Pokaż wyniki od 1 do 10 z 67

Wątek: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.

Widok wątkowy

  1. #11
    Kronikarz Roku 2010
    Awatar bertrand236
    Na forum od
    07.2004
    Rodem z
    Poznań
    Postów
    4,224

    Domyślnie Odp: Królewskie żarcie w Bieszczadzie – nowe ognisko Bertranda.

    Jeszcze nie zaniosłem wszystkich bagaży do pokoju, kiedy zadzwonił telefon. Odzywa się Wojtek i pyta się czy już jestem w Zawozie i konkretnie gdzie. Kiedy mu odpowiadałem słyszałem jak bardzo głośno powtarzał moje odpowiedzi i zakończył pytaniem „Iras, wiesz gdzie to jest?” Powiedział jeszcze, że płynie do Zawozu rowerem wodnym. Powiedziałem mu, żeby nas nie szukał tylko zejdziemy nad wodę. Poszliśmy z Renatka do zatoczki i widzimy rower na wodzie ale w rowerze siedzi Iras z załogą, w której nie ma Wojtka 1121. Podpłynęli i nastąpiło powitanie. Iras powiedział, że chyba będę musiał odwieźć Wojtka samochodem – wymiękł biedaczek na rowerze. W końcu pojawił się i Wojtek ze swoją załogą. Z dala było można usłyszeć „Iras! No co „”Kurka wodna”” Ty mnie namówiłeś!. W końcu dobił do brzegu i ledwo wysiadł z łodzi. Poopowiadali trochę o wyjeździe do Albanii. Wojtek zaproponował wspólne spędzenie dwóch dni, na co przystaliśmy. Pierwszy wspólny dzień miał być jutro. Po krótkim odpoczynku wsiedli do swoich „wodnych rydwanów” i odpłynęli. Jak już byli dosyć daleko jeszcze słyszeliśmy narzekania płynące nad wodą. Wróciliśmy na kwaterę i dokończyliśmy rozpakowanie. Stwierdziłem, że jeszcze trochę dnia nam zostało, to podjedziemy odwiedzić Stefana. Z tym Stefanem to jest tak: kilka razy byłem u niego ale nigdy, Go nie zastałem. Ku ogólnemu zaskoczeniu ludzi którzy również stacjonowali u Danusi i Krzysztofa wyjechaliśmy na wycieczkę. Karawan zaparkowałem na placu przy moście, który przed wielu laty był zaspawany. To znaczy miał przyspawaną rurę do lewej i do prawej balustrady, aby nikt po nim nie jeździł. Później rura zniknęła, chyba dlatego aby można było przez niego przewozić drewno. Śmiało przeszliśmy przez most i dopiero wtedy poczułem, że naprawdę już jestem w Bieszczadzie. Powoli, nie spiesząc się idziemy szutrową drogą, która chyba kiedyś była pokryta asfaltem. Wsłuchujemy się w ciszę i dobiegający z dala szum rzeki. Nagle z naprzeciwka idzie grupa kilkunastu ludzi. Kiedy się mijaliśmy, to powiedzieli nam, że dalej nie ma po co iść, bo tam nic nie ma. Odpowiedziałem, że my takie nic bardzo lubimy oglądać i poszliśmy dalej. Zastanawiałem się czy potrafie odnaleźć ścieżkę, którą dochodzi się do domu Stefana. Mimo coraz starszego wieku, trzęsących się rąk i postępującej sklerozy o dziwo nie miałem z tym problemu. Schodzimy zarośniętą ścieżką w dół w stronę Rezydencji Stefana. Renatka zaczęła się troszkę obawiać, że prędzej niedźwiedzia niż Stefana tu znajdziemy. Głośno ją pocieszałem, ze nie ma takiej opcji a w duch zastanawiałem się co zrobimy kiedy ona będzie miała rację? Po kilku minutach stajemy przed Rezydencją. Gospodarza dawno tu nie było, bo chałupa całkiem zarośnięta jest. Cóż znowu nie będę miał okazji poznać Stefana. Na wszelki wypadek wchodzę do środka sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Porządku tam nie było ale tak tu bywa prawie zawsze. Jest to jedyny dom, który znam, w którym okna otwierają się od zewnątrz na zewnątrz J . Postanowiłem jeszcze zejść do łazienki, która jest poniżej Rezydencji. Łazienka jest bardzo obszerna i piękna. Przy wodociągu ktoś (Stefan?) zbudował przedziwną konstrukcję z kamieni. Nie potrafiliśmy się domyślić do czego ona mogła służyć. Ponieważ zaczęło się robić szaro, na powrót Stefania nie było można liczyć, Renatka kategorycznie zażądała powrotu na kwaterę. Cóż, nie miałem wyboru. Kiedy wróciliśmy na kwaterę było już ciemno. Odebrałem jeszcze dwa telefony: jeden od Wojtka, że jutrzejsze spotkanie jest nieaktualne. Drugi telefon był od długiego. Zapytał czy będę określonego dnia w określonym miejscu. Potwierdziłem, że będę z Renatką i z Wojtkiem 1121. długi się ucieszył i zapewnił mnie, że jak zwykle gołębie też będą. Nie powiem, że nie ucieszyłem się na spotkanie z gołębiami. Lubię te „ptaszki” Jeszcze tylko browar, albo i dwa i wylądowałem w łóżku. Skrzypiało tak niemiłosiernie, ze można było w nim tylko spać. cdn
    Załączone obrazki Załączone obrazki
    bertrand236

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Solina, ognisko, impreza
    Przez martek w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 3
    Ostatni post / autor: 16-08-2012, 10:42
  2. Wiosenne ognisko Bertranda
    Przez bertrand236 w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 163
    Ostatni post / autor: 18-12-2009, 14:31
  3. Krótki zimowy pobyt Bertranda
    Przez bertrand236 w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 41
    Ostatni post / autor: 08-02-2006, 12:16
  4. Ognisko w Bieszczadach
    Przez mouse w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 5
    Ostatni post / autor: 21-06-2005, 13:27
  5. Czarcie żarcie
    Przez Henek w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 5
    Ostatni post / autor: 12-03-2004, 17:42

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •