uaktualniona w stosunku do poprzedniego wydania. Polecam! Teraz tylko na drugą stronę Sanu i śmigam do Cisnej. Zatrzymuję się przy schronisku. Podchodzi do mnie biskup, a może „Biskup” , a ja się przedstawiam ojciec Barnaby jestem. Pojawił mu się na twarzy uśmiech od ucha do ucha i o mało nas nie pobłogosławił. Ochoczo pomógł nam wyładować klamoty Barnaby i pozanosił je do składziku jakiegoś. Potem zaproponował nam herbatę albo kawę. Wiem, że Królowej się nie odmawia ale „Biskupowi” chyba można. Odmówiłem, co Renatka wypominała mi przez długi czas. Tacy sympatyczni ludzie, a Ty herbaty z nimi się nie napiłeś. Trudno. Jedziemy do Zawozu, bo już popołudnie nastało. Jedziemy ta drogą, co kiedyś była baaardzo dziurawa, potem była wyremontowana, a teraz dziury w niej są łatane na bieżąco. Dojeżdżam do skrzyżowania i skręcam w prawo. Nie rozpędzam się jednak bardzo, bo postanawiamy zjeść obiad. Bardzo lubimy jadać w barze „Pod Gontami”. Jak sama nazwa wskazuje bar jest kryty ….blachą J. Pamiętam jednak czasy, kiedy był on kryty gontem. Cóż blacha jest tańsza… Nie wiem, czy wiecie ale bar ten przynajmniej dla mnie ma dwie duże zalety. Pierwsza z nich to jedzenie. Niedrogie i zawsze świeże. Jak zamówicie schaboszczaka, to zanim zjecie słyszycie jego ubijanie. Zdarzyło mi się kiedyś, że pierogi były specjalnie dla mnie klejone… Druga zaleta, to Szefowa. Przeurocza Pani, która zawsze opowie cos dowcipnego. Zwłaszcza kiedy goście poczęstują ja czymś mocniejszym. Nie będę tego dalej drążyć. Tam trzeba być. Bar ten jest czynny cały rok, to też cenna uwaga. Po zjedzeniu pysznego obiadu pojechaliśmy wreszcie na kwaterę. Oczywiście najpierw powitanie i kawa. Opowiedzieliśmy sobie co słychać u Danusi i Krzysztofa oraz u nas. Przekazaliśmy Gospodarzom flaszkę pokoju znaczy się tarninówki i poszliśmy się rozpakować…. cdn
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Już chyba wiecie po co. Kawa i torcik w „Słodkim Domku” zawsze tak robimy i tradycji nie mamy zamiaru łamać.
heh - to JAKAŚ nowa, świecka tradycja ?? ....też kultywujemy tą TRADYCJĘ !!!
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Dobry wieczór!
Tradycyjnie mało widzialnie, ale i ja się do Was dosiadam...
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Hej! Też już jestem!
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Meble zostawiamy kornikom.
Taka ciekawostka na marginesie, bo często rzeczywiście jest to mylone- korniki żerują na żywym drzewie, a meble wpieprzają kołatki. Ale to chyba nie ma znaczenia, czy podrzucać do ognia będziemy korniki czy kołatki?
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
A ja głupi myślałem, że kołatki, to takie stare niby dzwonki na drzwiach. :-)
Pozdrawaim
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Owszem, jeśli drzwi zaatakowały kołatki:-P
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Pisz dalej i kołacz do naszych uszu dźwiękami sztućców przy bieszczadzkich potrawach.Ech tylko 2000 km stąd do nich.
-
7 załącznik(ów)
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Jeszcze nie zaniosłem wszystkich bagaży do pokoju, kiedy zadzwonił telefon. Odzywa się Wojtek i pyta się czy już jestem w Zawozie i konkretnie gdzie. Kiedy mu odpowiadałem słyszałem jak bardzo głośno powtarzał moje odpowiedzi i zakończył pytaniem „Iras, wiesz gdzie to jest?” Powiedział jeszcze, że płynie do Zawozu rowerem wodnym. Powiedziałem mu, żeby nas nie szukał tylko zejdziemy nad wodę. Poszliśmy z Renatka do zatoczki i widzimy rower na wodzie ale w rowerze siedzi Iras z załogą, w której nie ma Wojtka 1121. Podpłynęli i nastąpiło powitanie. Iras powiedział, że chyba będę musiał odwieźć Wojtka samochodem – wymiękł biedaczek na rowerze. W końcu pojawił się i Wojtek ze swoją załogą. Z dala było można usłyszeć „Iras! No co „”Kurka wodna”” Ty mnie namówiłeś!. W końcu dobił do brzegu i ledwo wysiadł z łodzi. Poopowiadali trochę o wyjeździe do Albanii. Wojtek zaproponował wspólne spędzenie dwóch dni, na co przystaliśmy. Pierwszy wspólny dzień miał być jutro. Po krótkim odpoczynku wsiedli do swoich „wodnych rydwanów” i odpłynęli. Jak już byli dosyć daleko jeszcze słyszeliśmy narzekania płynące nad wodą. Wróciliśmy na kwaterę i dokończyliśmy rozpakowanie. Stwierdziłem, że jeszcze trochę dnia nam zostało, to podjedziemy odwiedzić Stefana. Z tym Stefanem to jest tak: kilka razy byłem u niego ale nigdy, Go nie zastałem. Ku ogólnemu zaskoczeniu ludzi którzy również stacjonowali u Danusi i Krzysztofa wyjechaliśmy na wycieczkę. Karawan zaparkowałem na placu przy moście, który przed wielu laty był zaspawany. To znaczy miał przyspawaną rurę do lewej i do prawej balustrady, aby nikt po nim nie jeździł. Później rura zniknęła, chyba dlatego aby można było przez niego przewozić drewno. Śmiało przeszliśmy przez most i dopiero wtedy poczułem, że naprawdę już jestem w Bieszczadzie. Powoli, nie spiesząc się idziemy szutrową drogą, która chyba kiedyś była pokryta asfaltem. Wsłuchujemy się w ciszę i dobiegający z dala szum rzeki. Nagle z naprzeciwka idzie grupa kilkunastu ludzi. Kiedy się mijaliśmy, to powiedzieli nam, że dalej nie ma po co iść, bo tam nic nie ma. Odpowiedziałem, że my takie nic bardzo lubimy oglądać i poszliśmy dalej. Zastanawiałem się czy potrafie odnaleźć ścieżkę, którą dochodzi się do domu Stefana. Mimo coraz starszego wieku, trzęsących się rąk i postępującej sklerozy o dziwo nie miałem z tym problemu. Schodzimy zarośniętą ścieżką w dół w stronę Rezydencji Stefana. Renatka zaczęła się troszkę obawiać, że prędzej niedźwiedzia niż Stefana tu znajdziemy. Głośno ją pocieszałem, ze nie ma takiej opcji a w duch zastanawiałem się co zrobimy kiedy ona będzie miała rację? Po kilku minutach stajemy przed Rezydencją. Gospodarza dawno tu nie było, bo chałupa całkiem zarośnięta jest. Cóż znowu nie będę miał okazji poznać Stefana. Na wszelki wypadek wchodzę do środka sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Porządku tam nie było ale tak tu bywa prawie zawsze. Jest to jedyny dom, który znam, w którym okna otwierają się od zewnątrz na zewnątrz J . Postanowiłem jeszcze zejść do łazienki, która jest poniżej Rezydencji. Łazienka jest bardzo obszerna i piękna. Przy wodociągu ktoś (Stefan?) zbudował przedziwną konstrukcję z kamieni. Nie potrafiliśmy się domyślić do czego ona mogła służyć. Ponieważ zaczęło się robić szaro, na powrót Stefania nie było można liczyć, Renatka kategorycznie zażądała powrotu na kwaterę. Cóż, nie miałem wyboru. Kiedy wróciliśmy na kwaterę było już ciemno. Odebrałem jeszcze dwa telefony: jeden od Wojtka, że jutrzejsze spotkanie jest nieaktualne. Drugi telefon był od długiego. Zapytał czy będę określonego dnia w określonym miejscu. Potwierdziłem, że będę z Renatką i z Wojtkiem 1121. długi się ucieszył i zapewnił mnie, że jak zwykle gołębie też będą. Nie powiem, że nie ucieszyłem się na spotkanie z gołębiami. Lubię te „ptaszki” Jeszcze tylko browar, albo i dwa i wylądowałem w łóżku. Skrzypiało tak niemiłosiernie, ze można było w nim tylko spać. cdn
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Drugi telefon był od długiego. ... długi się ucieszył i zapewnił mnie, że jak zwykle gołębie też będą. Nie powiem, że nie ucieszyłem się na spotkanie z gołębiami. Lubię te „ptaszki”
Dzwoniłem, bo nie wiedziałem jaką podstawkę pod gołębie zamówić; małą ok 1kg, czy dużą, ponad 2 kg. Wyszło że potrzebna była duża;)
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Również przysiadam się i chłonąć zamierzam... do wyjazdu w Bieszczadki jeszcze daleko :/
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Tak bardzo nieśmialo.... może trochę się posuniecie i jakieś skromne miejsce znajdzie się i dla mnie...
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Wreszcie...płonie ogień:) Siadam i czekam na ciąg dalszy. Czasem dumam, że powinienem też spisywać swe wizytacje bieszczadzkie, ale...leń ze mnie i wolę słuchać gawęd Bertranda:)
Twoje ogniska są solidne:)
D.
-
5 załącznik(ów)
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Niedziela. Wstajemy rano, skoro świt. Nie wiem, czy wiecie, że we wrześniu w Zawozie świta tak około 9:00. Od samego świtu do południa „robimy nic. Lubimy to robić.” (to napisałem specjalnie dla Dertego) Około południa zmęczeni tą ciężką harówką postanawiamy wyruszyć w nieznane. Tak naprawdę, jak dojechałem do małej szosy, jeszcze nie miałem żadnych planów. Jak dojechałem do małej szosy, to skręciłem w prawo i nadal myślałem….Przejechałem jedną wieś i w drugiej skręciłem w lewo. Na rozstaju dróg znowu obrałem lewy kierunek. Dojechałem do następnej wsi i popatrzyłem na cerkiew, co stoi nad droga po prawej stronie. Chyba ja najbardziej lubię ze wszystkich bieszczadzkich drewnianych cerkwi. Droga prowadziła nas przez brody, których po remontach brodami już chyba nazwać nie można. Rozumiem, ze remonty to duże ułatwienie życia dla mieszkańców ale dla mnie droga ta straciła swój urok. Zatrzymałem karawan na górze i połaziliśmy trochę po łąkach. Pogoda nie była tego dnia najlepsza – mżawka i dlatego nie chciało nam się dużo chodzić. Natomiast bardzo lubimy po zboczach Sierpniowca chodzić. Stamtąd są ładne widoki na górę na którą nadleśnictwo chce skanalizować ruch turystyczny. Po krótkim spacerze wróciliśmy do karawanu i pojechaliśmy dalej. Odnalazłem dom, który został zbudowany z gliny. Teraz jest już wykończony i prezentuje się całkiem, całkiem. Poza tym mieszkańcy mają ładny widoczek z okien. Następnie pojechaliśmy do metropolii opiewanej w piosence przez Krystynę Prońko. No i zaczęło się… Długa rozmowa z Panią Krysią z galerii Czarny Kot. Wpadłem tez na chwilę do Barda Bieszczadu. Tego dnia był w formie, opowiedział kilka dowcipów i recytował wiersze. Pokłoniliśmy się Bogusiowi, zrobiliśmy zakupy w sklepie i wyruszyliśmy w stronę Zawozu. Jako, ze pogoda ciut się poprawiła postanowiłem odwiedzić cerkiew stojącą obok drzewa z dziuplą. Zatrzymałem karawan na parkingu i poszliśmy. Tak nam się dobrze szło, ze minęliśmy zabudowania po prawej stronie i poszliśmy dalej. Aż nam się droga skończyła. Zaczęła się za to ścieżka na Mądrą i tu postanowiliśmy zawrócić. Wypał, który stoi prawie na końcu drogi wygląda na nieczynny, ale jedna retorta z pewnością jest zamieszkała. Świadczą o tym materac i różne graty, które są w środku. W drodze powrotnej weszliśmy do cerkwi na chwile zadumy….. Na ławkach, na których kiedyś z Piskalem i paroma innymi osobami z forum siedzieliśmy zjedliśmy i wypiliśmy zakupy. Napoje nie były już zimne…ale chmiel jest chmielem. Powrót do karawanu i po ciemku już do Zawozu. A tam podnieceni współwakacjusze z Radomia opowiedzieli mi jakie mieli ciekawe spotkanie z Zakapiorem. Nawet Mu dwa papierosy dali…Do zakapiora zaprowadził ich znajomy Przewodnik. Ot taka ciekawostka. Wysłuchałem ich, pogrzebałem w necie, wypiłem jeszcze ze dwa i na tym koniec…
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Droga prowadziła nas przez brody, których po remontach brodami już chyba nazwać nie można. Rozumiem, ze remonty to duże ułatwienie życia dla mieszkańców ale dla mnie droga ta straciła swój urok.
Też doznałem rozczarowania ....i na cóż mnie ten mój pojazd , na takich ogromniastych kołach ?? ...:-?
domek z gliny -uroczy !
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Witajcie, też dołożę do ognia, zwłaszcza, że wczoraj wróciłem z Bieszczadu. Byłem parę dni niedaleko od Ciebie bo w Rajskim i czytałem z moim przyjacielem, który tam mieszka jego literaturę. To powietrze, widoki i literatura - ach!
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
U Małgosi i Andrzeja byłeś?
Pozdrawiam
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Niecierpliwie czekam, bo ognisko coś przygasło. Bertrand ja z prośbą, dorzuć kilka szczap do ognia.
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Królewskie żarcie ???? przy tak wygaszonym ognisku ????
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Skoczyłem na chwilę w Alpy. Obiecuję, że jak wrócę to dorzucę do ognia...
Pozdrawiam
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Obiecanki, cacanki... Wróciłem i nie miałem czasu. Jutro będę w Bieszczadzie, to stamtąd będę dorzucał.
Pozdrawiam
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Pozdrów i wycałuj Małgosie i Jędrusia KONIECZNIE !!!!! ....( może załapiecie się na kajaki ?....)
ps...ja idę mieszać beton :mrgreen:
pozdrawiam !
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Obiecanki, cacanki... Wróciłem i nie miałem czasu. Jutro będę w Bieszczadzie, to stamtąd będę dorzucał.
Pozdrawiam
Dorzuć, dorzuć, bo zaczynam tęsknić, a przecież tak niedawno wylazłem z tej dziupli;)
Pozdrawiam!
-
8 załącznik(ów)
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Cytat:
Zamieszczone przez
tomas pablo
Pozdrów i wycałuj Małgosie i Jędrusia KONIECZNIE !!!!! ....( może załapiecie się na kajaki ?....)
....pozdrawiam !
Jakie kajaki??? Pozdrowimy oczywiście!
Już wiecie, kiedy w Zawozie świta. O świcie padało, więc nie spieszyliśmy się z poranną toaletą. Nie będę się tłumaczył, o której ale w końcu wyjechaliśmy. Postanowiliśmy sobie pojeździć i ewentualnie tylko trochę pospacerować. Pojechaliśmy małą szosą w lewo. Do końca. Po drodze zadzwoniłem do Superpowsimordy z zapytaniem, czy jest może w Bieszczadzie? Odpowiedziała mi (ta Super…), że nie. Poprosiła mnie, żebym zajrzał na włości.. Jak droga się skończyła, to skręciłem w lewo i zaraz potem w lewo. Podjechałem pod Galerię prezydencką. Pogadaliśmy na tematy różne oraz złożyliśmy stosowne zamówienie na prezent rocznicowy. Wszak za miesiąc będziemy znowu tutaj z rodzinką, która będzie obchodzić w tym czasie Srebrne Gody. W tym czasie przestało padać. Jakoś mi do włości nie było po drodze. Pojechałem na północ, aż do miejsca kiedy odbijała droga w prawo. Skręciłem i podziwialiśmy wioskę. W drodze powrotnej obejrzałem sobie cerkiew z zewnątrz i połaziłem po cmentarzu. Dojechałem do następnej wsi, która nazywa się tak jak miejsce po wsi w innej części Bieszczadu. Tam mieszka wspaniały leśniczy ze swoją rodziną. Zatrzymałem się przy cerkwi, która była otwarta. Obejrzeliśmy sobie ją od środka i ucięliśmy sobie długa pogawędkę ze starszym Panem, który pilnował świątyni. Był on synem przesiedleńców z Sokalszczyzny i opowiadał nam o pierwszych latach po przesiedleniu. Martwił się też o ikonostas w cerkwi, bo mała społeczność nie jest w stanie udźwignąć restauracji głównej ikony. Złożyliśmy małą ofiarę i pojechaliśmy dalej. Zatrzymałem się przy cerkwi obok której jest tablica pamiątkowa członków koła łowieckiego „Żbik” z Ustrzyk Dolnych, którzy odeszli cyt.: „Do Krainy Wiecznych Łowów”. Jak zwykle połaziłem po tamtejszej nektopolii i wróciłem do karawanu. Pojechałem kawałek dalej i skręciłem do wsi. Droga przez wieś i przez bród dojechałem do następnej drewnianej świątyni. Zajrzałem przez dziurkę od klucza. Ikonostasu brak. Ale świątynia chyba jest remontowana. Następnie pieszo przez łąke udaliśmy się do ruin kaplicy dworskiej. W sumie odkryłem bardzo urokliwe miejsce. Postanowiłem, że będę je częściej odwiedzał. (
Za półtorej godziny wsiadam do karawanu i jedziemy w Bieszdzad, więc kończę teraz, ale dorzucę do ognia już stamtąd)
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Cytat:
Odpowiedziała mi (ta Super…), że nie. Poprosiła mnie, żebym zajrzał na włości.. Jak droga się skończyła, to skręciłem w lewo i zaraz potem w lewo. Podjechałem pod Galerię prezydencką
.
I jeżeli powiesz, że dom na włości ma litery na... to dorzuciłeś do ognia moją sierpniową wyprawę (prawie ta sama trasa i miejsca).
Pozdrawiam!
-
4 załącznik(ów)
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
Przygasło trochę, to dorzucę drew...
w tym samym (prawie) czasie co Bertrand spakowałem manatki i zameldowałem się na starych śmieciach nad Osławą. Kilka, no kilkanaście minut potrzebowałem na jakie, takie zagospodarowanie się. Nareszcie u siebie. I pomyśleć, że tak już od 30 lat... Kliniczny przykład zarazy bieszczadzkiej. Na polu praktycznie sami znajomi. I to tacy od serca i od wielu lat. Przywitanie było serdeczne. Wieczorne ognisko zapowiadało się wspaniale.
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
4-ka w miniaturze wygląda jakby trwało polowanie na dzicz bieszczadzką ;)
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
:razz:Też mi się tak skojarzyło,polowanie jak na safari....z auta...na szczęscie bezkrwawe...misie mogą spać spokojnie
-
Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.
W Bieszczadzie za dużo wrażeń i za mało czasu jest na pisanie relacji. Oraz mam problemy z netem…
Powrót przez łąkę do karawanu. Wracamy nim do dużej szosy i nadal podążamy na północ. Ale nie za daleko… Na pierwszym rozstaju skręcam w prawo, na południowy wschód. Kiedyś już jechałem tą drogą, ale to było dawno. Nie skręcam w prawo do Domu Pomocy Społecznej – tego, w którym ostatnich swoich dni doczekał Majster Bieda – tylko jadę prosto. Postanowiłem dojechać do końca tej drogi. Minąłem wieś o narodowej nazwie i pojechałem dalej. Za wsią drogą podążała z buta malutka staruszka i dźwigała olbrzymie pakunki. Postanowiłem podwieźć kobiecinę dokądkolwiek by ona nie podążała. Zatrzymałem się i zaproponowałem transport. Staruszka powiedziała, że do domu ma niedaleko, ale ochoczo się zgodziła. Wziąłem od niej tobołki i o mało się nie ugiąłem się pod ich ciężarem. Siłaczka jakaś, czy co? Wsiadła do samochodu i pojechaliśmy jakieś 100 – 150 metrów. Zatrzymałem się przed jakąś ruderą. Opowiedziała mi, że miała z mężem wybudować dom, ale mąż zmarł… Teraz nawet pozwolenia na budowę nie ma. Odprowadziłem ją do domu, ale kazała zatrzymać się przed sznurkiem zagradzającym drogę do domu. Powiedziała, ze ma bardzo groźnego psa. Piesek szczekał na mnie, ale nie wyglądał na takiego, co potrafi skrzywdzić dorosłego człowieka. Powiedziałem to staruszce, a ona odpowiedziała mniej więcej tak: „ Panie, jak mu Pan będzie dawał kiełbasę to najpierw rękę panu odgryzie a potem zje ją razem z kiełbasą”. Nie miałem ochoty sprawdzać jej słów. Pożegnałem się ze staruszką i pojechałem droga dalej. Kilkaset metrów dalej droga okazała się zbyt wymagająca dla karawanu. Zawróciłem. Teraz obejrzałem sobie wieś. Wieś, jak wieś, ale domy w niej malownicze stoją, no może nie wszystkie. Zatrzymałem się przy cmentarzu ewangelickim. Przed ni stoi kamień ze zdjęciem kościoła, który stał w tym miejscu jeszcze nie tak dawno (dawno, to pojęcie względne jest). Sam cmentarz wykoszony, ale dawno chyba nie odwiedzany. Przed cmentarzem stoi dom z groźnie wyglądającym psem na łańcuchu. Pomyślałem przez chwilę, ze jest jakaś ustawa o psach, łańcuchach itd. Chyba Krysia (przedtem orsini) jest bardziej zorientowana. Następnie obejrzałem sobie (niestety tylko z zewnątrz) cerkiew, która została tu przeniesiona z Jasienia. Kurczę sporo świątyń w Bieszczadzie wędrowało z miejsca na miejsce…Za cerkwią jest stary cmentarz. Pojechaliśmy dalej. Na rozstaju dróg skręciłem na północ. Poczułem się raźniej. Raźniej, dlatego, że droga ta przypominała „stare” bieszczadzkie drogi. Dziura koło dziury. Powolutku posuwaliśmy się dalej. Można się przyglądać krzaczorom po obu jej stronach. Dojechałem do końca drogi. Mogłem skręcić w prawo albo w drugie prawo, jak mówi mój kolega. I tutaj spłynęła na mnie pomroczność jasna, albo cos takiego. Tam według mapy jest cmentarz, cerkwisko i cmentarz ewangelicki. A ja pojechałem w to drugie prawo na północ. Cóż będzie powód, żeby tu wrócić. Po prawej stronie drogi, jakieś pięćdziesiąt metrów od niej stoi auto i około 20 osobowa grupa młodych ludzi. Też się nie zatrzymałem, żeby zobaczyć, co tam jest… Minąłem po lewej stronie jakieś drewniane chatki i dojechałem do Końca. Koniec jak to koniec nieduży jest. Następnie zatrzymałem się przy cerkwi. Ładna Ci ona jest. Cmentarz za nią nieciekawy, ale jeden grób ładny jest. Potem jeszcze pojechałem do wsi Liskowate, do Ustrzyk do kolegi na kawę i wróciliśmy z Renatką do Zawozu. Ot, taki jeżdżony dzień….
Nie mam siły na to łącze internetowe :-( Zdjecia do tej części relacji dodam kiedy indziej. Przeepraszam